Miesiąc: Luty 2013

Nędznicy

Posted on

nedznicy
„Nędznicy” jako filmowy musical nie napawał mnie początkowo radością oglądania, ale pomimo jakichś wewnętrznych oporów poszliśmy całą rodziną, czyli żona, ja i nasz syn na tę produkcję z zeszłego roku. Nie piszę tego jako znawca musical’i bo nim nie jestem i raczej nie będę, lecz jednak film nie tylko obejrzałem ale i przeżyłem. Wzruszył mnie, a syn miał możliwość obejrzenia, czegoś odmiennego od współczesnej papki technobadziewnej dostępnej powszechnie w kiedyś szklanym, a obecnie matrycowym ekranie.

Aktorzy, no cóż nie wzbudzali we mnie euforii w kontekście musicalu, lecz nie zwiodłem się. Dla mnie film był bardzo dobry. Przygotowany według wspaniałej wizji, jakby idealnie łącząc cechy sceny i możliwości filmu. Zbliżenia aktorów, scenografie, podlegające teatralnemu przerysowaniu role bohaterów negatywnych, jak choćby „karczmarza”.

Oczywiście przeprowadzenie widza przez musical, czy choćby konwencjonalnie pojmowaną ekranizację jednoznacznie zgodne z literackim pierwowzorem nie jest na poziomie skutecznie akceptowalnym możliwe. Dla mnie ekranowa opowieść została stworzona z zachowaniem tego wszystkiego co potrzeba by zachować logiczność ciągu wydarzeń, by osią było duchowe starcie dwóch osób, dla którego wszystko inne nie jest tylko tłem, lecz pozwala na pełniejsze przeżycie tej opowieści. Ciekawe ilu widzów dostrzeże w tym chrześcijańskie wartości, szczególnie przez współczesny propagowany stereotyp kościoła katolickiego. Ilu będzie zdolnych odrzucić współczesne postrzeganie wierzących? Może tylko ja wyolbrzymiam. Może większość widzów będzie pozytywnie odmienna od głównego nurtu medialnego. Zarówno film, musical jak i powieść nie miały by tej siły przekazu gdyby nie zostały zbudowane na pewnych wartościach, które choć zaakcentowane to jednak trudno nimi było przekarmić widza.

Scenografie zostały zrealizowane perfekcyjnie i miały charakter teatralny co według mnie stanowi plus. Kostiumy, zdjęcia, aktorzy, muzyka – wszystko razem powodowało, że nie żałowałem, że poszedłem. Uroniłem nawet kilka łez, pod koniec. Szczerze polecam, warto zabrać ze sobą chusteczki.

Z pewną refleksją spojrzałem na powieści z tamtego okresu i osadzone w tamtych czasach. Te opowieści w większości są bardziej pełne, wielowątkowe z jakże ciekawymi bohaterami. Czas chyba sobie je przypomnieć…

Reklamy

Dzień Myśli Braterskiej

Posted on Updated on

dmb_2013

Był w miniony piątek i sobie przeminął. Skorzystałem z zaproszenia razem z żoną uczestniczyliśmy w kominku zorganizowanym przez środowisko 254 na warszawskich Bielanach. Jest jednym z wielu środowisk harcerskich mojego Hufca ZHP Warszawa Żoliborz. Nie Was tylko nie zmyli nazwa, bo swoimi granicami obejmuje podwarszawską Gminę Izabelin, Dzielnice Bielany i Żoliborz. To drugi co do liczebności hufiec w Polsce.

Jednak najważniejsze było spędzenie tego krótkiego czasu w mundurze, na kominku w drużynie, do której należy mój syn. To budujące, dające radość, zadowolenie, dumę ojcowską. Jako harcerz, instruktor nie spodziewałem się tego wrażenia, które odczułem tam będąc. Czułem moc dawnych dni, kiedy sam byłem drużynowym, kiedy świat wydawał się fajniejszy, lepszy. Bardzo się radowałem, z tego kominka.

Braterstwo – coś co można próbować opisać, ale wymyka się pełni objęcia, coś co się doświadcza, odczuwa, ale czy można ubrać w zasady. Może da się opisać, ale czy jasno i klarownie jak noc i dzień, a może dzień i noc. Dla mnie braterstwo to bycie wspólnie, wspólne działanie, wzajemna pomoc, coś w czym ważni jesteśmy my, nie ja, nie on, nie Ty, ale MY… Umiejętność współdziałania z zachowaniem szacunku, bo jak mówię, nie muszę kogoś lubić, kochać by z nim współpracować, coś razem tworzyć, trwać we wzajemnym szacunku.

Benedykt XVI abdykuje

Posted on Updated on

Faktem jest, że decyzja Jego Świątobliwości stanowi zaskoczenie dla wielu obserwatorów naszego ziemskiego świata. Jednak to zaledwie jedno z wielu decyzji jakie wielu podejmuje każdego dnia. Chciałoby się rzec, że świat upadł, lecz bynajmniej nie z powodu decyzji abdykującego już Papieża. Przepraszam czytelników, lecz mam już somatyczny objaw na widok tematu związanego z kościołem na tak zwanych portalach informacyjnych, szczególnie tych największych, po prostu robi mi się nie dobrze, a za prawdy nie jestem ułomek. Jutro zaś gazety zapłoną od spekulacji, domysłów, podejrzeń, wizji, objawień, cytowań przepowiedni i Bóg jeden raczy wiedzieć czym jeszcze, a i oczywiście teorii spiskowych. Internet już huczy, a jakże i to jak odważnymi wpisami ludzi ukrywających się za nicka’ami. Chyba czas stanąć we własnej obronie jako wierzącego. Ilość, bo trudno to jeszcze uznawać za policzalne, a może bardziej obrazowo ilość metrów sześciennych pomyj wylewanych przy okazji na duchownych i cały Kościół Katolicki o czym innym może świadczyć. Jakże odważni są ci komentatorzy bez jakiejkolwiek elementarnej kultury. Być może trzeba samemu zarchiwizować co poniektóre wpisy i udać się do stosownej prokuratury.

Frustracja Tych pseudoredaktorów, odważnych ludzi, a w rzeczywistości zwykłych tchórzy, którzy nie publikują pod prawdziwym nazwiskiem i imieniem jest jedynie dowodem na upadek wartości społecznego koegzystowania. Nie lubię być obrażany, wyszydzany i nie będę powtarzał uzasadnień z wielu wcześniejszych moich wpisów. Wymagam kultury i rzetelności, nie zgadzam i nie akceptuję takiego chamstwa.

Kościół Katolicki nie był, nie jest i nie będzie święty jako organizacja, czy jak kto woli hierarchiczna instytucja. Tworzą ją ludzie, od których oczywiście należy się spodziewać więcej, oczekiwać więcej, wymagać więcej, znaczy jakościowo więcej. Jednak duchowni to tylko ludzie i znam nie mało księży i mam szczęście bo trudno mi pośród nich odszukać tych pozbawionych odpowiedzialności, czy tych, którzy powołania prawdziwe pomylili z zawodowym, no może nawet i nie pomylili. Popełniają błędy, tak jak i cały Kościół Katolicki. Trudno czasem nie odnieść wrażenia, że działania duchownych, czy polityki ogólna Kościoła Katolickiego jest co najmniej nie jasna, czy wręcz nie zrozumiała. W dzisiejszych czasach oczekujemy szybkich, uczciwych i sprawiedliwych rozpraw z przestępcami w sutannach, bo i tacy się zdarzają i to już w ramach samego KK. Pedofilia, jazda pod wpływem alkoholu, kradzieże, przywłaszczenia, czy już bardziej z innego obszaru brak kultury, czy wręcz zdrowego rozsądku, pycha, żądza władzy. Jednak kiedy widzę wpis typu „kościół=pedofilia” to co ja sobie mogę pomyśleć o autorze takiego wpisu. Nie chcę domniemywać jego braku wiedzy, braku samokrytyki, zaślepienia. Może i taki człowiek został skrzywdzony przez jakiegoś duchownego, ale nie usprawiedliwia to takiego jadu i nienawiści także i do mnie jako osoby wierzącej, członka Kościoła Katolickiego. Może i „harcerstwo=pedofilia”, a jak, nie żałujmy sobie, a może „szkoła=pedofilia”, a czemu by nie. Nie było i nie ma instruktorów harcerskich, czy nauczycieli, którzy są pedofilami?!? Czy w przypadku organizacji harcerskich i szkolnictwa nie ma sprawnych systemów eliminowania ludzi o takich zachowaniach?!? Ależ są, lecz nie znam żadnego systemu, który jest 100% sprawny i stąd co jakiś czas pojawiają się sprawy, a media mają pożywkę na jakiś czas. Inna kwestia działań podjętych wobec takich duchownych i tu sam uważam, że KK nie robił tego jak należy. Pamiętajmy jednak o pewnej zasadzie, którą jakże lubimy stosować sami wobec siebie – „domniemani niewinności”. Czasem oddzielenie pomówień o faktów jest wręcz niemożliwe.

Laicyzacja, polityczna poprawność doprowadzi do upadku Europę jaką znamy. Jakże trafne są słowa premiera Australii, który dał upust swoim przemyśleniom co do diaspory muzułmańskiej w jego kraju. Europa można rzec już porzuciła swoje fundamentalne wartości na rzecz konsumpcjonizmu i pseudowolności. Świat wywraca się do góry nogami. Akurat osobiście jestem za instytucją związków partnerskich, choć wyłącznie dla par homoseksualnych i to z automatyczną wspólnotą majątkową. Zasługują na to i nie można udawać, że nie. Jednocześnie jednak natura ssaków jednoznacznie wskazuje by się rozwijać, dawać nowe życie jedynie związek kobiety i mężczyzny może to zagwarantować. Choć jednocześnie myślę, że nie jedna para homoseksualna jest w stanie wychować dziecko lepiej niż nie jedna heteroseksualna, ale nie dajmy się zwariować. Wszystko ma swój porządek rzeczy. Jestem mężczyzną i zgodnie z naturą nie mogę zajść w ciążę. Mam ReA (Reaktywne zwane także Odczynowym Zapalenie Stawów) a więc pewnych rzeczy nie mogę już zrobić. Wszystko wokół nas, a także my sami nie tylko poprzez prawa, zasady, kodeksy, zwyczaje, kulturę kreujemy warunki brzegowe naszego funkcjonowania, ale także nasze ciała o tym stanowią. Kobieta nie może być mężczyzną i mężczyzna nie może być kobietą. Nie stoję przeciw transformacją płci. Perfekcyjna niedoskonałość Bożego planu, czy jak kto woli ewolucji także, jak wszystko stworzone na podobieństwo posiada tolerancję wykonania. Nowotwory u dzieci, choroby, odchylenia, a także jakże nie ułatwiające uwięzienie nie tej płci w danym ciele. To jednak aż i tylko kolejny czynnik budujący warunki brzegowe. Dlaczego tak wiele w tych tematach, no cóż są na szczycie zainteresowania i nie uniknąłbym oskarżeń o nietolerancję. Tolerancja oznacza akceptację, ale we własnym kraju nie życzę sobie minaretu i wzywania na modły zakłócając sąsiedzki mir. Cudzoziemcy, którzy nie asymilują się kulturowo są dla mnie jedynie gośćmi. Nie oczekuję, że odrzucą swoją wiarę, kulturę, ale nie mogą protestować przeciw Szopce Bożonarodzeniowej bo to jest część naszej europejskiej tradycji i wiary katolickiej. Małżeństwo będzie dla mnie wyłącznie i tylko wyłącznie sakramentalnym lub cywilnym związkiem kobiety i mężczyzny.

Jak do tego dorzuci się powszechny, wręcz już pandemiczny objaw braku rzetelności, jakiejkolwiek i gdziekolwiek to się cieszę, że nie mam telewizora, a i kłopoty z podłączeniem do internetu. Jestem szczęśliwszy, a i bogatszy o czas dla Rodziny. Czasopism, w tym tygodników, a już gazet nie kupuję, bo samo rzucenie okiem może przyprawić o zapalenie spojówki. Kiedy niemalże w każdej szpalcie byk nierzetelności. Uważam, że każdy przede wszystkim odpowiada za siebie, potem za Rodzinę, a potem za miejsce pracy…

Swoim studentom podkreślam zawsze, a i synowi wręcz obowiązkowo… powinniśmy być krytyczni do wszystkiego. Czy wierzymy w Boga, czy nie to kwestia naszego wyboru dzięki wolnej woli jaką mamy. Niestety dla wielu, kwestia rozwoju duchowego, w tym wiary nie jest sprawą prywatną. Osobisty kontakt z Bogiem to jedno, a w wymiarze społecznym to grupa i nie można udawać, że to grupowa turystyka indywidualna – taki żart z magazynu RELAX (jak ktoś z czytelników go jeszcze pamięta – z czasów mej/naszej młodości). Zgodnie z nauką mej wiary przyjmuję prawdy objawione, lecz w zwykłym życiu codziennym kieruję się zasadą krytycznego podejścia. Wolę zadać pytanie niż bezapelacyjnie coś przyjąć bez przekonania. Wiara jako coś duchowego, niematerialnego daje mi tę możliwość wiary bez zobaczenia, ale tylko ze względu jej charakter. Przeżyłem swoje… i wierzę.

Może ustępującemu Papieżowi należy pogratulować odwagi decyzji, a może po prostu przejść do porządku dziennego pomimo wagi wydarzenia, ma ono szczególne znaczenie dla mnie jako katolika. Jako katolik pomodlę się za trafny wybór kolejnego Papieża. Ktoś pod jednym wpisów w internecie poddał wątpliwości wybory w wyniku natchnienia Ducha Świętego… no cóż. Każda grupa cechuje się układami, kulturą funkcjonowania, polityką, ale jeżeli choć jedna osoba przyznałaby się, że podejmuje decyzje wyłącznie racjonalnie to nazwałbym ją kłamcą. Obiektywizm, racjonalizm to idee, a nie stan faktyczny. Wszystko co robimy robimy subiektywnie, mniej lub bardziej, a ile w tym wszystkim naszej podświadomości…

Proszę piewców nienawiści i rzeczową dyskusję, a nie obrażanie. „Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe”, jakże to trafne, czyż nie?!? Wszystkim zaś życzę spokoju ducha, rozwagi serca, zdrowego i oświeconego umysłu przed decyzjami w życiu.

Zima, biały puch i… biegówki

Posted on Updated on

 

Ucieszyłem się jak dziecko kiedy śnieg spadł w miniony czwartek. Co prawda Pani prezydent mojego miasta, tak tego gdzie buduje się metro (pisownia poprawna) zapewne z ciężkim sercem wydała 2.000.000,00 PLN za jedną noc odśnieżania przez wszystkie zastępy pługopiaskarek. Zastanawiam się, czy nie dopiąć do swojego samochodziku pługu, w bagażniku posiedzę w uprzęży syna albo żonę by posypywali solą ulice i podpiszę kontrakt, tak za milion, za cały sezon, a co?!? Ja tam sobie radzę w takich warunkach, choć respekt trzeba dla zimy na drodze zachować zawsze. Niestety cała masa kierowców jakby nie pamiętała nawet elementarnego szkolenia z kursów. Cóż,…

W każdym bądź razie tego samego dnia, złożyłem rezerwację na biegówki dla siebie i syna w mojej ulubionej wypożyczalni Biegówki na Młocinach i to było właściwe posunięcie. Dziś podjechałem wraz z synem po biegówki, a po ich szczęśliwym pobraniu zadzwoniłem do żony i rzekłem z radością „Szykuj termosy.” Przypomnę, że żona ma swoje własne biegówki. Oczywiście przygotowała nie termos a termosik, ale żona to żona, pamiętajmy drodzy mężowie, że żony zawsze mają rację bo po prostu wiedzą lepiej 😉 i z reguły tak bywa.

Tym razem trasa miała nieco ponad 7 km. Nie obyło się bez licznych sesji zdjęciowych, paru postojów dla opróżnienia termosiku i pochłonięciu kanapek. Różnica między sunięciem na biegówkach poprzednio a dziś była wyraźnie odczuwalna. Fajnie jakby spadło jeszcze kilka centymetrów białego puchu. Oczywiście warstwa niezła ale jednak nie wszędzie, co dało się spostrzec po przezierającej ziemi i poszyciu. Lód, lód, lód, całe hektary lodu pod śniegiem po wcześniejszych roztopach i ulewach. Nie raz, nie dwa kijki się omsknęły. Poza tym miód dla serca, płuc. Czyste, orzeźwiające powietrze i cisza. Czułem się jak otulony puchem, miękko i dzięki śniegowi cichutko, wspaniale. Jutro już krócej ale biegówki obowiazkowe. Za tydzień mamy mieć wypad na zjazdówki, znaczy oni, żona i syn. Ja robię za kierowcę 😉

Wrażenia z krótkiego wyjazdu

Posted on

Trudno będzie nie napisać gdzie rodzinnie byliśmy. Plan był u swoich podstaw prosty, wręcz genialny. Rzutem na taśmę, choć w stylu wolno-powolnym postanowiliśmy, że Rodzina, nie ja, musi, bo chce, pojeździć na nartach. Ja nie mogę, ale ewentualnie biegówki lub górołażenie. Musiało być blisko więc wybór padł na Góry Świętokrzyskie i prywatną kwaterę w Świętej Katarzynie.

Pani miła, sympatyczna, a sunia pilnująca obejścia, wręcz cudownie zabawna. Niby kuchnia dla gości osobna, ale nawet bez deski do krojenia. W szafce jednak kieliszki były. Odkurzane było już jakiś czas temu. Generalnie w porządku, ale szczegóły jak wiadomo odgrywają swoją rolę. Dom był dla mnie zimny, jakby bez swojego ducha, pusty jakiś. Starzy instruktorzy harcerscy z nas, a więc warunków pięciogwiazdkowych również nie oczekuję. Pierwszej nocy wyspałem się jak nie wiem 🙂 Cisza, a normalnie mieszkam przy ruchliwej ulicy. Brak futer, czyli naszych kociaków. Nic nas nie pacało o 4:30. Po prostu bomba. Drugiej nocy zmogła mnie migrena na zmianę pogody i to była okropna noc, ale cóż to nie wina miejsca.

Podjechaliśmy pod wyciąg Sabat Krajno. Pierwsze wrażenie super. Stok profesjonalnie przygotowany, wyposażony, doświetlony, wyciągi super, ale tuż obok tzw. park miniatur. Nie będę zachwalał, a może i My jacyś nienormalni, ale naćkane, badziewne. Jedyne miłe osoby z obsługi to Pan w wypożyczalni sprzętu i przy najmniej z wyglądu instruktorzy jazdy na nartach. Ich szefowa, chyba, posiadała elementarne braki w słownictwie magicznym, czyli „Dzień dobry, dziękuję, proszę bardzo” nie należało do tego bogactwa. Nie grzeszyła również subtelnością wygłaszanych ciętych uwag. Mentalnie nas odepchnęła. Muzyka na stoku. Znów może i ja sam nie wiem czego chcę, ale jak już mam słuchać muzyki to jakiejś fajnej, a jeżeli już nie mojej nuty to przy najmniej nie tak głośno.

W końcu ceny… to ja jadę do Austrii. Tyle komentarza w tym miejscu. Nawet jak w Austrii w Alpach drożej to warto dopłacić. Nie wiem kto coś takiego finansuje, współfinansuje i niszczy lokalny krajobraz, architekturę, tradycje i realne walory. Ekonomiczne uzasadnienie takiej mieszanki oferty w pełni rozumiem, ale jednak uważam, że trzeba równać wyżej, wręcz wymuszać podwyższanie kultury i to przez duże „K”. Rozumiem, że po sezonie zimowym ten ośrodek również musi na siebie zarabiać. Jednak ten park linowy bym jakoś inaczej wplótł w otoczenie, a park miniatur, włącznie z World Trade Center, wodospadem Niagary, czy dymiącą Etną starałbym się optycznie odgrodzić od stoku. Bałem się spytać czy zgodnie z reklamą w folderku wulkan Etna dymi, a w wodospadzie Niagara jest woda. Ku uciesze rodziny odegrałem skecz, w którym wykłócałem się z wirtualnym kasjerem o zwrot części kosztów za brak dymu, wody i faktu, że przy piramidzie Cheopsa było jednak nieco za zimno. W moim przekonaniu wygląda to festyniarsko do entej potęgi. Po prostu przykro, bo kiedy popatrzy się na poszczególne elementy to mówimy o wysokiej jakości. Zabrakło całościowej wizji, a szkoda, przy najmniej dla nas. Moją rodzinę po prostu odrzuciło. Doceniamy jeszcze bardziej nasz zwyczajowy cel podróży zimowych, czyli schronisko Odrodzenie w Karkonoszach, w tym jego szefa i całą Ekipę. Dla mnie są jeszcze bardziej lepsi. Niejako całości obrazu dopełnił stojący w szopie przy krajowej „7” całodobowy samoobsługowy sexshop czynny 7 dni w tygodniu. Ktoś go umiejscowił w stodole, chyba, pomalowanej na różowo. Wybaczcie moi drodzy czytelnicy brak zdjęcia, ale warunki pogodowe uniemożliwiały nagłe hamowania i bezpieczne oddawanie się sesji zdjęciowej.

Nie mam wątpliwości, że to miejsce ma swoich zagorzałych fanów bo pomimo takiego mojego odbioru widać tam potencjał, widać tam inwestycje, a może i my trafiliśmy jakoś nie najlepiej. W każdym bądź razie było i minęło. My tam raczej planowo więcej nie zawitamy.

Wyjazd nie był stracony, bo żaden nigdy taki nie jest. Każdy coś nam daje, doświadczenie, widoki, przeżycia. Na pewno ogromne pochwały mogę oddawać, co niniejszym czynię, Ośrodkowi Wypoczynkowemu „Jodełka” w Świętej Katarzynie za klimat w restauracji, za same posiłki i bardzo przesympatyczną obsługę. To miejsce mogę zdecydowanie polecać. Być może gdybyśmy właśnie tam się zadekowali to i cały wyjazd przebiegłby inaczej.

Udało nam się zdobyć Łysicę… spacerkiem, w deszczu z drzew. Jednak to co podczas tego spaceru zadziwiło nas najbardziej to w oczku źródła Świętego Franciszka pławiła się żaba.

Byłbym nieuczciwy gdyby w moim wpisie przeważały negatywne odczucia. Bez wątpienia tam zimą nie wrócimy z myślą o nartach, ale latem raczej kiedyś na pewno. Region oferuje całe bogactwo atrakcji turystycznych i zamierzamy je eksplorować pieszo i na rowerach. To jednak będzie miało miejsce w innym czasie. Póki co musimy odetchnąć. Może to my oczekiwaliśmy czegoś więcej, wręcz zbyt wiele. Zapewne ten ośrodek za 10 lat będzie wyglądał zdecydowanie lepiej. Jednak jest to rozwój regionu, ale mimo wszystko czegoś mi brak… podobnie jak w Sarbinowie nad morzem, brakuje mi tego lokalnego patriotyzmu, zadbania o własną tradycję, historię regionu, a tym architekturę. Tego mi tam brakuje, nie tylko tam…