Prasa

Polityka, słowa, podsłuch…

Posted on

Czy należy się dziwić polskiej klasie politycznej, że jest jaka jest? Pytanie bardziej retoryczne, niż takie, na które oczekiwałbym odpowiedzi. Sądzę, że znamienita większość z nas ma swoją odpowiedź i zapewne w większości jest ona taka sama. Czy ja jako obywatel Polski, będący Polakiem, kochający swój kraj, pragnący by Polska była liczącym się państwem w Europie i na świecie, mogę oczekiwać od „elit” władzy, iż do tego będzie się zmierzać? Może to tylko idealistyczne brednie jednego człowieka? Na szczęście nie, lecz trudno mówić o jakości jeżeli mówić o liczbach. Tak banalne z jednej strony i jakże chwytliwe stwierdzenia z drugiej wydają się być naturalne. Jednak w naszym kraju mogą być odebrano jako bredzenie ideowca.

Jeżeli już uda mnie się zatrzymać w pędzie codzienności i mam szansę przeanalizować co się dzieje wokół to naprawdę nie trudno odnieść wrażenie, że większość Polaków ma w… swój kraj, swoje obowiązki, swoją pracę, bo liczy się przede wszystkim wyłącznie własna… Dosadnie, bynajmniej, niestety. Zlepek dwóch podwórkowych powiedzeń i jednocześnie iskrząca sprzeczność między nimi. Mając coś w… nie obchodzi nas to, nie zwracamy na to uwagi, nie interesuje nas to coś w ogóle albo świadomie obchodzimy to coś. Jednocześnie dbając o własną… dbamy by było nam wygodnie, czysto w domu, umyty samochód, dobre jedzonko i działające TV SAT, jakiekolwiek by grało. Absolutne zero zainteresowania światem zewnętrznym, kompletne nic. Czy tak nie jest?!?

Ano jest, a przykłady… zwężająca się jezdnia do jednego pasa, czy wyjazd boczny, korek i co, i jaka jazda na suwak, bo przecież ten JA musi być szybszy i wiadomo co się dzieje, choć niewiele słychać przez zamknięte okna. Ja jeżdżę na suwak, z rzadka ktoś za mną i przede mną, najczęściej ja i… Przykładów można mnożyć tysiące, i tych drobnych, i tych grubych. Większość urzędników pracuje by odebrać co miesiąc pensję w formie przelewu na konto. Ilu spośród nich przejmuje się misją, petentami, sprawną obsługą, czy dobrą atmosferą w pracy. Ilu „kierowników” ma żadne, zerowe predyspozycje do kierowania zespołem, nie mówiąc o umiejętnościach i wiedzy? Według mnie stan jest taki, iż nie jest jak powinno być, co nie znaczy, że nie ma takich jednostek, które działają wzorcowo. Z autopsji wiem i tak też podchodzę, że szczególnie urzędnik w przysłowiowym okienku jest takim samym trybikiem w machinie, jak ja petent i zawsze, ale to zawsze okazuję im szacunek. Policjanci, którzy chyba sami muszą opłacać OC za własny radiowóz, nie mówiąc o innych aspektach ich pracy, w zasadzie praktyczne zniesienie aspektu wychowawczego obowiązków w szkole, na rzecz wyłącznie praw. Dzięki temu akurat na studia walą drzwiami i oknami osoby, które jeszcze 20 lat temu w większości nie miały by szans by się na studia dostać. Studia miały kształcić elity, a zajmują się produkcją masową ludzi posiadających dokument o ukończeniu szkoły wyższej. Sądownictwo, w którym średnia wieku sędziów mnie zadziwia bo niezmiennie od lat uważam, iż pełnienie służby sędziego powinno być ukoronowaniem kariery, a nie jej rdzeniem. Efektem tego i samego prawa, które podlega głównie interpretacji jest społeczne poczucie braku sprawiedliwości. W naszym kraju często praworządny obywatel czuje się zagrożony. Ile jest wyroków sądowych, w których rację przyznaje się „byłemu” właścicielowi firmy, a nie skarbówce. Firmy jednak już nie ma, a ludzie zniszczeni. Czy ktoś za to odpowiedział?!?

Wracając jednak do sprawy taśm, podsłuchów, nagranych słów. Od kiedy zacząłem pisać ów własny komentarz ujawniono kolejne nagrania. Z jednej strony trudno mi się powstrzymać od krzyku „rząd do dymisji”, z drugiej niezależnie, czy to pseudokrucjata o wolność słowa i kontrolę publiczną nad władzami naszego kraju, uważam, że działanie redaktorów wiadomego periodyku, którego tytułu tu nie przytoczę, szkodzi interesom Polski. Ich działania są dalekie od standardów, choćby amerykańskich. Pewnie większości marzyłoby się takie spotkanie w redakcji jak w „Raporcie Pelikana”, ale o ile to jest możliwe tam, mało prawdopodobne, że tu.

Nie prowadziłem obserwacji, czy analiz, jaki wpływ na zmiany, odwołania, czy własne decyzje o odejściu miały przecieki fundowane przez wikileaks w agendach rządowych USA. Nie zauważyłem, by prezydent USA rozpoczął procedurę odejścia z urzędu po tym jak ujawniono, iż NSA aż tyle nagrywa i aż tak szpieguje, w tym rząd Niemiec. Zatem za jakie kryterium należy przyjąć konieczność odwołania kogoś, czy oczekiwania iż to zrobi sam? Czy niedorzeczne teorie spiskowe w sprawie katastrofy Smoleńskiej? Może brak prawnego przygotowania do takiego wydarzenia w rządzie? Może wieloletnie zaniedbania proceduralne w funkcjonowaniu agend rządowych? Takim kryterium, według mnie, powinno być jasne, jednoznaczne prawo, względnie grona komisyjne, sąd, a przede wszystkim realne poczucie odpowiedzialności oraz godności osobistej, a także szacunek dla społeczeństwa. Tego wszystkiego…

Działanie na szkodę Polski jakiego doświadczamy nie powinno mieć miejsca. Nie może chodzić tylko o zwiększenie sprzedaży czasopisma, czy oglądalności danej strony www. Okopywanie się za transparentem wolności słowa, kontroli władzy przez media w imieniu społeczeństwa włóżmy między książki, a przy najmniej ja tak zrobiłem. Nie danie rządowi szansy na przygotowanie odpowiedzi powoduje straty w wizerunku polityków na arenie międzynarodowej, a w konsekwencji może rodzić problemy w przyszłości. Niestety nie uważam by potencjalni następcy w postaci największej partii opozycyjnej byliby lepsi, skuteczniejsi, mądrzejsi. Od lat w żadne polityczne zapewnienia nie wierzę, dopóki nie staną się faktem. Patrzę sobie na nasz parlament, który nie ma legitymizacji władzy, bo trudno za takowe uznać wybory z frekwencją znacząco poniżej 50%. To jednak nie tylko wina polityków, lecz także oznaka jak większości Polakom zależy na ich własnym kraju. To, że realnie nie ma na kogo głosować to już inna kwestia.

Dlaczego zatem mamy być oburzeni nagranymi słowami polityków?!? Są dokładnie tacy sami jak My Polacy. Nie różnią się od społeczeństwa, które „reprezentują”. Choć chodzę na każde wybory w przeciwieństwie do większości Polaków, choć ideą przewodnią mojej pracy jest wykonywać ją porządnie, odpowiedzialnie, nie jestem idealny i czuję się osamotniony. Pomimo, że wokół mnie jest nie mało osób patrzących i działających tak jak ja to nadal odczuwam, że męczymy się by jakoś tę Polskę budować. Czasem choć jesteśmy porządni poddajemy się systemowi, tracąc wiarę, że można coś zmienić, że możemy coś zmienić na lepsze…

 

Reklamy

Bez telewizora… to coś więcej…

Posted on Updated on

Nie chodzi tu bynajmniej o przejście na telewizję cyfrową bo mój leciwy telewizor CRT SONY z 1997 roku 😉 postanowił samodzielnie, sukcesywnie zaprzestawać odbierania sygnału analogowego dla poszczególnych stacji. Została mi jeszcze tylko TVP1. Czyżby tylko w ramach misji tejże publicznej stacji telewizyjnej, a może i nie bo obraz z każdym dniem zdecydowanie się pogarsza. Podchodząc do tego humorystycznie dla mnie i syna to dramat tego roku. Mamy poważne trudności by obejrzeć kolejne odcinki „Pingwinów z Madagaskaru” i podejrzewam, że Kowalski nie jest nam w stanie pomóc. Dodatkowo nieco młodszy telewizor po sąsiedzku w rodzinie padł kompletnie odcinając oglądających zarówno od fonii jak i wizji. Dramat w pełnym wymiarze.

Inwestowanie w naprawę to nieekonomiczna droga rozwiązania problemu bo i to już nie jest takie łatwe w przypadkach obu tych zabytków myśli technicznej z XX wieku, a i tuner i tak trzeba by było dokupić. Zatem pomysł jest taki, że trzeba kupić nowe, ale tu z kolei jest problem bo potrzeba tu uzgodnień międzyresortowych, debaty parlamentarnej w domowym sejmie, a może nawet rozwiązań siłowych w tłumieniu zamieszek odciętych od filmów. Podkreślę tu znaczenie słowa film. Będąc odciętym od publicystyki, ba wszelakich wiadomości czuję się niejako szczęśliwszy. Lektura internetowych wiadomości ze świadomym nie oglądaniem videokomentarzy ewidentnie wpływa na moją kondycję psychiczną. Będąc optymistą, który nawet na narzekania pesymisty, że gorzej być już nie może powie, że może, może, bo optymistą trzeba się starać być zawsze obecną sytuację w moim kochanym kraju, w mojej, w naszej Polsce trudno określić już inaczej niż bliską intelektualnego i moralnego dna. Normalnie komedia byłaby niezła, lecz że to rzeczywistość to jakoś mało mi do śmiechu.

Jedni wysadzają drugich, wojujący ateiści „tłuką się”, na szczęście tylko słownie z „wojującymi wierzącymi”, odpowiedzialność za własne słowa i czyny staje się niczym więcej jak ideą, marzeniem, wręcz szlamem kanalizacyjnego potoku informacji, efektów pracy rządowych agend, partii politycznych. W tym wszystkim ja zwykły szary obywatel, wychowany tak, że kłaniać się w pas przed woźną w szkole należy bezapelacyjnie, a dzień dobry stójkowemu też trzeba powiedzieć, bo to pozytywny fanatyk pracujący w firmie nie stwarzającej normalnych warunków do pracy. Żadna praca nie hańbi, każda jest potrzebna. Muszę każdego dnia brodzić po kolana w szlamie niekompetencji, braku logiki i to w imię zgodności z prawem.

Cieszę się, że telewizor mi pada, a z wiadomości najważniejsza to prognoza pogody, a i tę mogę sobie w internecie znaleźć. Jakże jednak cudowne jest obejrzenie dobrego filmu…

Uczelnie wyższe – zmiany

Posted on Updated on

Pewne tematy szybko potrafią przykuć moją uwagę. Uczelnie wyższe to mój konik i darzę je ogromnym zainteresowaniem. Po pierwsze dlatego, że jestem z nimi związany zawodowo oraz dlatego, że kiedyś mój syn być może będzie studiować. W dzisiejszej Rzeczpospolitej Nr 75 na pierwszej stronie, jakże wymowny, tytuł „Biznes zmienia uczelnie”. Nowe kierunki i specjalności mające zapewnić pracę dla przyszłych studentów. Wcześniej nie było mowy o analizach rynku pracy, konsultacjach z wielkimi graczami na rynku pracy. Nie mam pełnych informacji ale wygląda na to, że takie analizy i rozpoznanie nie mają charakteru kompleksowego. A takiego podejścia oczekiwałbym od uczelni w globalnym ujęciu Polski. Uczelnie w pewnym stopniu powinny wzajemnie konkurować, ale też współpracować. Elastyczność i dopasowanie do rynku pracy wymaga innego spojrzenia na liczby studentów. W przypadku każdego kierunku i specjalności istnieje ekonomiczna granica liczby studentów. Jednak w przypadku elastycznego podejścia ta granica musi być skorygowana. Są takie wydziały gdzie by uruchomić kierunek potrzeba 12 studentów w grupie, a także takie gdzie 30. Podejrzewam, że są takie nisze wiedzy gdzie wykształcenie 4 specjalistów to będzie niemało. Podobno liczba uczelni wyższych w Polsce jest większa niż w USA – tego nawet nie zamierzam komentować. W moim przekonaniu nie wystarczy uelastycznić otwieranie nowych kierunków i specjalności. Konieczne są fundamentalne zmiany w finansowaniu uczelni wyższych, bo z punktu widzenia ich działalności (edukacja, badania, utrzymanie infrastruktury, przyciągnięcie wartościowych pracowników) nie ma znaczenia czy pieniądze pochodzą o Państwa, czy z odpłatności za studia. Celem jest jakość dydaktyki i badań. Celem jest kształcenie wysokiej klasy specjalistów, a nie mas legitymujących się dyplomem szkoły wyższej. Coraz częściej na uczelniach, w ramach stopni studiów, na uczelni pozostają ludzie, którzy w zasadzie nie pracowali w przemyśle, w realnej firmie poza uczelnią. Praktyki to jedno, praca to drugie. Tu uważam, że minimum 3 lata pracy w zawodzie, zanim podejmie się studia doktoranckie to niezbędne minimum. Tylko kto powróci na uczelnie jeżeli odniesie sukces zawodowy? Nie łudźmy się, że system wynagradzania i swoistej kastowości na uczelni jest w stanie zagwarantować stosowne wynagrodzenie. Bez wątpienia są wyjątkowi ludzie, którzy swoją wiedzą, umiejętnościami wyprzedzają niemal epokę i bez żadnych obostrzeń powinni pracować na uczelni bez jakiejkolwiek przerwy. Podkreślę, że takie przypadki to wyjątki. Takie osoby by ich praca była efektywna i skuteczna powinni móc pracować w pozytywnej atmosferze! Kastowość na uczelniach nie może tego zagwarantować. Kastowość, czyli Profesorowie, spośród których tylko część rozumie, pojmuje co to oznacza być profesorem, jaka to odpowiedzialność. Tylko część. Wielokrotnie podnosi się nadmiar uprawnień i brak logicznego systemu motywacyjnego (nagrody i kary) dla Profesorów.

Z jednej strony cieszę się, że następują zmiany. Nowa ustawa, deklarowana współpraca z realnym pozauczelnianym rynkiem pracy. Przyszły sukces tych zmian nie może być osiągnięty bez kolejnych fundamentalnych zmian, począwszy od finansowania, przez mentalność, po reformę ścieżki rozwoju zawodowego.Niebagatelny wpływ na uczelnie wyższe ma system szkolnictwa niższego szczebla. Współczesne szkolnictwo w Polsce jest systemem nauki do kolejnych zaliczeń, a w konsekwencji niewielka grupa uczniów, a potem studentów, jest w stanie pracować z wykorzystaniem wielu źródeł wiedzy i informacji. Szkolnictwo pozbawione jest narzędzi do kształtowania postaw społecznych, pozbawione narzędzi umożliwiających stosowanie systemu nagród i kar (kolejność zamierzona), a zatem dyscyplinowania w zachowaniu, kształtowania kultury i poczucia odpowiedzialności za swoje słowa i czyny pośród uczniów. Co więcej szkolnictwo absolutnie nie jest przygotowane na przypadki trudnych uczniów, niejednokrotnie terroryzujących innych uczniów, czy nawet nauczycieli. A i o takich młodych ludzi należy zadbać, bo na to zasługują. Trzeba z nimi nad nimi pracować. Potem trzeba jeszcze wspomóc w wyborze studiów, bo dziś najczęściej to moda, trendy i media wpływają na wybór studiów, a to niewłaściwy sposób.

Często w mediach padają określenia typu reformy, zmiany, strategie ale trudno mówić o ich skuteczności, choć już od początku przemian minęło ponad 20 lat.