Miesiąc: Listopad 2012

Co nas pociąga w…

Posted on

… filmach katastroficznych? Czyżby lęk, strach, ból, smutek, bagaż negatywnej empatii po ciemnej stronie mocy, a może empatyczne przeżywanie nadbohatera filmu, względnie nadbohaterów. Sami nie możemy, a więc można sobie choć pomażyć. Może jednak co innego…

Ciekawą alternatywą odpowiedzi na tak postawione pytanie jest dążenie do spokoju i samotności. Filmy katastroficzne z reguły serwują nam na zakończenie jakiś happy end ze zdecydowanie okrojoną ludnością świata. Może właśnie w tym tkwi sedno. Codzienność naszych żyć to nieustające spotkania z innymi, mijanie pozostałych, niemalże całkowicie anonimowo. Wytrącenie cząstki siebie w inny niebyt, empatyczne odgrywanie roli, czy podświadome dążenie do bezpiecznej przystani, wszystko razem może być podłożem takiego zainteresowania filmami katastroficznymi.

Równie dobrze, zgodnie z jedną z teorii filozoficznych stoimy u progu podboju kosmosu i dlatego tyle nas na tej Ziemi.

Reklamy

W kolejce

Posted on

image

Po pieczywo. Miało być sprawnie i szybko, a tu kolejka z zawijasem :-). Pamiętam kolejki jako dziecko z lat osiemdziesiątych. Pamiętam jak stałem po „Trybunę Ludu” z listą startową kolarzy Wyścigu Pokoju. Pamiętam jak po kiszoną kapustę chodziło się że słoikiem. Chyba się starzeję 😉 Może dlatego stoję spokojnie, bez nerwów z pewną nostalgią za powolnoscią życia sprzed lat.

Nacjonalizm i…

Posted on Updated on

Co co oznacza bycie nacjonalistą polskim. Dla mnie robienie wszystkiego co powoduje, że Polska jest silna gospodarczo, ludziom żyje się dobrze, przede wszystkim godnie, mamy przyszłość oraz, że Polska jest liczącym się graczem geopolitycznym, bo z takim położeniem nie wykorzystanie tego faktu jest tragedią pokoleń. Silny gracz to nie tylko gospodarka, ale także strategiczna kontrola tranzytu towarów, skuteczny wywiad, nowoczesna armia. W byciu nacjonalistą nie ma dla mnie braku akceptacji dla mniejszości narodowych, imigrantów. Oni stanowią ważny fragment rozwoju mojego kraju.

ALE… Jednocześnie uważam, że wszelacy imigranci są gośćmi w moim kraju. Jest dla mnie obojętne czy wokół mnie mieszkają wyznawcy judaizmu, islamiści dopóki panuje wzajemne poszanowanie. Niestety prędzej czy później następuje trudny do wyraźnego określenia problem braku asymilacji z wartościami, warunkami i zwyczajami kraju, w którym imigranci mieszkają. Widziałem co się dzieje w Finlandii, gdzie trudno mówić o wystarczającym wejściu imigrantów w dany świat wartości i zasad. Co dzieje się w Niemczech, gdzie chyba już 1/5 obywateli nie jest narodowości niemieckiej. Francja również boryka się z historią imigracji. Różnorodność zwyczajów, tradycji, kultury, języka jest wspierającymi się nawzajem motorami rozwoju, nowych pomysłów i idei ale może być także zapalnikiem konfliktów, których zażegnanie jest z reguły bardzo trudne.

Napaści na osoby innej narodowości, czy koloru skóry to coś co nie mieści mi się w głowie, jest dla nie pojęte, ale nie niezrozumiałe. Spróbujmy jako katolicy wybudować kościół w krajach arabskich. Będąc tam wręcz musimy przyjąć określone zasady i nie ma wyboru. Natomiast osoby z arabskiego kręgu kulturowego mogą w Europie odwoływać Boże Narodzenie, budować meczety w imię błędnie postrzeganej poprawności politycznej. Równość nie oznacza prawa do zmiany kulturowego wizerunku Europy, jej zasad i wartości podług własnych. Otwartość nie jest ograniczona, a przyniesione tradycje i zwyczaje nie mogą być wbrew prawu danego państwa. Tak ja jestem gościem tam, tak Oni są gośćmi tu. Przekonany jestem, że emigracja nie rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie umniejsza, rozciąga go w czasie, osłabia, ale nie znosi, lecz wprowadza na inny poziom. Nie dziwię się przybyszom, że kultywują własne tradycje, zwyczaje bo niby dlaczego mieliby je odrzucić. Nigdy w życiu. Przecież chodzi o własną tożsamość. Jednocześnie jednak poprzez takie skądinąd normalne kwestie nie można dokonywać zmian w kraju do którego się przybyło. Konsekwencją są nowe uwarunkowania, które podjęto w zasadzie świadomie. Przecież kiedy przybywam do kraju, nie mojego, przyjmuję tam panujące uwarunkowania. Nie muszę ich akceptować, utożsamiać się z nimi, ale jestem tam gdzie jestem. Jedynie USA jawią się jako kraj, którego powstanie wiąże się z przybyszami, imigrantami i jako jedyny kraj umożliwia takie wielonarodowościowe koegzystowanie i jednocześnie USA mają swoje mroczne cienie tego aspektu.

Właśnie konsekwencja – słowo o znaczeniu tak rugowanym z potocznego życia, a jakże jednocześnie wszechobecne. Każde nasze słowo, czyny wpływają na słowa i czyny innych, mniej lub bardziej, pomijalnie lub znacząco. Dlaczego zatem tak unika się konsekwencji. Zapewne po tym wpisie ktoś przypnie mi łatkę ograniczonego ksenofoba, ale czyż nie mam racji podnosząc jedynie pewne kwestie, które przyznajmy uczciwie nie są bezpodstawne. Dobrze rozmawia mi się ze studentami z  Sudanu, Kenii, Hiszpani, Niemiec, Ukrainy czy Iranu. Zupełnie normalni ludzie z normalnymi problemami, wątpliwościami, przemyśleniami, nadziejami, planami, marzeniami.

Europa się chwieje poprzez generalny sukcesywny i postępujący upadek wartości. Nie chodzi tu tylko bynajmniej o wiarę katolicką, która oczywiście w wyniku kształtowania się tożsamości narodowych w wiekach wczesnych, średnich tak naprawdę ulepiła nasz ryt moralny i kulturowy. Zarzuca się odchodzącym od wiary, że nie są w stanie kreować moralnych zasad i jest w tym wiele prawdy, ale na poziomie uogólnionym. Mam wielu znajomych, którzy wybrali ścieżkę poza wiarą i są to osoby mądre, światłe o wysokiej kulturze. Ja wierzę, jestem katolikiem, wyznaję konkretne wartości i jako sceptyczny naukowiec uważam, że zdroworozsądkowy katolicyzm, zgodny z naukami kościoła to wspaniała ścieżka życia. Nie wyklucza to innych, lecz upadek wartości statystycznie wiąże się ściśle z laicyzacją Europy Zachodniej. Po drugiej stronie nie mamy bynajmniej fanatyków katolickich przeinaczających własną wiarę, lecz wyznawców przede wszystkim islamu, których reprezentacja jest coraz większa i wyraźnie, na poziomie ogólnym, wyróżniająca się i nie asymilująca się z zasadami, wartościami i uwarunkowaniami europejskimi.

Żadna religia monoteistyczna nie wzywa do walki z wyznawcami innej wiary, co nie zabiera prawa do obrony własnych wartości. To ludzie to przeinaczają. We wszystkich zmianach światopoglądowych przebija się powoli chaos wyborów i braku tolerancji. Tolerancji, która nie oznacza wzajemnej akceptacji ale takiej, w której pomimo różnic wyznaniowych, światopoglądowych można społecznie żyć z zachowaniem kulturowego i wartościowego fundamentu danego kraju. Chrześcijaństwo ukształtowało nas, nasze postrzeganie dobra i zła, czy tego chcemy, czy nie. Wiele osób dokonuje apostazji i odchodzi od kościoła katolickiego. Czy tym samym przestają być ludźmi kochającymi swój kraj? Jasne, że nie. To, że nie umieją, nie chcą zrobić tego jak przewiduje prawo kanoniczne to jest ich problem. Przybijanie na drzwi, żądania wykreślenia z ksiąg parafialnych to jedynie głośne wyrażanie własnych uczuć, ale według mnie mało uzasadnione, jedynie medialne. Bo jak któryś z parafian regularnie zapisuje to co zapisuje, np. chrzty to z takiej ewidencji nie da się wykreślić. Bycie kronikarzem każdy ma prawo. O tym czy jest się katolikiem, wyznawcą islamu, czy judaizmu, czy ateistą, może agnostykiem świadczą nie papierki lecz własne słowa i czyny, które w wymiarze społecznym nadal podlegają określonym zasadom i prawom. Należy być kulturalnym, porządnym, uczciwym, pracowitym, pomocnym,…

Jesteśmy świadkami coraz częstszych aktów radykalizmu w różnym wydaniu, od politycznego, przez socjo-społeczny, po religijny. Żaden z takich objawów nie wspiera mojego kraju w czymkolwiek, ale nie można tego lekceważyć. Nie można na to pozwalać, ale należy także słuchać bo radykalizm to oznaka, sygnał, informacja, że coś złego się dzieje, a nic nie dzieje się bez powodu i nie wszystkie powody radykalizmu są złe, a niektóre są zapewne bardzo zasadne.

Bez telewizora… to coś więcej…

Posted on Updated on

Nie chodzi tu bynajmniej o przejście na telewizję cyfrową bo mój leciwy telewizor CRT SONY z 1997 roku 😉 postanowił samodzielnie, sukcesywnie zaprzestawać odbierania sygnału analogowego dla poszczególnych stacji. Została mi jeszcze tylko TVP1. Czyżby tylko w ramach misji tejże publicznej stacji telewizyjnej, a może i nie bo obraz z każdym dniem zdecydowanie się pogarsza. Podchodząc do tego humorystycznie dla mnie i syna to dramat tego roku. Mamy poważne trudności by obejrzeć kolejne odcinki „Pingwinów z Madagaskaru” i podejrzewam, że Kowalski nie jest nam w stanie pomóc. Dodatkowo nieco młodszy telewizor po sąsiedzku w rodzinie padł kompletnie odcinając oglądających zarówno od fonii jak i wizji. Dramat w pełnym wymiarze.

Inwestowanie w naprawę to nieekonomiczna droga rozwiązania problemu bo i to już nie jest takie łatwe w przypadkach obu tych zabytków myśli technicznej z XX wieku, a i tuner i tak trzeba by było dokupić. Zatem pomysł jest taki, że trzeba kupić nowe, ale tu z kolei jest problem bo potrzeba tu uzgodnień międzyresortowych, debaty parlamentarnej w domowym sejmie, a może nawet rozwiązań siłowych w tłumieniu zamieszek odciętych od filmów. Podkreślę tu znaczenie słowa film. Będąc odciętym od publicystyki, ba wszelakich wiadomości czuję się niejako szczęśliwszy. Lektura internetowych wiadomości ze świadomym nie oglądaniem videokomentarzy ewidentnie wpływa na moją kondycję psychiczną. Będąc optymistą, który nawet na narzekania pesymisty, że gorzej być już nie może powie, że może, może, bo optymistą trzeba się starać być zawsze obecną sytuację w moim kochanym kraju, w mojej, w naszej Polsce trudno określić już inaczej niż bliską intelektualnego i moralnego dna. Normalnie komedia byłaby niezła, lecz że to rzeczywistość to jakoś mało mi do śmiechu.

Jedni wysadzają drugich, wojujący ateiści „tłuką się”, na szczęście tylko słownie z „wojującymi wierzącymi”, odpowiedzialność za własne słowa i czyny staje się niczym więcej jak ideą, marzeniem, wręcz szlamem kanalizacyjnego potoku informacji, efektów pracy rządowych agend, partii politycznych. W tym wszystkim ja zwykły szary obywatel, wychowany tak, że kłaniać się w pas przed woźną w szkole należy bezapelacyjnie, a dzień dobry stójkowemu też trzeba powiedzieć, bo to pozytywny fanatyk pracujący w firmie nie stwarzającej normalnych warunków do pracy. Żadna praca nie hańbi, każda jest potrzebna. Muszę każdego dnia brodzić po kolana w szlamie niekompetencji, braku logiki i to w imię zgodności z prawem.

Cieszę się, że telewizor mi pada, a z wiadomości najważniejsza to prognoza pogody, a i tę mogę sobie w internecie znaleźć. Jakże jednak cudowne jest obejrzenie dobrego filmu…