absolwenci

Czas płynie

Posted on

Czas nie jest jednostajny, targają nim burze, sztormy, doświadcza ciszy bez wiatru. W każdym z tych stanów nie jest mi dobrze. Choć uwielbiam sztorm na morzu, czy burze pełne błyskawic. Szum kropel deszczu po dachu domu jest czymś co uwielbiam. Mimo wszystko jednak lubię stagnację w życiu, brak nagłych zmian.  Jednak one następują, czy tego chcę, czy nie. Jestem ich świadom, akceptuję fakt ich istnienia, choć trudno napisać, że na tę chwilę są one dla mnie korzystne.

Jutro 30 września, ostatni dzień mojej pracy na Politechnice Warszawskiej. Kończę swoją trzynastoletnią przygodę z nauką i dydaktyką akademicką. Na uczelnię przeszedłem z przemysłu po 2 latach, tylko dwóch, pracy w Fabryce Wyrobów Precyzyjnych VIS, podówczas S.A. Obecnie nie ma śladu po tej firmie z historią i tradycją. Z uczelni zaś odchodzę na własną prośbę, podług własnej decyzji. Zawodowo miało być lepiej, potem nie gorzej, a jest… nie tak jak miało być.  Jednak dziś te 13 lat na uczelni, znów ta liczba 13, jak 13 gwoździ. Udało mnie się obronić rozprawę doktorską choć łatwo też nie było. Był rok 2004, czyli potem pracując już jako adiunkt miałem 8 lat na zrobienie habilitacji. Przez pierwsze 4 lata bardzo chciałem, bardzo się angażowałem w dydaktykę, studia podyplomowe. Ostatecznie habilitacji nie robię i już na uczelni raczej nie jej nie zrealizuję.

Kwestie rozwoju, ekonomiczne także odegrały swoje role w podjęciu decyzji. Nie mając już zaplecza w swoim obszarze badawczo-naukowym planowanie ekonomiczne jest co najmniej utrudnione. Kierownik mojego zakładu, profesor, uczciwie wyznając pozyskuje prace, tematy, obszary habilitacyjne, jednak w innym nieco obszarze, a ja pomimo prób nie wpasowałem się. Niestety dziś dla mnie uczelnie ma nie wiele wspólnego z uczelnią, choćby z moich czasów studenckich i temu poświęcę jakiś kolejny wpis. Nie mogłem już akceptować, przyjmować i zgadzać się na postępujące zmiany w funkcjonowaniu uczelni w żaden sposób. To tak naprawdę ostatecznie przechyliło czarę i popchnęło mnie do decyzji o odejściu.

W trakcie swojej pracy na uczelni poznałem wiele ciekawych i wartościowych osób. Jedni się odnaleźli, inni tak jak ja ostatecznie nie i odeszli, tyle, że wcześniej ode mnie. Można by wnioskować, że wręcz żałuję tego czasu spędzonego na uczelni. Absolutnie nie, nie żałuję ani jednej sekundy i jestem wdzięczny, że mogłem tam pracować. Nie oznacza to, że wszystko akceptuję, czy pochwalam. To co jednak jest najbardziej smutne, że ani jednego „dziękuję” za 13 lat pracy. Tak jakbym tam był jedyne 5 minut i nic nie zrobił, a robiłem z zaangażowaniem, poświęcałem uczelni większość swojego czasu. Nie mogę się wykazać znaczącymi sukcesami naukowymi, lecz to efekt zarówno zależny ode mnie jak i od uwarunkowań zewnętrznych.

Jest rok 2013, a jutro ostatni dzień mojej pracy na uczelni. Dokończę sprzątać pokój, przekażę kilka rzeczy, zdam klucze, obiegówkę, odbiorę świadectwo pracy, pożegnam się i nie jeden raz tam pewnie się pojawię. Moje odejście nie oznacza bowiem, że zrywam kontakt. Zawsze wierzyłem i nadal wierzę we współpracę, a ta z założenia miała być kontynuowana. Mimo tego jest to koniec pewnego rozdziału mojego życia. Zaczyna się nowy, jaki on się okaże, to dopiero się przekonam…

Reklamy

Początek roku szkolnego

Posted on

Szkoła Podstawowa Nr 79 im. Zygmunta Sokołowskiego już nie istnieje. Co prawda w jej miejsce funkcjonuje szkoła filialna Szkoły Podstawowej Nr 273 ale już pierwszy dzień kolejnego roku szkolnego 2012/13 przyniósł pewne przykrości. Jakby znów gdzieś zaginęła empatia ze strony władz. Podczas uroczystości inauguracji nowego roku szkolnego pod nowym szyldem oddano kombatantom sztandar SP79. Nie ma co ukrywać to była także swoista uroczystość pożegnania. Szkoda tylko, że najbardziej zainteresowani, w tym także przedstawiciele, może i nie formalnej, poprzedniej Rady Rodziców nie zostali poinformowani, skutecznie o takim wydźwięku uroczystości. Z tego co wiem była inicjatywa urządzenia skromnej izby pamięci w bibliotece szkoły o patronie SP79. Dlaczego znów odbieram taką organizację jako uporczywe ignorowanie najbardziej zainteresowanych, w tym emocjonalnie związanych z SP79. Choć budynek ten sam to szkoła już nie ta sama. Zmiany czy chcemy, czy nie nadchodzą. Samej idei przekazania sztandaru kombatantom trudno nazwać złą, a może jest najlepsza ze wszystkich możliwych. Kto to wie?!? Natomiast forma była i jest przykra dla nie jednej osoby.

Inną informacją o negatywnym wydźwięku jest fakt „rozebrania” obecnego boiska przy szkole… i jego najprawdopodobniej nie odbudowaniu!!! Ciekawe jak mają ćwiczyć dzieciaki na wiosnę?!? Ja rozumiem wiele rzeczy, przyjmuję do wiadomości paranoje przeczące zdrowej logice, ale dlaczego dzieciaki znów mają obrywać i to właśnie w tak ważnym aspekcie ich wychowania.

Więcej komentować nie będę bo się ino uruchomię…, bo brakuje mi słów…

O absolwentach studiów i nie tylko

Posted on

Nie mogłem przejść spokojnie obok gazety z opinią Prezesa PZU, ani obojętnie słuchać radiowych męczarni jakiegoś rektora. Moim zdaniem, bardzo skromnym, lecz podpartym doświadczeniem tak ostre słowa wobec absolwentów polskich uczelni, już tylko z nazwy „wyższych” są jak najbardziej słuszne. Jednak dzisiejszy realny rynek pracy, korporacje, przemysł, MŚP to mieszanka osób, które otrzymały solidne wykształcenie na studiach oraz już tych, którzy przeżyli współczesny system wyższego wykształcenia. Głos Prezesa PZU traktują jako głos człowieka, który otrzymał nie tylko solidna wiedzą, ale zapewne i przetrwał porządne, wymagające, niełatwe zajęcia praktyczne. Dzięki czemu stanowił realną wartość na rynku pracy, był kimś już po studiach. Dziś mój znajomy z firmy produkcyjnej już nie sili się na to by kierunek studiów świeżego absolwenta traktować jako jakikolwiek wyznacznik umiejętności i wiedzy. Zatrudnia tekiego, który wykazuje chęci i zaangażowanie w dalszym doskonaleniu się. Wówczas potrzebuje do 3 lat by taki absolwent stawał się wartościowy z punktu widzenia jego firmy.

Słuchając w radiu wypowiedzi przedstawiciela uczelni wyższej po prostu targały mną emocje, bardzo silne emocje. Nawet jeżeli przyjmiemy, że są lepsze i grosze wydziały, czy całe uczelnie to trend zniżkowy w jakości nauczania jest wszędzie, no może prawie wszędzie opadający. Niestety to prawie wszędzie nie jest wstanie powstrzymać ogólnej i całościowej degradacji polskich uczelni „wyższych”. Okrajanie godzin laboratoryjnych, ćwiczeniowych, czy projektowych ze względu na oszczędności jak nie trudno przewidzieć wpływa na kształtowanie i doskonalenie umiejętności w stopniu katastrofalnym. Nie trzeba obcinać godzin – wystarczy zmienić wymagane minimalne liczby studentów i zwiększyc tak, że trudno takie zajęcia traktować jako sensowne.

Do tego dochodzą typowo polskie (polactwo) zachowania, czyli wyrywanie sobie nawzajem przez poszczególne zespoły całych przedmiotów. Celem nie jest jakość i efekt procesu nauczania, a studenci wydają się niemalże złem koniecznym. Liczą się przede wszystkim partykularne interesy poszczególnych grup, czy stajni profesorskich. Dziś, teoretycznie, dużo łatwiej zwolnić „złego” pracownika naukowo-dydaktycznego, lecz tylko teoretycznie. Samodzielny pracownik naukowy (od dr hab. w zwyż) odgrywa znaczącą rolę w tzw. minimum kadrowym dla kierunku nauczania. Trudno uznać by był szeroki wybór specjalistów na wysokim poziomie w takim kontekście. W konsekwencji większość, szczególnie kadry profesorskiej, czuje się absolutnie bezpiecznie. Od wielu lat powtarzam, że moim zdaniem jedynie ukontrakowienie i ustanowienie wyłącznie stanowiska profesora z jednoczesnym zniesieniem jego tytularności to droga, która może przynieść korzyści. Oczywiście nie jest wolna od wad, lecz w moim przekonaniu znacząco lepsza od obecnego systemu, w którym jak mnie się wydaje jedynie garstka profesorów wie co to oznacza nim być, jaka to odpowiedzialność, jaka rola.

Takie kwestie jak niskie przygotowanie aboslwentów szkół średnich jest oczywiście znaczącym czynnikiem, lecz to właśnie studia wyższe mają stać na straży wysokich kompetencji i umiejętności. Studiowanie nie jest dla każdego i nie może mieć charakteru masowego, jak dzisiaj. Wyższe wykształcenie to nie tylko umiejętności, wiedza ale także kultura obycia, zachowania, wypowiedzi i to bardzo szeroko pojmowana. Zatem obecna matura nie zdaje z punktu widzenia celu studiów wyższych swojej roli i wręcz konieczne wydaje się przywrócenie egzaminów wstepnych i wdrożenie obowiązkowych rozmów z kandydatami.

Dodatkowo nikt nie pomaga młodym ludziom w wyborze studiów. Maturzyści pozbawieni są wsparcia i nie umieją nawet kierować się własnym interesem, czy próbować przewidywać przyszłości i opracowywać dla siebie życiowe plany. W konsekwencji większość nie kieruje się logicznym i zdroworozsądkowym podejściem do wyboru studiów, czy innej ścieżki życiowej, lecz poddaje się trendom, modzie, czy niekompetentnym informacjom z mediów. Jednym słowem „dramat”.

Masowość współczesnego studiowania automatycznie wręcz powoduje, że studia nie zapewniają pracy i w opinii, nie tylko mojej, nie są wręcz w stanie.

Absurdalność „bezpłatnego” studiowania rodzi całkowicie patologiczne efekty. Gdyby studia były skuteczne to specjaliści wyjeżdżają z kraju i Polska nic z tego może nie mieć… Uczelnia jest firmą, która musi zarobić na budynki, laboratoria, zaplecze dydaktyczne i naukowe, pracowników, naukowych, dydaktycznych, administracyjnych i jeszcze zapewnić rozwój. Bazowanie wyłącznie na subwencji państwowej w przypadku uczelni państwowych jest patologią. Jeżeli student musiałby choć dopłacić różnicę między subwencją a realnymi kosztami danej uczelni to uruchamiane są dwie zasady funkcjonowania:

1. Płacę to wymagam.
2. Jak płacę to jednak się wezmę za robotę.

Dziś czywiście tragiczna postawa roszczeniowo żądaniowa obecnych studentów wywodzi w prostej linii ze szkół, które dzięki wielu rządom pozbawiono narzędzi dyscyplinujących, a relacje uczeń-nauczyciel-rodzic zostały zdewaulowane i niemalże zniszczone. Czy zatem można oczekiwać innych postaw i zachowań? Można natomiast wymagać.

Posted on Updated on

Cytat wyjęty:

„Korzystanie z pomocy jest dobre”.

Adrian Furnham

„Koncepcja uczenia młodych ludzi o pracy, podobnie jak przygotowywanie ich do jej podjęcia, stanowi z pewnością sedno misji edukacyjnej”.

Adrian Furnham

Ilu spośród nas boi się prosić o pomoc kiedy sobie z czymś nie radzi. Jak wielu spośród nas nie dopuszcza do siebie możliwości przyznania się do błędu, niedoskonałości, czy porażki. Większość z takich osób trawi w sobie te wszystkie negatywne emocje, nie rozwiązując ani problemu ani nie doskonaląc się tak jakby mogły. Jednak prawdziwym dramat przeżywają Ci, którzy żyją w przekonaniu o własnej nieomylności. Znam takie osoby, ale nie znam nikogo kto by kiedykolwiek nie popełnił jakiegoś błędu.

Patrząc na system edukacyjny mojego ukochanego kraju, począwszy od przedszkola, poprzez wszelkie szczeble edukacyjne, kończąc na studiach, dochodzę do smutnego wniosku, że obowiązuje u nas odmienne sedno misji edukacyjnej…

Posted on

Cytat:

„Ja sam chciałbym żyć w kulturze, która pozwala ludziom szczerze przyznawać się do błędów i brać za nie odpowiedzialność.”

kapitan Michael D. Abrashoff

 

„… twój łańcuch dowodzenia podejmuje decyzję, z którą się nie zgadzasz… Ważne, żebyś zastrzeżenia przedstawił swoim szefom prywatnie. Ale ważne jest też, żebyś w razie przegranej wykonał rozkaz tak, jakbyś zgadzał się z nim w stu procentach.”

kapitan Michael D. Abrashoff

Absolwenci UW będą śledzeni…

Posted on Updated on

Jakby to nie brzmiało, to jednak to pozytywne zjawisko. gazeta.pl uruchomiła sondę czy takie działanie jest właściwe. Na początku ankiety głosy rozkładały się mniej więcej po równo choć z przewagą, o zgrozo, na stronę przeciwników tego typu działań.

Obserwowanie karier swoich absolwentów jest wręcz standardowe, choćby w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego to robić? Po pierwsze by móc zweryfikować swój proces dydaktyczny i umiejętności kształtowania ludzi do radzenia sobie na rynku pracy. Po drugie po jakimś czasie można zorganizować imprezę okolicznościową i zapraszać absolwentów, którzy odnieśli sukcesy zawodowe. Efektem tego jest rozmowa, czy niezobowiązujące działania w kierunku wygenerowania datków na rzecz uczelni. Kto się oprze, jeżeli osiągnął sukces, spotkał dobrych znajomych i w ogóle.

Nie oszukujmy się, takie działania mają wspomóc uczelnie i to pod kątem jakościowym, a także finansowym. Jak widać nie jest to nowy pomysł, a wygląda jakby miał być rewolucyjny. Problem jednak z uczelniami w Polsce, szczególnie tymi bardziej państwowymi, że system ich finansowania jest archaiczny, niejasny, sztywny, niedopasowany do realiów funkcjonowania.

Od lat już powtarzam, że po pierwsze „bezpłatność” studiów na uczelniach państwowych to fikcja i nieporozumienie. Dlaczego? Bo uczelnia, tak jak szpitale, to firmy, przedsiębiorstwa, które muszą zarobić na kadrę, sprzęt, materiały, utrzymać budynki i tereny. Z punktu widzenia działania uczelni czy część pieniędzy dostaje się od agend rządowych, a część z innych źródeł to jest obojętne. Wpływy, wydatki muszą się bilansować, najlepiej na plus. Oczywiście jest jeszcze aspekt jakościowy opłacania własnych studiów – płacę więc się staram, a jednocześnie wymagam. Aksjomatem takiego systemu jest sieć stypendiów i kredytów i to nie na poziomie jałmużny tylko realnej wartości. Niech absolwent spłaca później nawet i przez 40 lat drobne kwoty. Studia wyższe powinny być na bardzo wysokim poziomie, a to kosztuje. Nie za niedługo poświęce temu osobny wpis.

Kluczem są młodzi ludzie, muszą czuć się szanowani, a nie lekceważeni, trzeba im stworzyć system ich kształtujący, promujący najzdolniejszych, wspierający słabszych, ale też wychowywać i wpajać świadomość konsekwencji i odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Trzeba o nich dbać i jednocześnie wymagać.

Obserwowanie własnych absolwentów to tylko metoda, którą stosuje się zgodnie z zasadami infobrokerstwa, korzystając wyłącznie z legalnych i publicznie dostępnych danych.

Bezrobotni absolwenci uczelni

Posted on

Styczność ze studentami mam każdego dnia, nierzadko także w soboty i niedziele. Artykuł w piątkowej „Gazecie wyborczej” pt. „Przyjmą każdą pracę” oraz przeczytane w sobotę komentarze portalów onet.pl oraz wp.pl przyczyniły się do wyrażenia mojego skromnego poglądu.

Na wstępie wyrażę pogląd, że chciałbym by m.in. Szanowani przedstawiciele polityków nie doprawiali sytuacji opiniami, które wydają się czasem niezbyt trafione (jak choćby relacjowany przez ww. portale J. Kaczyński). Sądzę, że to nie tylko ten rząd przyczynił się do zaistniałej sytuacji.  Omawiany problem narastał przez czas wszystkich ekip rządzących od 1989, a swój udział w tym mają również same uczelnie, ale także sami maturzyści, jednym słowem „wszyscy”. Odnoszę wrażenie, a chciałbym się mylić, że w tym przypadku, wiele przekazywanych treści przypomina propagandową papkę, która służyć chyba może tylko politycznym celom. Mogę się mylić, daleko mi do stanu wszechwiedzy i mam nadzieję, że nigdy takiego nie dostąpię.

Zacznijmy jednak od początku. Kończąc szkołę średnią, zdając maturę młody człowiek dostaje swoisty paszport na uczelnię. Tu jednak jest obszerny dokument napisany bardzo małym druczkiem. Szkoły każdego poziomu, począwszy od podstawowej, przez gimnazjum do szczebla średniego włącznie zostały pozbawione narzędzi dyscyplinująco-wychowawczych. Bo szkoła poprzez wychowanie może co najwyżej kształtować zachowania społeczne i przygotowywać do życia w grupie, znaczy społeczeństwie. Całą resztę wynosi się z domu lub ma się szczęście. System kształcenia uniemożliwia radzenie sobie z trudnymi uczniami, których absolutnie nie można pozostawiać samych sobie. I tu przydałyby się szkoły „dla dzieci o wybujałej fantazji” i trudnym charakterze, w której pracowałaby armia pedagogów i psychologów. Bo każdy młody człowiek jest wart tego by o niego walczyć i mu pomóc. Jednak system powinien wyraźnie akcentować odpowiedzialność i konsekwencje swoich czynów, prawionych przez uczniów. Konkludując absolwenci opuszczający mury szkolne nie są najlepiej przygotowani do bycia studentami (wiedza i umiejętności). Po drugie w przeważającej większości reprezentują, lub bliżej im do postawy roszczeniowo-żądaniowej. Po trzecie pozbawieni są skutecznego wsparcia w wyborze studiów. Po czwarte wg amerykańskich badań (staram się do nich dotrzeć i potwierdzić) jedynie od 6% do 8% absolwentów szkół średnich ma predyspozycje do studiowania. U nas w wyniku zochydzania szacunku do zawodów wszelakich pęd ku studiom jest przeogromny. A jak mawiam – kopać rowy to też trzeba umieć. Wystarczy spróbować samemu.

W ramach jednego z przedmiotów zaplanowano sprawdzenie umiejętności opracowywania prezentacji multimedialnej. Z ciekawości zadałem temat pt. „dlaczego wybrałem lub wybrałam ten kierunek studiów”. Strona techniczna większości prezentacji była dopuszczalna, zaledwie kilka było przygotowanych naprawdę wyśmienicie. Jednak ciekawsza była ich strona merytoryczna… przede wszystkim, wręcz dominujące absolutnie, okazały się frazesy i przekonania żywcem i BEZKRYTYCZNIE zaczerpnięte od polityków i mediów. Taki wniosek jedynie utwierdził mnie w konieczności pomocy maturzystom, w ogóle uczniom szkół średnich w wyborze studiów.

Niebagatelną rolę odgrywają programy nauczania. Jeżeli w tym zakresie opuści się poziom, przyjmie się jedynie słuszne kryterium, czyli „cenę” to skutkiem tego licencjusze i inżynierowie nie mogą być wysoko cenieni, w tym przez rynek pracy. Wiedzy przybywa, a nie ubywa. Jeżeli dla przykładu na tradycyjnie pojmowanym kierunku technologicznym (a pamiętajmy, że przecież brakuje nam inżynierów) zmniejszać się będzie udział przedmiotów technologicznych to efekt będzie taki, że obecny student może mieć nawet co najmniej 5x mniej godzin niż 15 lat temu. Przypomnę, że wiedzy przybywa. Dodatkowo niekonsekwencja w planach przedmiotów i efektem końcowym jest inżynier, którego należy douczyć. Na rynku pracy trudno mówić o wysokim cenieniu takich absolwentów. Logicznym wydaje się, że dla każdego rocznika należy opracowywać są analizy rynku pracy. Student rozpoczynając studia powinien wiedzieć jakie specjalności na wybranym kierunku będą. Niestety wielu studentów ma właściwości zbliżone do wody, czyli płynie tam gdzie łatwiej. W moim głębokim przekonaniu studia nie mają służyć „produkcji ludzi legitymujących się wyższym wykształceniem”. Produkcji bo dla wielu studentów chodzi o papier, a i tak pracują w wielu przypadkach nie w zawodzie. Legitymujących się bo w studiowaniu nie chodzi tylko wiedzę i umiejętności, ale także o kulturę bycia, wypowiedzi, wyrażania uczuć. Dziś trudno mówić choćby o wyższej kulturze języka, czy reprezentowanych postawach. Czasami ja i moi koledzu odczuwamy, że zaledwie przesuwamy tych młodych ludzi o kilka lat do statystyk bezrobocia. W studiowaniu chodzi o umożliwienie studentowi zapoznanie się z wiedzą i umiejętnościami, ciężką pracą i podkreślenie szacunku do niej. Chodzi o kreowanie elit a nie o masowość zjawiska.

Podobno (trzeba zweryfikować) Polska ma więcej uczelni wyższych niż USA. Czyli kuriozum bo wpływa to na rozdział studentów. Kadry dydaktycznej i naukowej na uczelniach raczej od 1989 roku nie przybyło lawinowo, a i ta co jest, uwzględniając tzw. czynnik ludzki, również nie jest doskonała. W wielu przypadkach, chyba w ramach oszczędności, pracownicy naukowo-dydaktyczni zajmują się tyloma czynnościami administracyjnymi, że z trudem znajdują czas na badania, naukę, pisanie artykułów, przygotowywanie i prowadzenie zajęć. Dla podkreślenia, nierzadko by przygotować 45 minut wykładu trzeba poświęcić na przygotowanie nawet i 3 godziny, a czasem i więcej. System wynagradzania jest skansenem, nieelastyczny i niewłaściwy w swoich kwotach. Tak, uważam, że nauczyciele i akademicy powinni zarabiać nie mało, lecz każde wynagrodzenie powinno być uzależnione od efektów pracy. I nie chodzi tu o wskaźniki liczebności dyplomantów i olimpyjczyków. To tylko składowe, a studia nie powinni mieć nic wspólnego z masowością liczb. Tu chodzi przede wszystkim o jakość. System pozbawiony nadzoru i kontroli, systemu nagradzania nie może funkcjonować prawidłowo.

Finansowanie uczelni również jest dalekie od doskonałości. „Darmowość” uczelni państwowych teoretycznie daje szansę studiowania większej liczbie studentów. Czy jednak takie podejście jest właściwe? Czy chodzi o masowość czy kompromis z jakością? Uczelnia musi utrzymać pomieszczenia, kadrę, aparaturę. Musi na to mieć środki. Osobiście uważam, że przy aksjomatycznym istnieniu logicznego i skutecznego systemu stypendiów student powinien ponosić jakieś koszty kształcenia. Bo gdy się płaci za coś, na czym zależy to się wymaga, a i samemu zupełnie inaczej przykłada się do zagadnienia. Niech absolwent po zakończeniu studiów i przez 20 lat spłaca takie stypendium, czy kredyt. Nie ma znaczenia przy tym, gdzie w rzeczywistości pracuje i mieszka.

Jak czytam o finansowanych stażach studentów z budżetu państwa, czy progach bezrobocia to… się denerwuję. Przede wszystkim jakość nauczania, praktyka, co niezaprzeczalnie łączy się z ogromnym wysiłkiem i ciężką pracą dla studentów. Jeżeli wszystko będzie dawane to nie ma co liczyć na sukces. Pracodawcy nie interesuje, kto płaci za praktykę studenta. Celem moim zdaniem powinno być kreowanie ludzi z wyższym wykształceniem o wysokim poziomie wiedzy i umiejętnościach w taki sposób by realnie i w powszechnym przekonaniu pracodawcy jak czytają inżynier, licencjat świadomie mówili – tak, to samo w sobie jest wartością. Dziś tak nie jest. Na pewno nie całkowicie, czy absolutnie, ale w każdym bądź razie nie jest to powszechne. Dziś nierzadko okazuje się, że student piątkowy w realu przegrywa z trójkowym. Przegrywa w dodatku na polu merytorycznym. Zatem nierzadko system dydaktyczny nie zdaje sam egzaminu.

Od wielu lat w Polsce wykształcenie jest dewaulowane bo tak naprawdę kiedy człowiek się rozgląda wokół siebie nie widzi realnego i uczciwego znaczenia wykształcenia, nie tylko wyższego. Ranga nauczycieli spada. Pozbawieni narzędzi i środków nie mogą czynić zbyt wiele. Przy czym nie chodzi tu o możliwości prawne tylko jednoczesne prawne i realne.

Oczywiście jest wielu fantastycznych młodych ludzi, niebywale uzdolnionych lub bardzo pracowitych, którzy reprezentują wysoki poziom. Są jednak najczęściej pogrzebani przez szarą masę.

Wiadomo, nie od dziś, że występuje takie zjawisko jak nasycenie specjalistami w danym obszarze zawodowym. Wiadomo, że niektóre obszary badawcze, aplikacyjne są obszarami wiedzowo niszowymi, bez specjalnych perspektyw rozwoju. Co nie oznacza, że nie należy kształcić np. 3 specjalistów na 2 lata. Owszem istnieją „teoretyczne” rozwiązania legislacyjne umożliwiające „indywidualny tok studiów”. Niestety realność warunków studiowania, całego otoczenia, w tym finansowania raczej nie umożliwia właściwe ilościowo stosowanie takich ścieżek studiów. Tu uwaga, dla wielu nieprzyjemna, ale co już pisałem, studia nie powinny być darmowe, bezpłatne. Nie chcę tu namawiać do prywatyzacji uczelni, choć pewnie w wielu przypadkach mogłoby to stanowić panaceum, ale i w wielu być fatalną pomyłką. Uczelnia, szpital to firmy. Muszą utrzymać budynki, sprzęt, personel, kupić materiały. Z punktu widzenia jakości nauczania, czy leczenia, nie ma znaczenia kto wnosi odpłatność. Czy środki pochodzą z budżetu, od darczyńców, czy jako opłata za usługę, nie ma to znaczenia. Bezpłatność studiów w Polsce to mydlenie oczu pozbawione skuteczności. Oczywiście zawsze tu podkreślam, wszystko ma swoje blaski i cienie. Systemy stypendiów czy  środki na leczenie czegoś więcej niż zwykłego zapalenia gardła muszą funkcjonować równolegle. Gdzieś w tym wszystkim inwestycja w człowieka, bezzwrotna też musi istnieć, ale musi też trafiać do realnie tego potrzebujących. To nie są łatwe i nieskomplikowane zagadnienia, w dodatku pełne uczuć.

Chciałbym dożyć czasów kiedy w Polsce jej obywatel będzie podmiotem, ale świadomym i gotowym na ponoszenie konsekwencji swoich czynów. Zdecydowanie wolę te pozytywne konsekwencje, jak choćby radość z rodziny, pójścia do kina czy teatru, rowerowej wyprawy, czy zwykłego wylegiwania się. Czasem tą konsekwencją jest więzienie za przestępstwa. Nikt nie może jedynie żądać od życia i otoczenia. Wszyscy musimy i dawać od siebie i dostawać, również uczciwe wynagrodzenie za uczciwą pracę. Nie może być tak, że ktoś kto pracuje nie może siebie, czy i rodziny utrzymać.

Zawsze młodzi to przyszłość, ale przyszłość bez ich udziału, ich zaangażowania nie będzie dobra. Tak trzeba pomagać młodym ludziom, ale nie tylko dawać, lecz umożliwiać. Oni nie są instrumentami, czy bezwolnymi jednostkami, należy im się pełen szacunek, lecz jednocześnie trzeba od nich wymagać, jak od każdego.

Problem bezrobocia absolwentów polskich uczelni to zjawisko wieloczynnikowe, począwszy od stanu szkolnictwa, przez kadry, system finansowania, wyposażenie, wskaźniki ilościowe, stan gospodarki, teraźniejszość i przyszłość rynków pracy… i pewnie nie jeden można jeszcze wymienić.

Nadchodząca znowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym najpewniej przyczyni się dodatkowo do wstrząsów na polskich uczelniach. Chciałbym móc powiedzieć, że wiele zmieni się na lepsze. Obawiam się jednak, że pozytywnych efektów nie będzie wiele i raczej nie nastąpi jakościowa poprawa. Zbyt wiele aspektów ma tu znaczenie by jedna nowelizacja, choćby i tak gruntowna, mogła dokonać rewolucyjnych i skutecznych zmian…