Miesiąc: Luty 2012

Modelowanie komputerowe a Smoleńsk

Posted on

Artykuł z „Gościa Niedzielnego” z 19 lutego 2012 roku nr 7 rok LXXXIX pt. „Raporty czy spekulacje?”, a w zasadzie wywiad z prof. Wiesławem Biniedą przeprowadzony przez Bogumiła Łozińskiego zainspirował mnie do napisania tego wpisu.

Dorobek prof. W. Bieniedy można sobie prześledzić w ogólnodostępnych bazach artykułów i informacji naukowych, a co za tym idzie trudno byłoby zarzucać profesorowi niekompetencję.  Nie jest moim celem analizowanie kwestii katastrofy w Smoleńsku i przyczyn tej tragedii. Nie ma znaczenia jak na to patrzą różni ludzie, była to tragedia, której skutki będziemy długo odczuwać.

Chcę odnieść się do modelowania i symulacji komputerowych. Już same przeczytanie słownikowej definicji słowa „modelowanie” każda osobę zdroworozsądkową powinno na swój sposób zaniepokoić, a szczególnie kiedy będziemy odnosić się do wszelkiego rodzaju symulacji i modelowania z użyciem komputerów oraz specjalistycznego oprogramowania, czy systemów CAD/CAM/CAE (odpowiednio z j.ang. Computer Aided… Designing/Machining/Engineering). W tych skrótach szczególne znaczenie ma słowo „aided” czyli wspomagać. Jeżeli dobrze przyjrzymy się dwóm słowom, które już zostały tu wymienione, a mianowicie modelowanie i wspomaganie to uzyskamy bardzo ważny przekaz znaczeniowy i merytoryczny. Przeprowadzenie symulacji komputerowej wymaga opracowania modeli: środowiska, warunków, przedmiotów. Model stanowi sam w sobie uproszczenie. Projektując, czy opracowując technologię produkcji z wykorzystaniem CAD/CAM/CAE wykorzystujemy modele bryłowe bazujące na możliwościach geometrycznych rozwiązań informatycznych, a zatem na metodach matematycznych. Możemy nadać właściwości fizyczne takie jak materiał, co polega na samym określeniu i przypisaniu konkretnych współczynników opisujących dany materiał (m.in. sztywność, gęstość, skład chemiczny i inne).

Po pierwsze model geometryczny jest modelem idealnym, a nawet samo zapisanie informacji o dokładności wykonania nie jest jednoznaczne. Dodatkowo wspomnę, że na świecie funkcjonuje około 80 formatów zapisu danych informatycznych konstrukcyjnych i technologicznych. Jak inżynier na co dzień spotykam się z problemami utraty, pomyłek w przenoszeniu danych, a to dopiero model. Słowo „identyczne” ma ograniczone zastosowanie. Możemy mówić o identycznym modelu np. samochodu, ale żaden z egzemplarzy nie jest geometrycznie identyczny – gdyż wszystko możemy wykonać z jakąś dokładnością. Można upraszczając  przyjąć,  że im droższa technologia wykonania tym lepsza dokładność wykonania. Nie ma rzeczy identycznych. Tylko pozornie mogą wydawać się identyczne, bo ani wzrokowo, ani dotykowo, ani przez pomiar posiadanymi przyrządami pomiarowymi nierzadko nie jesteśmy stwierdzić realnych różnic – np. występują dla wymiaru długościowego na 4, czy 5 miejscu po przecinku. Dodatkowo sam pomiar obciążony jest dokładnością metody pomiarowej i samego oprzyrządowania. dla przykładu podam, że tolerancja długości dla samolotów (tego samego modelu) może wynosić pół metra. Nie możemy zapominać, że np. w przypadku produkcji stali, każdy gatunek jest opisany normą, która zawiera dokładny opis składu, w tym pierwiastki stopowe. Rzecz w tym, że i one są dodawane w trakcie procesu technologicznego z jakąś tolerancją. Powtarzalność właściwości wytworzonej stali jest zagadnieniem problemowym samym w sobie.

Powiedzmy, że mamy model, a sam model nie zawsze wszystko zawiera bo np. mamy krawędzie czy naroża wszystkie ostre, a w rzeczywistości zawsze jest jakiś promień zaokrąglenia, choćby minimalnie wyczuwalny ale jest!!!

Symulowanie zjawisk dynamicznych, w tym wytrzymałościowych bazuje na metodach matematycznych. W technikach komputerowych najczęściej wykorzystywaną metodą jest tzw. Metoda Elementów Skończonych. Jak każda metoda obliczeniowa i ta ma swoje ograniczenia i założenia. Niejednokrotnie zakładamy/przyjmujemy jakieś tam równanie jednocześnie je upraszczając np. do przypadku prostoliniowego, choć rzeczywisty wykres danej funkcji nie jest prostoliniowy, ale jest tak zbliżony, że upraszczamy. Gdy chcemy zająć się drganiami to mamy cały ocean problemów z tym związanych i pomimo wielu dziesięcioleci nie ma spójnej, jednoznacznej i pewnej metody obliczeniowej. Wiele metod sprawdza się tylko w konkretnej sytuacji i warunkach.

Profesor W. Binieda, a nie mam najmniejszych wątpliwości, opracował model, odnosi się do właściwości materiałów. Trudno w ogóle próbować podważać kompetencje w tym zakresie. Nie mam również najmniejszych wątpliwości, że na podstawie wieloletniego zestawiania opracowanych symulacji i doświadczenia zawodowego zebranego w wielu realnych przypadkach można pokusić się o kategorycznie jednoznaczne stwierdzenia. Właśnie w tej kategoryczności tkwi dla mnie problem. Dla mnie, osoby która z modelowaniem ma styczność, nie jest możliwe by na podstawie analiz i symulacji komputerowych stwierdzić coś innego niż „na podstawie analizy/symulacji komputerowej istnieje bardzo duże lub bardzo małe prawdopodobieństwo, że coś mogło lub nie mogło” się wydarzyć.

W przypadku skomplikowanych, wieloczynnikowych symulacji, ograniczeniach metod może się okazać, że dane uproszczenie w jednym miejscu, pozornie kompletnie nieistotne, może mieć realnie kolosalny wpływ na ostateczny wynik, a zatem i wnioski.  Wyniki symulacji mogą na coś wskazywać, sugerować, ale według mnie nie ma symulacji, która posiada 100% pewność, a nawet gdyby miała 99% pewność to jednak nie 100%.

Jednocześnie postępujący rozwój technologiczny bez CAD/CAM/CAE nie były możliwy. Jednak to tylko wsparcie inżynierów, a nie absolutne źródła rozwiązywania problemów…

Reklamy

W domu

Posted on

Niedziela minęła może i lekko ospale, lecz jak mogła inaczej. Pełna depresji pogoda fundująca dodatnią temperaturę w godzinach dnia z opadami deszczu ze śniegiem nie nastrajała nas pozytywnie. Już wiem, że taka pogoda męczy moje stawy, co wraz z przeziębieniem nie daje mi wysokiego poziomu energetycznego zadowolenia z życia. Na szczęście mam również koty, które dziś były łaskawie bardziej nieco fotogeniczne.

Rozpalenie w kominku dało miłe ciepło, z które korzystali wszelakiej maści domownicy, zarówno ci humanoidalni jak i zdecydowanie zafuterkowani 🙂

Zima, zima w Puszczy Kampinoskiej

Posted on

Był taki dzień w minionym tygodniu kiedy na termometrze było poniżej zera, lecz śnieg sypał i sypał. Udało mi się wyrwać a chwil kilka by pospacerować sobie. Gdzieś miałem przeziębienie, atakujące mnie stawy. Nie mogąc jechać w góry musiałem choć troszkę pobyć sobie sam na sam z naturą. Spacer okazał się dostarczyć czegoś, o czym nie myślałem przed wyruszeniem. Był poranek (hmm, około 8:30, nazwijmy to względnie porankiem), a śnieg padał już w nocy. W wielu miejscach moje ślady były pierwsze. Ile to radości dostarcza wędrowanie przez takie „dzikie” miejsca 🙂 choć wiadomo, że ludzi tu niemało. To było jednak miłym uzupełnieniem spaceru. Poniżej zdjęcia. Miałem okazję przetestować elektroniczny kompas (firma hama) z ciśnieniowym pomiarem wysokości.  🙂  Nie ustawiłem go i widać na zdjątkach „słoneczko” choć zachmurzenie było absolutne 100%. Fotografowanie w pełnym Słońcu do najlepszych nie należy, ale sypiący śnieg, szarość wszędzie wokół też stawia swoje wymagania co do światła.

 

Moje śniadanie, przeziębienie, dieta

Posted on

Porzucony szkic w czeluściach panelu administracyjnego mojego bloga doczekał się ukończenia  😀

Siedzę sobie w pokoju dogrzewanym popularnym olejakiem, a bo mam źle ocieplony dom i do tego strach mojego konta bankowego pwoduje, że utrzymuję temperaturę na poziomie 18-19 stopni w dzień i 17 w nocy 🙂 Najbardziej prostestują moje koty. Dziewczynki co prawda od czasu do czasu wychodzą na spacerek z szybka pętelką do michy w domu, a Kacperek nawet nosa nie wyściubi za próg i okupuje kaloryfer.

Nie cierpię być przeziębiony, nie cierpię zapalenia gardła, lubię siedzieć w domu i mieć czas na zrobienie rzeczy, których nie mogę zrobić bo muszę wyjść. Pomimo tego nie cierpię być przeziębiony, a tym razem nawet nie wiem kiedy i jak, no może się trochę domyślam.

Wracając jednak do najważniejszego wątku, a mianowicie jeszcze nieco ponad rok śniadanie stanowiły przede wszystkim kanapki, nie mało, solidne, z wędliną, chyba że był piątek. Już wówczas jakoś lepiej się czułem jak mięska spożywałem mniej. Dziś nie gryzę śniadania ale je wypijam i jest mi z tym lepiej, dużo lepiej.

Składniki mojego śniadania to: owoce takie jak truskawki, wiśnie, maliny, jagody, troszkę szpinaku (można kupować mrożonki w nie sezonie) oraz banan. Do tego szklanka mleka sojowego. Mikser choć nurza się w śniadaniu nie jest jego składnikiem. Po zmiksowaniu czasami troszkę podgrzewam. W końcu mrożonki, choć dochodzą do temperatury pokojowej od poprzedniego wieczora to jednak zimne to zimne, a ja wolę niezimne i niegorące, czyli w sam raz 🙂

W sumie w zależności od ilości poszczególnych składników wypijam na śniadanie od 2 do 3 szklanek. Po czymś takim o dziwo jestem zdecydowanie dłużej, w każdym bądź razie odczuwalnie dłużej, w stanie nasycenia niż po zwykłym kanapkowym śniadaniu jak kiedyś. Mojego śniadanie nie wyobrażam sobie bez wkrojonego banana, który nadaje lekko słodkawy lub nie aż tak cierpki smak całości. Wiśnie, a czasem ich dorzucam dodatkowo oddziałują i odkwaszają organizm, co w moim przypadku jest ważne. Testuję to na sobie już od roku i już to raczej nie testy a normalność.

Zmiana diety pomaga mi w powrocie do zdrowia, zarówno w ReA jak i przy zwykłym przeziębieniu. Schudłem do prawidłowej wagi dla mojego wzrostu i wieku (w ciągu około 3 miesięcy stosowania diety). Pozbyłem się nadciśnienia i co ważne :D, co mnie samego zaskoczyło, problemy z zębami są sporadyczne, okazjonalne. Niemalże nie mam problemów skórnych, a pojawiający się kiedyś od czasu do czasu łupież w ogóle ustąpił.

Zacząłem od śniadania. Niestety nie jestem idealnym pacjentem i pomimo podejmowanych działań, nie zawsze stosuję pewne zalecenia co znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach badań. Największym problemem dla mnie jest cholesterol i to pomimo porzucenia czerwonego mięsa w ogóle, ograniczeniu wielu innych składników mojej starej diety. Rzecz w tym, że tłuszcze spotykamy niemal w każdym daniu, półprodukcie. Sam cukier też nieźle daje tu popalić i dodaje nam tego cholesterolu. Wystarczyło, że podczas przeziębienia nie mając na nic ani mentalnej, ani chwilowo fizycznej woli  oparłem się na wsparciu innych i już to odczułem… znaczy cholesterol podskoczył 😦

Lekarze, szczególnie przy nadciśnieniu, zalecają zmianę diety na zdrową. Nierzadko, tak jak mi, tylko wydawało się co jest zdrowe. Poważna współpraca z lekarzami medycyny żywienia, dokładne rozpoznanie dolegliwości, opisanie dotychczasowej diety i następnie określenie tej właściwej i zdrowej indywidualnie dla każdego potrzebującego jest warunkiem aksjomatycznym, niezbędnym by osiągnąć sukces. Taka zdrowa, właściwie dobrana, dieta ma niebagatelne znaczenie dla naszego organizmu, dla naszego zdrowia, a zatem dla naszych możliwości w życiu.

Ktoś może powiedzieć, czy napisać, że taka dieta, zdrowa dieta jest droga. Nic bardziej mylnego bo po pierwsze mamy zdrowy rozsądek. Fakt, mrożonki nie są tanie, ale nie kupuję wędlin i serów (żółty ser jest tak tłusty, że aż…). Ograniczam jedzenie chleba. Jem dużo warzyw, strączkowych, owoców. Dieta jest pod kątem białka, mikroelementów zbilansowana! Wydaje mniej pieniędzy na lekarstwa.

Oczywiście w tym wszystkim jest bardzo ważna kwestia, a mianowicie ma sami. Bez naszego zaangażowania nie może się udać. Każda dieta ma, nazwijmy to z mojej branży, pewną tolerancję, co oznacza, że nie musimy bezwzględnie przestrzegać diety. Powinniśmy uważać na składniki pożywienia, które stanowią dla nas nietolerancje pokarmowe. Nie oznacza to, że czegoś nie możemy jeść już nigdy więcej, choć i tak skrajne przypadki są, szczególnie w przypadku chorób autoimmunologicznych. Nie mamy to czasu na „spróbowanie” diety, tak jak w zasadzie nie można „spróbować usiąść”, to po prostu trzeba zrobić, trzeba zmienić swoje żywienie. 

Ja też cały czas pracuję nad sobą i chcę nad sobą w tym zakresie pracować bo widzę konkretne korzyści, także lepsze samopoczucie…

 

Zwierzaki, futerka

Posted on

Futerkami przezywam moje trzy koty, bo są przymilne i puchate i dostarczają nieogarniętej wielości doznań z ich posiadania. Oczywiście mam ja i cała rodzina dużo radochy z lasu ogonów przemieszczającego się po domu, ale i problemy. Wiadomo kot to indywidualista, choć to „psia propaganda” bo koty pomimo pozorów żyją również stadnie, czego doświadczam. Indywidualizm przejawia się w podejmowanych decyzjach, np. … na blacie kuchennym bo nie byłam miziana wystarczająco długo tego dnia i kaloryfery są zbyt często chłodne, choć mam wrażenie, ku przerażeniu konta, że w ostatnie mrozy grzeją non stop.

Kiedy jednak czytam wypowiedzi takich ludzi jak Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli (gazeta.pl) to… brakuje mi słów.  „Uważa, że jeżeli bezdomne zwierzęta nie radzą sobie z zimą, są chore lub są zagrożeniem, to należy je usypiać. Tymczasem ustawa o ochronie zwierząt zobowiązuje każdy samorząd do stworzenia programu ochrony zwierząt, który ma zawierać m.in. program sterylizacji i kastracji psów.
– Nie mamy schroniska i nie mamy zamiaru go tworzyć. Programu też nie mamy i nie wiem, czy będziemy mieć, a problem bezdomnych zwierząt to problem głupich ludzi, którzy najpierw je biorą, a potem wyrzucają – mówi „Gazecie” Andrzej Szlęzak„.

Po pierwsze p. Andrzej Szlęzak obraża ludzi nazywając ich głupimi, choć pozornie tak może się wydawać to jednak głupie decyzje nie koniecznie oznaczają … człowieka. Jak najbardziej kwestia wielu problemów zwierząt, a szczególnie tych bezdomnych, to przede wszystkim nieodpowiedzialne działania tychże ludzi, nie zawsze, choć głównie. To jednak wprost przekłada się na empatię względem innych i odpowiedzialność za swoje słowa i czyny. Akurat w naszym kraju to jedna z najbardziej upośledzonych cech społeczeństwa, która nie zna granic społecznych. Najczęściej, co nie znaczy, że zawsze, tacy ludzie nie są w stanie właściwie opiekować się najbliższymi. Nierzadko w ten sposób przekazują negatywne wzorce zachowań sowim dzieciom, które jak wiadomo zachowania w domu rodzinnym chłoną jak gąbka i przenoszą we własne życie dorosłe. Tu zgadzam się z p. Andrzejem Szlęzakiem, że problem wynika z ludzkich zachowań.

Bez wątpienia to my jako ludzie odpowiadamy przede wszystkim za środowisko, w którym żyjemy, za każdy aspekt życia wokół nas, za całą faunę i florę. Nie ma żadnego innego gatunku na Ziemi, który osiągnął taką dominację nad światem. Tym bardziej powinniśmy dbać o zwierzęta.

Dla mnie osoba, która bez żadnego problemu jest w stanie zabić zwierzę, nie dla pożywienia, ma obniżoną empatię i pewnie nie miała by problemu z zadaniem śmierci innemu człowiekowi. Tu zapewne wielu się odezwie wzburzonych takim moim oświadczeniem i może… się mylę, a może w rozumowaniu ogólnym mam rację. Chodzi o kwestię odebrania życia. Nie twierdzę, że uśmiercanie bezpośrednie i pośrednie jest dla mnie całkowicie nieakceptowalne. Śmierć jest naturalną koleją rzeczy i dotyczy nas wszystkich jaki wszystkiego co żyje. Nie da się jednak w pełni zestawiać śmierci człowieka, zwierzęcia czy rośliny. Uogólniając człowiek, zwierzę, roślina uczestniczą w charakterystycznych dla każdego z nich cyklach życia, w których jest narodzenie i fizyczna śmierć.

Roślina na nas nie patrzy jak mordowane zwierzę, swoimi oczyma, pełnymi strachu co nie oznacza, że nie reaguje w obliczu zagrożenia. Każda żyjąca istota chce przede wszystkim  żyć. Celowe i świadome uśmiercanie bez istotnego powodu jest sprzeczne z przykazaniami, wartościami i ze zdrowym rozsądkiem. Uciekamy się do stwierdzeń „uzasadnionych przypadkach”, lecz czy jesteśmy pojąć uzasadniony przypadek. Czy zastrzelenie rannego konia po wypadku na drodze to uzasadniony przypadek, tym bardziej, że np. nie było konsultacji weterynaryjnej na miejscu. Może uzasadnionym przypadkiem będzie wstępnie określony jako bez rokowań przypadek rannego w karambolu na autostradzie i należy uśmiercać tak szybko jak to tylko możliwe. Nie do pomyślenia, prawda? Gdzie przebiega krucha granica między życiem a śmiercią? Czy my ludzie mamy w ogóle prawo do wyrokowania o dokonaniu śmierci? To oczywiście tematy oceany, pełne wielu kontrowersji, odmienności postrzegania świata, aspektów wiary, osobistych dramatów i wyborów. Są tacy, którzy wierzą w sens eutanazji i przyznam się, że pozornie można temu ulec. Jednak nie można dokonać legislacji zasad eutanazji. Zbyt wiele czynników, włącznie z brakiem wsparcia w ramach opieki społecznej, wystarczającego wsparcia. Spróbujmy poświęcić życie na dożywotnie pielęgnowanie najbliższej osoby, która nie może się poruszać, może i nie jest w stanie się komunikować. Taki akt poświęcenia jest niezwykle głęboki i pełen konsekwencji. To czas niesłychanie trudny, ale nie niemożliwy do przeżycia.

Zapewne p. Andrzej Szlęzak jako prezydent Stalowej Woli ma cały arsenał problemów, na rozwiązanie których ma budżet, który za nic nie daje się rozciągnąć. Co innego jest podjęcie decyzji o nie realizowaniu prawa, nie stworzeniu schroniska dla zwierząt, lecz nawiązanie współpracy z organizacjami pozarządowymi, wolontariuszami i wspólnym działaniem w tym kierunku, a co innego swoiste ograniczenie do „śmierci”. Jedynie pierwsza droga w połączeniu z profilaktyką po iluś latach da wymierne efekty. Drugi wybór nigdy nie zapewni rozwiązania, a i koszty tego rozwiązania w moim przekonaniu mogą być wielokrotnie wyższe od pierwszego.

Trudno mi jest uwierzyć, że osoby piastujące takie funkcje głoszą takie poglądy, co nie oznacza, że jestem naiwny.

Znów ACTA…

Posted on Updated on

Włączenie telewizora, komputera, czy sięgnięcie po prasę w ostatnim czasie kończy się gdy wzrok pada na słowo ACTA. Jednak bynajmniej nie jest to temat zastępczy, aż z dwóch powodów. Po pierwsze wyzwolił wiele emocji pośród wielu ludzi i to na całym świecie, a po drugie coś w tym czymś jest, by uznać to za ważne dla nas.

Dziś przełączając programy telewizji publicznej natrafiłem na program „Kultura, głupcze” i akurat dyskutowano o ACTA, prawach autorskich i wszystkim co z tym związane. Zacne osoby, zacne wypowiedzi dzięki czemu postanowiłem wysłuchać. Ogólnie określiłbym wyrażane opinie jako zrównoważone bez przesadnej emocji. Oczywiście nie powiem mam jedno „ale”, jedno bardzo wyraźne.

Pan Jacek Żakowski, który w kontekście ACTA dał się poznać jako obrońca, trudno definiowalnej, wolności internetu, co samo w sobie również wznieciło jakieś emocje. Jednak fragment wypowiedzi pana Jacka zaskoczył mnie, bo nie spodziewałem się takiego „niezrozumienia”, „niewiedzy”, trudno mi to zdefiniować, bo trudno mi uwierzyć.

W trakcie wypowiedzi z ust pana Jacka padły takie o to słowa „… nauka przestała się rozwijać…” oraz brak dostępu do „oryginałów badań”. Zastanawiam się co skłoniło pana Jacka do tak mylnego poglądu. Nauka pędzi, choć czasem powinna stać w miejscu, bo nie ma nic gorszego jak badania kompletnie bez sensu. Problem w tym, że dziś coś jest bez sensu, a za miesiąc okazuje się fantastycznym odkryciem. Z jednej strony mamy badania i projektu wybitnie o charakterze użytecznym i całą baterię badań zwanych podstawowymi, które prowadzą do rozszerzenia możliwości tych pierwszych. Nie wiem jak nauka mogłaby się przestać rozwijać w kontekście własności intelektualnych, w tym praw autorskich. W badaniach jak w systemie naczyń połączonych trudno by coś wypełniło bez wlania czegoś, a konkretnie funduszy. Nauka albo bazuje na grantach, nie tylko rządowych, ale także na zamówieniach z przemysłu. Czy mamy udostępniać wszystkie wyniki badań, konstrukcje, w tym związki chemiczne, trujące, środki biobójcze, sama nazwa mówi za siebie, dokumentacje techniczne broni?

Własnością praw autorskich dla projektu opracowanego na Politechnice jest Politechnika lub jest to regulowane w ramach projektów na rzecz przemysłu. Z reguły kto płaci ten ma prawa autorskie, a nawet wprowadza się w życie umowy regulujące zakres ujawnianych publicznie danych z projektu, np. w artykułach. W końcu prowadzimy prace mające podnieść konkurencyjność danych zakładów przemysłowych, a zatem nie chcemy by to mogli poznać inni z branży.

Właśnie, artykuły… to dziś podstawowa forma wymiany informacji naukowych. Sama tzw. lista filadelfijska jest długa, bardzo długa. Oprócz tego istnieje cała „nieokreślona” dla zwykłego człowieka liczba czasopism poruszających tematy naukowe, na styku nauki i biznesu… Jak to się mawia, naukowiec, które nie publikuje nie istnieje i coś w tym jest, lecz czy takie podejście powinno być dominujące, to już inna kwestia.

Jedną z głównych zasad przy bardzo poważnych badaniach, nierzadko fundamentalnych, najważniejsze jest by inny ośrodek badawczy powtórzył i osiągnął zbliżone wyniki, potwierdzające wyniki innych ośrodków naukowo-badawczych.  W takich przypadkach dostęp do pełnych wcześniejszych wyników może być albo szczęściem albo przekleństwem. Taka jest nauka, wymaga braku zaufania tam gdzie jest ono pozornie pewne. Cała otoczka i uwarunkowania mają maksymalnie uwiarygodnić badania, a nie tylko pozwolić na ich skopiowanie.

Poza tym nie ma czegoś takiego jak „oryginały badań”. Coś takiego nie istnieje. Co najwyżej istnieją oryginalne zapiski, zapisy danych, ale nie ma czegoś takiego jak oryginalny rękopis badań. Może być oryginał artykułu, ale wyników jako takich nie.

Natomiast choć mam odmienne zdanie niż pan Jacek Żakowski, zwrócił on jednak uwagę, choć w swej wypowiedzi bardzo pośrednio, wręcz na poziomie interpretacyjnym (i mamy badania 🙂 ), na pewien istotny problem w nauce. Nauka to pieniądze, a w wielu przypadkach osobowych pieniądze to zaślepiająca mamona, sterujące życiowymi priorytetami. Co to oznacza w badaniach – a mianowicie hipotetycznie może się tak zdarzyć, że zostanie odkryte rewolucyjne coś, co mogłoby zapewnić funkcjonowanie ludzkości z pełną ochroną środowiska, dbaniem o zdrowie, ale istnieje potężne lobby jakiejś tam gałęzi przemysłu, która ze względu na obecny status quo nie chce tego zmieniać ze względu na zyski. Wówczas wyniki takich badań, jeszcze sfinansowanych przez tę gałąź przemysłu, najprawdopodobniej zostałyby utajnione, wbrew logicznemu interesowi społecznemu. Tu jest ewidentny problem i to może stanowić o rozwoju, o byciu, lub nie istnieniu. Celowo i świadomie napisałem enigmatycznie o „czymś” i „gałęzi przemysłu” bo taka sytuacja może się zdarzyć w każdym obszarze badawczym, a moim celem nie jest oczernianie, lecz dyskutowanie, tu w tym zakresie o etyce i życiowych priorytetach.

Jednak kiedy coś co należy do kogoś innego pomimo praw do własności intelektualnej powinno być bezapelacyjnie dostępne wszystkim bez ograniczeń? Jak dokonać legislacji takich zasad? W tym względzie jest dużo pytań i mnóstwo wątpliwości. W tym zakresie ACTA może się okazać skutecznym ułatwieniem w „chowaniu” przełomowych wyników jeszcze bardziej przełomowych badań, które może właśnie się toczą, ale świat o nich nie wie.

Tu raczej nie dotykamy „rozwoju nauki” i jego tempa, lecz konsekwencji badań w ujęciu społecznym całej ludzkości. Nauka postępuje i cały czas się rozwija, lecz nie jest pozbawiona „czarnej strony” swojego istnienia. Jeżeli pan Jacek Żakowski ma takie lub zbliżone poglądy to się zgadzamy…

ACTA

Posted on

11 września 2001 roku wydaje się być swoistą granicą po przekroczeniu której świat bezapelacyjnie zmienia swoi oblicze. Jest to proces ustawiczny, niejednostajny, a przez to dla obywateli tak trudno czasem zauważalny. Czy świat zmierza  do parodii demokracji? Czym dla mnie jest ACTA?

Internet nie będzie taki sam… – musimy pożyć i zobaczyć. Kradzież jest kradzieżą i nie ma znaczenia fizyczność przedmiotu czy merytoryka opisu konstrukcji mechanicznej… na papierze, czy postać bitów gdzieś na nośniku. Długie lata Europa stawiała odpór pewnemu zapatrywaniu się na tzw. własność intelektualną. Nie chciałbym być traktowany jako obrońca ACTA, lecz zapewne i tu przysłowiowa prawda leży po środku. Ja jestem z założenia przeciw inicjatywom wdrażanym tajnie. Możemy przeczytać sobie treść ACTA i odnieść wrażenie lania wody, jak w wypracowaniu. Jednak nie znam takiej umowy, szczególnie międzynarodowej, która nie ma załączników, dokumentów związanych itd.  …

Swoiste podejście do własności intelektualnej reprezentowane przez ACTA i już niezliczone interpretacje wydaje się być żywcem zaczerpnięte z XIX wieku, co oznacza kompletne niedopasowanie do realiów dzisiejszych czasów. Może właśnie chodzi o archaiczne podejście i wzmocnienie pozycji wielkich graczy tego świata, żyjących z własności intelektualnej, w tym praw autorskich. Spełnienie się czarnego scenariusza oznacza kolejną falę globalnego kryzysu bo jeżeli internet zostanie sparaliżowany to jak pomysłodawcy ACTA widzą światową gospodarkę? Pytanie oczywiście z gatunku retorycznych… Czy tylko internet ucierpi?

Niewątpliwie własność intelektualna musi być strzeżona, a jednoznaczne skodyfikowanie zasad obowiązujących całą kulę ziemską z założenia nie jest możliwe. Wiele w tym wszystkim uznaniowości. Oczywiście proste i jasne zasady, znaczące kompromisy mogłyby pozwolić na opracowanie jasnych reguł gry. Niestety trudno dostrzec w tym wszystkim dobrą wolę współtworzenia świata. Poza tym internet nie jest taki wolny, a taki jaki dziś znamy istnieje dzięki 13. (chyba) tzw. mainframe’ów. Ktoś opłaca ich funkcjonowanie. Wystarczyłoby by działał jeden i internet teoretycznie będzie działał dalej. Czy internet to pępek świata? Nie. Własność intelektualna dotyczy każdego aspektu naszego życia.

Z jednej strony pragniemy znaczących swobód, a z drugiej nawet podświadomie dążymy do świata reguł i zasad. Jednak czy powszechna inwigilacja ma być naturalną koleją współczesnych czasów? Człowiek  z natury nie jest okiełznany i dlatego wymaga czasem ścisłej kontroli, lecz znacząco częściej powinien móc być sobą. To temat morze i nie tu jego miejsce.

A może nic się nie stanie i pomimo piewcom czarnych scenariuszy ACTA internet będzie działał dalej. Poza tym nie ma umowy, której nie można rozwiązać lub w skrajnym przypadku zerwać – po prostu trzeba liczyć się z konsekwencjami, które po prostu będą.

Póki co polecam:

  • Piotr Waglowski „Prawo w sieci. Zarys regulacji internetu”, Helion
  • Wojciech Orżewski „Fotograf, fotografia, prawo” Inicjał Andrzej Palacz 2010

To tylko skromne dwie pozycje, a być może większość z nas powinna choć raz przeczytać te i kilka innych.

Będąc sam twórcą chcę by moje prawa autorskie były chronione, by nie kradziono moich opracowań. Dlatego jestem za ochroną własności intelektualnej, ale jednocześnie jest to kontekst światowy i niejednokrotnie ze względów potrzeb społecznych nie jest możliwe traktowanie zapisów prawa zero-jeden. Równolegle nie można łamać prawa. Jak widać nawet pobieżne dotknięcie tematu wskazuje na skomplikowanie problematyki…