Humor

Od pewnej książeczki do wymiany drzwi w samochodzie

Posted on

Byłe jeden z ostatnich czwartków. W pracy czekało mnie wystąpienie w ramach jednego z projektów. Obudziłem się nieco wcześniej by dobudzić syna, który przed wyruszeniem do szkoły miał pobrać inhalację. Pełen spokój, odprężenie, jak nie ja. Jakoś wszystko nam się układało jak należy, bez pośpiechu, wpadek, pośpiechu. Zjedliśmy swoje śniadania, posprzątaliśmy po sobie, umyli się, znaczy zęby 😀 i bez tchnienia czasu nad nami ubraliśmy. Jak gdyby nigdy nic wyszliśmy z domu, wyszliśmy za furtkę, przeszli boczną uliczkę i dostrzegam ten charakterystyczny wyraz na twarzy mojego syna – „zapomniałem czegoś”. Ja spokojnie, że wracamy, nawet podbiegliśmy. Syn szuka owej wspomnianej książeczki, jak to on w całym swoim pokoju. Powoli dostrzegam w jego oczach desperację. Mnie coś tknęło i znalazłem książeczkę w miejscu innym niż powinna być, ale to zupełnie inne historia.

W między czasie dostrzegam przez okno mknący autobus, nasz autobus, który odjeżdża punktualnie – jak nigdy o tej porze. Choć to dopiero 3, czy 4 przystanek od pętli to w korkach i zawsze jest spóźniony, nierzadko i z 7 minut. Jak nie ja w pełnym spokoju, także wewnętrznym mówię do syna, że już podwiozę go samochodem. Oczywiście tłumaczę, że ja dziś nie planowałem w ogóle jechać samochodem, że szkoda stać w korku, że szkoda wytracać paliwo itd., itp. Jakoś udało nam się wpasować w ruch na naszej ulicy i toczyliśmy się powoli w rytm korka.

Po chwili powiedziałem synowi, że nie będę wjeżdżał na teren szkoły tylko i tak będę stał na światłach to on wysiądzie i przejdzie przez przejście dla pieszych. Westchnął, a ja spokojnie już nic nie odpowiadając, postanowiłem jednak wjechać pod szkołę. Z wyjazdem są problemy, bo to w lewo, w korek tak od razu i w ogóle. Wjeżdżając zobaczyłem, że plac jest pusty i podobnie jak za autobusem – takie dziwy pod szkołą o tej porze się nie zdarzają. Syn wysiadł, ja wykręciłem, żadnych problemów. Tocząc się powoli wyjechałem za mur szkoły, minąłem go lusterkami. Z naprzeciwka wjeżdża inny Rodzic z pociechą do szkoły. Ja w ramach życzliwości spokojnie odbiłem w prawo. Usłyszałem ten charakterystyczny dźwięk giętej blachy i jakiś trzask. Zatrzymałem się wysiadłem, obszedłem samochód od tyłu, co było błędem i stwierdziłem, że tylko zderzak zahaczył o mur-  jednym słowem „pikuś”. Wsiadłem ponownie do kokpitu, włączyłem silniki i coś mnie zastanowiło. Ponownie się zatrzymałem i wysiadłem. No obraz zniszczeń błyszczał swoja skalą – całe boczne drzwi do wymiany, tylni błotnik do wy… i może być.

Gdyby syn spakował się dokładniej wieczór wcześniej, a ktoś inny (nie ja 😀 ) nie pożyczył i nie odłożył na miejsce owej wspomnianej książeczki, a autobus nie przyjechał punktualnie to ja bym nie jechał samochodem i nie miał tych urokliwych prac przed sobą.

Po powrocie do domu z pracy kiedy syn powrócił do domu po szkole pokazałem mu szkody w efekcie mojego gapiostwa. Syn na to odparł:

„Wiesz co Tato ta książeczka jak się okazało nie była potrzebna…” 😀

Reklamy

Gry ale niekomputerowe

Posted on

Komputer wciąga, komputer pochłania, a sądzę, że konsole różnych typów, wielkości, możliwości jeszcze bardziej. Człowiek zostaje wciągnięty, zassany i odizolowany od wszystkiego innego. Dlatego dzienny limit gry na komputerze dla mojego juniora wynosi maksymalnie 30 minut z minutnikiem w ręku. Dopuszczenie do gry na komputerze może nastąpić dopiero po wypełnieniu postawionych domowych obowiązków, ogólnej postawy i zachowania. Sam lubię od czasu do czasu pograć i wiem ile czasu traciłem kiedyś na granie, godziny, dnie, noce…

Są gry, które nie potrzebują ekranu komputera by w nie zagrać. To gry planszowe, karciane, przygodowe, szachy i wiele innych. Z synem lubimy wspólnie grać w tego typu gry bo po pierwsze wówczas jesteśmy razem i razem się bawimy, śmiejemy, wpływamy nawzajem na siebie. W tego typu grach obserwujemy się nawzajem i uczymy się przegrywać, odczuwać radość ze wspólnego zespołowego działania, a także i współzawodnictwa. Czasem jednak ciężko mi przychodzi przegrywać 😉 😦 choć muszę uczciwie przyznać, że mój syn to godny i pomysłowy towarzysz tego typu gier.

Ostatnio wieczorami gramy w grę Hobbit od firmy Egmont. Plusem tej gry jest łatwość grania, względnie krótki czas rozgrywki, proste zasady i nie trzeba przeczytać książek, sięgnąć do FAQ gdzieś na jakimś forum  w internecie. Elementy gry takie jak dwie figurki, karty, akcesoria są wykonane bardzo dobrze. Choć gra nie jest trudna to za te wspólne chwile nie da się niczym zapłacić. W zanadrzu zaś mamy z synem jeszcze nie jedną grę.

Humor za dnia #1

Posted on

Czy to nowy dział? Nie, choć tytulik pewnie nie jeden raz zagości na łamach blogu. Niemal każdego dnia przytrafiają się nam mniej lub bardziej śmieszne, wesołe przygody.

Dzisiaj po wyprawieniu syna do szkoły, 5 km przejściu przez las, które trwało dłużej ze względu na fotograficzne polowanie, ale to odmienny wątek, powrocie do domu, postanowiłem zakupić jakieś bułeczki w sklepie obok. Gdy wyjąłem już klucz z zamka stwierdziłem, że stoję z kluczami w jednej dłoni oraz łyżką do butów w drugiej. Nie wiedzieć czemu sytuacja rozbawiła mnie, wprawiając w lepszy humor. Czy wędrowanie ze stalową, niemalże zabytkową, łyżką do butów jest śmieszne, może lekko absurdalne?

Jak widać jednak z pozoru absolutnie nie ważne wydarzonko urosło same w sobie i podwyższyło poziom chemii w mózgu odpowiedzialnej za dobre samopoczucie, którego już w całej rozciągłości życzę każdemu w tym dniu 🙂 .