Miesiąc: Maj 2015

Czas płynie nieubłaganie

Posted on Updated on

Pisanie jest jakże intrygujące i emocjonalne. Wyszedłem z tytułu tego wpisu, a popłynąłem treścią inaczej niż sądziłem, niż planowałem, a może nawet niż chciałem ale nadal jednak czuję, że tytuł i treść są ze sobą zgodne. Cieszę się, że nie mam telewizji, choć internet dostarcza wielu wieści ze świata, tego mniejszego i większego. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to już nie informacje lecz demiurgowanie wizji świata, wizji jaką mam mieć, a ja na przekór jej takiej nie mam. Może w zamian mam swoje marzenia co do własnego życia i świata, w którym bym chciał żyć. Może w ten sposób akceptuję, iż moje wizje są odmienne od rzeczywistości. Jednak czy wiem jaka jest rzeczywistość. Z racji tego kim jestem i co robię mam jedynie ograniczony osobisty dostęp do świata, tego najbliższego. Czym jest prawda? Ktoś powiedział, czy napisał, że prawda zależy od tego jak uczestnik, świadek danego wydarzenia je osobiście postrzegał. Zatem czy można świadomie ograniczać własne przekonania co do własnej prawdy i próbować je minimalizować, poprzez stwierdzenie, iż coś miało miejsce albo i nie, lecz bez rozwinięcia danej opowieści? Można próbować, ale uważam, że ja na pewno, a sądzę, że większość z nas ludzi nie jest w stanie ograniczyć się wyłącznie do suchych faktów. Zdolność abstrakcyjnego myślenia, uczucia powodują, że możemy mieć poczucie zbiorowego udziału w jakimś wydarzeniu, lecz i tak przeżywamy je osobiście, indywidualnie, pomimo zbiorowej świadomości i zachowań. Noc, sen wydają się granicą między wydarzeniami jednego dnia, a tymi, których świadkami lub uczestnikami dopiero będziemy w dniu następnym. Niestety noc to nie czas spokojności i braku wydarzeń. Każdej nocy gdzie indziej jest dzień i nie można przed tym uciec. Jakże niewiele mamy realnego wpływu na otaczający nas świat. Sami, samodzielnie w zasadzie nie możemy zrobić nic, no w każdym bądź razie bardzo mało, choć nierzadko odczuwamy jakbyśmy przenieśli całe pasma gór. Wspólnota, zaufanie i lojalność w każdą ze stron stanowią realną siłę wspierającą jednostki i dającą możliwość przyczyniania się do losów nas samych jak i i innych. Wspólnoty wiernych, oddziały wojskowe, drużyny harcerskie, stowarzyszenia od zarania czasów dają możliwość mnie, nam by móc się realizować. Jednak ostatecznie zawsze jednak jesteśmy indywidualistami bo wszystko przeżywamy osobiście. Nie piszę tu o zachowaniach, które kształują nasze postawy, lecz nawiązuje do przeżywania, odczuwania, postrzegania. To jak się zachowamy i tym samym będziemy kształtować własne postawy to już inne kwestie. Czy można utrzymywać dystans do siebie samego i do świata wokół nas. Można, można to wytrenować, lecz przede wszystkim zależy od tego czy jesteśmy „odpowiedzialni za”, czy „odpowiedzialni wobec”. Bycie „odpowiedzialnym za” jest wysoce toksyczne dla samego „odpowiedzialnego” oraz dla tych za których jest się odpowiedzialnym. Nie należy tu za to negatywnie oceniać odpowiedzialności Rodziców za swoje dzieci na pewnym etapie. Jednak nawet i tu w relacjach Rodzice – Dzieci „odpowiedzialność za” jest toksyczna.

Osoba odpowiedzialna za to taka, która: ratuje, chroni, wybawia, kontroluje, przejmuje uczucia, nie słucha. Czuje się zmęczona, niespokojna, przerażona, narażona. Zajmuje się szukaniem rozwiązań i odpowiedzi, a także okolicznościami. Stara się mieć racje po swojej stronie. Brnie w szczegóły. Zajmuje się tym jak osoba za którą przejmuje odpowiedzialność wypada przed innymi. Osoba odpowiedzialna za staje się manipulatorem i dąży do tego by ta druga osoba postępowała zgodnie z jej oczekiwaniami.

Upływ czasu

Osoba odpowiedzialna wobec to taka, która uznaje inność, okazuje empatię, dodaje odwagi, dzieli się, konfrontuje, zrównuje się, jest wrażliwa, słucha. Czuje się odprężona, świadoma, wolna, wartościowa. Zajmuje się relacją z drugą osobą, swoimi uczuciami. osoba ta wierzy, że jeżeli po prostu podzieli się sobą to druga osoba otrzyma od niej tyle ile jej potrzeba – jest pomocnikiem, przewodnikiem. Oczekuje, że druga osoba będzie odpowiedzialna za siebie i swoje postępowanie. Potrafi zaufać, nie kontrolować.

Bycie „odpowiedzialnym wobec” pozwala na samokształtowanie się osoby wobec której taką odpowiedzialność się wykazuje. Nie oznacza to, iż nie pomaga się, nie troszczy, lecz każdy, absolutnie każdy musi przeżyć swoje życie samodzielnie. To jest niezbywalne prawo każdego człowieka. To doświadczenie nas kształtuje, a nie to, że ktoś za nas coś…

Do czego zmierzam?

Ścieżka którą sam podążam to ścieżka do odpowiedzialności za własne czyny i słowa, do odpowiedzialności wobec innych, lecz absolutnie nie za nikogo. Nikt z nas za nikogo innego nie powinien rozwiązywać problemów. Wspierać tak, pomóc jak najbardziej, ale nie na siłę. Jaka jest konsekwencja kiedy tak się nie dzieje. Z mojego własnego podwórka pracy jako nauczyciela akademickiego – brak samodzielności studentów, bierna postawa, oczekiwanie aż prowadzący zajęcia za nich rozwiąże problemy, z którymi właśnie się mierzą. Jak napisałem sam nią podążam bo długie lata byłem „odpowiedzialny za”. Robiłem za innych, robiłem za syna, nie pozwalając na jego pełny rozwój. To przeszłość, lecz nie jest łatwo naprawić to co się samemu psuło. Trzeba jednak być odpowiedzialnym wobec moich najbliższych i nie tylko nich. To także odpowiedzialne odbieranie świata, czytanie między wierszami, które nam serwują każdego dnia różnego rodzaju media. Sami musimy rozważać co jest dobre, co jest złe. Ten kto wierzy może też rozmawiać ze swoim Bogiem. Wiara, wartości, szczególnie te ugruntowane, choć może czasem wydające się nie przystające niezmiernie pomagają w codziennych zmaganiach z rzeczywistością. Nie musimy akceptować wszystkiego wokół nas i podążać tak jak pociąga nas tłum wokół. Kiedy w końcu dzięki wsparciu uzmysłowiłem sobie, iż powiedzenie „nie” nie jest czymś niemożliwym. Najwyżej ktoś nas będzie mniej lubił lub wręcz się obrazi, lecz to będzie i tak problem tej właśnie osoby. Przykro, szkoda, lecz nie można dać się ani wykorzystywać ani samemu unikać właśnie odpowiedzialności. Czas płynie nieubłaganie i każdego kolejnej minuty możemy czegoś nowego się nauczyć, coś nowego przeżyć i nie zawsze będzie to miłe. Myślę, że mogę się cieszyć, że zmieniam się, lecz wymagało to jeszcze jednego… dystansu do samego siebie. W pozytywnej konsekwencji umiem przyznać się do błędu, podjąć odpowiedzialność, nie udawać, że coś wiem kiedy nie wiem. Nie jest idealnie, nie zawsze się udaje, lecz udaje. Ideał to coś nieosiągalnego i zmierzanie ku niemu to raczej własna ścieżka przezwyciężania własnych ograniczeń, niż w ogóle możliwy cel do zdobycia. Nigdy nikt z nas nie będzie idealny, nie ma szans i nie ma co się łudzić. Dzięki temu jednak unikamy nudy, rutyny codziennych zachowań.

PS. Być odpowiedzialnym wobec a być odpowiedzialnym za nie jest rozgraniczone ostrą wyraźną granicą. Gdyby tak było łatwo by było to rozpoznać. Ze względu na relacje, uczucia, miłość, rozpoznanie czy jest się w strefie buforowej, czy też naruszyło to czego się nie powinno nie jest łatwe i to właśnie wymaga pracy 🙂