Krzyż na swoim miejscu


Tytuł może okazywać się prowokacyjny, lecz mnie osobiście zupełnie nie po drodze w takim jego pojmowaniu. Dlaczego? Ja ochrzczony, potem była pierwsza komunia, potem czas bez wiary, religii, czy kościoła w życiu. Potem mój przyjaciel chciał mnie wciągnąć na nowo, a wówczas katechezy były jeszcze w salach przykościelnych, domach na parafiach. Potem ponownie długo nic, aż… ślub kościelny, a nie było jeszcze konkordatu, a cywilny dopiero po miesiącu. Dzięki temu bierzmowanie… ale nadal nie stykałem, choć do dziś dzień (15 lat i troszkę już dni) nadal uważam, bez wątpliwości, że małżeństwo (miałem wówczas 23 lata), a szczególnie sakrament małżeństwa to jedna z najlepszych decyzji jaką w życiu podjąłem. Potem był czas „praktykowania”, ale dalej jakoś nie kontaktowałem. Musiałem przeżyć swoje, nie tylko jako wydarzenia, upadki, ale te chwile, okresy, niesamowitego odczuwania emocjonalnego. Nie umiem tego wyrazić, opisać inaczej niż jako znaku od Najwyższego. Mogę o tym rozmawiać, ale za każdym razem nieco inaczej opisuję swoje odczucia, we wnioskach takie same, ale czy wiarę można opisać, skodyfikować,… można tylko próbować… bo dla mnie to przede wszystkim odczuwanie…

W końcu dojrzałem i wierzę i mam wątpliwości. W końcu tylko jestem człowiekiem. Kiedyś mówiłem, że wiara to moja prywatna sprawa, ale dziś czuję, że wiara jest sprawą nas wszystkich. Wiodę dyspóty z wieloma znajomymi i przyjaciółmi, a są pośród nich Ci, którzy mówią, że nie wierzą, Ci którzy są buddystami, obojętni, zaangażowani, a fanatyków jakichkolwiek staram się unikać. Cały czas raczej umacniam swoją wiarę. Co mi daje katolicyzm? Kształtuje mi sumienie, ale jednocześnie jako naukowiec zadaję dużo pytań, dyskutuję w ciszy skupienia i nie tylko w ciszy. Sumienie jest tym czymś co pozwala nam albo iść ścieżką dobrego człowieka, albo nie. W pojmowaniu dobra i zła najpierw prowadzą nas nasi Rodzice, więc to oni osobowe kształtują mnie, moje sumienie na początku, a potem ja sam zdobywam swoje doświadczenie. Ale skąd Rodzice czerpali swoje ukształtowanie… od swoich Rodziców. Tak wędrować możemy całe tysiąclecia wstecz…

To co dziś nazywamy Polską, narodem polskim, czy innym państwem oraz narodem powstało w ludzkim pojmowaniu dopiero w okresie chrześcijaństwa. Po upadku Rzymu, właśnie chrześcijaństwo pozwoliło na zarządzanie mieszkańcami Europy, kształtowanie ich postaw, zachowań, aż po formowanie się świadomości państwowości i narodowości. Dzisiejsza Europa wywodzi swoje korzenie z chrześcijaństwa. Tego nie da się pominąć, usunąć, lekceważyć, tak jest, to jest fakt. Oczywiście nie przekreśla on sam w sobie dyskusyjnego charakteru wielu problemów z jakimi spotykamy się współcześnie.

Czy należy zdjąć krzyż z sejmowej sali??? Nie ulega dla mnie wątpliwości, że państwo moje, moja Polska, jest państwem suwerennym i istnieje rozdzielność między państwem a religiami. Podkreślam „religiami” bo w Polsce nie mieszkają tylko wyznawcy chrześcijaństwa, katolicy. Czym dla mnie jest krzyż z Jezusem Chrystusem? Nie jest tylko symbolem mojej wiary, lecz przede wszystkim wskazuje na istnienie pewnych zasad, które w ogólnym zarysie wskazują mi drogę w życiu. Moje sumienie wskazuje mi na dobre myśli, słowa i uczynki. Nie łudźmy się, nie ma ludzi nie wierzących, są co najwyżej tylko tacy, którzy tak mówią. Obecnie pojmowane zasady dobra i zła, czy te wywodzące się z religii, czy tzw. humanistyczne w pojęciu „dobrego człowieka” są zbieżne i silnie splecione. Zaryzykuję, lecz uważam, że humanistyczne pojmowanie dobra i zła wywodzi się w kręgu kultury europejskiej właśnie z chrześcijaństwa, lecz pewnie historycy, etnografowie, kulturoznawcy wykazali by istnienie wielu wpływów, choćby ze świata starożytnego. Wpływy istniały, istnieją i istnieć będą.

Czy dążenie do wolności „absolutnej” jest dobre? Czy możliwość robienia bez głębszej refleksji tego co się chce jest dobre? Kto lub co ma stanowić jakąkolwiek moralne wsparcie naszego rozwoju i kształtowania nas ludzi? My sami? Polska i sami Polacy – My sami – wiemy do czego doprowadziły nadmierne swobody i przywileje szlacheckie… Czy zatem religia, w moim przypadku katolicyzm, kościół katolicki, Papież nie mają pełnić właśnie takiej roli? Wskazywać, czasem napominać, czasem weryfikować własne zasady… Ja mam szczęście, bo przez całe moje życie pośród duchownych osobiście spotykałem i spotykam naprawdę wspaniałych ludzi, z którymi obcowanie wnosi wiele do mojego życia. Oczywiście, choć nie osobiście, lecz dzięki współczesnym środkom przekazu „spotykam” duchownych, którzy być może nigdy nie powinni nimi zostać. To tylko ludzie. Czy osobowe problemy duchownego mają przekładać się na negowanie kościoła? Sam nie raz mówiłem, że kościół jako instytucja potrafi skutecznie zniechęcić do wiary. Dziś twierdzę, że żaden problem personalny, bo to ludzie tworzą wszelkie instytucje, a zatem żaden ksiądz, brat czy siostra zakonna nie zachwieje mojej wiary tylko dlatego, że reprezentuje kościół. Pismo Święte, spisane tyle wieków temu, przez ludzi żyjących w zupełnie innych od dzisiejszych uwarunkowaniach społecznych, socjologicznych, materialnych, stanu wiedzy, nauki, umiejętności, możliwości postrzegania świata stworzyli Pismo, które pomimo upływu czasu nadal można uniwersalnie interpretować. Zatem, czy konkretny duchowny, może mnie zrazić do wiary, jeżeli żyje wręcz mgnienie w kontinuum czasowym choćby trwania samego Pisma Świętego. Oczywiście, a co z traktatami, ewangeliami, których nie zamieszczono w Biblii – to już są odrębne studia i pole do dyskusji, niesamowicie bardzo interesujących. Czy jedna osoba, duchowna, może przekreślić cały sens swoistego autorytetu moralnego. Czy kościół katolicki jako instytucja popełnił błędy, ależ bez wątpliwości tak, ale czy znamy kogokolwiek kto ich nie popełnił. Można uznać to za płytkie uzasadnienie, ale kościół pomimo wszystkiego istnieje dzięki ludziom, co do których a i owszem osobiście stawiam wysoko oczekiwania co do moralności i osobistego przykładu.

Czytam wiele wpisów, szczególnie w internecie, antykościelnych – szkoda tylko, że nie są one podpisane imiennie z adresem, numerem telefonu – bo poziom większości, choćby tylko pod kątem umiejętności wyrażania poglądów pozostawia wiele do życzenia, a zaprezentowana przez wielu kultura osobista wydaje się co najmniej żenująca. Jednak to nie jest tak, że pośród tych głosów nie ma konkretnych pytań, wątpliwości, czasem osobistych tragedii. Wiele głoszonych racji ma swoje uzasadnienie – lecz w takich przypadkach można dyskutować, a zachowanie szacunku jest interpersonalne. Nie mogę kogoś przestać szanować tylko dlatego, że wyznaje inną religię, czy ma inne opinie. Umiejętność słuchania jest tu kluczowa. Nie muszę rozumieć uzasadnień wielu osób, co nie oznacza, że odrzucam ich racje. Zapewne wielu określi mój ten wpis jako ten, który ich obraża, ale jak – mogę się zapytać? Mam swoje zdanie i swoje racje. Problem może być tylko wówczas kiedy osoba deklarująca się jako niewierząca ten fakt podtrzymuje, a jest on wewnętrznie sprzeczny i nieprawdziwy. Osoba nie wierząca w Boga, czy Jezusa Chrystusa, wierzy, lecz cechą jej wiary jest odrzucanie istnienia Boga. Wierzy w niewiarę. Pokrętne, ale tylko z pozoru i tylko przy powierzchownym zgłębianiu natury takiego stanu. Przyjmując już samo istnienie dobra i zła wierzymy.

Jeżeli jako ludzie popełniający błędy, mający problemy z rozpoznaniem dobra i zła, ulegający emocjom, potrafiący kreować spiskowe teorie dziejów, mający problemy ze wzajemnym zaufaniem możemy istnieć bez wiary? Osobiście uważam, że nie. Istnienie religii, daje nam szansę na kreowanie pewnej grupy ludzi, którzy mimo wszystko w ogólnym ujęciu mają lepsze predyspozycje do pojmowania, rozumienia dobra i zła, a także do kształtowania postaw i zachowań w duchu dobra. Nie da się przy tym wierzyć w istnienie tylko dobra. Wszystko na świecie ma swoje opozycje. Zło istnieje równolegle i jak często nie udaje nam się go rozpoznać. Dlatego uważam, że jeżeli ktokolwiek ma swój własny problem z wiarą, czy konkretną osobą duchowną to tak łatwe przenoszenie tego na ogół, kościół i innych wyznawców, jest co najmniej krzywdzące i jako takie wręcz naganne. Tak jest łatwo, przede wszystkim łatwo tak uzasadniać swoje postępowanie, własne słowa i czyny.

Jednocześnie absolutnie jestem świadomy, że problemy nie powstają same. Wiele działań osób duchownych można uznać za naganne, a co najmniej dyskusyjne. Nie jeden z aspektów działania całego kościoła można określić tak samo. Czy jednak daje to z automatu prawo do negowania całej wiary, religii, kościoła, czy w końcu osób wierzących? Nie, nie daje. Pomijam tu objawy fanatycznego zaślepienia poglądem własnej osobistej nieomylności.

Kończąc… nie jedne badania psychologiczne, społeczne, socjologiczne pokazują, że nam ludziom potrzebne są zasady życiowe, że zbyt duża wolność wręcz deprawuje. Gdyby w naszej Polsce etos porządnej pracy miał się tylko ciut lepiej, a zło, szczególnie to realizowane w imię dobra kraju i Polaków, było przez nas samych deprecjonowane, a ci, którzy się tego dopuszczają automatycznie marginalizowani jak inaczej byłoby w Polsce. Jednak czy zawsze rozpoznajemy zło?

Być może w sejmie, czy parlamencie powinny oprócz krzyża zawisnąć inne symbole, innych religii? Czy jeżeli ich obecność komuś przeszkadza, a nawet mówi się, że sama obecność symboli religijnych można odbierać jako narzucanie „światopoglądu” to czy działania mające doprowadzić do ich usunięcia to jest to coś innego niż „narzucanie” kolejnego światopoglądu. Ograniczania nawet noszenia symboli religijnych bo ich widoczność może kogoś urazić są według mnie absurdalne.   Zatem wiara nie jest już sprawą prywatną, a zatem jest sprawą ogólnospołeczną.

Powiadam często, że wierzę, że przeżywam pozytywnie swoją wiarę, a potem że wierzę także w logikę, zdrowy rozsądek, wzajemny szacunek, porządność roboty, od parzenia porannej herbaty, poprzez pracę, po odpoczynek 😀

Jednocześnie, pomimo mojej swoistej otwartości, uważam, że odchodzenie od wartości chrześcijańskich, w tym od siły rodziny, nie wyjdzie na dobre Europie, ale to już temat na inny wpis i dyskusję…

2 myśli na temat “Krzyż na swoim miejscu

Dodaj własny

  1. „Problem może być tylko wówczas kiedy osoba deklarująca się jako niewierząca ten fakt podtrzymuje, a jest on wewnętrznie sprzeczny i nieprawdziwy. Osoba nie wierząca w Boga, czy Jezusa Chrystusa, wierzy, lecz cechą jej wiary jest odrzucanie istnienia Boga. Wierzy w niewiarę.”

    Nieprawda.

    Co innego niewierzący, co innego ateista, który mówi: boga (z całą pewnością) nie ma. Rzeczywiście nie różni on się wówczas wiele od teisty mówiącego: bóg jest.
    Bertrand Russell takie twierdzenia przyrównywał do hipotetycznego cudownego czajniczka latającego gdzieś w kosmosie. Nie można tego obalić, potwierdzić też nie. Należy więc nie zaprzątać sobie tym głowy, pozostać niewierzącym – w odróżnieniu od czajniczkowego ateizmu – tak, jak było się niewierzącym przed powstaniem tego konceptu.

    Może po prostu niewierzący nie widzi potrzeby zajmowania się tezami niefalsyfikowalnymi, pozbawionymi empirycznego sensu? Trudno wówczas powiedzieć, że wierzy. Wiarę odrzuca. Nie odrzucałby jej, gdyby najpierw nie pojawili się ludzie, którzy wierzyć zaczęli, nie byłoby czego odrzucać. Nikt przecież dziś nie krzyczy, że nie wierzy w, powiedzmy, Iszkura…
    Taki niewierzący wierzy co najwyżej w logikę itp., ale to inna kwestia.

  2. Choć od tego mojego wpisu nie minęło nazbyt wiele czasu i moja wiedza wzrosła w poruszonym zagadnieniu i dziś ujął by je nieco inaczej, a może nawet znacząco odmiennie. Trudno Pana stwierdzenia obalić, ba nawet nie próbowałem, gdyż są przekonujące, przy najmniej mnie. Sięgając wgłąb pamięci moje stwierdzenie prowadzące do tego, iż nie ma osób niewierzących może mieć sens wyłącznie wówczas kiedy przyjmie się je jako jedną z cegiełek ludzkiego fundamentu. Być może nie ma osób nie wierzących, gdyż każda osoba w coś wierzy, może w „czajniczek”, może w Boga, tylko samą logikę lub inne coś. Bardziej mi chodzi o sam akt wiary, bez określania przedmiotu/podmiotu tej wiary. Może moje przemyślenia są błędne, a wynikają ze zbyt małego rozeznania w temacie… zwłaszcza gdy głębiej się nad tym zastanawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: