REA

Rowerowanie

Posted on Updated on

Woda w butelce

Czas płynie nieubłaganie i jak widać niejednokrotnie do niego nawiązuję. Czas należy szanować, choć nie stronić od szaleństw, od czasu do czasu. Różne zdrowotne i życiowe zakręty odwodziły mnie od regularnych ćwiczeń fizycznych. Waga sobie rosła i rosła i urosła. Teraz kiedy większość tych niemiłych rzeczy mam już za sobą trzeba rozprawić się z wagą. Dieta, o której wcześniej nie jeden raz pisałem, no cóż nie była przeze mnie przestrzegana. Czy żałuję? Nie wątpliwie tak. Nie tylko z powodu niezmiennego problemu mojego choróbska (REA), czy innych przypadłości ludzi po 40-ce. Po prostu czułem się lepiej, zdrowiej :), lżej i w ogóle. Problemy jak wiemy można zażerać i ja zażerałem, no może nie aż tak, ile to słowo „żreć” potocznie znaczy. Mój jeden kot to faktycznie żre i żre. W każdym bądź razie udało mnie się jak to się mówi potocznie – ogarnąć życiowo i żeglować dalej.

Gdzieś w centrali w moim mózgu (sztab sił połączonych) obradował i zaordynował, że kryzys się skończył i wracamy do regularnych ćwiczeń i dbania o siebie. Co prawda generał Smaczek zdecydowanie  obstawał przy możliwościach smakowania kontrolnego, lecz był sam. Być może czeka go dymisja. To się jeszcze okaże. Żartować można i trzeba, nie można być za poważnym i zbytnim wesołkiem też. W każdym bądź razie staram się każdego dnia na kijkach lub/i na rowerze. Z kijkami to chwilowo bardzo ostrożnie. Nowe buty po niecałych 8 km dały popalić mojej lewej stopie i bez plastra nie da rady. Po wymianie pary na nową projekt współfinansowany przeze mnie polegający na dalszym rozchodzeniu butów trwa. Zostały mi do wdrożenia codzienne ćwiczenia rozciągające i kilka siłowych.

W ostatnich dniach zaczęło się dziać i jakoś daję radę. Nie można odpuszczać, absolutnie nie można poddawać się, choćby nie wiem jak złe rzeczy nam się przytrafiały. Kiedy jest bardzo źle, kiedy nic nie daje się zrobić sama walka by dać sobie pomóc jest tym niepoddawaniem się. Wiem dokładnie o czym piszę, choć nie piszę wszystkiego. Zawsze można uciec do przodu, zawsze można poprosić o pomoc, lecz nikt i nigdy za nas nie przeżyje naszego życia.

Jak to chęć napisania o dzisiejszym rowerowaniu zamieniła się w takie dywagacje 🙂 Rok temu nie byłbym w stanie podjąć tego wysiłku by zrobić to nie tylko dla siebie, ale co równie istotne dla mojej Żony. Rok, minęło 365 dni i jest inaczej. Czy jest dobrze? Jest lepiej! Czy się boję? Ależ oczywiście, ale strach to strach przed czymś co jeszcze nie zaistniało. Można go zagnać do zagrody. Nie można go w sobie zniszczyć, ale nie można dać mu rządzić sobą.

Zatem rowerowanie, w końcu… wzdłuż Wisły po bulwarach, jeszcze nie dokończonych ale było przyjemnie, bardzo. Może czasem jeszcze nie jestem tym kim byłem, a kim powinienem ale byłem i nadal jestem zadowolony z tych przejażdżek. Przede wszystkim była to nasza wspólna przejażdżka, tylko we dwoje, tam i z powrotem, choć nie na miarę Hobbita 😉 ale jednak. Warto było i zamierzam to podtrzymać. Poniżej kilka fotek, ale i link do trasy: rowerowanie dnia dzisiejszego.

Woda, jak ta w butelce to jak woda do życia, a jazda była nad wodą i tej wody wokół brakuje. Zdjęć z rowerowania nie ma dużo bo w nim nie chodziło o nie, ale o kręcenie tymi pedałami, o ten pęd powietrza wokół, o miejsce, o to, że razem.

 

Teraz trzeba dalej iść :), czy jechać :), czy się wspinać :), czy żeglować :), może czasem zawracać ale przeć do i nadal dostrzegać subtelności wokół siebie.

Reklamy

ReA nie daje o sobie zapomnieć

Posted on Updated on

Górołażenie na Pikuja i połoniny na Ukrainie. Plecak, namiot, wyposażenie, jedzenie, woda, garkuchnia. Jakże byłem mile zaskoczony brakiem reakcji ze strony moich stawów, szczególnie tych skokowych. To był cudowny czas. Koniec lata, początek jesieni, choć w tym roku to okres ciepły, nierzadko bardzo przyjemny to jednak pierwsze chłody, wilgoć deszczu dały powód moim stawom. Bolały jak nie pamiętam jak kiedyś, a jednocześnie nie miałem specjalnych ograniczeń motorycznych. Ostatnio kilka razy grałem już w piłkę nożną na sali, jako bramkarz oczywiście. Ta pozycja jest moim futbolowym przeznaczeniem. Uwielbiam stać na bramce. Nie łudziłem, że będzie to bezbolesne, ale nie mam już 17 lat 😀 Połączenie efektów gry w piłkę z aurą spowodowało bardzo wyraźny ból stawów skokowych. Przy czym klasyfikowałem to jako ból, choć mogłem motorycznie funkcjonować bez problemów, a nawet intensywniejsze ćwiczenia rehabilitacyjne już zdecydowanie umniejszały niemiłe odczuwanie stawów. Badania wskazały również na brak stanu zapalnego, lecz pamiętajmy, że cały czas zażywam leki, choć w dawkach, sukcesywnie zmniejszanych.

Pytanie: Czy mogę uprawiać taką aktywność jak grę w piłkę nożną? Przyznam się, że cały czas mam wątpliwości, które zamierzam potwierdzić lub w wersji bardziej pożądanej odrzucić na korzyść kopania w gałę.

Wniosek nasunął się sam z siebie „Chcesz coś robić, to rób tak byś właściwie się rehabilitował i dopasował się do potrzeb kuracji ReA. Nie ma co ukrywać, mamić siebie i innych, przy ReA nie możliwości innej niż dopasowanie siebie do uwarunkowań diety, trybu życia. Tylko wówczas, w moim skromnym osobistym przekonaniu, można liczyć na długie lata w radości.

Dieta w REA

Posted on

Pofolgowałem. Przemęczenie, zmiany w życiu zawodowym plus kilka innych aktywności razem spowodowały obniżenie zdolności zdroworozsądkowych. W konsekwencji choć od diety nie odszedłem, ani mi się śni, to jednak za dużo było odstępstw, aż boję się iść zrobić badania bo mnie moje Pani doktórki wezwą na dywanik i będą miały rację, ba… już ją mają. Oczywiście od razu czuję to w stawach, ogólnej kondycji, na skórze. Zatem nie dramatyzuję i wracam do konsekwentnego przestrzegania ustalonej diety. Tak naprawdę to chcę i muszę zrobić coś innego, coś bardziej istotnego, a mianowicie po prostu o siebie zadbać. Wcześniejsze spotkania z kołderką i podusią, przygotowywanie posiłków, a nie tylko praca, praca i praca. Zgubię cały porządny kawał samego siebie, a nie o to tu chodzi. Tu chodzi o to by być, by mieć rodzinę, by działać…

W domu

Posted on

Niedziela minęła może i lekko ospale, lecz jak mogła inaczej. Pełna depresji pogoda fundująca dodatnią temperaturę w godzinach dnia z opadami deszczu ze śniegiem nie nastrajała nas pozytywnie. Już wiem, że taka pogoda męczy moje stawy, co wraz z przeziębieniem nie daje mi wysokiego poziomu energetycznego zadowolenia z życia. Na szczęście mam również koty, które dziś były łaskawie bardziej nieco fotogeniczne.

Rozpalenie w kominku dało miłe ciepło, z które korzystali wszelakiej maści domownicy, zarówno ci humanoidalni jak i zdecydowanie zafuterkowani 🙂

Moje śniadanie, przeziębienie, dieta

Posted on

Porzucony szkic w czeluściach panelu administracyjnego mojego bloga doczekał się ukończenia  😀

Siedzę sobie w pokoju dogrzewanym popularnym olejakiem, a bo mam źle ocieplony dom i do tego strach mojego konta bankowego pwoduje, że utrzymuję temperaturę na poziomie 18-19 stopni w dzień i 17 w nocy 🙂 Najbardziej prostestują moje koty. Dziewczynki co prawda od czasu do czasu wychodzą na spacerek z szybka pętelką do michy w domu, a Kacperek nawet nosa nie wyściubi za próg i okupuje kaloryfer.

Nie cierpię być przeziębiony, nie cierpię zapalenia gardła, lubię siedzieć w domu i mieć czas na zrobienie rzeczy, których nie mogę zrobić bo muszę wyjść. Pomimo tego nie cierpię być przeziębiony, a tym razem nawet nie wiem kiedy i jak, no może się trochę domyślam.

Wracając jednak do najważniejszego wątku, a mianowicie jeszcze nieco ponad rok śniadanie stanowiły przede wszystkim kanapki, nie mało, solidne, z wędliną, chyba że był piątek. Już wówczas jakoś lepiej się czułem jak mięska spożywałem mniej. Dziś nie gryzę śniadania ale je wypijam i jest mi z tym lepiej, dużo lepiej.

Składniki mojego śniadania to: owoce takie jak truskawki, wiśnie, maliny, jagody, troszkę szpinaku (można kupować mrożonki w nie sezonie) oraz banan. Do tego szklanka mleka sojowego. Mikser choć nurza się w śniadaniu nie jest jego składnikiem. Po zmiksowaniu czasami troszkę podgrzewam. W końcu mrożonki, choć dochodzą do temperatury pokojowej od poprzedniego wieczora to jednak zimne to zimne, a ja wolę niezimne i niegorące, czyli w sam raz 🙂

W sumie w zależności od ilości poszczególnych składników wypijam na śniadanie od 2 do 3 szklanek. Po czymś takim o dziwo jestem zdecydowanie dłużej, w każdym bądź razie odczuwalnie dłużej, w stanie nasycenia niż po zwykłym kanapkowym śniadaniu jak kiedyś. Mojego śniadanie nie wyobrażam sobie bez wkrojonego banana, który nadaje lekko słodkawy lub nie aż tak cierpki smak całości. Wiśnie, a czasem ich dorzucam dodatkowo oddziałują i odkwaszają organizm, co w moim przypadku jest ważne. Testuję to na sobie już od roku i już to raczej nie testy a normalność.

Zmiana diety pomaga mi w powrocie do zdrowia, zarówno w ReA jak i przy zwykłym przeziębieniu. Schudłem do prawidłowej wagi dla mojego wzrostu i wieku (w ciągu około 3 miesięcy stosowania diety). Pozbyłem się nadciśnienia i co ważne :D, co mnie samego zaskoczyło, problemy z zębami są sporadyczne, okazjonalne. Niemalże nie mam problemów skórnych, a pojawiający się kiedyś od czasu do czasu łupież w ogóle ustąpił.

Zacząłem od śniadania. Niestety nie jestem idealnym pacjentem i pomimo podejmowanych działań, nie zawsze stosuję pewne zalecenia co znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach badań. Największym problemem dla mnie jest cholesterol i to pomimo porzucenia czerwonego mięsa w ogóle, ograniczeniu wielu innych składników mojej starej diety. Rzecz w tym, że tłuszcze spotykamy niemal w każdym daniu, półprodukcie. Sam cukier też nieźle daje tu popalić i dodaje nam tego cholesterolu. Wystarczyło, że podczas przeziębienia nie mając na nic ani mentalnej, ani chwilowo fizycznej woli  oparłem się na wsparciu innych i już to odczułem… znaczy cholesterol podskoczył 😦

Lekarze, szczególnie przy nadciśnieniu, zalecają zmianę diety na zdrową. Nierzadko, tak jak mi, tylko wydawało się co jest zdrowe. Poważna współpraca z lekarzami medycyny żywienia, dokładne rozpoznanie dolegliwości, opisanie dotychczasowej diety i następnie określenie tej właściwej i zdrowej indywidualnie dla każdego potrzebującego jest warunkiem aksjomatycznym, niezbędnym by osiągnąć sukces. Taka zdrowa, właściwie dobrana, dieta ma niebagatelne znaczenie dla naszego organizmu, dla naszego zdrowia, a zatem dla naszych możliwości w życiu.

Ktoś może powiedzieć, czy napisać, że taka dieta, zdrowa dieta jest droga. Nic bardziej mylnego bo po pierwsze mamy zdrowy rozsądek. Fakt, mrożonki nie są tanie, ale nie kupuję wędlin i serów (żółty ser jest tak tłusty, że aż…). Ograniczam jedzenie chleba. Jem dużo warzyw, strączkowych, owoców. Dieta jest pod kątem białka, mikroelementów zbilansowana! Wydaje mniej pieniędzy na lekarstwa.

Oczywiście w tym wszystkim jest bardzo ważna kwestia, a mianowicie ma sami. Bez naszego zaangażowania nie może się udać. Każda dieta ma, nazwijmy to z mojej branży, pewną tolerancję, co oznacza, że nie musimy bezwzględnie przestrzegać diety. Powinniśmy uważać na składniki pożywienia, które stanowią dla nas nietolerancje pokarmowe. Nie oznacza to, że czegoś nie możemy jeść już nigdy więcej, choć i tak skrajne przypadki są, szczególnie w przypadku chorób autoimmunologicznych. Nie mamy to czasu na „spróbowanie” diety, tak jak w zasadzie nie można „spróbować usiąść”, to po prostu trzeba zrobić, trzeba zmienić swoje żywienie. 

Ja też cały czas pracuję nad sobą i chcę nad sobą w tym zakresie pracować bo widzę konkretne korzyści, także lepsze samopoczucie…

 

ReA – a jednak jest

Posted on

Choć wiem, że moje choróbsko (reaktywne/odczynowe zapalenie stawów) jest ze mną cały czas, już od ponad roku, to przez ostatnie pół roku stan poprawił się na tyle, że przestało być odczuwalne i utrudniające funkcjonowanie. Powróciłem do planów, które już rozważałem tylko w myślach… góry, ścianka i kilka innych.

Halny wieje w górach, zmiany pogodowe, wyczerpujący tryb życia, bo dużo pracy, a rodzinę trzeba utrzymać, podżeranie za dużo czegoś, czego nie powinienem. Choć tu akurat podjadałem i tyle wcześniej a stan poprawiał się z tygodnia na tydzień.

Jednak się boję samego siebie, że będąc świadomym zagrożeń odszedłem od dyscypliny dnia codziennego. Nadwyrężyłem siły, rozregulowałem ustabilizowany rozkład dnia… dlaczego o tym piszę … ano dlatego, że prawy staw skokowy i ścięgno Achillesa dają mi dobrze do wiwatu 😦 Boję się, że mogłem zaprzepaścić pół roku pracy, a więc pół roku użerania się moich nerek i wątroby z chemią lekarstw.

Nie mam wyboru i rezygnuję z aktywności, które do tej pory były dla mnie normalne, z aktywności, które mnie radują, na rzecz tych, które radują mnie bardziej…

Moje Panie doktórki mają rację zwracając uwagę, że w przypadku chorób autoimmunologicznych chodzimy po ostrzu noża, po grani z największą możliwą ekspozycją. Najczęściej nie ma marginesu własnych błędu, układ czysto zero-jedynkowy…

Kurs obrany, kurs utrzymać

Posted on Updated on

Ostatnie dwa tygodnie, zaledwie dwa tygodnie pokazały mi moje własne miejsce. Stanowczo, lecz bez krzywdy, poczułem, że bycie zdrowszym z jednoczesnym przekonaniem o rozwoju samego siebie może iść w parze pod jednym, niezbywalnym i aksjomatycznym warunkiem – dbam o siebie, o to co jem, kiedy, ile pracuję, znajduję czas na wyciszenie. Inaczej efekt może być opłakany.

Wzmożone zaangażowanie w pracy, odbiło się na regularności i jakość posiłków, tzn. dieta zbyt monotonna, jadłem mniej, nieregularnie. Zbrakło czasu na wyciszenie, relaks, oderwanie się od problemów dnia codziennego. W konsekwencji problemy układu pokarmowego, migrenka, rozkojarzenie, zły nastrój, kłótliwość i odruchy aspołeczne. Dziś chyba w kulminacji, w rozsadzającym głowę bólu powiedziałem dość i wdrożyłem, na siłę na samym sobie techniki relaksacyjne. Poprawiło się. Porządnie zjadłem to co należy i kiedy trzeba.

Strach przed nawrotem ReA pomaga się zmotywować, ale chyba bardziej motywuje mnie potencjalna strata czasu w przypadku przegięcia i nawrotu. Wówczas kolejne miesiące czekania i zmagania się z sobą i choróbskiem.

Nie ma co, trzeba o siebie się zatroszczyć!