kot

Futerkowe wieści 1 (2013)

Posted on Updated on

Od kiedy pamiętam 😉 w domu małżeńskim były futra, jedno, potem dwa, trzy, w końcu cztery, potem tylko trzy.

Kotka Szarotka
Kotka Szarotka

Lubie zwierzątka, wszelakiej maści, znaczy głównie futerkowe 😉 . Bez nich dom byłby smutniejszy, mniej ciekawy, owszem byłoby taniej, lecz czy coś może zastąpić zestaw głośnomruczący?!? Jasne, że może, ale nie można być obojętnym na te westchnięcia, parsknięcia, prychnięcia, miauknięcia, pacnięcia, ataki terrorystyczne, czyli nalanie pod maselniczkę tak, że rozlewa się dopiero po jej podniesieniu, czy też zespołowe zwalenie doniczki, która ponoć sama nawiewała. W sumie się nie dziwię kwiatkowi 😛 Kto chce być kuwetą?!? Niby wysprzątane, niby świeży żwirek, ale ten przeciąg?!?

Właśnie parafrazując jeden z memów z kotem „Janie, otwórz drzwi, nie zamierzam nigdzie wychodzić” powyżej uroczo przedstawiona nasza najstarsza kotka Szarotka (lat 17) wrzeszcząc ile może „poprosiła” o otwarcie drzwi na zewnątrz i dokładnie jak w memie, ani ruszy dalej. Stoimy tak oboje w przeciągu, ona zadowolona, ja mniej. Dialog się nie klei bo ja zachęcam do powrotu do domu bądź w końcu wyjścia, a ona, że nie jest tak źle 🙂 W końcu zawróciła do miski, saszetka zawsze działa 😉

Reklamy

Kocia dusza

Posted on Updated on

W naszym domu od zawsze były koty. Do wczoraj były 4, w tym 3 dziewczynki. Mieszkamy w domu więc z natury koty u nas mają wychodne. Nie mogę ich trzymać w zamknięciu kiedy widzę w ich oczach, pyszczkach, łapkach i ogonach tę nieodpartą chęć wolnego dreptania po świecie. Wczoraj, choć nie przy mnie, ale pewnie jak zwykle Kulka wypadła z domu przez drzwi otwarte przez domownika, z ogromną radością. Jak zwykle… Kiedy jednak jej nieobecność się przedłużała, kiedy nie widziałem jej w oknie i potem nikt jej nie widział poczułem niepokój. Czołówka, bo ciemno, polar bo chłodno, buty bo mokro i wyszedłem na dwór. Chodziłem i przywoływałem, aż w pewnym momencie ją zauważyłem leżącą na boczku przed bramą, może jakieś pół metra do spokoju swojego terenu za ogrodzeniem. Widziałem, że nie oddycha, ale i tak pobiegłem po klucz, potem wyskoczyłem przez furtkę z nadzieją, bo jak jej nie mieć. Nasza Kuleczka vel Kulka vel Łasi Łasi, najpuchatsza, najprzymilsza i najsympatyczniejsza o mięciutkim i aksamitnym futerku. Zawsze zadzierająca sympatycznie łepek z okrągłymi oczami, kręcąca kuperkiem z ogonem. Piękna była. Kiedy jej dotknąłem była już zimna, sztywna. Łza zakręciła się w oku. Spojrzałem w jej otwarte oczy, które były jakby zmarszczone, pogięte, puste, martwe. Głaskałem ją i czule mówiłem… Prosiłem by jej dusza zaznała spokój… może trafiła w miejsce gdzie trafiają kocie dusze…

Nie umiem pogodzić się z jakąkolwiek śmiercią. Pewnie będą i Tacy, którzy zarzucą mi, że w ogóle wypuszczam koty na dwór. Ale one są wolnością… I choć Kulka w wakacje przeżyła już spotkanie z samochodem i była poważnie ranna to jednak ją uratowaliśmy. Tym razem jej się nie udało. Bardzo mi smutno, że nie było mnie przy niej w tych ostatnich chwilach… Może to i tylko kot, ale przede wszystkim życie, charakter, uczucia… a i tak członek rodziny. Już mi jej brakuje wychodzącej z za rogu, wpadającej do sypialni i oczekującej miziania, pieszczoch, mruczącej i łaszącej się. Już nie pośpi ani ze mną ani z innymi domownikami. Zostaje tylko pamięć…

Kuleczka sprzed kilku dni bacznie śledząca wydarzenia w kuchni, leżąca na wiklinowym koszyczku na lodówce. Już nigdy jej tam nie zobaczę…