technika

Muzeum Mercedesa

Posted on Updated on

Jeżeli ktoś nigdy o nim nie słyszał, a tym bardziej nie widział to trudno sobie je tak dokładnie wyobrazić. Dopiero jak miałem przyjemność je zwiedzić osobiście mogłem docenić jego wagę, ogrom. Sam budynek jest już architektoniczną perełką. Trzeba to zobaczyć by spróbować objąć wyobraźnią. Historia, jakby to rzec potocznie kawał historii. Twórce tego muzeum nie uciekali również od trudnych historycznie okresów jak choćby II Wojna Światowa. Jednak przede wszystkim to historia samochodów, rozwoju technologii. Jako technolog chłonąłem. Jeżeli ktoś ma okazję gorąco polecam…

Reklamy

Klisze… mijający czar…

Posted on

Mam taką torbę, a w niej to co moje, a związane z fotografią… aparaty Canon’a na klisze. Nawet na nie nie spojrzałem, lecz jak sięgnąłem pamięcią, jeszcze w zeszłym roku robiłem nimi zdjęcia. Teraz tylko są w torbie. Nie pamiętam nawet czy mają włożone klisze… Przez chwilę wpis ten był jedynie szkicem. Zastanawiałem się dlaczego ten temat wpełzł do jaźni i poruszył moje szare komórki. Już wiem 🙂 Mniej więcej rok temu w Lany Poniedziałek byliśmy na spacerze całą rodziną w Lasku Bielańskim i zrobiliśmy niemało zdjęć, właśnie kliszówkami. Minął rok, w zasadzie dziś okrągły, przy najmniej Świątecznie.

Przypominają mi się poprzednie aparaty na klisze, wywoływanie czarno-białych odbitek w improwizowanej ciemni w moim pokoju w bloku. Pamiętam tę radość z udanych efektów nocnych prac. Nadal mam powiększalnik wyprodukowany w ZSRR w 1949!!! Wówczas działał, potem działał, czy działa nadal… musiałbym go zdjąć z pawlacza 🙂 . Nadal mam suszarkę, ramki do kadrowania własnej roboty i roboty mojego Ojca. Pamiętam jak przez nie uwagę wylałem całe wiadro zimnej wody do płukania, która jak to woda, wlazła wszędzie, w klepkę, pod regał. Ile to wydarzeń z tym związanych, ile radości.

Odczuwam ogromny sentyment do kliszy, do jej wymagań, do tego jak ćwiczyła mnie w wyborze ujęć, pomyśleniu i zastanowieniu się nad kadrem, a czasem jak himalaista tuż przed szczytem rezygnowałem z ujęcia bo akurat szkoda było kliszy, bo ujęcie nie miało w sobie tego „czegoś” co powoduje, że kompozycyjnie i tematycznie jest ciekawe albo co najmniej wartościowe. Potem te chwile oczekiwania na wywołanie, odbitki.

Dziś korzystam ze zdobyczy fotografii cyfrowej bo wychodzi po prostu taniej, znacząco taniej, na tyle taniej i szybciej, że kliszówki nie mają już szans. Może z tym szybciej to przesada. Ujęcie nadal szanuję i staram się nie trzaskać nie wiadomo ilu zdjęć. Kiedyś potrafiłem na jedno ujęcie przeznaczyć całą kliszę z haczykiem.  To szybciej jest względne. Zakładając, że ustawienia aparatu, w tym balans bieli są dobre, przyłożę się do pracy to mam dobry materiał do dalszej pracy. Nie lubię retuszować i poprawiać zdjęć, choć tego nie unikam. Opracowanie wielu zdjęć to godziny pracy, pracy, którą należy wykonać z należytym skupieniem. Jeden niewielki błąd, niedopatrzenie i zdjęcie ostatecznie nie takie…

Jednak nadal z sentymentem myślę o kliszówkach i tak sobie myślę, że jeszcze nie jeden raz je wykorzystam…

Modelowanie komputerowe a Smoleńsk

Posted on

Artykuł z „Gościa Niedzielnego” z 19 lutego 2012 roku nr 7 rok LXXXIX pt. „Raporty czy spekulacje?”, a w zasadzie wywiad z prof. Wiesławem Biniedą przeprowadzony przez Bogumiła Łozińskiego zainspirował mnie do napisania tego wpisu.

Dorobek prof. W. Bieniedy można sobie prześledzić w ogólnodostępnych bazach artykułów i informacji naukowych, a co za tym idzie trudno byłoby zarzucać profesorowi niekompetencję.  Nie jest moim celem analizowanie kwestii katastrofy w Smoleńsku i przyczyn tej tragedii. Nie ma znaczenia jak na to patrzą różni ludzie, była to tragedia, której skutki będziemy długo odczuwać.

Chcę odnieść się do modelowania i symulacji komputerowych. Już same przeczytanie słownikowej definicji słowa „modelowanie” każda osobę zdroworozsądkową powinno na swój sposób zaniepokoić, a szczególnie kiedy będziemy odnosić się do wszelkiego rodzaju symulacji i modelowania z użyciem komputerów oraz specjalistycznego oprogramowania, czy systemów CAD/CAM/CAE (odpowiednio z j.ang. Computer Aided… Designing/Machining/Engineering). W tych skrótach szczególne znaczenie ma słowo „aided” czyli wspomagać. Jeżeli dobrze przyjrzymy się dwóm słowom, które już zostały tu wymienione, a mianowicie modelowanie i wspomaganie to uzyskamy bardzo ważny przekaz znaczeniowy i merytoryczny. Przeprowadzenie symulacji komputerowej wymaga opracowania modeli: środowiska, warunków, przedmiotów. Model stanowi sam w sobie uproszczenie. Projektując, czy opracowując technologię produkcji z wykorzystaniem CAD/CAM/CAE wykorzystujemy modele bryłowe bazujące na możliwościach geometrycznych rozwiązań informatycznych, a zatem na metodach matematycznych. Możemy nadać właściwości fizyczne takie jak materiał, co polega na samym określeniu i przypisaniu konkretnych współczynników opisujących dany materiał (m.in. sztywność, gęstość, skład chemiczny i inne).

Po pierwsze model geometryczny jest modelem idealnym, a nawet samo zapisanie informacji o dokładności wykonania nie jest jednoznaczne. Dodatkowo wspomnę, że na świecie funkcjonuje około 80 formatów zapisu danych informatycznych konstrukcyjnych i technologicznych. Jak inżynier na co dzień spotykam się z problemami utraty, pomyłek w przenoszeniu danych, a to dopiero model. Słowo „identyczne” ma ograniczone zastosowanie. Możemy mówić o identycznym modelu np. samochodu, ale żaden z egzemplarzy nie jest geometrycznie identyczny – gdyż wszystko możemy wykonać z jakąś dokładnością. Można upraszczając  przyjąć,  że im droższa technologia wykonania tym lepsza dokładność wykonania. Nie ma rzeczy identycznych. Tylko pozornie mogą wydawać się identyczne, bo ani wzrokowo, ani dotykowo, ani przez pomiar posiadanymi przyrządami pomiarowymi nierzadko nie jesteśmy stwierdzić realnych różnic – np. występują dla wymiaru długościowego na 4, czy 5 miejscu po przecinku. Dodatkowo sam pomiar obciążony jest dokładnością metody pomiarowej i samego oprzyrządowania. dla przykładu podam, że tolerancja długości dla samolotów (tego samego modelu) może wynosić pół metra. Nie możemy zapominać, że np. w przypadku produkcji stali, każdy gatunek jest opisany normą, która zawiera dokładny opis składu, w tym pierwiastki stopowe. Rzecz w tym, że i one są dodawane w trakcie procesu technologicznego z jakąś tolerancją. Powtarzalność właściwości wytworzonej stali jest zagadnieniem problemowym samym w sobie.

Powiedzmy, że mamy model, a sam model nie zawsze wszystko zawiera bo np. mamy krawędzie czy naroża wszystkie ostre, a w rzeczywistości zawsze jest jakiś promień zaokrąglenia, choćby minimalnie wyczuwalny ale jest!!!

Symulowanie zjawisk dynamicznych, w tym wytrzymałościowych bazuje na metodach matematycznych. W technikach komputerowych najczęściej wykorzystywaną metodą jest tzw. Metoda Elementów Skończonych. Jak każda metoda obliczeniowa i ta ma swoje ograniczenia i założenia. Niejednokrotnie zakładamy/przyjmujemy jakieś tam równanie jednocześnie je upraszczając np. do przypadku prostoliniowego, choć rzeczywisty wykres danej funkcji nie jest prostoliniowy, ale jest tak zbliżony, że upraszczamy. Gdy chcemy zająć się drganiami to mamy cały ocean problemów z tym związanych i pomimo wielu dziesięcioleci nie ma spójnej, jednoznacznej i pewnej metody obliczeniowej. Wiele metod sprawdza się tylko w konkretnej sytuacji i warunkach.

Profesor W. Binieda, a nie mam najmniejszych wątpliwości, opracował model, odnosi się do właściwości materiałów. Trudno w ogóle próbować podważać kompetencje w tym zakresie. Nie mam również najmniejszych wątpliwości, że na podstawie wieloletniego zestawiania opracowanych symulacji i doświadczenia zawodowego zebranego w wielu realnych przypadkach można pokusić się o kategorycznie jednoznaczne stwierdzenia. Właśnie w tej kategoryczności tkwi dla mnie problem. Dla mnie, osoby która z modelowaniem ma styczność, nie jest możliwe by na podstawie analiz i symulacji komputerowych stwierdzić coś innego niż „na podstawie analizy/symulacji komputerowej istnieje bardzo duże lub bardzo małe prawdopodobieństwo, że coś mogło lub nie mogło” się wydarzyć.

W przypadku skomplikowanych, wieloczynnikowych symulacji, ograniczeniach metod może się okazać, że dane uproszczenie w jednym miejscu, pozornie kompletnie nieistotne, może mieć realnie kolosalny wpływ na ostateczny wynik, a zatem i wnioski.  Wyniki symulacji mogą na coś wskazywać, sugerować, ale według mnie nie ma symulacji, która posiada 100% pewność, a nawet gdyby miała 99% pewność to jednak nie 100%.

Jednocześnie postępujący rozwój technologiczny bez CAD/CAM/CAE nie były możliwy. Jednak to tylko wsparcie inżynierów, a nie absolutne źródła rozwiązywania problemów…