śnieg

Śnieg i uśmiech

Posted on

W dniu w zasadzie wczorajszym, a dokładnie wczoraj wieczorem zaskoczyły nas, mnie, żonę, syna i koty niespodziewane, lecz zapowiadane bez przekonania opady śniegu :). Czekałem na śnieg, bo lubię zimę, bo lubię kiedy biały śnieg we dnie kiedy wieczór trwa od rana do nocy dają taką swoistą jasność, aż się serce bardziej raduje.

Pierwszy śnieg w Warszawie - 25.XII.2014 Pierwszy śnieg w Warszawie - 25.XII.2014 Pierwszy śnieg w Warszawie - 25.XII.2014

Reklamy

Zima, biały puch i… biegówki

Posted on Updated on

 

Ucieszyłem się jak dziecko kiedy śnieg spadł w miniony czwartek. Co prawda Pani prezydent mojego miasta, tak tego gdzie buduje się metro (pisownia poprawna) zapewne z ciężkim sercem wydała 2.000.000,00 PLN za jedną noc odśnieżania przez wszystkie zastępy pługopiaskarek. Zastanawiam się, czy nie dopiąć do swojego samochodziku pługu, w bagażniku posiedzę w uprzęży syna albo żonę by posypywali solą ulice i podpiszę kontrakt, tak za milion, za cały sezon, a co?!? Ja tam sobie radzę w takich warunkach, choć respekt trzeba dla zimy na drodze zachować zawsze. Niestety cała masa kierowców jakby nie pamiętała nawet elementarnego szkolenia z kursów. Cóż,…

W każdym bądź razie tego samego dnia, złożyłem rezerwację na biegówki dla siebie i syna w mojej ulubionej wypożyczalni Biegówki na Młocinach i to było właściwe posunięcie. Dziś podjechałem wraz z synem po biegówki, a po ich szczęśliwym pobraniu zadzwoniłem do żony i rzekłem z radością „Szykuj termosy.” Przypomnę, że żona ma swoje własne biegówki. Oczywiście przygotowała nie termos a termosik, ale żona to żona, pamiętajmy drodzy mężowie, że żony zawsze mają rację bo po prostu wiedzą lepiej 😉 i z reguły tak bywa.

Tym razem trasa miała nieco ponad 7 km. Nie obyło się bez licznych sesji zdjęciowych, paru postojów dla opróżnienia termosiku i pochłonięciu kanapek. Różnica między sunięciem na biegówkach poprzednio a dziś była wyraźnie odczuwalna. Fajnie jakby spadło jeszcze kilka centymetrów białego puchu. Oczywiście warstwa niezła ale jednak nie wszędzie, co dało się spostrzec po przezierającej ziemi i poszyciu. Lód, lód, lód, całe hektary lodu pod śniegiem po wcześniejszych roztopach i ulewach. Nie raz, nie dwa kijki się omsknęły. Poza tym miód dla serca, płuc. Czyste, orzeźwiające powietrze i cisza. Czułem się jak otulony puchem, miękko i dzięki śniegowi cichutko, wspaniale. Jutro już krócej ale biegówki obowiazkowe. Za tydzień mamy mieć wypad na zjazdówki, znaczy oni, żona i syn. Ja robię za kierowcę 😉

Wrażenia z krótkiego wyjazdu

Posted on

Trudno będzie nie napisać gdzie rodzinnie byliśmy. Plan był u swoich podstaw prosty, wręcz genialny. Rzutem na taśmę, choć w stylu wolno-powolnym postanowiliśmy, że Rodzina, nie ja, musi, bo chce, pojeździć na nartach. Ja nie mogę, ale ewentualnie biegówki lub górołażenie. Musiało być blisko więc wybór padł na Góry Świętokrzyskie i prywatną kwaterę w Świętej Katarzynie.

Pani miła, sympatyczna, a sunia pilnująca obejścia, wręcz cudownie zabawna. Niby kuchnia dla gości osobna, ale nawet bez deski do krojenia. W szafce jednak kieliszki były. Odkurzane było już jakiś czas temu. Generalnie w porządku, ale szczegóły jak wiadomo odgrywają swoją rolę. Dom był dla mnie zimny, jakby bez swojego ducha, pusty jakiś. Starzy instruktorzy harcerscy z nas, a więc warunków pięciogwiazdkowych również nie oczekuję. Pierwszej nocy wyspałem się jak nie wiem 🙂 Cisza, a normalnie mieszkam przy ruchliwej ulicy. Brak futer, czyli naszych kociaków. Nic nas nie pacało o 4:30. Po prostu bomba. Drugiej nocy zmogła mnie migrena na zmianę pogody i to była okropna noc, ale cóż to nie wina miejsca.

Podjechaliśmy pod wyciąg Sabat Krajno. Pierwsze wrażenie super. Stok profesjonalnie przygotowany, wyposażony, doświetlony, wyciągi super, ale tuż obok tzw. park miniatur. Nie będę zachwalał, a może i My jacyś nienormalni, ale naćkane, badziewne. Jedyne miłe osoby z obsługi to Pan w wypożyczalni sprzętu i przy najmniej z wyglądu instruktorzy jazdy na nartach. Ich szefowa, chyba, posiadała elementarne braki w słownictwie magicznym, czyli „Dzień dobry, dziękuję, proszę bardzo” nie należało do tego bogactwa. Nie grzeszyła również subtelnością wygłaszanych ciętych uwag. Mentalnie nas odepchnęła. Muzyka na stoku. Znów może i ja sam nie wiem czego chcę, ale jak już mam słuchać muzyki to jakiejś fajnej, a jeżeli już nie mojej nuty to przy najmniej nie tak głośno.

W końcu ceny… to ja jadę do Austrii. Tyle komentarza w tym miejscu. Nawet jak w Austrii w Alpach drożej to warto dopłacić. Nie wiem kto coś takiego finansuje, współfinansuje i niszczy lokalny krajobraz, architekturę, tradycje i realne walory. Ekonomiczne uzasadnienie takiej mieszanki oferty w pełni rozumiem, ale jednak uważam, że trzeba równać wyżej, wręcz wymuszać podwyższanie kultury i to przez duże „K”. Rozumiem, że po sezonie zimowym ten ośrodek również musi na siebie zarabiać. Jednak ten park linowy bym jakoś inaczej wplótł w otoczenie, a park miniatur, włącznie z World Trade Center, wodospadem Niagary, czy dymiącą Etną starałbym się optycznie odgrodzić od stoku. Bałem się spytać czy zgodnie z reklamą w folderku wulkan Etna dymi, a w wodospadzie Niagara jest woda. Ku uciesze rodziny odegrałem skecz, w którym wykłócałem się z wirtualnym kasjerem o zwrot części kosztów za brak dymu, wody i faktu, że przy piramidzie Cheopsa było jednak nieco za zimno. W moim przekonaniu wygląda to festyniarsko do entej potęgi. Po prostu przykro, bo kiedy popatrzy się na poszczególne elementy to mówimy o wysokiej jakości. Zabrakło całościowej wizji, a szkoda, przy najmniej dla nas. Moją rodzinę po prostu odrzuciło. Doceniamy jeszcze bardziej nasz zwyczajowy cel podróży zimowych, czyli schronisko Odrodzenie w Karkonoszach, w tym jego szefa i całą Ekipę. Dla mnie są jeszcze bardziej lepsi. Niejako całości obrazu dopełnił stojący w szopie przy krajowej „7” całodobowy samoobsługowy sexshop czynny 7 dni w tygodniu. Ktoś go umiejscowił w stodole, chyba, pomalowanej na różowo. Wybaczcie moi drodzy czytelnicy brak zdjęcia, ale warunki pogodowe uniemożliwiały nagłe hamowania i bezpieczne oddawanie się sesji zdjęciowej.

Nie mam wątpliwości, że to miejsce ma swoich zagorzałych fanów bo pomimo takiego mojego odbioru widać tam potencjał, widać tam inwestycje, a może i my trafiliśmy jakoś nie najlepiej. W każdym bądź razie było i minęło. My tam raczej planowo więcej nie zawitamy.

Wyjazd nie był stracony, bo żaden nigdy taki nie jest. Każdy coś nam daje, doświadczenie, widoki, przeżycia. Na pewno ogromne pochwały mogę oddawać, co niniejszym czynię, Ośrodkowi Wypoczynkowemu „Jodełka” w Świętej Katarzynie za klimat w restauracji, za same posiłki i bardzo przesympatyczną obsługę. To miejsce mogę zdecydowanie polecać. Być może gdybyśmy właśnie tam się zadekowali to i cały wyjazd przebiegłby inaczej.

Udało nam się zdobyć Łysicę… spacerkiem, w deszczu z drzew. Jednak to co podczas tego spaceru zadziwiło nas najbardziej to w oczku źródła Świętego Franciszka pławiła się żaba.

Byłbym nieuczciwy gdyby w moim wpisie przeważały negatywne odczucia. Bez wątpienia tam zimą nie wrócimy z myślą o nartach, ale latem raczej kiedyś na pewno. Region oferuje całe bogactwo atrakcji turystycznych i zamierzamy je eksplorować pieszo i na rowerach. To jednak będzie miało miejsce w innym czasie. Póki co musimy odetchnąć. Może to my oczekiwaliśmy czegoś więcej, wręcz zbyt wiele. Zapewne ten ośrodek za 10 lat będzie wyglądał zdecydowanie lepiej. Jednak jest to rozwój regionu, ale mimo wszystko czegoś mi brak… podobnie jak w Sarbinowie nad morzem, brakuje mi tego lokalnego patriotyzmu, zadbania o własną tradycję, historię regionu, a tym architekturę. Tego mi tam brakuje, nie tylko tam…

 

Zima i… biegówki

Posted on

Ja, wielbiciel łażenia, przecierania, tuptania dałem się namówić, a nawet nie, ale postanowiłem zrobić coś co sprawi przyjemność żonie i zgodziłem się, a nawet obiecałem, że spróbuję i spróbowałem. Co prawda ucierpiało na tym robienie zdjęć, ale było super ekstra i biegówki mnie wciągają. Akuratnie w wypożyczalni biegowkinamlocinach.pl wypożyczyłem narty, kijki, buty, a na zewnątrz pada… deszcz 😦

W każdym bądź razie gorąco polecam tę wypożyczalnię. Poczułem się tam obsłużony super, a że bardzo cenię sobie atmosferę, to tam czułem się jak w rodzinie. Gorąco polecam bo właściciele, pracownicy są zgrani, kompetentni, uprzejmi i w ogóle.

Ja lubię zimę, cenię ją, wiem jak ważna jest dla nas, dla przyrody wokół nas. Może i dla mnie śnieg leżakować do kwietnia bo plony będą zupełnie inne niż przy suszy. Wody, tej słodkiej, w Polsce pomimo pozorów w cale tak dużo nie mamy, a statystycznie na głowę mieszkańca Polski przypada tyle samo litrów wody słodkiej co na mieszkańca Egiptu. Taka zaskakująca niespodzianka. Poza tym mrozy zimą zapewniają nam ochronę przed choróbskami charakterystycznymi dla ciepłych i gorących regionów, a których, wierzcie drodzy czytelnicy, że nie chcielibyśmy mieć u siebie.

W każdym bądź razie biegówki, biegówki i jak ważne okazały się w minioną sobotę i niedzielę. W każdą, z zasady, sobotę grywam w piłkę nożną, tak ze 2 godzinki plus rozgrzewka, jak bramkarz. Taka aktywność pozwala na trzymanie jako takiej kondycji, a co ważne także rozładować emocje, wyładować się. Tym razem z przyczyn niezależnych tzw. „piłeczki” nie było, a biegówki dały mi tę minimalną dawkę aktywności.

Nie byłbym sobą gdybym zdjęć jednak nie zrobił 🙂