spokój

Co nas pociąga w…

Posted on

… filmach katastroficznych? Czyżby lęk, strach, ból, smutek, bagaż negatywnej empatii po ciemnej stronie mocy, a może empatyczne przeżywanie nadbohatera filmu, względnie nadbohaterów. Sami nie możemy, a więc można sobie choć pomażyć. Może jednak co innego…

Ciekawą alternatywą odpowiedzi na tak postawione pytanie jest dążenie do spokoju i samotności. Filmy katastroficzne z reguły serwują nam na zakończenie jakiś happy end ze zdecydowanie okrojoną ludnością świata. Może właśnie w tym tkwi sedno. Codzienność naszych żyć to nieustające spotkania z innymi, mijanie pozostałych, niemalże całkowicie anonimowo. Wytrącenie cząstki siebie w inny niebyt, empatyczne odgrywanie roli, czy podświadome dążenie do bezpiecznej przystani, wszystko razem może być podłożem takiego zainteresowania filmami katastroficznymi.

Równie dobrze, zgodnie z jedną z teorii filozoficznych stoimy u progu podboju kosmosu i dlatego tyle nas na tej Ziemi.

Reklamy

Jedność z otuliną świata

Posted on

Zaledwie końcowe fragmenty telewizyjnego filmu dokumentalnego o ogrodach udało mi się zachaczyć zrozumieniem spojrzenia. Nie jestem do końca pewien ale wydaje mi się, że główny bohater poszukiwał sensu istnienia ogrodów. Jak się domyśliłem z kontekstu na pewno tych w Chinach i tych w Japonii. Trudno mi powtórzyć wypowiedziane przez narratora słowa podsumowania. Generalnie chodziło o te chwile kiedy będąć tylko w ogrodzie, czy też w nim pracując odczuwało się ogromną radość, odprężenie i spokój – jedność z ogrodem. Nawiązano przy tym do istoty zen.

Kilka ładnych lat temu leżąc w hamaku na działce w lesie, zagłębiony w spokoju bez odgłosów innych ludzi, pośród drzew, śpiewu ptaków i szumu wiatru w koronach drzew w pewnym momencie, przez chwilkę poczułem pełne odprężenie i wewnętrzny spokój. Pamiętam do dziś to uczucie, które nadal jest wzorcem, skalą odniesienia. Wówczas czułem jedność z otaczającą mnie naturą, całym światem.

Podobne odczuwanie, nie tak silne, mam okazję odczuwać podczas górskich wędrówek. Między innymi właśnie takie duchowe odczuwanie bycia w górach ciągnie mnie ku nim. Mieszkając w mieście nie mogę do końca świadomie i podświadomie przyjąć tempa tego zwariowanego życia, tego wyścigu szczurów. Dlatego, choc rzadko, uciekam w góry…

Tylko zarysowałem, naszkicowałem ten temat i zamierzam jeszcze nie raz do niego powracać.