Miesiąc: Czerwiec 2012

Gdzie te książki z tamtych lat…

Posted on

Przy czym szybko zdałem sobie sprawę, gdzie ten stan ducha sprzed lat, który powodował, że czytałem, dużo czytałem. Sięgałem po książkę z półki, czy to w bibliotece, czy księgarni i wiedziałem… czytać, nie czytać.

Dziś odwiedzam sieć sklepów gdzie między półkami wędruję w poszukiwaniach lektury, która by mnie wciągnęła, bym odczuł te pierwotną radość z przewracania kolejnych kart książki, bym mógł jako czytelnik wizualizować sobie w wyobrażeniach fabułę opowieści. Jakże cudowne było takie poznawanie świata. Jakże tęsknię do chwil spędzanych w leżaku, pod kocykiem, z herbatą w kubku w zasięgu ręki i lekturą na kolanach. Będąc na działce na werandzie domku okolony szumem wiatru w koronach drzew lub szumem kropel deszczu, ciszą, chłodem i upałem, ale z lekturą. Jakże cudownie było poznawać świat przez subiektywne spojrzenia i odczuwania autorów.

Dziś jakoś pusto, czyżby lektur zbrakło… może i tak, ale to ja się zmieniłem. Świata już trochę poznałem, a świat mnie, a sam ten świat doznał informatycznego skurczenia poznawczego.  Kocham czytać i zawsze będę kochał…

Reklamy

Dieta w REA

Posted on

Pofolgowałem. Przemęczenie, zmiany w życiu zawodowym plus kilka innych aktywności razem spowodowały obniżenie zdolności zdroworozsądkowych. W konsekwencji choć od diety nie odszedłem, ani mi się śni, to jednak za dużo było odstępstw, aż boję się iść zrobić badania bo mnie moje Pani doktórki wezwą na dywanik i będą miały rację, ba… już ją mają. Oczywiście od razu czuję to w stawach, ogólnej kondycji, na skórze. Zatem nie dramatyzuję i wracam do konsekwentnego przestrzegania ustalonej diety. Tak naprawdę to chcę i muszę zrobić coś innego, coś bardziej istotnego, a mianowicie po prostu o siebie zadbać. Wcześniejsze spotkania z kołderką i podusią, przygotowywanie posiłków, a nie tylko praca, praca i praca. Zgubię cały porządny kawał samego siebie, a nie o to tu chodzi. Tu chodzi o to by być, by mieć rodzinę, by działać…

Nocne życie uliczki

Posted on

… obok mojego domu. Późna pora, noc panuje już od paru godzin. Późno skończone pracy w obiekcie i późny powrót do domu. Już na bocznej uliczce widzę znajomego na wieczornym spacerze. No i siedzimy ponad pół godziny w samochodzie i gadamy o różnościach, mniej lub bardziej interesujących.

Jednak jakby tak tylko postać sobie przy uliczce, jakże ciekawe rzeczy dzieją się na niej w nocy. Koty wędrujące swoimi ścieżkami w swoich sprawach – tak cicho i bezszelestnie, albo z lekkim zdziwieniem typu „A co ten samochód tu robi, on stoi na mojej ścieżce, czy personel może go przesunąć?!?” wręcz słyszę w miauku tę niecierpliwość. Poszedł sobie niedoczekawszy się by personel, czyli ja dokonał żądanego przesunięcia samochodu. Kątem oka widzę, żabę, tak, żabę, tylko boćka mi zbrakło. Żabka dokicała do połowy uliczki i siedzi czekawszy na… niestety nie odpowiedział mi  na niewypowiedziane pytanie, a telepatia nie zadziałała. Kilka ruchów powiek i skrętów głowy, a żabki już nie było, odkicała.

Gdy już wysiadłem z samochodu pod swoją bramą poczułem, jakże miły, wręcz aksamitny powiew wiaterku, takiego w sam raz chłodnego…