Miesiąc: Grudzień 2011

Czas nie tylko świąteczny

Posted on

Kocham każdą porę roku, bo każda ma to coś w sobie, czo czyni ją piękną i pożądaną. Pierwsze oznaki śniegu, o ile można je tak nazwać, i ten uwieczniony powyżej efekt lekko minusowej temperaturki spowodował u mnie uśmiech od ucha do ucha. Po pierwsze i po drugie i po trzecie dlatego, że to miła odmiana po szarości nie-zimy i daje nam ten odnośnik do przeżywania wiosny i lata. Po czwarte dlatego, że miało to miejsce w dniu 19 grudnia tegoż roku kiedy Słońce oświecało mnie, chmurek było mało, było na minusie i było na tyle sucho, że nie czułem stawów.

Wiele osób wokół mnie nie lubi zimy, a ja ją uwielbiam i to z samego faktu, że jest taka jaka jest.

Walka o ogień to mało powiedziane i napisane bo opętanie zakupowe przed świętami ma jakby z nimi jakby niewiele wspólnego by nie powiedzieć że zupełnie nic. Nie o same zakupy chodzi, lecz o ten amok, niemalże bitwy o miejsce w kolejce za karpiem, depresje przy zakupie prezentów, w tym wszystkim umyka to co najważniejsze… Sami sobie powiedzmy co nam umyka bo zapewne każdemu nieco coś innego, ale pewnie większość z nas ma wspólny mianownik.

Choinka już stoi, koty ją kontrolują, znaczy wąchają, pacają, trącają, gapią się, ale zabawa zacznie się jak „personel” powiesi takie tam zabawki 😀

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia
pełnych świątecznego ducha
Rodzinnych, ciepłych, spędzonych wspólnie
by dały nam nie tylko czas i spokój,
byśmy mogli poczuć i dotknąć zmysłami
tych „małych rzeczy” wokół nas,
byśmy mogli wspomnieć tych, których już z nami nie ma,
byśmy mogli poczuć wspólnotę
byśmy je przeżyli czując tę moc tych świąt…

Obyśmy przetrwali poczęstunki, a prezenty nas ucieszyły, same w sobie, bo ktoś o nas pamięta i nie zapomnijmy o dodatkowym nakryciu, bo kto wie…

 

Reklamy

ReA – a jednak jest

Posted on

Choć wiem, że moje choróbsko (reaktywne/odczynowe zapalenie stawów) jest ze mną cały czas, już od ponad roku, to przez ostatnie pół roku stan poprawił się na tyle, że przestało być odczuwalne i utrudniające funkcjonowanie. Powróciłem do planów, które już rozważałem tylko w myślach… góry, ścianka i kilka innych.

Halny wieje w górach, zmiany pogodowe, wyczerpujący tryb życia, bo dużo pracy, a rodzinę trzeba utrzymać, podżeranie za dużo czegoś, czego nie powinienem. Choć tu akurat podjadałem i tyle wcześniej a stan poprawiał się z tygodnia na tydzień.

Jednak się boję samego siebie, że będąc świadomym zagrożeń odszedłem od dyscypliny dnia codziennego. Nadwyrężyłem siły, rozregulowałem ustabilizowany rozkład dnia… dlaczego o tym piszę … ano dlatego, że prawy staw skokowy i ścięgno Achillesa dają mi dobrze do wiwatu 😦 Boję się, że mogłem zaprzepaścić pół roku pracy, a więc pół roku użerania się moich nerek i wątroby z chemią lekarstw.

Nie mam wyboru i rezygnuję z aktywności, które do tej pory były dla mnie normalne, z aktywności, które mnie radują, na rzecz tych, które radują mnie bardziej…

Moje Panie doktórki mają rację zwracając uwagę, że w przypadku chorób autoimmunologicznych chodzimy po ostrzu noża, po grani z największą możliwą ekspozycją. Najczęściej nie ma marginesu własnych błędu, układ czysto zero-jedynkowy…

Równolegle

Posted on

Kiedyś równolegle oznaczało dwie proste równo odległe od siebie w każdym punkcie, oczywiście mierzone na odcinku prostopadłym jednocześnie do obu tych linii  ||  . Z wiekiem, z wiedzą, z doświadczeniem równoległość zaczynamy pojmować inaczej, a zwłaszcza na innych płaszczyznach.

Zawodowo zetknąłem się z pojęciem inżynierii równoległej. Nawet zrealizowałem pracę w tym temacie, niezbicie udowadniając, że pewnych kwestii nie da się przeprowadzić równolegle, znaczy tu jednocześnie. Jednak pewne zasady optymalizowania oraz organizacji procesów przesyłu danych, produkcji, dystrybucji, czy co tam z zakresu wytwarzania nie zapożyczymy, są jak najbardziej zasadne. Ustawiczne dążenie do skracania czasu wytwarzania by jak najszybciej dostarczyć produkt na rynek posiada także i pewne cienie. Jednak tu nie miejsce na rozważania technologiczne i organizacyjne w dziedzinie produkcji.

Równoległość często kojarzy mi się z moim brakiem skupienia. Niby czytam, ale myślę o czym innym, na tyle silnie, że nie wiem o czytam przeczytałem, choć czytałem na głos. To czy na głos czy nie też nie ma zasadniczej roli. Usta czytają, wzrok wiedzie po wierszach, a ja odłączam się od tej czynności. Potwierdzam, że jestem jednak jednowątkowy i w jednym czasie nie mogę wykonywać dwóch zaawansowanych czynności wymagających koncentracji. Gdyby jeszcze rozmyślał o tym o czym czytam 😀 to było całkiem dobrze. Często jednak temat jest z gruntu odmienny. Zmęczenie, stres, reakcja organizmu na wielość bodźców informacyjnych? Może wszystko po trochu. W końcu lata biegną. Maleje nie tylko sprawność fizyczna.

Dopóki przez to nie tracę czasu to mógłbym to wszystko przemilczeć. Gdyby to stało się cechą trwałą a nie zdarzeniem okazjonalnym powinienem zacząć się martwić. Jednak człowiek potrzebuje uregulowanego tryby życia, z niewielką dozą szaleństwa, powolnego wędrowania przez życie z czasowym sprintem do autobusu. Harmonijne wędrowanie  ścieżką życia pozwala na dojrzenie tych wszystkich małych rzeczy… a tym samym unikanie konieczności równoległego przebywania w tym samym czasie w dwóch miejscach…

Szkoła Podstawowa Nr 79 w Warszawie zlikwidowana

Posted on

Tytuł może nieco na wyrost, lecz prawda jest taka, że wczoraj wieczorem Rada Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy głosami radnych z klubu PO oraz częściowo SLD przyjęła uchwałę likwidującą Szkołę Podstawową Nr 79 z dniem 31 sierpnia 2012 r. Zmianie uległy granice obwodów co w konsekwencji ma doprowadzić do tego, że na jej miejsce będzie działać filia innej szkoły podstawowej z terenu Bielan. Tak gwoli nieco szerszych wyjaśnień.

Na zdjęciu powyżej mieszkańcy, rodzice, radni. Dziś patrzę na ten przykry finał mojej, naszej Szkoły i postrzegam to co kiedyś było przez wielu bagatelizowane. Począwszy od likwidacji gmin i przemianę ich w dzielnice o nikłej mocy kompetencyjnej, przez zmiany obwodów szkolnych i tym samym ograniczenie obwodu Szkoły Podstawowej Nr 79, brak skuteczności współpracy dwóch najbardziej zainteresowanych jednostek samorządowych, niepodejmowanie przez właściwe władze samorządowe działań na czas doprowadziło nas do miejsca w czasie i przestrzeni, w którym właśnie jesteśmy.

Przedstawiciele Rodziców i wiele innych osób zaangażowało się w ratowanie szkoły. Od początku przyjęto kierunek przede wszystkim kompetencji, zdrowego rozsądku, prawa, pozyskiwania funduszy. Opracowano plany bazując nie tylko na własnych przemyśleniach, ale przede wszystkim na analizach ekonomicznych, które leżały niby u podstaw projektu uchwały Zarządu Dzielnicy Bielany, a także analizach prawnych, studiach przypadków, istniejących rozwiązaniach na terenie całego kraju. Pozyskano strategicznego sponsora, który postanowił znacząco wspierać szkołę. Warunkiem jednak było to, że szkoła nie będzie zlikwidowana. Ogrom pracy i jej jakość okazały się nie mieć żadnej wartości.

Słuchając przedstawicieli władz samorządowych trudno ulec wrażeniu, że zapoznali się z dostarczanymi dla nich materiałami od „grupy zaangażowanych”. Trudno wręcz odrzucić wrażenie, że społeczności lokalne zostały zmarginalizowane, zepchnięte w niebyt. Od taka prawdziwsza twarz samorządności w Warszawie. Najbardziej obrazoburcze jest to jak mieszkańcy są traktowani! Zaprezentowana kultura obycia ze strony przedstawicieli ludu, przez ten lud jest odbierana jak brak jakiejkolwiek kultury i umiejętności interpersonalnych. Wielu czuje się jak podwładni, a nie jak mieszkańcy. Trudno mi sobie wyobrazić by ktokolwiek z władz samorządowych chciał czegoś takiego. Jednak tak to jest odbierane i gdyby to było tylko moje wrażenie to bym milczał. Mam takie wrażenie i cały czas staram się je zniwelować, obalić, lecz nie mogę doszukać się żadnych argumentów, szczególnie poznając opinie innych.

Co raz w autobusie, na ulicy, w sklepie słychać teorie i opinie mieszkańców. Trudno mnie im się dziwić. Teorie są różne, włącznie z tym, że są siły zainteresowane terenem szkoły, a może i samym budynkiem i że to wszystko od dawna było ukartowane. Trudno mi to traktować na poważnie, a dlatego, że wierzę niezmiennie w konkretne dowody. Jednak to co widzę sam, to co słyszę sam, to co dowiaduję się od innych niestety powoduje, że nie mogę dopatrzeć się dobrych intencji ze strony władz samorządowych. Jest mi przykro i to bardzo. Ze Szkołą Podstawową nr 79 jestem związany emocjonalnie, nie jako uczeń, lecz w tej szkole jakiś czas prowadziłem informatykę, drużynę harcerską, szczep harcerski, a do tej szkoły nadal uczęszcza mój syn.

Nie mam wątpliwości, że jakiekolwiek niejasności, brak jasnego, pełnego przekazu informacji, szczególnie na styku władza-mieszkańcy prowadzi do powstawania plotek, insynuacji, pomówień, wrogości, pogrzebania zaufania. Wówczas to co najważniejsze ginie w chaosie. Z mojej perspektywy jako mieszkańca nie są ważne dyscypliny klubowe nad głosowaniem, bo mnie interesują głosy poszczególnych Radnych, którzy postanowili pełnić tę służbę i pobierać za to wynagrodzenie. Postanowili być Radnymi, postanowili służyć mieszkańcom, lecz jak widać stanowią bardzo dobry przykład postaw i zachowań – postawa to jedno, lecz zgodnie z podejściem psychologicznym postawa nie ma takiego wpływu na zachowanie (jak podniosę rękę) jak w kierunku odwrotnym.  W przypadku jednego z klubów została złamana dyscyplina, w drugim nie złamał jej nikt. Czy na poziomie nawet samorządności mamy do czynienia z dyktatem partii politycznych? Jeżeli ktokolwiek z radnych podniósł rękę niezgodnie z własnym zdaniem, nie mówiąc o sumieniu, to jakim kryteriami się kierował – osobistymi – albo korzyściami, albo własnymi uwarunkowaniami.  Rozumiem i akceptuję uwarunkowania czysto ludzkie, lecz od Radnych oczekuję zachowań godnych wysokiego poziomu, stylu i zasługującego na ogromne zaufanie.

Nie ulega wątpliwości, że w budżecie Dzielnicy Bielany brakuje około 7.000.000,00 złotych dla oświaty i trzeba znaleźć oszczędności. Jednak od tych osób, które pełnią funkcje burmistrzów, kierowników wydziałów, Radnych oczekuję określonego przygotowania i kompetencji – planowania długoterminowego, a nie osiągania efektów krótkoterminowych. Uzyskane oszczędności poprzez likwidację Szkoły Podstawowej Nr 79 nie są tak duże by traktować je jako sukces, szczególnie w obliczu możliwości wypracowanych w ostatnim czasie. Według planów deweloperskich w okolicy mają powstawać kolejne osiedla! Budowana jest niepubliczna szkoła podstawowa. Może plany grupy zaangażowanej na rzecz szkoły nie przyniosły by spełnienia stawianych celów, może by zostały zweryfikowane w ciągu roku, dwóch. Jednak o tym raczej się już nie przekonamy. Przegłosowana uchwała daje wyłącznie efekt w krótkiej perspektywie. Poszukiwane są oszczędności, a media donoszą o niejasnych wydatkach Ratusza Miejskiego na kwotę 31.000.000,00 złotych, organizowaniu sylwestra za około 3.500.000,00 złotych. Zapewne poniesione wydatki w jakiejś mierze są uzasadnione, a już na pewno nie sprzeciwiam się przedsięwzięciom kulturalnym i zabawie w sylwestra. Jednak mieszkańcy mają prawo oczekiwać bardziej racjonalnych działań, szczególnie w czasie trudności ekonomicznych.  Szkoły działają przez cały rok, w wakacje też.

Jest mi przykro jak zostałem ja i wielu moich sąsiadów potraktowanych. Utrata zaufania, utrata głosów, zaprzepaszczone resztki zaufania. Z mojego punktu widzenia piłeczka jest po stronie władz samorządowych. To one teraz powinny zabiegać, wspierać nas mieszkańców, tylko czy po tym wszystkim jest to możliwe? Możliwe jest, ale to już zupełnie inna droga, długa, kręta.  Ja przeżyłem kolejną lekcję życia…

Gry ale niekomputerowe

Posted on

Komputer wciąga, komputer pochłania, a sądzę, że konsole różnych typów, wielkości, możliwości jeszcze bardziej. Człowiek zostaje wciągnięty, zassany i odizolowany od wszystkiego innego. Dlatego dzienny limit gry na komputerze dla mojego juniora wynosi maksymalnie 30 minut z minutnikiem w ręku. Dopuszczenie do gry na komputerze może nastąpić dopiero po wypełnieniu postawionych domowych obowiązków, ogólnej postawy i zachowania. Sam lubię od czasu do czasu pograć i wiem ile czasu traciłem kiedyś na granie, godziny, dnie, noce…

Są gry, które nie potrzebują ekranu komputera by w nie zagrać. To gry planszowe, karciane, przygodowe, szachy i wiele innych. Z synem lubimy wspólnie grać w tego typu gry bo po pierwsze wówczas jesteśmy razem i razem się bawimy, śmiejemy, wpływamy nawzajem na siebie. W tego typu grach obserwujemy się nawzajem i uczymy się przegrywać, odczuwać radość ze wspólnego zespołowego działania, a także i współzawodnictwa. Czasem jednak ciężko mi przychodzi przegrywać 😉 😦 choć muszę uczciwie przyznać, że mój syn to godny i pomysłowy towarzysz tego typu gier.

Ostatnio wieczorami gramy w grę Hobbit od firmy Egmont. Plusem tej gry jest łatwość grania, względnie krótki czas rozgrywki, proste zasady i nie trzeba przeczytać książek, sięgnąć do FAQ gdzieś na jakimś forum  w internecie. Elementy gry takie jak dwie figurki, karty, akcesoria są wykonane bardzo dobrze. Choć gra nie jest trudna to za te wspólne chwile nie da się niczym zapłacić. W zanadrzu zaś mamy z synem jeszcze nie jedną grę.

Wichry zamętów…

Posted on

Polityka, wiara, nieustające dyskusje, ratowanie świata, niektórzy ratuję EURO, a ja tęsknię do prostych górskich wędrówek. Nie uciekam, nie oddalam się, lecz z pełnym przekonaniem wybieram świadomy układ życia – praca, odpoczynek, małe rzeczy, bez wyścigu szczurów, bez pędzenia w świecie. Oczywiście nie da się czasem nie pędzić, lecz mimo wszystko…

Wędrując w górach nie mam kluczowych wątpliwości, co najwyżej o ty czy dam sobie radę na śliskim podejściu, lecz poza tym to czyste wędrowanie bez zakłóceń. Góry mnie oczyszczają, swoim byciem, widokami, wielkością, majestatem, ludźmi, z którymi wędruję i których tam spotykam. Nawet w górskiej wyrypie, w deszczu i zimnie, w zadymce i ze skręconą nogą odczuwam radość z obcowania z nimi 🙂

Wichry zamętów dają mi znać w prosty sposób – tracę zdolność skupiania się. Myśli odlatują w meandry nieznanego lub bardziej lekkiego rozmyślania, w pracy na spotkaniu, podczas mszy, rozmowy z przyjacielem. Niby jestem, w zasadzie słucham, ale równolegle idzie inny proces, jakbym był wielowątkowym procesorem i właśnie znaczną część mocy przeznaczyłem na tzw. proces bezczynności, w tym przypadku intelektualnej 😀 U mnie to bardzo wyraźny znak, że czas odpocząć, wyspać się, obejrzeć dobry film i wcześniej położyć się spać, poczytać, nic nie porobić, oderwać się od rzeczywistości kolei dużych prędkości życiowych. Od taka mała przerwa, z weekend może? Może się uda, a może i nie, bo czasem trzeba też się i troszkę powysilać, stanąć na wysokości zadania, zapunktować, osiągnąć mały sukces. Hmmm, ale taka przerwa to też mały taki sukces. Jak łatwo popaść w koleiny życiowych wyborów, w ich rutynę. Choć świadomość mówi dość, ciało żąda przerwy, kot paca po więcej czasu dla miziania my ludzie nierzadko brniemy dalej… Ciągnę hamulec awaryjny… czas pomiziać futerko 😀