Miesiąc: Kwiecień 2011

Uczelnie wyższe – zmiany

Posted on Updated on

Pewne tematy szybko potrafią przykuć moją uwagę. Uczelnie wyższe to mój konik i darzę je ogromnym zainteresowaniem. Po pierwsze dlatego, że jestem z nimi związany zawodowo oraz dlatego, że kiedyś mój syn być może będzie studiować. W dzisiejszej Rzeczpospolitej Nr 75 na pierwszej stronie, jakże wymowny, tytuł „Biznes zmienia uczelnie”. Nowe kierunki i specjalności mające zapewnić pracę dla przyszłych studentów. Wcześniej nie było mowy o analizach rynku pracy, konsultacjach z wielkimi graczami na rynku pracy. Nie mam pełnych informacji ale wygląda na to, że takie analizy i rozpoznanie nie mają charakteru kompleksowego. A takiego podejścia oczekiwałbym od uczelni w globalnym ujęciu Polski. Uczelnie w pewnym stopniu powinny wzajemnie konkurować, ale też współpracować. Elastyczność i dopasowanie do rynku pracy wymaga innego spojrzenia na liczby studentów. W przypadku każdego kierunku i specjalności istnieje ekonomiczna granica liczby studentów. Jednak w przypadku elastycznego podejścia ta granica musi być skorygowana. Są takie wydziały gdzie by uruchomić kierunek potrzeba 12 studentów w grupie, a także takie gdzie 30. Podejrzewam, że są takie nisze wiedzy gdzie wykształcenie 4 specjalistów to będzie niemało. Podobno liczba uczelni wyższych w Polsce jest większa niż w USA – tego nawet nie zamierzam komentować. W moim przekonaniu nie wystarczy uelastycznić otwieranie nowych kierunków i specjalności. Konieczne są fundamentalne zmiany w finansowaniu uczelni wyższych, bo z punktu widzenia ich działalności (edukacja, badania, utrzymanie infrastruktury, przyciągnięcie wartościowych pracowników) nie ma znaczenia czy pieniądze pochodzą o Państwa, czy z odpłatności za studia. Celem jest jakość dydaktyki i badań. Celem jest kształcenie wysokiej klasy specjalistów, a nie mas legitymujących się dyplomem szkoły wyższej. Coraz częściej na uczelniach, w ramach stopni studiów, na uczelni pozostają ludzie, którzy w zasadzie nie pracowali w przemyśle, w realnej firmie poza uczelnią. Praktyki to jedno, praca to drugie. Tu uważam, że minimum 3 lata pracy w zawodzie, zanim podejmie się studia doktoranckie to niezbędne minimum. Tylko kto powróci na uczelnie jeżeli odniesie sukces zawodowy? Nie łudźmy się, że system wynagradzania i swoistej kastowości na uczelni jest w stanie zagwarantować stosowne wynagrodzenie. Bez wątpienia są wyjątkowi ludzie, którzy swoją wiedzą, umiejętnościami wyprzedzają niemal epokę i bez żadnych obostrzeń powinni pracować na uczelni bez jakiejkolwiek przerwy. Podkreślę, że takie przypadki to wyjątki. Takie osoby by ich praca była efektywna i skuteczna powinni móc pracować w pozytywnej atmosferze! Kastowość na uczelniach nie może tego zagwarantować. Kastowość, czyli Profesorowie, spośród których tylko część rozumie, pojmuje co to oznacza być profesorem, jaka to odpowiedzialność. Tylko część. Wielokrotnie podnosi się nadmiar uprawnień i brak logicznego systemu motywacyjnego (nagrody i kary) dla Profesorów.

Z jednej strony cieszę się, że następują zmiany. Nowa ustawa, deklarowana współpraca z realnym pozauczelnianym rynkiem pracy. Przyszły sukces tych zmian nie może być osiągnięty bez kolejnych fundamentalnych zmian, począwszy od finansowania, przez mentalność, po reformę ścieżki rozwoju zawodowego.Niebagatelny wpływ na uczelnie wyższe ma system szkolnictwa niższego szczebla. Współczesne szkolnictwo w Polsce jest systemem nauki do kolejnych zaliczeń, a w konsekwencji niewielka grupa uczniów, a potem studentów, jest w stanie pracować z wykorzystaniem wielu źródeł wiedzy i informacji. Szkolnictwo pozbawione jest narzędzi do kształtowania postaw społecznych, pozbawione narzędzi umożliwiających stosowanie systemu nagród i kar (kolejność zamierzona), a zatem dyscyplinowania w zachowaniu, kształtowania kultury i poczucia odpowiedzialności za swoje słowa i czyny pośród uczniów. Co więcej szkolnictwo absolutnie nie jest przygotowane na przypadki trudnych uczniów, niejednokrotnie terroryzujących innych uczniów, czy nawet nauczycieli. A i o takich młodych ludzi należy zadbać, bo na to zasługują. Trzeba z nimi nad nimi pracować. Potem trzeba jeszcze wspomóc w wyborze studiów, bo dziś najczęściej to moda, trendy i media wpływają na wybór studiów, a to niewłaściwy sposób.

Często w mediach padają określenia typu reformy, zmiany, strategie ale trudno mówić o ich skuteczności, choć już od początku przemian minęło ponad 20 lat.

Reklamy

Jedność z otuliną świata

Posted on

Zaledwie końcowe fragmenty telewizyjnego filmu dokumentalnego o ogrodach udało mi się zachaczyć zrozumieniem spojrzenia. Nie jestem do końca pewien ale wydaje mi się, że główny bohater poszukiwał sensu istnienia ogrodów. Jak się domyśliłem z kontekstu na pewno tych w Chinach i tych w Japonii. Trudno mi powtórzyć wypowiedziane przez narratora słowa podsumowania. Generalnie chodziło o te chwile kiedy będąć tylko w ogrodzie, czy też w nim pracując odczuwało się ogromną radość, odprężenie i spokój – jedność z ogrodem. Nawiązano przy tym do istoty zen.

Kilka ładnych lat temu leżąc w hamaku na działce w lesie, zagłębiony w spokoju bez odgłosów innych ludzi, pośród drzew, śpiewu ptaków i szumu wiatru w koronach drzew w pewnym momencie, przez chwilkę poczułem pełne odprężenie i wewnętrzny spokój. Pamiętam do dziś to uczucie, które nadal jest wzorcem, skalą odniesienia. Wówczas czułem jedność z otaczającą mnie naturą, całym światem.

Podobne odczuwanie, nie tak silne, mam okazję odczuwać podczas górskich wędrówek. Między innymi właśnie takie duchowe odczuwanie bycia w górach ciągnie mnie ku nim. Mieszkając w mieście nie mogę do końca świadomie i podświadomie przyjąć tempa tego zwariowanego życia, tego wyścigu szczurów. Dlatego, choc rzadko, uciekam w góry…

Tylko zarysowałem, naszkicowałem ten temat i zamierzam jeszcze nie raz do niego powracać.

Poznańskie Misterium Męki Pańskiej w Warszawie

Posted on

Dlaczego po raz kolejny przeżywamy Misterium Męki Pańskiej? Prowokujące pytania można ciągnąć dalej. Ja przeżywam je poprzez uczestnictwo mając w pamięci rozważania do stacji Drogi Krzyżowej. Znajduję w tym wydarzeniu osobiste pierwiastki. Czasem jedno słowo komentarza wygłoszone przez księdza może wzbudzić przemyślenia nad samym sobą. W tym roku szczególnie przemawiają do mnie upadku Chrystusa. Ich powiązanie z grzechem. Bo o ile łatwiej nam grzeszyć ze świadomością, że grzeszymy bo jesteśmy grzesznikami, a nie dlatego, że jesteśmy grzesznikami bo grzeszymy. To pozorne ułatwienie jest jednocześnie motywacją do doskonalenia się. Dla mnie osobiście jest to fundamentalne do pracy nad sobą. Wielokrotnie w życiu powtarzam, że należy doskonalić się każdego dnia, począwszy od porannej kawy czy herbaty poprzez obowiązki zawodowe aż do tych najważniejszych, rodzinnych. Pojęcie powodów moich grzechów pozwoliło mi spojrzeć na siebie samego inaczej. Moje grzechy w jakiś sposób odbierały mi moc do ich poprawy. No bo grzeszę. Odmienne pojęcie źródła grzechu zdjęło ze mnie piętno przyczyny grzechu. Nie jestem jego źródłem, ale jednocześnie nie zdejmuje ze mnie odpowiedzialności za moje myśli i czyny. Do dziś tego nie zwerbalizowałem, ale to jest mój pryzmat tegorocznego spojrzenia i odbierania Misterium Męki Pańskiej.

W tym roku po raz pierwszy organizatorzy z Poznania przeprowadzili to widowisko w Warszawie. Tak wielu przybyło, nie z początku, w trakcie, ale doszli i byli. To wzajemne obcowanie tylu ludzi, od tych najmłodszych w wózkach i nosidełkach, po najstarszych było samo w sobie doświadczeniem wartym przeżycia. Choć początkowo stałem w pobliżu osób narzekających na wszystko, na rządy, na organizatorów, na siebie, na bliskich. To było bardzo smutne odczuwanie. Na szczęście potem było inaczej. Przybyłem razem z rodziną i przyjaciółmi. Cieszę się, że mój syn mógł w tym uczestniczyć, przeżyć to na swój sposób. Przebywając w otoczeniu tych wszystkich zgromadzonych odczuwałem spokój, pogodę ducha, pozytywność. Jestem bardzo wdzięczny twórcom, organizatorom, aktorom i wszystkim tym, którzy współtworzyli to widowisko. Ratownicy, straż pożarna, policja – im również należą się podziękowania za pełnioną służbę. Wszyscy my tworzyliśmy przez ten czas i jeszcze rozchodząc się wspaniałą społeczność. Chciałbym byśmy mogli takie pozytywne doświadczenie odbierać na co dzień, na ulicy, w pracy…

BIELANY – Wyjazd w kierunku Gdańska

Posted on

W dniu 23 marca odbyło się posiedzenie jednej z komisji Rady Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy. Udzielając się w lokalnym samorządzie mieszkańców przedstawiany temat bardzo mnie interesował.

Temat ten był drugim dominującym tematem spotkania. Jednak wiążące informacje nie padły podczas spotkania, za wyjątkiem, że Radnym Bielan przekazano studium komunikacyjne do zaopiniowania, a dotyczące mostu Północnego. Powstało ono na bazie decyzji środowiskowej , od któej podjęto kroki odwoławcze. Wyjazd w kierunku północnym przez Łomianki jest zagadnieniem wzbudzającym emocje. Podczas spotkania obecni byli również przedstawiciele samorządowi z Łomianek.

Czy na dotyczącym Bielan i Łomianek fragmencie trasy S-7 będzie ona budowana? Teoretycznie oddanie tego odcinak powinno nastąpić w latach 2013-14. Tyle plany. Możliwości finansowe to już przeciwna strona. Ogólnie trudno jednoznacznie wywnioskować. Omawianie S-7 w przedstawionym kontekście toczyło się wokół natężenia ruchu na obecnej ul. Pułkowej łączącej Łomianki z Warszawą. Zatem była to zaledwie fragmentaryczna dyskusja poruszająca uogólniony obszar komunikacji samochodowej.

Przedstawiano, choćby hasłowo, różnego rodzaju pomysły, począwszy od specjalnych dróg autobusowych, poprzez tramwaj do Łomianek, wydłużenie metra do Cmentarza Północnego i budowę parkingów P+R. Za pewne podkreślenie tematu można uznać studium natężenia ruchu w roku 2030, które wskazywało, że S-7 nie przejmie istotnego natężenia z obecnej ul. Pułkowej. Ruch ciężarówek z towarem do Warszawy raczej nie zmaleje. Jednak czy tak będzie. Odniosłem wrażenie, że takie przewidywania to zaledwie wskazówki. Ludzie są jak woda, „popłyną”, znaczy pojadą swoim samochodem, tam gdzie łatwiej, a dokładniej, tam gdzie im się wydaje, że jest łatwiej.

Słuchając wielu wypowiedzi odniosłem nieodparte przekonanie, że przekaz informacji w zasadzie nie istnieje. Radni Bielan wielu rzeczy dowiadują się z mediów. Nie znając procedur trudno mi wypowiadać się w tej kwestii. Jednak może procedury nie istnieją, może nie są skuteczne, albo może mają być nie wydajne. Brak informacji rodzi pytania, domysły, plotki. W tym wszystkim zwykły mieszkaniec jest pozostawiony sam sobie. Nie tylko brak informacji ale także jej nadmiar jest niewłaściwy. W niektórych przypadkach Radni nie mają wiedzy o działaniach, czy materiałach już będących od dłuższego czasu w ich teoretycznym posiadaniu. To akurat można nadrobić.

W toku dyskusji poinformowano, że kwestie: drugiej nitki ul. Kasprowicza, ul. Janickiego, oraz serek przy ul. Duracza powróciły do rozważań i ponownie są uwzględniane w planach do realizacji.

Spotkanie było w mojej opinii ważne, potrzebne. Mam nadzieję, że nie będzie jedyne.

Jako mieszkaniec Bielan boję się tego, że będzie jak zwykle, że rozprowadzenie ruchu z mostu Północnego, czy efekty S-7 nie będą takie jak w planach i przewidywaniach. Mieszkańcy, w tym Radni mają przedstawiane uogólnione plany. Inwestor nie zawsze odpowiada ze wszystkie elementy planu. Dzięki temu mogą powstawać niespodzianki typu, że ma być taka ulica, a miasto mówi, że jej i tak nie będzie budować przez kolejne dziesięć lat. Ostatecznie nieco inny układ drogowy od planowanego może spowodować diametralnie inne rozprowadzenie ruchu.

Autobusy, metro, tramwaje, parkingi P+R, ścieżki rowerowe jeżeli nie będą wdrażane tak by były naturalnie wygodne i zasadne to nikt lub prawie nikt z nich nie będzie korzystał. Wszystko musi mieć logiczne uzasadnienie i sens. Dorzucając do tego politykę zniechęcania wjeżdżania do miasta samochodów można oczekiwać poprawy dopiero w kolejnych wielu latach. Samochód w sumie rzecz pożyteczna. Sam nie mam i nie jestem zwolennikiem nadmiernego z niego korzystania. Jednocześnie jednak w wielu przypadkach mi go brakuje (lekarz, zakupy, wyjazd poza miasto). Jak zwyklke wszystko z umiarem i logiką. Jedni nie mają wyboru muszą samochodem każdego dnia.

Na zakończenie jedynie dodam, że Komisja Europejska chce wydatkować biliony EURO na transport i jego infrastrukturę w celu zminimalizowania (najlepiej do ZERA !!!) samochodów benzynowych z miast do 2050 roku (wyborcza.biz).

Po Drodze Krzyżowej

Posted on

Dzisiaj po raz drugi ulicami naszej parafii przeszliśmy Drogą Krzyżową. Początkowo zauważyłem, że niezbyt wielu nas mieszkańców przybyło. Jednak później nie liczba nas obecnych była najważniejsze. Wydawać się może, że rozważania i opisy kolejnych stacji, od pierwszej aż do czternastej wielokrotnie są nam bardziej opisami niż źródłem prawdy o nas samych. Oczywiście nie wszystkie słowa wypowiedziane na świecie dotyczą każdego z nas. Jednak jeżeli w całości Drogi Krzyżowej nie znajdziemy nic co nas samych porusza czy dotyczy to myślę sobie, że może nie słuchaliśmy. Dziś, podobnie jak kiedy indziej, słuchałem, wysłuchałem i rozważałem. Niosłem również i krzyż z innymi ojcami. Właśnie ten pierwiastek rodziny jest dla mnie szczególnie ważny bo rodzina to taki mały kościół. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, jest miłością. Nie wiem jak,… to nie tak, ja wiem, że Jezus Chrystus swoją mocą, poprzez miłość i miłosierdzie działa i dzięki temu moja ścieżka w życiu nie jest taka kręta, a ja spokojniejszy…

Czasem wątpię i ścieżka staje się kręta, a złość objawia swoje oblicze…

Dokąd nią dojdę…

Posted on

Kiedy w sierpniu, nie już we wrześniu usłyszałem diagnozę, najważniejsze było bym mógł pracować. Kolejne miesiące to leczenie i normalne życie jednocześnie. Mam tyle szczęścia, że choć boli to mogę chodzić i pracować na Rodzinę. Tyle szczęścia więcej niż wielu innych. dziękuję Bogu za to, a nawet za chorobę. Dziwne? Dzięki niej dostrzec mogę, poczuć mogę, pojąć mogę to co bym jako zdrów ominął, to co bym przeoczył – upływ czasu naszego życia, tę powolny, lecz nie ubłagane skracanie się naszej świecy życia na ziemi…

Jednak kiedy wszedłem na ścieżkę w górach zarówno tych wewnętrznych i tych w wymiarze npm to… dziś tęsknię za rowerem, ścianką, czy górami. Kiedyś, dni kilka temu jeszcze, więc chwilkę temu, myślałem, że już, już, jak wspaniale móc znów się wspinać, poczuć miękkie dotknięcie ciszy porywistego wiatru na grani… to ten ból, ta podcinająca niemoc.

Kamienna ścieżka w Tatrach

Dokąd dojdę ścieżką nie idąc po niej. Czuję niedokonany tryb mojego życia. Nie marudzę i nie poddaję się, lecz nie zawsze, bo czasem człowiek ma gorszy dzień, szczególnie kiedy piękna muzyka pozwoli mi na dystans i uchwycenie swojego strumienia z brzegu. Po chwili nie widzę już tej wody co obok mnie przepłynęła. Ożywczy strumień opływa moje dłonie, ale one go nie zatrzymają…

Wędrujemy obok rzeczy codziennych,

Nie dostrzegając w nich nic ciekawego.

Żeglujemy przez życie siedząc pod podkładem

Jak pod stalowym pancerzem,

Gnamy jak szalony rumak w amoku

Za nieuchwytnym celem – wolnością.

Choć kopyta spętane mamy,

Omijamy ze wstrętem życie

Z zazdrością marząc o ludziach na leśnych ścieżkach,

Nie głaszczemy drzew ni zwierząt,

Nie szanujemy tego po czym stąpamy,

Tego czym oddychamy i tego czego dotykamy,

Czasu, który nam na tym świecie na życie dano,

A jest ono dla nas jak rzecz bez duszy.

Nawet w chwili tak wątłej

Jak śmierć nasza, wątpimy w życie,

Przez mgnienie jedynie kochając błękit nieba,

Zieleń trawy, szum drzew i górskich potoków.

Pragniemy by dusza nasza przez letni las,

W cieple słonecznego światła wędrowała

Lecz czy tak będzie Ktoś inny decyduje…

 Datowane na I połowę 2003 r.
Napisane przy muzyce z filmu “Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia”gdy czarodziej Gandalf spadał w pustkę Khazad Dum

Bezrobotni absolwenci uczelni

Posted on

Styczność ze studentami mam każdego dnia, nierzadko także w soboty i niedziele. Artykuł w piątkowej „Gazecie wyborczej” pt. „Przyjmą każdą pracę” oraz przeczytane w sobotę komentarze portalów onet.pl oraz wp.pl przyczyniły się do wyrażenia mojego skromnego poglądu.

Na wstępie wyrażę pogląd, że chciałbym by m.in. Szanowani przedstawiciele polityków nie doprawiali sytuacji opiniami, które wydają się czasem niezbyt trafione (jak choćby relacjowany przez ww. portale J. Kaczyński). Sądzę, że to nie tylko ten rząd przyczynił się do zaistniałej sytuacji.  Omawiany problem narastał przez czas wszystkich ekip rządzących od 1989, a swój udział w tym mają również same uczelnie, ale także sami maturzyści, jednym słowem „wszyscy”. Odnoszę wrażenie, a chciałbym się mylić, że w tym przypadku, wiele przekazywanych treści przypomina propagandową papkę, która służyć chyba może tylko politycznym celom. Mogę się mylić, daleko mi do stanu wszechwiedzy i mam nadzieję, że nigdy takiego nie dostąpię.

Zacznijmy jednak od początku. Kończąc szkołę średnią, zdając maturę młody człowiek dostaje swoisty paszport na uczelnię. Tu jednak jest obszerny dokument napisany bardzo małym druczkiem. Szkoły każdego poziomu, począwszy od podstawowej, przez gimnazjum do szczebla średniego włącznie zostały pozbawione narzędzi dyscyplinująco-wychowawczych. Bo szkoła poprzez wychowanie może co najwyżej kształtować zachowania społeczne i przygotowywać do życia w grupie, znaczy społeczeństwie. Całą resztę wynosi się z domu lub ma się szczęście. System kształcenia uniemożliwia radzenie sobie z trudnymi uczniami, których absolutnie nie można pozostawiać samych sobie. I tu przydałyby się szkoły „dla dzieci o wybujałej fantazji” i trudnym charakterze, w której pracowałaby armia pedagogów i psychologów. Bo każdy młody człowiek jest wart tego by o niego walczyć i mu pomóc. Jednak system powinien wyraźnie akcentować odpowiedzialność i konsekwencje swoich czynów, prawionych przez uczniów. Konkludując absolwenci opuszczający mury szkolne nie są najlepiej przygotowani do bycia studentami (wiedza i umiejętności). Po drugie w przeważającej większości reprezentują, lub bliżej im do postawy roszczeniowo-żądaniowej. Po trzecie pozbawieni są skutecznego wsparcia w wyborze studiów. Po czwarte wg amerykańskich badań (staram się do nich dotrzeć i potwierdzić) jedynie od 6% do 8% absolwentów szkół średnich ma predyspozycje do studiowania. U nas w wyniku zochydzania szacunku do zawodów wszelakich pęd ku studiom jest przeogromny. A jak mawiam – kopać rowy to też trzeba umieć. Wystarczy spróbować samemu.

W ramach jednego z przedmiotów zaplanowano sprawdzenie umiejętności opracowywania prezentacji multimedialnej. Z ciekawości zadałem temat pt. „dlaczego wybrałem lub wybrałam ten kierunek studiów”. Strona techniczna większości prezentacji była dopuszczalna, zaledwie kilka było przygotowanych naprawdę wyśmienicie. Jednak ciekawsza była ich strona merytoryczna… przede wszystkim, wręcz dominujące absolutnie, okazały się frazesy i przekonania żywcem i BEZKRYTYCZNIE zaczerpnięte od polityków i mediów. Taki wniosek jedynie utwierdził mnie w konieczności pomocy maturzystom, w ogóle uczniom szkół średnich w wyborze studiów.

Niebagatelną rolę odgrywają programy nauczania. Jeżeli w tym zakresie opuści się poziom, przyjmie się jedynie słuszne kryterium, czyli „cenę” to skutkiem tego licencjusze i inżynierowie nie mogą być wysoko cenieni, w tym przez rynek pracy. Wiedzy przybywa, a nie ubywa. Jeżeli dla przykładu na tradycyjnie pojmowanym kierunku technologicznym (a pamiętajmy, że przecież brakuje nam inżynierów) zmniejszać się będzie udział przedmiotów technologicznych to efekt będzie taki, że obecny student może mieć nawet co najmniej 5x mniej godzin niż 15 lat temu. Przypomnę, że wiedzy przybywa. Dodatkowo niekonsekwencja w planach przedmiotów i efektem końcowym jest inżynier, którego należy douczyć. Na rynku pracy trudno mówić o wysokim cenieniu takich absolwentów. Logicznym wydaje się, że dla każdego rocznika należy opracowywać są analizy rynku pracy. Student rozpoczynając studia powinien wiedzieć jakie specjalności na wybranym kierunku będą. Niestety wielu studentów ma właściwości zbliżone do wody, czyli płynie tam gdzie łatwiej. W moim głębokim przekonaniu studia nie mają służyć „produkcji ludzi legitymujących się wyższym wykształceniem”. Produkcji bo dla wielu studentów chodzi o papier, a i tak pracują w wielu przypadkach nie w zawodzie. Legitymujących się bo w studiowaniu nie chodzi tylko wiedzę i umiejętności, ale także o kulturę bycia, wypowiedzi, wyrażania uczuć. Dziś trudno mówić choćby o wyższej kulturze języka, czy reprezentowanych postawach. Czasami ja i moi koledzu odczuwamy, że zaledwie przesuwamy tych młodych ludzi o kilka lat do statystyk bezrobocia. W studiowaniu chodzi o umożliwienie studentowi zapoznanie się z wiedzą i umiejętnościami, ciężką pracą i podkreślenie szacunku do niej. Chodzi o kreowanie elit a nie o masowość zjawiska.

Podobno (trzeba zweryfikować) Polska ma więcej uczelni wyższych niż USA. Czyli kuriozum bo wpływa to na rozdział studentów. Kadry dydaktycznej i naukowej na uczelniach raczej od 1989 roku nie przybyło lawinowo, a i ta co jest, uwzględniając tzw. czynnik ludzki, również nie jest doskonała. W wielu przypadkach, chyba w ramach oszczędności, pracownicy naukowo-dydaktyczni zajmują się tyloma czynnościami administracyjnymi, że z trudem znajdują czas na badania, naukę, pisanie artykułów, przygotowywanie i prowadzenie zajęć. Dla podkreślenia, nierzadko by przygotować 45 minut wykładu trzeba poświęcić na przygotowanie nawet i 3 godziny, a czasem i więcej. System wynagradzania jest skansenem, nieelastyczny i niewłaściwy w swoich kwotach. Tak, uważam, że nauczyciele i akademicy powinni zarabiać nie mało, lecz każde wynagrodzenie powinno być uzależnione od efektów pracy. I nie chodzi tu o wskaźniki liczebności dyplomantów i olimpyjczyków. To tylko składowe, a studia nie powinni mieć nic wspólnego z masowością liczb. Tu chodzi przede wszystkim o jakość. System pozbawiony nadzoru i kontroli, systemu nagradzania nie może funkcjonować prawidłowo.

Finansowanie uczelni również jest dalekie od doskonałości. „Darmowość” uczelni państwowych teoretycznie daje szansę studiowania większej liczbie studentów. Czy jednak takie podejście jest właściwe? Czy chodzi o masowość czy kompromis z jakością? Uczelnia musi utrzymać pomieszczenia, kadrę, aparaturę. Musi na to mieć środki. Osobiście uważam, że przy aksjomatycznym istnieniu logicznego i skutecznego systemu stypendiów student powinien ponosić jakieś koszty kształcenia. Bo gdy się płaci za coś, na czym zależy to się wymaga, a i samemu zupełnie inaczej przykłada się do zagadnienia. Niech absolwent po zakończeniu studiów i przez 20 lat spłaca takie stypendium, czy kredyt. Nie ma znaczenia przy tym, gdzie w rzeczywistości pracuje i mieszka.

Jak czytam o finansowanych stażach studentów z budżetu państwa, czy progach bezrobocia to… się denerwuję. Przede wszystkim jakość nauczania, praktyka, co niezaprzeczalnie łączy się z ogromnym wysiłkiem i ciężką pracą dla studentów. Jeżeli wszystko będzie dawane to nie ma co liczyć na sukces. Pracodawcy nie interesuje, kto płaci za praktykę studenta. Celem moim zdaniem powinno być kreowanie ludzi z wyższym wykształceniem o wysokim poziomie wiedzy i umiejętnościach w taki sposób by realnie i w powszechnym przekonaniu pracodawcy jak czytają inżynier, licencjat świadomie mówili – tak, to samo w sobie jest wartością. Dziś tak nie jest. Na pewno nie całkowicie, czy absolutnie, ale w każdym bądź razie nie jest to powszechne. Dziś nierzadko okazuje się, że student piątkowy w realu przegrywa z trójkowym. Przegrywa w dodatku na polu merytorycznym. Zatem nierzadko system dydaktyczny nie zdaje sam egzaminu.

Od wielu lat w Polsce wykształcenie jest dewaulowane bo tak naprawdę kiedy człowiek się rozgląda wokół siebie nie widzi realnego i uczciwego znaczenia wykształcenia, nie tylko wyższego. Ranga nauczycieli spada. Pozbawieni narzędzi i środków nie mogą czynić zbyt wiele. Przy czym nie chodzi tu o możliwości prawne tylko jednoczesne prawne i realne.

Oczywiście jest wielu fantastycznych młodych ludzi, niebywale uzdolnionych lub bardzo pracowitych, którzy reprezentują wysoki poziom. Są jednak najczęściej pogrzebani przez szarą masę.

Wiadomo, nie od dziś, że występuje takie zjawisko jak nasycenie specjalistami w danym obszarze zawodowym. Wiadomo, że niektóre obszary badawcze, aplikacyjne są obszarami wiedzowo niszowymi, bez specjalnych perspektyw rozwoju. Co nie oznacza, że nie należy kształcić np. 3 specjalistów na 2 lata. Owszem istnieją „teoretyczne” rozwiązania legislacyjne umożliwiające „indywidualny tok studiów”. Niestety realność warunków studiowania, całego otoczenia, w tym finansowania raczej nie umożliwia właściwe ilościowo stosowanie takich ścieżek studiów. Tu uwaga, dla wielu nieprzyjemna, ale co już pisałem, studia nie powinny być darmowe, bezpłatne. Nie chcę tu namawiać do prywatyzacji uczelni, choć pewnie w wielu przypadkach mogłoby to stanowić panaceum, ale i w wielu być fatalną pomyłką. Uczelnia, szpital to firmy. Muszą utrzymać budynki, sprzęt, personel, kupić materiały. Z punktu widzenia jakości nauczania, czy leczenia, nie ma znaczenia kto wnosi odpłatność. Czy środki pochodzą z budżetu, od darczyńców, czy jako opłata za usługę, nie ma to znaczenia. Bezpłatność studiów w Polsce to mydlenie oczu pozbawione skuteczności. Oczywiście zawsze tu podkreślam, wszystko ma swoje blaski i cienie. Systemy stypendiów czy  środki na leczenie czegoś więcej niż zwykłego zapalenia gardła muszą funkcjonować równolegle. Gdzieś w tym wszystkim inwestycja w człowieka, bezzwrotna też musi istnieć, ale musi też trafiać do realnie tego potrzebujących. To nie są łatwe i nieskomplikowane zagadnienia, w dodatku pełne uczuć.

Chciałbym dożyć czasów kiedy w Polsce jej obywatel będzie podmiotem, ale świadomym i gotowym na ponoszenie konsekwencji swoich czynów. Zdecydowanie wolę te pozytywne konsekwencje, jak choćby radość z rodziny, pójścia do kina czy teatru, rowerowej wyprawy, czy zwykłego wylegiwania się. Czasem tą konsekwencją jest więzienie za przestępstwa. Nikt nie może jedynie żądać od życia i otoczenia. Wszyscy musimy i dawać od siebie i dostawać, również uczciwe wynagrodzenie za uczciwą pracę. Nie może być tak, że ktoś kto pracuje nie może siebie, czy i rodziny utrzymać.

Zawsze młodzi to przyszłość, ale przyszłość bez ich udziału, ich zaangażowania nie będzie dobra. Tak trzeba pomagać młodym ludziom, ale nie tylko dawać, lecz umożliwiać. Oni nie są instrumentami, czy bezwolnymi jednostkami, należy im się pełen szacunek, lecz jednocześnie trzeba od nich wymagać, jak od każdego.

Problem bezrobocia absolwentów polskich uczelni to zjawisko wieloczynnikowe, począwszy od stanu szkolnictwa, przez kadry, system finansowania, wyposażenie, wskaźniki ilościowe, stan gospodarki, teraźniejszość i przyszłość rynków pracy… i pewnie nie jeden można jeszcze wymienić.

Nadchodząca znowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym najpewniej przyczyni się dodatkowo do wstrząsów na polskich uczelniach. Chciałbym móc powiedzieć, że wiele zmieni się na lepsze. Obawiam się jednak, że pozytywnych efektów nie będzie wiele i raczej nie nastąpi jakościowa poprawa. Zbyt wiele aspektów ma tu znaczenie by jedna nowelizacja, choćby i tak gruntowna, mogła dokonać rewolucyjnych i skutecznych zmian…