smutek

Wiersze, a może tylko obrazy słowem malowane…

Posted on

… tak pewna ważna dla mnie osoba opisała moje wiersze. Zawsze jej za to dziękuję.  Po kolei będę je tutaj zamieszczał, niech ujrzą w końcu blask dnia. Nigdy nie zważałem na ich konstrukcję poetycką, z reguły powstawały przy muzyce, która przy pisaniu u mnie odgrywa niebagatelną rolę. Ewentualnie szum drzew, kropel o szybę mógł je zastąpić…

Nadszedł taki czas,
Gdy nad życiem człowiek myśli.
Zmęczony zgiełkiem wielkich miast,
Zaduszony ich wyziewami,
Zagoniony tempem życia,
Pragnie normalności odrobinę
By umysł ciszy i spokoju zaznać mógł.
Gdy zamyka się z myślami
W pokoju bez drzwi,
Jego wnętrze eksploduje.
Gdy stos decyzji bez liku podejmuje,
Załamuje się i myśli własnych nie rozumie.
Opuszczony przez rozsądek,
Izoluje się od innych,
Samotności pragnąc,
By ból samemu tylko odczuwać.
Przyjaźni nigdy nie zaznałem
I przyjaciół nigdy nie miałem.
Czytelniku drogi zważ
By przyjaźni prawdziwych
Nie odtrącić i przyjaciół nie zranić.
Miłością nie żongluj
By rozczarowania i goryczy nie zaznać.
Nie wiem już sam komu zaufać mogę,
A komu na ręce patrzyć mam…

Rosnowo, 21 sierpnia 1996 r.

Reklamy

Kocia dusza

Posted on Updated on

W naszym domu od zawsze były koty. Do wczoraj były 4, w tym 3 dziewczynki. Mieszkamy w domu więc z natury koty u nas mają wychodne. Nie mogę ich trzymać w zamknięciu kiedy widzę w ich oczach, pyszczkach, łapkach i ogonach tę nieodpartą chęć wolnego dreptania po świecie. Wczoraj, choć nie przy mnie, ale pewnie jak zwykle Kulka wypadła z domu przez drzwi otwarte przez domownika, z ogromną radością. Jak zwykle… Kiedy jednak jej nieobecność się przedłużała, kiedy nie widziałem jej w oknie i potem nikt jej nie widział poczułem niepokój. Czołówka, bo ciemno, polar bo chłodno, buty bo mokro i wyszedłem na dwór. Chodziłem i przywoływałem, aż w pewnym momencie ją zauważyłem leżącą na boczku przed bramą, może jakieś pół metra do spokoju swojego terenu za ogrodzeniem. Widziałem, że nie oddycha, ale i tak pobiegłem po klucz, potem wyskoczyłem przez furtkę z nadzieją, bo jak jej nie mieć. Nasza Kuleczka vel Kulka vel Łasi Łasi, najpuchatsza, najprzymilsza i najsympatyczniejsza o mięciutkim i aksamitnym futerku. Zawsze zadzierająca sympatycznie łepek z okrągłymi oczami, kręcąca kuperkiem z ogonem. Piękna była. Kiedy jej dotknąłem była już zimna, sztywna. Łza zakręciła się w oku. Spojrzałem w jej otwarte oczy, które były jakby zmarszczone, pogięte, puste, martwe. Głaskałem ją i czule mówiłem… Prosiłem by jej dusza zaznała spokój… może trafiła w miejsce gdzie trafiają kocie dusze…

Nie umiem pogodzić się z jakąkolwiek śmiercią. Pewnie będą i Tacy, którzy zarzucą mi, że w ogóle wypuszczam koty na dwór. Ale one są wolnością… I choć Kulka w wakacje przeżyła już spotkanie z samochodem i była poważnie ranna to jednak ją uratowaliśmy. Tym razem jej się nie udało. Bardzo mi smutno, że nie było mnie przy niej w tych ostatnich chwilach… Może to i tylko kot, ale przede wszystkim życie, charakter, uczucia… a i tak członek rodziny. Już mi jej brakuje wychodzącej z za rogu, wpadającej do sypialni i oczekującej miziania, pieszczoch, mruczącej i łaszącej się. Już nie pośpi ani ze mną ani z innymi domownikami. Zostaje tylko pamięć…

Kuleczka sprzed kilku dni bacznie śledząca wydarzenia w kuchni, leżąca na wiklinowym koszyczku na lodówce. Już nigdy jej tam nie zobaczę…