dzieci

Macierzyństwo, moje spojrzenie

Posted on

Niejako pozbawiony telewizji, a i w przestrzeni internetu nie zawsze podążam za prądami innych, zupełnie przypadkiem wpadłem na wpis pani Pauliny Młynarskiej, która w żenujący sposób, przy najmniej dla mnie, popłynęła w temacie kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Słusznie zauważyła, iż kampania skierowana jest do wąskiego grona kobiet. Jednak czy aby na pewno? Gdyby było takie wąskie nie miałoby statystycznie wpływu na przesuwający się statystycznie właśnie wiek zachodzenia w ciążę.

Nie wiem jakie intencje, przy najmniej częściowo miała pani Paulina Młynarska ale ja osobiście uważam, twierdzę, jestem przekonany i w ogóle, że że seks nie jest wyłącznie zabawą, a konsekwencje „wpadki” od tak można usunąć. Nie zamierzam dyskutować o dostępie do aborcji, bo to jest temat bardzo trudny, w którym za wszelką cenę niszczy się te najważniejsze osoby, kobiety. Dyskutuje się odkładając to co najważniejsze gdzieś na bok, zapominając o ludziach. To moje osobiste zdanie. Faktem jest, że są w wielu przypadkach wskazania medyczne dotyczące zdrowia kobiety przy nadziei powodujące iż usunięcie ciąży jest tym rozwiązaniem, które trzeba rozważać. Bez wątpienia jest to dramat dla matki, która dziecka pragnie. Niewątpliwie po aborcji nie ma tak, że nie ma problemów emocjonalnych, że to od takie proste i bezproblemowe. Faktem są komplikacje zdrowotne, że tak ujmę cielesne. Absolutnie nie akceptuję takiego podejścia do seksu i poczęcia życia, iż można je usunąć bo to wpadka, bo przecież miało być tylko tak fajnie. Jak już dwoje ludzi chce uprawiać seks, który jest piękny, może być piękny, jest niesamowity, ale to także podjęcie odpowiedzialności. Jeżeli seks jest jedynie radochą to jest to płycizna, emocjonalna mielizna. Jest akcja, jest reakcja. Każde nasze czyny i słowa mają konsekwencje i trzeba umieć je podejmować. Mogę tylko współczuć tym, dla których seks jest tak płytki emocjonalnie. Kwestia gwałtu to dla mnie obszar, gdzie to kobieta jest jako ofiara najważniejsza i wszelkie środki należy skierować na jej wsparcie. Nawet zdrowotnie może się okazać, że donoszenie i urodzenie będzie lepsze od aborcji, ale to powinna być przede wszystkim decyzja kobiety, ale decyzja podjęta rzetelnie. Dla mnie zdrowie to nie tylko ciało ale i umysł. Zdrowie psychiczne jest równie istotne, a zdrowie w ogóle należy rozpatrywać kompleksowo. To nie jest przecież tak, że każdy przypadek jest taki sam – za każdym razem są to indywidualne tragedie i historie i każda jest inna, jak każdy inny osobowościowo jest człowiek.

Macierzyństwo nie jest jak to określiła autorka, zapewne prowokacyjnie, psim obowiązkiem kobiety, suki jak to padło niejednokrotnie w treści. Jedne mają ku temu predyspozycje, inne nie. Wykwalifikowane profesjonalistki, obyte w świecie, podróżujące, podobnie jak profesjonaliści, obyci w świecie, podróżujący – nie oznacza, że mądre, mądrzy. Mądrość niestety nie idzie szczególnie często w parze z wiedzą, stąd też i rozróżnienie mądrości i wiedzy. Podobnie jak z faktem, iż nie zawsze większość ma racje. Problemem wieku jest to, że w pewnym momencie jest już zbyt późno na to by zrobić to i tamto, także by być Rodzicem. Osobiście uważam, że wolę być młodszym rodzicem, niż bardziej dziadkiem – ojcem dla swojego dziecka. Oczywiście doświadczenie życiowe powoduje, że niejako wydaje nam się, że jesteśmy z każdą minutą coraz lepsi, jak dobre wino. Jednak bycie Rodzicem to nie moment odkorkowania butelki, a nawet takie porównanie jest totalnie niepełne. Bycie Rodzicem to totalna rewolucja w życiu 🙂 i trzeba to przeżyć by móc zdecydowanie większą podstawę by o tym mówić, a mówić warto o tym 🙂

Odniesienie się pani Pauliny Młynarskiej do Pań w kasach w ogóle nie wiem jak należy potraktować, czy może jako pogardę dla nieudaczników życiowych? Może w ogóle co innego miała autorka na myśli. Dla mnie to takie pokazanie, że są zawody gorsze, złe, beznadziejne – a według mnie brak etosu pracy, szacunku dla pracy to jeden z głębokich problemów naszego kraju. A już totalnie mnie rozbawiło „… pod dyktando kościoła…” – bo to przykład nadinterpretacji i także niewiedzy. To, że kościół katolicki reprezentuje jakże bezkompromisową postawę w zakresie aborcji ma zarówno plusy jak i minusy. Pomijając jakże wiele problemów kościoła hierarchicznego trudno, choćby na logikę, zdrowy rozsądek, odmówić racji w potępianiu swobodnego dostępu do aborcji i tym samym sprowadzania seksu do wyłącznie chemicznej reakcji organizmu na fizyczne zbliżenie dwojga ludzi. Osoby wierzące, katolicy mają takie samo prawo do wyrażania swojej opinii jak i zwolennicy aborcji. Czy niejako automatycznie stają się źli? Zupełnie inną kwestią, absolutnie życiową, jest to, że życie to seria kompromisów i regulacje na poziomie społecznym wymagają kompromisów. Kwestia aborcji to kwestia bardzo trudna, nie dająca się rozwiązać, uregulować na ostro, to raczej pływanie w szerokim pasie granicznym. Niewątpliwie edukacja seksualna jest niezbędna, wiedza o budowie człowieka, znajomość elementarnych zasad rządzących naszymi ciałami, ale także cała masa pracy w warstwie emocjonalnej, a więc i etycznej to fundament dla młodych ludzi. Seks nie może być traktowana wyłącznie jako przyjemność, fizyczna zabawa bez konsekwencji. Pracuję z młodymi ludźmi i widzę głównie ludzi zarażonych „współczynnikiem doraźnej korzyści”, nie umiejących podjąć odpowiedzialności, udźwignąć konsekwencji własnych czynów i słów – to jest wręcz pandemia. Dojrzałość emocjonalna jest tu odległym lądem, którego większość z nich nie odkryła, ale już fizycznie mogą stać się Rodzicami. Edukacja seksualna pozbawiona pracy z uczuciami, aspektami etycznymi jest po prostu pozbawiona sensu.

Niewątpliwie pani Paulina Młynarska stanowi przykład osoby bardzo dobrze radzącej sobie z wyzwaniami życia i to bardzo dobrze, lecz nie oznacza to, że większość ma aż tak dobre predyspozycje. Autorka poruszyła także bardzo istotne kwestie, jak ściąganie alimentów, realnie dostępne tanie żłobki i przedszkola, a ja od siebie dodam, że powinny być darmowe, a nie tanie bo to wówczas jest realnym wsparciem Rodziców, a przede wszystkim pokrywające 100% zapotrzebowania. Nie łudźmy się ale przedszkole i szkoła to miejsca gdzie nie wychowuje się zamiast Rodziców, ale miejsca, przestrzenie gdzie kształtuje się i doskonali zachowania i postawy społecznego funkcjonowania. Autorka poruszyła także kwestie ściągalności alimentów – jakże istotną kwestię, która obecnie jest po prostu regulowana beznadziejnie.

Panie Paulina Młynarska twierdzi, że posiadanie potomstwa to w połowie kwestia męskiej połowy świata. Jednak czy tego chcemy czy nie dzieci dziedziczą więcej genów po matce niż po ojcu i owszem już wychowanie dziecka to w połowie obowiązek ojca i w połowie matki. Autorka stwierdziła dobitnie, cytuję „A pozostałe 98,5 procent kobiet w wieku rozrodczym, które za sprawą dyktowanej przez episkopat polityki nie mają dostępu do antykoncepcji…” – to ja chyba mam problemy ze wzrokiem w hipermarketach. Poza tym nie znam środków chemicznych, w tym leków, które nie mają skutków ubocznych. Nie środków medycznych, które nie wpływają negatywnie. Listy skutków ubocznych i działanie terapeutyczne to suma, która ma być ostatecznie dodatnia dla pacjenta, ale nie oznacza, że nie ma negatywnych następstw poza tymi pozytywnymi. Nie jestem specjalistą w kwestiach medycznych, ale im mniej czegokolwiek się bierze tym lepiej. Mam choróbsko autoimmunologiczne i leki zażywać muszę, a im mniejsze dawki tym lepiej. Episkopat nie dyktuje polityki. Nie przypominam sobie by ustawy i regulacje prawne pisali biskupi. To zdanie jest po prostu nieprawdziwe, a co najmniej niepełne. Wyrażanie opinii to jedno, a pisanie ustaw to drugie.

Równość między kobietą i mężczyzną to dla mnie przede wszystkim równość w prawie, wynagrodzeniach, prawie do rozwoju osobistego. Jestem mężczyzną i jestem jaki jestem, nie mogę tego co kobieta i na odwrót. Nie ma równości cielesnej, ani duchowej. Nie oznacza to, że w jakikolwiek sposób mężczyzna przewyższa kobietę. Dlatego Rodzina jest Rodziną pełną kiedy jest i żona, matka i mąż, ojciec gdyż i dla siebie i dla dzieci stanowią komplementarność – zarówno w ujęciu życia codziennego jak i emocjonalnego, czy duchowego. Brak jednego tylko pierwiastka nie jest ostatecznie dramatem, ale nie jest też czymś pożądanym, czy pozytywnym, a rozpad małżeństwa da o sobie znać u dzieci, prędzej, czy później, czy tego chcemy, czy nie.

Chcemy połowy świata, połowy kasy, połowy pracy i połowy zmartwień związanych z posiadaniem potomstwa. Połowy.

Paulina Młynarska

Połowy absolutnej się nie da. Nie wiem jakbyśmy wszyscy chcieli, ale myślę, tak mi się wydaje, że więzi miłości matki i dziecka są znacznie silniejsze niż ojca i dziecka, przy najmniej na znacznym etapie. Nie wiem jak bardzo bym kochał, a kocham bardzo moje dziecko, a miłość jego matki jest i tak mocniejsza. Nie wątpliwie poza tym połowa obowiązków wychowania spada na oboje Rodziców, co dla mnie jest zupełnie naturalne.

Spodobał mi się ten tekst: https://parenting.pl/portal/najlepszy-wiek-zeby-zajsc-w-ciaze

Reklamy

Energia dla życia

Posted on

energia_zyciowa

Co powoduje, że mamy taki czas, że jesteśmy w stanie podnieść ciężary, wspiąć się na szczyt, przeżyć wyzwanie na granicach własnych możliwościach? Co nas napędza, co daje tej energii dla życia. Mogę jedynie starać się odpowiedzieć co napędza mnie, a przynajmniej tak mnie się wydaje.

Czasem złość popycha nas do działania. Pokażę na co mnie stać, na złość przeciwnościom. Kiedy zamiast przygnębienia, zamartwiania się, poczucia żałości, umartwiania się, poczucia krzywdy wypełnia mnie złość to wówczas działam. Nie zawsze na złość komuś, raczej w moim przypadku na złość sytuacji. Kiedy kolejne opcje życiowe walą się jak zamki z kart to albo można poddać się depresji, przestać sobie radzić i tak często się dzieje. Można jednak wykorzystać ten wewnętrzny gniew i złość, a to daje energię do działania, do poradzenia sobie z tym co mnie spotyka. Jednak złość to także droga na ciemną stronę, a wówczas łatwo przekroczyć granicę i zacząć krzywdzić innych. Zatem trzeba uważać, kontrolować swoje działania bo kiedy gniew zamieni się w szał nic już poradzić się nie da. Mnie rzadko kiedy do działania popycha złość czy gniew choć zdarzało się i tak.

Zdecydowanie wolę działać bo mam dla kogo, dla mojej żony, dla mojego syna, dla mojej rodziny, Oni mnie potrzebują. Zwątpienie w bycie ważnym dla najbliższych jest czymś co i mnie dopadło, a to dojmujące uczucie bycia zbędnym i niewartościowym. Jestem osobą wierzącą i nie mam wątpliwości, że w takiej sytuacji jaka przytrafiła się mnie byłem w stanie dzięki wsparciu Jego i mojego anioła stróża poprosić o pomoc. Otrzymałem ją i powróciło poczucie radości z tego co się ma, poczucie bycia potrzebnym. Wówczas ja dostaję tej energii dla życia, do działania, do zdobywania szczytów, działania na granicach swoich możliwości, do pomagania innym, szczególnie tym którzy tej pomocy potrzebują. Kiedy dopada mnie ciemność, zwątpienie podejmuję modlitwę i mrok rozprasza się na tyle, że wierzę, iż mogę stawić mu czoła. Tak mam 🙂

Bliżej moim ziemskim zmysłom jest muzyka, która daje mi niezmiernie dużo, ładuje moje akumulatory. Melodia, a także i słowa piosenek działają jak żywa energia, która potrafi mnie długo utrzymywać na fali 😉 Sam chodzę na lekcje wokalu i gry na flecie poprzecznym i śpiewam już dużo lepiej 😀 z całym szacunkiem dla słuchaczy. Kiedy mogę puszczam swoje ulubione utwory, zamykam oczy i daję się ponieść nutom. Bardzo wówczas się odprężam i nabieram sił do pokonania kolejnych życiowych wyzwań. Często potrafię wysłuchiwać w kółko jednego utworu. Muzyka, która szczególnie trafi mi do uczuć pozwala mi na pisanie wierszy, czy choćby tego wpisu 😉

Właśnie ta muzyka, którą pierwszy raz usłyszałem na końcu filmu „Hobbit. Pustkowie Smauga” – „I see fire”.

 

Obóz, prawie…

Posted on

Kiedy to było, a nieco ponad rok temu. Znów w lesie nad jeziorem, ale znów nie ma tu wydźwięku negatywnego. Las, jezioro o ponad przeciętnej wodzie, nie tak twardej, a jak czystej. Spotkać w nim można nawet raki. Jakie to jezioro i gdzie nie zdradzę 😉 Niech pozostanie jak najmniej znane :). Lubię obozowy czas bo to czas nadzwyczajny, odmienny od miejskiego. Dla mnie to czas nad wyraz wartościowy. Nocne wędrowanie, szczególnie to na pomost na jeziorze daje jakże mocne odczucia. Człowiek w końcu ma poczucie, że coś znaczy, choć jest tak drobny na tle natury. Mógłbym tak godzinami.

Prawie… bo tak w realności postrzegania uczestniczyłem nie tyle co w samym obozie, choć byłem świadkiem przyjazdu harcerzy, lecz swój wkład wniosłem przede wszystkim w kwatermistrzowskie przygotowanie obozu, tzw. kwaterkę. Obóz to nie tylko początek i koniec, ale by mogło tak być trzeba przygotować sprzęt, zapewnić wodę pitną, odbiór odpadów, opiekę, co najmniej pielęgniarską. Samo zamówienie żerdzi do budowy urządzeń obozowych (tzw. pionierki) to sztuka sama w sobie, a zaczyna się od uzgodnienia z leśniczym co On, a co my rozumiemy przez żerdzie. Logistyka, ile spośród z nas jest zarobionych, wybrudzonych i spoconych, ale jakże uradowanych kiedy uda się przerzucić od 12 do 30 ton sprzętu na ciężarówki, szczególnie ze świadomością, że trzeba go później zdjąć, a przy zwijaniu obozu zapakować z powrotem i jeszcze raz wypakować. Harcerstwo nie ma nic wspólnego z wypaczonym prześmiewczym powiedzeniem „w krótkich spodenkach”.

Robimy tu bo to kochamy, robimy to bo wierzymy, że tak trzeba, robimy to bo dzięki temu nasze własne dzieci zyskują niezłą dawkę dobrego przykładu, robimy to bo przede wszystkim służymy, dajemy niezłą, ciężką, wymagającą szkołę życia dzieciakom. Kiedy sam sięgam w przeszłość to właśnie harcerstwo ugruntowało mnie w zaradności życiowej, dało szkołę radzenia sobie z kłodami pod nogami i nie dającą się opisać słowami radość z sukcesu, szczególnie wspólnego.

Ci, którzy tego nie przeżyli, nie byli harcerzami, nie byli instruktorami, nie są w stanie sobie tego nawet wyobrazić, a wszelkie wizualizacje to jedynie niedopracowane wersje beta. To odmienny stan umysłu. Poświęcamy temu „całe swoje życie”. Z dumą nosimy biało-czerwone barwy…

Szkolny Piknik

Posted on Updated on

Wczoraj w sobotę, odbył się szkolni rodzinny piknik, dla nas ostatni w tej szkole, szkole podstawowej mojego syna. Co mnie cieszyło, ano w zasadzie przede wszystkim to, że razem z synem weźmiemy udział w różnych konkurencjach (bieg w worku, skoki, rzut do kosza, rzut do celu, przeniesienie piłki na rakiecie. Szkoda, że tylko tylu, ale było warto. Pogoda niestety dziś nie dopisała, lecz grilla udało się ustawić i zapewnić poczęstunek, korzystając z możliwości arkad naszej szkoły. Zapewne wielu rodziców odstraszyła od przybycia, lecz cóż jak ktoś chciał wspólnie z dziećmi lub dzieckiem być to był. Uczestniczenie w takich przedsięwzięciach to nie tylko kwestia bycia z własną latoroślą, lecz także pokazanie własnej i kształtowanie postaw prospołecznych. Jeżeli społeczność lokalna nie jest w stanie przeskoczyć barier, zjednoczyć się to…

Ta szkoła zawsze będzie naszą szkołą, a szkoła będzie taka jaką ją rodzice współtworzą.

Występy dzieciaków trenujących taekwondo, czy taniec naprawdę wypadły fantastycznie. Ogromne tu podziękowania dla instruktorów i prowadzących zajęcia, nauczycieli i Radzie Szkolnej, wręcz chwała im, należy im się po wielokroć. Warto z dziećmi pracować i dawać im szanse aktywnego działania i rozwijania się.

Dla mnie jednak było ważniejsze wspólne działanie z synem 🙂 Dzięki współpracy zajęliśmy w grupie klas IV-VI znaczne II miejsce 🙂 Kiedy patrzę wstecz a rozglądam się w rzeczywistości jakże odmienne czynniki mnie radują. Dziś najważniejsza jest rodzina, bycie z synem, wspólne działanie.

Warto po stokroć było tam być i kto nie był ten niech żałuje.

 

Nieuchronnie nadchodzą…

Posted on

urodziny

Pomimo prób powstrzymania czasu, by ten choć tak szybko nie posuwał na biegówkach zimną i tak szybko nie biegł latem, klepsydra niemiłosiernie pokazuje jak ten czas przemija. W konsekwencji kolejne, tym razem, okrągłe, pełne … dziesięcioleci urodziny nadchodzą i są coraz bliżej. Sam fakt posiadania iluś tam lat nie jest taki sam w sobie zły. Dobrą stroną, według mnie samego, jest względnie wyważony mózg, być może w konsekwencji doświadczeń życiowych, może i nie, ale miło jest tak myśleć, że jest cień szansy, że kolejne decyzje w życiu będę podejmował bardziej niż mniej racjonalnie. Może się tylko łudzę, ale co tam, nie można dać się zwariować.

Jednak gwarancja na życie już się skończyła. Choć duch jeszcze się rwie to już nie podskoczę jak 20 lat temu. Kiedy patrzę na nastoletniego syna jakże silnie odczuwam upływ czasu. Kiedyś byłem, a przynajmniej tak odczuwałem, że uczestniczę w tworzeniu tego naszego świata, pcham go do przodu w przypływie rozwoju, lecz ostatnio mam nieodparte wrażenie, że nie dzierżę już w tej sztafecie pałeczki. Nawet nie wiem czy jeszcze w niej biegnę 😉

Refleksje, spojrzenia na ścieżkę, która wije się za plecami. Wspomnienia, kiedyś śluby, a teraz coraz częściej pogrzeby. Niby wszystko ma swój początek i koniec, także i każde nasze życie. Jednak chce się żyć, słuchać, czuć powiew wiatru na twarzy, zapach gór, chłód strumienia, miękkość trawy i tyle jeszcze… Mogę jedynie Bogu dziękować,  a wiara pozwala mi już na spokojne podejście do własnej przyszłej śmierci. Może to tylko tęsknota za nieśmiertelnością, a może coś więcej. Odbieram takie przemyślenia i odczucia jak znak czasu, znak jego upływu. Chyba dobrze, że nikt z nas nie wie ile mamy go tu danego. Jakże bez znaczenia byłoby wówczas tyle spraw…

Zwalniam, powoli, czasem szybciej zwalniam w życiu. Nie można dać się zwariować…

Wiara, niewiara

Posted on Updated on

Mam nadzieję, że w żaden sposób, a już na pewno nie świadomie nie obrażę. To tylko słowa, bez całej tej pozawerbalnego przekazu.

Kwestia wprowadzania gender do nauk o rodzinie w podręcznikach szkolnych, czy też sprawa potajemnie powieszonego krzyża w sali obrad w ratuszu Opola z pozoru oddzielne kwestie, ale jakże w rzeczywistości związane.

To co trawi spokój życia społecznego w kraju to brak zwykłego, powszechnego poszanowanie drugiego człowieka, bez względu na jego światopogląd. Obecnie bardzo nasilone jest deprecjonowanie wiary jakiejkolwiek, a szczególnie katolickiej. Wystarczy poczytać wpisy w komentarzach pod internetowymi wersjami artykułów, wiadomości, który dotyczą księży. Nie bronię duchownych, którzy łamią prawo, dopuszczają się przestępstw, w tym tak silnie akcentowanej pedofilii. Nawet uwzględniając tak odrażające czyny nie można tłumaczyć tego jadu, który wycieka z tych komentarzy, bądź co bądź ludzi, którzy z odwagą cywilną mają tyle po drodze na ile myślą, że są w internecie anonimowi.

Portale dla niewierzących, fora internetowe, prasa tzw. głównego nurtu nie podejmują krytycznej, kulturalnej debaty, nie komentują z szacunkiem lecz atakują Kościół Katolicki. Stawiam pytanie dlaczego atakują i mnie? Co ja takeigo zrobiłem osobom, których nawet nie znam, że oni tak mnie szkalują i atakują. Mogę próbować zrozumieć. Osoby skrzywdzone przez złych duchownych, którzy zapewne nigdy nie powinny nimi zostać bez dwóch zdań mogą odczuwać w sposób przez większość niepojęty nawet do końca. Owszem i ja jako wierzący twierdzę, że tacy księża powinni w pełni odpowiedzieć za swoje czyny. Według mnie Kościół Katolicki powinien tu stanąć na wysokości zadania. Co jednak znaczy Kościół Katolicki. Ilu spośród tych co tak gorliwie wylewają i na mnie pomyje wie coś więcej o KK, niż to że istnieje? Struktura, prawo kanoniczne mają tu niebagatelne znaczenie. Są prawa i obowiązki. Osoby, które przeważnie w ogóle nie podjęły zagadnienia i żywią się stereotypami z mediów popełniają błąd przyjmując, że KK to powinien to i tamto według miary własnego codziennego życia. Legislacyjnie jednak nie mają ani wiedzy, ani nawet chęci by czegoś się dowiedzieć. Oczywiście KK łatwo rozdzielać na część instytucjonalną i duszpasterską, lecz KK to przede wszystkim wspólnota ludzi, którzy wierzą. To taka sama wspólnota jak grupa lubiąca pograć sobie w gry RPG, czy skupiająca miłośników uniwersum Star Wars, czy choćby Polacy – społeczność osób z polskim obywatelstwem. Zatem społeczność może być swobodniejsza lub nieść poważne wartości. Właśnie, te wartości.

Czy tego chcemy, czy nie obecny, a raczej dotychczasowy fundament światopoglądowy został ulepiony przez całe wieki na bazie chrześcijaństwa. Dotyczy to każdego urodzonego na terenie Europy człowieka, którego korzenie drzewa genealogicznego sięgają daleko wstecz i są w ziemi naszego kontynentu. Zatem wierzący, niewierzący – w zasadzie wszyscy mamy ten sam fundament. Nie ważne czy to się komuś podoba, czy nie, czy akceptuje, czy nie. Pojęcie narodów, państwowości ma swój początek w średniowieczu. Oczywiśćie chodzi o pojęcie narodów i państwowości współcześnie rozumianych. Zatem to jak poznajemy dobro, czy zło ma swoje źródło w chrześcijaństwie, w naszym regionie kulturowym.

To czy ktoś wierzy, czy nie jest wyborem danej osoby. Jeżeli uznający się za wierzącego to krytykuje, wręcz napastliwie, z odrazą, z wyszydzeniem to nie jest to osoba wierząca, przepełniona wiarą, lecz osoba pełna hipokryzji. Ja szanuję wybory osób, a szczególnie światopoglądowe. Nie muszę akceptować, czy zgadzać się z opiniami innych, lecz poszanowanie drugiej osoby jest fundamentem społecznego funkcjonowania. Dziś w moim przekonaniu fundament ten jest bardzo naruszony. Jestem wierzący, praktykujący, bolą mnie źli duchowni, bolą mnie ataki na moją wiarę.

Wiara, czym jest… może nie ma Boga, a może jest. Ja wierzę, że jest. Czy przeszkadza mnie, że ktoś nie wierzy, ani na jotę. W końcu to wybór, jakich wiele w życiu każdego z nas. Powiadają, że wiara to prywatna sprawa każdego z nas. według mnie żaden światopogląd, żadna religia nie jest sprawą prywatną i nigdy taką się nie stanie, choćby wszyscy mówili że tak jest. Ze swojej natury, żaden światopogląd nie jest osobisty. Jakiekolwiek wartości światopoglądowe kształtują moje zachowania i postawy, dotykają mojej moralności, kierują, wpływają na moje codzienne życie. Jak w takim wypadku ma to być kwestia wyłącznie osobista i prywatna. Nikt z nas nie jest w stanie postępować zgodnie z różnymi wartościami w zależności od miejsca, gdzie przebywa. W domu mam być kimś innym niż w pracy. Właśnie to, że jestem chrześcijaninem powoduje, że mam takie a nie inne nastawienie do moich studentów na jednej z uczelni technicznej. Pracuję dla nich i uważam, że to ja jestem dla nich, a nie odwrotnie. Kiedy popełniam błędy podejmuję za nie odpowiedzialność. Zatem mam być kimś innym tu, innym tam. Nie, nie mogę. Nie tylko ja, nikt z nas. Przecież niewierzący nie będzie udawał, że wierzy, a jeżeli musi to znaczy, że wierzący wokół niego są tacy jak to już powyżej określiłem. Jeżeli światopoglądowo Rodzice nie poprowadzą swojego dziecka do chrztu, czy do I Komunii Świętej to jest to ich wybór. Wybór, który dane dziecko może według własnej decyzji zmienić. Dramatem dziecka jest uczynienie z I Komunii Świętej święta prezentów. Mój syn dostał „prezenty”, które sam wybrał, praktyczne, żadnych wodotrysków, notebooków, rowerów, zegarków, komputerów, quadów itd. W dodatku dostał je dzień później. Przecież I Komunia Święta ma być duchowym przeżyciem, a nie materialnym. Dzieci szydzące z dzieci nie idących do I Komunii Świętej przenoszą zachowania i postawy swoich rodziców, opiekunów. To Polskie nienawidzenie każdego kto ma odmienne zdanie, odmienna wybory, a już jak ma lepszy samochód…

Wiara, religia nigdy nie były wyłącznie prywatną sprawą człowieka. Nie znam światopoglądu, który mniej lub bardziej nakazuje szerzenie o sobie wiedzy. Oczywiśćie nawracanie siłą, narzucanie przemocą światopoglądu, także wiary innym to jest coś czego nie można akceptować. Ja z miłą chęcią rozmawiam o duchowym rozwoju. Mogę rozmawiać o swoich doświadczeniach, dać swoje świadectwo. Nigdy nikogo nie namawiam do przyjęcia mojej wiary, a jeżeli ktoś tak postanowił to jest jego wybór, jego lub jej decyzja.

Jeżeli osoba z tytułem naukowym jako recenzent pisze, podobno, że opisywanie rodziny w podręczniku szkolnym jako małżeństwa, czyli związku mężczyzny i kobiety, czy coś w tym stylu jako „nachalne propagowanie wartości katolickich” to ja przepraszam, ale albo ktoś kupił ten tytuł naukowy, albo nie wiem. Do podręczników w zakresie wychowania i przygotowania ma być wprowadzona idea gender. Dobrze, należy przekazywać rzetelną wiedzę, ale „… nachalne …”. Póki co z biologicznego punktu widzenia by powstał człowiek potrzeba kobiety i mężczyzny. To natura tak to ustawiła, a niektórzy twierdzą, że Bóg, a może Bóg stworzył naturę – rzecz w tym, że i tak nie ma to znaczenia bo akurat tak jest. Zatem z biologicznego podejścia mamy związek kobiety i mężczyzny.

Czy jestem homofobem – nie wydaje mnie się. Uważam, że orientacja seksualnanie jest świadomym wyborem. Uczucia, wzorce i pewnie cała masa innych czynników kształtują naszą seksualność. Niestety, chyba dla niemałej grupy, generalnie jak ktoś się rodzi z żeńskimi organami to jest kobietą, a jak męskimi to jest mężczyzną. Oczywiście jako istoty niedoskonałe, obarczone całą listą zalet i wad, niektórzy spośród nas płciowo duchowo, myślami nie są zgodni ze swoim ciałem. Zmiana płci jest procesem długotrwałym, pełnym pracy psychologicznej i nie dzieje się od tak z widzi mi się. Na swój sposób podziwiam takie osoby, bo musiały stawić czoła tylu przeciwieństwom, żeby móc funkcjonować bardziej prawdziwiej. Niestety z mężczyzny nigdy nie uczyni się kobiety i na odwrót. Można zmienić tyle by dana osoba mogła funkcjonować bardziej w zgodzie z soba samą i nic poza tym.

Homoseksualizm był, jest i będzie. Są tacy, którzy to w pełni akceptują oraz tacy którzy nie. Dla mnie dramatem jest sprowadzanie tych ludzi wyłącznie do fizycznego aspektu, a to zaledwie tylko fragment całej układanki. To są ludziem, którzy żyją pośród nas, czują, kochają, marzą, mają plany, lubią frytki albo i nie.

Jednak każda osoba, ja, czytelnicy tego bloga, inni są ograniczeni z natury tego świata. Z racji swojej budowy, znaczy mięśni, płuc, serca jestem sprinterem, a biegi długostansowe były i w zasadzie nadal są poza moim zasięgiem. Nie mogę tego czy tamtego. Choroba autoimmunologiczna pwodouje, że nie mogę się nawet raz do roku napić piwa, w ogóle żadnego alkoholu. Zatem czasem z powodów takich jak to jacy jesteśmy, a czasem z wyborów możemy coś robić, albo i nie. Każdy człowiek ma swoją rolę w społeczeństwie, każdy. Obrażani, zwani pseudokibicami chłopaki być może byliby najlepszymi żołnierzami w armii, ze względu na swój światopogląd. Najprawdopodobniej nie wszyscy ale zdecydowana większość. W takim ujęciu kobieta, która kiedyś była mężczyzną nie urodzi dziecka, choćby nie wiem jak chciała. Są rzeczy możliwe i niemożliwe. Usiłowanie demiurgowania świata do punktu totalnej równości nie jest możliwe, gdyż nie zależy tylko od naszej świadomości, naszej osobowości. To tak jakbyśmy negowali istnienie podświadomości, która tak rzeczywiście bardziej za nas decyduje. Kobieta jest kobietą, tak jak mężczyzna jest mężczyzną. Odgrywamy konkretne role społeczne, czasem kobieta jest głową rodziny, czasem mężczyzna. W prawdziwym małżeństwie nie ma jednego szefa, czy szefowej, bo żyje się razem i razem podejmuje się większość decyzji. Jednak to kobieta może być matką, nie mężczyzna, który może być ojcem. Macierzyństwa nie da się porównać z tacierzyństwem, nigdy. Kobieta nosząc dziecko w soie do narodzin, przeżywa, fizycznie odczuwa to inaczej niż za przeproszeniem facet ojciec obok. Tak zbudowana więź matki i dziecka nie jest możliwa do osiągnięcia między ojcem i dzieckiem – to są inne relacje, inaczej budowane. Nie udawajmy więc, że można to zrównywać, według widzi mi się kreować role społeczne.

staram się dotrzeć do badań socjo-społecznych, które opisują rodziny na bazie par homoseksualnych z dziećmi. Bo to pomimo pozorów nie jest temat jednoznaczny. Miałem jedynie okazję zapoznać się pokrótce z wnioskami, lecz jako naukowiec chcę dotrzeć do materiałów źródłowych. Do informacji prasowych podchodzę z dużą dawką krytycyzmu. Wnioski mniej wiecej wskazywały na to, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne nie przenosiły takiej orientacji i zachowań we własne rodziny. Dlatego mnie zainterosowały i chcę się z nimi zapoznać dokładniej. Są, nazwijmy to mama i ciocia, może mama i mama, które wychowają dziecko o wiele lepiej niż nie jedna para heteroseksualna. To temat morze, wręcz ocean i jedynie w kwestii określania małżeństwa – jest to dla mnie aksjomatycznie związek między kobietą i mężczyzną. Choć jednocześnie jestem za funkcjonowaniem związków partnerskich bo pary homoseksualne powinny mieć to legislacyjnie uregulowane to jednak mam takie a nie inne podejście w tym temacie. Być może w ogóle nie potrzeba wprowadzać takiej instytucji. Inne, istniejące prawa umożliwiają dostęp do danych medycznych, dziedziczenie lub wymagają jedynie pewnych zmian. Nie dajmy się zwariować. Gdybym kochał mężczyznę jako mężczyzna to nie będę miał małżeństwa, to jest dla mnie takie naturalne ograniczenie. Niezależnie co bym chciał, wiem, że nie musi tak się stać.

Czy to „nachalne” poprawianie podręczników, czy to spychanie religii, wiary do prywatnego konta jest oznaką „walki” z chrześcijaństwem. Jeżeli w jakimś mieście w Danii zaprzestano zgodnie z poprawnością polityczną wspierać obchody Bożego Narodzenia bo muzułmanie i w ogóle, ale fundusze miejskie przeznaczono na obchodu święta muzułmańskiego. Hola, hola, albo wszyscy dostają i obchodzą swoje święta według własnego uznania ze wzajemnym poszanowaniem, albo nikt nie jest wspierany, a diaspory niech sobie jakoś poradzą, w końcu to społeczności. Nie można z jednej strony negować chrześcijaństwa (a to nie jest jedyny przykład) i wspierać innej religii w imię poprawności politycznej i mówić przy tym o tolerancji. To jest dopiero hipokryzja.

Szkoda, że nie ma wiarygodnych danych bazujących zarówno na spisach przeprowadzanych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego i GUSu. Tylko wówczas można byłoby rzetelniej stwierdzić ilu tak naprawdę jest wierzących a ile osób deklarujacych brak wiary. To ważne, choćby z punktu widzenia dialogu społecznego. Dane ze strony KK mówią o około 40% wiernych uczestniczących w mszach niedzielnych. Prostolinijnie zakładając to prawie, prodkreślam, prawie 40% społeczeństwa. Biorąc jednak pod uwagę podawaną liczbę wiernych to daje nam jakieś ponad 13,5 mln. osób. Kwestia jednak w tym, że liczba wiernych to liczba ochrzczonych. Nie wiem, a nawet nie mam danych do oszacowania  ile jest wyznawców innych religii. Nawet jeżeli te dane są zawyżone ze względów metodycznych badań to i tak jest to społeczność ogromna. Nie można nas od tak zignorować. Brak mi rzetelnych badań statystycznych, konkretnych liczb.

Chciałbym by to był dialog, by chamstwo, prymitywizm nie królowały, jak jest obecnie. Byśmy mogli wspólnie żyć i nie dać demagogii światopoglądowej. Oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że wielu wierzących jak coś czasami powie to nie wiadomo, czy płakać, czy walić głową w mur. Nie można się jednak dać zwariować i twierdzić, że każdy ksiądz jest zły.

Osoby niewierzące przeciwstawiające się symbolom religijnym w urzędach, agendach państwowych często protestują i żadają ich usunięcia. Z jednej strony mają racje, ale jeżeli nie wierzą to co im np. krzyż przeszkadza? Co jest takiego złego w chrześcijaństwie, że aż tak należy robić. Oczywiście powieszenie potajemnie krzyża w sali obrad jest równie niezasadne, a może i gorsze. Wówczas niejako legitymuje potajemne zdjęcie owego krzyża. Dlaczego nie?!? W końcu to tylko zgodna z zasadami fizyki reakcja, lecz skierowana przeciwnie. Oczywiście Państwo jako twór państwowy jest areligijny. Rzecz jednak w tym, że państwo, w tym Polskę tworzą ludzie, którzy przyjmują różne światopoglądy, w tym konkretne wyznanie, czyli coś co kształtuyje ich zachowaia i postawy. Nie można tego powiesić na wieszaku wychodząc z domu i podjąć po powrocie. Nie można też tworzyć Państwa, które z założenia narzuca określony światopogląd.

Wiara pozwala mi żyć pełnie, nie czuję się zniewolony, nie denerwuję się tak bardzo, a Rodzina jest dla mnie najważniejsza, w ziemskim życiu. Od 17 lat, prawie, jesteśmy małżeństwem. Nadal kocham moją żonę i nie czuję by ta miłość słabła. Mieliśmy złe chwile i chwile pełne radości, a także oceany zwykłej codzienności. Myślę, że wierząc żyje się inaczej, może lepiej, może pełniej. Bez wiary w Boga też przecież można. Znam nie jedną osobę niewierzącą i większość z nich to osoby bardzo mądre, pełne radości życia, pomocne. Znam też niewierzących zaślepionych nienawiścią do wiary. Z takimi trudno się rozmawia. Znam też pseudo wierzących, co biegną do kościoła, odklepują modlitwy, a w życiu przykazania niemal nic dla nich nie znaczą.

Obyśmy nie ulegali zaślepieniu, obyśmy zawsze umieli słuchać, obyśmy zawsze szanowali innych, nie bali się wyrażać własne opinie, zawsze jednak z szacunkiem do innych. Wierzę, że różnorodność, także światopoglądowa jest siłą sprawczą rozwoju. Dzięki różnorodności możemy doznawać odmiennych wrażeń, poznawać różne punkty widzenia, wędrować szlakami, o których sami nie pomyśleliśmy…

Dzień Myśli Braterskiej

Posted on Updated on

dmb_2013

Był w miniony piątek i sobie przeminął. Skorzystałem z zaproszenia razem z żoną uczestniczyliśmy w kominku zorganizowanym przez środowisko 254 na warszawskich Bielanach. Jest jednym z wielu środowisk harcerskich mojego Hufca ZHP Warszawa Żoliborz. Nie Was tylko nie zmyli nazwa, bo swoimi granicami obejmuje podwarszawską Gminę Izabelin, Dzielnice Bielany i Żoliborz. To drugi co do liczebności hufiec w Polsce.

Jednak najważniejsze było spędzenie tego krótkiego czasu w mundurze, na kominku w drużynie, do której należy mój syn. To budujące, dające radość, zadowolenie, dumę ojcowską. Jako harcerz, instruktor nie spodziewałem się tego wrażenia, które odczułem tam będąc. Czułem moc dawnych dni, kiedy sam byłem drużynowym, kiedy świat wydawał się fajniejszy, lepszy. Bardzo się radowałem, z tego kominka.

Braterstwo – coś co można próbować opisać, ale wymyka się pełni objęcia, coś co się doświadcza, odczuwa, ale czy można ubrać w zasady. Może da się opisać, ale czy jasno i klarownie jak noc i dzień, a może dzień i noc. Dla mnie braterstwo to bycie wspólnie, wspólne działanie, wzajemna pomoc, coś w czym ważni jesteśmy my, nie ja, nie on, nie Ty, ale MY… Umiejętność współdziałania z zachowaniem szacunku, bo jak mówię, nie muszę kogoś lubić, kochać by z nim współpracować, coś razem tworzyć, trwać we wzajemnym szacunku.