Miesiąc: Maj 2011

Temat „Młodzi…”

Posted on Updated on

Czy Hiszpański bunt młodych był zapalnikiem tematu, czy o problemie młodych rozmawia i pisze się już od dłuższego czasu? Trudno mi to jednoznacznie stwierdzić, ale wydaje mi się, że temat ten jest częściej poruszany, choć nie tak bardzo jak powinien. Dodatkowo jest to temat i problematyka niesłychanie ważna. Sam również często powracam do tych zagadnień.

Dziś skłonił mnie do ponownego wypowiedzenia się artykuł w „Newsweek’u” (22/2011 5.06.11), a także w dodatku „Kobieta„. Jednak wrócę jeszcze do wczorajszego dnia, niedzieli 29 maja. Oprócz wielu pól aktywności udzielam się w S.W.A.T (Star Wars Artistic Team). Wczoraj po raz piąty w ramach „obchodów” Dnia Dziecka odbyło się SWAT Celebration V na Agrykoli. Jak wiadomo wszystko ma swój początek i koniec. Po ponad 11 godzinach pracy w tym dniu, nie licząc przygotowań wcześniej, impreza skończyła się. Jak zawsze nie wszystkie dzieci mogły skorzystać z atrakcji. Koniec jest nie unikniony, a to koniec tylko dla uczestników. Organizatorzy muszą jeszcze posprzątać, zwinąć, przewieźć i dotrzeć do domu, a następnego dnia do prac i szkół. Podkreślenia wymaga fakt, że stowarzyszenia S.W.A.T. działa absolutnie non profit a wszystkie atrakcje, znaczy w tym cały sprzęt jest w większości, znaczy prawie cały, a już ten najcenniejszy, należy do konkretnych osób – jest własnością prywatną. Własne rzeczy, swój czas, chęci przeznaczamy dla innych. W jednym przypadku Matka nie chciała ustąpić, a już było po czasie. Usłyszałem komentarze o naszym podejściu do dzieci, że… Nasze przedsięwzięcie polega na tym, że za niektóre zabawy, za konkretne osiągnięcia, dzieci dostawały kupony, które wymieniały na „podarunki” (plakaty, figurki itp.). Wspomniana już matka poprosiła, stanowczo zwróciła się, o wydanie kuponu. Odpowiedziałem, że kupon jest za osiągnięcie, a nie za stanie w kolejce. Matka cały czas komentowała negatywnie nasze zachowanie. Argumenty do niej nie trafiały. Co więcej, powiedziała, że wczoraj jej syn był chory, wymiotował i miał 40 stopni gorączki. Nie udało mi się wyrazić zdumienia, że dziś syna po przejściach i może jeszcze z gorączką przyprowadziła na imprezę. Sam jestem ojcem, dodam dla porządku. Poinformowałem matkę, że raz w miesiącu przeprowadzamy imprezy dla dzieci i zapraszamy, jest spokojniej. Czego nauczyłem się ja? Należy jeszcze lepiej informować o formie końca imprezy, że jak koniec jest o 19:00 to jest o 19:00 i już. Trzeba lepiej się do tego przygotować, inna forma, wyjaśnienia, komunikaty. Choć były to jednak trzeba to dalej doskonalić. Dlaczego wyszło tak jak wyszło? Choć imprezy masowe to dla nas nie nowość to zawsze nas jednak coś zaskakuje. Dlaczego tyle rozwodzę się o tym przypadku, co to ma wspólnego z młodymi, o których chcę pisać? Kiedyś każdy z nas, najlepiej jako dziecko, powinien zmagać się z trudami życia, że nie zawsze się ma to co się chciało, choć czekało się nawet godzinę, czy dłużej. Dziecko obserwowało matkę i co już wie, że należy się rozpychać, że liczy się tylko własny cel, a jak się nie uda, czy można coś wytargować. Taką postawę też trzeba kształtować, ale w innym, bardzo odmiennym kontekście.

Odwołując się do wstępniaka w „Kobiecie” 27 (5/2011) Magdaleny Jankowskiej – „Newsweek 22/2011 5.06.11 o „komforcie emocjonalnym” dzieci sięgnąłem do pewnego przykładu – w jednej ze szkół zabroniono bawić się w berka bo niektóre dzieci źle się w tej grze czują czują. Dla mnie zgroza. Zlikwidujmy na WF biegi na więcej niż 100 metrów. Dlaczego? Bo niektóre dzieci nie mają szans przebiec 600 czy 800 metrów. Jedna są otyłe, a inne mają serce, płuca, przeponę, mięśnie tak zbudowane, że razem tworzą fantastycznego sprintera. Otyli, pozostając otyli, choć z wieloma przypadkami, można skutecznie pracować nad tym problemem, będą mieli zamknięte pewne drogi rozwoju, czy pracy. Tego żadne pseudo wyrównywanie nie zmieni. Trzeba dążyć do tego by dziecko rozumiało i umiało żyć same ze sobą. Poznało swoje zdolności i ograniczenia. Sprinterzy poprzez trening będą mogli i przebiec dłuższe dystanse, ale zrównywanie daje niewiele, chwilowe odsapnięcie od nieuniknionego zderzenia z rzeczywistością, jeszcze bardziej brutalne przy takim postępowaniu.

Te skromne przykłady pokazują jak zabija się już w dzieciach umiejętności radzenia sobie w świecie, poszukiwania tych własnych najlepszych i pozytywnych cech oraz umiejętności. Jak mają się nauczyć żyć w społeczeństwie? Każdy z nas jest inny. Każdy !!! Czy mamy zacierać różnice, czy wychowywać w przekonaniu, że właśnie różnice są w stanie na wzajem się uzupełniać. W obecnym trendzie ktoś zawsze jest oszukany. Czym to skutkuje? Mianowicie tym, że już młodzi ludzie po maturze, nie mylmy tego z dojrzałością, choć i tacy są wśród młodych, reprezentują postawę roszczeniowo-żądaniową, a empatia jest w nich na niskim, by w ogóle rzec, że na jakimś poziomie. Z jednej strony jest mi ich szkoda, z drugiej zderzają się z rzeczywistością. Jedni rozpychają się, aż i tak prędzej czy później padają, inni są straceni na starcie. Zrównani, oszukani, pozbawieni realnego wsparcia nie są w stanie wybrać właściwych studiów, czy w ogóle ścieżki przez życie. Przecież zawsze ktoś za nich się wykłócał, po nich sprzątał, jeść im przynosił…

Dążymy do tego by nie mal całe społeczeństwo ukończyło studia wyższe, bo to kultura, oczytanie. Jak patrzę na studentów na korytarzu, jak widzę tych samych na ulicy, mogę powiedzieć tyle, że to nie prawda. Kulturę i tę w obyciu i tę wyższą czerpiącą z książek, teatru, kina, sztuki wynosi się przede wszystkim z domu, a nie z otoczenia. Oczywiście znam wielu studentów o wysokiej klasie, a jednocześnie nie wynoszących się ponad innych. Jednak jest ich coraz mniej.

Mój dobry znajomy o dzisiejszych studiach powiedział mniej więcej tak – mamy mieć jak najwięcej absolwentów studiów wyższych i można to osiągnąć dwoma drogami. Pierwsza to konsekwentne trzymanie wysokiego poziomu na studiach, ale to trwa długo. Druga droga, szybka, to obniżanie poziomu. Dziś wiele z wydanych dyplomów na różnych poziomach studiów nie ma realnej mocy. Ludzie jedynie legitymują się wyższym wykształceniem. Skutkiem tego jest, choć przyczyna to nie jedyna, fakt znaczącego bezrobocia wśród młodych, pozbawionych właściwej wiedzy, a przede wszystkim pozbawionych realnych umiejętności.

W pewnym momencie życia nie jest ważne jaki zawód się wykonuje, czy ma się doktorat, czy licencjat, czy jest się technikiem, bo ważne jest utrzymanie rodziny i choćby możliwość leczenia własnych dzieci. Nie ma wówczas znaczenia jako kto się pracuje, bo każdy zawód wymaga szacunku, każdy i to bezwarunkowo. Są zawody bardzo ciężkie, zdrowotnie, brudne i odpychające wielu, ale je też trzeba wykonywać.

Sami przedstawiciele, co najmniej zbliżeni, do Unii Europejskiej podają, że nie długo na terenie EU potrzeba będzie jedynie 35% czynnych osób zawodowo o wyższym wykształceniu i 15% ludzi do prac bez kwalifikacji. W Polsce mamy co najmniej kilkanaście strategii związanych z aktywacją zawodową. Czy mamy z tego jakieś korzyści? Trudno je wymienić, bo jest ich tak mało.

Ważne jest także to, że nie wolno popadać w przeciwną skrajność. Hiszpania jest tego przykładem. Wielu, zbyt wielu, młodych ludzi nie ma wykształcenia bo nie kontynuowało nauki nawet w szkołach średnich. Poszli do firm budowlanych, a po krachu nie mają platformy do zmian. Zatem z jednej strony nie wszyscy muszą mieć dyplomy uczelni, a z drugiej nie można zaniedbywać własnego rozwoju. Jak zwykle równowaga jest podstawą, lecz kiedy nią chwiejemy już od samego dzieciństwa jej przywrócenie później jest niesłychanie trudne.

Reklamy

Hiszpański bunt młodych

Posted on Updated on

Na madryckim placu Puerta del Sol młodzi Hiszpanie wyrażają swoją dezaprobatę dla świata, w którym przyszło im żyć. Hiszpania i Polska nie graniczą ze sobą, mają inne położenie geopolityczne, a i młodzi Hiszpanie protestują w sposób spokojniejszy, niż być może młodzi z Polski.

Aż pcha się na palce i klawiaturę, że problemy młodych, nie tylko w Hiszpanii ale także w Polsce i zapewne w wielu innych krajach to efekt polityki przesterowania rozwojem. Starzejące się społeczeństwo, ekonomiczne uwarunkowania naszego świata, pewna degradacja wartości moralnych, zanikanie empatii i armia ludzi, których decyzje mają wszelkie znamiona niekompetencji.

W Polsce nie dominuje powszechnie pozytywny wydźwięk etosu „porządnej” pracy i kultury na co dzień. Pracując na uczelni każdego dnia obserwuję ten powolny w czasie, lecz zauważalny proces degradacji w zwykłej kulturze obycia i zanikanie empatii. Indywidualizm i egoizm, unikanie odpowiedzialności i konsekwencji własnych słów i czynów to słowa, które coraz częściej trafnie charakteryzuję młodych ludzi. Nie są oni jednak tak absolutnie winni. Rodzice, dom, kolejne etapy szkolne, realia społecznego funkcjonowania mają główny wpływ na taki stan rzeczy. Młodzi ludzie przed studiami są póki co jeszcze, w większości, pozostawieni sami sobie, nie mają realnej, godnej zaufania pomocy i wsparcia. Efekt, łatwy do przewidzenia. Powszechne parcie na studia, choć od zawsze wiadomo, że wejście na rynek pracy można realizować inaczej. Po założeniu rodziny, nie jest już takie ważne realizowanie własnych indywidualnych marzeń i planów. Ważne staje się utrzymanie i rozwój rodziny. Dentysta dziecka, alergolog, ubrania, zabawki, przebywanie z rodziną. Absolutnie nie można porzucać własnych planów i marzeń, ale nabierają one innej barwy. Nie jest już takie ważne jakie studia się skończyło i czy pracuje się w zawodzie, ważna jest rodzina.

Wielu studentów studiuje na nie tych kierunkach, tracąc swój cenny czas, a także czas innych. To widać, to się czuje, to się obserwuje. Wiedza i mądrość nie zawsze chodzą w parze. Umiejętności, których zdobycie z jednej strony wymaga etosu „porządnej” pracy, z drugiej szkół zawodowych, w tym techników, a z trzeciej możliwości zdobywania doświadczenia, są kluczem. Jest też jeszcze czwarta strona, poszanowanie zawodów wszelakich. Szambo trzeba wybrać, śmiecie pozbierać, lekcje przeprowadzić, zadbać o bezpieczeństwo… i długo tu można wymieniać. Każdy zawód, każda profesja wymaga szacunku. Społeczeństwo prezesów firm nie może funkcjonować, a handel handlem, usługi usługami same i na wzajem się nie utrzymają. Potrzeba produkcji, do której potrzeba przygotowanych pracowników. Ekonomia coraz bardziej przypomina rozhisteryzowaną osobę, uczuloną na pozytywność, podszytą strachem przed wszystkim. Współczesny rynek ekonomiczny wydaje się być eteryczny, oderwany od rzeczywistości, kierowany przez mniejszościową grupę ludzi odciętą od reszty świata, reagującą i traktującą na poważnie kichnięcie finansisty, z jego machinalnym odruchem zakrycia ust, jako sygnał do wyprzedaży. Czy tak powinno być? Mechanizmy świata zostały zachwiane. Czy musimy mieć nieustający wzrost, niegasnące zielone wskaźniki na ekranach? Czy cały czas musimy pędzić do przodu? Otóż NIE. Nie ma takiej potrzeby, a wszystko do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje zdrowej równowagi. Czy dziś niemal każde drobne zachwianie jednego czynnika ma wzbudzać reakcje łańcuchową. Też nie. Czy jedynymi news’ami mają być wypadki na ulicach, zawalenia stropów. Wychodzi na to, że żyjemy w świecie śmierci. Czy większość z nas musi żyć tylko dla samolubnej egzystencji bez ram poszanowania otaczającego nas świata, w tym przyrody? Absolutnie nie. Wszystko co robimy wpływa na innych i na to co nas otacza. Nie można w imię własnego widzi mi się niszczyć świata. Człowiek w imię własnego życia niszczy inne życia bez refleksji.

Skutkiem tego jest to, że młodzi ludzie nie widzą perspektyw, obserwują jak starsi walczą o cokolwiek, jak świat nie daje się już opisać. Niemal nie mają szans na własny dom, godne życie i szacunek. Staję po ich stronie. Można wiele zarzucać młodym, ale trzeba ich słuchać, a przede wszystkim należy wzajemnie się szanować. Starzejąca się Europa, w tym Polska, nie będzie mogła przeżyć bez młodych, a młodzi powinni móc realizować własne marzenia, bo czym jest życie bez marzeń i bez szans ich dotknięcia…