telewizja

Medialny odbiór

Posted on Updated on

Przekaz dla ludzi

Dziś dzień wyborów (wtedy zacząłem pisać ten post), na swój sposób ważny, lecz czy ty co po nim nastanie będzie z korzyścią dla naszej Polski? Pytanie retoryczne. Jednak coś jest na rzeczy. Lubię ciszę, znaczy nie absolutną, wolę ciszę z szumem wiatru w koronach drzew i górskiego strumienia, śpiewem ptaków, ale bez telewizji. Jednak przekaz informacji jest czymś w dzisiejszych czasach naturalnym zjawiskiem, pełnym przesytu, niestety najczęściej formy nad treścią. Z wyboru i z powodu zwykłych technicznych zaniedbań nie mamy telewizji. Niby internet w zupełności wystarcza, lecz i tak można odczuć całkiem niezły przeciąg informacji.

80% informacji odbieramy wzrokowo i ponoć również 80% informacji nie podlega kodyfikacji – nie da się ich zapisać, opisać w jakiejkolwiek formie. Ciekawe, prawda?! Żyjemy w społeczeństwie informacji, jesteśmy nimi bombardowani każdego dnia, każdej godziny, chyba, że śpimy ale i ten czas nie jest tak spokojny jak kiedyś. Wygrywa ten, kto opanuje umiejętność filtrowania wiadomości, zarządzania nimi, odnajdywania się w gąszczu, pajęczynie zer i jedynek, która niewidocznie oplata nas. Nie jest to jakiś fatalizm, lecz odniesienie się do rzeczywistości. Sam w tym uczestniczę prowadząc wortale i portal technologiczne i każdego dnia pływam w informacjach.

Jednak czy w świecie informacji można odnaleźć czas dla siebie, czas potrzebny na ochłonięcie, wyciszenie się? Ja muszę choć miniony rok nie należał do dających taką sposobność i nie byłem w stanie realnie wypocząć na długie kolejne miesiące pracy. Patrząc na młodsze pokolenia, już nie tylko młodszych, lecz już także pokolenia – to czasem utwierdzam się w przekonaniu, że wyciszenie jest dla mnie konieczne. Bez tego nie złapię dystansu do świata informacji. Czasem jednak spotykam „fighterów” – jak atomowe stosy na kosmicznych statkach z powieści SF, wydają się nie do zdarcia, lecz według mnie tylko wydają się.

Czy jesteśmy w stanie rozpoznawać co dobre a co złe w przekazie, szczególnie medialnym?

Bardzo często stawiam takie pytanie, nie tylko sobie, czasem w grupie, a czasem jako czysto retoryczne. Myślę, że nie jesteśmy w pełni i zawsze rozeznać dobra i zła w tym co widzimy, słyszymy, czytamy. Przekaz bardzo łatwo zmanipulować, zdjęcie pokazać niepełne, odtworzyć słowa wyrwane z kontekstu. Czasem wystarczy tylko komentarz, pozornie dopasowany, praktycznie w ogóle nie związany, by wpaść w misternie uplecioną sieć pułapki przekazu. Emocje, przekaz ma wzniecić pożar emocji w jego odbiorcach. Emocje, gniew nie zawsze, wręcz z reguły nie stanowią dobrych doradców dla naszych zachowań i w konsekwencji postaw. Sprawy nie ułatwiają Ci, którzy od czasu do czasu głoszę, iż to czy tamto to złe rzeczy. Mamy tę świadomość, że to czy tamto stwierdzenie jest przesadzone. Potem idziemy do sklepu, zupełnie niecelowo oglądamy zabawki dla dzieci. Ja osobiście jak widzę pewne lalki to mnie odrzuca. Pomimo starań by bycia na przekór i działania jak przysłowiowy adwokat diabła nie jestem w stanie uznać, że takie zabawki mają sens, jakikolwiek, dla mnie są straszne. Jednak dzieciaki je pragną.

Coś w nas mówi jedno ekran i głośnik co innego. Na ile jesteśmy silni by z jednej strony być w zgodzie z wartościami, które wyznajemy i jednocześnie zachować zdolność samokrytyki. Umiejętność spuszczenia sfory wątpliwości jest dla mnie bardzo istotna. W moim przypadku motywuje mnie do analizy i pomyślenia.

Doszedłem do sytuacji, w której niemal każdą informację w mediach traktuję krytycznie, z dystansem. To jest i nie jest dobra postawa i zachowanie. Może ogromny udział w tym ma to, że jako inżynier nie lubię mieć danych „z sufitu”, że uważam, że wszystko, no większość, należy umieć uzasadnić.

Jednocześnie same media czasem ułatwiają nam rozpoznanie zła albo dobra. Nieudolność prowadzącego audycję czy program TV, brak kompetencji i przygotowania powoduje, iż niejednokrotnie można rozpoznać „medialną ustawkę”. Problem wynika również stąd, że media z jednej strony powinny w pełni korzystać z prawa do wolności słowa, a z drugiej jednak w żaden sposób w naszej Polsce te media nie odpowiadają w pełni za swoje słowa. Takie odnoszę wrażenie.

Dlaczego odnosimy się do czegoś jako wiarygodnego, a dlaczego nie wierzymy innym choć to mogło się wydarzyć?

Mam okazję, miałem ją też niejednokrotnie wcześniej, a mianowicie przysłuchiwania się jak ktoś z ogromnym przekonaniem wyrażał się o tym co spotkało kogoś, niemalże wrzeszcząc, że to kłamstwo, że to niemożliwe, że to… itd. Kompletnie taka osoba nie przyjmowała, iż np. dla mnie to i tamto jest jak najbardziej realne. Żadnej możliwości porozumienia, a co więcej, osoba tak głośno wrzeszcząca i propagująca negatywne fale nie była w stanie w żaden sposób uzasadnić swoich racji, nie przedstawiała żadnego argumentu.

Myślę sobie, że bardzo wiele osób jest w stanie coś zaakceptować, uznać za realne jeżeli w jakiś sposób mieści się to w ich świecie, inaczej jest niemożliwe – syndrom ograniczonego widnokręgu – tak to sobie nazwałem. Co jest tego powodem, być może zazdrość, że coś przytrafiło się komuś innemu. Jednak co chyba najistotniejsze to ten fakt 80% informacji, których nie da się opisać. Mamy przeczucie, odczucie, 6 zmysł, czasem 7 😉 i po prostu wiemy, ale kompletnie nie umiemy tego uargumentować. Trzeba być jednak świadomym takiego ograniczenia. Ma to ogromne znaczenie na forach internetowych, gdzie podstawowym sposobem wymiany informacji (dialogu) są pisane teksty, czasem obrazek. W kontekście rozmowy dwóch lub więcej osób to bardzo ułomny sposób komunikowania – brak całej gamy przekazu pozawerbalnego, a także choćby intonacji głosu. W konsekwencji umiejętności argumentowania, okiełznania emocji są tu niezmiernie ważne.

Wpis ten zacząłem pisać w dniu wyborów. Pewna jego wizja gdzieś pomiędzy wieloma innymi zaginęła i jest jaki jest. Wybory, były, minęły, a co przyniesie przyszłość… Grunt to nie być fanatykiem, chyba że czekolady 😀 Osobiście uważam, iż dla rozwiązania większości problemów na świecie nie potrzeba partii politycznych, lecz zdrowego rozsądku i logiki. Pozwala mi to na stawianie tych samych wymagań, posiadania tych samych oczekiwań od każdego „zwycięskiego” ugrupowania po każdych wyborach. Mamy taki a nie inny ustrój, ani silniejszy prezydent, ani parlament, taką a nie inną ordynację wyborczą i społeczeństwo co ma to wszystko… Uczestniczenie w wyborach to nasz obywatelski obowiązek. To, że nie ma na kogo specjalnie głosować, to inna już sprawa, a zawsze można oddać głos nieważny lub wybrać tzw. mniejsze zło, ale trzeba pokazać, że sprawa własnego kraju jest nam bliska.

Wybory to uczta mediów…

Reklamy

Bez telewizora

Posted on Updated on

Czy można żyć bez telewizora? Pytanie stereotypowo ma jedną odpowiedź, a mianowicie, że się nie da. W rzeczywistości zależy to od stanu psyche zainteresowanego. W grudniu 2012 roku nasz stary telewizor osiągnął stan braku chęci współpracy z właścicielami. Posunął się nawet do tego, że nie dało się oglądać nawet filmów DVD. W konsekwencji ponad rok żyłem, moja rodzina także, w abstynencji od telewizora co… w zadziwiający sposób poprawiło relacje domowe, a ile to człowiek nagle miał czasu na inne do tej pory zapominane lub spychane w otchłań niebytu działania.

Po kilku miesiącach minął syndrom odstawienia 🙂 i życie płynęło sobie w lepszym stylu dalej. Kiedy od czasu do czasu miałem okazję załapać się na szklany ekran u rodziny, czy znajomych narastało we mnie ogromne przekonanie o cudownym wymiarze faktu nie posiadania telewizora. Poziom jakościowy, merytoryczny chyba zdecydowanie spadł. Jak raz obejrzałem jedną z cyklicznych produkcji informacyjnych to nie wiedziałem, czy to już dno, czy można to schrzanić jeszcze bardziej. Widocznie większościowa grupa oglądających wymaga takiego obniżenia lotów jakościowych. Nie wspomnę o obrzydzeniu innymi produkcjami rozrywkowymi, które zobaczyły moje oczy, a mózg starał się poradzić z tym emocjonalnie. Nie żałuję, że nie mam telewizji, tak teraz już tylko telewizji, bo telewizor dostaliśmy. Dzięki czemu możemy zanurzyć się doznaniach filmów z DVD, bez bloków reklamowych, tych, których chcemy, a nie tytułów, które się serwuje w powszechnie dostępnych kanałach.

Oczywiście nie każdy program, nie każdy kanał, nie każda stacja to dno, lecz trudno mi jednak dojrzeć trend zwyżkowy w ogólnie pojmowanej jakości produkcji emitowanych w telewizji. Trudno mi także odnaleźć jakieś ciekawe pozycje w kinie. Czasem mam wrażenie, że film z akcją pędzi szybciej niż mój mózg jest w stanie to ogarnąć. Fakt procesor nie najnowszy 😉 ale software’owo upgrade’owany stale do nowszych wersji. Jednak wspomaganie sprzętowe jest z zeszłego wieku. Może to znak czasu, może jednak wolę czasem posłuchać nieco bardziej rozbudowanych dialogów z sensem. Może to moja fanaberia.

Wracając jednak do telewizora… ten, który posiadamy rodzinnie nie posiada MPEG4, a więc nie odbiera platformy 😀 i całe szczęście. Dekoder kosztuje niewiele, ale i tak nie jest wpisywany na żadną listę potencjalnych zakupów. Życie bez telewizji jest dla mnie osobiście lepsze. Niby coś tracę ale zyskuję czas dla najbliższych, na lekturę, na muzykę. Tak jest lepiej, a jak chcę obejrzeć film, to mam własną kolekcję i swoje ulubione tytuły. Czasem coś się dokupi.

Bez telewizora… to coś więcej…

Posted on Updated on

Nie chodzi tu bynajmniej o przejście na telewizję cyfrową bo mój leciwy telewizor CRT SONY z 1997 roku 😉 postanowił samodzielnie, sukcesywnie zaprzestawać odbierania sygnału analogowego dla poszczególnych stacji. Została mi jeszcze tylko TVP1. Czyżby tylko w ramach misji tejże publicznej stacji telewizyjnej, a może i nie bo obraz z każdym dniem zdecydowanie się pogarsza. Podchodząc do tego humorystycznie dla mnie i syna to dramat tego roku. Mamy poważne trudności by obejrzeć kolejne odcinki „Pingwinów z Madagaskaru” i podejrzewam, że Kowalski nie jest nam w stanie pomóc. Dodatkowo nieco młodszy telewizor po sąsiedzku w rodzinie padł kompletnie odcinając oglądających zarówno od fonii jak i wizji. Dramat w pełnym wymiarze.

Inwestowanie w naprawę to nieekonomiczna droga rozwiązania problemu bo i to już nie jest takie łatwe w przypadkach obu tych zabytków myśli technicznej z XX wieku, a i tuner i tak trzeba by było dokupić. Zatem pomysł jest taki, że trzeba kupić nowe, ale tu z kolei jest problem bo potrzeba tu uzgodnień międzyresortowych, debaty parlamentarnej w domowym sejmie, a może nawet rozwiązań siłowych w tłumieniu zamieszek odciętych od filmów. Podkreślę tu znaczenie słowa film. Będąc odciętym od publicystyki, ba wszelakich wiadomości czuję się niejako szczęśliwszy. Lektura internetowych wiadomości ze świadomym nie oglądaniem videokomentarzy ewidentnie wpływa na moją kondycję psychiczną. Będąc optymistą, który nawet na narzekania pesymisty, że gorzej być już nie może powie, że może, może, bo optymistą trzeba się starać być zawsze obecną sytuację w moim kochanym kraju, w mojej, w naszej Polsce trudno określić już inaczej niż bliską intelektualnego i moralnego dna. Normalnie komedia byłaby niezła, lecz że to rzeczywistość to jakoś mało mi do śmiechu.

Jedni wysadzają drugich, wojujący ateiści „tłuką się”, na szczęście tylko słownie z „wojującymi wierzącymi”, odpowiedzialność za własne słowa i czyny staje się niczym więcej jak ideą, marzeniem, wręcz szlamem kanalizacyjnego potoku informacji, efektów pracy rządowych agend, partii politycznych. W tym wszystkim ja zwykły szary obywatel, wychowany tak, że kłaniać się w pas przed woźną w szkole należy bezapelacyjnie, a dzień dobry stójkowemu też trzeba powiedzieć, bo to pozytywny fanatyk pracujący w firmie nie stwarzającej normalnych warunków do pracy. Żadna praca nie hańbi, każda jest potrzebna. Muszę każdego dnia brodzić po kolana w szlamie niekompetencji, braku logiki i to w imię zgodności z prawem.

Cieszę się, że telewizor mi pada, a z wiadomości najważniejsza to prognoza pogody, a i tę mogę sobie w internecie znaleźć. Jakże jednak cudowne jest obejrzenie dobrego filmu…