Miesiąc: Listopad 2011

Kara śmierci, narkotyki,…

Posted on

Uwielbiam oglądać filmy, a te dobre to prawdziwa rozkosz, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jednak ostatnio patrzenie w szklane oko telewizorni może przerazić, odstręczyć od tego środka przekazu informacji. Co może tak przerazić? No cóż, trudno to ukryć – ale ogrom płycizny treści, zarówno pod kątem formy jak i treści jakimi jesteśmy ostatnio karmieni przez polityków, z każdej już strony sceny politycznej. Efektów też trudno nie przewidzieć.

Kara śmierci gdyby była tak cudowną metodą karania to już od dawna powinna zapewnić spokój i bezpieczeństwo całej ludzkości. To z resztą nie najważniejszy argument. Odebrać komuś życie jest technicznie bardzo łatwo, a dać życie? Co kiedy czyjaś kara śmierci nastąpiło jednak w wyniku błędów organów wymiaru sprawiedliwości? Zapewnie nie jedna osoba powie, że pozbawienie kogoś życia i pod kątem emocjonalnym i odczuwania nie jest problemem, ale trudno takie jednostki uznawać za dojrzałe. Jednak każdy człowiek zasługuje na godne traktowanie. Pozbawiony nadziei młody człowiek z gimnazjum, bez rodziców dających oparcie, wchłonięty przez macki przestępstwa, narkotyków, czy alkoholu również zasługuje na szacunek i wsparcie. Pewnie Ci, którzy wnioskują o przywrócenie kary śmierci z miłą chęcią włączyli by do repertuaru kar wydalenie ucznia ze szkoły. Są tacy, którzy terroryzują szkoły, klasy, nauczycieli i ich relegowanie wydaje się zupełnie czymś naturalnym. Tu jednak trzeba także wesprzeć takich ludzi, potrzebują tego. Brakuje w Polsce szkół, w których armia pedagogów i psychologów pracowała by nad takimi osobnikami by Ci w przyszłości nie zabili bo tak było łatwiej. To głęboki i poważny problem. Zawsze lepiej działać profilaktycznie niż mówić o karze śmierci. Mówimy o sprawiedliwości, bezpieczeństwie a niemal wszyscy razem ciężko pracujemy nad tym by młodzi czuli, że nie ponosi się odpowiedzialności za własne słowa i czyny. To jest to nad czym trzeba pracować. Proszę Szanownych Posłów, w tym Posłanki o zajęcie się naprawdę istotnymi problemami kraju (zdanie o charakterze retorycznym).

Nieustające albo nadużywanie i nadinterpretowanie słowa kościoła, w Polsce szczególnie tego katolickiego, a także szykanowanie, wręcz już atakowanie to objaw bardzo niebezpieczny, objaw stopniowego niszczenia określonych wartości. Wykorzystywane jest to, że chrześcijaństwo, katolicyzm jest tak elastyczny. Tu na pewno nie jeden z czytelników może i się obruszy – proszę spojrzeć na braci w wierze (Judaizm) i Islam – te dwie monoteistyczne religie udzielają wskazówek, ściśle regulują niemal każdy aspekt życia człowiek, jednoznacznie, bezapelacyjnie. Proszę to mieć na uwadze. Moja tolerancja polega na tym, że jeżeli ktoś jest np. ateistą to ja mogę sobie spokojnie o sferze odczuwania, emocji, a także wartości moralnych spokojnie porozmawiać. Jako ludzie mamy wolną wolę. Jedni wierzą, inni nie. Każdy z nas podejmuje wybory, w tej kwestii także. Jednak szykanowanie kogoś tylko dlatego, że wierzy, że kieruje się pewnymi wartościami jest zaprzeczeniem nawet tych „humanistycznych wartości moralnych”, które nota bene w obecnej formie i treści wywodzą się w kulturze europejskiej przede wszystkim z wartości chrześcijańskim z czasów średniowiecznych. Warto poświęcić trochę czasu na historię. Jednak każdy człowiek ma swoje prawa. Wierzący też nie mogą szykanować wierzących inaczej lub tych którzy deklarują się jako niewierzący. Można ewangelizować, ale i ta droga ma swoje zasady i ograniczenia.  Nie bronię kościoła postrzeganego jako instytucje, bronię i staję po stronie wartości, które sięgają tysiąclecia wgłąb zarówno naszej historii jak i człowieczeństwa. Ja mam szczęście, że osoby duchowne, z którymi się spotykam są wysokiej klasy zarówno obycia jak i wiedzy, a także reprezentowanych postaw i zachowań. Oczywiście są księżą tacy, którzy nie powinni nigdy nimi być, ale proszę mi wskazać jakikolwiek system, w którym wszystko jest idealne, a jego przedstawiciele optymalni idealnie. Nie ma? A ja mam wrażenie, że jest jeżeli podważa się kościół czy wiarę to chyba jednaj jest. Zadaję pytanie co lub kto wyznacza wartości moralne w ateiźmie? Grupa ludzi, jakaś księga, nie wiem, może coś jest. Prawda jest taka, że nie ma takiego silnego, ugruntowanego, jednolitego fundamentu. Kierowanie się tylko tym co najlepsze i najkorzystniejsze, ale z jakie perspektywy według jakich niezbywalnych kryteriów? To czy Bóg jest czy go nie ma to rozważania akademickie. Nie ma ani jednoznacznego dowodu za i przeciw. Zatem ja wybieram, a mam wolną wolę i takie prawo, wiarę i odpowiedzialność za własne słowa i czyny.

Nartkotyki, 3, 10 czy 100 gram – dla uzależnionego nie ma to znaczenia, zawsze będzie mało, zawsze w końcu trzeba będzie kombinować kolejne działki. Jednocześnie jednak zamykanie uzależnionych w więzieniach za posiadanie narkotyków jest dla mnie kompletnym bezsensem. Tych ludzi należy leczyć i resocjalizować i więzienie nie jest miejscem do tego skutecznym narzędziem. Handlarzy narkotyków natomiast należy karać z całą surowością.

Mimo tego, że wiele osób reprezentuje takie sami lub zbliżone poglądy mam wrażenie, że żyję w kraju, w którym nic nie jest takie jak trzeba. Zamyka się szkoły, ogranicza na nie fundusze. Jednocześnie mam wrażenie ogromnego marnotrawstwa funduszy publicznych. Walczy się, z krzyżem w sejmie. Ciągle nasuwa mi się pytanie, a co komu przeszkadza krzyż, bądź co bądź symbol wiary katolickiej, na której zbudowano fundamenty Polski? Jeżeli ktoś nie wierzy, wybrał ateizm to co takiej osobie przeszkadza krzyż. To mnie jako wierzącemu będzie go brakować. Czy ten problem na prawdę zasługuje na rangę jaką mu się przypisuje, podobnie jak wiele innych „tematów zastępczych”?

Telewizor mnie przeraził, ale internet też, te same twarze te same słowa, to samo niczym nie uzasadnione błądzenie między słupkami popularności. Wiadomo nie od dziś, że głupimi, ogłupionymi, źle wychowanymi i wyedukowanymi rządzi się łatwiej, ale trudno mi się oprzeć wrażeniu, że jako obywatel jest zbędny dla władz różnych szczebli…

Reklamy

Kurs obrany, kurs utrzymać

Posted on Updated on

Ostatnie dwa tygodnie, zaledwie dwa tygodnie pokazały mi moje własne miejsce. Stanowczo, lecz bez krzywdy, poczułem, że bycie zdrowszym z jednoczesnym przekonaniem o rozwoju samego siebie może iść w parze pod jednym, niezbywalnym i aksjomatycznym warunkiem – dbam o siebie, o to co jem, kiedy, ile pracuję, znajduję czas na wyciszenie. Inaczej efekt może być opłakany.

Wzmożone zaangażowanie w pracy, odbiło się na regularności i jakość posiłków, tzn. dieta zbyt monotonna, jadłem mniej, nieregularnie. Zbrakło czasu na wyciszenie, relaks, oderwanie się od problemów dnia codziennego. W konsekwencji problemy układu pokarmowego, migrenka, rozkojarzenie, zły nastrój, kłótliwość i odruchy aspołeczne. Dziś chyba w kulminacji, w rozsadzającym głowę bólu powiedziałem dość i wdrożyłem, na siłę na samym sobie techniki relaksacyjne. Poprawiło się. Porządnie zjadłem to co należy i kiedy trzeba.

Strach przed nawrotem ReA pomaga się zmotywować, ale chyba bardziej motywuje mnie potencjalna strata czasu w przypadku przegięcia i nawrotu. Wówczas kolejne miesiące czekania i zmagania się z sobą i choróbskiem.

Nie ma co, trzeba o siebie się zatroszczyć!

Wir wydarzeń

Posted on

Czasem zdarza się tak, że czy się chce, czy też nie ale staje człowiek przed koniecznością pozyskania dodatkowych środków finansowych. W tej sferze przezywam od roku swoiste turbulencje ilościowe. Leczenie kosztuje, może nie tyle ile inne kuracje na świecie, ale jednak jest odczuwalne. Zwolnienie tempa życia, skupienie się na doprowadzeniu samego siebie do jakiegoś porządku zdrowotnego wiąże się u mnie z wyjściem z nurtu dorabiania do rodzinnej kasy. No cóż, najpierw zdrowie, a nie powiem spowolnienie, czas na małe rzeczy to czas wspaniały.

Jednak tym razem wyboru nie miałem, a czułem się jak, patrzący na wir tornada, z pozycji bliskiej, a jednocześnie niezagrożonej. Patrzyłem sobie na ten wir świata, zarabiania, pędzenia do przodu, „wyścigu szczurów”. Musiałem choć z wierzchu zgarnąć nieco, fakt porządną pracą, lecz skutecznie. To jednak bardzo trudne, bo wir chwyta i chce zassać do środka, ponownie zniewolić. Mam nadzieję, że uda mi się nie wpaść całym sobą do środka wiru.

Reaktywne Zapalenie Stawów (ReA)

Posted on Updated on

Przeze mnie zwane „moim choróbskiem”. Według najnowszych badań mój stan może nie jest idealny, ale jest jak dla mnie rewelacyjny. OB czy białko CRP są fantastyczne, znaczy nie ma stanu zapalnego. Inne wskaźniki również fantastyczne. Kolejna kontrola i badania za 3 miesiące. Teraz podjęliśmy z moją doktórką decyzję o kolejnym etapie leczenia i zmniejszeniu dawki kolejnego leku. Oczywiście nadal utrzymuję dietę, która nie jest już dla mnie czymś niezwykłym, a wręcz przeciwnie to już normalna moja codzienna dieta 🙂 Rehabilitacja mam nadzieję, że wejdzie teraz w kolejny etap i zacznę powolny powrót do kondycji i pewnych możliwości mojej aktywności. Jednak wiem, że pośpiech nie jest wskazany, a zdrowie należy starannie pielęgnować.

Jak w żagle złapać spokój… w górach

Posted on Updated on

… a pojechać sobie w góry. 11 listopada wysiadłem z pociągu w Katowicach. Jesień z lekkim wiaterkiem omiatała mnie lekkim chłodkiem. Przede mną były 4 godziny czekania na przyjaciela i dalsza podróż. Święto Narodowe, jak ważne dla nas w Polsce, a jednocześnie ciekawy czas na obserwacje. Przechadzając się ulicami i uliczkami Katowic wędrowałem z niewidoczną ciszą i pustką. Ulice, które podejrzewam o gwar mnóstwa ludzi, tego dnia były wyludnione i opustoszałe, sklepy i inne miejsca uciech naszych portfeli zamknięte. Nie wszystkie i nie całkowicie, lecz wiele z nich tak wyglądało. To ciekawe doświadczenie.

Pod wieczór zajechaliśmy do schroniska Andrzejówki, gdzie już byli inni moi znajomi z pewnego górskiego forum. Wieczorne biesiadowanie, rozmowy, opowieści, wrażenia,… w końcu sen. Ta cisza, brak kocich futerek wpadających o 4:30 na mnie i wybudzających ze snu. Górskie wędrówki i spacery w spokoju i bez pośpiechu, tym razem zupełnie na spokojnie dały mi ten czas odprężenia. Szczególnie czułem się wyjątkowo kiedy w ciszy, pośród pożółkłych jesiennych traw siedzieliśmy w czwórkę na stoku i patrzyli na odległe pagórki pogrążone we mgle, oświetlonej zachodzącym Słońcem. Było cudnie… W ogóle pogoda był przecudna – błękitne niebo przez cały czas, prawie zero wiatru i chmur na niebie, gorące Słońce roztaczające ciepełko wokół nas. Jedynie to, że tym razem na naszym forumowym zlocie byłem sam bez rodziny był elemencikiem braku czegoś, ale i tak było fantastycznie. W dniu powrotu z przyjaciółmi wpadliśmy w Góry Sowie i podziwialiśmy widoki z wieży widokowej na Wielkiej Sowie.

To był ten czas odpoczynku, rozmów, bycia sobą w cudownym miejscu (Góry Kamienne i Sowie), a przede wszystkim bycia z ludźmi, tymi dobrymi, ze swoją bracią. Wówczas był czas na wszystko, jakże odmienny od tego, tu i teraz, pełnego pośpiechu, braku chwili spokoju i ciągłego pędzenia gdzieś. Kocham ten spokój i ciszę.

Kocham także samo podróżowanie… szczególnie to podróżowanie pociągiem, kiedy nie wiadomo kto będzie siedział obok. Tym razem w jedną stronę rozmawiałem z osobą zajmującą się planami wieloletnimi, a w drugą z nauczycielką języka polskiego w jednym z warszawskich liceów. Obie rozmowy były bardzo ciekawe, a pani nauczycielka ma koty, a więc polubiliśmy się od pierwszego zdania. Jak dobrze pamiętać takie rozmowy, pełne wzajemnego szacunku, zrozumienia, z nutą ciekawości. Choć sam przebieg i ich treści zanikają z upływem czasu to jednak to wrażenie, ta pamięć tamtych odczuć, tak pozytywnych, pozostają dłużej ciesząc mnie. To były dobre podróże…

Właśnie, a jak sobie poradziłem z moją dietą – no cóż w plecaku była rozmrożona mrożonka miksu wieloowocowego, mleko sojowe, banany, susz warzywny, a także mikser i szpinak w liściach. Z kuchni schroniska pożyczyłem garnek do przygotowywania sobie moich śniadań. Poprosiłem o ugotowanie mojej zupki z moich składników i też nie było problemu. Schronisko Andrzejówka serwuję poza tym i tak dobre, wręcz wyśmienite dania, sądząc co widziałem i co usłyszałem od spożywających przyjaciół i innych gości. Nadal muszę, a przede wszystkim chcę, doskonalić swoje wyjazdowe menu i kuchnię, ale widzę coraz w żywszych barwach inne moje wyjazdy…

Zwarcia neuronalne czyli…

Posted on

Likwidacja szkoły pokazuje jak może taki projekt wpłynąć na człowieka, a przecież pomimo pozorów zachowuję stoicki spokój w całej tej sprawie. Tak sądzi moja żona. W sumie niby tak jest bo jestem świadom zmian w życiu, ale forma tych zmian mało mi już odpowiada… bo znów się uruchomię…

W tym wszystkim jednak udało mi się spotkać ze znajomymi z pewnego górskiego forum, choć na zbyt krótko. Kameralnie w 6 w kameralnej herbaciarni na Bielanach. Oj jak było mi miło i przyjemnie tak pogawędzić. Niestety wydarzenia wokół SP79 i potrzeba wsparcia najbliższych i innych spowodowały, że tylko krótko mogłem się cieszyć tak wybornym towarzystwem 🙂 ale takie chwile są niesłychanie dla mnie ważne. Pozwalają na odciążenie zwojów w przestrzeni myśli, odprężenie, odpoczęcie… było jednym słowem super, lecz za krótko. Mam nadzieję, że nie ostatni raz…

Likwidacja szkoły cz.2

Posted on

Cały czas mnie gryzie. Może jestem nienormalny, głupi, niedzisiejszy, wariat? Niedługo zacznę się rozglądać czy mnie nie śledzą – sarkazm – bo w sumie to jest tak, że trudno nie sądzić, że społeczności, czy większe czy mniejsze, ich realne potrzeby są niczym, są nie ważne. Liczy się tylko sprawowanie władzy w imieniu „urzędu”. Trudno mi to pisać i mówić, ale aż ciężko mi nie sądzić, że społeczeństwo sobie, a władze samorządowe sobie. Każda z tych grup ma inne potrzeby, a że władza samorządowa jest dla społeczności jest jakby faktem nie istniejącym i to samo w sobie boli. Niby wszystko odbywa się zgodnie z literą prawa, ale zgodnie z tym władze samorządowe są jakby zwolnione z działań na rzecz społeczności. Nie ukrywam, że rachunek ekonomiczny, w przypadku tej szkoły, jest taki jaki jest i jako uzasadnienie do podjętych działań jest zrozumiały. Jednocześnie jednak podstawowym kryterium są potrzeby mieszkańców, wynikające i ukształtowane w przypadku SP79 przez istniejące uwarunkowania, w tym położenie. Ta szkoła jest specyficzna, o unikalnej atmosferze na tle innych szkół, bezpieczna – ale jak widać to co słuszne z punktu widzenia kształtowania i doskonalenia dzieci nie jest priorytetem. Najważniejsze są liczby w kolumnach i rzędach. Oczywiście najlepiej gdyby były zbilansowane, ale szkoły, przedszkola to nie firmy, choć warto by mogły i czasem tak działać. Zamiast likwidować SP79 należałoby podjąć działania przez m.st. Warszawę i Gminę Izabelin by poprawić rentowność tej szkoły. To jednak wymagało by pewnie zniesienia obecnego porządku prawno-organizacyjnego szkół publicznych w Warszawie, który bardziej jawi mi się jako struktura centralnego zarządzania, kompletnie odstająca od współczesnych modeli samorządowych i w ogóle sprzeczna z zasadami gdzie społeczność stanowi podmiot, a nie przedmiot. Z resztą co tu dużo mówić, likwidacja gmin i powołanie dzielnic w Warszawie bardziej przypomina centralizację niż działania prospołeczne. Efekty widać, coraz większy rozdział między mieszkańcami a „władzami”. Publicznie żartuje się z określenia „burmistrz” dzielnicy bo burmistrz to ktoś kto podejmuje decyzje i może je podejmować. Nie mam personalnych pretensji ale wszystko razem powoduje, że potrzeby społeczności lokalnych wydają się być wyraźnie pomijane przez tych, których niby sami wybieramy, przez tych którzy mają nam służyć. Wszystko ma swój początek i koniec, także szkoły, ale czy to wszystko musi działać, tak że największe problemy mają ci, którzy powinni je mieć najmniejsze – dzieci?

Władze samorządowe działają zgodnie z literą prawa, ale już nie pierwszy raz jakby w ukryciu, nawet przed Radnymi. Bywam w urzędzie, rozmawiam z tam pracującymi i z jednej strony naprawdę trudno mi przypisywać złe intencje, wręcz przeciwnie. Z drugiej zaś strony jak mam interpretować takie działania jak wprowadzania projektu likwidacji szkoły? Fakt, to dopiero projekt, ale w zestawieniu z tempem obecnych prac bardzo mi trudno odszukać w tym wszystkim by mój syn i dzieci innych Rodziców były tu traktowane jako podmiot. Przepraszam, występują jako liczby.

Nie uciekam od zmian, ale chciałbym by ich skutki nie były odczuwane negatywnie. Zmiana szkoły w VI klasie, przed testem to w przypadku uczniów SP79 to nie tylko zmiana budynku i znanych już nauczycieli to zmiana środowiska. Nowi koledzy i koleżanki, liczne klasy. Czy się odnajdą? Czy uniknie się problemów adaptacyjnych, szczególnie w klasie z tak ważnym testem?  Dlatego mi brakuje tu współpracy ze społecznością lokalną. Spotkania Rodziców z nowymi nauczycielami, nawet wycieczka dzieciaków do nowej szkoły, te wszystkie różna działania mające na celu łatwiejsze przejście i asymilacje z nowym miejscem, uwarunkowaniami. Chciałbym by tego nie zabrakło. Jeżeli udało by się uchronić SP79 przed likwidacja to trzeba bardzo intensywnie pracować nad wsparciem jej funkcjonowania, a dotychczasowe doświadczenie wskazuje, że faktyczne zaangażowanie Rodziców jest co najmniej znikome. Takie typowe polskie podejście 😦

Cały czas wierzę, że takie szkoły jak SP79 mogą działać dalej – tylko trzeba podjąć działania mające na celu wsparcie ich funkcjonowania. W przypadku SP79 może oddział przedszkolny, gimnazjalny, współpraca z uczelnią prywatną, szkołą prywatną. Oczywiście są uwarunkowania takich działań i najpierw trzeba przeanalizować takie, solidnie. Wówczas można prowadzić uzgodnienia społeczne, a tak społeczność okazuje się nieważna. Urzędy jednostek samorządowych musiałby zatrudniać osoby, którym się chce, które czują misję i jej potrzebę, działają kreatywnie. Niestety odczucia społeczne są inne, bo jakie można mieć jak się pomija mieszkańców? Wyraźnie tu podkreślę, że nie mam personalnych zastrzeżeń do urzędników, bo oni też działają w określonych uwarunkowaniach, które nie oszukujmy się raczej zniechęcają do inicjatywy niż zachęcają. Efektem jest często wzajemne niezrozumienie. Czy tak ma być? Czy nie można współpracować i wspólnie dążyć do kompromisów? Ja wierzę, że można, ale już od lat nie czuję się jako obywatel jako podmiot i to jest przykre. Nie twierdzę, że wszystko wokół mnie powinno być takie jak ja chcę bo życie to kompromisy i nie jeden raz trzeba ustępować by wspólnota, społeczność odniosła większą korzyść.

Projekt w sprawie SP79 nie jest jedynym projektem w zakresie przedszkoli i szkół. Planowane są zmiany i to znaczące, być może nie tylko na terenie dzielnicy Bielany, być może w całej Warszawie. Oszczędności i zmiany. Jedne zapewne okażą się korzystne dla społeczności, inne nie. Zmiany trwają bez zmian, raz szybciej, raz wolniej, ale świat zmienia się każdej minuty. To nie podlega dyskusji, ale cały czas wierzę, że działania dotyczące całych społeczności, tych malutkich, i tych większych powinny realizować priorytet porozumienia społecznego, nie zaś jawić się jak wypełnianie rozkazów. Według mnie nie tędy droga. Rozkazy wypełniamy w sytuacjach kryzysowych.

Niestety odczucia w społeczności lokalnej oscylują także wokół „spiskowych teorii dziejów” – według mnie dlatego, że pomija się nas obywateli w rządzeniu nami, naszym miejscem. Nie dziwmy się, że popularne są opinie o tym, że już jest „kontrahent” na teren szkoły i sam budynek. Ludzie pomijani i pozostawieni w sumie bez skutecznej opieki przez tych, których sami wybierają cóż mają sobie myśleć… Z drugiej zaś strony społeczności jednoczą się w obliczu „kataklizmu”, lub wydarzeń, które za takie są uznawane. Poza tym w zasadzie i w większości zachowują się tak, że ich własne miejsce zamieszkania, sąsiedzi dalsi i bliżsi jawią się jako coś nie ważnego…

Nie ważne, co myślimy, jakie mamy intencje, jakie okazujemy postawy, lecz dopiero czyny potwierdzą nasze słowa, nie one same. Dopiero wszystko to razem określa nas samych…