praca

Puszcza Białowieska, reforma sądownictwa i studiowanie

Posted on Updated on

Początkowo chciałem zamknąć ten temat w ramach jednego vlogu ale okazało się to nie możliwe i stąd vlog, wpis na blogu i rozszerzony podcast na soundcloud.com

Protesty przeciw wycince w tzw. Puszczy Białowieskiej oraz protesty przeciw reformie sądownictwa, czy formie jej wprowadzania stanowią wyłącznie kanwę do przemyśleń.

Osobiście jestem za reformą sądownictwa w naszej Polsce ale nie dostrzegam zdroworozsądkowych rozwiązań, ani tym bardziej systemowych.

Puszcza Białowieska

Wiele osób w ramach serwisów społecznościowych do swoich profilowych zdjęć „dopina” wstążki m.in. w obronie Puszczy Białowieskiej. Nie mam nic przeciwko, to w końcu wolność wyboru i prawo wyrażania własnej opinii.

Zaniepokojony sytuacją w tzw. Puszczy Białowieskiej zacząłem drążyć temat i obraz jaki można dostrzec w mediach społecznościowych jest dla mnie odmienny od tego jaki mi się pokazał.

Szukałem oczywiście w internecie, skorzystałem z możliwości dotarcia do osób znających się na leśnictwie (m.in. SGGW). Oczywiście z racji doświadczenia zawodowego i poznanych wcześniej osób miałem lepszy start w poszukiwaniach informacji.

Z internetu można pozyskać m.in. następujące publikacje:

Zapewne dużo wiedzy podstawowej i historycznej już można wyszukać w:

  • Faliński J.B., Hereźniak J.M., Zielone grądy i czarne bory Białowieży. Warszawa: Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, 1977
  • Karpiński J.J, Puszcza Białowieska. Wyd. III. Warszawa: Wiedza Powszechna, 1977.

Tych dwóch powyższych pozycji z braku czasu nie przeczytałem. Warto też zapoznać się z informacjami dotyczącymi obszarów Natura 2000.

Piszę jako inżynier technolog mający tyle wspólnego z przyrodą co harcerstwo, zamiłowanie do wędrowania w leśnych ostępach i dbałość o środowisko ile mogę w ramach pozazawodowych zainteresowań.

To co mnie zmartwiło i zwróciło jednocześnie moją uwagę to niewielki udział informacji merytorycznych na profilach i stronach zainteresowanych organizacji proekologicznych. Znacząca natomiast jest ilość informacji, w mojej ocenie o wymowie emocjonalnej a nie profesjonalnej, tzn. profesjonalnie kształtują emocje ale nie podają wiedzy merytorycznej. Czyli pozyskuje się statystycznie zainteresowanych „w słusznej czy nie” sprawie i to wykorzystuje jako formę oddziaływania.

Jakie pytanie pojawiły się kiedy zacząłem dokładniej interesować się zagadnieniem:

  1. Co dokładnie rozumiane jest przez pojęcie Puszcza Białowieska?
    Mamy obszar Natura 2000, Białowieski Park Narodowy.
  2. Jaka jest propagacja szkodnika atakującego świerki?
  3. Czy zagrożone są świerkowe starodrzewia?
  4. Jaka w ogóle jest definicja starodrzewia?
  5. Czy można stosować alternatywne metody walki z kornikiem?
    Ja mam na myśli pułapki feromonowe. Nie wiem jaka jest skuteczność.
  6. Co to jest obszar Natura 2000 i co w takim obszarze można,  a czego nie.

Na część z tych pytań odpowiedziałem we vlogu.

Zadawałem te pytania, celowo i świadomie, osobom w ramach portali społecznościowych i nie uzyskiwałem żadnej odpowiedzi za wyjątkiem jednej, merytorycznej, której udzieliła osoba zarządzająca daną stroną na portalu. Jedna, słownie jedna. Nie do końca to była odpowiedź ale byłem usatysfakcjonowany krótką w sumie dyskusją.

Dyskusja wywiązała się pod krótkim filmikiem z wycinki, podając numer działu leśnego, co zweryfikowałem na mapach i jako taki nie znajduje się w BPN.

Zatem jak osoby podejmujące działania w imię ratowania Puszczy Białowieskiej rozumieją określenie Puszcza Białowieska – być może słowa klucze: las pierwotny, starodrzewia, skarb świata… Bardziej skojarzenia niż precyzyjne dane geograficzne i związane z tym uwarunkowania prawne?

Wówczas sięgnąłem po definicje czym jest starodrzew i jakie są kwestie formalno-prawne prowadzenia działań przez ludzi w obszarach Natura 2000. Jednak nikt nie pisał o tym, że np. wycinka następuje wbrew planom ochrony (indywidualnie opracowywanych dla każdego obszaru z osobna).

Według mnie możliwe jest prowadzenie gospodarki leśnej i pozyskiwanie drewna nawet z drzewostanu w obszarze Natura 2000. Nie oznacza to, że w każdym! Tego nie wiem.

Bardzo ciekawym filmem okazał się dla mnie:

Właśnie w tym odcinku jako ciekawostki podano wiek wybranych gatunków drzew. Warto obejrzeć choćby dla tych informacji.

W końcu sięgnąłem do wiedzy mojej współmałżonki, doktora nauk biologicznych, botanika. Dowiedziałem się, iż generalnie w obliczu zmian klimatycznych, oddziaływania człowieka na ekosystemy w skali mikro, makro i globalnej być może nie da się już pozostawić przyrody wyłącznie samej sobie. Zatem…

Dla mnie całe to zamieszanie wokół wycinki w tzw. Puszczy Białowieskiej jest raczej elementem forsowania pewnego modelu ochrony środowiska, a ja takiej formy po prostu nie akceptuje. Model to kwestia jak najbardziej dyskusyjna.

Według mnie nie ma rabunkowej wycinki jak w Lasach Tropikalnych. Być może się mylę, nie twierdzę, że jest tak jak piszę ale wiele na to według mnie wskazuje.

Ekologom zadawałem pytania dlaczego tak dzielnie nie protestują przeciw niewyobrażalnej odorowości kompostowni w Warszawie (może dlatego, że chodzi o ludzi). Dlaczego nie walczą o zmianę ustawy o gospodarowaniu odpadami. Przecież nadal nie możemy od tak wyrzucić puszki po farbie, nie mówiąc o opakowaniu po oleju samochodowym. To dalej nie jest uregulowane tak jak należy. Dlaczego nie ma tak silnego oddziaływania na segregację odpadów… Jest za to walka idei. Z tego co wiem obszar zalesienia Polski wzrasta, a nie maleje. Indywidualne działania w skali całego społeczeństwa mają, znów według mnie, dużo większe znaczenie!

Nie opowiadam się po stronie rządowej, ani ekologów i osobiście nie akceptuję aktualnej obsady stosownego ministra. Osobiście wierzę, że problemy na takim poziomie rozwiązywać się powinno zdrowym rozsądkiem a nie polityką.  

Reforma sądownictwa

W tej mierze również nie opowiadam się po stronie rządowej choć opowiadam się za reformą sądownictwa, lecz skuteczną. Co to dla mnie znaczy skuteczna reforma sądownictwa?

Nie chcę by sędzia złapany na przestępstwie typu kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu lub na kradzieży był chroniony immunitetem. Co więcej w tym zakresie same środowisko sędziowskie mogło, moim zdaniem stworzyć mechanizmy stosowne do sytuacji, bez ustaw i reform. Oczekuję, że sędzia będzie jak najbardziej kompetentny, profesjonalny, a samo bycie sędzią będzie raczej ukoronowaniem kariery niż jej początkiem. Oczekiwanie na rozprawę będzie krótsze. Reforma to jednak konieczność modyfikacji wielu aktów prawnych.

Nie ma systemu bez kontroli i weryfikacji. Sędzia również powinien być motywowany, nagradzany ale i pracujący jakby pod stałą superwizją. Taka dygresja nieco w inny obszar. Sędzia, którego niemal co druga sprawa jest przez instancję odwoławczą odsyłana… żenada. Taki sędzia nie może pracować jako sędzia. Przede wszystkim ze względu na znaczenie pracy sędziego.

W Europie są rozwiązania, które moim zdaniem całkiem nieźle są rozwiązaniami systemowymi – wynagrodzenie za sprawę i utrata prawa do sprawowania funkcji sędziego po 2. czy 3. odrzuceniu przez instancję odwoławczą orzeczeń tego sędziego i to nie pod rząd.

W protestach udział brało bardzo wiele młodych ludzi. Wręcz super, to dobrze ale czy Oni w większości protestowali przeciw reformie czy konkretnie tej reformie. Nie wnikałem w pełni w zapisy proponowanych ustaw. Starałem się m.in. zweryfikować jak np. są wybierani sędziowie w innych krajach, jaki jest system marchewki i kija i to w takiej kolejności. Generalnie temat ocean. Tym bardziej trudno się rozeznać choćby na poziomie bladozielonym.

Dla mnie sędzia powinien być wybierany przez jakieś gremium (bardziej kompetentne niż mniej) lub mianowany przez ściśle określoną osobę pełniącą daną funkcję ale na wniosek tego jakiegoś gremium.

Podobnie jest w harcerstwie, w którym to komendant hufca przyznaje stopień instruktorski, lecz na wniosek Komisji Stopni Instruktorskich. Wniosku tego nie może odrzucić. Prawdą jest, że sam powołuje taką komisję. Tu dochodzę do bardzo ważnego dla mnie wniosku:

Otóż według mnie niezależnie od nawet całej masy rozwiązań systemowych i tak najważniejsze okazuje się podejście ludzi, ich samoświadomość odpowiedzialności i znaczenia konsekwencji ich pracy. Z tym niestety w naszej Polsce jest jak jest.

W przypadku tego kryzysu w sumie nie było łatwo zadać pytania właściwe bo i zagadnienie niezwykle trudne. Odnosiłem się przede wszystkim niejako do jakości pracy sędziego, jego ochrony przez immunitet nawet wówczas kiedy jest to skrajnie niewłaściwe. W odpowiedzi była cisza, ani jednej próby odpowiedzi. Czyżby bezkrytyczne podejście do zagadnienia? Pytanie o to czym zajmuje się SN też było bez odpowiedzi. Nie dziwi mnie to patrząc jak nieskuteczne jest nauczanie tzw. WOSu.

Reforma sądownictwa jest niezbędna ale nawet taki jak ja totalnie zielony gość w zakresie prawa podjął się lektury:

Te trzy publikacje Gazety Prawnej pokazują, że można o tym pisać bez emocji i polityki, choć jako taka pojawia się jako czynnik i strona w ogóle rozważań.

Rzetelność w studiowaniu

Drodzy Studenci, szczególnie Ci, którzy ze mną mają zajęcia. Nie ma znaczenia to, że mamy odmienne poglądy na wiele spraw bo wzajemny szacunek jest dla mnie fundamentalną kwestią. Obecnie jesteśmy świadkami ordynarnych zachowań w przestrzeni publicznej, które nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, kulturą, nie mówiąc choćby o chęci porozumienia się stron.

Od osób z wyższym wykształceniem oczekuję kultury dyskusji, postaw i zgodnych zachowań, umiejętności wypowiadania się w mowie i w piśmie. Jak jest sami możemy się przekonać ale każdy z nas odpowiada sam za siebie i działania innych nie mają tu wpływu.

Inżynier podejmując prace nie może, nie stać go, nie powinien podejmować decyzji konstrukcyjnych czy technologicznych na bazie przemyśleń z sufitu lub bez starannego zweryfikowania koncepcji. Każda nasza decyzja powinna być konkretnie uzasadniona.

Wiele osób przy Puszczy Białowieskiej czy przy próbie reformy sądownictwa nie podjęło nawet próby dowiedzenia się podstawowych kwestii w temacie, rozpoznania go, a tym samym rzetelniejszego wyrobienia sobie własnego zdania. To powinno być naturalnym podejściem. Należy do informacji podchodzić krytycznie, co nie oznacza, że wszystkie odrzucać.

Świadomość, że tak naprawdę każde wyjaśnienie prowadzi do kolejnych pytań, a my często choć zrobiliśmy krok do przodu nadal tyle nie wiemy stanowi fundament pracy inżyniera, naukowca, osoby otwartej na wiedzę.

Dziś wygrywa ten kto potrafi pozyskać informacje z wielu źródeł, przeanalizować je i wysnuć, może niewłaściwe wnioski ale stwarzające fundament do dalszej dyskusji.

Kiedy nie wiem to pytam. Jak mam wątpliwości, pytam, wyszukuje, dokonuje rzetelnej syntezy własnych opinii. Samodzielność w tej kwestii jest bardzo ważna. Media, według mnie już dawno przestały być rzetelne. Ja wolę samodzielnie patrzeć na świat niż pozwolić innym na wmawianie mi jaki ten świat jest.

Rzetelność studiowania to m.in. prozaiczna kwestia znajomości pytań jakie prowadzący zapodaje na wejściówkę podczas ćwiczeń laboratoryjnych. Szczególnie kiedy to n-ta z rzędu grupa realizująca dane ćwiczenie. Nie da się nie powtarzać pytań/poleceń weryfikujących przygotowanie studentów. W konsekwencji większość pytań się powtarza. Mimo to potrafią być całe nieprzygotowane grupy. Dlaczego? Może dlatego, że wynika to z ogólnie przyjętego podejścia do życia? Nie wiem ale nie wykluczam właśnie tego.

Jeżeli student zaskoczy mnie wiedzą ja nie udaję, że wiem lepiej. Trzeba być uczciwym, szczerym i z szacunkiem podchodzić do studentów. W takiej sytuacji mogę jedynie podziękować, uwzględnić w ocenie o ile mam taką możliwość w ramach regulaminu przedmiotu. Wielu jednak studentów nie jest przygotowana, czyta niejednokrotnie instrukcje do ćwiczeń przed samymi ćwiczeniami co przeważnie jest niewystarczające.

Na egzamin można podać dla przykładu 37. pytań i stwierdzić, że 5. z nich będzie na egzaminie. Moje doświadczenie wykazuje, że to nie ma sensu, ani na miesiąc, dwa tygodnie, czy dzień przed egzaminem.

Okres studiów jest bardzo ważnym okresem kształtowania i doskonalenia umiejętności pozyskiwania informacji i rzetelności własnej pracy. To kluczowe umiejętności, bez których praca inżyniera jest bardzo trudna.

W relacjach interpersonalnych, niezależnie od miejsca, czasu i grupy podstawą jest szacunek, a różnice zdań nie mogą uruchamiać spirali nieprzychylności, nie mówiąc o nienawiści.

Otwartość, zdrowy krytycyzm, stawiania zdrowych granic, zdolność pozyskiwania informacji, ich analiza, umiejętność wnioskowania, nie zamykanie się w ograniczonej przestrzeni wiedzy, szacunek wobec innych, zrozumienie faktu odmienności poglądów to bardzo ważne cechy każdego z nas.

Dlaczego powiązałem tak odmienne aspekty jak Puszcza Białowieska, reforma sądownictwa z rzetelnością studiowania. Myślę, że dostrzegam korelacje w zakresie mechanizmów kreowania własnych opinii i przygotowywania się do podejmowanych działań. Może wygodniej jest podświadomie przerzucając odpowiedzialność DLACZEGO na innych. Moim zdaniem jeżeli ktoś nie rozpoznaje tematu wydarzenia, kryzysu i bierze w nim udział to jakby zrzekał się własnej opinii, która mogłaby być zbieżna z tą którą bezkrytycznie przyjął.

Bardzo mnie interesują mechanizmy podejmowania przez człowieka decyzji, kreowania postaw, które wynikają z zachowań. Nie, to nie pomyłka. Takie są ustalenia psychologiczne. To nasze zachowania kształtują nasze postawy i dlatego tak ważne jest postępować właściwie czyli dawać samemu sobie maksymalnie dużo by podejmować decyzje z jak najmniejszymi wątpliwościami.

Czas płynie

Posted on

Czas nie jest jednostajny, targają nim burze, sztormy, doświadcza ciszy bez wiatru. W każdym z tych stanów nie jest mi dobrze. Choć uwielbiam sztorm na morzu, czy burze pełne błyskawic. Szum kropel deszczu po dachu domu jest czymś co uwielbiam. Mimo wszystko jednak lubię stagnację w życiu, brak nagłych zmian.  Jednak one następują, czy tego chcę, czy nie. Jestem ich świadom, akceptuję fakt ich istnienia, choć trudno napisać, że na tę chwilę są one dla mnie korzystne.

Jutro 30 września, ostatni dzień mojej pracy na Politechnice Warszawskiej. Kończę swoją trzynastoletnią przygodę z nauką i dydaktyką akademicką. Na uczelnię przeszedłem z przemysłu po 2 latach, tylko dwóch, pracy w Fabryce Wyrobów Precyzyjnych VIS, podówczas S.A. Obecnie nie ma śladu po tej firmie z historią i tradycją. Z uczelni zaś odchodzę na własną prośbę, podług własnej decyzji. Zawodowo miało być lepiej, potem nie gorzej, a jest… nie tak jak miało być.  Jednak dziś te 13 lat na uczelni, znów ta liczba 13, jak 13 gwoździ. Udało mnie się obronić rozprawę doktorską choć łatwo też nie było. Był rok 2004, czyli potem pracując już jako adiunkt miałem 8 lat na zrobienie habilitacji. Przez pierwsze 4 lata bardzo chciałem, bardzo się angażowałem w dydaktykę, studia podyplomowe. Ostatecznie habilitacji nie robię i już na uczelni raczej nie jej nie zrealizuję.

Kwestie rozwoju, ekonomiczne także odegrały swoje role w podjęciu decyzji. Nie mając już zaplecza w swoim obszarze badawczo-naukowym planowanie ekonomiczne jest co najmniej utrudnione. Kierownik mojego zakładu, profesor, uczciwie wyznając pozyskuje prace, tematy, obszary habilitacyjne, jednak w innym nieco obszarze, a ja pomimo prób nie wpasowałem się. Niestety dziś dla mnie uczelnie ma nie wiele wspólnego z uczelnią, choćby z moich czasów studenckich i temu poświęcę jakiś kolejny wpis. Nie mogłem już akceptować, przyjmować i zgadzać się na postępujące zmiany w funkcjonowaniu uczelni w żaden sposób. To tak naprawdę ostatecznie przechyliło czarę i popchnęło mnie do decyzji o odejściu.

W trakcie swojej pracy na uczelni poznałem wiele ciekawych i wartościowych osób. Jedni się odnaleźli, inni tak jak ja ostatecznie nie i odeszli, tyle, że wcześniej ode mnie. Można by wnioskować, że wręcz żałuję tego czasu spędzonego na uczelni. Absolutnie nie, nie żałuję ani jednej sekundy i jestem wdzięczny, że mogłem tam pracować. Nie oznacza to, że wszystko akceptuję, czy pochwalam. To co jednak jest najbardziej smutne, że ani jednego „dziękuję” za 13 lat pracy. Tak jakbym tam był jedyne 5 minut i nic nie zrobił, a robiłem z zaangażowaniem, poświęcałem uczelni większość swojego czasu. Nie mogę się wykazać znaczącymi sukcesami naukowymi, lecz to efekt zarówno zależny ode mnie jak i od uwarunkowań zewnętrznych.

Jest rok 2013, a jutro ostatni dzień mojej pracy na uczelni. Dokończę sprzątać pokój, przekażę kilka rzeczy, zdam klucze, obiegówkę, odbiorę świadectwo pracy, pożegnam się i nie jeden raz tam pewnie się pojawię. Moje odejście nie oznacza bowiem, że zrywam kontakt. Zawsze wierzyłem i nadal wierzę we współpracę, a ta z założenia miała być kontynuowana. Mimo tego jest to koniec pewnego rozdziału mojego życia. Zaczyna się nowy, jaki on się okaże, to dopiero się przekonam…

Miesiąc i „Stażyści”

Posted on Updated on

Tak, minął miesiąc od poprzedniego wpisu, a ja co każdy zryw mówię, zupełnie szczerze, że minimum jeden wpis w tygodniu to minimum i tak już będzie. Jak jest, wiadomo, a ostatni miesiąc to jeden z najbardziej zapracowanych w moim życiu miesięcy. Przemęczenie niejako dodane jako długopis reklamowy. Ostatnie miesiące mojej pracy na uczelni. Z jednej strony radość ze zmian, z drugiej jednak kilkunastoletni okres pewnego rozwoju zawodowego zmierza ku końcowi. Emocjonalny remis z nieco zamazanym obrazem klinicznym. To jednak temat na osobny wpis… Ogromne przemęczenie i rozregulowane istnienie w dobie ludzkiego życia. Nie tak, nie wtedy kiedy trzeba itd. Czy narzekam?!? Sam się zastanawiam. Sytuacja jest taka, że nie jadę w góry, ja nie jadę w góry… nigdy tak się nie zdarzyło…

W minioną niedzielę rodzinnie obejrzeliśmy w kinie film „Stażyści” („The Intership”), znaczy komedię. Pół godziny reklam przed filmem zasadniczym faktycznie dokonywało niemalże masowej eksterminacji moich komórek w mózgu. Pytałem się niemo i retorycznie kto wymyśla takie reklamy… czyżby widmo budżetu?!? Pomijam zwiastuny filmów, one przy najmniej są na poziomie.

The-Intership

Niejednokrotnie dowcip jest płytki, beznadziejny, ale ten film ma swoją wartość i to nie byle jaką. Wobec dzisiejszego masowego pędu młodych ludzi do posiadania dokumentu potwierdzającego, zdewaluowany już znaczeniowo, fakt ukończenia uczelni wyższej ten film niejako niebezpośrednio, ale jednak, wynosi na piedestał pracę zespołową, zaangażowanie, współpracę, umiejętności, przyjaźń. Ja w tym filmie zobaczyłem także swoiste potwierdzenie, że kluczem byli, są i będą porządni ludzie wywiązujący się ze swoich obowiązków z rzetelnością. Ważne jet to, że każdy może mieć swoje miejsce, także ten, kto nie jest mistrzem obycia społecznego. Może to utonąć w wielu informacji, lecz we współczesnych czasach na świat przychodzi coraz więcej dzieci mających problemy ze społecznym funkcjonowaniem (przedszkole, szkoła, praca, najbliższi rówieśnicy.

Wiedza nie zawsze idzie w parze z umiejętnościami, a to one właśnie dziś są najważniejsze. Film, komedia, momentami także śmieszna jest jednak, dla mnie, filmem pozytywnym, wartym obejrzenia, a nawet polecam go swoim studentom. Może czuję pewien związek z głównymi bohaterami… wiek, hmmm,… czas leci

Noc Robotów

Posted on

W tym roku razem z synem pojechaliśmy na Noc Robotów. Czy było warto? Oczywiście, że było warto. Dlaczego? Patrzę na to z trzech punktów siedzenia. Po pierwsze ja lubię roboty, zawsze lubiłem, a ich świat choć nie zdominował mojego ani życia zawodowego, ani hobby, to właśnie w ramach tego drugiego w nim się odnajduję. Po drugie mój syn też je lubi. Bliżej naszej dwójce do świata droidów z Gwiezdnych Wojen, a nasza społeczna aktywności m.in. polega na pomocy w S.W.A.T. czyli Star Wars Artistic Team. Po trzecie tego typu akcje pozwalają na zobaczenie nowoczesnych technologii, ogólnie rzecz ujmując, zwykłym ludziom, którzy na co dzień nie mają bezpośredniej styczności z robotami i nie mają okazji zobaczyć kulis nowoczesności. Być może na niektórych takie akcje wpłyną na życiowe wybory. Może bardziej zafascynują się technologią i automatyzacją.

Na parkingu zobaczyłem jednego ze studentów, z którym miałem przyjemność współpracować na Politechnice Warszawskiej, na wydziale, na którym jeszcze pracuje. To miłe spotkać osoby, z którymi w sposób sympatyczny i ciekawy splotły się losy.

Wraz z synem mogliśmy oglądać roboty przemysłowe, bezzałogowe statki powietrzne, a także będące na wyposażeniu policyjnych pirotechników i inne. Niezwykle atrakcyjne były pokazy i warsztaty skierowane specjalnie do najmłodszych gości, dzieci. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Uważam to jedno z ważniejszych części Nocy Robotów. Za to należy się ogromny plus dla organizatorów (PIAP – Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów). Oczywiście Noc Robotów powstała dzięki PIAP oraz wielu innym jednostkom i organizacjom.

Wracając jednak do samej Nocy Robotów, za oczywiste należy uznać, że na dłużej zatrzymaliśmy się na stanowisku Star Wars Artistic Team gdzie nie tylko byliśmy gośćmi, lecz przede wszystkim wsparliśmy naszych przyjaciół. Działania nasze to nie tylko swoista zabawa w świecie Gwiezdnych Wojen, co dostarcza nam niesłychanej radości, lecz także praca na rzecz innych, szczególnie dzieci. Na stanowisku można było trenować moc rycerzy Jedi. Nie, nie ma w tym żadnego zakłamania. Wykorzystanie mikrokomputerów oraz czujników dla EEG pozwala konstruować zabawki wspierające ćwiczenie skupiania uwagi i kontroli. Jest to szczególnie ważne przy rehabilitacji osób dotkniętych ułomnościami bo efekt jest od razu widoczny, co daje z reguły niesamowitą radość i uśmiech. Także i tej Nocy Robotów goście mogli się spróbować aż na trzech różnego rodzaju zabawkach. Cieszyły się one niesamowitym zainteresowaniem, być może największym. Zdjęcia przy R2D2, czy wraz ze szturmowcem imperium również przyciągały tłumy zainteresowanych.

Co ważne, co mnie radowało to możliwość obserwowania polskiej myśli technicznej. To naprawdę raduje serducho. Możemy i czasem szkoda, że to gdzieś się rozwadnia. To chyba kolejny powód dla jakiego tam poszedłem to właśnie dlatego, że Noc Robotów jest organizowana przez PIAP, polską jednostkę naukowo-badawczą. Oczywiście było tam wiele produktów zagranicznych, lecz jednak, lecz mimo wszystko…

Następną Noc Robotów, również zamierzam z nimi spędzić… razem z synem.

 

Wir wydarzeń

Posted on

Czasem zdarza się tak, że czy się chce, czy też nie ale staje człowiek przed koniecznością pozyskania dodatkowych środków finansowych. W tej sferze przezywam od roku swoiste turbulencje ilościowe. Leczenie kosztuje, może nie tyle ile inne kuracje na świecie, ale jednak jest odczuwalne. Zwolnienie tempa życia, skupienie się na doprowadzeniu samego siebie do jakiegoś porządku zdrowotnego wiąże się u mnie z wyjściem z nurtu dorabiania do rodzinnej kasy. No cóż, najpierw zdrowie, a nie powiem spowolnienie, czas na małe rzeczy to czas wspaniały.

Jednak tym razem wyboru nie miałem, a czułem się jak, patrzący na wir tornada, z pozycji bliskiej, a jednocześnie niezagrożonej. Patrzyłem sobie na ten wir świata, zarabiania, pędzenia do przodu, „wyścigu szczurów”. Musiałem choć z wierzchu zgarnąć nieco, fakt porządną pracą, lecz skutecznie. To jednak bardzo trudne, bo wir chwyta i chce zassać do środka, ponownie zniewolić. Mam nadzieję, że uda mi się nie wpaść całym sobą do środka wiru.

Likwidacja szkoły

Posted on Updated on

Świat pędzi i wydaje się w tym akurat być kompletnie niezmiennym, aż tu nagle informacja. Najpierw plotka, pojedyncze zdania rzucane w przestrzeń społeczną, na tyle nie akcentowane, że niewzbudzające niepokoju. Dziś już wiem, ba nawet mam projekt uchwały Zarządu Dzielnicy Bielany, w której mieszkam. Z końcem bieżącego roku szkolnego ma być zamknięta Szkoła Podstawowa Nr 79 im. Zygmunta Sokołowskiego na warszawskich Bielanach. Wygląda na to, że mój syn szóstą klasę przeżyje w innej szkole… samo to wzbudza mój niepokój.

Argumenty ekonomiczne wydają się być silnie uzasadnione i trudno powiedzieć, że taki projekt nie ma sensu, ale… to nieszczęsne dla jednych, a zbawienne dla innych ale… czy w przypadku szkół rachunek ekonomiczny jest kluczowy? Nawet jeżeli jest wystarczająco zasadny to czy szkołę należy zamykać od tak, jednym cięciem. Mówię sobie, że wszystko ma swój początek i koniec, szkoły powstają i kończą swoją działalność, to naturalny ciąg wydarzeń. Szkoda wieloletniej historii tej szkoły, o budynku co najmniej klimatycznym, posiadającym swój urok. Spadzisty dach, charakterystyczna architektura. Atmosfera szkoły nie jest bez znaczenia. Szkoła nie jest duża, oddziałów czyli klas mało i mało licznych (np. 17 uczniów). Można poczuc się wręcz rodzinnie. Nie ma patologii, używek.  Nagle ci uczniowie mają być przeniesieni, niby całymi klasami, ale jednak do inne szkoły odległej o dużo więcej kilometrów niż teraz, co oznacza znacznie wydłużony dojazd i powrót. To będzie dla nich inne i nowe środowisko. Czy się zaaklimatyzują, przystosują, także do liczniejszych klas, gdzie automatycznie spada jakość oddziaływania na pojedynczego ucznia. Dziś na piechotę idę z synem 10 minut i wyprzedzamy samochody, autobus stojące w korku już u nas. Trzeba tu dodać, że mieszkamy na obrzeżach Warszawy, graniczymy z Puszczą Kampinoską, charakter naszego siedliska jest, dla mnie urokliwie, wiejski a nie miejski. Wszędzie mamy daleko, a nie blisko. Sam budynek szkoły potrzebuje doinwestowania, ale czy należy uznawać go za niezdatnego? Położenie ma też inne konsekwencje – 60% uczniów pochodzi z sąsiedniej gminy Izabelin (my – Dzielnica Bielany) i tu też są niejasności między dwoma jednostkami samorządowymi. Stanowi to niebagatelny czynnik w sprawie. Jednak wyraźnie wydaje się, że nie chodzi o dobro dzieci, lecz o konkretne finansowe cele poszczególnych samorządów – wybieranych w wyborach przez Nas. Super – jakoś to chyba nie powinno mnie dziwić w moim kochanym kraju. Bez sarkazmu, Polska jest moim domem i takim na zawsze pozostanie.

Jednak jeszcze co innego mnie w tej sprawie męczy – to, że Władze Samorządowe dokładnie wydają się unikać jakichkolwiek społecznych konsultacji. Niby wiadomo co powiemy, ale teraz jako społeczność czujemy się zmarginalizowana i nie brana pod uwagę. Za przeproszeniem samorząd to nie firma to służba prospołeczna. Tempo podjętych działań zadziwia mnie. Tak szybko, bez rzetelnych konsultacji, ba wydaje się wręcz, że w ogóle bez analizy potencjalnych możliwości minimalizowania deficytu budżetowego szkoły. W końcu ucierpieć mogą dzieci – już zaczynają to przeżywać, bo informacje tak czy siak się do nich przedostają.

Nie będę dziękować temu kto wpadł na pomysł by zlikwidować gminy a na ich miejsce powołać dzielnice. Wydarzenia w tej sprawie naszej szkoły jedynie potwierdzają brak etosu porządnej pracy i odpowiedzialności za swoje słowa, czyny, obowiązki. W takich uwarunkowaniach Polska nigdy nie będzie silna, nigdy…

Społeczności się nie liczą, natomiast „gry wojenne” na szczeblach, władza – to jest coś, takie coś o co warto „niszczyć”. Oszczędności przez cięcia rzadko kiedy okazują się korzystne długoterminowo, ale potem trudno też coś naprawić. Zamiast pracować nad rozwiązaniami mogącymi minimalizować deficyty budżetowy szkoły, a nawet jeżeli ktoś to zrobił to ponownie bez jakichkolwiek konsultacji społecznych, to przyjmuje się za właściwe rozwiązanie najprostsze… lecz prostsze jedynie z pozoru…

Moje zawodowe odnośniki

Posted on

Oczywiście chodzi mi o odnośniki do zasobów mojej własnej pamięci. Rzecz nie tyle w jakości czy odczuwaniu tych już zapamiętanych zdarzeń, postaw i opinii lecz w pojmowaniu rzeczywistości. Po woli, bez nadmiernego pośpiechu zaczynam pod kątem zawodowym zajmować się czymś co mi bardziej pasuje niż to co do tej pory robiłem. Jednak pasuje mi bardziej teraz, czy byłoby ba bardziej kilka lat temu. Otóż nie, bo wówczas lubiłem to co robiłem do tej pory.

Praca, sprawy służbowe, przygotowanie zawodowe, ba nawet ze 2 lub 3 zawody, którymi mogę się chwalić mogą okazać się w rzeczywistości nie tymi co trzeba. Jak to się stało, że wędrowałem ścieżką rozwoju, która dziś może okazać się błędną. Pocieszam się faktem, że nigdy nie będzie błędna, może nienajlepsza, ale moje dotychczasowe doświadczenia wykorzystuję w ramach nowych działań… nie odrzucam tego co mimo wszystko jawi mi się gorsze,… hmmm… inne, to lepsze określenie. Nie mogę zawrócić czasu, cofnąć i zmienić przeszłości. Mogę starać się kreować tu i teraz oraz planować na przyszłość… aż tyle…