szczęście

Piąty kot

Posted on Updated on

Koty, wszędzie koty… w domu. Nie to, że jestem wyłącznie miłośnikiem futer kocich, ale tak się jakoś składa, że właśnie futrzaste koty lubią mnie szczególnie. W pierwszych dniach października mój syn wracając do domu niemal wjechał rowerem w kota. Im więcej czasu mija od tamtego wydarzenia tym bardziej uważam, że ten kot (Bezik) z pełną premedytacją spowodował to wydarzenie i zatrzymał mojego syna. Bezik (wiek około 5 miesięcy) mieszka oczywiście z nami 🙂 i jest przemiziasty.

Pewnego dnia zamawiając żarełko u moich Wetek dla innego mojego diabetycznego kocurka dorzuciłem się do puszki na leczenie bezdomniaka po zapaleniu ucha środkowego z kocim katarem, włącznie z porażeniem nerwów lewej strony. Walka o zdrowie tego kocurka Maciusia była ciężka, a Opiekunka bardzo dbała o futrzaste biedactwo. Była jednak tylko karmicielką całego stadka  i poszukiwano nowego domku dla Maciusia. Biedactwo było, no i uległem… nawet się nie broniłem, a jedynie wygenerowałem pytanie do mojej kochanej żony, no bo przesadzić nie można, a kot to życie i nie można być niepoważnym.

Maciuś trafił do nas. Mały (wiek około 5-6 miesięcy), po przejściach, odrastające futerko po wygoleniu pod kroplówki, chudzinka jeszcze po przejściach, spokojny i w ogóle.

Wcielone ADHD kocie, cicha woda brzegi rwie. Po prostu śmigacz z tego Maciusia. Pomimo początkowego fuczenia Bezik i Maciuś, dwaj koci przyjaciele na zabój. Maciuś jak nie może wskoczyć, bo nie jest w pełni sprawny, to się wspina, a jego główka na bakier nieco dodaje mu niesamowitego uroku. Maciuś okazał się miziakiem niesamowitym, gadułą i niesamowicie kontaktowym kotem. Para Bezik i Maciuś rządzi w domu 🙂 .

Najprawdopodobniej Maciuś nigdy już nie będzie w 100% sprawny fizycznie, ale sobie radzi. Lewe oczko otwiera się coraz częściej, choć być może dożywotnio będziemy dozować żel na suche oczy. Wrzód na gałce ocznej wydaje się zmniejszać. To wszystko jednak nie przeszkadza mu w dokazywaniu (dziś dwie szklanki spisane na straty) i wyrażaniu uczuć.

Dostojny Apsik może i nie jest szczęśliwy ale nie jest wrednie agresywny. Niestety dwa czarnuszki Julka i Kacper są ewidentnie aspołeczne i unikają nowego. W każdym bądź razie Maciuś, Bezik i Apsik (kolejność nie jest przypadkowa) stworzyli struktury zorganizowanej grupy przestępczej dokonującej porwań wszelkiej maści żarełka lub czegoś za takie można uznać. Efekt jest taki, że Bezik i Maciuś lądują na czas kucharzenia i spożywania w łazience lub jakimś pokoju. Inaczej pomimo wszelkich środków z trudem idzie gotować i jeszcze trudniej delektować się smakiem.

Mając dwa młode kocurki, kumple, kontaktowe, miziaste to naprawdę jest fajnie. Cieszę się bo Bezik ma towarzysza i ewidentnie jest bardziej zadowolony. Niestety po przeciwnej stronie mam Julkę i Kacperka, dwa koty (rodzeństwo, choć około 8 miesięcy różnicy w wieku), które są kompletnie nietowarzyskie i trudnomiziaste.

Na fotkach poniżej tylko Apsik, Bezik i Maciuś. Apsik to kot, który chudy nie jest, wręcz puszysty, ale to po prostu grube kości, które jako jedyne mogą unosić tak fajny charakter 😉 (pomimo starań). Apsik przyłapany na zabawie przez człowieka z miejsca udaje, że poprawia kamizelkę, zerka na dewizkę i sięga po gazetę codzienną 😀 Bezik i Maciuś szaleją z reguły, choć Bezik wydaje się być ctrl+C i ctrl+V Apsika 🙂 Dzieje się w domu oj dzieje…

Rowerowanie

Posted on Updated on

Woda w butelce

Czas płynie nieubłaganie i jak widać niejednokrotnie do niego nawiązuję. Czas należy szanować, choć nie stronić od szaleństw, od czasu do czasu. Różne zdrowotne i życiowe zakręty odwodziły mnie od regularnych ćwiczeń fizycznych. Waga sobie rosła i rosła i urosła. Teraz kiedy większość tych niemiłych rzeczy mam już za sobą trzeba rozprawić się z wagą. Dieta, o której wcześniej nie jeden raz pisałem, no cóż nie była przeze mnie przestrzegana. Czy żałuję? Nie wątpliwie tak. Nie tylko z powodu niezmiennego problemu mojego choróbska (REA), czy innych przypadłości ludzi po 40-ce. Po prostu czułem się lepiej, zdrowiej :), lżej i w ogóle. Problemy jak wiemy można zażerać i ja zażerałem, no może nie aż tak, ile to słowo „żreć” potocznie znaczy. Mój jeden kot to faktycznie żre i żre. W każdym bądź razie udało mnie się jak to się mówi potocznie – ogarnąć życiowo i żeglować dalej.

Gdzieś w centrali w moim mózgu (sztab sił połączonych) obradował i zaordynował, że kryzys się skończył i wracamy do regularnych ćwiczeń i dbania o siebie. Co prawda generał Smaczek zdecydowanie  obstawał przy możliwościach smakowania kontrolnego, lecz był sam. Być może czeka go dymisja. To się jeszcze okaże. Żartować można i trzeba, nie można być za poważnym i zbytnim wesołkiem też. W każdym bądź razie staram się każdego dnia na kijkach lub/i na rowerze. Z kijkami to chwilowo bardzo ostrożnie. Nowe buty po niecałych 8 km dały popalić mojej lewej stopie i bez plastra nie da rady. Po wymianie pary na nową projekt współfinansowany przeze mnie polegający na dalszym rozchodzeniu butów trwa. Zostały mi do wdrożenia codzienne ćwiczenia rozciągające i kilka siłowych.

W ostatnich dniach zaczęło się dziać i jakoś daję radę. Nie można odpuszczać, absolutnie nie można poddawać się, choćby nie wiem jak złe rzeczy nam się przytrafiały. Kiedy jest bardzo źle, kiedy nic nie daje się zrobić sama walka by dać sobie pomóc jest tym niepoddawaniem się. Wiem dokładnie o czym piszę, choć nie piszę wszystkiego. Zawsze można uciec do przodu, zawsze można poprosić o pomoc, lecz nikt i nigdy za nas nie przeżyje naszego życia.

Jak to chęć napisania o dzisiejszym rowerowaniu zamieniła się w takie dywagacje 🙂 Rok temu nie byłbym w stanie podjąć tego wysiłku by zrobić to nie tylko dla siebie, ale co równie istotne dla mojej Żony. Rok, minęło 365 dni i jest inaczej. Czy jest dobrze? Jest lepiej! Czy się boję? Ależ oczywiście, ale strach to strach przed czymś co jeszcze nie zaistniało. Można go zagnać do zagrody. Nie można go w sobie zniszczyć, ale nie można dać mu rządzić sobą.

Zatem rowerowanie, w końcu… wzdłuż Wisły po bulwarach, jeszcze nie dokończonych ale było przyjemnie, bardzo. Może czasem jeszcze nie jestem tym kim byłem, a kim powinienem ale byłem i nadal jestem zadowolony z tych przejażdżek. Przede wszystkim była to nasza wspólna przejażdżka, tylko we dwoje, tam i z powrotem, choć nie na miarę Hobbita 😉 ale jednak. Warto było i zamierzam to podtrzymać. Poniżej kilka fotek, ale i link do trasy: rowerowanie dnia dzisiejszego.

Woda, jak ta w butelce to jak woda do życia, a jazda była nad wodą i tej wody wokół brakuje. Zdjęć z rowerowania nie ma dużo bo w nim nie chodziło o nie, ale o kręcenie tymi pedałami, o ten pęd powietrza wokół, o miejsce, o to, że razem.

 

Teraz trzeba dalej iść :), czy jechać :), czy się wspinać :), czy żeglować :), może czasem zawracać ale przeć do i nadal dostrzegać subtelności wokół siebie.

Macierzyństwo, moje spojrzenie

Posted on

Niejako pozbawiony telewizji, a i w przestrzeni internetu nie zawsze podążam za prądami innych, zupełnie przypadkiem wpadłem na wpis pani Pauliny Młynarskiej, która w żenujący sposób, przy najmniej dla mnie, popłynęła w temacie kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Słusznie zauważyła, iż kampania skierowana jest do wąskiego grona kobiet. Jednak czy aby na pewno? Gdyby było takie wąskie nie miałoby statystycznie wpływu na przesuwający się statystycznie właśnie wiek zachodzenia w ciążę.

Nie wiem jakie intencje, przy najmniej częściowo miała pani Paulina Młynarska ale ja osobiście uważam, twierdzę, jestem przekonany i w ogóle, że że seks nie jest wyłącznie zabawą, a konsekwencje „wpadki” od tak można usunąć. Nie zamierzam dyskutować o dostępie do aborcji, bo to jest temat bardzo trudny, w którym za wszelką cenę niszczy się te najważniejsze osoby, kobiety. Dyskutuje się odkładając to co najważniejsze gdzieś na bok, zapominając o ludziach. To moje osobiste zdanie. Faktem jest, że są w wielu przypadkach wskazania medyczne dotyczące zdrowia kobiety przy nadziei powodujące iż usunięcie ciąży jest tym rozwiązaniem, które trzeba rozważać. Bez wątpienia jest to dramat dla matki, która dziecka pragnie. Niewątpliwie po aborcji nie ma tak, że nie ma problemów emocjonalnych, że to od takie proste i bezproblemowe. Faktem są komplikacje zdrowotne, że tak ujmę cielesne. Absolutnie nie akceptuję takiego podejścia do seksu i poczęcia życia, iż można je usunąć bo to wpadka, bo przecież miało być tylko tak fajnie. Jak już dwoje ludzi chce uprawiać seks, który jest piękny, może być piękny, jest niesamowity, ale to także podjęcie odpowiedzialności. Jeżeli seks jest jedynie radochą to jest to płycizna, emocjonalna mielizna. Jest akcja, jest reakcja. Każde nasze czyny i słowa mają konsekwencje i trzeba umieć je podejmować. Mogę tylko współczuć tym, dla których seks jest tak płytki emocjonalnie. Kwestia gwałtu to dla mnie obszar, gdzie to kobieta jest jako ofiara najważniejsza i wszelkie środki należy skierować na jej wsparcie. Nawet zdrowotnie może się okazać, że donoszenie i urodzenie będzie lepsze od aborcji, ale to powinna być przede wszystkim decyzja kobiety, ale decyzja podjęta rzetelnie. Dla mnie zdrowie to nie tylko ciało ale i umysł. Zdrowie psychiczne jest równie istotne, a zdrowie w ogóle należy rozpatrywać kompleksowo. To nie jest przecież tak, że każdy przypadek jest taki sam – za każdym razem są to indywidualne tragedie i historie i każda jest inna, jak każdy inny osobowościowo jest człowiek.

Macierzyństwo nie jest jak to określiła autorka, zapewne prowokacyjnie, psim obowiązkiem kobiety, suki jak to padło niejednokrotnie w treści. Jedne mają ku temu predyspozycje, inne nie. Wykwalifikowane profesjonalistki, obyte w świecie, podróżujące, podobnie jak profesjonaliści, obyci w świecie, podróżujący – nie oznacza, że mądre, mądrzy. Mądrość niestety nie idzie szczególnie często w parze z wiedzą, stąd też i rozróżnienie mądrości i wiedzy. Podobnie jak z faktem, iż nie zawsze większość ma racje. Problemem wieku jest to, że w pewnym momencie jest już zbyt późno na to by zrobić to i tamto, także by być Rodzicem. Osobiście uważam, że wolę być młodszym rodzicem, niż bardziej dziadkiem – ojcem dla swojego dziecka. Oczywiście doświadczenie życiowe powoduje, że niejako wydaje nam się, że jesteśmy z każdą minutą coraz lepsi, jak dobre wino. Jednak bycie Rodzicem to nie moment odkorkowania butelki, a nawet takie porównanie jest totalnie niepełne. Bycie Rodzicem to totalna rewolucja w życiu 🙂 i trzeba to przeżyć by móc zdecydowanie większą podstawę by o tym mówić, a mówić warto o tym 🙂

Odniesienie się pani Pauliny Młynarskiej do Pań w kasach w ogóle nie wiem jak należy potraktować, czy może jako pogardę dla nieudaczników życiowych? Może w ogóle co innego miała autorka na myśli. Dla mnie to takie pokazanie, że są zawody gorsze, złe, beznadziejne – a według mnie brak etosu pracy, szacunku dla pracy to jeden z głębokich problemów naszego kraju. A już totalnie mnie rozbawiło „… pod dyktando kościoła…” – bo to przykład nadinterpretacji i także niewiedzy. To, że kościół katolicki reprezentuje jakże bezkompromisową postawę w zakresie aborcji ma zarówno plusy jak i minusy. Pomijając jakże wiele problemów kościoła hierarchicznego trudno, choćby na logikę, zdrowy rozsądek, odmówić racji w potępianiu swobodnego dostępu do aborcji i tym samym sprowadzania seksu do wyłącznie chemicznej reakcji organizmu na fizyczne zbliżenie dwojga ludzi. Osoby wierzące, katolicy mają takie samo prawo do wyrażania swojej opinii jak i zwolennicy aborcji. Czy niejako automatycznie stają się źli? Zupełnie inną kwestią, absolutnie życiową, jest to, że życie to seria kompromisów i regulacje na poziomie społecznym wymagają kompromisów. Kwestia aborcji to kwestia bardzo trudna, nie dająca się rozwiązać, uregulować na ostro, to raczej pływanie w szerokim pasie granicznym. Niewątpliwie edukacja seksualna jest niezbędna, wiedza o budowie człowieka, znajomość elementarnych zasad rządzących naszymi ciałami, ale także cała masa pracy w warstwie emocjonalnej, a więc i etycznej to fundament dla młodych ludzi. Seks nie może być traktowana wyłącznie jako przyjemność, fizyczna zabawa bez konsekwencji. Pracuję z młodymi ludźmi i widzę głównie ludzi zarażonych „współczynnikiem doraźnej korzyści”, nie umiejących podjąć odpowiedzialności, udźwignąć konsekwencji własnych czynów i słów – to jest wręcz pandemia. Dojrzałość emocjonalna jest tu odległym lądem, którego większość z nich nie odkryła, ale już fizycznie mogą stać się Rodzicami. Edukacja seksualna pozbawiona pracy z uczuciami, aspektami etycznymi jest po prostu pozbawiona sensu.

Niewątpliwie pani Paulina Młynarska stanowi przykład osoby bardzo dobrze radzącej sobie z wyzwaniami życia i to bardzo dobrze, lecz nie oznacza to, że większość ma aż tak dobre predyspozycje. Autorka poruszyła także bardzo istotne kwestie, jak ściąganie alimentów, realnie dostępne tanie żłobki i przedszkola, a ja od siebie dodam, że powinny być darmowe, a nie tanie bo to wówczas jest realnym wsparciem Rodziców, a przede wszystkim pokrywające 100% zapotrzebowania. Nie łudźmy się ale przedszkole i szkoła to miejsca gdzie nie wychowuje się zamiast Rodziców, ale miejsca, przestrzenie gdzie kształtuje się i doskonali zachowania i postawy społecznego funkcjonowania. Autorka poruszyła także kwestie ściągalności alimentów – jakże istotną kwestię, która obecnie jest po prostu regulowana beznadziejnie.

Panie Paulina Młynarska twierdzi, że posiadanie potomstwa to w połowie kwestia męskiej połowy świata. Jednak czy tego chcemy czy nie dzieci dziedziczą więcej genów po matce niż po ojcu i owszem już wychowanie dziecka to w połowie obowiązek ojca i w połowie matki. Autorka stwierdziła dobitnie, cytuję „A pozostałe 98,5 procent kobiet w wieku rozrodczym, które za sprawą dyktowanej przez episkopat polityki nie mają dostępu do antykoncepcji…” – to ja chyba mam problemy ze wzrokiem w hipermarketach. Poza tym nie znam środków chemicznych, w tym leków, które nie mają skutków ubocznych. Nie środków medycznych, które nie wpływają negatywnie. Listy skutków ubocznych i działanie terapeutyczne to suma, która ma być ostatecznie dodatnia dla pacjenta, ale nie oznacza, że nie ma negatywnych następstw poza tymi pozytywnymi. Nie jestem specjalistą w kwestiach medycznych, ale im mniej czegokolwiek się bierze tym lepiej. Mam choróbsko autoimmunologiczne i leki zażywać muszę, a im mniejsze dawki tym lepiej. Episkopat nie dyktuje polityki. Nie przypominam sobie by ustawy i regulacje prawne pisali biskupi. To zdanie jest po prostu nieprawdziwe, a co najmniej niepełne. Wyrażanie opinii to jedno, a pisanie ustaw to drugie.

Równość między kobietą i mężczyzną to dla mnie przede wszystkim równość w prawie, wynagrodzeniach, prawie do rozwoju osobistego. Jestem mężczyzną i jestem jaki jestem, nie mogę tego co kobieta i na odwrót. Nie ma równości cielesnej, ani duchowej. Nie oznacza to, że w jakikolwiek sposób mężczyzna przewyższa kobietę. Dlatego Rodzina jest Rodziną pełną kiedy jest i żona, matka i mąż, ojciec gdyż i dla siebie i dla dzieci stanowią komplementarność – zarówno w ujęciu życia codziennego jak i emocjonalnego, czy duchowego. Brak jednego tylko pierwiastka nie jest ostatecznie dramatem, ale nie jest też czymś pożądanym, czy pozytywnym, a rozpad małżeństwa da o sobie znać u dzieci, prędzej, czy później, czy tego chcemy, czy nie.

Chcemy połowy świata, połowy kasy, połowy pracy i połowy zmartwień związanych z posiadaniem potomstwa. Połowy.

Paulina Młynarska

Połowy absolutnej się nie da. Nie wiem jakbyśmy wszyscy chcieli, ale myślę, tak mi się wydaje, że więzi miłości matki i dziecka są znacznie silniejsze niż ojca i dziecka, przy najmniej na znacznym etapie. Nie wiem jak bardzo bym kochał, a kocham bardzo moje dziecko, a miłość jego matki jest i tak mocniejsza. Nie wątpliwie poza tym połowa obowiązków wychowania spada na oboje Rodziców, co dla mnie jest zupełnie naturalne.

Spodobał mi się ten tekst: https://parenting.pl/portal/najlepszy-wiek-zeby-zajsc-w-ciaze

Czas płynie nieubłaganie

Posted on Updated on

Pisanie jest jakże intrygujące i emocjonalne. Wyszedłem z tytułu tego wpisu, a popłynąłem treścią inaczej niż sądziłem, niż planowałem, a może nawet niż chciałem ale nadal jednak czuję, że tytuł i treść są ze sobą zgodne. Cieszę się, że nie mam telewizji, choć internet dostarcza wielu wieści ze świata, tego mniejszego i większego. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to już nie informacje lecz demiurgowanie wizji świata, wizji jaką mam mieć, a ja na przekór jej takiej nie mam. Może w zamian mam swoje marzenia co do własnego życia i świata, w którym bym chciał żyć. Może w ten sposób akceptuję, iż moje wizje są odmienne od rzeczywistości. Jednak czy wiem jaka jest rzeczywistość. Z racji tego kim jestem i co robię mam jedynie ograniczony osobisty dostęp do świata, tego najbliższego. Czym jest prawda? Ktoś powiedział, czy napisał, że prawda zależy od tego jak uczestnik, świadek danego wydarzenia je osobiście postrzegał. Zatem czy można świadomie ograniczać własne przekonania co do własnej prawdy i próbować je minimalizować, poprzez stwierdzenie, iż coś miało miejsce albo i nie, lecz bez rozwinięcia danej opowieści? Można próbować, ale uważam, że ja na pewno, a sądzę, że większość z nas ludzi nie jest w stanie ograniczyć się wyłącznie do suchych faktów. Zdolność abstrakcyjnego myślenia, uczucia powodują, że możemy mieć poczucie zbiorowego udziału w jakimś wydarzeniu, lecz i tak przeżywamy je osobiście, indywidualnie, pomimo zbiorowej świadomości i zachowań. Noc, sen wydają się granicą między wydarzeniami jednego dnia, a tymi, których świadkami lub uczestnikami dopiero będziemy w dniu następnym. Niestety noc to nie czas spokojności i braku wydarzeń. Każdej nocy gdzie indziej jest dzień i nie można przed tym uciec. Jakże niewiele mamy realnego wpływu na otaczający nas świat. Sami, samodzielnie w zasadzie nie możemy zrobić nic, no w każdym bądź razie bardzo mało, choć nierzadko odczuwamy jakbyśmy przenieśli całe pasma gór. Wspólnota, zaufanie i lojalność w każdą ze stron stanowią realną siłę wspierającą jednostki i dającą możliwość przyczyniania się do losów nas samych jak i i innych. Wspólnoty wiernych, oddziały wojskowe, drużyny harcerskie, stowarzyszenia od zarania czasów dają możliwość mnie, nam by móc się realizować. Jednak ostatecznie zawsze jednak jesteśmy indywidualistami bo wszystko przeżywamy osobiście. Nie piszę tu o zachowaniach, które kształują nasze postawy, lecz nawiązuje do przeżywania, odczuwania, postrzegania. To jak się zachowamy i tym samym będziemy kształtować własne postawy to już inne kwestie. Czy można utrzymywać dystans do siebie samego i do świata wokół nas. Można, można to wytrenować, lecz przede wszystkim zależy od tego czy jesteśmy „odpowiedzialni za”, czy „odpowiedzialni wobec”. Bycie „odpowiedzialnym za” jest wysoce toksyczne dla samego „odpowiedzialnego” oraz dla tych za których jest się odpowiedzialnym. Nie należy tu za to negatywnie oceniać odpowiedzialności Rodziców za swoje dzieci na pewnym etapie. Jednak nawet i tu w relacjach Rodzice – Dzieci „odpowiedzialność za” jest toksyczna.

Osoba odpowiedzialna za to taka, która: ratuje, chroni, wybawia, kontroluje, przejmuje uczucia, nie słucha. Czuje się zmęczona, niespokojna, przerażona, narażona. Zajmuje się szukaniem rozwiązań i odpowiedzi, a także okolicznościami. Stara się mieć racje po swojej stronie. Brnie w szczegóły. Zajmuje się tym jak osoba za którą przejmuje odpowiedzialność wypada przed innymi. Osoba odpowiedzialna za staje się manipulatorem i dąży do tego by ta druga osoba postępowała zgodnie z jej oczekiwaniami.

Upływ czasu

Osoba odpowiedzialna wobec to taka, która uznaje inność, okazuje empatię, dodaje odwagi, dzieli się, konfrontuje, zrównuje się, jest wrażliwa, słucha. Czuje się odprężona, świadoma, wolna, wartościowa. Zajmuje się relacją z drugą osobą, swoimi uczuciami. osoba ta wierzy, że jeżeli po prostu podzieli się sobą to druga osoba otrzyma od niej tyle ile jej potrzeba – jest pomocnikiem, przewodnikiem. Oczekuje, że druga osoba będzie odpowiedzialna za siebie i swoje postępowanie. Potrafi zaufać, nie kontrolować.

Bycie „odpowiedzialnym wobec” pozwala na samokształtowanie się osoby wobec której taką odpowiedzialność się wykazuje. Nie oznacza to, iż nie pomaga się, nie troszczy, lecz każdy, absolutnie każdy musi przeżyć swoje życie samodzielnie. To jest niezbywalne prawo każdego człowieka. To doświadczenie nas kształtuje, a nie to, że ktoś za nas coś…

Do czego zmierzam?

Ścieżka którą sam podążam to ścieżka do odpowiedzialności za własne czyny i słowa, do odpowiedzialności wobec innych, lecz absolutnie nie za nikogo. Nikt z nas za nikogo innego nie powinien rozwiązywać problemów. Wspierać tak, pomóc jak najbardziej, ale nie na siłę. Jaka jest konsekwencja kiedy tak się nie dzieje. Z mojego własnego podwórka pracy jako nauczyciela akademickiego – brak samodzielności studentów, bierna postawa, oczekiwanie aż prowadzący zajęcia za nich rozwiąże problemy, z którymi właśnie się mierzą. Jak napisałem sam nią podążam bo długie lata byłem „odpowiedzialny za”. Robiłem za innych, robiłem za syna, nie pozwalając na jego pełny rozwój. To przeszłość, lecz nie jest łatwo naprawić to co się samemu psuło. Trzeba jednak być odpowiedzialnym wobec moich najbliższych i nie tylko nich. To także odpowiedzialne odbieranie świata, czytanie między wierszami, które nam serwują każdego dnia różnego rodzaju media. Sami musimy rozważać co jest dobre, co jest złe. Ten kto wierzy może też rozmawiać ze swoim Bogiem. Wiara, wartości, szczególnie te ugruntowane, choć może czasem wydające się nie przystające niezmiernie pomagają w codziennych zmaganiach z rzeczywistością. Nie musimy akceptować wszystkiego wokół nas i podążać tak jak pociąga nas tłum wokół. Kiedy w końcu dzięki wsparciu uzmysłowiłem sobie, iż powiedzenie „nie” nie jest czymś niemożliwym. Najwyżej ktoś nas będzie mniej lubił lub wręcz się obrazi, lecz to będzie i tak problem tej właśnie osoby. Przykro, szkoda, lecz nie można dać się ani wykorzystywać ani samemu unikać właśnie odpowiedzialności. Czas płynie nieubłaganie i każdego kolejnej minuty możemy czegoś nowego się nauczyć, coś nowego przeżyć i nie zawsze będzie to miłe. Myślę, że mogę się cieszyć, że zmieniam się, lecz wymagało to jeszcze jednego… dystansu do samego siebie. W pozytywnej konsekwencji umiem przyznać się do błędu, podjąć odpowiedzialność, nie udawać, że coś wiem kiedy nie wiem. Nie jest idealnie, nie zawsze się udaje, lecz udaje. Ideał to coś nieosiągalnego i zmierzanie ku niemu to raczej własna ścieżka przezwyciężania własnych ograniczeń, niż w ogóle możliwy cel do zdobycia. Nigdy nikt z nas nie będzie idealny, nie ma szans i nie ma co się łudzić. Dzięki temu jednak unikamy nudy, rutyny codziennych zachowań.

PS. Być odpowiedzialnym wobec a być odpowiedzialnym za nie jest rozgraniczone ostrą wyraźną granicą. Gdyby tak było łatwo by było to rozpoznać. Ze względu na relacje, uczucia, miłość, rozpoznanie czy jest się w strefie buforowej, czy też naruszyło to czego się nie powinno nie jest łatwe i to właśnie wymaga pracy 🙂

Fotki naszych kotów

Posted on

Nie goszczą na łamach blogu nazbyt często. Może dlatego, że jakoś do tego nie przywiązuje wagi, należytej wagi 😉 Może dlatego, że ich kocie mości nie życzą sobie upubliczniania wydarzeń z ich udziałem. Jednak troszkę już się zebrało, a efekty poniżej.

Fotołowy kampinoskie

Posted on

Wędrowanie jest tym czymś, co uwielbiam. Chciałem napisać niemało tu i teraz, ale załączę zdjęcia. 5 lutego, a w zasadzie w nocy z 4 na 5 lutego tak obfite opady śniegu mnie bardzo miło zaskoczyły. Niestety temperatura oscylująca wokół zera, w dniu zorientowana na plus, spowodowała, iż śniegu nieco ubyło. W każdym bądź razie pierwszy raz tej zimy odśnieżyłem chodnik przed posesją. Teoretycznie zgodnie z prawem za niego nie odpowiadam, ale jak ja tego nie zrobię to właściwe służby tym bardziej. Nie mogłem sobie odmówić spaceru. Pierwotnie zaplanowałem go na jakieś 12 km, ale okazało się, że i wyszedłem zbyt późno i w cale właściwie się nie czułem. Zamknąłem nową starą standardową pętlę 4 km.

Śnieg tłumił szum ulic, można było oderwać się od miasta, od problemów życia i po prostu powędrować sobie 🙂 Ślady wykazały, że nie tylko ja wpadłem na taki dobry pomysł.

Zima w Kampinosie

Posted on

Mieszkam w pobliżu, w zasadzie za miedzą, ulicą, lecz w każdym bądź razie blisko. Wczoraj pogoda jakże miło zaskoczyła, nie tylko mnie. Słońce, błękit nieba, lekki mróz cudownie oddziaływały na mnie i mnie cieszyły. Spacer był wręcz niezbędny. Zdecydowanie wolę pogodę właśnie taką. Lekki mróz preferuję zdecydowanie bardziej niż przysłowiowe +5 °C i chlapa. Zatem starałem się tyle ile mogłem chłonąć ten stan pogodowy. Przebieżka trwała nieco dłużej niż standardowo trwa bo sesje fotograficzne nieco spowolniły kroki. Wędrowaliśmy między po tzw. motylowej łące zupełnie nowym podestem dla turystów.