polityka

Puszcza Białowieska, reforma sądownictwa i studiowanie

Posted on Updated on

Początkowo chciałem zamknąć ten temat w ramach jednego vlogu ale okazało się to nie możliwe i stąd vlog, wpis na blogu i rozszerzony podcast na soundcloud.com

Protesty przeciw wycince w tzw. Puszczy Białowieskiej oraz protesty przeciw reformie sądownictwa, czy formie jej wprowadzania stanowią wyłącznie kanwę do przemyśleń.

Osobiście jestem za reformą sądownictwa w naszej Polsce ale nie dostrzegam zdroworozsądkowych rozwiązań, ani tym bardziej systemowych.

Puszcza Białowieska

Wiele osób w ramach serwisów społecznościowych do swoich profilowych zdjęć „dopina” wstążki m.in. w obronie Puszczy Białowieskiej. Nie mam nic przeciwko, to w końcu wolność wyboru i prawo wyrażania własnej opinii.

Zaniepokojony sytuacją w tzw. Puszczy Białowieskiej zacząłem drążyć temat i obraz jaki można dostrzec w mediach społecznościowych jest dla mnie odmienny od tego jaki mi się pokazał.

Szukałem oczywiście w internecie, skorzystałem z możliwości dotarcia do osób znających się na leśnictwie (m.in. SGGW). Oczywiście z racji doświadczenia zawodowego i poznanych wcześniej osób miałem lepszy start w poszukiwaniach informacji.

Z internetu można pozyskać m.in. następujące publikacje:

Zapewne dużo wiedzy podstawowej i historycznej już można wyszukać w:

  • Faliński J.B., Hereźniak J.M., Zielone grądy i czarne bory Białowieży. Warszawa: Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, 1977
  • Karpiński J.J, Puszcza Białowieska. Wyd. III. Warszawa: Wiedza Powszechna, 1977.

Tych dwóch powyższych pozycji z braku czasu nie przeczytałem. Warto też zapoznać się z informacjami dotyczącymi obszarów Natura 2000.

Piszę jako inżynier technolog mający tyle wspólnego z przyrodą co harcerstwo, zamiłowanie do wędrowania w leśnych ostępach i dbałość o środowisko ile mogę w ramach pozazawodowych zainteresowań.

To co mnie zmartwiło i zwróciło jednocześnie moją uwagę to niewielki udział informacji merytorycznych na profilach i stronach zainteresowanych organizacji proekologicznych. Znacząca natomiast jest ilość informacji, w mojej ocenie o wymowie emocjonalnej a nie profesjonalnej, tzn. profesjonalnie kształtują emocje ale nie podają wiedzy merytorycznej. Czyli pozyskuje się statystycznie zainteresowanych „w słusznej czy nie” sprawie i to wykorzystuje jako formę oddziaływania.

Jakie pytanie pojawiły się kiedy zacząłem dokładniej interesować się zagadnieniem:

  1. Co dokładnie rozumiane jest przez pojęcie Puszcza Białowieska?
    Mamy obszar Natura 2000, Białowieski Park Narodowy.
  2. Jaka jest propagacja szkodnika atakującego świerki?
  3. Czy zagrożone są świerkowe starodrzewia?
  4. Jaka w ogóle jest definicja starodrzewia?
  5. Czy można stosować alternatywne metody walki z kornikiem?
    Ja mam na myśli pułapki feromonowe. Nie wiem jaka jest skuteczność.
  6. Co to jest obszar Natura 2000 i co w takim obszarze można,  a czego nie.

Na część z tych pytań odpowiedziałem we vlogu.

Zadawałem te pytania, celowo i świadomie, osobom w ramach portali społecznościowych i nie uzyskiwałem żadnej odpowiedzi za wyjątkiem jednej, merytorycznej, której udzieliła osoba zarządzająca daną stroną na portalu. Jedna, słownie jedna. Nie do końca to była odpowiedź ale byłem usatysfakcjonowany krótką w sumie dyskusją.

Dyskusja wywiązała się pod krótkim filmikiem z wycinki, podając numer działu leśnego, co zweryfikowałem na mapach i jako taki nie znajduje się w BPN.

Zatem jak osoby podejmujące działania w imię ratowania Puszczy Białowieskiej rozumieją określenie Puszcza Białowieska – być może słowa klucze: las pierwotny, starodrzewia, skarb świata… Bardziej skojarzenia niż precyzyjne dane geograficzne i związane z tym uwarunkowania prawne?

Wówczas sięgnąłem po definicje czym jest starodrzew i jakie są kwestie formalno-prawne prowadzenia działań przez ludzi w obszarach Natura 2000. Jednak nikt nie pisał o tym, że np. wycinka następuje wbrew planom ochrony (indywidualnie opracowywanych dla każdego obszaru z osobna).

Według mnie możliwe jest prowadzenie gospodarki leśnej i pozyskiwanie drewna nawet z drzewostanu w obszarze Natura 2000. Nie oznacza to, że w każdym! Tego nie wiem.

Bardzo ciekawym filmem okazał się dla mnie:

Właśnie w tym odcinku jako ciekawostki podano wiek wybranych gatunków drzew. Warto obejrzeć choćby dla tych informacji.

W końcu sięgnąłem do wiedzy mojej współmałżonki, doktora nauk biologicznych, botanika. Dowiedziałem się, iż generalnie w obliczu zmian klimatycznych, oddziaływania człowieka na ekosystemy w skali mikro, makro i globalnej być może nie da się już pozostawić przyrody wyłącznie samej sobie. Zatem…

Dla mnie całe to zamieszanie wokół wycinki w tzw. Puszczy Białowieskiej jest raczej elementem forsowania pewnego modelu ochrony środowiska, a ja takiej formy po prostu nie akceptuje. Model to kwestia jak najbardziej dyskusyjna.

Według mnie nie ma rabunkowej wycinki jak w Lasach Tropikalnych. Być może się mylę, nie twierdzę, że jest tak jak piszę ale wiele na to według mnie wskazuje.

Ekologom zadawałem pytania dlaczego tak dzielnie nie protestują przeciw niewyobrażalnej odorowości kompostowni w Warszawie (może dlatego, że chodzi o ludzi). Dlaczego nie walczą o zmianę ustawy o gospodarowaniu odpadami. Przecież nadal nie możemy od tak wyrzucić puszki po farbie, nie mówiąc o opakowaniu po oleju samochodowym. To dalej nie jest uregulowane tak jak należy. Dlaczego nie ma tak silnego oddziaływania na segregację odpadów… Jest za to walka idei. Z tego co wiem obszar zalesienia Polski wzrasta, a nie maleje. Indywidualne działania w skali całego społeczeństwa mają, znów według mnie, dużo większe znaczenie!

Nie opowiadam się po stronie rządowej, ani ekologów i osobiście nie akceptuję aktualnej obsady stosownego ministra. Osobiście wierzę, że problemy na takim poziomie rozwiązywać się powinno zdrowym rozsądkiem a nie polityką.  

Reforma sądownictwa

W tej mierze również nie opowiadam się po stronie rządowej choć opowiadam się za reformą sądownictwa, lecz skuteczną. Co to dla mnie znaczy skuteczna reforma sądownictwa?

Nie chcę by sędzia złapany na przestępstwie typu kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu lub na kradzieży był chroniony immunitetem. Co więcej w tym zakresie same środowisko sędziowskie mogło, moim zdaniem stworzyć mechanizmy stosowne do sytuacji, bez ustaw i reform. Oczekuję, że sędzia będzie jak najbardziej kompetentny, profesjonalny, a samo bycie sędzią będzie raczej ukoronowaniem kariery niż jej początkiem. Oczekiwanie na rozprawę będzie krótsze. Reforma to jednak konieczność modyfikacji wielu aktów prawnych.

Nie ma systemu bez kontroli i weryfikacji. Sędzia również powinien być motywowany, nagradzany ale i pracujący jakby pod stałą superwizją. Taka dygresja nieco w inny obszar. Sędzia, którego niemal co druga sprawa jest przez instancję odwoławczą odsyłana… żenada. Taki sędzia nie może pracować jako sędzia. Przede wszystkim ze względu na znaczenie pracy sędziego.

W Europie są rozwiązania, które moim zdaniem całkiem nieźle są rozwiązaniami systemowymi – wynagrodzenie za sprawę i utrata prawa do sprawowania funkcji sędziego po 2. czy 3. odrzuceniu przez instancję odwoławczą orzeczeń tego sędziego i to nie pod rząd.

W protestach udział brało bardzo wiele młodych ludzi. Wręcz super, to dobrze ale czy Oni w większości protestowali przeciw reformie czy konkretnie tej reformie. Nie wnikałem w pełni w zapisy proponowanych ustaw. Starałem się m.in. zweryfikować jak np. są wybierani sędziowie w innych krajach, jaki jest system marchewki i kija i to w takiej kolejności. Generalnie temat ocean. Tym bardziej trudno się rozeznać choćby na poziomie bladozielonym.

Dla mnie sędzia powinien być wybierany przez jakieś gremium (bardziej kompetentne niż mniej) lub mianowany przez ściśle określoną osobę pełniącą daną funkcję ale na wniosek tego jakiegoś gremium.

Podobnie jest w harcerstwie, w którym to komendant hufca przyznaje stopień instruktorski, lecz na wniosek Komisji Stopni Instruktorskich. Wniosku tego nie może odrzucić. Prawdą jest, że sam powołuje taką komisję. Tu dochodzę do bardzo ważnego dla mnie wniosku:

Otóż według mnie niezależnie od nawet całej masy rozwiązań systemowych i tak najważniejsze okazuje się podejście ludzi, ich samoświadomość odpowiedzialności i znaczenia konsekwencji ich pracy. Z tym niestety w naszej Polsce jest jak jest.

W przypadku tego kryzysu w sumie nie było łatwo zadać pytania właściwe bo i zagadnienie niezwykle trudne. Odnosiłem się przede wszystkim niejako do jakości pracy sędziego, jego ochrony przez immunitet nawet wówczas kiedy jest to skrajnie niewłaściwe. W odpowiedzi była cisza, ani jednej próby odpowiedzi. Czyżby bezkrytyczne podejście do zagadnienia? Pytanie o to czym zajmuje się SN też było bez odpowiedzi. Nie dziwi mnie to patrząc jak nieskuteczne jest nauczanie tzw. WOSu.

Reforma sądownictwa jest niezbędna ale nawet taki jak ja totalnie zielony gość w zakresie prawa podjął się lektury:

Te trzy publikacje Gazety Prawnej pokazują, że można o tym pisać bez emocji i polityki, choć jako taka pojawia się jako czynnik i strona w ogóle rozważań.

Rzetelność w studiowaniu

Drodzy Studenci, szczególnie Ci, którzy ze mną mają zajęcia. Nie ma znaczenia to, że mamy odmienne poglądy na wiele spraw bo wzajemny szacunek jest dla mnie fundamentalną kwestią. Obecnie jesteśmy świadkami ordynarnych zachowań w przestrzeni publicznej, które nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, kulturą, nie mówiąc choćby o chęci porozumienia się stron.

Od osób z wyższym wykształceniem oczekuję kultury dyskusji, postaw i zgodnych zachowań, umiejętności wypowiadania się w mowie i w piśmie. Jak jest sami możemy się przekonać ale każdy z nas odpowiada sam za siebie i działania innych nie mają tu wpływu.

Inżynier podejmując prace nie może, nie stać go, nie powinien podejmować decyzji konstrukcyjnych czy technologicznych na bazie przemyśleń z sufitu lub bez starannego zweryfikowania koncepcji. Każda nasza decyzja powinna być konkretnie uzasadniona.

Wiele osób przy Puszczy Białowieskiej czy przy próbie reformy sądownictwa nie podjęło nawet próby dowiedzenia się podstawowych kwestii w temacie, rozpoznania go, a tym samym rzetelniejszego wyrobienia sobie własnego zdania. To powinno być naturalnym podejściem. Należy do informacji podchodzić krytycznie, co nie oznacza, że wszystkie odrzucać.

Świadomość, że tak naprawdę każde wyjaśnienie prowadzi do kolejnych pytań, a my często choć zrobiliśmy krok do przodu nadal tyle nie wiemy stanowi fundament pracy inżyniera, naukowca, osoby otwartej na wiedzę.

Dziś wygrywa ten kto potrafi pozyskać informacje z wielu źródeł, przeanalizować je i wysnuć, może niewłaściwe wnioski ale stwarzające fundament do dalszej dyskusji.

Kiedy nie wiem to pytam. Jak mam wątpliwości, pytam, wyszukuje, dokonuje rzetelnej syntezy własnych opinii. Samodzielność w tej kwestii jest bardzo ważna. Media, według mnie już dawno przestały być rzetelne. Ja wolę samodzielnie patrzeć na świat niż pozwolić innym na wmawianie mi jaki ten świat jest.

Rzetelność studiowania to m.in. prozaiczna kwestia znajomości pytań jakie prowadzący zapodaje na wejściówkę podczas ćwiczeń laboratoryjnych. Szczególnie kiedy to n-ta z rzędu grupa realizująca dane ćwiczenie. Nie da się nie powtarzać pytań/poleceń weryfikujących przygotowanie studentów. W konsekwencji większość pytań się powtarza. Mimo to potrafią być całe nieprzygotowane grupy. Dlaczego? Może dlatego, że wynika to z ogólnie przyjętego podejścia do życia? Nie wiem ale nie wykluczam właśnie tego.

Jeżeli student zaskoczy mnie wiedzą ja nie udaję, że wiem lepiej. Trzeba być uczciwym, szczerym i z szacunkiem podchodzić do studentów. W takiej sytuacji mogę jedynie podziękować, uwzględnić w ocenie o ile mam taką możliwość w ramach regulaminu przedmiotu. Wielu jednak studentów nie jest przygotowana, czyta niejednokrotnie instrukcje do ćwiczeń przed samymi ćwiczeniami co przeważnie jest niewystarczające.

Na egzamin można podać dla przykładu 37. pytań i stwierdzić, że 5. z nich będzie na egzaminie. Moje doświadczenie wykazuje, że to nie ma sensu, ani na miesiąc, dwa tygodnie, czy dzień przed egzaminem.

Okres studiów jest bardzo ważnym okresem kształtowania i doskonalenia umiejętności pozyskiwania informacji i rzetelności własnej pracy. To kluczowe umiejętności, bez których praca inżyniera jest bardzo trudna.

W relacjach interpersonalnych, niezależnie od miejsca, czasu i grupy podstawą jest szacunek, a różnice zdań nie mogą uruchamiać spirali nieprzychylności, nie mówiąc o nienawiści.

Otwartość, zdrowy krytycyzm, stawiania zdrowych granic, zdolność pozyskiwania informacji, ich analiza, umiejętność wnioskowania, nie zamykanie się w ograniczonej przestrzeni wiedzy, szacunek wobec innych, zrozumienie faktu odmienności poglądów to bardzo ważne cechy każdego z nas.

Dlaczego powiązałem tak odmienne aspekty jak Puszcza Białowieska, reforma sądownictwa z rzetelnością studiowania. Myślę, że dostrzegam korelacje w zakresie mechanizmów kreowania własnych opinii i przygotowywania się do podejmowanych działań. Może wygodniej jest podświadomie przerzucając odpowiedzialność DLACZEGO na innych. Moim zdaniem jeżeli ktoś nie rozpoznaje tematu wydarzenia, kryzysu i bierze w nim udział to jakby zrzekał się własnej opinii, która mogłaby być zbieżna z tą którą bezkrytycznie przyjął.

Bardzo mnie interesują mechanizmy podejmowania przez człowieka decyzji, kreowania postaw, które wynikają z zachowań. Nie, to nie pomyłka. Takie są ustalenia psychologiczne. To nasze zachowania kształtują nasze postawy i dlatego tak ważne jest postępować właściwie czyli dawać samemu sobie maksymalnie dużo by podejmować decyzje z jak najmniejszymi wątpliwościami.

Polityka, słowa, podsłuch…

Posted on

Czy należy się dziwić polskiej klasie politycznej, że jest jaka jest? Pytanie bardziej retoryczne, niż takie, na które oczekiwałbym odpowiedzi. Sądzę, że znamienita większość z nas ma swoją odpowiedź i zapewne w większości jest ona taka sama. Czy ja jako obywatel Polski, będący Polakiem, kochający swój kraj, pragnący by Polska była liczącym się państwem w Europie i na świecie, mogę oczekiwać od „elit” władzy, iż do tego będzie się zmierzać? Może to tylko idealistyczne brednie jednego człowieka? Na szczęście nie, lecz trudno mówić o jakości jeżeli mówić o liczbach. Tak banalne z jednej strony i jakże chwytliwe stwierdzenia z drugiej wydają się być naturalne. Jednak w naszym kraju mogą być odebrano jako bredzenie ideowca.

Jeżeli już uda mnie się zatrzymać w pędzie codzienności i mam szansę przeanalizować co się dzieje wokół to naprawdę nie trudno odnieść wrażenie, że większość Polaków ma w… swój kraj, swoje obowiązki, swoją pracę, bo liczy się przede wszystkim wyłącznie własna… Dosadnie, bynajmniej, niestety. Zlepek dwóch podwórkowych powiedzeń i jednocześnie iskrząca sprzeczność między nimi. Mając coś w… nie obchodzi nas to, nie zwracamy na to uwagi, nie interesuje nas to coś w ogóle albo świadomie obchodzimy to coś. Jednocześnie dbając o własną… dbamy by było nam wygodnie, czysto w domu, umyty samochód, dobre jedzonko i działające TV SAT, jakiekolwiek by grało. Absolutne zero zainteresowania światem zewnętrznym, kompletne nic. Czy tak nie jest?!?

Ano jest, a przykłady… zwężająca się jezdnia do jednego pasa, czy wyjazd boczny, korek i co, i jaka jazda na suwak, bo przecież ten JA musi być szybszy i wiadomo co się dzieje, choć niewiele słychać przez zamknięte okna. Ja jeżdżę na suwak, z rzadka ktoś za mną i przede mną, najczęściej ja i… Przykładów można mnożyć tysiące, i tych drobnych, i tych grubych. Większość urzędników pracuje by odebrać co miesiąc pensję w formie przelewu na konto. Ilu spośród nich przejmuje się misją, petentami, sprawną obsługą, czy dobrą atmosferą w pracy. Ilu „kierowników” ma żadne, zerowe predyspozycje do kierowania zespołem, nie mówiąc o umiejętnościach i wiedzy? Według mnie stan jest taki, iż nie jest jak powinno być, co nie znaczy, że nie ma takich jednostek, które działają wzorcowo. Z autopsji wiem i tak też podchodzę, że szczególnie urzędnik w przysłowiowym okienku jest takim samym trybikiem w machinie, jak ja petent i zawsze, ale to zawsze okazuję im szacunek. Policjanci, którzy chyba sami muszą opłacać OC za własny radiowóz, nie mówiąc o innych aspektach ich pracy, w zasadzie praktyczne zniesienie aspektu wychowawczego obowiązków w szkole, na rzecz wyłącznie praw. Dzięki temu akurat na studia walą drzwiami i oknami osoby, które jeszcze 20 lat temu w większości nie miały by szans by się na studia dostać. Studia miały kształcić elity, a zajmują się produkcją masową ludzi posiadających dokument o ukończeniu szkoły wyższej. Sądownictwo, w którym średnia wieku sędziów mnie zadziwia bo niezmiennie od lat uważam, iż pełnienie służby sędziego powinno być ukoronowaniem kariery, a nie jej rdzeniem. Efektem tego i samego prawa, które podlega głównie interpretacji jest społeczne poczucie braku sprawiedliwości. W naszym kraju często praworządny obywatel czuje się zagrożony. Ile jest wyroków sądowych, w których rację przyznaje się „byłemu” właścicielowi firmy, a nie skarbówce. Firmy jednak już nie ma, a ludzie zniszczeni. Czy ktoś za to odpowiedział?!?

Wracając jednak do sprawy taśm, podsłuchów, nagranych słów. Od kiedy zacząłem pisać ów własny komentarz ujawniono kolejne nagrania. Z jednej strony trudno mi się powstrzymać od krzyku „rząd do dymisji”, z drugiej niezależnie, czy to pseudokrucjata o wolność słowa i kontrolę publiczną nad władzami naszego kraju, uważam, że działanie redaktorów wiadomego periodyku, którego tytułu tu nie przytoczę, szkodzi interesom Polski. Ich działania są dalekie od standardów, choćby amerykańskich. Pewnie większości marzyłoby się takie spotkanie w redakcji jak w „Raporcie Pelikana”, ale o ile to jest możliwe tam, mało prawdopodobne, że tu.

Nie prowadziłem obserwacji, czy analiz, jaki wpływ na zmiany, odwołania, czy własne decyzje o odejściu miały przecieki fundowane przez wikileaks w agendach rządowych USA. Nie zauważyłem, by prezydent USA rozpoczął procedurę odejścia z urzędu po tym jak ujawniono, iż NSA aż tyle nagrywa i aż tak szpieguje, w tym rząd Niemiec. Zatem za jakie kryterium należy przyjąć konieczność odwołania kogoś, czy oczekiwania iż to zrobi sam? Czy niedorzeczne teorie spiskowe w sprawie katastrofy Smoleńskiej? Może brak prawnego przygotowania do takiego wydarzenia w rządzie? Może wieloletnie zaniedbania proceduralne w funkcjonowaniu agend rządowych? Takim kryterium, według mnie, powinno być jasne, jednoznaczne prawo, względnie grona komisyjne, sąd, a przede wszystkim realne poczucie odpowiedzialności oraz godności osobistej, a także szacunek dla społeczeństwa. Tego wszystkiego…

Działanie na szkodę Polski jakiego doświadczamy nie powinno mieć miejsca. Nie może chodzić tylko o zwiększenie sprzedaży czasopisma, czy oglądalności danej strony www. Okopywanie się za transparentem wolności słowa, kontroli władzy przez media w imieniu społeczeństwa włóżmy między książki, a przy najmniej ja tak zrobiłem. Nie danie rządowi szansy na przygotowanie odpowiedzi powoduje straty w wizerunku polityków na arenie międzynarodowej, a w konsekwencji może rodzić problemy w przyszłości. Niestety nie uważam by potencjalni następcy w postaci największej partii opozycyjnej byliby lepsi, skuteczniejsi, mądrzejsi. Od lat w żadne polityczne zapewnienia nie wierzę, dopóki nie staną się faktem. Patrzę sobie na nasz parlament, który nie ma legitymizacji władzy, bo trudno za takowe uznać wybory z frekwencją znacząco poniżej 50%. To jednak nie tylko wina polityków, lecz także oznaka jak większości Polakom zależy na ich własnym kraju. To, że realnie nie ma na kogo głosować to już inna kwestia.

Dlaczego zatem mamy być oburzeni nagranymi słowami polityków?!? Są dokładnie tacy sami jak My Polacy. Nie różnią się od społeczeństwa, które „reprezentują”. Choć chodzę na każde wybory w przeciwieństwie do większości Polaków, choć ideą przewodnią mojej pracy jest wykonywać ją porządnie, odpowiedzialnie, nie jestem idealny i czuję się osamotniony. Pomimo, że wokół mnie jest nie mało osób patrzących i działających tak jak ja to nadal odczuwam, że męczymy się by jakoś tę Polskę budować. Czasem choć jesteśmy porządni poddajemy się systemowi, tracąc wiarę, że można coś zmienić, że możemy coś zmienić na lepsze…

 

Wiara, niewiara

Posted on Updated on

Mam nadzieję, że w żaden sposób, a już na pewno nie świadomie nie obrażę. To tylko słowa, bez całej tej pozawerbalnego przekazu.

Kwestia wprowadzania gender do nauk o rodzinie w podręcznikach szkolnych, czy też sprawa potajemnie powieszonego krzyża w sali obrad w ratuszu Opola z pozoru oddzielne kwestie, ale jakże w rzeczywistości związane.

To co trawi spokój życia społecznego w kraju to brak zwykłego, powszechnego poszanowanie drugiego człowieka, bez względu na jego światopogląd. Obecnie bardzo nasilone jest deprecjonowanie wiary jakiejkolwiek, a szczególnie katolickiej. Wystarczy poczytać wpisy w komentarzach pod internetowymi wersjami artykułów, wiadomości, który dotyczą księży. Nie bronię duchownych, którzy łamią prawo, dopuszczają się przestępstw, w tym tak silnie akcentowanej pedofilii. Nawet uwzględniając tak odrażające czyny nie można tłumaczyć tego jadu, który wycieka z tych komentarzy, bądź co bądź ludzi, którzy z odwagą cywilną mają tyle po drodze na ile myślą, że są w internecie anonimowi.

Portale dla niewierzących, fora internetowe, prasa tzw. głównego nurtu nie podejmują krytycznej, kulturalnej debaty, nie komentują z szacunkiem lecz atakują Kościół Katolicki. Stawiam pytanie dlaczego atakują i mnie? Co ja takeigo zrobiłem osobom, których nawet nie znam, że oni tak mnie szkalują i atakują. Mogę próbować zrozumieć. Osoby skrzywdzone przez złych duchownych, którzy zapewne nigdy nie powinny nimi zostać bez dwóch zdań mogą odczuwać w sposób przez większość niepojęty nawet do końca. Owszem i ja jako wierzący twierdzę, że tacy księża powinni w pełni odpowiedzieć za swoje czyny. Według mnie Kościół Katolicki powinien tu stanąć na wysokości zadania. Co jednak znaczy Kościół Katolicki. Ilu spośród tych co tak gorliwie wylewają i na mnie pomyje wie coś więcej o KK, niż to że istnieje? Struktura, prawo kanoniczne mają tu niebagatelne znaczenie. Są prawa i obowiązki. Osoby, które przeważnie w ogóle nie podjęły zagadnienia i żywią się stereotypami z mediów popełniają błąd przyjmując, że KK to powinien to i tamto według miary własnego codziennego życia. Legislacyjnie jednak nie mają ani wiedzy, ani nawet chęci by czegoś się dowiedzieć. Oczywiście KK łatwo rozdzielać na część instytucjonalną i duszpasterską, lecz KK to przede wszystkim wspólnota ludzi, którzy wierzą. To taka sama wspólnota jak grupa lubiąca pograć sobie w gry RPG, czy skupiająca miłośników uniwersum Star Wars, czy choćby Polacy – społeczność osób z polskim obywatelstwem. Zatem społeczność może być swobodniejsza lub nieść poważne wartości. Właśnie, te wartości.

Czy tego chcemy, czy nie obecny, a raczej dotychczasowy fundament światopoglądowy został ulepiony przez całe wieki na bazie chrześcijaństwa. Dotyczy to każdego urodzonego na terenie Europy człowieka, którego korzenie drzewa genealogicznego sięgają daleko wstecz i są w ziemi naszego kontynentu. Zatem wierzący, niewierzący – w zasadzie wszyscy mamy ten sam fundament. Nie ważne czy to się komuś podoba, czy nie, czy akceptuje, czy nie. Pojęcie narodów, państwowości ma swój początek w średniowieczu. Oczywiśćie chodzi o pojęcie narodów i państwowości współcześnie rozumianych. Zatem to jak poznajemy dobro, czy zło ma swoje źródło w chrześcijaństwie, w naszym regionie kulturowym.

To czy ktoś wierzy, czy nie jest wyborem danej osoby. Jeżeli uznający się za wierzącego to krytykuje, wręcz napastliwie, z odrazą, z wyszydzeniem to nie jest to osoba wierząca, przepełniona wiarą, lecz osoba pełna hipokryzji. Ja szanuję wybory osób, a szczególnie światopoglądowe. Nie muszę akceptować, czy zgadzać się z opiniami innych, lecz poszanowanie drugiej osoby jest fundamentem społecznego funkcjonowania. Dziś w moim przekonaniu fundament ten jest bardzo naruszony. Jestem wierzący, praktykujący, bolą mnie źli duchowni, bolą mnie ataki na moją wiarę.

Wiara, czym jest… może nie ma Boga, a może jest. Ja wierzę, że jest. Czy przeszkadza mnie, że ktoś nie wierzy, ani na jotę. W końcu to wybór, jakich wiele w życiu każdego z nas. Powiadają, że wiara to prywatna sprawa każdego z nas. według mnie żaden światopogląd, żadna religia nie jest sprawą prywatną i nigdy taką się nie stanie, choćby wszyscy mówili że tak jest. Ze swojej natury, żaden światopogląd nie jest osobisty. Jakiekolwiek wartości światopoglądowe kształtują moje zachowania i postawy, dotykają mojej moralności, kierują, wpływają na moje codzienne życie. Jak w takim wypadku ma to być kwestia wyłącznie osobista i prywatna. Nikt z nas nie jest w stanie postępować zgodnie z różnymi wartościami w zależności od miejsca, gdzie przebywa. W domu mam być kimś innym niż w pracy. Właśnie to, że jestem chrześcijaninem powoduje, że mam takie a nie inne nastawienie do moich studentów na jednej z uczelni technicznej. Pracuję dla nich i uważam, że to ja jestem dla nich, a nie odwrotnie. Kiedy popełniam błędy podejmuję za nie odpowiedzialność. Zatem mam być kimś innym tu, innym tam. Nie, nie mogę. Nie tylko ja, nikt z nas. Przecież niewierzący nie będzie udawał, że wierzy, a jeżeli musi to znaczy, że wierzący wokół niego są tacy jak to już powyżej określiłem. Jeżeli światopoglądowo Rodzice nie poprowadzą swojego dziecka do chrztu, czy do I Komunii Świętej to jest to ich wybór. Wybór, który dane dziecko może według własnej decyzji zmienić. Dramatem dziecka jest uczynienie z I Komunii Świętej święta prezentów. Mój syn dostał „prezenty”, które sam wybrał, praktyczne, żadnych wodotrysków, notebooków, rowerów, zegarków, komputerów, quadów itd. W dodatku dostał je dzień później. Przecież I Komunia Święta ma być duchowym przeżyciem, a nie materialnym. Dzieci szydzące z dzieci nie idących do I Komunii Świętej przenoszą zachowania i postawy swoich rodziców, opiekunów. To Polskie nienawidzenie każdego kto ma odmienne zdanie, odmienna wybory, a już jak ma lepszy samochód…

Wiara, religia nigdy nie były wyłącznie prywatną sprawą człowieka. Nie znam światopoglądu, który mniej lub bardziej nakazuje szerzenie o sobie wiedzy. Oczywiśćie nawracanie siłą, narzucanie przemocą światopoglądu, także wiary innym to jest coś czego nie można akceptować. Ja z miłą chęcią rozmawiam o duchowym rozwoju. Mogę rozmawiać o swoich doświadczeniach, dać swoje świadectwo. Nigdy nikogo nie namawiam do przyjęcia mojej wiary, a jeżeli ktoś tak postanowił to jest jego wybór, jego lub jej decyzja.

Jeżeli osoba z tytułem naukowym jako recenzent pisze, podobno, że opisywanie rodziny w podręczniku szkolnym jako małżeństwa, czyli związku mężczyzny i kobiety, czy coś w tym stylu jako „nachalne propagowanie wartości katolickich” to ja przepraszam, ale albo ktoś kupił ten tytuł naukowy, albo nie wiem. Do podręczników w zakresie wychowania i przygotowania ma być wprowadzona idea gender. Dobrze, należy przekazywać rzetelną wiedzę, ale „… nachalne …”. Póki co z biologicznego punktu widzenia by powstał człowiek potrzeba kobiety i mężczyzny. To natura tak to ustawiła, a niektórzy twierdzą, że Bóg, a może Bóg stworzył naturę – rzecz w tym, że i tak nie ma to znaczenia bo akurat tak jest. Zatem z biologicznego podejścia mamy związek kobiety i mężczyzny.

Czy jestem homofobem – nie wydaje mnie się. Uważam, że orientacja seksualnanie jest świadomym wyborem. Uczucia, wzorce i pewnie cała masa innych czynników kształtują naszą seksualność. Niestety, chyba dla niemałej grupy, generalnie jak ktoś się rodzi z żeńskimi organami to jest kobietą, a jak męskimi to jest mężczyzną. Oczywiście jako istoty niedoskonałe, obarczone całą listą zalet i wad, niektórzy spośród nas płciowo duchowo, myślami nie są zgodni ze swoim ciałem. Zmiana płci jest procesem długotrwałym, pełnym pracy psychologicznej i nie dzieje się od tak z widzi mi się. Na swój sposób podziwiam takie osoby, bo musiały stawić czoła tylu przeciwieństwom, żeby móc funkcjonować bardziej prawdziwiej. Niestety z mężczyzny nigdy nie uczyni się kobiety i na odwrót. Można zmienić tyle by dana osoba mogła funkcjonować bardziej w zgodzie z soba samą i nic poza tym.

Homoseksualizm był, jest i będzie. Są tacy, którzy to w pełni akceptują oraz tacy którzy nie. Dla mnie dramatem jest sprowadzanie tych ludzi wyłącznie do fizycznego aspektu, a to zaledwie tylko fragment całej układanki. To są ludziem, którzy żyją pośród nas, czują, kochają, marzą, mają plany, lubią frytki albo i nie.

Jednak każda osoba, ja, czytelnicy tego bloga, inni są ograniczeni z natury tego świata. Z racji swojej budowy, znaczy mięśni, płuc, serca jestem sprinterem, a biegi długostansowe były i w zasadzie nadal są poza moim zasięgiem. Nie mogę tego czy tamtego. Choroba autoimmunologiczna pwodouje, że nie mogę się nawet raz do roku napić piwa, w ogóle żadnego alkoholu. Zatem czasem z powodów takich jak to jacy jesteśmy, a czasem z wyborów możemy coś robić, albo i nie. Każdy człowiek ma swoją rolę w społeczeństwie, każdy. Obrażani, zwani pseudokibicami chłopaki być może byliby najlepszymi żołnierzami w armii, ze względu na swój światopogląd. Najprawdopodobniej nie wszyscy ale zdecydowana większość. W takim ujęciu kobieta, która kiedyś była mężczyzną nie urodzi dziecka, choćby nie wiem jak chciała. Są rzeczy możliwe i niemożliwe. Usiłowanie demiurgowania świata do punktu totalnej równości nie jest możliwe, gdyż nie zależy tylko od naszej świadomości, naszej osobowości. To tak jakbyśmy negowali istnienie podświadomości, która tak rzeczywiście bardziej za nas decyduje. Kobieta jest kobietą, tak jak mężczyzna jest mężczyzną. Odgrywamy konkretne role społeczne, czasem kobieta jest głową rodziny, czasem mężczyzna. W prawdziwym małżeństwie nie ma jednego szefa, czy szefowej, bo żyje się razem i razem podejmuje się większość decyzji. Jednak to kobieta może być matką, nie mężczyzna, który może być ojcem. Macierzyństwa nie da się porównać z tacierzyństwem, nigdy. Kobieta nosząc dziecko w soie do narodzin, przeżywa, fizycznie odczuwa to inaczej niż za przeproszeniem facet ojciec obok. Tak zbudowana więź matki i dziecka nie jest możliwa do osiągnięcia między ojcem i dzieckiem – to są inne relacje, inaczej budowane. Nie udawajmy więc, że można to zrównywać, według widzi mi się kreować role społeczne.

staram się dotrzeć do badań socjo-społecznych, które opisują rodziny na bazie par homoseksualnych z dziećmi. Bo to pomimo pozorów nie jest temat jednoznaczny. Miałem jedynie okazję zapoznać się pokrótce z wnioskami, lecz jako naukowiec chcę dotrzeć do materiałów źródłowych. Do informacji prasowych podchodzę z dużą dawką krytycyzmu. Wnioski mniej wiecej wskazywały na to, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne nie przenosiły takiej orientacji i zachowań we własne rodziny. Dlatego mnie zainterosowały i chcę się z nimi zapoznać dokładniej. Są, nazwijmy to mama i ciocia, może mama i mama, które wychowają dziecko o wiele lepiej niż nie jedna para heteroseksualna. To temat morze, wręcz ocean i jedynie w kwestii określania małżeństwa – jest to dla mnie aksjomatycznie związek między kobietą i mężczyzną. Choć jednocześnie jestem za funkcjonowaniem związków partnerskich bo pary homoseksualne powinny mieć to legislacyjnie uregulowane to jednak mam takie a nie inne podejście w tym temacie. Być może w ogóle nie potrzeba wprowadzać takiej instytucji. Inne, istniejące prawa umożliwiają dostęp do danych medycznych, dziedziczenie lub wymagają jedynie pewnych zmian. Nie dajmy się zwariować. Gdybym kochał mężczyznę jako mężczyzna to nie będę miał małżeństwa, to jest dla mnie takie naturalne ograniczenie. Niezależnie co bym chciał, wiem, że nie musi tak się stać.

Czy to „nachalne” poprawianie podręczników, czy to spychanie religii, wiary do prywatnego konta jest oznaką „walki” z chrześcijaństwem. Jeżeli w jakimś mieście w Danii zaprzestano zgodnie z poprawnością polityczną wspierać obchody Bożego Narodzenia bo muzułmanie i w ogóle, ale fundusze miejskie przeznaczono na obchodu święta muzułmańskiego. Hola, hola, albo wszyscy dostają i obchodzą swoje święta według własnego uznania ze wzajemnym poszanowaniem, albo nikt nie jest wspierany, a diaspory niech sobie jakoś poradzą, w końcu to społeczności. Nie można z jednej strony negować chrześcijaństwa (a to nie jest jedyny przykład) i wspierać innej religii w imię poprawności politycznej i mówić przy tym o tolerancji. To jest dopiero hipokryzja.

Szkoda, że nie ma wiarygodnych danych bazujących zarówno na spisach przeprowadzanych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego i GUSu. Tylko wówczas można byłoby rzetelniej stwierdzić ilu tak naprawdę jest wierzących a ile osób deklarujacych brak wiary. To ważne, choćby z punktu widzenia dialogu społecznego. Dane ze strony KK mówią o około 40% wiernych uczestniczących w mszach niedzielnych. Prostolinijnie zakładając to prawie, prodkreślam, prawie 40% społeczeństwa. Biorąc jednak pod uwagę podawaną liczbę wiernych to daje nam jakieś ponad 13,5 mln. osób. Kwestia jednak w tym, że liczba wiernych to liczba ochrzczonych. Nie wiem, a nawet nie mam danych do oszacowania  ile jest wyznawców innych religii. Nawet jeżeli te dane są zawyżone ze względów metodycznych badań to i tak jest to społeczność ogromna. Nie można nas od tak zignorować. Brak mi rzetelnych badań statystycznych, konkretnych liczb.

Chciałbym by to był dialog, by chamstwo, prymitywizm nie królowały, jak jest obecnie. Byśmy mogli wspólnie żyć i nie dać demagogii światopoglądowej. Oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że wielu wierzących jak coś czasami powie to nie wiadomo, czy płakać, czy walić głową w mur. Nie można się jednak dać zwariować i twierdzić, że każdy ksiądz jest zły.

Osoby niewierzące przeciwstawiające się symbolom religijnym w urzędach, agendach państwowych często protestują i żadają ich usunięcia. Z jednej strony mają racje, ale jeżeli nie wierzą to co im np. krzyż przeszkadza? Co jest takiego złego w chrześcijaństwie, że aż tak należy robić. Oczywiście powieszenie potajemnie krzyża w sali obrad jest równie niezasadne, a może i gorsze. Wówczas niejako legitymuje potajemne zdjęcie owego krzyża. Dlaczego nie?!? W końcu to tylko zgodna z zasadami fizyki reakcja, lecz skierowana przeciwnie. Oczywiście Państwo jako twór państwowy jest areligijny. Rzecz jednak w tym, że państwo, w tym Polskę tworzą ludzie, którzy przyjmują różne światopoglądy, w tym konkretne wyznanie, czyli coś co kształtuyje ich zachowaia i postawy. Nie można tego powiesić na wieszaku wychodząc z domu i podjąć po powrocie. Nie można też tworzyć Państwa, które z założenia narzuca określony światopogląd.

Wiara pozwala mi żyć pełnie, nie czuję się zniewolony, nie denerwuję się tak bardzo, a Rodzina jest dla mnie najważniejsza, w ziemskim życiu. Od 17 lat, prawie, jesteśmy małżeństwem. Nadal kocham moją żonę i nie czuję by ta miłość słabła. Mieliśmy złe chwile i chwile pełne radości, a także oceany zwykłej codzienności. Myślę, że wierząc żyje się inaczej, może lepiej, może pełniej. Bez wiary w Boga też przecież można. Znam nie jedną osobę niewierzącą i większość z nich to osoby bardzo mądre, pełne radości życia, pomocne. Znam też niewierzących zaślepionych nienawiścią do wiary. Z takimi trudno się rozmawia. Znam też pseudo wierzących, co biegną do kościoła, odklepują modlitwy, a w życiu przykazania niemal nic dla nich nie znaczą.

Obyśmy nie ulegali zaślepieniu, obyśmy zawsze umieli słuchać, obyśmy zawsze szanowali innych, nie bali się wyrażać własne opinie, zawsze jednak z szacunkiem do innych. Wierzę, że różnorodność, także światopoglądowa jest siłą sprawczą rozwoju. Dzięki różnorodności możemy doznawać odmiennych wrażeń, poznawać różne punkty widzenia, wędrować szlakami, o których sami nie pomyśleliśmy…

Platforma Oburzonych

Posted on

Trudno się z wieloma postulatami nie zgodzić, ale i wiele wypowiedzianych to jedynie głos ludzi rozżalonych, bez logicznego uzasadnienia. Nie ma najmniejszej wątpliwości, iż my Polacy we własnym naszym kraju jako jego obywatele i mieszkańcy nie stanowimy podmiotu, lecz władze traktują nas jak przedmioty i to takie, które przeszkadzają. Sytuacja ekonomiczna wielu rodzin jest dramatyczna. Żyjemy w czasach, w których osoba uczciwie pracująca, nawet nie na jednym, a choćby i półtora etatu nie może zapewnić godnego życia własnej rodzinie. Przy czym godnie oznacza wyżywienie, dach nad głową, czasem rozrywki. Nie chodzi o wakacje na egzotycznych plażach, lecz o zwykłą godność codzienności. Błędem by jednak było tylko oskarżać o to poszczególne rządy od 1989 roku, a które jedne mniej, a inne więcej przyczyniały się nie bynajmniej do rozwoju naszego kraju ale do konserwowania jego trwania. Oczywiście twierdzenie, że nie jest lepiej jest również błędne, lecz stwierdzenie, że jest dobrze jest nawet bardziej nieprawdziwe.

Nie ma znaczenia, czy ordynacja będzie się opierać o okręgi jednomandatowe, czy wielomandatowe, bo to akurat jest tak, że każde z tych rozwiązań ma swoje plusy i minusy i żadne raczej nie jest lepsze od drugiego. Biorąc pod uwagę, że większość rzadko kiedy ma rację to ordynacja w naszym kraju nie jest w stanie rozwiązać czegokolwiek. Dodając do tego zamgloną, słabą ideologicznie strukturę władz, bo ani silny premier, ani prezydent, trudno domniemywać by taki układ w ogóle mógł sprawnie funkcjonować, no może raczej na akceptowalnym poziomie skuteczności.

Oczywiście, mieszana ordynacja wyborcza, odmienna dla obu izb parlamentu ma swoje uzasadnienie. Dla mnie kluczową bolączką jest liczba posłów na sejm. Liczba ta jest kuriozalnie za wysoka, a dzięki czemu o większości posłów nie wiadomo wiele, ba nawet prawie nic, a ich aktywność poselska jest dla zwykłego obywatel poniżej minimum. Może jednak maksymalnie 100 posłów, a wówczas trudno by któryś się ukrył. W obecnym kształcie i strukturze trudno w wielu przypadkach myśleć inaczej niż o skoku na kasę. Zmniejszenie liczby posłów to według mnie jedno z najistotniejszych kierunków reformy struktur władz.

Najważniejszy aspekt jest zupełnie inny, a jednocześnie współistotny każdemu człowiekowi – to zwykłe poczucie odpowiedzialności za własne słowa i czyny. To jest absolutnie degradowane i niszczone. Począwszy od szkolnictwa gdzie uczniowie mają w zasadzie jedynie prawa i niemalże żadnych obowiązków. W urzędach, agendach, w zakładach pracy funkcjonowanie odpowiedzialności jest rozmywane i wielokrotnie okazuje się, że tragedia, strata jest ale winnego brak bo wszystko w imię przepisów. Przykłady każdy z nas jak poszuka to znajdzie, a czasem jakże blisko, we własnym środowisku. Nagminne śmiecenie w lasach, ale by w domu rzucić papierek na własnych dywanik?!? Odwaga cywilna jest spychana w głębiny. Dopóki wszyscy my obywatele nie będziemy we własnych ogródkach codziennego życia, dbali o uczciwość, myśleli o innych to nie ma szans by sytuacja w naszym kraju uległa diametralnie poprawie. Tak jak wymagamy i oczekujemy od innych tak samo należy wymagać od samych siebie.

Polacy mają taką cechę, że narzekają i narzekają, ale ilu spośród nad wykazuje wyłącznie oznaki postaw i zachowania roszczeniowo-żądaniowych. Podwyższenie minimalnej pensji, przy zachowaniu dla pracodawców istniejących obciążeń fiskalnych ma się tak do rozwiązania jakichkolwiek problemów jak wyłącznie oddawanie się marzeniom. Zarówno pracodawcy jak i pracownicy podlegają tak samo temu samemu bycia uczciwymi i odpowiedzialnymi za swoje słowa i czyny. W Polsce cały czas ten kto coś osiągnął (pracodawca) traktowany jest jak przestępca, kombinator, a jak mu się noga powinie to ile radości wśród innych, a sąsiadów w szczególności. To taki nasz sport narodowy. Żenujące i beznadziejne. Niestety tak samo powszechne. Oburzeni mogą się oburzać, rząd nadal będzie udawał, że skutecznie rządzi, a nawet niech manifestacje i marsze na stolice organizują. Nie będę za to lubiany, ale ten czas należy lepiej spożytkować. Dziś przeciętny absolwent szkoły średniej nie umie nawet PITu wypełnić, a co dopiero osoba nieco starsza po przejściach zawodowych stojąca przed problemem napisania biznesplanu, który ma ręce i nogi. Ani jedno, ani drugie nie ma szans by to zrobić poprawnie. Zamiast się wspierać, organizować, skutecznie nawzajem pomagać czy właśnie o normalność w tej kwestii, to nie, będą walczyć o pensje minimalne. To, że godziwa płaca za godziwą pracę to rozumie się samo przez się i nie wymaga tłumaczenia, że to powinien być standard. Tak w Polsce nie jest, lecz prawne narzucanie wartości płacy minimalnej bynajmniej niczego tu nie zmieni.

Zmiany muszą zajść i wiele kwestii podnoszonych przez Platformę Oburzonych wymaga uczciwego podjęcia rzuconej rękawicy. Zmiany jakie muszą zajść dotyczą jednak także naszej mentalności, która odbija się wszędzie, od wariatów na drogach, przez śmiecenie w lesie, wynoszenie z pracy w myśl zasady „mnie się należy”. Kiedy jednak mam okazję pośledzić co się tu i ówdzie dzieje to trudno mi ukrywać takie słowa jak zawiść, marnotrawienie funduszy, małostkowość, dbanie wyłącznie o swój własny chlewik, brak jakiejkolwiek odpowiedzialności i jej poczucia.

To co mam jest efektem ciężkiej pracy. Swoją postawą, pracowitością, zaangażowaniem udowadniam, że można. Nie mam wiele, czasem łatwo nie jest, ale jestem szczęśliwy z tego co mam, a przede wszystkim z Rodziny. Ile zawiści czasem można dostrzec w spojrzeniach sąsiadów gapiących się na innego sąsiada, który właśnie odebrał nowy samochodzik z salonu i to jaki. Wiedząc ile ten człowiek wkłada energii we własną firmę, ile czasu, ile zaangażowania to wbrew większości ja się cieszę i życzę mu więcej sukcesów, a za tych „zawistnych” mogę się pomodlić. Bo dopóki nie zmienią swojego nastawienia to nie ma nawet jak im pomóc, bo przez swoją zawiść nie są w stanie dostrzec ani tego co mają, ani okazji, ani szans wokół nich samych.

Benedykt XVI abdykuje

Posted on Updated on

Faktem jest, że decyzja Jego Świątobliwości stanowi zaskoczenie dla wielu obserwatorów naszego ziemskiego świata. Jednak to zaledwie jedno z wielu decyzji jakie wielu podejmuje każdego dnia. Chciałoby się rzec, że świat upadł, lecz bynajmniej nie z powodu decyzji abdykującego już Papieża. Przepraszam czytelników, lecz mam już somatyczny objaw na widok tematu związanego z kościołem na tak zwanych portalach informacyjnych, szczególnie tych największych, po prostu robi mi się nie dobrze, a za prawdy nie jestem ułomek. Jutro zaś gazety zapłoną od spekulacji, domysłów, podejrzeń, wizji, objawień, cytowań przepowiedni i Bóg jeden raczy wiedzieć czym jeszcze, a i oczywiście teorii spiskowych. Internet już huczy, a jakże i to jak odważnymi wpisami ludzi ukrywających się za nicka’ami. Chyba czas stanąć we własnej obronie jako wierzącego. Ilość, bo trudno to jeszcze uznawać za policzalne, a może bardziej obrazowo ilość metrów sześciennych pomyj wylewanych przy okazji na duchownych i cały Kościół Katolicki o czym innym może świadczyć. Jakże odważni są ci komentatorzy bez jakiejkolwiek elementarnej kultury. Być może trzeba samemu zarchiwizować co poniektóre wpisy i udać się do stosownej prokuratury.

Frustracja Tych pseudoredaktorów, odważnych ludzi, a w rzeczywistości zwykłych tchórzy, którzy nie publikują pod prawdziwym nazwiskiem i imieniem jest jedynie dowodem na upadek wartości społecznego koegzystowania. Nie lubię być obrażany, wyszydzany i nie będę powtarzał uzasadnień z wielu wcześniejszych moich wpisów. Wymagam kultury i rzetelności, nie zgadzam i nie akceptuję takiego chamstwa.

Kościół Katolicki nie był, nie jest i nie będzie święty jako organizacja, czy jak kto woli hierarchiczna instytucja. Tworzą ją ludzie, od których oczywiście należy się spodziewać więcej, oczekiwać więcej, wymagać więcej, znaczy jakościowo więcej. Jednak duchowni to tylko ludzie i znam nie mało księży i mam szczęście bo trudno mi pośród nich odszukać tych pozbawionych odpowiedzialności, czy tych, którzy powołania prawdziwe pomylili z zawodowym, no może nawet i nie pomylili. Popełniają błędy, tak jak i cały Kościół Katolicki. Trudno czasem nie odnieść wrażenia, że działania duchownych, czy polityki ogólna Kościoła Katolickiego jest co najmniej nie jasna, czy wręcz nie zrozumiała. W dzisiejszych czasach oczekujemy szybkich, uczciwych i sprawiedliwych rozpraw z przestępcami w sutannach, bo i tacy się zdarzają i to już w ramach samego KK. Pedofilia, jazda pod wpływem alkoholu, kradzieże, przywłaszczenia, czy już bardziej z innego obszaru brak kultury, czy wręcz zdrowego rozsądku, pycha, żądza władzy. Jednak kiedy widzę wpis typu „kościół=pedofilia” to co ja sobie mogę pomyśleć o autorze takiego wpisu. Nie chcę domniemywać jego braku wiedzy, braku samokrytyki, zaślepienia. Może i taki człowiek został skrzywdzony przez jakiegoś duchownego, ale nie usprawiedliwia to takiego jadu i nienawiści także i do mnie jako osoby wierzącej, członka Kościoła Katolickiego. Może i „harcerstwo=pedofilia”, a jak, nie żałujmy sobie, a może „szkoła=pedofilia”, a czemu by nie. Nie było i nie ma instruktorów harcerskich, czy nauczycieli, którzy są pedofilami?!? Czy w przypadku organizacji harcerskich i szkolnictwa nie ma sprawnych systemów eliminowania ludzi o takich zachowaniach?!? Ależ są, lecz nie znam żadnego systemu, który jest 100% sprawny i stąd co jakiś czas pojawiają się sprawy, a media mają pożywkę na jakiś czas. Inna kwestia działań podjętych wobec takich duchownych i tu sam uważam, że KK nie robił tego jak należy. Pamiętajmy jednak o pewnej zasadzie, którą jakże lubimy stosować sami wobec siebie – „domniemani niewinności”. Czasem oddzielenie pomówień o faktów jest wręcz niemożliwe.

Laicyzacja, polityczna poprawność doprowadzi do upadku Europę jaką znamy. Jakże trafne są słowa premiera Australii, który dał upust swoim przemyśleniom co do diaspory muzułmańskiej w jego kraju. Europa można rzec już porzuciła swoje fundamentalne wartości na rzecz konsumpcjonizmu i pseudowolności. Świat wywraca się do góry nogami. Akurat osobiście jestem za instytucją związków partnerskich, choć wyłącznie dla par homoseksualnych i to z automatyczną wspólnotą majątkową. Zasługują na to i nie można udawać, że nie. Jednocześnie jednak natura ssaków jednoznacznie wskazuje by się rozwijać, dawać nowe życie jedynie związek kobiety i mężczyzny może to zagwarantować. Choć jednocześnie myślę, że nie jedna para homoseksualna jest w stanie wychować dziecko lepiej niż nie jedna heteroseksualna, ale nie dajmy się zwariować. Wszystko ma swój porządek rzeczy. Jestem mężczyzną i zgodnie z naturą nie mogę zajść w ciążę. Mam ReA (Reaktywne zwane także Odczynowym Zapalenie Stawów) a więc pewnych rzeczy nie mogę już zrobić. Wszystko wokół nas, a także my sami nie tylko poprzez prawa, zasady, kodeksy, zwyczaje, kulturę kreujemy warunki brzegowe naszego funkcjonowania, ale także nasze ciała o tym stanowią. Kobieta nie może być mężczyzną i mężczyzna nie może być kobietą. Nie stoję przeciw transformacją płci. Perfekcyjna niedoskonałość Bożego planu, czy jak kto woli ewolucji także, jak wszystko stworzone na podobieństwo posiada tolerancję wykonania. Nowotwory u dzieci, choroby, odchylenia, a także jakże nie ułatwiające uwięzienie nie tej płci w danym ciele. To jednak aż i tylko kolejny czynnik budujący warunki brzegowe. Dlaczego tak wiele w tych tematach, no cóż są na szczycie zainteresowania i nie uniknąłbym oskarżeń o nietolerancję. Tolerancja oznacza akceptację, ale we własnym kraju nie życzę sobie minaretu i wzywania na modły zakłócając sąsiedzki mir. Cudzoziemcy, którzy nie asymilują się kulturowo są dla mnie jedynie gośćmi. Nie oczekuję, że odrzucą swoją wiarę, kulturę, ale nie mogą protestować przeciw Szopce Bożonarodzeniowej bo to jest część naszej europejskiej tradycji i wiary katolickiej. Małżeństwo będzie dla mnie wyłącznie i tylko wyłącznie sakramentalnym lub cywilnym związkiem kobiety i mężczyzny.

Jak do tego dorzuci się powszechny, wręcz już pandemiczny objaw braku rzetelności, jakiejkolwiek i gdziekolwiek to się cieszę, że nie mam telewizora, a i kłopoty z podłączeniem do internetu. Jestem szczęśliwszy, a i bogatszy o czas dla Rodziny. Czasopism, w tym tygodników, a już gazet nie kupuję, bo samo rzucenie okiem może przyprawić o zapalenie spojówki. Kiedy niemalże w każdej szpalcie byk nierzetelności. Uważam, że każdy przede wszystkim odpowiada za siebie, potem za Rodzinę, a potem za miejsce pracy…

Swoim studentom podkreślam zawsze, a i synowi wręcz obowiązkowo… powinniśmy być krytyczni do wszystkiego. Czy wierzymy w Boga, czy nie to kwestia naszego wyboru dzięki wolnej woli jaką mamy. Niestety dla wielu, kwestia rozwoju duchowego, w tym wiary nie jest sprawą prywatną. Osobisty kontakt z Bogiem to jedno, a w wymiarze społecznym to grupa i nie można udawać, że to grupowa turystyka indywidualna – taki żart z magazynu RELAX (jak ktoś z czytelników go jeszcze pamięta – z czasów mej/naszej młodości). Zgodnie z nauką mej wiary przyjmuję prawdy objawione, lecz w zwykłym życiu codziennym kieruję się zasadą krytycznego podejścia. Wolę zadać pytanie niż bezapelacyjnie coś przyjąć bez przekonania. Wiara jako coś duchowego, niematerialnego daje mi tę możliwość wiary bez zobaczenia, ale tylko ze względu jej charakter. Przeżyłem swoje… i wierzę.

Może ustępującemu Papieżowi należy pogratulować odwagi decyzji, a może po prostu przejść do porządku dziennego pomimo wagi wydarzenia, ma ono szczególne znaczenie dla mnie jako katolika. Jako katolik pomodlę się za trafny wybór kolejnego Papieża. Ktoś pod jednym wpisów w internecie poddał wątpliwości wybory w wyniku natchnienia Ducha Świętego… no cóż. Każda grupa cechuje się układami, kulturą funkcjonowania, polityką, ale jeżeli choć jedna osoba przyznałaby się, że podejmuje decyzje wyłącznie racjonalnie to nazwałbym ją kłamcą. Obiektywizm, racjonalizm to idee, a nie stan faktyczny. Wszystko co robimy robimy subiektywnie, mniej lub bardziej, a ile w tym wszystkim naszej podświadomości…

Proszę piewców nienawiści i rzeczową dyskusję, a nie obrażanie. „Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe”, jakże to trafne, czyż nie?!? Wszystkim zaś życzę spokoju ducha, rozwagi serca, zdrowego i oświeconego umysłu przed decyzjami w życiu.

Bohomaz, czyli niewierzący kontra wierzący

Posted on

Tak sobie myślę, jak ja wierzący mam z szacunkiem, co jest przecież naturalne, traktować, nawet oponentów kiedy oni celowo mówią słowa, które wiadomo, że mogą kogoś urazić. Trudno mi domniemywać coś innego i odczuwam swoistą pewność, że słowo „bohomaz” i inne wypowiedziane podczas konferencji polityków z Ruchu Palikota były celowo i wypowiedziane absolutnie świadomie. To wydarzenie skłoniło mnie do rozmyślań nad istotą współczesnego konfliktu na linii wierzący i niewierzący.

Przez wiele lat, choć robiłem niemało dobrej roboty, także społecznie, byłem poza ścieżkami kościoła. Uczestniczyłem regularnie w mszach, a mam nawet maturę z religii, choć pierwotnie zadeklarowałem nieuczęszczanie na lekcje religii. Byłem wówczas w szkole średniej. Współcześnie ja sceptyczny naukowiec, krytycznie podchodzący do świata wokół, przeżyłem religijnie to co przeżyłem i wierzę. Ktoś złośliwy zaraz by napisał, że walnąłem się w głowę i miałem objawienie. Mnie technokracie trudno było do pewnych wydarzeń, zdarzeń podejść inaczej jak do prawdziwych świadectw wiary.

Oprócz wiary w Jezusa Chrystusa, wierzę w logikę i zdrowy rozsądek i lubię dotknąć, sprawdzić, zmierzyć, a jako naukowiec wiem, że pomimo pozorów, choć wiemy tyle więcej niż przed całymi wiekami, nadal jako ludzkość mamy wiele przed sobą, a wiele z tego co wydaje nam się pewnikami, takimi za 50 lat może nie być. Pokusiłem się o taki wstęp by nieco nakreślić swoja pozycję. Moi rodzice wychowali mnie tak, że szacunek mam do każdego, każda praca jest niezbędna i generalnie wierzę w ludzi. Nie oznacza to, że jestem naiwny i łatwowierny i się nie denerwuję.

Zatem wracając do meritum, stoję na stanowisku, że jako ludzie posiadający wolną wolę, możemy wierzyć bądź nie, a zatem nie papiery, dokumenty, oświadczenia czynią nas wierzącymi lub nie tylko nasze słowa i czyny. Stąd publiczne akty apostazji czynione przez polityków trudno mi rozpatrywać inaczej niż w kategorii politycznej. Dla mnie osoba niewierząca to taka, która nie wierzy i tyle. Nie oznacza to, że nie możemy rozmawiać o duchowym rozwoju, stanie w sposób kulturalny. Ja uważam, że życie w wierze jest super, a może opłaca się bardziej i mogę o tym opowiadać, ale ani przez myśl nie przechodzi mi, że niewierzący jest gorszy ode mnie, że ma gorzej. Wybrał taką a nie inną ścieżkę wędrowania przez życie. Jego wybór, ma wolną wolę. Mam znajomych niewierzących, którzy są super fajni, nader uczciwi, szczerzy, zaradni, mądrzy i pomagający innym.  Ja darzę ich ogromnym szacunkiem, a oni nigdy w sposób negatywny nie odnosili się do mojej wiary.

Oczywiście, że nie zamierzam tu stać w obronie kościoła, wielu duchownych, którzy popełnili przestępstwa, nigdy nie powinni zostać duchownymi. Tak trudno czasem nie odnieść wrażenia, że kościół jako struktura organizacyjna nie zawsze sobie z tym radzi, a w wielu przypadkach ludzie osądzają szybciej niż powinni. Jednak kościół to niemalże 2000 lat historii, doświadczenia i tego co tak się krytykuje swoistej betonowej twardości poglądów. Oczywiście świat się zmienia, czy idzie do przodu, hmmm, może i nie, ale się zmienia. Dla mnie w tym wszystkim kościół stoi na straży pewnych zasad i wartości. Czasem i mnie to i tamto nie pasuje i mówię o tym, ale pomimo tego ta „stałość” jest pewną gwarancją, że nie obudzę się jutro i że kościół nie zmienił się o 180 stopni. Ludzie, My, potrzebujemy stałości pewnych elementów. Inną kwestią, która wydaje się być trudno zauważalna, ale w Polsce, w naszej kulturze życia, postrzeganie dobra i zła, tożsamość narodowa zrodziły się w trakcie chrystianizacji. Kiedyś nie było pojęcia Polak, Niemiec, Hiszpan, ale chrześcijanin. Czy tego chcemy, czy nie chrześcijaństwo ukształtowało w nas wiele zasad i wartości, nawet te, które dziś szumnie nazywamy humanistycznymi.

Jeżeli ktoś nie wierzy to tak naprawdę Obraz w Częstochowie, czy krzyż na ścianie jest tylko rzeczą, czymś nieistotnym. Jednak trudno nie mieć świadomości, że te rzeczy i tylko rzeczy dla osoby niewierzącej są bardzo istotne dla innych. W tak postawionym uwarunkowaniu trudno słowa takie jak „bohomaz” traktować jako zwykłe – są one obraźliwe i celowo wypowiedziane. Nawet jeżeli artystycznie coś nie musi się podobać to ze względu na szacunek dla innych należy wypowiadać się z zachowaniem kultury i poszanowania.

Niejednokrotnie spotykam się ze zjadliwością, obraźliwością wobec duchownych, zwłaszcza w pseudo anonimowym internecie. Jaka złość i nienawiść bije z wypowiedzi. Oczywiście ksiądz, któremu udowodniono zachowania pedofilskie powinien ponieść karę. Można oczywiście dyskutować, czy prawo kanoniczne pozwala w sposób właściwy reagować samym władzom kościelnym. Tak jak w prawie cywilnym, czy karnym niejednokrotnie z pozoru logiczne działania nie są możliwe. Wymagać jednak należy uczciwego podejścia i skutecznych przeciwdziałań. Wiele osób wypowiadających się przeciw duchownym nie ma elementarnej wiedzy o prawie kanonicznym, strukturze kościelnej ale się wypowiada. Zalecam odrobienie lekcji. Oczywiście są duchowni, którzy wydają się kierować władzą, pieniędzmi. Nie znam żadnego systemu „rekrutacji”, który byłby w 100% skuteczny. Wiem bo w jednym z systemów sam pracowałem. Pomimo zaangażowania, procedur zdarzają się błędy.

Nie mam złudzeń, że zapewne mniejszość spośród niewierzących jest tak naprawdę przeciwnikami jakiejkolwiek wiary, a zatem działają przeciwko. Hasła, że niewierzący są dyskryminowani, że należy maksymalnie zlaicyzować państwo, że… to nie są działania związane z unormowaniem życia niewierzących bo tak naprawdę jakie to kłody przed nimi leżą. Małżeństwo może być cywilne. Wiem, że chcielibyśmy nazywać małżeństwem pary homoseksualne. Nie ma co ukrywać, że ludzie jako jedynie podobni do Boga, jako może efekt wspaniałego mechanizmu życia, może właśnie bożego, jesteśmy jacy jesteśmy i homoseksualizm był, jest i będzie. Gdyby w całym świecie przyrody nie było jakichkolwiek zachowań homoseksualnych można by to uznać za chorobę. Jednak propagowanie poprzez parady pseudo równości takich zachowań nie jest normalne. Ja heteroseksualny nie odczuwam, żadnej potrzeby manifestowania swojej orientacji. Nawet gdybym kochał inaczej to nadal jest to dla mnie bardzo osobisty obszar uczuć i zachowań. Małżeństwo dla mnie to związek tylko kobiety i mężczyzny, bo tylko taka para ma biologiczne szanse na powołanie do życia. Jednocześnie wiem, że dwie kobiety są w stanie wychować dziecko lepiej niż samotna matka. To tematy o wielu aspektach, wiele dramatów, wiele radości, żadnej prostoty… Powinna według mnie istnieć forma prawna legalizacji związków homoseksualnych ale nie powinno się jej nazywać małżeństwem. Po prostu nie jest tak, że niezależnie kim jesteśmy, jacy jesteśmy to należy się po równo i tak samo. Nasze decyzje, życiowe wybory dają nam możliwości ale i uwarunkowania. Zawsze istnieją warunki brzegowe. Dzięki nim jedni są biegaczami długodystansowymi, a inni, mają mięśnie, płuca, serducho idealne wyłącznie do sprintu. Równość nie istnieje, bo każdy jest inny, każdy ma inne predyspozycje, a kobieta różni się od mężczyzny. Nie oznacza to, że jestem za zamknięciem kobiet w domach. Każde życie ma prawo się rozwijać i każde nasze słowa i czyny rodzą konsekwencje, czasem radosne, czasem bardzo przykre.

Zatem nie ulega wątpliwości, że ze strony wierzących jest atak na wierzących. Nie ulega wątpliwości, że w wielu przypadkach własne przykre doświadczenia z duchownymi przelewa się na całą wiarę, co jest samo w sobie bezzasadne. Nie ulega wątpliwości, że pośród duchownych są tacy, którzy w naszych ludzkich kategoriach nigdy nimi nie powinni zostać (powołania zawodowe, jak to określam). Dla mnie nie ulega wątpliwości, że nauczanie religii widzę przy kościele a nie w szkole co bynajmniej we współczesnym świecie nie zwalnia nas z kwestii wychowywania dzieci. Współcześnie dzieci masowo są pozostawione same i same muszą sobie radzić. Szkoła powinna jakoś oddziaływać w warstwie etyczno-moralnej. To akurat nie podlega dyskusji i nie powinno tu także zabraknąć duchownych. W szkole katolickiej lekcje religii powinny być zaś dozwolone bo to jakby jest naturalne.

Nie ma co ukrywać, że systematycznie chrześcijaństwo jest spychane, a nawet islam jest łagodniej traktowany w imię poprawności politycznej. Siostra ze szkoły katolickiej w Genewie nie mogła chodzić po szkole w habicie, choć uczniowie przyjechali w odwiedziny do szkoły partnerskiej, ale muzułmanki mogły chodzić w tradycyjnych okryciach głowy. 2 czy 3 lata temu został wydany kalendarz przez, czy pod auspicjami EU, w którym były różne święta, w tym innych religii, ale za to żadnego chrześcijańskiego. Za przeproszeniem to islamiści są gośćmi w Europie a nie na odwrót. Nie mam nic przeciwko innym wyznaniom ale bez przesady.

Niewierzącemu nie przeszkadza krzyż u mnie w domu, czy w szpitalu, czy nawet w sejmie. Z mojej perspektywy nie może być też tak, że niewierzący powinni odczuwać dyskryminowanie. Problemem jest natomiast zakłamanie ludzi, którzy np. szydzą z tych co nie posyłają dzieci do Pierwszej Komunii. Taką decyzję podjęli i należy ją uszanować, choćby w myśl zasady, że nie muszę się z kimś zgadzać by go szanować. Jakże dzieciaki to przeżywają bo inni na Pierwszą Komunię dostali takie prezenty. Mój syn dostał wyłącznie praktyczne prezenty, np. kask na rower, sam go wybrał i w dodatku dzień po Pierwszej Komunii. Dla mnie robienie kabaretu z obłudy manii prezentów na Pierwszą Komunię jest wyłącznie oznaką tego, że ktoś tu chyba udaje wierzącego. Pierwsza Komunia w wymiarze duchowym to zupełnie inny świat.  Jestem w stanie zrozumieć niewierzących.

Ile to zarzutów, że duchowni to ludzie śpiący na kasie, bogacze. Napiszę tak, że ja nie mam nic przeciw temu, że jeżeli ksiądz zarobi to ma. Pieniążki należne duchownemu daje się wyliczyć i nie ma tu bynajmniej dowolności. Czy są przekręty? Nie wątpię, że są i powinny być właściwie „rozliczane” a osoby odpowiedzialne ukarane. Gdy ja przeczytałem o tym, że jeden z zakonów żeńskich chce sprzedać ziemię z osiedlem i w zasadzie ludźmi to popukałem się w czoło, że to paranoja. Jestem świadomy, że w kościele katolickim popełnia się błędy, ale błędy popełniają ludzie. Nie utożsamiajmy ich automatycznie z całym kościołem w kontekście wiary. Wiele rzeczy należy jeszcze wyjaśnić, wiele naprawić.

Pomimo wszystkiego nie mam wątpliwości, że kościół katolicki jest atakowany, że ja jako wierzący czasem czuję się głupio, tylko dlatego, że wierzę. Niech sobie ktoś tam myśli, że wiara to głupota, ma prawo. Jednak nie ma prawa by mnie obrażać, lżyć, wyśmiewać. Tak jak ja nie mam prawa robić tego w drugą stronę.

Jak widzicie to nie jest tak, że jako wierzący jestem zafiksowany i zaślepiony, ale oczekuję, że osoby szczególnie publiczne staną na wysokości zadania i choć zachować się będą potrafić, a także od innych oczekuję tego samego. Wielu zapewne z wrogością odnosi się do duchownych bo oni „śmią” zwracać uwagę na to jak się powinno żyć. Bo w wielu Polakach panuje przekonanie, że robi się co się chce, bo ma się do tego prawo. Otóż nie, bo zasady życia w grupie są już zasadami i nie ma tak, że nawet we własnym domu robimy co chcemy. Tak po prostu jest.  Bycie kulturalnym w zachowaniu i wyrażaniu się, zachowanie szacunku, także dla oponentów, używanie słów dzień dobry, do widzenia, przepraszam, proszę to po prostu zasady obowiązujące nas wszystkich, niezależnie od pozycji, stanowiska, wykształcenia, pochodzenia, czy wiary, pory dnia, czy nocy.

Nacjonalizm i…

Posted on Updated on

Co co oznacza bycie nacjonalistą polskim. Dla mnie robienie wszystkiego co powoduje, że Polska jest silna gospodarczo, ludziom żyje się dobrze, przede wszystkim godnie, mamy przyszłość oraz, że Polska jest liczącym się graczem geopolitycznym, bo z takim położeniem nie wykorzystanie tego faktu jest tragedią pokoleń. Silny gracz to nie tylko gospodarka, ale także strategiczna kontrola tranzytu towarów, skuteczny wywiad, nowoczesna armia. W byciu nacjonalistą nie ma dla mnie braku akceptacji dla mniejszości narodowych, imigrantów. Oni stanowią ważny fragment rozwoju mojego kraju.

ALE… Jednocześnie uważam, że wszelacy imigranci są gośćmi w moim kraju. Jest dla mnie obojętne czy wokół mnie mieszkają wyznawcy judaizmu, islamiści dopóki panuje wzajemne poszanowanie. Niestety prędzej czy później następuje trudny do wyraźnego określenia problem braku asymilacji z wartościami, warunkami i zwyczajami kraju, w którym imigranci mieszkają. Widziałem co się dzieje w Finlandii, gdzie trudno mówić o wystarczającym wejściu imigrantów w dany świat wartości i zasad. Co dzieje się w Niemczech, gdzie chyba już 1/5 obywateli nie jest narodowości niemieckiej. Francja również boryka się z historią imigracji. Różnorodność zwyczajów, tradycji, kultury, języka jest wspierającymi się nawzajem motorami rozwoju, nowych pomysłów i idei ale może być także zapalnikiem konfliktów, których zażegnanie jest z reguły bardzo trudne.

Napaści na osoby innej narodowości, czy koloru skóry to coś co nie mieści mi się w głowie, jest dla nie pojęte, ale nie niezrozumiałe. Spróbujmy jako katolicy wybudować kościół w krajach arabskich. Będąc tam wręcz musimy przyjąć określone zasady i nie ma wyboru. Natomiast osoby z arabskiego kręgu kulturowego mogą w Europie odwoływać Boże Narodzenie, budować meczety w imię błędnie postrzeganej poprawności politycznej. Równość nie oznacza prawa do zmiany kulturowego wizerunku Europy, jej zasad i wartości podług własnych. Otwartość nie jest ograniczona, a przyniesione tradycje i zwyczaje nie mogą być wbrew prawu danego państwa. Tak ja jestem gościem tam, tak Oni są gośćmi tu. Przekonany jestem, że emigracja nie rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie umniejsza, rozciąga go w czasie, osłabia, ale nie znosi, lecz wprowadza na inny poziom. Nie dziwię się przybyszom, że kultywują własne tradycje, zwyczaje bo niby dlaczego mieliby je odrzucić. Nigdy w życiu. Przecież chodzi o własną tożsamość. Jednocześnie jednak poprzez takie skądinąd normalne kwestie nie można dokonywać zmian w kraju do którego się przybyło. Konsekwencją są nowe uwarunkowania, które podjęto w zasadzie świadomie. Przecież kiedy przybywam do kraju, nie mojego, przyjmuję tam panujące uwarunkowania. Nie muszę ich akceptować, utożsamiać się z nimi, ale jestem tam gdzie jestem. Jedynie USA jawią się jako kraj, którego powstanie wiąże się z przybyszami, imigrantami i jako jedyny kraj umożliwia takie wielonarodowościowe koegzystowanie i jednocześnie USA mają swoje mroczne cienie tego aspektu.

Właśnie konsekwencja – słowo o znaczeniu tak rugowanym z potocznego życia, a jakże jednocześnie wszechobecne. Każde nasze słowo, czyny wpływają na słowa i czyny innych, mniej lub bardziej, pomijalnie lub znacząco. Dlaczego zatem tak unika się konsekwencji. Zapewne po tym wpisie ktoś przypnie mi łatkę ograniczonego ksenofoba, ale czyż nie mam racji podnosząc jedynie pewne kwestie, które przyznajmy uczciwie nie są bezpodstawne. Dobrze rozmawia mi się ze studentami z  Sudanu, Kenii, Hiszpani, Niemiec, Ukrainy czy Iranu. Zupełnie normalni ludzie z normalnymi problemami, wątpliwościami, przemyśleniami, nadziejami, planami, marzeniami.

Europa się chwieje poprzez generalny sukcesywny i postępujący upadek wartości. Nie chodzi tu tylko bynajmniej o wiarę katolicką, która oczywiście w wyniku kształtowania się tożsamości narodowych w wiekach wczesnych, średnich tak naprawdę ulepiła nasz ryt moralny i kulturowy. Zarzuca się odchodzącym od wiary, że nie są w stanie kreować moralnych zasad i jest w tym wiele prawdy, ale na poziomie uogólnionym. Mam wielu znajomych, którzy wybrali ścieżkę poza wiarą i są to osoby mądre, światłe o wysokiej kulturze. Ja wierzę, jestem katolikiem, wyznaję konkretne wartości i jako sceptyczny naukowiec uważam, że zdroworozsądkowy katolicyzm, zgodny z naukami kościoła to wspaniała ścieżka życia. Nie wyklucza to innych, lecz upadek wartości statystycznie wiąże się ściśle z laicyzacją Europy Zachodniej. Po drugiej stronie nie mamy bynajmniej fanatyków katolickich przeinaczających własną wiarę, lecz wyznawców przede wszystkim islamu, których reprezentacja jest coraz większa i wyraźnie, na poziomie ogólnym, wyróżniająca się i nie asymilująca się z zasadami, wartościami i uwarunkowaniami europejskimi.

Żadna religia monoteistyczna nie wzywa do walki z wyznawcami innej wiary, co nie zabiera prawa do obrony własnych wartości. To ludzie to przeinaczają. We wszystkich zmianach światopoglądowych przebija się powoli chaos wyborów i braku tolerancji. Tolerancji, która nie oznacza wzajemnej akceptacji ale takiej, w której pomimo różnic wyznaniowych, światopoglądowych można społecznie żyć z zachowaniem kulturowego i wartościowego fundamentu danego kraju. Chrześcijaństwo ukształtowało nas, nasze postrzeganie dobra i zła, czy tego chcemy, czy nie. Wiele osób dokonuje apostazji i odchodzi od kościoła katolickiego. Czy tym samym przestają być ludźmi kochającymi swój kraj? Jasne, że nie. To, że nie umieją, nie chcą zrobić tego jak przewiduje prawo kanoniczne to jest ich problem. Przybijanie na drzwi, żądania wykreślenia z ksiąg parafialnych to jedynie głośne wyrażanie własnych uczuć, ale według mnie mało uzasadnione, jedynie medialne. Bo jak któryś z parafian regularnie zapisuje to co zapisuje, np. chrzty to z takiej ewidencji nie da się wykreślić. Bycie kronikarzem każdy ma prawo. O tym czy jest się katolikiem, wyznawcą islamu, czy judaizmu, czy ateistą, może agnostykiem świadczą nie papierki lecz własne słowa i czyny, które w wymiarze społecznym nadal podlegają określonym zasadom i prawom. Należy być kulturalnym, porządnym, uczciwym, pracowitym, pomocnym,…

Jesteśmy świadkami coraz częstszych aktów radykalizmu w różnym wydaniu, od politycznego, przez socjo-społeczny, po religijny. Żaden z takich objawów nie wspiera mojego kraju w czymkolwiek, ale nie można tego lekceważyć. Nie można na to pozwalać, ale należy także słuchać bo radykalizm to oznaka, sygnał, informacja, że coś złego się dzieje, a nic nie dzieje się bez powodu i nie wszystkie powody radykalizmu są złe, a niektóre są zapewne bardzo zasadne.