Przemyślenia

Nowy rok akademicki 2017/18

Film Posted on

Studiowanie to przede wszystkim praca samodzielna. W optymalnych dla studiowania warunkach uczelnia wyższa stwarza studentowi możliwości do nabywania umiejętności oraz wiedzy i to w tej kolejności. Pomimo realnych uwarunkowań jest możliwe choć częściowe zrealizowanie takich warunków. Wiele zależy zarówno od studentów jak i od prowadzących zajęcia.

Czas studiów to nie jest czas łatwy to przede wszystkim praca, która ma sens wyłącznie wówczas kiedy to najbardziej zainteresowany student wie dokąd zmierza. Niestety z tym jest jak jest i to delikatne określenie stanu faktycznego.

Kilka lat studiów to czas, który poświęcony na studiowanie nie powoduje, że działać można skutecznie w innym obszarach. Nie powinno się tracić tego czasu, lecz świadomie w pełni go wykorzystać. Według mnie absolwenci szkół średnich, jeszcze jako uczniowie tychże szkół powinni mieć jak największe wsparcie w wyborze dalszego ścieżki własnego rozwoju. Dlaczego nie napisałem wprost, że studiów?

Według mnie każdy powinien dążyć do tego by realizować się w jakimś działaniu i być w stanie się utrzymać. Na rynku pracy bez wątpliwości liczą się dyplomy ale przede wszystkim liczą się realne umiejętności podparte wiedzą, a do tego studia nie są konieczne. Ze względu na liczby studiujących absolwentów szkół średnich studia nie stanowią gwarancji pracy po ich zakończeniu. Trudno też mówić o progresie poziomu nauczania.

Nierzadko kierunek studiowania nie ma wiele wspólnego, o ile ma cokolwiek, z pracą danego studenta albo co gorsza z jego realnymi zainteresowaniami. Co więcej, student nie zamierza zmieniać niczego. Zatem studia na danym kierunku służą w zasadzie tylko dla papierka, a i sam student nawet pomimo predyspozycji do studiowania nie przykłada się do samego procesu studiowania. Nie należy się dziwić.

Proces studiowania również jest obszarem, który wymaga wielu zmian. Podobnie warunki finansowania uczelni wyższych. Nasycenie rynku pracy tysiącami absolwentów szkół wyższych jednocześnie dewaluuje znaczenie samych studiów. Tak jak w każdym aspekcie życia potrzebna jest równowaga.

Życzę wszystkim studentom by podjęte przez nich wybory były zgodne z ich zainteresowaniami i potrzebami, by doświadczyli ciekawych i zaangażowanych wykładowców, a przede wszystkim jak jeszcze nie wiedzą by poznali dokąd zmierzają.

 

Reklamy

Puszcza Białowieska, reforma sądownictwa i studiowanie

Posted on Updated on

Początkowo chciałem zamknąć ten temat w ramach jednego vlogu ale okazało się to nie możliwe i stąd vlog, wpis na blogu i rozszerzony podcast na soundcloud.com

Protesty przeciw wycince w tzw. Puszczy Białowieskiej oraz protesty przeciw reformie sądownictwa, czy formie jej wprowadzania stanowią wyłącznie kanwę do przemyśleń.

Osobiście jestem za reformą sądownictwa w naszej Polsce ale nie dostrzegam zdroworozsądkowych rozwiązań, ani tym bardziej systemowych.

Puszcza Białowieska

Wiele osób w ramach serwisów społecznościowych do swoich profilowych zdjęć „dopina” wstążki m.in. w obronie Puszczy Białowieskiej. Nie mam nic przeciwko, to w końcu wolność wyboru i prawo wyrażania własnej opinii.

Zaniepokojony sytuacją w tzw. Puszczy Białowieskiej zacząłem drążyć temat i obraz jaki można dostrzec w mediach społecznościowych jest dla mnie odmienny od tego jaki mi się pokazał.

Szukałem oczywiście w internecie, skorzystałem z możliwości dotarcia do osób znających się na leśnictwie (m.in. SGGW). Oczywiście z racji doświadczenia zawodowego i poznanych wcześniej osób miałem lepszy start w poszukiwaniach informacji.

Z internetu można pozyskać m.in. następujące publikacje:

Zapewne dużo wiedzy podstawowej i historycznej już można wyszukać w:

  • Faliński J.B., Hereźniak J.M., Zielone grądy i czarne bory Białowieży. Warszawa: Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, 1977
  • Karpiński J.J, Puszcza Białowieska. Wyd. III. Warszawa: Wiedza Powszechna, 1977.

Tych dwóch powyższych pozycji z braku czasu nie przeczytałem. Warto też zapoznać się z informacjami dotyczącymi obszarów Natura 2000.

Piszę jako inżynier technolog mający tyle wspólnego z przyrodą co harcerstwo, zamiłowanie do wędrowania w leśnych ostępach i dbałość o środowisko ile mogę w ramach pozazawodowych zainteresowań.

To co mnie zmartwiło i zwróciło jednocześnie moją uwagę to niewielki udział informacji merytorycznych na profilach i stronach zainteresowanych organizacji proekologicznych. Znacząca natomiast jest ilość informacji, w mojej ocenie o wymowie emocjonalnej a nie profesjonalnej, tzn. profesjonalnie kształtują emocje ale nie podają wiedzy merytorycznej. Czyli pozyskuje się statystycznie zainteresowanych „w słusznej czy nie” sprawie i to wykorzystuje jako formę oddziaływania.

Jakie pytanie pojawiły się kiedy zacząłem dokładniej interesować się zagadnieniem:

  1. Co dokładnie rozumiane jest przez pojęcie Puszcza Białowieska?
    Mamy obszar Natura 2000, Białowieski Park Narodowy.
  2. Jaka jest propagacja szkodnika atakującego świerki?
  3. Czy zagrożone są świerkowe starodrzewia?
  4. Jaka w ogóle jest definicja starodrzewia?
  5. Czy można stosować alternatywne metody walki z kornikiem?
    Ja mam na myśli pułapki feromonowe. Nie wiem jaka jest skuteczność.
  6. Co to jest obszar Natura 2000 i co w takim obszarze można,  a czego nie.

Na część z tych pytań odpowiedziałem we vlogu.

Zadawałem te pytania, celowo i świadomie, osobom w ramach portali społecznościowych i nie uzyskiwałem żadnej odpowiedzi za wyjątkiem jednej, merytorycznej, której udzieliła osoba zarządzająca daną stroną na portalu. Jedna, słownie jedna. Nie do końca to była odpowiedź ale byłem usatysfakcjonowany krótką w sumie dyskusją.

Dyskusja wywiązała się pod krótkim filmikiem z wycinki, podając numer działu leśnego, co zweryfikowałem na mapach i jako taki nie znajduje się w BPN.

Zatem jak osoby podejmujące działania w imię ratowania Puszczy Białowieskiej rozumieją określenie Puszcza Białowieska – być może słowa klucze: las pierwotny, starodrzewia, skarb świata… Bardziej skojarzenia niż precyzyjne dane geograficzne i związane z tym uwarunkowania prawne?

Wówczas sięgnąłem po definicje czym jest starodrzew i jakie są kwestie formalno-prawne prowadzenia działań przez ludzi w obszarach Natura 2000. Jednak nikt nie pisał o tym, że np. wycinka następuje wbrew planom ochrony (indywidualnie opracowywanych dla każdego obszaru z osobna).

Według mnie możliwe jest prowadzenie gospodarki leśnej i pozyskiwanie drewna nawet z drzewostanu w obszarze Natura 2000. Nie oznacza to, że w każdym! Tego nie wiem.

Bardzo ciekawym filmem okazał się dla mnie:

Właśnie w tym odcinku jako ciekawostki podano wiek wybranych gatunków drzew. Warto obejrzeć choćby dla tych informacji.

W końcu sięgnąłem do wiedzy mojej współmałżonki, doktora nauk biologicznych, botanika. Dowiedziałem się, iż generalnie w obliczu zmian klimatycznych, oddziaływania człowieka na ekosystemy w skali mikro, makro i globalnej być może nie da się już pozostawić przyrody wyłącznie samej sobie. Zatem…

Dla mnie całe to zamieszanie wokół wycinki w tzw. Puszczy Białowieskiej jest raczej elementem forsowania pewnego modelu ochrony środowiska, a ja takiej formy po prostu nie akceptuje. Model to kwestia jak najbardziej dyskusyjna.

Według mnie nie ma rabunkowej wycinki jak w Lasach Tropikalnych. Być może się mylę, nie twierdzę, że jest tak jak piszę ale wiele na to według mnie wskazuje.

Ekologom zadawałem pytania dlaczego tak dzielnie nie protestują przeciw niewyobrażalnej odorowości kompostowni w Warszawie (może dlatego, że chodzi o ludzi). Dlaczego nie walczą o zmianę ustawy o gospodarowaniu odpadami. Przecież nadal nie możemy od tak wyrzucić puszki po farbie, nie mówiąc o opakowaniu po oleju samochodowym. To dalej nie jest uregulowane tak jak należy. Dlaczego nie ma tak silnego oddziaływania na segregację odpadów… Jest za to walka idei. Z tego co wiem obszar zalesienia Polski wzrasta, a nie maleje. Indywidualne działania w skali całego społeczeństwa mają, znów według mnie, dużo większe znaczenie!

Nie opowiadam się po stronie rządowej, ani ekologów i osobiście nie akceptuję aktualnej obsady stosownego ministra. Osobiście wierzę, że problemy na takim poziomie rozwiązywać się powinno zdrowym rozsądkiem a nie polityką.  

Reforma sądownictwa

W tej mierze również nie opowiadam się po stronie rządowej choć opowiadam się za reformą sądownictwa, lecz skuteczną. Co to dla mnie znaczy skuteczna reforma sądownictwa?

Nie chcę by sędzia złapany na przestępstwie typu kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu lub na kradzieży był chroniony immunitetem. Co więcej w tym zakresie same środowisko sędziowskie mogło, moim zdaniem stworzyć mechanizmy stosowne do sytuacji, bez ustaw i reform. Oczekuję, że sędzia będzie jak najbardziej kompetentny, profesjonalny, a samo bycie sędzią będzie raczej ukoronowaniem kariery niż jej początkiem. Oczekiwanie na rozprawę będzie krótsze. Reforma to jednak konieczność modyfikacji wielu aktów prawnych.

Nie ma systemu bez kontroli i weryfikacji. Sędzia również powinien być motywowany, nagradzany ale i pracujący jakby pod stałą superwizją. Taka dygresja nieco w inny obszar. Sędzia, którego niemal co druga sprawa jest przez instancję odwoławczą odsyłana… żenada. Taki sędzia nie może pracować jako sędzia. Przede wszystkim ze względu na znaczenie pracy sędziego.

W Europie są rozwiązania, które moim zdaniem całkiem nieźle są rozwiązaniami systemowymi – wynagrodzenie za sprawę i utrata prawa do sprawowania funkcji sędziego po 2. czy 3. odrzuceniu przez instancję odwoławczą orzeczeń tego sędziego i to nie pod rząd.

W protestach udział brało bardzo wiele młodych ludzi. Wręcz super, to dobrze ale czy Oni w większości protestowali przeciw reformie czy konkretnie tej reformie. Nie wnikałem w pełni w zapisy proponowanych ustaw. Starałem się m.in. zweryfikować jak np. są wybierani sędziowie w innych krajach, jaki jest system marchewki i kija i to w takiej kolejności. Generalnie temat ocean. Tym bardziej trudno się rozeznać choćby na poziomie bladozielonym.

Dla mnie sędzia powinien być wybierany przez jakieś gremium (bardziej kompetentne niż mniej) lub mianowany przez ściśle określoną osobę pełniącą daną funkcję ale na wniosek tego jakiegoś gremium.

Podobnie jest w harcerstwie, w którym to komendant hufca przyznaje stopień instruktorski, lecz na wniosek Komisji Stopni Instruktorskich. Wniosku tego nie może odrzucić. Prawdą jest, że sam powołuje taką komisję. Tu dochodzę do bardzo ważnego dla mnie wniosku:

Otóż według mnie niezależnie od nawet całej masy rozwiązań systemowych i tak najważniejsze okazuje się podejście ludzi, ich samoświadomość odpowiedzialności i znaczenia konsekwencji ich pracy. Z tym niestety w naszej Polsce jest jak jest.

W przypadku tego kryzysu w sumie nie było łatwo zadać pytania właściwe bo i zagadnienie niezwykle trudne. Odnosiłem się przede wszystkim niejako do jakości pracy sędziego, jego ochrony przez immunitet nawet wówczas kiedy jest to skrajnie niewłaściwe. W odpowiedzi była cisza, ani jednej próby odpowiedzi. Czyżby bezkrytyczne podejście do zagadnienia? Pytanie o to czym zajmuje się SN też było bez odpowiedzi. Nie dziwi mnie to patrząc jak nieskuteczne jest nauczanie tzw. WOSu.

Reforma sądownictwa jest niezbędna ale nawet taki jak ja totalnie zielony gość w zakresie prawa podjął się lektury:

Te trzy publikacje Gazety Prawnej pokazują, że można o tym pisać bez emocji i polityki, choć jako taka pojawia się jako czynnik i strona w ogóle rozważań.

Rzetelność w studiowaniu

Drodzy Studenci, szczególnie Ci, którzy ze mną mają zajęcia. Nie ma znaczenia to, że mamy odmienne poglądy na wiele spraw bo wzajemny szacunek jest dla mnie fundamentalną kwestią. Obecnie jesteśmy świadkami ordynarnych zachowań w przestrzeni publicznej, które nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, kulturą, nie mówiąc choćby o chęci porozumienia się stron.

Od osób z wyższym wykształceniem oczekuję kultury dyskusji, postaw i zgodnych zachowań, umiejętności wypowiadania się w mowie i w piśmie. Jak jest sami możemy się przekonać ale każdy z nas odpowiada sam za siebie i działania innych nie mają tu wpływu.

Inżynier podejmując prace nie może, nie stać go, nie powinien podejmować decyzji konstrukcyjnych czy technologicznych na bazie przemyśleń z sufitu lub bez starannego zweryfikowania koncepcji. Każda nasza decyzja powinna być konkretnie uzasadniona.

Wiele osób przy Puszczy Białowieskiej czy przy próbie reformy sądownictwa nie podjęło nawet próby dowiedzenia się podstawowych kwestii w temacie, rozpoznania go, a tym samym rzetelniejszego wyrobienia sobie własnego zdania. To powinno być naturalnym podejściem. Należy do informacji podchodzić krytycznie, co nie oznacza, że wszystkie odrzucać.

Świadomość, że tak naprawdę każde wyjaśnienie prowadzi do kolejnych pytań, a my często choć zrobiliśmy krok do przodu nadal tyle nie wiemy stanowi fundament pracy inżyniera, naukowca, osoby otwartej na wiedzę.

Dziś wygrywa ten kto potrafi pozyskać informacje z wielu źródeł, przeanalizować je i wysnuć, może niewłaściwe wnioski ale stwarzające fundament do dalszej dyskusji.

Kiedy nie wiem to pytam. Jak mam wątpliwości, pytam, wyszukuje, dokonuje rzetelnej syntezy własnych opinii. Samodzielność w tej kwestii jest bardzo ważna. Media, według mnie już dawno przestały być rzetelne. Ja wolę samodzielnie patrzeć na świat niż pozwolić innym na wmawianie mi jaki ten świat jest.

Rzetelność studiowania to m.in. prozaiczna kwestia znajomości pytań jakie prowadzący zapodaje na wejściówkę podczas ćwiczeń laboratoryjnych. Szczególnie kiedy to n-ta z rzędu grupa realizująca dane ćwiczenie. Nie da się nie powtarzać pytań/poleceń weryfikujących przygotowanie studentów. W konsekwencji większość pytań się powtarza. Mimo to potrafią być całe nieprzygotowane grupy. Dlaczego? Może dlatego, że wynika to z ogólnie przyjętego podejścia do życia? Nie wiem ale nie wykluczam właśnie tego.

Jeżeli student zaskoczy mnie wiedzą ja nie udaję, że wiem lepiej. Trzeba być uczciwym, szczerym i z szacunkiem podchodzić do studentów. W takiej sytuacji mogę jedynie podziękować, uwzględnić w ocenie o ile mam taką możliwość w ramach regulaminu przedmiotu. Wielu jednak studentów nie jest przygotowana, czyta niejednokrotnie instrukcje do ćwiczeń przed samymi ćwiczeniami co przeważnie jest niewystarczające.

Na egzamin można podać dla przykładu 37. pytań i stwierdzić, że 5. z nich będzie na egzaminie. Moje doświadczenie wykazuje, że to nie ma sensu, ani na miesiąc, dwa tygodnie, czy dzień przed egzaminem.

Okres studiów jest bardzo ważnym okresem kształtowania i doskonalenia umiejętności pozyskiwania informacji i rzetelności własnej pracy. To kluczowe umiejętności, bez których praca inżyniera jest bardzo trudna.

W relacjach interpersonalnych, niezależnie od miejsca, czasu i grupy podstawą jest szacunek, a różnice zdań nie mogą uruchamiać spirali nieprzychylności, nie mówiąc o nienawiści.

Otwartość, zdrowy krytycyzm, stawiania zdrowych granic, zdolność pozyskiwania informacji, ich analiza, umiejętność wnioskowania, nie zamykanie się w ograniczonej przestrzeni wiedzy, szacunek wobec innych, zrozumienie faktu odmienności poglądów to bardzo ważne cechy każdego z nas.

Dlaczego powiązałem tak odmienne aspekty jak Puszcza Białowieska, reforma sądownictwa z rzetelnością studiowania. Myślę, że dostrzegam korelacje w zakresie mechanizmów kreowania własnych opinii i przygotowywania się do podejmowanych działań. Może wygodniej jest podświadomie przerzucając odpowiedzialność DLACZEGO na innych. Moim zdaniem jeżeli ktoś nie rozpoznaje tematu wydarzenia, kryzysu i bierze w nim udział to jakby zrzekał się własnej opinii, która mogłaby być zbieżna z tą którą bezkrytycznie przyjął.

Bardzo mnie interesują mechanizmy podejmowania przez człowieka decyzji, kreowania postaw, które wynikają z zachowań. Nie, to nie pomyłka. Takie są ustalenia psychologiczne. To nasze zachowania kształtują nasze postawy i dlatego tak ważne jest postępować właściwie czyli dawać samemu sobie maksymalnie dużo by podejmować decyzje z jak najmniejszymi wątpliwościami.

Źródło wiary i doświadczenie

Posted on Updated on

źródło wiedzy a doświadczenie

Niektórzy z moim znajomych, przyjaciół, niewiele osób w każdym razie wie co tam w mym życiu się dzieje, co dzieje się we mnie. Nie tak dawno miałem umówione spotkanie, na które przybyłem nieco za wcześnie, a nawet znacząco zbyt wcześnie. Mając do wyboru siedzenie na stacji metra poszedłem na spacer do pobliskiego parku.

Nie tak dawno byłem tam na spacerze i powróciły wspomnienia, miłe, dobre. Tym razem komplementarność tego po części zgrała się z powodem spotkania. Kiedy wędrowałem sobie chodnikami w parku przy jednym z przejść przez kanał spojrzałem na krawężnik i dostrzegłem cytat Ryszarda Kapuścińskiego pochodzący z „Lapidarium VI”:

Źródło wiary jest nieprzeniknione dla doświadczenia.

W myślach zadałem sobie pytanie jak to jest, czas, miejsce, wówczas i teraz, wiara, doświadczanie życia, wszytko jakby celowo ujęte w czasoprzestrzeni mojej rzeczywistości.

Słowa, które napisał Ryszard Kapuściński wynikają z jego doświadczenia jako człowieka, jako dziennikarza, jaka autora, jako osoby, dla której wiara była bardzo ważna. Nie jestem znawcą jego twórczości, choć pewnie jego teksty kiedyś miałem okazję przeczytać. Słowa powyższe, które przeczytałem umieszczone dla mnie w tak ciekawym miejscu zainspirowały mnie do rozmyślań i do krótkich poszukiwań innych cytatów w tej części parku. Nie znalazłem ale ciekawe czy tam gdzieś są. Może dane mi będzie ich jeszcze poszukać.

Gdyby źródło wiary było powszechnie dostępne nie byłoby tyle problemów z wiarą, a może przy najmniej z interpretacjami nauk. Dla mnie doświadczenie jest tym czymś nieuchwytnym wręcz nie poddającym się skodyfikowaniu ciągiem odczuć, uczuć, myśli, działań, które wydarzają się w odpowiedzi na to co nas spotyka. Zatem jeżeli wiara jest tym co nas spotyka, na swój sposób, jej źródło nie może być dla doświadczenia otwarte.

Dlaczego na świecie jest tyle poradników? Nikt z nas nie może realnie przenieść własnego doświadczenia na innego człowieka, nawet rodzic na swoje dziecko. Doświadczenie jest indywidualnym zbiorem obecnym w każdym z nas, zbiorem, który rośnie z każdą sekundą naszego życia. Każdy ma inne, nawet gdy z innymi uczestniczy w tym samym wydarzeniu.Doświadczenie może wskazać, że wiara pomogła, że stanowiła źródło mocy do życia każdego dnia, że… każdy może coś tu sobie dopowiedzieć.

Myślę, że jestem w kryzysie wiary, może kościoła, nie jestem pewien. Doświadczenie wskazuje mi, że najwięcej dobra doświadczyłem od osób wierzących, co nie oznacza, że osoby niewierzące mi nie pomogły. Dla mnie osobiście, czy ktoś wierzy, czy też nie nie stanowi żadnego istotnego kryterium. To osobista sprawa każdego, choć wiara w ujęciu społecznościowym wyłącznie osobista nie jest.

Dlaczego ja w kryzysie wiary? Dlaczego nie, zapytałbym. Świat niezależnie od wiary czy nie stworzony został jako taki, w którym wszystko ma swój początek i swój koniec. Zawsze mnie to porusza, wskazuje by nie skupiać się w pełni na aspektach materialnych, ale warto sięgać do kwestii duchowych, uczuć. Co jednak kiedy tam gdzie uczucie choćby po prostu powinno być, jego nie ma. Czy to koniec, czy stan przejściowy, a może początek. Może,… tyle możliwości od chwilowego kryzysu po zwiększoną samoświadomość osobistych potrzeb. Jednak w  tym wszystkim nie można być egoistą, trzeba zadbać o siebie, ale nie zapominać o innych, szczególnie bliskich.

Moje życie wymaga zadbania o siebie, być może w końcu ale czy tak jest mnie samemu trudno określić. Wiem jednak, że człowiek, który nie zadba o siebie nie jest w stanie zadbać o innych…

Warto zajrzeć:

 

Rezydenci protestowali

Posted on Updated on

Porozumienie Rezydentów - OZZL
Dzięki uprzejmości Porozumienia Rezydentów OZZL.

Nie było mnie tam (protest Porozmienia Rezydentów OZZL) , a jedynie poprzez medium społecznościowe miałem możliwość śledzenia protestu rezydentów, młodych lekarzy. Nie trudno było napotkać na hejtujące komentarze, które odnosiły się do typowego stereotypu jak to lekarze mają świetnie.

Od lat niezmiennie twierdzę, że gdy warunki pracy są dobre, tym bardziej kiedy są bardzo dobre to łatwiej jest znosić wynagrodzenia, które nie pozwalają na godne życie od wypłaty do wypłaty, godne życie przez miesiąc. Zawsze twierdziłem, że nawet jak w rodzinie tylko jedna osoba pracuje powinno być godnie. Nie należy pomijać wagi siły nabywczej naszych wynagrodzeń.

Oczywiście zapewne niemało lekarzy zarabia bardzo dobrze, ale wówczas moje wątpliwość to to, czy przypadkiem nie pracują za dużo, tym samym stając się pracownikami taśmowymi a nie artystami jednej z najważniejszych sztuk, jaką jest medycyna. Zapewne kilka specjalizacji daje możliwość wysokich zarobków z założenia, ale zdecydowanie mniejszość niż większość. Spróbujcie dorobić jako anestezjolog, a życzę powodzenia, a spróbujcie operację przeprowadzić bez anestezjologa.

Dlaczego uznaje medycynę za sztukę? Każdy z nas zaledwie częściowo spełnia pewne kryteria w naturze fizycznej i psychologicznej jako człowiek. Każdy pacjent jest inny, nawet gdy diagnozuje się tą samą jednostkę chorobową. To wymagające wyzwanie dla lekarzy i terapeutów. Trzeba być po części artystą by móc leczyć, by móc pomagać.

Kwestia wykształcenia dobrego lekarza to nie tylko właściwe predyspozycje kandydata (studenta). Studia trwają 6 lat, potem staż 13 miesięcy, jako rezydent lekarz spędzi od 4 do 6 lat. Po tym okresie ma możliwość zostania lekarzem specjalistą. Proces edukacji i doskonalenia zawodowego powinien zapewnić wykształcenie specjalisty o wysokich kompetencjach. Niesłychanie istotną rolę w przypadku lekarzy (a także terapeutów i rehabilitantów, pielęgniarek) odgrywa praktyka. Zawsze wobec swoich studentów podkreślam, że kluczową rolę odgrywają umiejętności podparte wiedzą. Sama wiedza to zbyt mało by być dobrym fachowcem. W dodatku wiedza medyczna nie stoi w miejscu lecz rozwija się, a więc wymagane jest stałe samodoskonalenie się lekarza!

Przyjęło się, iż doktorant, czy stażysta oraz rezydent muszą jakoś przetrwać. Obserwując stawki stypendiów, czy pensji asystentów to trudno uznać je za godne.

Według mnie w Polsce w ogóle zakłócony jest wskaźnik jakim jest siła nabywcza wynagrodzeń. Nie dotyczy to tylko rezydentów, ale i innych grup zawodowych. To jest chore kiedy osoba ciężko i odpowiedzialnie pracująca, czy choćby tylko sprzątaczka nie może spokojnie zapewnić godnego życia z miesiąca na miesiąc. Jakoś się udaje, ale długotrwały stan „jakoś” jest również destrukcyjny.

Już student powinien mieć takie stypendium, że nie będzie dorabiał tylko studiował. Oczywiście musi funkcjonować logiczny system stypendialny. Stażyści, rezydenci, czy już lekarze specjaliści nie powinni martwić się o dostęp do komputera, brak papieru, czy toneru do drukarki. Oni mają pracować merytorycznie, przyjmować pacjentów, leczyć, praktykować, doskonalić się. Jednocześnie współczuję tym, bo tacy są, którzy się zapętlili i pomimo logicznych wynagrodzeń biorą cały czas za dużo dyżurów, dorabiają to tu, to tam. Nie łudźmy się ale  nie wszyscy są wystarczająco odpowiedzialni. Być może po zakończeniu studiów w zależności od lokaty powinno być zróżnicowanie kwoty do spłaty tego stypendium. Pamiętajmy, że celem jest lekarz fachowiec z empatią.

Uczelnia wyższa.

Wiele mówi się o etyce lekarskiej, ale zajęcia z etyki nie zastąpią tej wyniesionej z domu i tej praktycznej z pracy jako stażysta, rezydent, jako lekarz. Kiedyś mój syn leżał w szpitalu i nijak nie szło wydobyć informacji od lekarza prowadzącego. Pierwsza myśl „gbur”. Z drugiej strony nie wiem ile już pracował, ilu miał pacjentów i ilu nieco emocjonalnych rodziców czy opiekunów, a może był to objaw wypalenia zawodowego. Lekarzy też to dopada. Na zdrowy rozsądek ile lekarz może znieść, to też człowiek, który musi umieć oddzielać swoje życie od emocji pacjentów bo by zwariował. Jednocześnie musi wykazywać empatię, wypełnić papierów tony, szukać toneru do drukarki, wysłuchiwać hejtu i jeszcze, a w zasadzie przede wszystkim dobrze leczyć. Moim zdaniem długotrwałe przebywanie w takich warunkach prowadzi do wypalenia, zniechęcenia, wewnętrznej batalii między jeszcze tlącymi się ideałami wyboru studiów, chęci niesienia pomocy a realiami codziennego życia. W końcu robi się to co robi, ale zniechęcenie wkrada się w funkcjonowanie i trudno z tego od tak wyjść. Wszystko ma znaczenie, nawet lekarz wykonujący USG nie powinien non stop robić tylko np. USG kostki ale doskonalić się w diagnozowaniu innych narządów. Dlaczego? By uniknąć rutyny. Większość z nas żyje z nie pewnością powiązania miesiąca z miesiącem, nie tylko finansowo, ale także co do warunków do pracy.

Kiedy rozmawiałem z lekarką, chyba młodszą niż starszą, w sprawie mojej mamy, kiedy mi mówiła, że zmarła, choć były emocje, choć też nie zaskoczyło mnie to, ale podziękowałem jej, że nie zrobiła tego sucho. Czuć było przejęcie, niewielkie może ale jednak. W końcu to nie łatwe do przekazania, nie wiadomo jak zareaguje rozmówca. Podziękowałem jej za profesjonalizm bo dzięki temu ja też jakoś to przyjąłem. Tej lekarce, w ferworze zamętu wydarzeniem nie pamiętam imienia i nazwiska (Szpital Bielański, 2014) nadal jestem wdzięczny i mam nadzieję, że jej kariera przebiega bardziej po jej myśli.

Jako pacjenci oczekujemy godnych warunków leczenia, lekarzy fachowców, miłych pielęgniarek i w ogóle, ale kiedy jesteśmy zdrowi jakoś tak Oni stają się dla nas jacyś tacy dziwni. Nie zamierzam idealizować lekarzy czy personel medyczny. Pośród nich też są tacy, którzy tam nie powinni być. Tak jest w każdej grupie zawodowej. Żaden system kwalifikacji nie jest idealny.

Nie zamierzam ich traktować inaczej niż jako mistrzów sztuki medycznej. Mają prawo do błędów bo to sztuka, nie da się wszystkiego przewidzieć. Jednak trzeba umieć błąd naprawić lub ponieść konsekwencje. Zawód lekarza ma blaski, ale jak powiadam tam gdzie blaski tam i cienie.

Chcemy żyć godnie, nie koniecznie z wodotryskiem bo pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają łatwiej żyć. Chcemy godnie żyć by nie żyć w stresie dnia codziennego. Chcemy godnie żyć, czyli otrzymywać godne wynagrodzenia za wykonywaną pracę. Chcemy być zrozumiani. Piszę „-my” bo to uniwersalne, niezależnie, czy sprzątaczka, czy dentysta, kierowca, nauczyciel, czy lekarz rezydent.

Już tylko na marginesie. Czy wiecie, że zawód psychologa w Polsce można by uznać za zderegulowany, a przecież jakże jest odpowiedzialny. Warunki, także te formalno-prawne zmieniają się czasem i jak tu planować rozwój?

Medialny odbiór

Posted on Updated on

Przekaz dla ludzi

Dziś dzień wyborów (wtedy zacząłem pisać ten post), na swój sposób ważny, lecz czy ty co po nim nastanie będzie z korzyścią dla naszej Polski? Pytanie retoryczne. Jednak coś jest na rzeczy. Lubię ciszę, znaczy nie absolutną, wolę ciszę z szumem wiatru w koronach drzew i górskiego strumienia, śpiewem ptaków, ale bez telewizji. Jednak przekaz informacji jest czymś w dzisiejszych czasach naturalnym zjawiskiem, pełnym przesytu, niestety najczęściej formy nad treścią. Z wyboru i z powodu zwykłych technicznych zaniedbań nie mamy telewizji. Niby internet w zupełności wystarcza, lecz i tak można odczuć całkiem niezły przeciąg informacji.

80% informacji odbieramy wzrokowo i ponoć również 80% informacji nie podlega kodyfikacji – nie da się ich zapisać, opisać w jakiejkolwiek formie. Ciekawe, prawda?! Żyjemy w społeczeństwie informacji, jesteśmy nimi bombardowani każdego dnia, każdej godziny, chyba, że śpimy ale i ten czas nie jest tak spokojny jak kiedyś. Wygrywa ten, kto opanuje umiejętność filtrowania wiadomości, zarządzania nimi, odnajdywania się w gąszczu, pajęczynie zer i jedynek, która niewidocznie oplata nas. Nie jest to jakiś fatalizm, lecz odniesienie się do rzeczywistości. Sam w tym uczestniczę prowadząc wortale i portal technologiczne i każdego dnia pływam w informacjach.

Jednak czy w świecie informacji można odnaleźć czas dla siebie, czas potrzebny na ochłonięcie, wyciszenie się? Ja muszę choć miniony rok nie należał do dających taką sposobność i nie byłem w stanie realnie wypocząć na długie kolejne miesiące pracy. Patrząc na młodsze pokolenia, już nie tylko młodszych, lecz już także pokolenia – to czasem utwierdzam się w przekonaniu, że wyciszenie jest dla mnie konieczne. Bez tego nie złapię dystansu do świata informacji. Czasem jednak spotykam „fighterów” – jak atomowe stosy na kosmicznych statkach z powieści SF, wydają się nie do zdarcia, lecz według mnie tylko wydają się.

Czy jesteśmy w stanie rozpoznawać co dobre a co złe w przekazie, szczególnie medialnym?

Bardzo często stawiam takie pytanie, nie tylko sobie, czasem w grupie, a czasem jako czysto retoryczne. Myślę, że nie jesteśmy w pełni i zawsze rozeznać dobra i zła w tym co widzimy, słyszymy, czytamy. Przekaz bardzo łatwo zmanipulować, zdjęcie pokazać niepełne, odtworzyć słowa wyrwane z kontekstu. Czasem wystarczy tylko komentarz, pozornie dopasowany, praktycznie w ogóle nie związany, by wpaść w misternie uplecioną sieć pułapki przekazu. Emocje, przekaz ma wzniecić pożar emocji w jego odbiorcach. Emocje, gniew nie zawsze, wręcz z reguły nie stanowią dobrych doradców dla naszych zachowań i w konsekwencji postaw. Sprawy nie ułatwiają Ci, którzy od czasu do czasu głoszę, iż to czy tamto to złe rzeczy. Mamy tę świadomość, że to czy tamto stwierdzenie jest przesadzone. Potem idziemy do sklepu, zupełnie niecelowo oglądamy zabawki dla dzieci. Ja osobiście jak widzę pewne lalki to mnie odrzuca. Pomimo starań by bycia na przekór i działania jak przysłowiowy adwokat diabła nie jestem w stanie uznać, że takie zabawki mają sens, jakikolwiek, dla mnie są straszne. Jednak dzieciaki je pragną.

Coś w nas mówi jedno ekran i głośnik co innego. Na ile jesteśmy silni by z jednej strony być w zgodzie z wartościami, które wyznajemy i jednocześnie zachować zdolność samokrytyki. Umiejętność spuszczenia sfory wątpliwości jest dla mnie bardzo istotna. W moim przypadku motywuje mnie do analizy i pomyślenia.

Doszedłem do sytuacji, w której niemal każdą informację w mediach traktuję krytycznie, z dystansem. To jest i nie jest dobra postawa i zachowanie. Może ogromny udział w tym ma to, że jako inżynier nie lubię mieć danych „z sufitu”, że uważam, że wszystko, no większość, należy umieć uzasadnić.

Jednocześnie same media czasem ułatwiają nam rozpoznanie zła albo dobra. Nieudolność prowadzącego audycję czy program TV, brak kompetencji i przygotowania powoduje, iż niejednokrotnie można rozpoznać „medialną ustawkę”. Problem wynika również stąd, że media z jednej strony powinny w pełni korzystać z prawa do wolności słowa, a z drugiej jednak w żaden sposób w naszej Polsce te media nie odpowiadają w pełni za swoje słowa. Takie odnoszę wrażenie.

Dlaczego odnosimy się do czegoś jako wiarygodnego, a dlaczego nie wierzymy innym choć to mogło się wydarzyć?

Mam okazję, miałem ją też niejednokrotnie wcześniej, a mianowicie przysłuchiwania się jak ktoś z ogromnym przekonaniem wyrażał się o tym co spotkało kogoś, niemalże wrzeszcząc, że to kłamstwo, że to niemożliwe, że to… itd. Kompletnie taka osoba nie przyjmowała, iż np. dla mnie to i tamto jest jak najbardziej realne. Żadnej możliwości porozumienia, a co więcej, osoba tak głośno wrzeszcząca i propagująca negatywne fale nie była w stanie w żaden sposób uzasadnić swoich racji, nie przedstawiała żadnego argumentu.

Myślę sobie, że bardzo wiele osób jest w stanie coś zaakceptować, uznać za realne jeżeli w jakiś sposób mieści się to w ich świecie, inaczej jest niemożliwe – syndrom ograniczonego widnokręgu – tak to sobie nazwałem. Co jest tego powodem, być może zazdrość, że coś przytrafiło się komuś innemu. Jednak co chyba najistotniejsze to ten fakt 80% informacji, których nie da się opisać. Mamy przeczucie, odczucie, 6 zmysł, czasem 7 😉 i po prostu wiemy, ale kompletnie nie umiemy tego uargumentować. Trzeba być jednak świadomym takiego ograniczenia. Ma to ogromne znaczenie na forach internetowych, gdzie podstawowym sposobem wymiany informacji (dialogu) są pisane teksty, czasem obrazek. W kontekście rozmowy dwóch lub więcej osób to bardzo ułomny sposób komunikowania – brak całej gamy przekazu pozawerbalnego, a także choćby intonacji głosu. W konsekwencji umiejętności argumentowania, okiełznania emocji są tu niezmiernie ważne.

Wpis ten zacząłem pisać w dniu wyborów. Pewna jego wizja gdzieś pomiędzy wieloma innymi zaginęła i jest jaki jest. Wybory, były, minęły, a co przyniesie przyszłość… Grunt to nie być fanatykiem, chyba że czekolady 😀 Osobiście uważam, iż dla rozwiązania większości problemów na świecie nie potrzeba partii politycznych, lecz zdrowego rozsądku i logiki. Pozwala mi to na stawianie tych samych wymagań, posiadania tych samych oczekiwań od każdego „zwycięskiego” ugrupowania po każdych wyborach. Mamy taki a nie inny ustrój, ani silniejszy prezydent, ani parlament, taką a nie inną ordynację wyborczą i społeczeństwo co ma to wszystko… Uczestniczenie w wyborach to nasz obywatelski obowiązek. To, że nie ma na kogo specjalnie głosować, to inna już sprawa, a zawsze można oddać głos nieważny lub wybrać tzw. mniejsze zło, ale trzeba pokazać, że sprawa własnego kraju jest nam bliska.

Wybory to uczta mediów…

Rowerowanie

Posted on Updated on

Woda w butelce

Czas płynie nieubłaganie i jak widać niejednokrotnie do niego nawiązuję. Czas należy szanować, choć nie stronić od szaleństw, od czasu do czasu. Różne zdrowotne i życiowe zakręty odwodziły mnie od regularnych ćwiczeń fizycznych. Waga sobie rosła i rosła i urosła. Teraz kiedy większość tych niemiłych rzeczy mam już za sobą trzeba rozprawić się z wagą. Dieta, o której wcześniej nie jeden raz pisałem, no cóż nie była przeze mnie przestrzegana. Czy żałuję? Nie wątpliwie tak. Nie tylko z powodu niezmiennego problemu mojego choróbska (REA), czy innych przypadłości ludzi po 40-ce. Po prostu czułem się lepiej, zdrowiej :), lżej i w ogóle. Problemy jak wiemy można zażerać i ja zażerałem, no może nie aż tak, ile to słowo „żreć” potocznie znaczy. Mój jeden kot to faktycznie żre i żre. W każdym bądź razie udało mnie się jak to się mówi potocznie – ogarnąć życiowo i żeglować dalej.

Gdzieś w centrali w moim mózgu (sztab sił połączonych) obradował i zaordynował, że kryzys się skończył i wracamy do regularnych ćwiczeń i dbania o siebie. Co prawda generał Smaczek zdecydowanie  obstawał przy możliwościach smakowania kontrolnego, lecz był sam. Być może czeka go dymisja. To się jeszcze okaże. Żartować można i trzeba, nie można być za poważnym i zbytnim wesołkiem też. W każdym bądź razie staram się każdego dnia na kijkach lub/i na rowerze. Z kijkami to chwilowo bardzo ostrożnie. Nowe buty po niecałych 8 km dały popalić mojej lewej stopie i bez plastra nie da rady. Po wymianie pary na nową projekt współfinansowany przeze mnie polegający na dalszym rozchodzeniu butów trwa. Zostały mi do wdrożenia codzienne ćwiczenia rozciągające i kilka siłowych.

W ostatnich dniach zaczęło się dziać i jakoś daję radę. Nie można odpuszczać, absolutnie nie można poddawać się, choćby nie wiem jak złe rzeczy nam się przytrafiały. Kiedy jest bardzo źle, kiedy nic nie daje się zrobić sama walka by dać sobie pomóc jest tym niepoddawaniem się. Wiem dokładnie o czym piszę, choć nie piszę wszystkiego. Zawsze można uciec do przodu, zawsze można poprosić o pomoc, lecz nikt i nigdy za nas nie przeżyje naszego życia.

Jak to chęć napisania o dzisiejszym rowerowaniu zamieniła się w takie dywagacje 🙂 Rok temu nie byłbym w stanie podjąć tego wysiłku by zrobić to nie tylko dla siebie, ale co równie istotne dla mojej Żony. Rok, minęło 365 dni i jest inaczej. Czy jest dobrze? Jest lepiej! Czy się boję? Ależ oczywiście, ale strach to strach przed czymś co jeszcze nie zaistniało. Można go zagnać do zagrody. Nie można go w sobie zniszczyć, ale nie można dać mu rządzić sobą.

Zatem rowerowanie, w końcu… wzdłuż Wisły po bulwarach, jeszcze nie dokończonych ale było przyjemnie, bardzo. Może czasem jeszcze nie jestem tym kim byłem, a kim powinienem ale byłem i nadal jestem zadowolony z tych przejażdżek. Przede wszystkim była to nasza wspólna przejażdżka, tylko we dwoje, tam i z powrotem, choć nie na miarę Hobbita 😉 ale jednak. Warto było i zamierzam to podtrzymać. Poniżej kilka fotek, ale i link do trasy: rowerowanie dnia dzisiejszego.

Woda, jak ta w butelce to jak woda do życia, a jazda była nad wodą i tej wody wokół brakuje. Zdjęć z rowerowania nie ma dużo bo w nim nie chodziło o nie, ale o kręcenie tymi pedałami, o ten pęd powietrza wokół, o miejsce, o to, że razem.

 

Teraz trzeba dalej iść :), czy jechać :), czy się wspinać :), czy żeglować :), może czasem zawracać ale przeć do i nadal dostrzegać subtelności wokół siebie.

Macierzyństwo, moje spojrzenie

Posted on

Niejako pozbawiony telewizji, a i w przestrzeni internetu nie zawsze podążam za prądami innych, zupełnie przypadkiem wpadłem na wpis pani Pauliny Młynarskiej, która w żenujący sposób, przy najmniej dla mnie, popłynęła w temacie kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Słusznie zauważyła, iż kampania skierowana jest do wąskiego grona kobiet. Jednak czy aby na pewno? Gdyby było takie wąskie nie miałoby statystycznie wpływu na przesuwający się statystycznie właśnie wiek zachodzenia w ciążę.

Nie wiem jakie intencje, przy najmniej częściowo miała pani Paulina Młynarska ale ja osobiście uważam, twierdzę, jestem przekonany i w ogóle, że że seks nie jest wyłącznie zabawą, a konsekwencje „wpadki” od tak można usunąć. Nie zamierzam dyskutować o dostępie do aborcji, bo to jest temat bardzo trudny, w którym za wszelką cenę niszczy się te najważniejsze osoby, kobiety. Dyskutuje się odkładając to co najważniejsze gdzieś na bok, zapominając o ludziach. To moje osobiste zdanie. Faktem jest, że są w wielu przypadkach wskazania medyczne dotyczące zdrowia kobiety przy nadziei powodujące iż usunięcie ciąży jest tym rozwiązaniem, które trzeba rozważać. Bez wątpienia jest to dramat dla matki, która dziecka pragnie. Niewątpliwie po aborcji nie ma tak, że nie ma problemów emocjonalnych, że to od takie proste i bezproblemowe. Faktem są komplikacje zdrowotne, że tak ujmę cielesne. Absolutnie nie akceptuję takiego podejścia do seksu i poczęcia życia, iż można je usunąć bo to wpadka, bo przecież miało być tylko tak fajnie. Jak już dwoje ludzi chce uprawiać seks, który jest piękny, może być piękny, jest niesamowity, ale to także podjęcie odpowiedzialności. Jeżeli seks jest jedynie radochą to jest to płycizna, emocjonalna mielizna. Jest akcja, jest reakcja. Każde nasze czyny i słowa mają konsekwencje i trzeba umieć je podejmować. Mogę tylko współczuć tym, dla których seks jest tak płytki emocjonalnie. Kwestia gwałtu to dla mnie obszar, gdzie to kobieta jest jako ofiara najważniejsza i wszelkie środki należy skierować na jej wsparcie. Nawet zdrowotnie może się okazać, że donoszenie i urodzenie będzie lepsze od aborcji, ale to powinna być przede wszystkim decyzja kobiety, ale decyzja podjęta rzetelnie. Dla mnie zdrowie to nie tylko ciało ale i umysł. Zdrowie psychiczne jest równie istotne, a zdrowie w ogóle należy rozpatrywać kompleksowo. To nie jest przecież tak, że każdy przypadek jest taki sam – za każdym razem są to indywidualne tragedie i historie i każda jest inna, jak każdy inny osobowościowo jest człowiek.

Macierzyństwo nie jest jak to określiła autorka, zapewne prowokacyjnie, psim obowiązkiem kobiety, suki jak to padło niejednokrotnie w treści. Jedne mają ku temu predyspozycje, inne nie. Wykwalifikowane profesjonalistki, obyte w świecie, podróżujące, podobnie jak profesjonaliści, obyci w świecie, podróżujący – nie oznacza, że mądre, mądrzy. Mądrość niestety nie idzie szczególnie często w parze z wiedzą, stąd też i rozróżnienie mądrości i wiedzy. Podobnie jak z faktem, iż nie zawsze większość ma racje. Problemem wieku jest to, że w pewnym momencie jest już zbyt późno na to by zrobić to i tamto, także by być Rodzicem. Osobiście uważam, że wolę być młodszym rodzicem, niż bardziej dziadkiem – ojcem dla swojego dziecka. Oczywiście doświadczenie życiowe powoduje, że niejako wydaje nam się, że jesteśmy z każdą minutą coraz lepsi, jak dobre wino. Jednak bycie Rodzicem to nie moment odkorkowania butelki, a nawet takie porównanie jest totalnie niepełne. Bycie Rodzicem to totalna rewolucja w życiu 🙂 i trzeba to przeżyć by móc zdecydowanie większą podstawę by o tym mówić, a mówić warto o tym 🙂

Odniesienie się pani Pauliny Młynarskiej do Pań w kasach w ogóle nie wiem jak należy potraktować, czy może jako pogardę dla nieudaczników życiowych? Może w ogóle co innego miała autorka na myśli. Dla mnie to takie pokazanie, że są zawody gorsze, złe, beznadziejne – a według mnie brak etosu pracy, szacunku dla pracy to jeden z głębokich problemów naszego kraju. A już totalnie mnie rozbawiło „… pod dyktando kościoła…” – bo to przykład nadinterpretacji i także niewiedzy. To, że kościół katolicki reprezentuje jakże bezkompromisową postawę w zakresie aborcji ma zarówno plusy jak i minusy. Pomijając jakże wiele problemów kościoła hierarchicznego trudno, choćby na logikę, zdrowy rozsądek, odmówić racji w potępianiu swobodnego dostępu do aborcji i tym samym sprowadzania seksu do wyłącznie chemicznej reakcji organizmu na fizyczne zbliżenie dwojga ludzi. Osoby wierzące, katolicy mają takie samo prawo do wyrażania swojej opinii jak i zwolennicy aborcji. Czy niejako automatycznie stają się źli? Zupełnie inną kwestią, absolutnie życiową, jest to, że życie to seria kompromisów i regulacje na poziomie społecznym wymagają kompromisów. Kwestia aborcji to kwestia bardzo trudna, nie dająca się rozwiązać, uregulować na ostro, to raczej pływanie w szerokim pasie granicznym. Niewątpliwie edukacja seksualna jest niezbędna, wiedza o budowie człowieka, znajomość elementarnych zasad rządzących naszymi ciałami, ale także cała masa pracy w warstwie emocjonalnej, a więc i etycznej to fundament dla młodych ludzi. Seks nie może być traktowana wyłącznie jako przyjemność, fizyczna zabawa bez konsekwencji. Pracuję z młodymi ludźmi i widzę głównie ludzi zarażonych „współczynnikiem doraźnej korzyści”, nie umiejących podjąć odpowiedzialności, udźwignąć konsekwencji własnych czynów i słów – to jest wręcz pandemia. Dojrzałość emocjonalna jest tu odległym lądem, którego większość z nich nie odkryła, ale już fizycznie mogą stać się Rodzicami. Edukacja seksualna pozbawiona pracy z uczuciami, aspektami etycznymi jest po prostu pozbawiona sensu.

Niewątpliwie pani Paulina Młynarska stanowi przykład osoby bardzo dobrze radzącej sobie z wyzwaniami życia i to bardzo dobrze, lecz nie oznacza to, że większość ma aż tak dobre predyspozycje. Autorka poruszyła także bardzo istotne kwestie, jak ściąganie alimentów, realnie dostępne tanie żłobki i przedszkola, a ja od siebie dodam, że powinny być darmowe, a nie tanie bo to wówczas jest realnym wsparciem Rodziców, a przede wszystkim pokrywające 100% zapotrzebowania. Nie łudźmy się ale przedszkole i szkoła to miejsca gdzie nie wychowuje się zamiast Rodziców, ale miejsca, przestrzenie gdzie kształtuje się i doskonali zachowania i postawy społecznego funkcjonowania. Autorka poruszyła także kwestie ściągalności alimentów – jakże istotną kwestię, która obecnie jest po prostu regulowana beznadziejnie.

Panie Paulina Młynarska twierdzi, że posiadanie potomstwa to w połowie kwestia męskiej połowy świata. Jednak czy tego chcemy czy nie dzieci dziedziczą więcej genów po matce niż po ojcu i owszem już wychowanie dziecka to w połowie obowiązek ojca i w połowie matki. Autorka stwierdziła dobitnie, cytuję „A pozostałe 98,5 procent kobiet w wieku rozrodczym, które za sprawą dyktowanej przez episkopat polityki nie mają dostępu do antykoncepcji…” – to ja chyba mam problemy ze wzrokiem w hipermarketach. Poza tym nie znam środków chemicznych, w tym leków, które nie mają skutków ubocznych. Nie środków medycznych, które nie wpływają negatywnie. Listy skutków ubocznych i działanie terapeutyczne to suma, która ma być ostatecznie dodatnia dla pacjenta, ale nie oznacza, że nie ma negatywnych następstw poza tymi pozytywnymi. Nie jestem specjalistą w kwestiach medycznych, ale im mniej czegokolwiek się bierze tym lepiej. Mam choróbsko autoimmunologiczne i leki zażywać muszę, a im mniejsze dawki tym lepiej. Episkopat nie dyktuje polityki. Nie przypominam sobie by ustawy i regulacje prawne pisali biskupi. To zdanie jest po prostu nieprawdziwe, a co najmniej niepełne. Wyrażanie opinii to jedno, a pisanie ustaw to drugie.

Równość między kobietą i mężczyzną to dla mnie przede wszystkim równość w prawie, wynagrodzeniach, prawie do rozwoju osobistego. Jestem mężczyzną i jestem jaki jestem, nie mogę tego co kobieta i na odwrót. Nie ma równości cielesnej, ani duchowej. Nie oznacza to, że w jakikolwiek sposób mężczyzna przewyższa kobietę. Dlatego Rodzina jest Rodziną pełną kiedy jest i żona, matka i mąż, ojciec gdyż i dla siebie i dla dzieci stanowią komplementarność – zarówno w ujęciu życia codziennego jak i emocjonalnego, czy duchowego. Brak jednego tylko pierwiastka nie jest ostatecznie dramatem, ale nie jest też czymś pożądanym, czy pozytywnym, a rozpad małżeństwa da o sobie znać u dzieci, prędzej, czy później, czy tego chcemy, czy nie.

Chcemy połowy świata, połowy kasy, połowy pracy i połowy zmartwień związanych z posiadaniem potomstwa. Połowy.

Paulina Młynarska

Połowy absolutnej się nie da. Nie wiem jakbyśmy wszyscy chcieli, ale myślę, tak mi się wydaje, że więzi miłości matki i dziecka są znacznie silniejsze niż ojca i dziecka, przy najmniej na znacznym etapie. Nie wiem jak bardzo bym kochał, a kocham bardzo moje dziecko, a miłość jego matki jest i tak mocniejsza. Nie wątpliwie poza tym połowa obowiązków wychowania spada na oboje Rodziców, co dla mnie jest zupełnie naturalne.

Spodobał mi się ten tekst: https://parenting.pl/portal/najlepszy-wiek-zeby-zajsc-w-ciaze