Miesiąc: Styczeń 2012

Zawieruchy

Posted on Updated on

Pedzę, a miało być spokojnie. Zawirowania w pracy, z której moje „ja” powoli, lecz sukcesywnie chce odejść i już cały sobą działam by to się udało. Rzadkie wpisy na blogu pozbawione „tego czegoś” co sprawia, że wpis jest ciekawy, a i dla autora ma sens. Czy to oznaka znużenia blogiem… nic bardziej mylnego. To oznaka zawieruchy, mnóstwa pomysłów, kierunków działań, czyli… ciągnę za hamulec awaryjny bo przecież nie mogę wszystkiego naraz, a nawet jak się uda rozłożyć w czasie to i tak nie mogę… bo po prostu się nie da.

Wczoraj poodwiedzałem część blogów, które lubię i poczułem się tak jakbym powrócił po długim czasie. Jednego z blogów już nie ma, a inny ograniczył dostęp. Absolutnie nie zamierzam polemizować z ich autorami bo to ich suwerenne decyzje, które mi pozostaje wyłącznie akceptować. Nawiązuje natomiast do tego stanu odczuwania. Podążam, tu tylko kliknięciami, do miejsca, w którym oczekuję lektury, niezobowiązującej wymiany zdań, czy opinii. Chwila oczekiwania i komunikaty, które niby nie powinny zaskakiwać, ale jednak tak się dzieje. Mam nadzieję, że autorzy i autorki osiągnęli kolejny poziom w życiu i blog nie jest już potrzebny, że jest lepiej :), czego im wszystkim gorąco życzę.

Oczywiście nie życzę nikomu by blog przestał być potrzebny i nie uważam, że prowadzimy je z powodu nie najlepszego stanu naszych etapów życiowych. Mi osobiście prowadzenie blogu sprawia po prostu przyjemność, a jeżeli stanie się mi lepiej 🙂 czemu nie…

Reklamy

Szum czytania

Posted on Updated on

Wsiadłem do metra jak to często bywa w moim mieście. Usiadłem sobie obładowany rzeczami, jakbym w końcu nie mógł przestać wozić tego wszystkiego z domu do pracy i z powrotem mając nadzieję, że gdzieś to w końcu skończę. Jak opadły ze mnie emocje dźwigania powoli rozejrzałem się. Może znajomy gdzieś jaki i milej podróż upłynie. Jedynie pewien nieokreślony szum wokół mnie rozbrzmiewał, taki ledwo słyszalny, ale miękki w słuchaniu, taki sympatyczny. Dopiero wówczas mnie olśniło :), niemal wszyscy w najbliższym segmencie od drzwi do drzwi, a i dalej nie mało ich było, czyli tych co czytali.

Widać było kto czyta z wypiekami na twarzy, a kto z uśmiechem pełnym radości. Byli i ci, którzy zapewne horrory zawodowe czytali, a trudno coś czytać kiedy czytać musimy a nie chcemy. Mimo tego było przyjemnie. Bardzo przyjemnie. Niby takie nic, takie niedzisiejsze, a co ważniejsze wszyscy czytali z papieru. Miód malina na moje odczuwanie. Było słychać niemal każde czytane słowo, taka atmosfera w wagonie panowała. Te spojrzenia czytających na stacjach, te oczy wątpliwe, czy stacji się nie przejechało. Te odczuwalne, lecz ledwo zauważalne odetchnięcie na stację kolejną, że jeszcze, jeszcze nie ta, następna, może jeszcze dalsza.

W końcu ja musiałem wysiąść…

Małe rzeczy, tych kilka minut jazdy pozwoliło mi na to zatrzymanie czasu w przestrzeni i ponowne uchwycenie tych „małych rzeczy”.

Zima w Puszczy Kampinoskiej, wspomnienia…

Posted on

Tak, wspomnienia sprzed roku, dokładnie z 24 stycznia 2011 roku, kiedy o ReA nawet nie słyszałem.  Zamykam oczy, włączam dobra muzykę (np. Roger Subirana „Secrets”) i po chwili jestem tam, pośród śniegów, ciszy, promieni Słońca ogrzewających moje spojrzenie. Wszystko jak trzeba, jak trzeba i kiedy trzeba…

 

Zima

Posted on Updated on

Czas płynie i czasem nie zauważam jak bardzo, jak bardzo dniem za dniem upływa w kalendarzu wydarzeń, jak zmieniają się codzienne liczby kolejnych dni kolejnego miesiąca. Dochodzi to do mnie powoli bez pośpiechu wręcz na przekór realnym wydarzeniom rozgrywającym się wokół mnie i wciągających mnie w codzienne sprawy zwykłej egzystencji… aż sam boję się czytać to zdanie.  Stało się tak pomimo…

białego puchu, które ledwie delikatnie pokrył świat. Dzika radość wewnątrz umysłu, fantastycznie pozytywna radość na widok śniegu, powolnego opadu białej radości zawitała, lecz na krótko. Przytłoczony zostałem tą prozą życia codziennego. Pęd spraw mnie otoczył nie pozwalając na przekroczenie kręgu. Jak łatwo jest wpaść w taki rytm złych ścieżek i jak trudno się przebić do tych spokojniejszych 😦 Teraz beznamiętna odwilż, choć sama w sobie, tyle oznacza, teraz niweczy te krótką radość.

Nie miałem kiedy wyruszyć na dłuższy spacer w ostępy Puszczy Kampinoskiej by w blasku Słońca, stojąc między falami białego puchu wstrzymać nieco oddech, wyciszyć samego siebie i poczuć tę radość ciszy. Lubię tak postać sobie i posłuchać ciszy… namacać w sobie ten dystans do świata, który pozwala nie zatracić siebie.

Wspomnienia chwil sprzed roku, kiedy wędrowałem przez śnieg w Puszczy Kampinoskiej są jeszcze o tyle różne od dzisiejszych, że wówczas o ReA nawet nie słyszałem. Lubię do nich wracać bo pokazują nie zupełnie tak częsty widok w pobliżu Warszawy. Pozwalają choć przez chwilę wyobrazić sobie tę krainę spokojności, choć nieco zimną to jednak na swój sposób urzekającą i pociągającą.  Jednak jest jak jest. Szczęśliwie rodzina i syn po przygodach odpoczywają sobie pośród Pasma Magurskiego w okowach śniegu. Niestety nie dane mi było z nimi pojechać 😦 … Oczywiście zimowo czują się nasze koty, które od czasu do czasu opuszczają ciepłe kaloryfery i udają się na zimowe spacery i zupełnie nie wiedząc czemu tak szybko wracają 😀

Chyba można odczuć, że jakoś mam odpływ humoru, ale dzięki temu przypływ jest jeszcze bardziej miły.

Kolejne siwe włosy ojca…

Posted on

No dobra, nie włosy, a co najwyżej jakiś wąs pokrył się siwą szadzią. Może to nie tyle co upływ czasu, choć ma co nieco wspólnego z biegnącym czasem. To połączony efekt bycia w takim a nie innym wieku, niemalże lat 40, i bycia ojcem, szczęśliwym, prawie nastoletniego syna.

Powyższy monitor podstawowych funkcji życiowych nie jest tu bezpodstawnie. Mój syn z racji swojej dziecięcej wspaniałości, nieprzeciętnej pomysłowości 😀 od czasu do czasu funduje nam wydarzenia powodujące u rodziców widoczne zmiany psycho-fizyczne (raz na rok dla ścisłości statystycznej).

Tym razem telefon od żony, mamy wspomnianego już tu naszego syna, nie wzbudził u mnie fali uczuć. Upadek, zabawa, nudności, karetka, szpital. Udało mi się dotrzeć do syna jeszcze przed karetką, co oczywiście mały pacjent przyjął z bladą radością. Wymioty po spotkaniu łba mojego rycerza z podłogą, bladość, przy której biała kartka papieru ma jasne żywe i dynamiczne kolory, raczej nie rokowały dobrze.

Karetka, miły skład personelu karetki i niech maja jak najmniej wyjazdów i szpital… ładny, czysty SOR i brak większego pojemnika niż lignina, worek na śmieci dla wymiotującego dziecka. Tę czynność z synem mamy już opanowaną.  Nie czekaliśmy długo, może nawet byłoby krócej, lecz odczułem że personel medyczny dostał do uzupełniania nowe formularze. Podsłuchane rozmowy wzbudzały u mnie współczucie i odczucie niekompetencji u pomysłodawcy tych druków.  Mniejsza o to. Diagnoza – wstrząs mózgu. RTG nie wykazało żadnego pęknięcia u syna. W między czasie mamie udało się dotrzeć do nas.

W końcu trafiliśmy na oddział, a żonę odesłałem do domu. Przyjechała później mnie zmienić, a ja w kolejnym dniu wziąłem popołudnie z nocą przy synu. Mniejsza i o to… choć historia dalej się ciągnie… Poczułem potrzebę i wiedziałem, że trzeba… szybko via SMS skontaktowałem się z naszymi znajomymi i przyjaciółmi z grupy parafialnej z prośbą o modlitwę. Oczywiście zwróciłem się także do księży z naszej parafii. Wówczas syn wyglądał fatalnie i sami sobie oczyma wyobraźni dobudujcie niepewność ojca. Godzinę po mojej prośbie, kilku modlitwach nastąpiła poprawa. Nie chodzi mi tu o dyskutowanie nad tym, czy właśnie modlitwa okazała się tym dobrym czynnikiem, czy i tak by mu się poprawiło. Ja choć osoba wierząca, jestem też i logicznym racjonalistą. Potrzeba skontaktowania się ze znajomymi przypłynęła tak nieoczekiwanie, tak nagle, z taką siłą, że trudno mi nie łączyć tego wszystkiego w całość.

Tu dochodzę już prawie do tego co chciałem od początku. Przez cały czas, aż do chwili kiedy miły personel medyczny kazał nam opuścić placówkę po przeprowadzeniu obserwacji, kilku badaniach, z zaleceniami, czyli nas wypisali, byłem spokojny i opanowany. Taki zawsze jestem w sytuacjach „kryzysowych”, choć syna przytulałem jak rodzic powinien. Niczym było przerywane spanie na karimacie przy łóżku syna, kiedy widziałem jak mu się poprawiło.

Dopiero po powrocie do domu w piątek, przespałem wiele godzin, potem w sobotę również. Poczułem ile tak naprawdę energii i mnie ogólnie kosztowała przygoda syna. Dopiero po… świadomie i podświadomie mogłem spojrzeć retrospektywnie.

Mam nadzieję, że syn wyczerpał limit „raz na rok” na ten aktualny 2012 rok i dalej będzie już bez takich przygód, czego tak nawiasem mówiąc życzę wszystkim Rodzicom.

 

Dotykanie Świata…

Posted on

Chyba pisałem, że lubię czytać. Czytam dużo, choć nie tak wiele jak kiedyś, a jednak coraz więcej niż kilka lat temu. Jak miło jest czytać i od razu spadła liczba błędów ortograficznych.  Mało ich było, a jest jeszcze mniej, no może czasem jakiś się przemknie 🙂

Dotykanie Świata Marka Kamińskiego, wywiad rzeka Marka Szymańskiego. Nie będę pisał kim jest Marek Kamiński, bo wypada wiedzieć i wstyd byłoby się przyznać, że się nie wie, a zatem kto nie wie, to po pierwsze zachęcam do lektury, warto, a po drugie zachęcam do przeszperania głębin internetu, choćby, by się co nieco dowiedzieć.

Zawsze mnie coś „pociągało” w Marku Kamińskim, a dziś już wiem co, jego osobowość, charakter i właśnie to postrzeganie świata. Ta książka mnie zauroczyła w warstwie uczuć. Nie tylko dlatego, że Marek Kamiński otwarcie mówi o wierze w Boga, co dziś nie jest znów tak powszechne, ale przede wszystkim właśnie dzięki temu całokształtowi postrzegania świata. Same te dwa słowa stanowią sentencję, skrywającą niesamowitą moc, różną u każdego człowieka. czasem podobną do Marka Kamińskiego, czasem bardo odmienną, ale ta lektura, z pozoru niezbyt znacząca, bardzo na mnie oddziałała. Ile to własnych ograniczeń, murów postawionych przeze mnie samego dostrzegłem czytając ten wywiad rzekę. Jest to pozycja, do której zapewne powrócę jeszcze nie jeden raz, bo warto, bo jest pełna energii, która nakierowuje na poznawania i eksplorację świata wokół nas, na oddawanie siebie innym…

Chyba zaczynam na nowo swoje wędrowanie…

Według mnie lektura obowiązkowa 🙂 tak pozytywnie 🙂 Do wcześniejszych życzeń noworocznych powinienem dopisać, jak najwięcej ludzi wokół nas pokroju Marka Kamińskiego.

Pierwsze dni

Posted on Updated on

Czas ponownie się wydłużył, a ja ponownie mam wrażenie, że bardziej umknął niż udało mi się go wykorzystać lub po prostu przeżyć jak należy. Tak z czasem jest i jedynie mój syn wydaje się umieć zakrzywiać czasoprzestrzeń… jak to dzieci 😀

Życzenia kieruję do wszystkich odwiedzających ten blog, a także wszystkich tych pozostałych, bo życzenia mają swoją moc bez względu na zasięg nośnika. Życzę wiary w swoje marzenia, wiary w swoje siły, także Wiary, tej wiary w to co wierzycie. Życzę radości, ale też smutków by móc cieszyć się w radości. Życzę dni lepszych niż tych dni, które były najlepsze w roku ubiegłym. Życzę spokoju, poczucia godności, zdolności dostrzegania właściwych ścieżek w życiu, choć wiele z nich z pozoru takimi się nie wydaje. Życzę osiągania własnych biegunów, przez trudy i znoje, ku radości i ku przeżywaniu. Życzę małych rzeczy by były i cieszyły, a my wszyscy mieli czas by je dostrzec. Życzę kolejnych urodzin i imienin. Życzę chowania i odrzucania urazów do innych, bo to nie warte niczego. Życzę byśmy mogli czytywać się nawzajem przez kolejny rok, byśmy pamiętali, czuli, przytulali, rozmawiali i słuchali. Rok zatoczył kolejny okręg i znów zaczynamy kolejną wędrówkę po kolejnym okręgu kolejnego roku i to c mnie zachwyca, znów nie wiem co przyniesie…

Siedzę sobie w fotelu z kotem na kolanach, a jaki on dziś puchacie szczęśliwy 🙂