droga krzyżowa

Droga Krzyżowa subiektywnie, stacja II

Posted on

Stacja II, Jezus bierze Krzyż.
Stacja II, Jezus bierze Krzyż.

Jezus bierze Krzyż. Poprzednio napisałem jak sam poczułem ten mój własny krzyż. Dźwigam go codziennie. Jestem wdzięczny, że czasem go nie czuję, a innym razem, że ciąży. Jest dla mnie świadectwem, przypomnieniem.

To początek wykonania wyroku na Jezusie Chrystusie. Nie możemy dostrzec, dziś to niemożliwe, onegdaj w tamtym czasie również. Przyjmując, iż ów krzyż, który zaczyna dźwigać Chrystus waży tyle ile zebrane w nim przewinienia i grzechy ludzi, Chrystus musi być synem Bożym, gdyż nikt inny nie mógłby go udźwignąć. Ci co mu pomagają być może doznają tej swoistej łaski Bożej mocy. Tak sobie myślę, że bez wątpienia Bóg Ojciec mógł uratować swojego syna.

Tu kolejna istotna kwestia, posłuszeństwo. Możemy czasem narzekać, nawet krytykować, że przykładowo to kazanie, tego księdza, na mszy było jakże ostre, gorzkie jak piołun. Ci co przyszli mogli się zrazić do kościoła – czyż Bóg nie wybacza? Ależ tak, a jego miłość, miłosierdzie są nieskończone. Jednak nikt nie będzie zbawiony, nikt nie dostąpi życia wiecznego w niebie bez sądu jego czynów, jego słów, bez osądzenia kim był wobec innych na ziemi. To co czyni mi każdego dnia określa nas, czyni nas tymi kim jesteśmy. Mamy wolną wolę, możemy wybierać jakimi ścieżkami wędrujemy pośród meandrów codziennego ziemskiego życia.

Dziękuję Bogu, za wszelkie trudności w moim życiu, za niepowodzenia, za troski, za trudne chwile z dzieciństwa, za moje własne błędy. Przecież mógł mnie od nich uchronić, lecz czyż to nie najepsze możliwości by dowieść na początek samemu sobie, że można być dobrym, że można próbować. Może udowadniając to sobie przede wszystkim jednak dajemy świadectwo Jemu, że warto było odkupić nasze grzechy.

Ta stacja ma dla mnie, szczególnie w ostatnim czasie, ogromne znaczenie:

Każdy z nas winien swoje problemy i trudności nosić we własnym krzyżu, każdego dnia.

Nie można swoich trosk, problemów, trudności przerzucać na innych, obciążać ich, a samemu oczekiwać, iż oni rozwiążą je dla nas, bez nas. Bardzo dobrze, według mnie, wpisuje się tu bycie odpowiedzialnym „za innych” oraz „wobec innych”. Pierwsze podejście jest toksyczne, niszczące relacje, drugie budujące nową jakość. Wyjątkowo jedno bycie „odpowiedzialnym za” jest bardzo dobre – „za siebie samego”.

Uznając, iż Chrystus nigdy nie obciąży nas naszym własnym krzyżem, którego nie bylibyśmy w stanie unieść to kiedy wydaje nam się, a ja tak miałem, że jednak nie jesteśmy w stanie to oznacza, że nie znamy własnych możliwości, nie wierzymy w nie, deprecjonujemy własną wartość.

Uważam osobiście, iż dzięki temu, że dźwigam swój własny krzyż, powoli uczę się tego co mogę, doceniam swoją wartość – mogę wynieść swoje własne doświadczenie życia, dawać świadectwo innym. Nie przerzucę na nich swojego doświadczenia, ale mogę być odpowiedzialnym wobec nich – dzielic się sobą, swoimi uczuciami, pomóc gdy poproszą, gdy trzeba, czasem być przewodnikiem, zaufać, ale nie kontrolować, nie mówić co należy, bo każdy, choćby ze wsparciem najblizszych, czy przyjaciół ale jednak samodzielnie powinien podejmować swój krzyż.

Droga Krzyżowa, cyklicznie w Wielkim Poście, cyklicznie co roku daje nie tylko mi możliwość odkrycia, doświadczenia, zaczęcia na nowo.

Reklamy

Droga Krzyżowa subiektywnie, stacja I

Posted on

Od kilku lat gdzieś tam we mnie tliła się potrzeba by jakoś siebie określić w Wielkim Poście, by odnieść się sam w sobie do Drogi Krzyżowej. Mam tak, że jak już coś spisuję to i przy tym mam te najgłębsze przemyślenia. Lubię pisać, bo potem można do tego wrócić. Osoby, które mnie znają wiedzą, że jestem osobą wierzącą, a w nomenklaturze pewnej „praktykującą”. Wiara jest dla mnie czymś bardzo osobistym, a przez to że mnie określa staje się publiczna. Gdybym był chorągiewką to nie powiewam raz w tę, raz w tamtą bo akurat jestem w domu, czy w pracy. Jestem jaki jestem w każdej chwili i miejscu. Bardzo lubię modlitwą rozmawiać, w ciszy i spokoju. Lubię, bardzo rozmawiać o duchowym rozwoju, a każdy z nas ma w tym swoją własną drogę. Są tacy, którzy w wierze przeżywają zupełnie inaczej niż ja, mając inny punkt widzenia wnoszą choćby stary temat w świeżym spojrzeniu. Są tacy, którzy nie wierzą, a to ich wybór, co nie oznacza, że rozmowa przy herbacie może być niemiła. Szacunek dla innych jest dla mnie istotny, to fundament w relacjach społecznych.

Postanowiłem w tym roku zrealizować tę ideę która tliła się we mnie i odniosę się do tego co czuję, jak myślę, jakie mam wnioski po rozważaniach każdej ze stacji Drogi Krzyżowej. Przeważnie bardziej, lub mniej odnajduję się przy rozważaniach, kiedy uczestniczę. Lubię Drogę Krzyżową, bo to jakby wypunktowanie, możliwość zwrócenia uwagi na coś co umyka mi w życiu codziennym. Dlaczego „subiektywnie”, bo to moje przemyślenia i wnioski. Oczywiście na potrzeby blogu miejscami uogólnione. Internet to wspaniałe miejsce dzielenia się wiedzą, spostrzeżeniami, przeżyciami i uczuciami, ale każdy ma swoją prywatność, która jest tylko jego i nikogo innego.

Sięgnąłem do kilku źródeł w internecie. W końcu większość co przeszukuje internet, wyszukując rozważań o Drodze Krzyżowej i tak by tam zawędrowała, no może nie zawsze ale jednak…. Nie śmiem nawet podchodzić tu do rozważań teologicznych. Podkreślenie tej subiektywności ma świadczyć, że to moje przemyślenia, być może tu i ówdzie właściwe, a tu i tam nie.

W tej chwili w myślach pojawiło się pytanie, dlaczego ja tak lubię Drogę Krzyżową? Może dlatego, że za nim wszedłem ponownie na ścieżki wiary było kilka wydarzeń, które mnie niejako doświadczyły wiarą. Jednym z nich było doświadczenie niemal fizyczne, w czasie pracy, niejako z zaskoczenia. Bardzo wyraźnie poczułem na ramieniu własny krzyż, który dźwigam w swoim własnym życiu. To było niesamowite w przeżyciu. Ja, inżynier, technokrata, technolog, naukowiec czułem wyraźnie ucisk krzyża na ramieniu. To tylko słowa, ale było to jedno z głębszych doświadczeń w wierze jakich doznałem.

Stacja I Drogi Krzyżowej
Stacja I

Chrystus został skazany w ujęciu boskim dosłownie za nic, absolutnie bezpodstawnie. Został pomówiony, wyśmiany, a jego nauczanie umniejszone. Celowo i z premedytacją zniszczono w ludzkim wymiarze Jego godność. Niesłuszne oskarżenia, wyszydzanie, negatywne budowanie czyjegoś wizerunku, spotykamy się z tym codziennie, może nie osobiście, ale jednak każdego dnia obserwujemy takie działania. Dziś wystarczy w eter rzucić plotkę by ktoś padł jej ofiarą i to niemal bez szans na obronę swojego imienia. Kuriozalność sytuacji polega na tym, że oskarżyciel pozostaje w cieniu, nie ponosi odpowiedzialności za wyrządzone krzywdy, a właśnie to on powinien musieć udowodnić moc oskarżenia.

Powinniśmy być świadomi jak łatwo można manipulować innymi. Jak łatwo my niejednokrotnie ulegamy temu co nam się przekazuje. Prawda, czym jest, jaka jest jej definicja? Elementarne prześledzenie rozważań na ten temat samo w sobie stanowi intelektualną podróż i nie lada gratkę. Od jakiegoś czasu staram się podchodzić do większości informacji z automatycznym dystansem, przyjąć coś do wiadomości, ale kwestie wiarygodności informacji są już jakby inną kwestią. Szczególnie niebezpieczne w przekazie medialnym są, jak to określam, słowa komentarza, uzupełnień, gdybania. Pożar mostu Łazienkowskiego – pierwotnie podawano, że pali się jego konstrukcja, a w rzeczywistości nie tyle co konstrukcja samego mostu, a pomostu technicznego. To przecież zasadnicza różnica.

Ile razy sami dokonywaliśmy osądu kogoś, czasem po samym wyglądzie, a potem nasze sądy okazywały się jakże nieprawdziwe. Ważną dla mnie szkołą w tym zakresie była praca w Komisji Stopni Instruktorskich w moim macierzystym hufcu harcerskim. Niejednokrotnie stałem, nie tylko ja, cała komisja, przed typowym zadaniem zamknięcia próby instruktorskiej, dopuszczenia nowej osoby do instruktorskiego grona wychowawców. Z rzadka kiedy można było wykorzystać osobiste doświadczenie ze wspólnej z kandydatem pracy harcerskiej. Podstawą była próba, sprawozdanie, opinie innych instruktorów, rozmowy z kandydatem. Trudno tu mówić o wystarczających zasobach wiedzy, a jednak decyzję należało podjąć. To były niejednokrotnie trudne wyzwania. Współuczestniczyłem w osądzeniu, czy dany kandydat zrealizował swoją próbę pozytywnie i czy będzie dopuszczony do złożenia Zobowiązania Instruktorskiego. Pracując jako akademik cieszyłem się, iż nie kojarzę imion i nazwisk studentów z ich obliczem. Wiadomo, czasami ktoś podpadł. Dzięki temu kiedy sprawdzałem wyniki egzaminu, kolokwium, czy projekty sprawdzałem je, a nie przede wszystkim osobę, która je zrealizowała.

Piłat sądząc i skazując Chrystusa postępował według swojej mądrości, pod naciskiem Arcykapłanów i podburzonego tłumu. Nie jest w stanie wykroczyć poza ograniczający go krąg, ani obaw i lęków, ani napierających na niego Arcykapłanów. W opozycji do prawiących mowy Piłata, Arcykapłanów mamy wymowną ciszę ze strony Chrystusa. Ilekroć my ulegamy, dajemy się zwieść podszeptom, własnym lękom, byle tylko nie stanąć na pierwszej linii, nie przeciwstawić się, nie stanąć za kimś murem, byle nie znaleźć się w centrum uwagi. Nie musimy dokonywać bohaterskich czynów, lecz jednak gdzie w nas znajduje się ta granica, po przekroczeniu której przestajemy być sobą, czyny nie wynikają z postaw. To bardzo niebezpieczna sytuacja, gdyż w rzeczywistości to nie nasze postawy określają nasze zachowania, lecz właśnie zachowania syntezują postawy. Zarówno postępowanie Piłata,  a przede wszystkim Chrystusa uzmysławia mi, że jakże niejednokrotnie człowiek bywa ograniczony w mądrości, nie mogąc wyrwać się ze schematów postępowania. Milczenie Chrystusa świadczy mi, iż czasem trzeba milczeć. Ja milczę kiedy zdaję sobie sprawę, że chyba „nic nie wiem” w danej sytuacji. Można wyrazić potoki pustych słów, ale nie będą one miały żadnej mądrości. Wówczas cisza wręcz o niej świadczy, o tym że człowiek wie gdzie jest jego miejsce w tym co się wokół dzieje. Chrystus bez wątpienia jako człowiek i Bóg wiedział, a jego mądrość bezapelacyjnie przerastała tych co go osądzili.

Po Drodze Krzyżowej

Posted on

Dzisiaj po raz drugi ulicami naszej parafii przeszliśmy Drogą Krzyżową. Początkowo zauważyłem, że niezbyt wielu nas mieszkańców przybyło. Jednak później nie liczba nas obecnych była najważniejsze. Wydawać się może, że rozważania i opisy kolejnych stacji, od pierwszej aż do czternastej wielokrotnie są nam bardziej opisami niż źródłem prawdy o nas samych. Oczywiście nie wszystkie słowa wypowiedziane na świecie dotyczą każdego z nas. Jednak jeżeli w całości Drogi Krzyżowej nie znajdziemy nic co nas samych porusza czy dotyczy to myślę sobie, że może nie słuchaliśmy. Dziś, podobnie jak kiedy indziej, słuchałem, wysłuchałem i rozważałem. Niosłem również i krzyż z innymi ojcami. Właśnie ten pierwiastek rodziny jest dla mnie szczególnie ważny bo rodzina to taki mały kościół. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, jest miłością. Nie wiem jak,… to nie tak, ja wiem, że Jezus Chrystus swoją mocą, poprzez miłość i miłosierdzie działa i dzięki temu moja ścieżka w życiu nie jest taka kręta, a ja spokojniejszy…

Czasem wątpię i ścieżka staje się kręta, a złość objawia swoje oblicze…