Miesiąc: Marzec 2015

Kotka Szarotka już za tęczowym mostem

Posted on

Kotka Szarotka
Kotka Szarotka

19 lat z nami, w naszym domu, od niemal początku. Kalendarzowo tyle lat ile nasze małżeństwo trwa, ale jej już nie ma. Już od jakiegoś czasu nie słyszała, a wzrok zapewne już też nie dopisywał. Powiadałem, iż nie dowęszy tak dobrze jak kiedyś, czego skutkiem były mylenie człowieków. Sztywność stawów, zwyrodnienia ale jak to kotka trzymała się dzielnie do ostatniego czasu.

Coś było nie tak, ale nie było też i jednoznacznych objawów, a kiedy te się pokazały było w zasadzie za późno. Zapelenie płuc u 19-letniej kotki to w zasadzie wyrok. Próbowaliśmy My człowieki, ona chyba podjęła decyzję za nim my się oswoili, że to już koniec. Nie jadła, leżała, bezdechy, płyn w płucach. Nie mruczała, co miała w zwyczaju kiedy brałem ja na ręce. Nie współpracowała, nie chciała jeść, tylko piła, nie wstawała i przez ten płyn w płucach i trudności w oddychaniu nie zmrużyła ani na chwilę oczu. Kiedy podjęliśmy ostatnią próbę, zainicjowaliśmy dla niej ostatnią szansę zamiast poprawy nastąpiło skokowe pogorszenie. Ona chyba wcześniej od nas podjęła swoją kocią decyzję. Usnęła i ma swoje miejsce i takie takie i takie w naszej pamięci. Byłem z nią do końca. Smutno się robi kiedy tak o tym pisze, łzy gdzieś tam się gromadzą. Jestem silnie przywiązany do tych futerek naszych. Naszych? One należą do nas, a my według ich do ich stada.

19 lat to tak jakby była zawsze. Nie ważne było, czy wyjeżdżałem na obóz harcerski, wypad w góry, do pracy, czy w delegacje, ona czekała przy furtce w dniu, w godzinie mojego powrotu. Wychowała się niemal dosłownie na mnie. Była przez te wszystkie lata z nami do przedwczoraj.

Jakże nam miłośnikom zwierząt, tym do których futerka się jeszcze garną personifikować je, przypisywać im nasze ludzkie cechy. Trudno, smutno, brakuje Szarotki. Co było minęło, zmianie nie ulegnie, teraz jej już nie ma. Ta nadzieja, ta myśl, że i futerka mają jakieś życie po życiu. Ciekawie się złożyło, że kiedy zmarł mój Ojciec, kilka miesięcy po tym, odeszła kotka, która jako jedyna lgnęła do mojego Ojca. Szarotkę bardzo lubiła moja Mama, która zmarła w dniu św. Teresy, a na drugie miała właśnie Teresa. Szarotkę uśpiliśmy, co nie daje mi spokoju, w dniu św. Patryka opiekuna zwierząt, ale przejęty nie wiedziałem o tym.

Oby każde futro mogło odejść w godności.

Mr. Spock

Posted on

Stare czasy, które wydają się tak bardzo odległe. Bohaterowie z minionych dni. Aktor Leonard Nimoy jako Mr. Spock w serialu i filmach pełnometrażowych „Star Trek” tworzył dla mnie charakterologicznie jedną z najciekawszych postaci. Był dla mnie onegdaj pozytywnym bohaterem, z tą swoją nieodzowną logiką. Być może odegrał tym swoją role w moim życiu.

Logika i zdrowy rozsądek są dla mnie niesłychanie istotne. Może za bardzo, może tylko czasem, a może… Nie ma to tu i teraz znaczenia.

To znak czasu. Kolejna śmierć kogoś, kto jako nie on był dla mnie ciekawy i ważny, kiedyś tam. Czas, upływa nieubłaganie, czasem się wlecze niemiłosiernie, czasem wydaje się pędzić…

Droga Krzyżowa subiektywnie, stacja II

Posted on

Stacja II, Jezus bierze Krzyż.
Stacja II, Jezus bierze Krzyż.

Jezus bierze Krzyż. Poprzednio napisałem jak sam poczułem ten mój własny krzyż. Dźwigam go codziennie. Jestem wdzięczny, że czasem go nie czuję, a innym razem, że ciąży. Jest dla mnie świadectwem, przypomnieniem.

To początek wykonania wyroku na Jezusie Chrystusie. Nie możemy dostrzec, dziś to niemożliwe, onegdaj w tamtym czasie również. Przyjmując, iż ów krzyż, który zaczyna dźwigać Chrystus waży tyle ile zebrane w nim przewinienia i grzechy ludzi, Chrystus musi być synem Bożym, gdyż nikt inny nie mógłby go udźwignąć. Ci co mu pomagają być może doznają tej swoistej łaski Bożej mocy. Tak sobie myślę, że bez wątpienia Bóg Ojciec mógł uratować swojego syna.

Tu kolejna istotna kwestia, posłuszeństwo. Możemy czasem narzekać, nawet krytykować, że przykładowo to kazanie, tego księdza, na mszy było jakże ostre, gorzkie jak piołun. Ci co przyszli mogli się zrazić do kościoła – czyż Bóg nie wybacza? Ależ tak, a jego miłość, miłosierdzie są nieskończone. Jednak nikt nie będzie zbawiony, nikt nie dostąpi życia wiecznego w niebie bez sądu jego czynów, jego słów, bez osądzenia kim był wobec innych na ziemi. To co czyni mi każdego dnia określa nas, czyni nas tymi kim jesteśmy. Mamy wolną wolę, możemy wybierać jakimi ścieżkami wędrujemy pośród meandrów codziennego ziemskiego życia.

Dziękuję Bogu, za wszelkie trudności w moim życiu, za niepowodzenia, za troski, za trudne chwile z dzieciństwa, za moje własne błędy. Przecież mógł mnie od nich uchronić, lecz czyż to nie najepsze możliwości by dowieść na początek samemu sobie, że można być dobrym, że można próbować. Może udowadniając to sobie przede wszystkim jednak dajemy świadectwo Jemu, że warto było odkupić nasze grzechy.

Ta stacja ma dla mnie, szczególnie w ostatnim czasie, ogromne znaczenie:

Każdy z nas winien swoje problemy i trudności nosić we własnym krzyżu, każdego dnia.

Nie można swoich trosk, problemów, trudności przerzucać na innych, obciążać ich, a samemu oczekiwać, iż oni rozwiążą je dla nas, bez nas. Bardzo dobrze, według mnie, wpisuje się tu bycie odpowiedzialnym „za innych” oraz „wobec innych”. Pierwsze podejście jest toksyczne, niszczące relacje, drugie budujące nową jakość. Wyjątkowo jedno bycie „odpowiedzialnym za” jest bardzo dobre – „za siebie samego”.

Uznając, iż Chrystus nigdy nie obciąży nas naszym własnym krzyżem, którego nie bylibyśmy w stanie unieść to kiedy wydaje nam się, a ja tak miałem, że jednak nie jesteśmy w stanie to oznacza, że nie znamy własnych możliwości, nie wierzymy w nie, deprecjonujemy własną wartość.

Uważam osobiście, iż dzięki temu, że dźwigam swój własny krzyż, powoli uczę się tego co mogę, doceniam swoją wartość – mogę wynieść swoje własne doświadczenie życia, dawać świadectwo innym. Nie przerzucę na nich swojego doświadczenia, ale mogę być odpowiedzialnym wobec nich – dzielic się sobą, swoimi uczuciami, pomóc gdy poproszą, gdy trzeba, czasem być przewodnikiem, zaufać, ale nie kontrolować, nie mówić co należy, bo każdy, choćby ze wsparciem najblizszych, czy przyjaciół ale jednak samodzielnie powinien podejmować swój krzyż.

Droga Krzyżowa, cyklicznie w Wielkim Poście, cyklicznie co roku daje nie tylko mi możliwość odkrycia, doświadczenia, zaczęcia na nowo.