dieta

Przeziębienie i inne wspomnienia zdrowotne

Posted on

Jak ja nie cierpię chorować. Zawalony nos, zatoki, ból głowy, spowolnienie, mięśnie, ból gardła. W podstawówie chorowałem nagminnie, a tylnia część ciała nierzadko była w kompresach od zastrzyków z antybiotykiem. To tylko jakieś 30 lat temu, 30 lat niesłychanego postępu w medycynie i jednocześnie w antybiotykoterapii od 25 lat mniej więcej nie ma niczego nowego. Dziś mamy smakowe syropki, tabletki, zawiesiny. Jakże inna jest współczesna medycyna, a nadal nie możemy sobie poradzić ze zwykłą grypą, na którą rokrocznie choruje miliard ludzi, a pół miliona umiera – w skali całej Ziemi.  Doliczając do tego powikłania – czyli należy wyleżeć, wykurować bo przechodzona może nas doprowadzić na krawędź dotychczasowego życia.

W podstawówie pewnego razu jechałem na kolanku na deskorolce. W pewnym momencie radosna jazdę przerwał kamyczek, który zblokował przednią oś kółeczek, a ja zahamowałem paszczą na asfalcie. Niestety moje dwie stałe jedynki 😀 nie przeżyły tego emocjonalnie i się wykruszyły, jakże widocznie. Kiedy mnie moja matka zobaczyła…

Miesiąc z tego co pamiętam trwało odbudowywanie tychże jedynek poprzez warstwowe sztukowanie do tego co po nich zostało. Dziś stomatologia jakże generacyjnie dalej zaszła. Nowoczesne materiały odlewanie, koronki, implanty, obróbka HSC z wykorzystaniem obrabiarek CNC, skanery 3D.

Jakże farmakologia i medycyna poszła do przodu a alergie nadal stanowią wyzwania. Choć już wiadomo, że jedyną skuteczną terapią, leczeniem, a nie maskowaniem objawów jest odczulanie to nadal uczulenia stanowią wyzwania.

Czytałem gdzieś, że współczesne kolejne pokolenia mieszkańców USA i Australii będą żyły statystycznie średnio krócej od własnych rodziców. Choroby cywilizacyjne, styl życia stanowią tu największy problem, a największym z nich jest codzienna dieta. Sam jestem przykładem co oznacza dobra dieta dla zdrowia i jakże zasadne jest stwierdzenie, że jesteśmy tym co jemy.

Nie chcę być przeziębiony, choć mam okazję by popisać, w tym na blogu… Obyście Wy nie chorowali 🙂

Reklamy

Moje śniadanie, przeziębienie, dieta

Posted on

Porzucony szkic w czeluściach panelu administracyjnego mojego bloga doczekał się ukończenia  😀

Siedzę sobie w pokoju dogrzewanym popularnym olejakiem, a bo mam źle ocieplony dom i do tego strach mojego konta bankowego pwoduje, że utrzymuję temperaturę na poziomie 18-19 stopni w dzień i 17 w nocy 🙂 Najbardziej prostestują moje koty. Dziewczynki co prawda od czasu do czasu wychodzą na spacerek z szybka pętelką do michy w domu, a Kacperek nawet nosa nie wyściubi za próg i okupuje kaloryfer.

Nie cierpię być przeziębiony, nie cierpię zapalenia gardła, lubię siedzieć w domu i mieć czas na zrobienie rzeczy, których nie mogę zrobić bo muszę wyjść. Pomimo tego nie cierpię być przeziębiony, a tym razem nawet nie wiem kiedy i jak, no może się trochę domyślam.

Wracając jednak do najważniejszego wątku, a mianowicie jeszcze nieco ponad rok śniadanie stanowiły przede wszystkim kanapki, nie mało, solidne, z wędliną, chyba że był piątek. Już wówczas jakoś lepiej się czułem jak mięska spożywałem mniej. Dziś nie gryzę śniadania ale je wypijam i jest mi z tym lepiej, dużo lepiej.

Składniki mojego śniadania to: owoce takie jak truskawki, wiśnie, maliny, jagody, troszkę szpinaku (można kupować mrożonki w nie sezonie) oraz banan. Do tego szklanka mleka sojowego. Mikser choć nurza się w śniadaniu nie jest jego składnikiem. Po zmiksowaniu czasami troszkę podgrzewam. W końcu mrożonki, choć dochodzą do temperatury pokojowej od poprzedniego wieczora to jednak zimne to zimne, a ja wolę niezimne i niegorące, czyli w sam raz 🙂

W sumie w zależności od ilości poszczególnych składników wypijam na śniadanie od 2 do 3 szklanek. Po czymś takim o dziwo jestem zdecydowanie dłużej, w każdym bądź razie odczuwalnie dłużej, w stanie nasycenia niż po zwykłym kanapkowym śniadaniu jak kiedyś. Mojego śniadanie nie wyobrażam sobie bez wkrojonego banana, który nadaje lekko słodkawy lub nie aż tak cierpki smak całości. Wiśnie, a czasem ich dorzucam dodatkowo oddziałują i odkwaszają organizm, co w moim przypadku jest ważne. Testuję to na sobie już od roku i już to raczej nie testy a normalność.

Zmiana diety pomaga mi w powrocie do zdrowia, zarówno w ReA jak i przy zwykłym przeziębieniu. Schudłem do prawidłowej wagi dla mojego wzrostu i wieku (w ciągu około 3 miesięcy stosowania diety). Pozbyłem się nadciśnienia i co ważne :D, co mnie samego zaskoczyło, problemy z zębami są sporadyczne, okazjonalne. Niemalże nie mam problemów skórnych, a pojawiający się kiedyś od czasu do czasu łupież w ogóle ustąpił.

Zacząłem od śniadania. Niestety nie jestem idealnym pacjentem i pomimo podejmowanych działań, nie zawsze stosuję pewne zalecenia co znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach badań. Największym problemem dla mnie jest cholesterol i to pomimo porzucenia czerwonego mięsa w ogóle, ograniczeniu wielu innych składników mojej starej diety. Rzecz w tym, że tłuszcze spotykamy niemal w każdym daniu, półprodukcie. Sam cukier też nieźle daje tu popalić i dodaje nam tego cholesterolu. Wystarczyło, że podczas przeziębienia nie mając na nic ani mentalnej, ani chwilowo fizycznej woli  oparłem się na wsparciu innych i już to odczułem… znaczy cholesterol podskoczył 😦

Lekarze, szczególnie przy nadciśnieniu, zalecają zmianę diety na zdrową. Nierzadko, tak jak mi, tylko wydawało się co jest zdrowe. Poważna współpraca z lekarzami medycyny żywienia, dokładne rozpoznanie dolegliwości, opisanie dotychczasowej diety i następnie określenie tej właściwej i zdrowej indywidualnie dla każdego potrzebującego jest warunkiem aksjomatycznym, niezbędnym by osiągnąć sukces. Taka zdrowa, właściwie dobrana, dieta ma niebagatelne znaczenie dla naszego organizmu, dla naszego zdrowia, a zatem dla naszych możliwości w życiu.

Ktoś może powiedzieć, czy napisać, że taka dieta, zdrowa dieta jest droga. Nic bardziej mylnego bo po pierwsze mamy zdrowy rozsądek. Fakt, mrożonki nie są tanie, ale nie kupuję wędlin i serów (żółty ser jest tak tłusty, że aż…). Ograniczam jedzenie chleba. Jem dużo warzyw, strączkowych, owoców. Dieta jest pod kątem białka, mikroelementów zbilansowana! Wydaje mniej pieniędzy na lekarstwa.

Oczywiście w tym wszystkim jest bardzo ważna kwestia, a mianowicie ma sami. Bez naszego zaangażowania nie może się udać. Każda dieta ma, nazwijmy to z mojej branży, pewną tolerancję, co oznacza, że nie musimy bezwzględnie przestrzegać diety. Powinniśmy uważać na składniki pożywienia, które stanowią dla nas nietolerancje pokarmowe. Nie oznacza to, że czegoś nie możemy jeść już nigdy więcej, choć i tak skrajne przypadki są, szczególnie w przypadku chorób autoimmunologicznych. Nie mamy to czasu na „spróbowanie” diety, tak jak w zasadzie nie można „spróbować usiąść”, to po prostu trzeba zrobić, trzeba zmienić swoje żywienie. 

Ja też cały czas pracuję nad sobą i chcę nad sobą w tym zakresie pracować bo widzę konkretne korzyści, także lepsze samopoczucie…

 

Zupa – gotuję ja

Posted on Updated on

Lubię gotować, sprawia mi to radość, choć zabiera troszkę czasu, ale ja po prostu lubię zjeść, znaczy smacznie. To ostatnie to także dla mnie pizza, której nie mogę i kilka jeszcze innych dań, których nie mogę. Dokładniej nie mogę wiele z tego czym kiedyś mogłem się zajadać. Jednak zmiana, która trwa jest dla mnie korzystna, co stwierdzam empirycznie.

Zup mogę jeść ile wlezie, ale bez śmietany, najlepiej nie na mięsku i nie na kostkach. Z lenistwa jednak czasami tę ostatnią zasadę naginam i używam kostek warzywnych, lecz mniej niż wynika z instrukcji obsługi. Kiedy mam czas lub akurat mogę być w sklepie ze zdrową żywnością to kupuję susz warzywny.

Niby zwykła zupa warzywna, lecz bez oleju, czy oliwy, bez podsmażania warzywek, bez soli. Za to dużo przypraw :), a zatem bazylii, ziarnistego pieprzu, zioła angielskiego, oregano, kurkumy, liście laurowe, majeranek…

Uprzedzę pytanie na co mi algi. Krótko – dla jodu, przy czym różne algi, z różnych miejsc mają różną jego zawartość i do zupy należy dodawać różne odpowiednie ilości, od 1g do 4g lub czasem i więcej. Jod natomiast jest dla zdrowotności tarczycy. Soczewicę wrzucam do dochodzącej wody znacząco przed całą resztą by dobrze się rozgotowała. W sumie potem do gotującej się już wody dorzucam warzywa pokrojone w kosteczki, paseczki, jak kto woli. Algi można wrzucić w całości, ale ja je tnę na krótkie kawałki co zdecydowanie poprawia sytuację :). W przypadku alg trzeba pamiętać, że większość tego jodu zostaje w wodzie. Ponoć tak właśnie jest.

Czy mam problemy z dietą? Oczywiście, że mam, bardziej techniczne, niż mentalne. Nie zawsze pamiętam co kupić, gdzie szukać, ile kupić by starczyło, na przykład na długi weekend itd. Jednak wyraźnie odczuwam poprawę, może dlatego, że w sumie pozytywnie podszedłem do takiej zmiany, nie jak do przeciwnika, może troszkę jak do wyzwania, ale dzięki temu jest mi lepiej i czuję się lepiej.

Dieta dla zdrowia

Posted on Updated on

Jeszcze nieco ponad rok temu wydawało mi się, że odżywiam się niezbyt dobrze, a to ze względu na nadwagę. Niby nie była duża, ale odczuwałem jej istnienie, wyraźnie. Nadciśnienie, ucisk przepony, większa waga to trzy podstawowe problemy wynikające z samej wagi…

… lecz dziś nie ma śladu po nadwadze, nie ma śladu po nadciśnieniu.  Moje stawy są mniej obciążone, samopoczucie lepsze, ba żona mówi, że samego na miasto mnie już nie wypuści 😉 Jednak przede wszystkim podjąłem wyzwania diety ze względu na zespół Reitera (ReA). Kiedy przestaje się chodzić, wspierać rodzinę, realizować własne jakieś tam mniejsze lub większe marzenia – nie musiałem dawać się w ogóle przekonywać. Najpierw jednak zrobiłem podstawowe badania nietolerancji pokarmowych, które to wraz z innymi ogólnymi badaniami, a także obszernym kwestionariuszem mojego żywienia stanowiły podstawę do ustalenia mojej diety.

Mogę leki na zapalenie stawów brać dożywotnio, ale,… właśnie to drobne ale – „wymiana” wątroby i nerek. Sami wiecie, że takie części zapasowe do tanich nie należą, ani łatwo je wymienić. Dobrze ustawiona dieta może niemal wyeliminować konieczność spożywania leczniczej chemii w pastylkach i nie tylko. Ja, miłośnik frytek, mielonych, żółtego sera, czerwonego wina, pączków… dziś nie jem nic z tego co wymieniłem. Mięso wprowadzam bardzo powoli, tylko kurczak albo rybka i tylko po razie w tygodniu. Poza tym zupy, owoce, warzywa.

Najpierw obawiałem się czy mentalnie będę w stanie – bez żadnych problemów. Problemem nie jest zaprzestanie jedzenia czegoś tam, ale wprowadzenie składników zastępczych. To wymaga zmiany nawyków zakupowych, nauczenia się dobierania ilości, wybierania co można kupić na straganie w hipermarkecie, a co wyłącznie w sklepach ze zdrową żywnością. Dla mnie najcięższa okazała się cześć „logistyczna”. Wspierany przez żonę wspólnie dajemy radę i jesteśmy zadowoleni.

Po mniej więcej 2,5 miesiąca, spadku wagi pozbyłem się nadciśnienia i to bardzo gwałtownie, ale w sposób względnie kontrolowany. Mój organizm powoli pozbywał się zalegających toksyn. Skóra stała się gładsza, bardziej elastyczna. Dieta nie ograniczyła się wyłącznie do zmiany w jedzeniu ale także piciu. Pożegnałem czarną herbatę, kawę, soki, wszelkie kupne soki, na rzecz lemoniady z cytrynki, herbatki oczyszczającej. Po pierwszych trzech miesiącach czułem się rewelacyjnie. Jednak nie ma tak, że nie ma żadnego cienia. Składniki zastępcze trzeba wprowadzać i spożywać konsekwentnie. Zamiast białka zwierzęcego spożywam roślinne i tego pilnuję. Na śniadanie piję zmiksowane owoce (truskawki, jagody, maliny, wiśnie, banan, mleko sojowe) tak 2 llub 2, 5 szklanki.

Gdybym tego sam na sobie nie sprawdził to bym nie uwierzył. Jestem bardzo zadowolony, że taką drogę obrałem i jeszcze nie jeden raz będę o tym pisał. Dzięki temu redukujemy środki farmakologiczne w ramach leczenia ReA. Uważam, że właśnie dzięki diecie ani wątroba ani nerki nie poddają się i degenerują się w stopniu w jakim można było się spodziewać przy kuracji ReA. Co ważne – jestem pod stałą opieką lekarza medycyny żywienia. Samodzielnie nigdy bym nie podjął się takiego wyzwania.