Komentarz codzienny

Mr. Spock

Posted on

Stare czasy, które wydają się tak bardzo odległe. Bohaterowie z minionych dni. Aktor Leonard Nimoy jako Mr. Spock w serialu i filmach pełnometrażowych „Star Trek” tworzył dla mnie charakterologicznie jedną z najciekawszych postaci. Był dla mnie onegdaj pozytywnym bohaterem, z tą swoją nieodzowną logiką. Być może odegrał tym swoją role w moim życiu.

Logika i zdrowy rozsądek są dla mnie niesłychanie istotne. Może za bardzo, może tylko czasem, a może… Nie ma to tu i teraz znaczenia.

To znak czasu. Kolejna śmierć kogoś, kto jako nie on był dla mnie ciekawy i ważny, kiedyś tam. Czas, upływa nieubłaganie, czasem się wlecze niemiłosiernie, czasem wydaje się pędzić…

Współpasażerowie

Posted on

Komunikacja publiczna zbliża ludzi, choć przeważnie trzymamy się silnie tego, iż wokół siebie roztaczamy swoją strefę wpływów, choćby milimetrową ale jednak, a wtargnięcie do której traktujemy niemal jak wypowiedzenie wojny. Niedawno miałem okazję, bo przyjemnością bym tego nie nazwał. Wykończony siedzeniem nad pewnym projektem po nocy z lubością dorwałem miejsce i niemal natychmiast zapadłem w drzemkę. Jadę prawie z jednego krańca na drugi metrem. Względnie ustawiam się w miejscu takim by nie stać przy drzwiach. Mniejsza jakby z tym.

Rano w pobliżu mnie zadekowało się 2 mężczyzn, którzy na oko 18 lat mieli już istotnie za sobą, ale byli młodsi raczej ode mnie. Jeden z nich z oddali wyglądał na fana rapu albo techno, nie rozróżniam perfekcyjnie, więc mogłem się pomylić. To jednak był rap, gdyż cały wagon słuchał puszczanych kawałków. Były one tłem dla nieco donośnego głosu delikwenta, który opowiadał drugiemu swoje podboje nad innym przedstawicielami ludzi. Włączał w to bogatą mimikę, choreografię pomimo porannego szczytu w metrze. Prezentowane zasób słów, jak łatwo się domyślić niezwykle ubogi dopełniał całości. Byłem w rozterce, bo nie wiedziałem czy zainterweniować, czy jednak warto się narażać dla innych. Czy w ogóle można wygenerować jakikolwiek przekaz zrozumiały dla adresata wypowiedzi? Jasne, że warto ale Ci inni w większości zastosowali odcięcie się podłączając się do własnego świata muzyki przez słuchawki ze smartfonów. Odpuściłem sobie i tak popadając w przerywaną drzemkę dałem radę do końca przebywania we wspólnej przestrzeni. Wysiedli stację przed moją.

Zaszyłem się w pokoju, zweryfikowałem nieco przygotowanie do wykładu i pomny swojego stanu postanowiłem się zdrzemnąć. Niestety dzielna ekipa hydrauliczno-budowlana podjęła o 7:30 wyzwanie kucia otworu poprzez ścianę w szachcie do jednej łazienek. Tak zmotywowany ruszyłem do pracowni by coś zrobić jeszcze przed wykładem.

Tego samego dnia wieczorny powrót do domu również okazał się szansą do obcowania, tym razem, z 4 indywiduami. W odróżnieniu od porannych Ci wieczorni, każdy z osobna, prezentował się wstępnie jako „gość z którym można spróbować ustalić fakty bez sięgania po noże”. Tym razem głośność całej czwórki była większa, zasób słów nieco większy, ba a nawet były próby udawania mówienia po angielsku, niemiecku i rosyjsku. Wręcz poligloci. Właśnie w przypadku tej grupy dało się zauważyć jakże ciekawą kwestię. Odniosłem wrażenie, że każdy z osobna był w porządku, sprawiał wrażenie osoby odpowiedzialnej, kulturalnej. Jednak to co zaprezentowali w wagonie wulgaryzmy, picie alkoholu, poziom rozmowy, stosunek do klobiet – jednym słowem „żenua”, dramat kulturowy. Nietrudno było się zorientować, że chłopaki jadą po towar do wciągania. Znaczy postanowili osiągnąć wyższy stopień mentackiego stanu świadomości. Jednak w porównaniu do nich mentaci odgrywali znaczącą rolę. Ponieważ stan co poniektórych wskazywał już na poluzowanie hamulca ręcznego własnego sumienia i tym razem postanowiłem nic nie robić. Może powinienem, ale czy jakby chłopcy postanowili inaczej porozmawiać czy mógłbym oczekiwać wspracia od innych współpasażerów? To pytanie retoryczne. Tym razem ja wyszedłem wcześniej od tej ekipy.

Kolejny dzień, rano, mój stan świadomości zbliżony do tego sprzed doby, a nawet pogłębiony, powolne reakcje myślowe, ale wykład względnie w głowie ułożony. Wsiadam do wagonu metra i ustalam swoja pozycję przy końcu wagonu, tak by nikomu nie wadzić, bo przecież wychodzę za wiele stacji. W pewnym momencie Pani siedząca za moimi plecami rozpoczęła konwersację przez komórkę. Skończyła stację przede mną. Ja staram się nie rozmawiać przez telefon zbyt długo, jakoś ani chcę by inni słuchali co u mnie lub tak u kogoś, ani chcę przeszkadzać komuś. Głos Pani był, przy najmniej, dla mnie idealnie wpadający mi w uszy, lekko irytujący i naprawdę co mnie obchodzi półtoragodzinne męczenie się nad w czym wyjść, a i sam dialog przypominał mi pewien skecz kabaretowy. Moje wymowne spojrzenie na Panią nie odniosło żadnego efektu. Znów dałem radę.

Trochę mam za złe samemu sobie, że choćby nie zwróciłem spokojnie uwagi. Może doświadczenie sprzed kilku tygodni kiedy najpierw spokojnie zwróciłem uwagę trójce młodych ludzi, w tym jednemu chłopakowi, że siedzą niemalże rozwaleni na siedziskach w autobusie, a Pani z zakupami musi stać. Dziewczyny stwierdziły, że nie słyszą, być może w ogóle nie kumają po polsku. Chłopak wygenerował opór. Sama Pani, którą znam i wiedziałem, że jedzie dalej, tam gdzie ja, będzie tak stała jakieś 15-20 minut. Chłopak próbował być szarmancki i ustąpić miejsca kolejnemu dziatkowi, znaczy przesunąć się na miejscu typu 1,5 siedziska by ktoś usiadł, samemu jednocześnie zajmując 3/4 siedziska. Taki mały gbur, cham, tak wychowany, że ma prawo. Generalnie siedział aż wysiadł ale nie generował w paśmie słyszalnym komunikatów werbalnych pod moim adresem. W każdym bądź razie zirytowała mnie sama Pani, która powiedziała, że nie musi siedzieć, więc niejako w sposób najgorszy wsparła moje działanie. gdyby choć zaznaczyła, że choć postoi to jednak ja mam rację. Tak to jest…

Benedykt XVI abdykuje

Posted on Updated on

Faktem jest, że decyzja Jego Świątobliwości stanowi zaskoczenie dla wielu obserwatorów naszego ziemskiego świata. Jednak to zaledwie jedno z wielu decyzji jakie wielu podejmuje każdego dnia. Chciałoby się rzec, że świat upadł, lecz bynajmniej nie z powodu decyzji abdykującego już Papieża. Przepraszam czytelników, lecz mam już somatyczny objaw na widok tematu związanego z kościołem na tak zwanych portalach informacyjnych, szczególnie tych największych, po prostu robi mi się nie dobrze, a za prawdy nie jestem ułomek. Jutro zaś gazety zapłoną od spekulacji, domysłów, podejrzeń, wizji, objawień, cytowań przepowiedni i Bóg jeden raczy wiedzieć czym jeszcze, a i oczywiście teorii spiskowych. Internet już huczy, a jakże i to jak odważnymi wpisami ludzi ukrywających się za nicka’ami. Chyba czas stanąć we własnej obronie jako wierzącego. Ilość, bo trudno to jeszcze uznawać za policzalne, a może bardziej obrazowo ilość metrów sześciennych pomyj wylewanych przy okazji na duchownych i cały Kościół Katolicki o czym innym może świadczyć. Jakże odważni są ci komentatorzy bez jakiejkolwiek elementarnej kultury. Być może trzeba samemu zarchiwizować co poniektóre wpisy i udać się do stosownej prokuratury.

Frustracja Tych pseudoredaktorów, odważnych ludzi, a w rzeczywistości zwykłych tchórzy, którzy nie publikują pod prawdziwym nazwiskiem i imieniem jest jedynie dowodem na upadek wartości społecznego koegzystowania. Nie lubię być obrażany, wyszydzany i nie będę powtarzał uzasadnień z wielu wcześniejszych moich wpisów. Wymagam kultury i rzetelności, nie zgadzam i nie akceptuję takiego chamstwa.

Kościół Katolicki nie był, nie jest i nie będzie święty jako organizacja, czy jak kto woli hierarchiczna instytucja. Tworzą ją ludzie, od których oczywiście należy się spodziewać więcej, oczekiwać więcej, wymagać więcej, znaczy jakościowo więcej. Jednak duchowni to tylko ludzie i znam nie mało księży i mam szczęście bo trudno mi pośród nich odszukać tych pozbawionych odpowiedzialności, czy tych, którzy powołania prawdziwe pomylili z zawodowym, no może nawet i nie pomylili. Popełniają błędy, tak jak i cały Kościół Katolicki. Trudno czasem nie odnieść wrażenia, że działania duchownych, czy polityki ogólna Kościoła Katolickiego jest co najmniej nie jasna, czy wręcz nie zrozumiała. W dzisiejszych czasach oczekujemy szybkich, uczciwych i sprawiedliwych rozpraw z przestępcami w sutannach, bo i tacy się zdarzają i to już w ramach samego KK. Pedofilia, jazda pod wpływem alkoholu, kradzieże, przywłaszczenia, czy już bardziej z innego obszaru brak kultury, czy wręcz zdrowego rozsądku, pycha, żądza władzy. Jednak kiedy widzę wpis typu „kościół=pedofilia” to co ja sobie mogę pomyśleć o autorze takiego wpisu. Nie chcę domniemywać jego braku wiedzy, braku samokrytyki, zaślepienia. Może i taki człowiek został skrzywdzony przez jakiegoś duchownego, ale nie usprawiedliwia to takiego jadu i nienawiści także i do mnie jako osoby wierzącej, członka Kościoła Katolickiego. Może i „harcerstwo=pedofilia”, a jak, nie żałujmy sobie, a może „szkoła=pedofilia”, a czemu by nie. Nie było i nie ma instruktorów harcerskich, czy nauczycieli, którzy są pedofilami?!? Czy w przypadku organizacji harcerskich i szkolnictwa nie ma sprawnych systemów eliminowania ludzi o takich zachowaniach?!? Ależ są, lecz nie znam żadnego systemu, który jest 100% sprawny i stąd co jakiś czas pojawiają się sprawy, a media mają pożywkę na jakiś czas. Inna kwestia działań podjętych wobec takich duchownych i tu sam uważam, że KK nie robił tego jak należy. Pamiętajmy jednak o pewnej zasadzie, którą jakże lubimy stosować sami wobec siebie – „domniemani niewinności”. Czasem oddzielenie pomówień o faktów jest wręcz niemożliwe.

Laicyzacja, polityczna poprawność doprowadzi do upadku Europę jaką znamy. Jakże trafne są słowa premiera Australii, który dał upust swoim przemyśleniom co do diaspory muzułmańskiej w jego kraju. Europa można rzec już porzuciła swoje fundamentalne wartości na rzecz konsumpcjonizmu i pseudowolności. Świat wywraca się do góry nogami. Akurat osobiście jestem za instytucją związków partnerskich, choć wyłącznie dla par homoseksualnych i to z automatyczną wspólnotą majątkową. Zasługują na to i nie można udawać, że nie. Jednocześnie jednak natura ssaków jednoznacznie wskazuje by się rozwijać, dawać nowe życie jedynie związek kobiety i mężczyzny może to zagwarantować. Choć jednocześnie myślę, że nie jedna para homoseksualna jest w stanie wychować dziecko lepiej niż nie jedna heteroseksualna, ale nie dajmy się zwariować. Wszystko ma swój porządek rzeczy. Jestem mężczyzną i zgodnie z naturą nie mogę zajść w ciążę. Mam ReA (Reaktywne zwane także Odczynowym Zapalenie Stawów) a więc pewnych rzeczy nie mogę już zrobić. Wszystko wokół nas, a także my sami nie tylko poprzez prawa, zasady, kodeksy, zwyczaje, kulturę kreujemy warunki brzegowe naszego funkcjonowania, ale także nasze ciała o tym stanowią. Kobieta nie może być mężczyzną i mężczyzna nie może być kobietą. Nie stoję przeciw transformacją płci. Perfekcyjna niedoskonałość Bożego planu, czy jak kto woli ewolucji także, jak wszystko stworzone na podobieństwo posiada tolerancję wykonania. Nowotwory u dzieci, choroby, odchylenia, a także jakże nie ułatwiające uwięzienie nie tej płci w danym ciele. To jednak aż i tylko kolejny czynnik budujący warunki brzegowe. Dlaczego tak wiele w tych tematach, no cóż są na szczycie zainteresowania i nie uniknąłbym oskarżeń o nietolerancję. Tolerancja oznacza akceptację, ale we własnym kraju nie życzę sobie minaretu i wzywania na modły zakłócając sąsiedzki mir. Cudzoziemcy, którzy nie asymilują się kulturowo są dla mnie jedynie gośćmi. Nie oczekuję, że odrzucą swoją wiarę, kulturę, ale nie mogą protestować przeciw Szopce Bożonarodzeniowej bo to jest część naszej europejskiej tradycji i wiary katolickiej. Małżeństwo będzie dla mnie wyłącznie i tylko wyłącznie sakramentalnym lub cywilnym związkiem kobiety i mężczyzny.

Jak do tego dorzuci się powszechny, wręcz już pandemiczny objaw braku rzetelności, jakiejkolwiek i gdziekolwiek to się cieszę, że nie mam telewizora, a i kłopoty z podłączeniem do internetu. Jestem szczęśliwszy, a i bogatszy o czas dla Rodziny. Czasopism, w tym tygodników, a już gazet nie kupuję, bo samo rzucenie okiem może przyprawić o zapalenie spojówki. Kiedy niemalże w każdej szpalcie byk nierzetelności. Uważam, że każdy przede wszystkim odpowiada za siebie, potem za Rodzinę, a potem za miejsce pracy…

Swoim studentom podkreślam zawsze, a i synowi wręcz obowiązkowo… powinniśmy być krytyczni do wszystkiego. Czy wierzymy w Boga, czy nie to kwestia naszego wyboru dzięki wolnej woli jaką mamy. Niestety dla wielu, kwestia rozwoju duchowego, w tym wiary nie jest sprawą prywatną. Osobisty kontakt z Bogiem to jedno, a w wymiarze społecznym to grupa i nie można udawać, że to grupowa turystyka indywidualna – taki żart z magazynu RELAX (jak ktoś z czytelników go jeszcze pamięta – z czasów mej/naszej młodości). Zgodnie z nauką mej wiary przyjmuję prawdy objawione, lecz w zwykłym życiu codziennym kieruję się zasadą krytycznego podejścia. Wolę zadać pytanie niż bezapelacyjnie coś przyjąć bez przekonania. Wiara jako coś duchowego, niematerialnego daje mi tę możliwość wiary bez zobaczenia, ale tylko ze względu jej charakter. Przeżyłem swoje… i wierzę.

Może ustępującemu Papieżowi należy pogratulować odwagi decyzji, a może po prostu przejść do porządku dziennego pomimo wagi wydarzenia, ma ono szczególne znaczenie dla mnie jako katolika. Jako katolik pomodlę się za trafny wybór kolejnego Papieża. Ktoś pod jednym wpisów w internecie poddał wątpliwości wybory w wyniku natchnienia Ducha Świętego… no cóż. Każda grupa cechuje się układami, kulturą funkcjonowania, polityką, ale jeżeli choć jedna osoba przyznałaby się, że podejmuje decyzje wyłącznie racjonalnie to nazwałbym ją kłamcą. Obiektywizm, racjonalizm to idee, a nie stan faktyczny. Wszystko co robimy robimy subiektywnie, mniej lub bardziej, a ile w tym wszystkim naszej podświadomości…

Proszę piewców nienawiści i rzeczową dyskusję, a nie obrażanie. „Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe”, jakże to trafne, czyż nie?!? Wszystkim zaś życzę spokoju ducha, rozwagi serca, zdrowego i oświeconego umysłu przed decyzjami w życiu.

W kolejce

Posted on

image

Po pieczywo. Miało być sprawnie i szybko, a tu kolejka z zawijasem :-). Pamiętam kolejki jako dziecko z lat osiemdziesiątych. Pamiętam jak stałem po „Trybunę Ludu” z listą startową kolarzy Wyścigu Pokoju. Pamiętam jak po kiszoną kapustę chodziło się że słoikiem. Chyba się starzeję 😉 Może dlatego stoję spokojnie, bez nerwów z pewną nostalgią za powolnoscią życia sprzed lat.

Nacjonalizm i…

Posted on Updated on

Co co oznacza bycie nacjonalistą polskim. Dla mnie robienie wszystkiego co powoduje, że Polska jest silna gospodarczo, ludziom żyje się dobrze, przede wszystkim godnie, mamy przyszłość oraz, że Polska jest liczącym się graczem geopolitycznym, bo z takim położeniem nie wykorzystanie tego faktu jest tragedią pokoleń. Silny gracz to nie tylko gospodarka, ale także strategiczna kontrola tranzytu towarów, skuteczny wywiad, nowoczesna armia. W byciu nacjonalistą nie ma dla mnie braku akceptacji dla mniejszości narodowych, imigrantów. Oni stanowią ważny fragment rozwoju mojego kraju.

ALE… Jednocześnie uważam, że wszelacy imigranci są gośćmi w moim kraju. Jest dla mnie obojętne czy wokół mnie mieszkają wyznawcy judaizmu, islamiści dopóki panuje wzajemne poszanowanie. Niestety prędzej czy później następuje trudny do wyraźnego określenia problem braku asymilacji z wartościami, warunkami i zwyczajami kraju, w którym imigranci mieszkają. Widziałem co się dzieje w Finlandii, gdzie trudno mówić o wystarczającym wejściu imigrantów w dany świat wartości i zasad. Co dzieje się w Niemczech, gdzie chyba już 1/5 obywateli nie jest narodowości niemieckiej. Francja również boryka się z historią imigracji. Różnorodność zwyczajów, tradycji, kultury, języka jest wspierającymi się nawzajem motorami rozwoju, nowych pomysłów i idei ale może być także zapalnikiem konfliktów, których zażegnanie jest z reguły bardzo trudne.

Napaści na osoby innej narodowości, czy koloru skóry to coś co nie mieści mi się w głowie, jest dla nie pojęte, ale nie niezrozumiałe. Spróbujmy jako katolicy wybudować kościół w krajach arabskich. Będąc tam wręcz musimy przyjąć określone zasady i nie ma wyboru. Natomiast osoby z arabskiego kręgu kulturowego mogą w Europie odwoływać Boże Narodzenie, budować meczety w imię błędnie postrzeganej poprawności politycznej. Równość nie oznacza prawa do zmiany kulturowego wizerunku Europy, jej zasad i wartości podług własnych. Otwartość nie jest ograniczona, a przyniesione tradycje i zwyczaje nie mogą być wbrew prawu danego państwa. Tak ja jestem gościem tam, tak Oni są gośćmi tu. Przekonany jestem, że emigracja nie rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie umniejsza, rozciąga go w czasie, osłabia, ale nie znosi, lecz wprowadza na inny poziom. Nie dziwię się przybyszom, że kultywują własne tradycje, zwyczaje bo niby dlaczego mieliby je odrzucić. Nigdy w życiu. Przecież chodzi o własną tożsamość. Jednocześnie jednak poprzez takie skądinąd normalne kwestie nie można dokonywać zmian w kraju do którego się przybyło. Konsekwencją są nowe uwarunkowania, które podjęto w zasadzie świadomie. Przecież kiedy przybywam do kraju, nie mojego, przyjmuję tam panujące uwarunkowania. Nie muszę ich akceptować, utożsamiać się z nimi, ale jestem tam gdzie jestem. Jedynie USA jawią się jako kraj, którego powstanie wiąże się z przybyszami, imigrantami i jako jedyny kraj umożliwia takie wielonarodowościowe koegzystowanie i jednocześnie USA mają swoje mroczne cienie tego aspektu.

Właśnie konsekwencja – słowo o znaczeniu tak rugowanym z potocznego życia, a jakże jednocześnie wszechobecne. Każde nasze słowo, czyny wpływają na słowa i czyny innych, mniej lub bardziej, pomijalnie lub znacząco. Dlaczego zatem tak unika się konsekwencji. Zapewne po tym wpisie ktoś przypnie mi łatkę ograniczonego ksenofoba, ale czyż nie mam racji podnosząc jedynie pewne kwestie, które przyznajmy uczciwie nie są bezpodstawne. Dobrze rozmawia mi się ze studentami z  Sudanu, Kenii, Hiszpani, Niemiec, Ukrainy czy Iranu. Zupełnie normalni ludzie z normalnymi problemami, wątpliwościami, przemyśleniami, nadziejami, planami, marzeniami.

Europa się chwieje poprzez generalny sukcesywny i postępujący upadek wartości. Nie chodzi tu tylko bynajmniej o wiarę katolicką, która oczywiście w wyniku kształtowania się tożsamości narodowych w wiekach wczesnych, średnich tak naprawdę ulepiła nasz ryt moralny i kulturowy. Zarzuca się odchodzącym od wiary, że nie są w stanie kreować moralnych zasad i jest w tym wiele prawdy, ale na poziomie uogólnionym. Mam wielu znajomych, którzy wybrali ścieżkę poza wiarą i są to osoby mądre, światłe o wysokiej kulturze. Ja wierzę, jestem katolikiem, wyznaję konkretne wartości i jako sceptyczny naukowiec uważam, że zdroworozsądkowy katolicyzm, zgodny z naukami kościoła to wspaniała ścieżka życia. Nie wyklucza to innych, lecz upadek wartości statystycznie wiąże się ściśle z laicyzacją Europy Zachodniej. Po drugiej stronie nie mamy bynajmniej fanatyków katolickich przeinaczających własną wiarę, lecz wyznawców przede wszystkim islamu, których reprezentacja jest coraz większa i wyraźnie, na poziomie ogólnym, wyróżniająca się i nie asymilująca się z zasadami, wartościami i uwarunkowaniami europejskimi.

Żadna religia monoteistyczna nie wzywa do walki z wyznawcami innej wiary, co nie zabiera prawa do obrony własnych wartości. To ludzie to przeinaczają. We wszystkich zmianach światopoglądowych przebija się powoli chaos wyborów i braku tolerancji. Tolerancji, która nie oznacza wzajemnej akceptacji ale takiej, w której pomimo różnic wyznaniowych, światopoglądowych można społecznie żyć z zachowaniem kulturowego i wartościowego fundamentu danego kraju. Chrześcijaństwo ukształtowało nas, nasze postrzeganie dobra i zła, czy tego chcemy, czy nie. Wiele osób dokonuje apostazji i odchodzi od kościoła katolickiego. Czy tym samym przestają być ludźmi kochającymi swój kraj? Jasne, że nie. To, że nie umieją, nie chcą zrobić tego jak przewiduje prawo kanoniczne to jest ich problem. Przybijanie na drzwi, żądania wykreślenia z ksiąg parafialnych to jedynie głośne wyrażanie własnych uczuć, ale według mnie mało uzasadnione, jedynie medialne. Bo jak któryś z parafian regularnie zapisuje to co zapisuje, np. chrzty to z takiej ewidencji nie da się wykreślić. Bycie kronikarzem każdy ma prawo. O tym czy jest się katolikiem, wyznawcą islamu, czy judaizmu, czy ateistą, może agnostykiem świadczą nie papierki lecz własne słowa i czyny, które w wymiarze społecznym nadal podlegają określonym zasadom i prawom. Należy być kulturalnym, porządnym, uczciwym, pracowitym, pomocnym,…

Jesteśmy świadkami coraz częstszych aktów radykalizmu w różnym wydaniu, od politycznego, przez socjo-społeczny, po religijny. Żaden z takich objawów nie wspiera mojego kraju w czymkolwiek, ale nie można tego lekceważyć. Nie można na to pozwalać, ale należy także słuchać bo radykalizm to oznaka, sygnał, informacja, że coś złego się dzieje, a nic nie dzieje się bez powodu i nie wszystkie powody radykalizmu są złe, a niektóre są zapewne bardzo zasadne.

Bez telewizora… to coś więcej…

Posted on Updated on

Nie chodzi tu bynajmniej o przejście na telewizję cyfrową bo mój leciwy telewizor CRT SONY z 1997 roku 😉 postanowił samodzielnie, sukcesywnie zaprzestawać odbierania sygnału analogowego dla poszczególnych stacji. Została mi jeszcze tylko TVP1. Czyżby tylko w ramach misji tejże publicznej stacji telewizyjnej, a może i nie bo obraz z każdym dniem zdecydowanie się pogarsza. Podchodząc do tego humorystycznie dla mnie i syna to dramat tego roku. Mamy poważne trudności by obejrzeć kolejne odcinki „Pingwinów z Madagaskaru” i podejrzewam, że Kowalski nie jest nam w stanie pomóc. Dodatkowo nieco młodszy telewizor po sąsiedzku w rodzinie padł kompletnie odcinając oglądających zarówno od fonii jak i wizji. Dramat w pełnym wymiarze.

Inwestowanie w naprawę to nieekonomiczna droga rozwiązania problemu bo i to już nie jest takie łatwe w przypadkach obu tych zabytków myśli technicznej z XX wieku, a i tuner i tak trzeba by było dokupić. Zatem pomysł jest taki, że trzeba kupić nowe, ale tu z kolei jest problem bo potrzeba tu uzgodnień międzyresortowych, debaty parlamentarnej w domowym sejmie, a może nawet rozwiązań siłowych w tłumieniu zamieszek odciętych od filmów. Podkreślę tu znaczenie słowa film. Będąc odciętym od publicystyki, ba wszelakich wiadomości czuję się niejako szczęśliwszy. Lektura internetowych wiadomości ze świadomym nie oglądaniem videokomentarzy ewidentnie wpływa na moją kondycję psychiczną. Będąc optymistą, który nawet na narzekania pesymisty, że gorzej być już nie może powie, że może, może, bo optymistą trzeba się starać być zawsze obecną sytuację w moim kochanym kraju, w mojej, w naszej Polsce trudno określić już inaczej niż bliską intelektualnego i moralnego dna. Normalnie komedia byłaby niezła, lecz że to rzeczywistość to jakoś mało mi do śmiechu.

Jedni wysadzają drugich, wojujący ateiści „tłuką się”, na szczęście tylko słownie z „wojującymi wierzącymi”, odpowiedzialność za własne słowa i czyny staje się niczym więcej jak ideą, marzeniem, wręcz szlamem kanalizacyjnego potoku informacji, efektów pracy rządowych agend, partii politycznych. W tym wszystkim ja zwykły szary obywatel, wychowany tak, że kłaniać się w pas przed woźną w szkole należy bezapelacyjnie, a dzień dobry stójkowemu też trzeba powiedzieć, bo to pozytywny fanatyk pracujący w firmie nie stwarzającej normalnych warunków do pracy. Żadna praca nie hańbi, każda jest potrzebna. Muszę każdego dnia brodzić po kolana w szlamie niekompetencji, braku logiki i to w imię zgodności z prawem.

Cieszę się, że telewizor mi pada, a z wiadomości najważniejsza to prognoza pogody, a i tę mogę sobie w internecie znaleźć. Jakże jednak cudowne jest obejrzenie dobrego filmu…

A podobno Polacy to…

Posted on

Ile to człowiek się nasłucha o kulturze Polaków na obczyźnie. Fakt, nie tak znów mało zachowuje się tak by jednak tak negatywną opinię potwierdzać. Kiedyś płynąłem promem, a że do kraju za wodami Bałtyku to sobie słuchałem co też ludzie sobie tam gadają. Od razu rozpoznawałem ziomków, ano po wulgaryzmach. Wiadomo, że przekleństwa lecą wszerz i wzdłuż całego globu, ale jakże na tle innych pogawędek wypadli krajanie ze swoim ograniczonym słownictwem. To było przykre, bardzo przykre. Natomiast nie o tym dziś chciałem…

Stoję sobie grzecznie do kasy w sklepie zoologicznym, trzymając w łapkach saszetki i chrupki dla moich futer. Moją uwagę zwrócił pewien chłopiec. Francuzki wydał mnie się ten język. Patrzę sobie jak ów chłopiec z jedną, słownie jedną sztukę, chruoki minikoście przysmaku dla psów biegnie do mamy. Przy mamie możej ojciec, może nie, ale z wyglądu mężczyzna. Po chwili chłopiec odwraca się i na oczach swych rodziców, opiekunów, rzuca tą kostką w półki. Następnie cała rodzinka odchodzi.

Generalnie mnie zamurowało…

Podobnie jak w 1999 byłem w wiedniu i widziałem jeden z tamtejszych dworców kolejowych. Podobnów wówczas Warszawa Centralna to smród, bród i ubóstwo, ale stan czystości w Wiedniu podniósł mnie na duchu.

Pomimo kulturanie ułomnych, mamy czym się chwalić, mamy swoją wartość.