szkoła podstawowa

Szkolny Piknik

Posted on Updated on

Wczoraj w sobotę, odbył się szkolni rodzinny piknik, dla nas ostatni w tej szkole, szkole podstawowej mojego syna. Co mnie cieszyło, ano w zasadzie przede wszystkim to, że razem z synem weźmiemy udział w różnych konkurencjach (bieg w worku, skoki, rzut do kosza, rzut do celu, przeniesienie piłki na rakiecie. Szkoda, że tylko tylu, ale było warto. Pogoda niestety dziś nie dopisała, lecz grilla udało się ustawić i zapewnić poczęstunek, korzystając z możliwości arkad naszej szkoły. Zapewne wielu rodziców odstraszyła od przybycia, lecz cóż jak ktoś chciał wspólnie z dziećmi lub dzieckiem być to był. Uczestniczenie w takich przedsięwzięciach to nie tylko kwestia bycia z własną latoroślą, lecz także pokazanie własnej i kształtowanie postaw prospołecznych. Jeżeli społeczność lokalna nie jest w stanie przeskoczyć barier, zjednoczyć się to…

Ta szkoła zawsze będzie naszą szkołą, a szkoła będzie taka jaką ją rodzice współtworzą.

Występy dzieciaków trenujących taekwondo, czy taniec naprawdę wypadły fantastycznie. Ogromne tu podziękowania dla instruktorów i prowadzących zajęcia, nauczycieli i Radzie Szkolnej, wręcz chwała im, należy im się po wielokroć. Warto z dziećmi pracować i dawać im szanse aktywnego działania i rozwijania się.

Dla mnie jednak było ważniejsze wspólne działanie z synem 🙂 Dzięki współpracy zajęliśmy w grupie klas IV-VI znaczne II miejsce 🙂 Kiedy patrzę wstecz a rozglądam się w rzeczywistości jakże odmienne czynniki mnie radują. Dziś najważniejsza jest rodzina, bycie z synem, wspólne działanie.

Warto po stokroć było tam być i kto nie był ten niech żałuje.

 

Reklamy

Platforma Oburzonych

Posted on

Trudno się z wieloma postulatami nie zgodzić, ale i wiele wypowiedzianych to jedynie głos ludzi rozżalonych, bez logicznego uzasadnienia. Nie ma najmniejszej wątpliwości, iż my Polacy we własnym naszym kraju jako jego obywatele i mieszkańcy nie stanowimy podmiotu, lecz władze traktują nas jak przedmioty i to takie, które przeszkadzają. Sytuacja ekonomiczna wielu rodzin jest dramatyczna. Żyjemy w czasach, w których osoba uczciwie pracująca, nawet nie na jednym, a choćby i półtora etatu nie może zapewnić godnego życia własnej rodzinie. Przy czym godnie oznacza wyżywienie, dach nad głową, czasem rozrywki. Nie chodzi o wakacje na egzotycznych plażach, lecz o zwykłą godność codzienności. Błędem by jednak było tylko oskarżać o to poszczególne rządy od 1989 roku, a które jedne mniej, a inne więcej przyczyniały się nie bynajmniej do rozwoju naszego kraju ale do konserwowania jego trwania. Oczywiście twierdzenie, że nie jest lepiej jest również błędne, lecz stwierdzenie, że jest dobrze jest nawet bardziej nieprawdziwe.

Nie ma znaczenia, czy ordynacja będzie się opierać o okręgi jednomandatowe, czy wielomandatowe, bo to akurat jest tak, że każde z tych rozwiązań ma swoje plusy i minusy i żadne raczej nie jest lepsze od drugiego. Biorąc pod uwagę, że większość rzadko kiedy ma rację to ordynacja w naszym kraju nie jest w stanie rozwiązać czegokolwiek. Dodając do tego zamgloną, słabą ideologicznie strukturę władz, bo ani silny premier, ani prezydent, trudno domniemywać by taki układ w ogóle mógł sprawnie funkcjonować, no może raczej na akceptowalnym poziomie skuteczności.

Oczywiście, mieszana ordynacja wyborcza, odmienna dla obu izb parlamentu ma swoje uzasadnienie. Dla mnie kluczową bolączką jest liczba posłów na sejm. Liczba ta jest kuriozalnie za wysoka, a dzięki czemu o większości posłów nie wiadomo wiele, ba nawet prawie nic, a ich aktywność poselska jest dla zwykłego obywatel poniżej minimum. Może jednak maksymalnie 100 posłów, a wówczas trudno by któryś się ukrył. W obecnym kształcie i strukturze trudno w wielu przypadkach myśleć inaczej niż o skoku na kasę. Zmniejszenie liczby posłów to według mnie jedno z najistotniejszych kierunków reformy struktur władz.

Najważniejszy aspekt jest zupełnie inny, a jednocześnie współistotny każdemu człowiekowi – to zwykłe poczucie odpowiedzialności za własne słowa i czyny. To jest absolutnie degradowane i niszczone. Począwszy od szkolnictwa gdzie uczniowie mają w zasadzie jedynie prawa i niemalże żadnych obowiązków. W urzędach, agendach, w zakładach pracy funkcjonowanie odpowiedzialności jest rozmywane i wielokrotnie okazuje się, że tragedia, strata jest ale winnego brak bo wszystko w imię przepisów. Przykłady każdy z nas jak poszuka to znajdzie, a czasem jakże blisko, we własnym środowisku. Nagminne śmiecenie w lasach, ale by w domu rzucić papierek na własnych dywanik?!? Odwaga cywilna jest spychana w głębiny. Dopóki wszyscy my obywatele nie będziemy we własnych ogródkach codziennego życia, dbali o uczciwość, myśleli o innych to nie ma szans by sytuacja w naszym kraju uległa diametralnie poprawie. Tak jak wymagamy i oczekujemy od innych tak samo należy wymagać od samych siebie.

Polacy mają taką cechę, że narzekają i narzekają, ale ilu spośród nad wykazuje wyłącznie oznaki postaw i zachowania roszczeniowo-żądaniowych. Podwyższenie minimalnej pensji, przy zachowaniu dla pracodawców istniejących obciążeń fiskalnych ma się tak do rozwiązania jakichkolwiek problemów jak wyłącznie oddawanie się marzeniom. Zarówno pracodawcy jak i pracownicy podlegają tak samo temu samemu bycia uczciwymi i odpowiedzialnymi za swoje słowa i czyny. W Polsce cały czas ten kto coś osiągnął (pracodawca) traktowany jest jak przestępca, kombinator, a jak mu się noga powinie to ile radości wśród innych, a sąsiadów w szczególności. To taki nasz sport narodowy. Żenujące i beznadziejne. Niestety tak samo powszechne. Oburzeni mogą się oburzać, rząd nadal będzie udawał, że skutecznie rządzi, a nawet niech manifestacje i marsze na stolice organizują. Nie będę za to lubiany, ale ten czas należy lepiej spożytkować. Dziś przeciętny absolwent szkoły średniej nie umie nawet PITu wypełnić, a co dopiero osoba nieco starsza po przejściach zawodowych stojąca przed problemem napisania biznesplanu, który ma ręce i nogi. Ani jedno, ani drugie nie ma szans by to zrobić poprawnie. Zamiast się wspierać, organizować, skutecznie nawzajem pomagać czy właśnie o normalność w tej kwestii, to nie, będą walczyć o pensje minimalne. To, że godziwa płaca za godziwą pracę to rozumie się samo przez się i nie wymaga tłumaczenia, że to powinien być standard. Tak w Polsce nie jest, lecz prawne narzucanie wartości płacy minimalnej bynajmniej niczego tu nie zmieni.

Zmiany muszą zajść i wiele kwestii podnoszonych przez Platformę Oburzonych wymaga uczciwego podjęcia rzuconej rękawicy. Zmiany jakie muszą zajść dotyczą jednak także naszej mentalności, która odbija się wszędzie, od wariatów na drogach, przez śmiecenie w lesie, wynoszenie z pracy w myśl zasady „mnie się należy”. Kiedy jednak mam okazję pośledzić co się tu i ówdzie dzieje to trudno mi ukrywać takie słowa jak zawiść, marnotrawienie funduszy, małostkowość, dbanie wyłącznie o swój własny chlewik, brak jakiejkolwiek odpowiedzialności i jej poczucia.

To co mam jest efektem ciężkiej pracy. Swoją postawą, pracowitością, zaangażowaniem udowadniam, że można. Nie mam wiele, czasem łatwo nie jest, ale jestem szczęśliwy z tego co mam, a przede wszystkim z Rodziny. Ile zawiści czasem można dostrzec w spojrzeniach sąsiadów gapiących się na innego sąsiada, który właśnie odebrał nowy samochodzik z salonu i to jaki. Wiedząc ile ten człowiek wkłada energii we własną firmę, ile czasu, ile zaangażowania to wbrew większości ja się cieszę i życzę mu więcej sukcesów, a za tych „zawistnych” mogę się pomodlić. Bo dopóki nie zmienią swojego nastawienia to nie ma nawet jak im pomóc, bo przez swoją zawiść nie są w stanie dostrzec ani tego co mają, ani okazji, ani szans wokół nich samych.

Identyczność

Posted on

Słowo o znaczeniu tak jednoznacznym kryje w rzeczywistości intrygujący fakt. Ile razy używamy tego słowa, tak naprawdę nadużywając go w życiu codziennym. Identyczne poglądy, identyczne rzeczy, identyczni bliźniacy, identyczne… ale jeżeli spojrzymy przez moment choć z zadumą na to słowo szybko powinniśmy dojść do przekonania, że „identyczność” to idea, a czasem cel, w dodatku cel kompletnie nieosiągalny. Po prostu nic na świecie nie jest identyczna, a nawet jeżeli taki się wydaje, to ewentualnie takim jest w danej chwili, miejscu. Nawet poglądy ewoluują bez względu na zamierzenia ich autorów, czy posiadaczy. Pozorna identyczność może trafnie opisywać nawet kwestie, postawy i zachowania grupowe w nurcie istoty tychże zjawisk, lecz przy bliższym przyjrzeniu każdy z członków grupy wykazuje nieco odmienne postawy i zachowania, lecz przyjmując poprawkę (tolerancje) można swobodnie klasyfikować je jako identyczne, choć w rzeczywistości takimi nie są.

Takie same modele samochodu postawione obok siebie nie były, nie są i nie będą identyczne. Pomijam tu kwestie wyposażenia i opcji dodatkowych. Sama technologia wytwarzania cechuje się dokładnością wykonania, błędami obróbkowymi, pasowaniami, które możemy opisać, skodyfikować, ująć w teorię błędów i stosować aż kilkanaście klas dokładności. Każdy wymiar ma swoją tolerancję, a więc składając to wszystko nie niczego co ma identyczną długość.
Nie ma identycznych bliźniaków i każdy różni się jakoś od tego drugiego. Ewolucja, różnorodność DNA przy tej samej strukturze jego budowy, a także nawet Boskie prawa w przypadku identyczności nie mają znaczenia. Przyjmując, że Bóg stworzył świat, można zaryzykować tezę, że tak naprawdę stworzył perfekcyjnie niedoskonały mechanizm tego świata. W końcu Bóg stworzył ludzi na swoje podobieństwo. Nawet kiedy przyjmiemy, że Boga nie ma to i tak właśnie różnorodność ludzi pozwala na ich rozwój i w ogóle na egzystencje. Rzeczywistość wszelkimi możliwościami udowadnia nam, że nie ma niczego identycznego, a używanie tego słowa wymaga przyjęcia sztucznych granic stosowalności w opozycji do jego przyjętego znaczenia.

Ciekawostka: tolerancja długości jednego z największych pasażerskich samolotów świata i nie chodzi mi o AirBus’a wynosi 1 metr, słownie jeden metr.

Początek roku szkolnego

Posted on

Szkoła Podstawowa Nr 79 im. Zygmunta Sokołowskiego już nie istnieje. Co prawda w jej miejsce funkcjonuje szkoła filialna Szkoły Podstawowej Nr 273 ale już pierwszy dzień kolejnego roku szkolnego 2012/13 przyniósł pewne przykrości. Jakby znów gdzieś zaginęła empatia ze strony władz. Podczas uroczystości inauguracji nowego roku szkolnego pod nowym szyldem oddano kombatantom sztandar SP79. Nie ma co ukrywać to była także swoista uroczystość pożegnania. Szkoda tylko, że najbardziej zainteresowani, w tym także przedstawiciele, może i nie formalnej, poprzedniej Rady Rodziców nie zostali poinformowani, skutecznie o takim wydźwięku uroczystości. Z tego co wiem była inicjatywa urządzenia skromnej izby pamięci w bibliotece szkoły o patronie SP79. Dlaczego znów odbieram taką organizację jako uporczywe ignorowanie najbardziej zainteresowanych, w tym emocjonalnie związanych z SP79. Choć budynek ten sam to szkoła już nie ta sama. Zmiany czy chcemy, czy nie nadchodzą. Samej idei przekazania sztandaru kombatantom trudno nazwać złą, a może jest najlepsza ze wszystkich możliwych. Kto to wie?!? Natomiast forma była i jest przykra dla nie jednej osoby.

Inną informacją o negatywnym wydźwięku jest fakt „rozebrania” obecnego boiska przy szkole… i jego najprawdopodobniej nie odbudowaniu!!! Ciekawe jak mają ćwiczyć dzieciaki na wiosnę?!? Ja rozumiem wiele rzeczy, przyjmuję do wiadomości paranoje przeczące zdrowej logice, ale dlaczego dzieciaki znów mają obrywać i to właśnie w tak ważnym aspekcie ich wychowania.

Więcej komentować nie będę bo się ino uruchomię…, bo brakuje mi słów…

Szkoła Podstawowa Nr 79 i już po…

Posted on Updated on

… posiedzeniach komisji, rad dzielnic i miasta. Kilka wpisów poświęciłem kwestii likwidacji tej szkoły, Szkoły Podstawowej Nr 79, do której uczęszcza mój syn, a która z dniem 31 sierpnia tego roku po ponad 90 latach istnienia zakończy swoje istnienie. W zamian w tym samym budynku, pewnie przy zrestrukturyzowanym zatrudnieniu, ma być filia innej szkoły. Konia z rzędem temu kto jest w stanie zgłębić logikę działań w zakresie tej szkoły. W sumie, jak podają media, w Warszawie likwidacji ma być poddanych w sumie 16 jednostek o charakterze oświatowym. Zapewne część z nich absolutnie zasadnie.  W niejednym przypadku my jako mieszkańcy i obywatele  nie jesteśmy w stanie pojąć logiki rozumowania i to pomimo prób wyjaśnień ze strony władz dzielnicy i Warszawy.

Chciałbym by publiczna szkoła podstawowa istniała tu w tym miejscu, w miejscu Szkoły Podstawowej Nr 79, jeszcze długie lata. Dlaczego? Bo pomimo czytania ze zrozumieniem, słuchania ze zrozumieniem, nadal w pełni jestem przekonany o argumentacji za utrzymaniem tej szkoły w tym miejscu.  Trudno mi uwierzyć w kolosalne oszczędności finansowe, a przy najmniej takie, które by jakkolwiek uzasadniały podjęcie takich a nie innych wniosków i projektów uchwał. Bardziej znaczące wydaje się, że likwidacja Szkoły Podstawowej Nr 79 to także umniejszenie znaczenia „małych ojczyzn”, wychowania w duchu społeczności lokalnych. Szkoła Podstawowa Nr 79 jeszcze jest silnie związana z pobliskimi społecznościami choćby z racji swojej historii. Mam nadzieję, że filia, że w sumie szkoła będzie tu nadal za 10 i kolejne 20 lat, bo jest tu szkoła po prostu potrzebna.

Zamiana na filię jest traktowana przez mieszkańców jedynie jako odroczenie nieuniknionej ostatecznej likwidacji. Z mojej perspektywy mój syn w kolejnym roku szkolnym, zapewne, będzie uczęszczał do VI klasy, a więc klasy, która ma niemałe znaczenie. Wszelkie zmiany, w tym potencjalne zmiany w kadrze pedagogicznej mogą negatywnie odbić się na wynikach testów i możliwościach w wyborze gimnazjum, kolejnego, jakże trudnego, etapu edukacyjnego. Bo testy szóstoklasisty mogą być sukcesem dla ucznia jedynie przy współpracy rodziców i pedagogów.

Wydaje się, że znany cytat, umieszczony na tablicach w budynku Politechniki Warszawskiej został zapomniany przez Radnych Dzielnicy i Radnych Warszawy. Być może prawdziwym dnem problemu jest nie to, że szkoła zniknie z mapy oświatowej, lecz to w jaki sposób odgrywana jest samorządność w Warszawie. Przy całej dozie dobrej woli wielu mieszkańcom trudno odnieść inne wrażenie niż lekceważenia nas, umniejszania naszej roli, marginalizowania, pomijania w kształtowaniu naszego miasta, naszych społeczności lokalnych. Wielokrotnie słyszałem słowa typu „farsa”, „teatr”… To przykre jak po dobrym przyjrzeniu się widać, że pod fasadą pozorów w zasadzie nie można dostrzec objawów samorządności. Do typowego arsenału zachowania przedstawicieli władz dzielnic, radnych podczas spotkania z mieszkańcami, czy nawet podczas sesji Rady Miasta, należy odbieranie telefonów komórkowych, serfowanie po internecie, wychodzenie,… czyli kompletne lekceważenie merytoryczne spotkań i posiedzeń. Takie podejście, uwzględniając szeroko pojmowaną kompetencyjność przy tak wielu problematykach, nie przeszkadza w głosowaniu. Obecni mogą odnieść wrażenie, że nie mają żadnego znaczenia wystąpienia, argumentacje. Właściwa agenda przyznaje się, że zna problem tej szkoły, kwestie niskiego poziomu i tu… bo jak się zestawi wyniki testów szóstoklasistów z 2011 to średnia tej szkoły jest względem całych Bielan powyżej niż poniżej. Bo w Polsce ważny jest wynik testów szóstoklasistów, choć są one z założenia w zasadzie niemiarodajne bo nie ma żadnej konieczności ich zaliczenia, zatem dużo zależy od samej motywacji ucznia już w samym rodzinnym domu.  Nie będę tego komentował bo i też nie o to chodzi.

Według mnie rolą władz dzielnicy, Radnych dzielnicy jest „kreowanie” tejże dzielnicy wespół z jej mieszkańcami, a nie z przeciwnej strony. Tego typu zawieruchy nie służą ani mieszkańcom, ani władzom dzielnicy. Wzajemne relacje trudno nazwać poprawnymi. Są takie jakie są. Wzajemne zaufanie jest chyba tragicznie niskie. Trudno w ogóle mówić o zaufaniu jeżeli podczas posiedzeń komisji i sesji rady dzielnicy w pogotowiu jest policja i straż miejska. Czy tak to powinno być? Oczywiście emocje bywają niewłaściwym doradcą i też trzeba przeciwko temu działać profilaktycznie. Mimo tego wielu mieszkańców czuje się ogromnie rozżalonymi takim traktowaniem, takimi podejrzeniami, w sumie także poniżeniem.

Jako mieszkaniec i obywatel chciałbym być partnerem dla władz samorządowych, czego życzę wszystkim, zarówno mieszkańcom jak i przedstawicielom władz dzielnicy bo nie chciałbym uczestniczyć w spotkaniach gdzie obie strony wydają się być wrogami, bo to nie tędy droga i zapewne dla żadnej ze stron nie jest miła.

Likwidacja szkoły cz.2

Posted on

Cały czas mnie gryzie. Może jestem nienormalny, głupi, niedzisiejszy, wariat? Niedługo zacznę się rozglądać czy mnie nie śledzą – sarkazm – bo w sumie to jest tak, że trudno nie sądzić, że społeczności, czy większe czy mniejsze, ich realne potrzeby są niczym, są nie ważne. Liczy się tylko sprawowanie władzy w imieniu „urzędu”. Trudno mi to pisać i mówić, ale aż ciężko mi nie sądzić, że społeczeństwo sobie, a władze samorządowe sobie. Każda z tych grup ma inne potrzeby, a że władza samorządowa jest dla społeczności jest jakby faktem nie istniejącym i to samo w sobie boli. Niby wszystko odbywa się zgodnie z literą prawa, ale zgodnie z tym władze samorządowe są jakby zwolnione z działań na rzecz społeczności. Nie ukrywam, że rachunek ekonomiczny, w przypadku tej szkoły, jest taki jaki jest i jako uzasadnienie do podjętych działań jest zrozumiały. Jednocześnie jednak podstawowym kryterium są potrzeby mieszkańców, wynikające i ukształtowane w przypadku SP79 przez istniejące uwarunkowania, w tym położenie. Ta szkoła jest specyficzna, o unikalnej atmosferze na tle innych szkół, bezpieczna – ale jak widać to co słuszne z punktu widzenia kształtowania i doskonalenia dzieci nie jest priorytetem. Najważniejsze są liczby w kolumnach i rzędach. Oczywiście najlepiej gdyby były zbilansowane, ale szkoły, przedszkola to nie firmy, choć warto by mogły i czasem tak działać. Zamiast likwidować SP79 należałoby podjąć działania przez m.st. Warszawę i Gminę Izabelin by poprawić rentowność tej szkoły. To jednak wymagało by pewnie zniesienia obecnego porządku prawno-organizacyjnego szkół publicznych w Warszawie, który bardziej jawi mi się jako struktura centralnego zarządzania, kompletnie odstająca od współczesnych modeli samorządowych i w ogóle sprzeczna z zasadami gdzie społeczność stanowi podmiot, a nie przedmiot. Z resztą co tu dużo mówić, likwidacja gmin i powołanie dzielnic w Warszawie bardziej przypomina centralizację niż działania prospołeczne. Efekty widać, coraz większy rozdział między mieszkańcami a „władzami”. Publicznie żartuje się z określenia „burmistrz” dzielnicy bo burmistrz to ktoś kto podejmuje decyzje i może je podejmować. Nie mam personalnych pretensji ale wszystko razem powoduje, że potrzeby społeczności lokalnych wydają się być wyraźnie pomijane przez tych, których niby sami wybieramy, przez tych którzy mają nam służyć. Wszystko ma swój początek i koniec, także szkoły, ale czy to wszystko musi działać, tak że największe problemy mają ci, którzy powinni je mieć najmniejsze – dzieci?

Władze samorządowe działają zgodnie z literą prawa, ale już nie pierwszy raz jakby w ukryciu, nawet przed Radnymi. Bywam w urzędzie, rozmawiam z tam pracującymi i z jednej strony naprawdę trudno mi przypisywać złe intencje, wręcz przeciwnie. Z drugiej zaś strony jak mam interpretować takie działania jak wprowadzania projektu likwidacji szkoły? Fakt, to dopiero projekt, ale w zestawieniu z tempem obecnych prac bardzo mi trudno odszukać w tym wszystkim by mój syn i dzieci innych Rodziców były tu traktowane jako podmiot. Przepraszam, występują jako liczby.

Nie uciekam od zmian, ale chciałbym by ich skutki nie były odczuwane negatywnie. Zmiana szkoły w VI klasie, przed testem to w przypadku uczniów SP79 to nie tylko zmiana budynku i znanych już nauczycieli to zmiana środowiska. Nowi koledzy i koleżanki, liczne klasy. Czy się odnajdą? Czy uniknie się problemów adaptacyjnych, szczególnie w klasie z tak ważnym testem?  Dlatego mi brakuje tu współpracy ze społecznością lokalną. Spotkania Rodziców z nowymi nauczycielami, nawet wycieczka dzieciaków do nowej szkoły, te wszystkie różna działania mające na celu łatwiejsze przejście i asymilacje z nowym miejscem, uwarunkowaniami. Chciałbym by tego nie zabrakło. Jeżeli udało by się uchronić SP79 przed likwidacja to trzeba bardzo intensywnie pracować nad wsparciem jej funkcjonowania, a dotychczasowe doświadczenie wskazuje, że faktyczne zaangażowanie Rodziców jest co najmniej znikome. Takie typowe polskie podejście 😦

Cały czas wierzę, że takie szkoły jak SP79 mogą działać dalej – tylko trzeba podjąć działania mające na celu wsparcie ich funkcjonowania. W przypadku SP79 może oddział przedszkolny, gimnazjalny, współpraca z uczelnią prywatną, szkołą prywatną. Oczywiście są uwarunkowania takich działań i najpierw trzeba przeanalizować takie, solidnie. Wówczas można prowadzić uzgodnienia społeczne, a tak społeczność okazuje się nieważna. Urzędy jednostek samorządowych musiałby zatrudniać osoby, którym się chce, które czują misję i jej potrzebę, działają kreatywnie. Niestety odczucia społeczne są inne, bo jakie można mieć jak się pomija mieszkańców? Wyraźnie tu podkreślę, że nie mam personalnych zastrzeżeń do urzędników, bo oni też działają w określonych uwarunkowaniach, które nie oszukujmy się raczej zniechęcają do inicjatywy niż zachęcają. Efektem jest często wzajemne niezrozumienie. Czy tak ma być? Czy nie można współpracować i wspólnie dążyć do kompromisów? Ja wierzę, że można, ale już od lat nie czuję się jako obywatel jako podmiot i to jest przykre. Nie twierdzę, że wszystko wokół mnie powinno być takie jak ja chcę bo życie to kompromisy i nie jeden raz trzeba ustępować by wspólnota, społeczność odniosła większą korzyść.

Projekt w sprawie SP79 nie jest jedynym projektem w zakresie przedszkoli i szkół. Planowane są zmiany i to znaczące, być może nie tylko na terenie dzielnicy Bielany, być może w całej Warszawie. Oszczędności i zmiany. Jedne zapewne okażą się korzystne dla społeczności, inne nie. Zmiany trwają bez zmian, raz szybciej, raz wolniej, ale świat zmienia się każdej minuty. To nie podlega dyskusji, ale cały czas wierzę, że działania dotyczące całych społeczności, tych malutkich, i tych większych powinny realizować priorytet porozumienia społecznego, nie zaś jawić się jak wypełnianie rozkazów. Według mnie nie tędy droga. Rozkazy wypełniamy w sytuacjach kryzysowych.

Niestety odczucia w społeczności lokalnej oscylują także wokół „spiskowych teorii dziejów” – według mnie dlatego, że pomija się nas obywateli w rządzeniu nami, naszym miejscem. Nie dziwmy się, że popularne są opinie o tym, że już jest „kontrahent” na teren szkoły i sam budynek. Ludzie pomijani i pozostawieni w sumie bez skutecznej opieki przez tych, których sami wybierają cóż mają sobie myśleć… Z drugiej zaś strony społeczności jednoczą się w obliczu „kataklizmu”, lub wydarzeń, które za takie są uznawane. Poza tym w zasadzie i w większości zachowują się tak, że ich własne miejsce zamieszkania, sąsiedzi dalsi i bliżsi jawią się jako coś nie ważnego…

Nie ważne, co myślimy, jakie mamy intencje, jakie okazujemy postawy, lecz dopiero czyny potwierdzą nasze słowa, nie one same. Dopiero wszystko to razem określa nas samych…

Likwidacja szkoły

Posted on Updated on

Świat pędzi i wydaje się w tym akurat być kompletnie niezmiennym, aż tu nagle informacja. Najpierw plotka, pojedyncze zdania rzucane w przestrzeń społeczną, na tyle nie akcentowane, że niewzbudzające niepokoju. Dziś już wiem, ba nawet mam projekt uchwały Zarządu Dzielnicy Bielany, w której mieszkam. Z końcem bieżącego roku szkolnego ma być zamknięta Szkoła Podstawowa Nr 79 im. Zygmunta Sokołowskiego na warszawskich Bielanach. Wygląda na to, że mój syn szóstą klasę przeżyje w innej szkole… samo to wzbudza mój niepokój.

Argumenty ekonomiczne wydają się być silnie uzasadnione i trudno powiedzieć, że taki projekt nie ma sensu, ale… to nieszczęsne dla jednych, a zbawienne dla innych ale… czy w przypadku szkół rachunek ekonomiczny jest kluczowy? Nawet jeżeli jest wystarczająco zasadny to czy szkołę należy zamykać od tak, jednym cięciem. Mówię sobie, że wszystko ma swój początek i koniec, szkoły powstają i kończą swoją działalność, to naturalny ciąg wydarzeń. Szkoda wieloletniej historii tej szkoły, o budynku co najmniej klimatycznym, posiadającym swój urok. Spadzisty dach, charakterystyczna architektura. Atmosfera szkoły nie jest bez znaczenia. Szkoła nie jest duża, oddziałów czyli klas mało i mało licznych (np. 17 uczniów). Można poczuc się wręcz rodzinnie. Nie ma patologii, używek.  Nagle ci uczniowie mają być przeniesieni, niby całymi klasami, ale jednak do inne szkoły odległej o dużo więcej kilometrów niż teraz, co oznacza znacznie wydłużony dojazd i powrót. To będzie dla nich inne i nowe środowisko. Czy się zaaklimatyzują, przystosują, także do liczniejszych klas, gdzie automatycznie spada jakość oddziaływania na pojedynczego ucznia. Dziś na piechotę idę z synem 10 minut i wyprzedzamy samochody, autobus stojące w korku już u nas. Trzeba tu dodać, że mieszkamy na obrzeżach Warszawy, graniczymy z Puszczą Kampinoską, charakter naszego siedliska jest, dla mnie urokliwie, wiejski a nie miejski. Wszędzie mamy daleko, a nie blisko. Sam budynek szkoły potrzebuje doinwestowania, ale czy należy uznawać go za niezdatnego? Położenie ma też inne konsekwencje – 60% uczniów pochodzi z sąsiedniej gminy Izabelin (my – Dzielnica Bielany) i tu też są niejasności między dwoma jednostkami samorządowymi. Stanowi to niebagatelny czynnik w sprawie. Jednak wyraźnie wydaje się, że nie chodzi o dobro dzieci, lecz o konkretne finansowe cele poszczególnych samorządów – wybieranych w wyborach przez Nas. Super – jakoś to chyba nie powinno mnie dziwić w moim kochanym kraju. Bez sarkazmu, Polska jest moim domem i takim na zawsze pozostanie.

Jednak jeszcze co innego mnie w tej sprawie męczy – to, że Władze Samorządowe dokładnie wydają się unikać jakichkolwiek społecznych konsultacji. Niby wiadomo co powiemy, ale teraz jako społeczność czujemy się zmarginalizowana i nie brana pod uwagę. Za przeproszeniem samorząd to nie firma to służba prospołeczna. Tempo podjętych działań zadziwia mnie. Tak szybko, bez rzetelnych konsultacji, ba wydaje się wręcz, że w ogóle bez analizy potencjalnych możliwości minimalizowania deficytu budżetowego szkoły. W końcu ucierpieć mogą dzieci – już zaczynają to przeżywać, bo informacje tak czy siak się do nich przedostają.

Nie będę dziękować temu kto wpadł na pomysł by zlikwidować gminy a na ich miejsce powołać dzielnice. Wydarzenia w tej sprawie naszej szkoły jedynie potwierdzają brak etosu porządnej pracy i odpowiedzialności za swoje słowa, czyny, obowiązki. W takich uwarunkowaniach Polska nigdy nie będzie silna, nigdy…

Społeczności się nie liczą, natomiast „gry wojenne” na szczeblach, władza – to jest coś, takie coś o co warto „niszczyć”. Oszczędności przez cięcia rzadko kiedy okazują się korzystne długoterminowo, ale potem trudno też coś naprawić. Zamiast pracować nad rozwiązaniami mogącymi minimalizować deficyty budżetowy szkoły, a nawet jeżeli ktoś to zrobił to ponownie bez jakichkolwiek konsultacji społecznych, to przyjmuje się za właściwe rozwiązanie najprostsze… lecz prostsze jedynie z pozoru…