Foto

Wąwóz Samaria i greccy górale

Posted on Updated on

Wąwóz w Parku Narodowym Samaria to najdłuższy suchy wąwóz w Europie. Zalicza się go do wąwozów nie będących wąwozami rzecznymi, choć przez niemałą jego długość płynie strumień. Dla nas dodatkowo pobyt w tym Parku Narodowym oznaczał najdalej na południe położone miejsce w Europie w jakim mieliśmy wspólnie z żoną i oddzielnie być. Rezydent ostrzegał przed warunkami ale ja bym ostrzegał bardziej, a może dobitniej zwracał uwagę na obuwie jakie powinno mieć się na sobie.

O poranku

Wycieczka była zorganizowana. Wstaliśmy wcześnie, dużo przed śniadaniem. Dzień wcześniej odebraliśmy pakiety śniadaniowe, całkiem smaczne i syte. Na jedzenie w naszym hotelu nie możemy narzekać.  Obawiałem się jedynie, że przy moim apetycie mój pakiet zostanie wchłonięty długo przed śniadaniem. Na szczęście tak się nie stało.

Stwierdziłem, że startujemy powyżej 1000 m n.p.m., a więc może być chłodno. Zresztą poranek był rześki. Wybrałem spodnie taktyczno-turystyczne Helikona, koszulkę termoaktywną, buty taktyczno-sportowe Miltec i oczywiście czapkę. Przebrałem się dopiero na promie powrotnym.

Podróżowaliśmy autokarem i to z przesiadką. Biura podróży organizują wycieczki zbierając turystów z różnych hoteli, a potem jeżeli to koniecznie transferują ich (nas), znaczy łączą w grupy np. Polaków by pilotowi było łatwiej.

Nasza pilotka Pani Kasia, bardzo miła, rzetelna, dobra organizatorka, ale czułem się jak pod opieką Pani Przedszkolanki. Ja i żona chcieliśmy jednak dowiedzieć się czegoś więcej. Udało się ale o tym później 🙂

Dotarliśmy do wrót Parku Narodowego Samaria i po skorzystaniu z WC, zakupieniu jednego kijka trekingowego (dla żony – jako mąż zdobyłem punkty 😉 ) wyruszyliśmy na trasę szlaku przez wąwóz. Bilety mają dwie części, jedna odrywana jest przy wejściu, a druga przy wyjściu z wąwozu. Prosty sposób weryfikacji czy wszyscy wyszli, o ile ktoś to realnie weryfikuje. Według danych crete.pl wąwóz Samaria jest odwiedzany przez około 1000 turystów dziennie!!!

Zaczynamy schodzenie

Według jednego źródła z 1236, a według innego z poziomu 1227 m n.p.m. rozpoczyna się wędrówkę szlakiem przez wąwóz Samaria (ilustracja 1).  Mniejsza o szczegóły. Pierwszy fragment trasy to strome zejście po stopniach, które kiedyś były drewniane. Wzdłuż zejścia w wielu miejscach barierki z drewna, a także rozpięta metalowa siatka chroniąca przed spadającymi kamieniami.

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 1. Wejście na szlak w wąwozie Samaria.

Parka Narodowy Samarii, który otacza wąwóz został ustanowiony w 1962 roku i jest jedynym greckim parkiem narodowym na Krecie. Tylko w nim występuje w stanie dzikim kreteńska dzika koza kri-kri (jeden z 300 gatunków, które można spotkać w parku). Początkowo wystartowaliśmy w międzynarodowym peletonie.

Niezaprzeczalnie Park Narodowy Samarii chroni te wszystkie najważniejsze walory, zarówno krajoznawcze (ilustracja 2 i 3) jak i przyrodnicze i antropogeniczne, powstałe w wyniku działania człowieka.

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 2. Widok na początku wędrówki.
wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 3. Widok tuż przed wejściem na szlak.

Przed nami około 17 km marszu. Początkowo w cieniu drzew i krzewów ale od samego początku po kamienistym gruncie. Moje stopy w butach jakie miałem szybko przekonują się, że można zliczać napotkane kamienie. Choć jestem piechurem i wiele kilometrów za mną, to pod koniec wędrówki ledwo czułem stopy. Przez kilka następnych dni 😉 odczuwaliśmy efekty tego szybkiego marszu. Buty z vibramową podeszwą to moim zdaniem podstawa do wędrówki tym wąwozem.  Czarna koszulka termoaktywna i nawet długie spodnie nie spowodowały bym się przegrzał czy jakoś bardziej odwodnił. Po pierwsze dlatego, że początkowo szliśmy w chłodzie i w cieniu, a potem wędrówka przebiegała w ciągu wiatru od morza. Szczególnie w drugiej połowie marszu słońce operowało znacznie bardziej ale ten wiatr… Fakt, trzeba uważać, słońce i wiatr to zwodnicze zestawienie.

Sztuka równoważenia kamieni

Nie dało się nie zauważyć efektów miłośników sztuki równoważenia kamieni (Stone Balancing) – ilustracje 4 i 5. Trzeba mieć czas i to lubić ale faktem, że robi to wrażenie. Na trasie szlaku w wąwozie wielokrotnie napotykaliśmy na ustawione kamienie, ale tylko w pierwszej części natknęliśmy się na takie kamienne miasteczko 😉 – ilustracja 4 i 5.

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 4. Przykład sztuki wyrównoważania kamieni.
wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 5. Miasteczko wyrównoważonych kamieni 😉

Pokazane przykłady nie są tak efektowne jakie można zobaczyć na YouTube czy Instagramie ale i tak robią wrażenie. Przecież to w sumie godziny pracy wymagającej cierpliwości i skupienia. Tak czy siak robi wrażenie.

Woda

Woda (ilustracja 6) w wąwozie Samaria odgrywa bardzo istotną rolę bo właśnie ją można nabyć jako wodę mineralną. Woda Samaria jest czerpana ze źródeł w parku narodowym i jest przebadana na całej długości występowania. Jest zdatna do picia wprost ze źródła i wiele takich czerpalni jest na trasie wędrówki (ilustracja 7). W niższej części wąwozu gdzie wędruje się wzdłuż, ponad strumieniem, czasem po kamieniach silną uwagę zwraca się na to by absolutnie nie wchodzić stopami, butami do nurtu strumienia.

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 6. Jeden z mikrowodospadów występujących w strumieniu.

Woda zawsze mnie urzeka, szczególnie w takim surowym dla niej klimacie. Musiałem stanąć i nieco pobawić się czasem ujęcia. Kolor wody, który podkreśla jej czystość i klarowność. Zupełnie inny niż w rodzimej Polsce. Takich stonowanych barw nigdzie jeszcze nie widziałem.

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 7. Źródełko wody Samaria.

Takich źródełek jak na ilustracji 7 jest wiele wzdłuż szlaku co pozwala na systematyczne uzupełniania zapasów wody. W dodatku jako to z wodą ze źródełka, jest ona chłodna i orzeźwiająca.

Nieco estetykę psuje (Grecja to Grecja i mają swoje rozwiązania wodociągowe) wodociąg z rur z tworzywa sztucznego, które szczególnie w końcowym fragmencie szlaku biegną wzdłuż wąwozu i strumienia. To wodociąg do nadmorskiej miejscowości Aija (Agia) Rumeli (tak jakby Nowej Samarii). Ponoć kiedyś stary wodociąg próbowano, skutecznie, na wielu odcinakach zamaskować kamiennym murkiem. Nota bene Kreta to kraina nie tylko kotów 😉 ale i murków 🙂 Wzdłuż całego szlaku są rozmieszczone liczne stacje przeciwpożarowe i widoczny jest wodociąg je zasilający. Tu i ówdzie leżą skrzynki z gaśnicami.

Z jednej strony szkoda, że te rury są tak widoczne ale w sumie jakoś mi nie przeszkadzały. Kwestie wodociągowe i tak są interesujące bo z perspektywy polskich warunków klimatycznych tu na Krecie bardzo dużo odcinków wodociągów po prostu leży na ziemi i nie jest w żaden sposób schowana. Nie ma nawet przymrozków, a więc nic nie zamarza, nie przemarza co daje zupełnie inne możliwości realizacji przyłączy.

Wioska Samaria

Pobliski płaskowyż Omalos służył ludziom wyłącznie latem. Górale wypasali owce i uprawiali warzywa. Jednak zimowe warunki były zbyt surowe by można było na płaskowyżu żyć. Wąwóz Samaria był jedynym bliskim miejscem do przeczekania zimy. Wąwóz Samaria stanowił schronienie dla uciekinierów, rebeliantów i partyzantów. Według zasłyszanych informacji nigdy nie został zdobyty, ani przez Wenecjan, ani przez Turków, ani przez Niemców. Dziś w Chanii można nabyć weneckie szkiełka na ulicy prowadzącej do Starego Portu Weneckiego, a Niemcy stanowią znaczną liczbę turystów. Z Turcją, a z Turcją nadal panują napięte stosunki.

Wioska była zamieszkana do utworzenia Parku Narodowego Samarii, czyli do 1926 roku. Dziś wioska to ruiny domostw, punkt medyczny, lądowisko dla helikopterów, kościół i siedziba zakonu (ilustracja 8 i 9).  Kościół, potem cerkiew to jeden z ważniejszych zabytków w parku. W jednym z klasztorów na wyspie półwyspie Atos znajduje się cudowna ikona z cerkwi w wąwozie Samaria.

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 8. Stacja pogodowa i stacja strażników parku narodowego.
wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 9. Jedne z wielu pozostałości po domostwach w wiosce Samaria.

W wiosce Samaria mieliśmy możliwość spotkania kozy kri-kri. Odnośnie jedzenie okazała się tak samo namolna jak nasz kot Maciuś 😉 .

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 10. Koza kri-kri podczas biernego wymuszania dokarmiania od turystki.

Oczywiście pamiętajmy, że w zasadzie nigdzie i nigdy nie należy dokarmiać zwierząt w parkach narodowych. Niestety różnie z tym bywa.

Wioska Samaria leży mniej więcej po środku szlaku i ja już odczuwałem trudy wędrówki, a szczególnie stopy dopraszały się uwagi 😉

Druga połowa

Dalej za wioską jest już w zasadzie płasko, poza paroma wyjątkami i to już bardziej spacer. Dla mnie tym bardziej, że stopy mówiły powoli dość 😉 ale co? Ja nie przejdę 😉 ?!? W tej części wąwozu możemy delektować się wysokimi ścianami wąwozu (do 500 m wysokości) – ilustracja 11. Powoli wąwóz zwęża się by w swym najwęższym miejscu mieć prześwit około 3,5 m. Ta swoista brama w 1770 roku uratowała niemal 4000 kobiet i dzieci. Turcy nie zdołali pokonać obrony tej „bramy”, która obsadzona była przez 200 Greków pod wodzą Giannisa Bonatosa.

wawóz Samaria - Grecja - Kreta
Ilustracja 11. Za chwilę skończy się szeroki szlaki i zaczniemy wędrować gęsiego.

Po wyjściu z wąwozu czeka na nas mała kafejka i możliwość napicia się prawdziwego wyciskanego świeżego soku z pomarańczy z lodem. Skwapliwie korzystamy z tej możliwości. By dotrzeć do miescowości Aija (Agia) Rumeli trzeba jeszcze przejść 2,5 km w pełnym słońcu lub skorzystać z busika. My stwierdziliśmy, że po 17 km szlaku w wąwozie 2,5 km nie robią już na nas żadnego wrażenia i do końca doszliśmy na własnych nogach. Obiad, kąpiel (nie miałem sił), zaokrętowanie się na prom, potem autokar i powrót do hotelu.

Niedosyt

Niedosyt doświadczenia przyrody (jako ekipa popuszczykampinoskiej.pl), której w tym parku jest niemało. W planach mamy powrót by móc bardziej skupić się na roślinności i przyrodzie jako takiej. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie nie dziś ale wkrótce. Tzn. z drugiej strony dla samego porównania różnych ekosystemów i doświadczenia piękna nie tylko od strony wizualnej ale także aromatów. By tego dokonać pewnie trzeba będzie przenocować w Aija (Agia) Rumeli. Niestety dotarcie do punktu startu, a potem konieczność skorzystania z promu o 17:30 skutecznie utrudnia dłuższe kontemplowanie piękna przyrody w wąwozie.

Źródła

Chcecie dowiedzieć się więcej to zapraszam do artykułu Wąwóz Samaria. Przygotuj się do trekingu na Krecie.

Reklamy

Nocne obrazy

Posted on Updated on

Blogowanie nie jest ewidentnie regularne. Pomysłów jest wiele ale czas nieubłaganie płynie swoim rytmem nie dając możliwości wygospodarowania jego więcej 😉 Lubię noce ze względu na ich tajemniczość. To nie tylko inny czas w tym samym miejscu. Samo miejsce nabiera innego charakteru, staje się inne. Można uznać, że opowiada zupełnie inne historie niż za dnia. Dzień i noc, dwa różne światy połączone na zawsze biologicznym zegarem.

Każde zdjęcie ma swoją historię lub historyjkę.

wólka nocą - śnieg, dużo śniegu
Śnieg, dużo śniegu…

W grudniu i w kolejnych miesiącach nierzadko padał śnieg wieczorową i nocną porą. Mam swoisty głód porządnej śnieżnej zimy. Brakuje mi tego. Wielu moich znajomych nie chce zim, nie chce by było zimno. Parafrazowanie „taki mamy klimat” bynajmniej nie jest nie na miejscu. Krótkie dnie, długie nocy, głównie bezchmurne niebo to przygnębiające warunki. Śnieg nieco rozjaśnia, no i można pojeździć na biegówkach, a dzieciaki na sankach. Osobiście nie cierpię pluchy. Mam wrażenie, że gdy jest konkretnie zimno to i mniej przeziębień.

Wólka nocą - Śnieg, dużo śniegu...
Śnieg, dużo śniegu…

W nocy można próbować pobawić się światłem, co pozwala na zabawę opowieściami.

Wólka nocą - Czy poza światłem jest bezpiecznie. Tajemnicze przejście.
Czy poza światłem jest bezpiecznie. Tajemnicze przejście.

W tym powyższym zdjęciu urzekło mnie to ograniczenie jasnego światła nad przejściem dla pieszych. Nawet te dalsze latarnie nie dają poczucia bezpieczeństwa. Wówczas też padał śnieg.

Wólka nocą - a jednak idę dalej.
Nie ma co, trzeba powędrować.

Kilkukrotnie wówczas wyruszałem by sobie nieco pochodzić po mojej okolicy. Wszystko pozornie takie same a jednak…

Wólka nocą - Kiedy indziej sypało odczuwalnie intensywniej.
Kiedy indziej sypało odczuwalnie intensywniej.

To skrzyżowanie, to przejście dla pieszych, a tak naprawdę ta latarnia i te w tle tworzą dla mnie taki nieco tajemniczy świat, w którym być może niewiele się dzieje. Śnieg zalega na ulicy, brak ruchu oprócz zaklętych w bezruchu płatek śniegu.

Wólka nocą - autobus linii 110 przy ciut tylko dłuższym czasie naświetlenia.
Autobus linii 110 przy ciut tylko dłuższym czasie naświetlenia.

Zatrzymany ruch w kadrze tu mi wyszedł. Przy najmniej mnie się podoba to zdjęcie 🙂 Tak ciekawie wyszedł mi tylko autobus, a niektórzy kierowcy zwalniali 😉

Wólka nocą - po prostu ulica.
Po prostu ulica.

Dobra, nikt nie jedzie albo choć między pojazdami. Oczywiście na szybko z uwagą skok na środek, przykucnięcie i pstryk. Inne zdjęcie z tego samego miejsca jest z dużą głębią ostrości i tym samym straciło na swojej tajemniczości.

Wólka nocą - samotne drzewo. Kto wie gdzie ;)
Samotne drzewo. Kto wie gdzie 😉

Moje okolice to nie tylko latarnie, ulice ale także przyroda. W końcu w pobliżu Puszcza Kampinoska więc pod tym względem jest zacnie. Często powiadam, że każdy kamień, czy pień ma swoje własne opowieści. W końcu w wielu przypadkach trwają dłużej niż my żyjemy. Tacy niemi świadkowie historii, miłosnych uniesień, walk partyzantów, zwykłych spacerów, wędrówek dzików…

Wólka nocą - w świetle latarni i pośród cieni drzew.
W świetle latarni i pośród cieni drzew.

Czasami dzieją się zdarzenia i człowiek mimochodem wędruje w kierunku gdzie coś się wydarzyło. W Święta Bożego Narodzenia samochód uszkodził słup nad jednym z przejść dla pieszych.

Wólka nocą - no to tniemy Panowie.
No to tniemy Panowie.

Do dziś słup ten nie został naprawiony. Kierowca nie dostosował swojej jazdy do warunków panujących na drodze i było bum. Na szczęście nikomu nic się nie stało i skończyło się na stratach materialnych.

W moje ogrodzenie już nie jednokrotnie wjeżdżali i ze dwa razy uciekli. No cóż osobniki o jakże ogromnej odwadze cywilnej i poczuciu odpowiedzialności.

Lubię fotografować ale czy idę w dobrym kierunku to sam nie wiem. Uważam, że im lepsze zdjęcie tym mniej późniejszej obróbki. Generalnie staram się nie poprawiać, a modyfikacje są subtelne. Często nawet kiedy sięgam po aparat to rezygnuję z ujęcia bo nie dostrzegam w nim tego czegoś.

Często kiedy nie mam aparatu ze sobą doświadczam przepięknych widoków, wręcz wizualnej uczty. Dane jest mi to przeżyć bez odgrodzenia się technicznego.

Z tygodnia na tydzień

Posted on Updated on

Z tygodnia na tydzień to… tak miało być o moim nowym, eksperymentalnym cyklu na moim kanale na YouTube ale jakoś będzie nieco jeszcze o czymś.

z_tygodnia_02.jpg

Sam pomysł chodził w moich myślach od początku podjęcia solidniejszej pracy nad kanałem na YouTube. Byłem, jestem i będę twórcą, który uwielbia pracę z obrazem i dźwiękiem.

Dla mnie szczególnie „Z tygodnia na tydzień” będzie cyklem bardzo ważnym. Po pierwsze wyzwaniem jest założona konkretna cykliczność, która polega na emisji filmu w każdy poniedziałek między 6-8 najlepiej, najdalej do 8 rano.

Po drugie podjęcie tego cyklu wymaga ode mnie pracy nad doborem tematów z tygodnia, obserwacji tego co jest ważne ale przede wszystkim wyszukiwania czegoś dobrego. Tak, ma być coś z energią i radością. Jestem według niektórych mistrzem w tematach refleksyjnych, nostalgicznych, smutnych… a życie to jednak coś związanego ze Słońcem, jego ciepłem i radością.

Dla słuchaczy i widzów ma to być coś na lepszy początek nowego tygodnia.

Pierwszy odcinek zrealizowałem na przysłowiowego wariata, a więc, jak to ja, jestem prawie zadowolony. Dostępny jest też w ramach Soundcloud: Z tygodnia na tydzień #1

Po trzecie, a w zasadzie powinno to być miejscu 00 to motywacja do pracy nad własną ekspresją i swoistym swobodniejszym stylem, który dostrzegą może inni. Bo ja czasem jestem duszą towarzystwa ale bardzo, ale to bardzo rzadko 😉

Może „Z tygodnia na tydzień” okaże się w jakiejś swojej części kroniką, lepszą od vloga, a może inną, ważną również jakoś dla innych? Byłoby fajnie, ale to wymaga doskonalenia samego mnie 🙂

Po trzecie o to chodzi o pracę nad sobą, która nie tylko daje mi frajdę tworzenia ale kształtuje i doskonali moje umiejętności.

Dla mnie kanał na YouTube z jednej strony był nieosiągalnym celem, a z drugiej naturalną drogą samorozwoju. Nieosiągalny cel bo wstyd, bo niska samoocena, bo przekonanie, że nie umiem i nie powinienem. Pokonanie własnych lęków, ograniczeń to prawdziwe zwycięstwa jakich dokonujemy. Jest to cholernie trudne ale nie jest niemożliwe. Warto, po trzykroć warto.

U mnie to się zmieniło, a w zasadzie miało początek kiedy to moi nauczyciele od wokalu w Music School dla takich jak ja 😉 powiedzieli, coś w tym stylu:

Co Pan mi tu… pamięć rytmu jest i pamięć dźwięku jest a reszta to tylko wyćwiczenie mięśni…

Niektórym miesiąc zajmuje to co Panu udaje się na pierwszej lekcji (flet poprzeczny).

Nagle okazało się, że przełączyły się te źle nastawione przełączniki w moich myślach i mogę śpiewać i mogę nauczyć się grać na flecie poprzecznym, a w każdym razie mam predyspozycje.

Dlaczego flet poprzeczny? Bo masowo ludziska uczą się gry na gitarze, a ja jak zwykle troszkę po swojemu. Moje samospełniające się przekonania przestały się sprawdzać. To niełatwy proces zmian siebie samego, a dokładnie swojego podejścia do świata, bo jesteśmy jacy jesteśmy i inni już nie będziemy, tak z punktu widzenia leżenia naszych fundamentów ale możemy starać się zmieniać nasze myśli, wierzyć bardziej we własne siły itd.

Mam nadzieję, że uda mnie się ten eksperyment „Z tygodnia na tydzień” albo się skończy się szybko. Kiedy pisałem ten tekst wpadło mi kilka ciekawych kwestii właśnie do kolejnego odcinka. Do zobaczenia i usłyszenia.

Odcinek dostępny także do posłuchania: Z tygodnia na tydzień #1

 

Helsinki – Twierdza Suomenlinna

Posted on Updated on

Czasami chciałbym by ten czas tak nie pędził. Piszę te słowa, a w zasadzie wystukuję na klawiaturze mojego laptopa kilka dni po powrocie z Helsinek. Chciałbym by ten czas tak nie biegł, trochę zwolnił i dał szansę na lepsze jego przeżycie niż w świadomości ogólnego pędu bez szans na głębsze przemyślenia.

Prawda jednak jest taka, iż my sami może spowodować by ten czas tak nie biegł. Nie zatrzymamy go i nie o to chodzi. Może to nawet nie o ten czas chodzi, tylko o to byśmy my sami go nie tracili, nie dawali mu się marnować.

Przy czym udanego leżenia w hamaku z dobrą książką i szumem wiatru w koronach nade mną nie uznaję za czas stracony.

Helsinki dały mi możliwość do pewnego plastycznego kształtowania czasu jaki miałem do dyspozycji. Co prawda rozkręcałem się w tym artystycznym podejściu do czasu już pod koniec pobytu to i tak warto było. W zasadzie osiągnąłem co planowałem, choć jeszcze bym tam został… Ja zawsze w nowym miejscu jestem jak kot z tymczasu w nowym domku 😉 powoli i ostrożnie, a czas płynie.

Twierdza Suomenlinna broni dostępu do Helsinek. Jej architektura, specyficzny klimat miejsca, nie tylko związany z ciśnieniem, wilgotnością i temperaturą oraz dostępność do przeszłości (znów ten czas) stanowi ciekawy miks możliwości spędzania tam czasu.

7. lat temu kąpaliśmy się tam rodzinnie na kąpielisku. Nadal można zwiedzać łódź podwodną wybudowaną pierwotnie (oddaną do użytku w 1933 r.) dla Kriegsmarine i następnie odkupionej od Niemiec przez Finów w 1936 roku. Chcę się powiedzieć U-boot ale nie wiem na ile to wyłącznie konstrukcyjna myśl Finów, może projekt wspólny lub też dostarczony przez Niemców. Jest i można ją zobaczyć, przejść przez cały okręt. Jak dla mnie ekstremalnie mały, a ja lubię ciasne pomieszczenia, ale bez przesady.

Za każdym razem byłem twierdzą Suomenlinną niezmiennie zauroczony. Może to kwestia tych kamieni, z których została zbudowana. Myślę, że wszystkiego po trochu 🙂 Głównym środkiem komunikacji na twierdzę jest prom (bilet w ramach miejskiego systemu komunikacji). O czym wcześniej nie wiedziałem na wyspę prowadzi tunel pod dnem morza. Przeznaczony jest dla karetek, poczty i pojazdów armii fińskiej. Na wyspie można zamieszkać, lecz nie jest to łatwe. Stowarzyszenie (może fundacja) przede wszystkim promują artystów i szkutników, ludzi wolnych zawodów. Niewątpliwym mankamentem, z jednej strony, jest to, że prawie wszystko co zostało na wyspie wybudowane podlega ochronie konserwatora zabytków. Oznacza to utrudnienia w remontach. Z drugiej strony jest to logiczne i zrozumiałe.

Submarine Vesikko – łódź podwodna typu CV-707 wybudowana przez Finów dla niemieckiej marynarki wojennej w 1933 i odkupiona w 1936 r. Załoga liczyła 20 osób. Gdzie oni się tam mieścili nawet uwzględniając, że jedna wachta śpi, a druga jest na służbie.

Mam swoje ulubione miejsca na wyspie z twierdzą, a czas, w którym tam tym razem byłem to czas kiedy mniej jest turystów i mogłem doznać spokoju, mile spędzonego czasu. Naprawdę było warto 🙂

Ze swojego pobytu w Helsinkach powstały dwa vlogi na moim kanale YouTube i zapraszam również do obejrzenia 🙂

 

Helsinki i babie lato

Posted on Updated on

Przyjechałem tu by wypocząć i nabrać sił, by zregenerować nadwyrężone własne ciało i umysł, może nawet by dać nieco wyleżeć się duszy, by nie myślała ciągle, by nie martwiła się ciągle, by nabrała dystansu, bym nabrał nieco dystansu. Zadałem sobie pytanie, czy robię to dla siebie?

Nie tylko. To pierwszy od lat czas niemal tylko dla mnie ale robię to także po to by nabrać choć trochę sił by móc wspierać najbliższych. To czas spędzany w Helsinkach i w ich pobliżu. Dziękuję mojej stryjecznej siostrze Eli za ugoszczenie i czas mi poświęcony 🙂 .

Przez pierwsze dni z tego krótkiego jednak pobytu miałem okazję powędrować po parku (Central Park) w Helsinkach i Luukki Recreation Area. Poniżej zamieszczone zdjęcia wykonałem w obu tych miejscach. Podobnie jak w Polsce jest wysyp grzybów, których niemal nikt nie zbiera :-\

Przylatując do Helsinek niezamierzenie choć szczęśliwie przywiozłem ze sobą pogodę 😉 i jak na tę porę roku tu jest ciepło, a słonecznie tak jak nie było przez wakacje. Jednocześnie słoneczne światło jest bardzo ostre i wykonanie niezłego zdjęcia wymaga trochę pokombinowania. Nie przykładam się specjalnie, a w Luukkaa Recreation Area wszystkie zdjęcia i filmy nakręciłem SONY EXPERIA X ze względu na fakt, iż aparat postanowił ze mną nie jechać. Przecież nie napiszę, że go jakoś tak nie zabrałem ze sobą ;-).

Przede wszystkim jednak odczucia wizualne ewidentnie są tylko częściowo zaklęte w wykonanych przeze mnie zdjęciach. Naprawdę uwielbiam Finlandię, która kojarzona z zimnem, polarnymi nocami mimo wszystko posiada niesamowitą bogatość roślin, szczególnie w dolnym piętrze i ściółce.

Liczne porosty świadczą o czystości środowiska naturalnego.

Cechą Finów jest aktywność w różnego rodzaju sportach zarówno wyczynowo, półwyczynowo lub po prostu dla samej rekreacji . Podczas wędrówek minąłem wiele osób starszych ode mnie rześko i z zaangażowaniem wędrujących z kijkami. Wiele osób biega, trenuje biegówki na specjalnych rolkach albo jeździ na rowerze. Często organizowane są biegi na orientacje. W miejscowości po Helsinkami liczba naprawdę porządnych hal z lodowiskami w zestawieniu z Polską…

To co bardzo zwróciło moją uwagę to gdy wędrowaliśmy w Luukkaa Recreation Area mijaliśmy wiele Rodzin z dziećmi, a wiele z nich to minimum troje pociech. Naprawdę było radośnie.

Infrastruktura jest wręcz wspaniale zorganizowana i utrzymana (ścieżki, chaty z paleniskami, grillami, toalety, pomosty, ścieżki). Tu trzeba jednak podkreślić, iż nie jest niszczona, a czystości można pozazdrościć.

Wszystko razem powoduje, że wędruje, czy po prostu delektuje się widokami, odgłosami naprawdę wyjątkowo dobrze. Dokonałem dobrego wyboru by właśnie tu przyjechać i odpocząć.

W każdym z tych dwóch miejsc, parku w samych Helsinkach i w Luukki są wydzielone, choć nie ogrodzone, obszary lasu, który jest pozostawiony sam sobie. Jedyna ingerencja człowieka polega na ewentualnym uprzątnięciu fragmentu drzewa ze ścieżki.

 

Futerkowe wieści #2/2016 (3)

Posted on Updated on

Czyżby blog stawał się blogiem kocim?

Takie pytanie zaświtało mi w przestrzeni moich myśli. Chcę napisać, że nie, że nie jest to tylko blog o kotach, bo nie jest, a może jest. W ogóle to mam problem bo:

http://www.darmor.wordpress.com

www.czytodajnia.wordpress.com

i po prostu nie mam pojęcia jak zreorganizować swoje aktywności. Pewnie nie zorganizuję, a po prostu zacznę systematyczniej coś w nich pisać, umieszczać itd. To jedyny klucz do rozwoju obu tych projektów. Pomysł zepnięcia ich w jedną stronę to niepotrzebne przenosiny. Zasady pisania wpisów z punktu widzenia pozycjonowania są jasne i chyba nie warto. To nie są blogi o nie wiadomo jakich statystykach by to robić, a może właśnie jednak scalić… No bo ten blog ma szansę na oglądalność, ma swój potencjał i jakąś już historię. Dlatego coś jednak ulegnie zmianie. Promowanie treści przez google powoduje, że wstawianie krótkich wiadomości mija się prawie z celem, a więc umieszczenia w ramach jednego bloga wpisu i jedynie na drugim krótkiej wiadomości chyba to nie tak jak powinienem robić. Zatem czytodajnia.wordpress.com będzie miejscem, gdzie będą publikowane wyłącznie utwory. Procesy myślowe przebiegają różnie.

Ale dziś znów jednak o kotach w domu, moim, naszym domu. Czas przedstawić aktualnych kocich aktorów.

Maciejka

Maciejka, rodzona siostra, a nawet może i bliźniaczka Maćka. Może już ma z rok życia za sobą. Najpierw bardzo wycofana i taka nieśmiała. No bo ja bym Ciebie bucknęła albo miznęła o nogę ale nie, nie, nie, jeszcze nie, sama nie wiem i w ogóle. Specjalistka kradzieży jedzenia. Póki co trudno ją obsłużyć z czyszczeniem noska, czy obcięciem pazurków 😦

kot maciej

Opiekun stada, gadający non stop przy człowieku, miziak rewelacyjny, pogodny i zadowolony z życia ale… łobuz nad łobuzy, choć kochany. Niezliczona liczba szklanek, kubków, czajniczków, doniczek, chyba 2, jednego naczynia żaroodpornego do piekarnika oraz 2 garnki, 2 miseczki na wodę…

2016_koty_011

Bezik jest takim obywatelem Rzymu, w przeciwieństwie do Maćka z plemion barbarzyńców. Widać jego spokój nawet w jedzeniu, kiedy to delektuje się każdym chrupkiem lub kęsem mokrego, chyba rozważając możliwości eksperymentowania z przyprawami. Bardzo miły, nienarzucający się, spokojne futerko. Pierwszy kot u nas, który doprasza się bycia kotem naręcznym. Trochę w tym kierunku mobinguje, ale co tam 😉

kot apsik

Najstarszy nasz rezydent na kociej emeryturze. Prawdziwy smakosz i wielbiciel spokoju. Zwany Apskiem, vel Pudzianek, vel Pan Krówka, vel Kruszynka co wyśmienicie oddaje jego charakter. Po latach tułaczki ma dom i prawie spokój. Nie trawi Maćka, lubi Bezika 🙂

Julia promieniuje pomysłami.Julia oraz Kacper to nasze czarne rodzeństwo, które nie przepada za sobą, ale oboje nie cierpią pozostałych, co powoduje, że mieszkają w oddzielnej części domu.

Generalnie nie jest aż tak śmiesznie jak na to wygląda. Zgranie tego wszystkiego, znaczy UDRK (Układ Dom Rodzina Koty) nie jest taki prosty. Liczba kotów w naszym domu osiągnęła maksimum naszej tolerancji dla futerek. Nigdy nie było tak, że chcieliśmy tyle, ale tak wyszło. Pomijam koszty pokarmów, regularnych i tych niezaplanowanych wizyt u naszych wetek.

Dodatkowo są różne behawioralne problemy, w tym nietolerowanie się wzajemne kocicurów i swoiste wynikające z tego podziały geopolityczne.

Nie wspominam o byciu kuwetowym i codziennych obchodach 5 kuwet rozstawionych w różnych miejscach naszego domu.

Z jednej strony fantastyczna możliwość obserwowania kocich zachowań, umizgów oraz kociego mobingu. To są ciekawe aspekty, ale już nie jeden raz mamy dosyć. Nie chodzi nawet o kwestie super porządku. Nigdy nie byłem zwolennikiem sterylnego porządku i raczej nie będę ale nie lubię sytuacji skrajnie przeciwnej, a nawet nie wyobrażam sobie tego. W zasadzie wszystkie futerka dostarczają nam co jakiś czas argumentów na nie posiadanie kota, ale potem zrobią te swoje oczy, przymiziają się i udają, że sprawy nie było.

Przy czym stres u kota wyraża się różnie, ale często trzeba sprzątać choć kuweta w akceptowanym miejscu nie ruszona, znaczy powierzchnia żwirku niemal jak w ogrodzie zen, nie wzruszona, prawie tafla.

Nie wszyscy domownicy ostatecznie akceptują taki stan rzeczy co również nieco komplikuje UDRK, a w konsekwencji czasem stany nieco niemiłe. Wiadomo, futerek się nie pozbędę, jakbym mógł nawet tak pomyśleć… mógłbym 😛 ale nie zrobię tego. Jedynie kwestie zdrowotne i konieczność nie bycia kotów ze względów medycznych mogłoby spowodować decyzję o przymusowym przesiedleniu, ale póki co nie ma wyraźnych zwiastunów takiej sytuacji.

Z czego wynika nietolerowanie się czarnych i reszty?

Przede wszystkim z faktu, iż czarne Julia i Kacperek zostały uratowane z kociego kataru i jednocześnie nie miały możliwości życia w kocim stadku. Pozostałe żyły w kocich stadkach i wykształciły sobie jakieś tam społecznościowe cechy. Julia i Kacper nie miały takiej możliwości i są totalnymi indywidualistami. Podejrzewam, że nawet najlepiej by im było gdyby były totalnie singlami w swoich domach. Niestety są razem i w ogóle.

Kacperek w strefie pracy twórczej.
Kacperek w strefie pracy twórczej.

Kacperek taki jakiś niedorajda z pechem wpisanym w papierach. To akurat kot wychodzący, choć rzadko, ale… ropień na szczęce, na ogonie, na boku, zwichnięty ogon itd. Jest nieco dziwny, ani miziasty ani wredny, ale często niemiły.

To cała nasza menażeria i o niej od czasu do czasu coś tu napiszę. Trzeba uruchamiać kolejne projekty, w tym i na nowo rozruszać ten blog.

 

Fotki naszych kotów

Posted on

Nie goszczą na łamach blogu nazbyt często. Może dlatego, że jakoś do tego nie przywiązuje wagi, należytej wagi 😉 Może dlatego, że ich kocie mości nie życzą sobie upubliczniania wydarzeń z ich udziałem. Jednak troszkę już się zebrało, a efekty poniżej.