Miesiąc: Marzec 2012

Loreena McKennitt – koncert w Warszawie

Posted on Updated on

Niedzielny wieczór 25 marca 2012 roku był wartym przeżycia. Koncert Loreeny McKennitt był właśnie tego wart. Pominę stan Sali Kongresowej, komfort fizycznego układu ciała na fotelu, skręcenia głowy (takie miejsca), niedoskonałości nagłośnienia i oceny poszczególnych instrumentalistów… było cudownie. Przeżywanie, kręcące się łzy w kącikach oczu, a w końcu owacje na stojąco… było, jak dla mnie, tak jak miało być. Bo w końcu chodzi o przeżywanie, takiej muzyki, takiej wokalistki i instrumentalistki. To było obcowanie ze wspaniałą muzyką i wspaniałymi muzykami jako osobami. Wiele narzekań miałem okazję poczytać, a to że skrzypce były be, a to że ten nie grał z zaangażowaniem, a to komuś przeszkadzało coś w lewym uchu, a prawe było jako takie, że Loreena za dużo gadała do publiczności… za przeproszeniem na koncert nie idę by wysłuchać technicznie perfekcyjnego nagłośnienia, lecz by obcować z wykonawcami. To jednak wydarzenie na żywo 🙂 a wypowiedzi wokalistki „bezcenne” bo nie oklepane, bo z refleksją…

Współczuję tym, którzy nie są wstanie przeżywać tylko oczekują idealnej konsumpcji dźwięków. Oczywiście Sala Kongresowa to przykład, że w Warszawie na tego typu koncerty nie ma sali, a trzeba przyznać, że nie było wiele miejsc pustych!!! 🙂

Nie znam się na muzyce, od strony nut i w ogóle, lecz jednocześnie muzyka odgrywa w moim życiu bardzo ważną rolę. Pozwala mi na uwolnienie empatii i podróżowanie w marzenia :), odczuwanie… bez niej nie powstałby żaden z moich wierszy, bo właśnie muzyka prowadzi moje pióro, moje inwencje 🙂 Dlatego ten koncert był wart swoich pieniędzy i przede wszystkim wart jego przeżycia… Był też ważny dlatego, że byłem na nim ze swoją kochaną żoną 🙂

http://www.quinlanroad.com/

Zachęcam też do lektury relacji pani Eweliny Grygier (folk24.pl) pt. „Spektakl pełen emocji

Reklamy

Fotografia, ujęcie ale…

Posted on

… akurat nie mam ze sobą aparatu. Wielokrotnie, kiedy to nie mam przy sobie żadnego czegoś co pozwoliłoby na zrobienie zdjęcia, widzę tylko i aż ciekawe bądź wręcz fantastyczne sytuacje. Ich fotograficzne uwiecznienie miałoby to coś co powoduje, że zdjęcie jest ciekawe, jest w nim kontekst. Czy to podczas leśnych wędrówek, czy to podczas nabożeństwa z naukami rekolekcyjnymi. Fotografując w kościele po pewnym czasie dochodzi się do stanu, w którym ma się wrażenie, że zdjęcia są już szablonowe, powtarzające się. Wczoraj miałem co najmniej 3 takie sytuacje, z których ujęcia były ciekawe i cieszyły same sobą. Oczywiście nie miałem aparatu.

Kiedyś denerwowałem się bardzo, że nie mogłem takiego zdjęcia zrobić. Dziś cieszę się, że w sumie mogłem cieszyć się tymi chwilami, w pełni je przeżyć, bez odrywania umysłu, siebie za włączaniem sprzętu, ustawianiem… widziałem od początku do końca 🙂 Przytrafiło mnie się to właśnie wówczas kiedy częściej myślałem o tej sztampowości zdjęć w świątyni. A jednak… 😀

Ulotność chwili

Posted on

Czasem mam tak, jak radzą psycholodzy… by dla polepszenia humoru zwizualizować sobie, a nawet przyjąć taką postawę ciała kiedy jesteśmy w stanie „zadowolony/zadowolona”. Podobno działa, a ja mam tak znienacka, nagle… pełnią siebie czuję spokój, ciszę, chyba wówczas całkowicie oddaję się uczuciu chwili. Pamiętam kilka takich zdarzeń, trwających może razem kilka minut, a więc niedługo. Pamiętam to odprężenie i niesamowite poczucie odpoczynku. Wówczas dostrzegam piękno „małych rzeczy”… szkoda tylko, że choć odczuwanie staje się ważniejsze w moim życiu, nadal nie umiem wyrażać uczuć…

Gdzie mnie się to przytrafia, w lesie, ciszy, a czasem w parku, czyli pośród przyrody… wspominam ten powiew wiatru na twarzy, szum liści w koronach drzew, nie gorąco, ale ciepło, dużo słońca, ale i nie mało chmur… taki idealny stan…

Telewizja wychowuje

Posted on

Kolejny, drugi dzień rekolekcji… i dziś nie tyle co o samych naukach rekolekcyjnych co polemika z naukami stanowymi. Obie dla mnie wartościowe i na obu skorzystałem, choć jak zwykle swoje zdanie mam 🙂 Czy telewizja wychowuje? Tu ksiądz rekolekcjonista jednoznacznie stwierdził, że tak, podając ciekawe poniekąd dane z publikacji naukowych. Zupełnie przy okazji nawiązując do jak częstego błędu wśród Rodziców. Błędu, który polega na tym, że traktujemy dzieci, jakby postrzegały świat jak my dorośli co jest błędem. Dziecko do 2 roku życia nie powinno oglądać jakiegokolwiek ekranu, a do 6-7 roku swojego życia ma trudności w ocenie realności świata pokazywanego w telewizji…

Jednak jako instruktor harcerski, człowiek, który kiedyś współpracował ze szkołą podstawową, a i iluś studentów przewinęło się przez zajęcia, które prowadzę mam jako takie przygotowanie do pracy z dziećmi. Choć teraz wystarcza mi wychowywanie mojego własny syna. Dzieciaki przede wszystkim kopiują słowa, gesty, zachowania swoich rodziców, raz bardziej matki, a raz ojca. Nie mam wątpliwości, że „odmóżdżające” gry komputerowe oraz telewizja wzmagają negatywne zachowania dzieciaków. U nas w domu kiedyś zasada zagrania na komputerze była prosta – Ile synu czytałeś czytania na głos? Na komputerze mógł pograć tyle ile poćwiczył i o ile wykonał inne swoje obowiązki.  Teraz może pograć maks. pół godziny, nie w każdą grę jaka mu przyjdzie do głowy i dopiero jak wykona swoje obowiązki, tak jak porządny człowiek. Konsekwentne stosowanie takich zasad, przy jednoczesnym rozmawianiu z synem nie gwarantuje ideału we wzajemnych relacjach, ale głęboko wierzę, że zapewnia porozumienie… dziś.

Reasumując, jeżeli nie spędzamy z własnymi dziećmi odpowiedniej ilości czasu, tylko dajemy im dla własnego świętego spokoju oglądać filmy, grać non stop, nie włączając ich w cykl życia domu, Rodziny to nie dziwmy się, że kiedyś nasze własne dzieci porzucą nas, bez refleksji,… powielą tylko pewne zachowania, już zaadaptowane w ich własnym świecie…

Południowy demon

Posted on

Ciekawe ujęcie niechęci, lenistwa, spadku motywacji w połowie Wielkiego Postu. To ciekawy czas, bo czas rekolekcji Wielkopostnych. Nauki księdza rekolekcjonisty, w pierwszym dniu, były jakby wręcz dla mnie przygotowane :), dzięki czemu poczułem się zaciekawiony. Nawiązanie do połowy życia, rozpoczęcia patrzenia w przeszłość, uświadamiania sobie swoich niedoskonałości, że już raczej z górki niż pod nią, depresje, zwątpienia, zaniechania, czyli wiek 40+. W sumie jeszcze się nie kwalifikuję ale doświadczyłem i doświadczam wiele z tego. Jednocześnie jednak właśnie zmieniam swoje zawodowe życie, w pewnym sensie wręcz stawiam nowe żagle i bynajmniej nie czuję że to połówka życia, choć fizycznie mnie już doświadczyło w ostatnich 2 latach. Jestem dobrej myśli wiem, że mi się uda… jakoś 😀

To jednak był dopiero skromny wstęp do… postanowień Wielkopostnych, podejmowanych przez Nas jak najbardziej uczciwie, lecz jak to bywa, bardzo często jakoś, znów jakoś, nam się nie udaje. Z jednej strony szkoda, żal, a z drugiej strony pokazuje nam to jak mimo wszystko jesteśmy niejednokrotnie słabi we własnych postanowieniach. To mnie dodatkowo motywuje i mam nadzieję, że choć częściowo i lepiej niż rok temu, przyłożę się do realizacji własnych postanowień, czego wszystkim życzę.

Południowy demon pojawia się właśnie w południe naszego życia, czy realizowanych przedsięwzięć. Powoduje, że tracimy zainteresowanie, rozleniwiamy się, morale nad podupada i w ogóle jakoś tak nam się nie chce. Czy będziemy rozprawiać o postanowieniach na czas Wielkiego Postu, czy średnich latach naszego nominalnie postrzeganego okresu życia. Przeszedłem depresję, gwarancja odczuwalnie mi się skończyła, ale też uczę się jak żyć by wydłużyć, choć częściowo, komfort samoobsługi i okres rękojmi :D. Dlatego chyba odczułem, że nauki rekolekcyjnego dzisiejszego dnia były jak dla mnie. W pewnym momencie zaczynamy dostrzegać, że pewnych rzeczy już raczej nie zrobimy, a niejednokrotnie zaczynamy odczuwać, jakbyśmy, nie mało czasu zmarnowali w naszym życiu. Przeszłości nie możemy zmienić, możemy ją zatajać, ale i to nie ma głębszego sensu. Możemy natomiast skupić się na tym by zmieniać siebie, doskonalić siebie, być „dobrym” człowiekiem…

Czytodajnia

Posted on

Przyszedł taki czas, że postanowiłem udostępnić pewien projekt zwany przeze mnie Czytodajnią

http://czytodajnia.wordpress.com

Wiosenne porządki

Posted on

Koty szczęśliwe bo niemal cały dzień w szczęśliwym kocim brykaniu na dworze. Tylko Kacperek panikował ale w końcu wyszedł. Niestety z rana musiałem oddać się nielubianej czynności w soboty, a w niedzielę wręcz znienawidzonej… zakupom. Tłumy w sobotnie przedpołudnie w supermarkecie robią na mnie przygnębiające odczucie. Jakoś przeżyłem 🙂 Potem, po powrocie, mogłem oddać się przyjemnością, fizycznych prac na ogródku. Czesanie trawy, grabienie zaległych liści z jesieni i… uporządkowanie kompostowników. To dobry czas dla „małych rzeczy” kiedy to dłonie gładzą ziemię wokół, a ona odwzajemnia się zielonością trawy, kolorami i aromatami kwiatów, a korony drzew dają miły, chłodny cień. Cóż więcej potrzeba :)… dobrej książki lub subtelnej miłek i kojącej zmysły dobrej muzyki.

Choć to dopiero początek porządków, to jednak oczyma wyobraźni widzę i słyszę ten czas spokojności :), czego również życzę i innym.