Miesiąc: Wrzesień 2013

Czas płynie

Posted on

Czas nie jest jednostajny, targają nim burze, sztormy, doświadcza ciszy bez wiatru. W każdym z tych stanów nie jest mi dobrze. Choć uwielbiam sztorm na morzu, czy burze pełne błyskawic. Szum kropel deszczu po dachu domu jest czymś co uwielbiam. Mimo wszystko jednak lubię stagnację w życiu, brak nagłych zmian.  Jednak one następują, czy tego chcę, czy nie. Jestem ich świadom, akceptuję fakt ich istnienia, choć trudno napisać, że na tę chwilę są one dla mnie korzystne.

Jutro 30 września, ostatni dzień mojej pracy na Politechnice Warszawskiej. Kończę swoją trzynastoletnią przygodę z nauką i dydaktyką akademicką. Na uczelnię przeszedłem z przemysłu po 2 latach, tylko dwóch, pracy w Fabryce Wyrobów Precyzyjnych VIS, podówczas S.A. Obecnie nie ma śladu po tej firmie z historią i tradycją. Z uczelni zaś odchodzę na własną prośbę, podług własnej decyzji. Zawodowo miało być lepiej, potem nie gorzej, a jest… nie tak jak miało być.  Jednak dziś te 13 lat na uczelni, znów ta liczba 13, jak 13 gwoździ. Udało mnie się obronić rozprawę doktorską choć łatwo też nie było. Był rok 2004, czyli potem pracując już jako adiunkt miałem 8 lat na zrobienie habilitacji. Przez pierwsze 4 lata bardzo chciałem, bardzo się angażowałem w dydaktykę, studia podyplomowe. Ostatecznie habilitacji nie robię i już na uczelni raczej nie jej nie zrealizuję.

Kwestie rozwoju, ekonomiczne także odegrały swoje role w podjęciu decyzji. Nie mając już zaplecza w swoim obszarze badawczo-naukowym planowanie ekonomiczne jest co najmniej utrudnione. Kierownik mojego zakładu, profesor, uczciwie wyznając pozyskuje prace, tematy, obszary habilitacyjne, jednak w innym nieco obszarze, a ja pomimo prób nie wpasowałem się. Niestety dziś dla mnie uczelnie ma nie wiele wspólnego z uczelnią, choćby z moich czasów studenckich i temu poświęcę jakiś kolejny wpis. Nie mogłem już akceptować, przyjmować i zgadzać się na postępujące zmiany w funkcjonowaniu uczelni w żaden sposób. To tak naprawdę ostatecznie przechyliło czarę i popchnęło mnie do decyzji o odejściu.

W trakcie swojej pracy na uczelni poznałem wiele ciekawych i wartościowych osób. Jedni się odnaleźli, inni tak jak ja ostatecznie nie i odeszli, tyle, że wcześniej ode mnie. Można by wnioskować, że wręcz żałuję tego czasu spędzonego na uczelni. Absolutnie nie, nie żałuję ani jednej sekundy i jestem wdzięczny, że mogłem tam pracować. Nie oznacza to, że wszystko akceptuję, czy pochwalam. To co jednak jest najbardziej smutne, że ani jednego „dziękuję” za 13 lat pracy. Tak jakbym tam był jedyne 5 minut i nic nie zrobił, a robiłem z zaangażowaniem, poświęcałem uczelni większość swojego czasu. Nie mogę się wykazać znaczącymi sukcesami naukowymi, lecz to efekt zarówno zależny ode mnie jak i od uwarunkowań zewnętrznych.

Jest rok 2013, a jutro ostatni dzień mojej pracy na uczelni. Dokończę sprzątać pokój, przekażę kilka rzeczy, zdam klucze, obiegówkę, odbiorę świadectwo pracy, pożegnam się i nie jeden raz tam pewnie się pojawię. Moje odejście nie oznacza bowiem, że zrywam kontakt. Zawsze wierzyłem i nadal wierzę we współpracę, a ta z założenia miała być kontynuowana. Mimo tego jest to koniec pewnego rozdziału mojego życia. Zaczyna się nowy, jaki on się okaże, to dopiero się przekonam…

Reklamy