Bielany

Z tygodnia na tydzień

Posted on Updated on

Z tygodnia na tydzień to… tak miało być o moim nowym, eksperymentalnym cyklu na moim kanale na YouTube ale jakoś będzie nieco jeszcze o czymś.

z_tygodnia_02.jpg

Sam pomysł chodził w moich myślach od początku podjęcia solidniejszej pracy nad kanałem na YouTube. Byłem, jestem i będę twórcą, który uwielbia pracę z obrazem i dźwiękiem.

Dla mnie szczególnie „Z tygodnia na tydzień” będzie cyklem bardzo ważnym. Po pierwsze wyzwaniem jest założona konkretna cykliczność, która polega na emisji filmu w każdy poniedziałek między 6-8 najlepiej, najdalej do 8 rano.

Po drugie podjęcie tego cyklu wymaga ode mnie pracy nad doborem tematów z tygodnia, obserwacji tego co jest ważne ale przede wszystkim wyszukiwania czegoś dobrego. Tak, ma być coś z energią i radością. Jestem według niektórych mistrzem w tematach refleksyjnych, nostalgicznych, smutnych… a życie to jednak coś związanego ze Słońcem, jego ciepłem i radością.

Dla słuchaczy i widzów ma to być coś na lepszy początek nowego tygodnia.

Pierwszy odcinek zrealizowałem na przysłowiowego wariata, a więc, jak to ja, jestem prawie zadowolony. Dostępny jest też w ramach Soundcloud: Z tygodnia na tydzień #1

Po trzecie, a w zasadzie powinno to być miejscu 00 to motywacja do pracy nad własną ekspresją i swoistym swobodniejszym stylem, który dostrzegą może inni. Bo ja czasem jestem duszą towarzystwa ale bardzo, ale to bardzo rzadko 😉

Może „Z tygodnia na tydzień” okaże się w jakiejś swojej części kroniką, lepszą od vloga, a może inną, ważną również jakoś dla innych? Byłoby fajnie, ale to wymaga doskonalenia samego mnie 🙂

Po trzecie o to chodzi o pracę nad sobą, która nie tylko daje mi frajdę tworzenia ale kształtuje i doskonali moje umiejętności.

Dla mnie kanał na YouTube z jednej strony był nieosiągalnym celem, a z drugiej naturalną drogą samorozwoju. Nieosiągalny cel bo wstyd, bo niska samoocena, bo przekonanie, że nie umiem i nie powinienem. Pokonanie własnych lęków, ograniczeń to prawdziwe zwycięstwa jakich dokonujemy. Jest to cholernie trudne ale nie jest niemożliwe. Warto, po trzykroć warto.

U mnie to się zmieniło, a w zasadzie miało początek kiedy to moi nauczyciele od wokalu w Music School dla takich jak ja 😉 powiedzieli, coś w tym stylu:

Co Pan mi tu… pamięć rytmu jest i pamięć dźwięku jest a reszta to tylko wyćwiczenie mięśni…

Niektórym miesiąc zajmuje to co Panu udaje się na pierwszej lekcji (flet poprzeczny).

Nagle okazało się, że przełączyły się te źle nastawione przełączniki w moich myślach i mogę śpiewać i mogę nauczyć się grać na flecie poprzecznym, a w każdym razie mam predyspozycje.

Dlaczego flet poprzeczny? Bo masowo ludziska uczą się gry na gitarze, a ja jak zwykle troszkę po swojemu. Moje samospełniające się przekonania przestały się sprawdzać. To niełatwy proces zmian siebie samego, a dokładnie swojego podejścia do świata, bo jesteśmy jacy jesteśmy i inni już nie będziemy, tak z punktu widzenia leżenia naszych fundamentów ale możemy starać się zmieniać nasze myśli, wierzyć bardziej we własne siły itd.

Mam nadzieję, że uda mnie się ten eksperyment „Z tygodnia na tydzień” albo się skończy się szybko. Kiedy pisałem ten tekst wpadło mi kilka ciekawych kwestii właśnie do kolejnego odcinka. Do zobaczenia i usłyszenia.

Odcinek dostępny także do posłuchania: Z tygodnia na tydzień #1

 

Reklamy

Zima, zima, zima…

Posted on

Ta prawdziwa ze śniegiem jest taka cicha. Śnieg tłumi odgłosy ulicy, a w pobliskiej Puszczy Kampinoskiej słabiej słychać te automobile. Wówczas jest pięknie, cudownie, miło zarówno wizualnie jak i uczuciowo. Lubię wówczas wędrować w samotności, oddając się wewnętrznym rozmyślaniom. Czasem wybieram rzadko uczęszczane szlaki i miejsca. Obcowanie z przyrodą, cisza wokół jakże koją wszelakie zmysły. Można wówczas łatwiej dostrzec siebie samego…

Początek roku szkolnego

Posted on

Szkoła Podstawowa Nr 79 im. Zygmunta Sokołowskiego już nie istnieje. Co prawda w jej miejsce funkcjonuje szkoła filialna Szkoły Podstawowej Nr 273 ale już pierwszy dzień kolejnego roku szkolnego 2012/13 przyniósł pewne przykrości. Jakby znów gdzieś zaginęła empatia ze strony władz. Podczas uroczystości inauguracji nowego roku szkolnego pod nowym szyldem oddano kombatantom sztandar SP79. Nie ma co ukrywać to była także swoista uroczystość pożegnania. Szkoda tylko, że najbardziej zainteresowani, w tym także przedstawiciele, może i nie formalnej, poprzedniej Rady Rodziców nie zostali poinformowani, skutecznie o takim wydźwięku uroczystości. Z tego co wiem była inicjatywa urządzenia skromnej izby pamięci w bibliotece szkoły o patronie SP79. Dlaczego znów odbieram taką organizację jako uporczywe ignorowanie najbardziej zainteresowanych, w tym emocjonalnie związanych z SP79. Choć budynek ten sam to szkoła już nie ta sama. Zmiany czy chcemy, czy nie nadchodzą. Samej idei przekazania sztandaru kombatantom trudno nazwać złą, a może jest najlepsza ze wszystkich możliwych. Kto to wie?!? Natomiast forma była i jest przykra dla nie jednej osoby.

Inną informacją o negatywnym wydźwięku jest fakt „rozebrania” obecnego boiska przy szkole… i jego najprawdopodobniej nie odbudowaniu!!! Ciekawe jak mają ćwiczyć dzieciaki na wiosnę?!? Ja rozumiem wiele rzeczy, przyjmuję do wiadomości paranoje przeczące zdrowej logice, ale dlaczego dzieciaki znów mają obrywać i to właśnie w tak ważnym aspekcie ich wychowania.

Więcej komentować nie będę bo się ino uruchomię…, bo brakuje mi słów…

Szkoła Podstawowa Nr 79 i już po…

Posted on Updated on

… posiedzeniach komisji, rad dzielnic i miasta. Kilka wpisów poświęciłem kwestii likwidacji tej szkoły, Szkoły Podstawowej Nr 79, do której uczęszcza mój syn, a która z dniem 31 sierpnia tego roku po ponad 90 latach istnienia zakończy swoje istnienie. W zamian w tym samym budynku, pewnie przy zrestrukturyzowanym zatrudnieniu, ma być filia innej szkoły. Konia z rzędem temu kto jest w stanie zgłębić logikę działań w zakresie tej szkoły. W sumie, jak podają media, w Warszawie likwidacji ma być poddanych w sumie 16 jednostek o charakterze oświatowym. Zapewne część z nich absolutnie zasadnie.  W niejednym przypadku my jako mieszkańcy i obywatele  nie jesteśmy w stanie pojąć logiki rozumowania i to pomimo prób wyjaśnień ze strony władz dzielnicy i Warszawy.

Chciałbym by publiczna szkoła podstawowa istniała tu w tym miejscu, w miejscu Szkoły Podstawowej Nr 79, jeszcze długie lata. Dlaczego? Bo pomimo czytania ze zrozumieniem, słuchania ze zrozumieniem, nadal w pełni jestem przekonany o argumentacji za utrzymaniem tej szkoły w tym miejscu.  Trudno mi uwierzyć w kolosalne oszczędności finansowe, a przy najmniej takie, które by jakkolwiek uzasadniały podjęcie takich a nie innych wniosków i projektów uchwał. Bardziej znaczące wydaje się, że likwidacja Szkoły Podstawowej Nr 79 to także umniejszenie znaczenia „małych ojczyzn”, wychowania w duchu społeczności lokalnych. Szkoła Podstawowa Nr 79 jeszcze jest silnie związana z pobliskimi społecznościami choćby z racji swojej historii. Mam nadzieję, że filia, że w sumie szkoła będzie tu nadal za 10 i kolejne 20 lat, bo jest tu szkoła po prostu potrzebna.

Zamiana na filię jest traktowana przez mieszkańców jedynie jako odroczenie nieuniknionej ostatecznej likwidacji. Z mojej perspektywy mój syn w kolejnym roku szkolnym, zapewne, będzie uczęszczał do VI klasy, a więc klasy, która ma niemałe znaczenie. Wszelkie zmiany, w tym potencjalne zmiany w kadrze pedagogicznej mogą negatywnie odbić się na wynikach testów i możliwościach w wyborze gimnazjum, kolejnego, jakże trudnego, etapu edukacyjnego. Bo testy szóstoklasisty mogą być sukcesem dla ucznia jedynie przy współpracy rodziców i pedagogów.

Wydaje się, że znany cytat, umieszczony na tablicach w budynku Politechniki Warszawskiej został zapomniany przez Radnych Dzielnicy i Radnych Warszawy. Być może prawdziwym dnem problemu jest nie to, że szkoła zniknie z mapy oświatowej, lecz to w jaki sposób odgrywana jest samorządność w Warszawie. Przy całej dozie dobrej woli wielu mieszkańcom trudno odnieść inne wrażenie niż lekceważenia nas, umniejszania naszej roli, marginalizowania, pomijania w kształtowaniu naszego miasta, naszych społeczności lokalnych. Wielokrotnie słyszałem słowa typu „farsa”, „teatr”… To przykre jak po dobrym przyjrzeniu się widać, że pod fasadą pozorów w zasadzie nie można dostrzec objawów samorządności. Do typowego arsenału zachowania przedstawicieli władz dzielnic, radnych podczas spotkania z mieszkańcami, czy nawet podczas sesji Rady Miasta, należy odbieranie telefonów komórkowych, serfowanie po internecie, wychodzenie,… czyli kompletne lekceważenie merytoryczne spotkań i posiedzeń. Takie podejście, uwzględniając szeroko pojmowaną kompetencyjność przy tak wielu problematykach, nie przeszkadza w głosowaniu. Obecni mogą odnieść wrażenie, że nie mają żadnego znaczenia wystąpienia, argumentacje. Właściwa agenda przyznaje się, że zna problem tej szkoły, kwestie niskiego poziomu i tu… bo jak się zestawi wyniki testów szóstoklasistów z 2011 to średnia tej szkoły jest względem całych Bielan powyżej niż poniżej. Bo w Polsce ważny jest wynik testów szóstoklasistów, choć są one z założenia w zasadzie niemiarodajne bo nie ma żadnej konieczności ich zaliczenia, zatem dużo zależy od samej motywacji ucznia już w samym rodzinnym domu.  Nie będę tego komentował bo i też nie o to chodzi.

Według mnie rolą władz dzielnicy, Radnych dzielnicy jest „kreowanie” tejże dzielnicy wespół z jej mieszkańcami, a nie z przeciwnej strony. Tego typu zawieruchy nie służą ani mieszkańcom, ani władzom dzielnicy. Wzajemne relacje trudno nazwać poprawnymi. Są takie jakie są. Wzajemne zaufanie jest chyba tragicznie niskie. Trudno w ogóle mówić o zaufaniu jeżeli podczas posiedzeń komisji i sesji rady dzielnicy w pogotowiu jest policja i straż miejska. Czy tak to powinno być? Oczywiście emocje bywają niewłaściwym doradcą i też trzeba przeciwko temu działać profilaktycznie. Mimo tego wielu mieszkańców czuje się ogromnie rozżalonymi takim traktowaniem, takimi podejrzeniami, w sumie także poniżeniem.

Jako mieszkaniec i obywatel chciałbym być partnerem dla władz samorządowych, czego życzę wszystkim, zarówno mieszkańcom jak i przedstawicielom władz dzielnicy bo nie chciałbym uczestniczyć w spotkaniach gdzie obie strony wydają się być wrogami, bo to nie tędy droga i zapewne dla żadnej ze stron nie jest miła.

Szkoła Podstawowa Nr 79 w Warszawie zlikwidowana

Posted on

Tytuł może nieco na wyrost, lecz prawda jest taka, że wczoraj wieczorem Rada Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy głosami radnych z klubu PO oraz częściowo SLD przyjęła uchwałę likwidującą Szkołę Podstawową Nr 79 z dniem 31 sierpnia 2012 r. Zmianie uległy granice obwodów co w konsekwencji ma doprowadzić do tego, że na jej miejsce będzie działać filia innej szkoły podstawowej z terenu Bielan. Tak gwoli nieco szerszych wyjaśnień.

Na zdjęciu powyżej mieszkańcy, rodzice, radni. Dziś patrzę na ten przykry finał mojej, naszej Szkoły i postrzegam to co kiedyś było przez wielu bagatelizowane. Począwszy od likwidacji gmin i przemianę ich w dzielnice o nikłej mocy kompetencyjnej, przez zmiany obwodów szkolnych i tym samym ograniczenie obwodu Szkoły Podstawowej Nr 79, brak skuteczności współpracy dwóch najbardziej zainteresowanych jednostek samorządowych, niepodejmowanie przez właściwe władze samorządowe działań na czas doprowadziło nas do miejsca w czasie i przestrzeni, w którym właśnie jesteśmy.

Przedstawiciele Rodziców i wiele innych osób zaangażowało się w ratowanie szkoły. Od początku przyjęto kierunek przede wszystkim kompetencji, zdrowego rozsądku, prawa, pozyskiwania funduszy. Opracowano plany bazując nie tylko na własnych przemyśleniach, ale przede wszystkim na analizach ekonomicznych, które leżały niby u podstaw projektu uchwały Zarządu Dzielnicy Bielany, a także analizach prawnych, studiach przypadków, istniejących rozwiązaniach na terenie całego kraju. Pozyskano strategicznego sponsora, który postanowił znacząco wspierać szkołę. Warunkiem jednak było to, że szkoła nie będzie zlikwidowana. Ogrom pracy i jej jakość okazały się nie mieć żadnej wartości.

Słuchając przedstawicieli władz samorządowych trudno ulec wrażeniu, że zapoznali się z dostarczanymi dla nich materiałami od „grupy zaangażowanych”. Trudno wręcz odrzucić wrażenie, że społeczności lokalne zostały zmarginalizowane, zepchnięte w niebyt. Od taka prawdziwsza twarz samorządności w Warszawie. Najbardziej obrazoburcze jest to jak mieszkańcy są traktowani! Zaprezentowana kultura obycia ze strony przedstawicieli ludu, przez ten lud jest odbierana jak brak jakiejkolwiek kultury i umiejętności interpersonalnych. Wielu czuje się jak podwładni, a nie jak mieszkańcy. Trudno mi sobie wyobrazić by ktokolwiek z władz samorządowych chciał czegoś takiego. Jednak tak to jest odbierane i gdyby to było tylko moje wrażenie to bym milczał. Mam takie wrażenie i cały czas staram się je zniwelować, obalić, lecz nie mogę doszukać się żadnych argumentów, szczególnie poznając opinie innych.

Co raz w autobusie, na ulicy, w sklepie słychać teorie i opinie mieszkańców. Trudno mnie im się dziwić. Teorie są różne, włącznie z tym, że są siły zainteresowane terenem szkoły, a może i samym budynkiem i że to wszystko od dawna było ukartowane. Trudno mi to traktować na poważnie, a dlatego, że wierzę niezmiennie w konkretne dowody. Jednak to co widzę sam, to co słyszę sam, to co dowiaduję się od innych niestety powoduje, że nie mogę dopatrzeć się dobrych intencji ze strony władz samorządowych. Jest mi przykro i to bardzo. Ze Szkołą Podstawową nr 79 jestem związany emocjonalnie, nie jako uczeń, lecz w tej szkole jakiś czas prowadziłem informatykę, drużynę harcerską, szczep harcerski, a do tej szkoły nadal uczęszcza mój syn.

Nie mam wątpliwości, że jakiekolwiek niejasności, brak jasnego, pełnego przekazu informacji, szczególnie na styku władza-mieszkańcy prowadzi do powstawania plotek, insynuacji, pomówień, wrogości, pogrzebania zaufania. Wówczas to co najważniejsze ginie w chaosie. Z mojej perspektywy jako mieszkańca nie są ważne dyscypliny klubowe nad głosowaniem, bo mnie interesują głosy poszczególnych Radnych, którzy postanowili pełnić tę służbę i pobierać za to wynagrodzenie. Postanowili być Radnymi, postanowili służyć mieszkańcom, lecz jak widać stanowią bardzo dobry przykład postaw i zachowań – postawa to jedno, lecz zgodnie z podejściem psychologicznym postawa nie ma takiego wpływu na zachowanie (jak podniosę rękę) jak w kierunku odwrotnym.  W przypadku jednego z klubów została złamana dyscyplina, w drugim nie złamał jej nikt. Czy na poziomie nawet samorządności mamy do czynienia z dyktatem partii politycznych? Jeżeli ktokolwiek z radnych podniósł rękę niezgodnie z własnym zdaniem, nie mówiąc o sumieniu, to jakim kryteriami się kierował – osobistymi – albo korzyściami, albo własnymi uwarunkowaniami.  Rozumiem i akceptuję uwarunkowania czysto ludzkie, lecz od Radnych oczekuję zachowań godnych wysokiego poziomu, stylu i zasługującego na ogromne zaufanie.

Nie ulega wątpliwości, że w budżecie Dzielnicy Bielany brakuje około 7.000.000,00 złotych dla oświaty i trzeba znaleźć oszczędności. Jednak od tych osób, które pełnią funkcje burmistrzów, kierowników wydziałów, Radnych oczekuję określonego przygotowania i kompetencji – planowania długoterminowego, a nie osiągania efektów krótkoterminowych. Uzyskane oszczędności poprzez likwidację Szkoły Podstawowej Nr 79 nie są tak duże by traktować je jako sukces, szczególnie w obliczu możliwości wypracowanych w ostatnim czasie. Według planów deweloperskich w okolicy mają powstawać kolejne osiedla! Budowana jest niepubliczna szkoła podstawowa. Może plany grupy zaangażowanej na rzecz szkoły nie przyniosły by spełnienia stawianych celów, może by zostały zweryfikowane w ciągu roku, dwóch. Jednak o tym raczej się już nie przekonamy. Przegłosowana uchwała daje wyłącznie efekt w krótkiej perspektywie. Poszukiwane są oszczędności, a media donoszą o niejasnych wydatkach Ratusza Miejskiego na kwotę 31.000.000,00 złotych, organizowaniu sylwestra za około 3.500.000,00 złotych. Zapewne poniesione wydatki w jakiejś mierze są uzasadnione, a już na pewno nie sprzeciwiam się przedsięwzięciom kulturalnym i zabawie w sylwestra. Jednak mieszkańcy mają prawo oczekiwać bardziej racjonalnych działań, szczególnie w czasie trudności ekonomicznych.  Szkoły działają przez cały rok, w wakacje też.

Jest mi przykro jak zostałem ja i wielu moich sąsiadów potraktowanych. Utrata zaufania, utrata głosów, zaprzepaszczone resztki zaufania. Z mojego punktu widzenia piłeczka jest po stronie władz samorządowych. To one teraz powinny zabiegać, wspierać nas mieszkańców, tylko czy po tym wszystkim jest to możliwe? Możliwe jest, ale to już zupełnie inna droga, długa, kręta.  Ja przeżyłem kolejną lekcję życia…

Likwidacja szkoły cz.2

Posted on

Cały czas mnie gryzie. Może jestem nienormalny, głupi, niedzisiejszy, wariat? Niedługo zacznę się rozglądać czy mnie nie śledzą – sarkazm – bo w sumie to jest tak, że trudno nie sądzić, że społeczności, czy większe czy mniejsze, ich realne potrzeby są niczym, są nie ważne. Liczy się tylko sprawowanie władzy w imieniu „urzędu”. Trudno mi to pisać i mówić, ale aż ciężko mi nie sądzić, że społeczeństwo sobie, a władze samorządowe sobie. Każda z tych grup ma inne potrzeby, a że władza samorządowa jest dla społeczności jest jakby faktem nie istniejącym i to samo w sobie boli. Niby wszystko odbywa się zgodnie z literą prawa, ale zgodnie z tym władze samorządowe są jakby zwolnione z działań na rzecz społeczności. Nie ukrywam, że rachunek ekonomiczny, w przypadku tej szkoły, jest taki jaki jest i jako uzasadnienie do podjętych działań jest zrozumiały. Jednocześnie jednak podstawowym kryterium są potrzeby mieszkańców, wynikające i ukształtowane w przypadku SP79 przez istniejące uwarunkowania, w tym położenie. Ta szkoła jest specyficzna, o unikalnej atmosferze na tle innych szkół, bezpieczna – ale jak widać to co słuszne z punktu widzenia kształtowania i doskonalenia dzieci nie jest priorytetem. Najważniejsze są liczby w kolumnach i rzędach. Oczywiście najlepiej gdyby były zbilansowane, ale szkoły, przedszkola to nie firmy, choć warto by mogły i czasem tak działać. Zamiast likwidować SP79 należałoby podjąć działania przez m.st. Warszawę i Gminę Izabelin by poprawić rentowność tej szkoły. To jednak wymagało by pewnie zniesienia obecnego porządku prawno-organizacyjnego szkół publicznych w Warszawie, który bardziej jawi mi się jako struktura centralnego zarządzania, kompletnie odstająca od współczesnych modeli samorządowych i w ogóle sprzeczna z zasadami gdzie społeczność stanowi podmiot, a nie przedmiot. Z resztą co tu dużo mówić, likwidacja gmin i powołanie dzielnic w Warszawie bardziej przypomina centralizację niż działania prospołeczne. Efekty widać, coraz większy rozdział między mieszkańcami a „władzami”. Publicznie żartuje się z określenia „burmistrz” dzielnicy bo burmistrz to ktoś kto podejmuje decyzje i może je podejmować. Nie mam personalnych pretensji ale wszystko razem powoduje, że potrzeby społeczności lokalnych wydają się być wyraźnie pomijane przez tych, których niby sami wybieramy, przez tych którzy mają nam służyć. Wszystko ma swój początek i koniec, także szkoły, ale czy to wszystko musi działać, tak że największe problemy mają ci, którzy powinni je mieć najmniejsze – dzieci?

Władze samorządowe działają zgodnie z literą prawa, ale już nie pierwszy raz jakby w ukryciu, nawet przed Radnymi. Bywam w urzędzie, rozmawiam z tam pracującymi i z jednej strony naprawdę trudno mi przypisywać złe intencje, wręcz przeciwnie. Z drugiej zaś strony jak mam interpretować takie działania jak wprowadzania projektu likwidacji szkoły? Fakt, to dopiero projekt, ale w zestawieniu z tempem obecnych prac bardzo mi trudno odszukać w tym wszystkim by mój syn i dzieci innych Rodziców były tu traktowane jako podmiot. Przepraszam, występują jako liczby.

Nie uciekam od zmian, ale chciałbym by ich skutki nie były odczuwane negatywnie. Zmiana szkoły w VI klasie, przed testem to w przypadku uczniów SP79 to nie tylko zmiana budynku i znanych już nauczycieli to zmiana środowiska. Nowi koledzy i koleżanki, liczne klasy. Czy się odnajdą? Czy uniknie się problemów adaptacyjnych, szczególnie w klasie z tak ważnym testem?  Dlatego mi brakuje tu współpracy ze społecznością lokalną. Spotkania Rodziców z nowymi nauczycielami, nawet wycieczka dzieciaków do nowej szkoły, te wszystkie różna działania mające na celu łatwiejsze przejście i asymilacje z nowym miejscem, uwarunkowaniami. Chciałbym by tego nie zabrakło. Jeżeli udało by się uchronić SP79 przed likwidacja to trzeba bardzo intensywnie pracować nad wsparciem jej funkcjonowania, a dotychczasowe doświadczenie wskazuje, że faktyczne zaangażowanie Rodziców jest co najmniej znikome. Takie typowe polskie podejście 😦

Cały czas wierzę, że takie szkoły jak SP79 mogą działać dalej – tylko trzeba podjąć działania mające na celu wsparcie ich funkcjonowania. W przypadku SP79 może oddział przedszkolny, gimnazjalny, współpraca z uczelnią prywatną, szkołą prywatną. Oczywiście są uwarunkowania takich działań i najpierw trzeba przeanalizować takie, solidnie. Wówczas można prowadzić uzgodnienia społeczne, a tak społeczność okazuje się nieważna. Urzędy jednostek samorządowych musiałby zatrudniać osoby, którym się chce, które czują misję i jej potrzebę, działają kreatywnie. Niestety odczucia społeczne są inne, bo jakie można mieć jak się pomija mieszkańców? Wyraźnie tu podkreślę, że nie mam personalnych zastrzeżeń do urzędników, bo oni też działają w określonych uwarunkowaniach, które nie oszukujmy się raczej zniechęcają do inicjatywy niż zachęcają. Efektem jest często wzajemne niezrozumienie. Czy tak ma być? Czy nie można współpracować i wspólnie dążyć do kompromisów? Ja wierzę, że można, ale już od lat nie czuję się jako obywatel jako podmiot i to jest przykre. Nie twierdzę, że wszystko wokół mnie powinno być takie jak ja chcę bo życie to kompromisy i nie jeden raz trzeba ustępować by wspólnota, społeczność odniosła większą korzyść.

Projekt w sprawie SP79 nie jest jedynym projektem w zakresie przedszkoli i szkół. Planowane są zmiany i to znaczące, być może nie tylko na terenie dzielnicy Bielany, być może w całej Warszawie. Oszczędności i zmiany. Jedne zapewne okażą się korzystne dla społeczności, inne nie. Zmiany trwają bez zmian, raz szybciej, raz wolniej, ale świat zmienia się każdej minuty. To nie podlega dyskusji, ale cały czas wierzę, że działania dotyczące całych społeczności, tych malutkich, i tych większych powinny realizować priorytet porozumienia społecznego, nie zaś jawić się jak wypełnianie rozkazów. Według mnie nie tędy droga. Rozkazy wypełniamy w sytuacjach kryzysowych.

Niestety odczucia w społeczności lokalnej oscylują także wokół „spiskowych teorii dziejów” – według mnie dlatego, że pomija się nas obywateli w rządzeniu nami, naszym miejscem. Nie dziwmy się, że popularne są opinie o tym, że już jest „kontrahent” na teren szkoły i sam budynek. Ludzie pomijani i pozostawieni w sumie bez skutecznej opieki przez tych, których sami wybierają cóż mają sobie myśleć… Z drugiej zaś strony społeczności jednoczą się w obliczu „kataklizmu”, lub wydarzeń, które za takie są uznawane. Poza tym w zasadzie i w większości zachowują się tak, że ich własne miejsce zamieszkania, sąsiedzi dalsi i bliżsi jawią się jako coś nie ważnego…

Nie ważne, co myślimy, jakie mamy intencje, jakie okazujemy postawy, lecz dopiero czyny potwierdzą nasze słowa, nie one same. Dopiero wszystko to razem określa nas samych…

Likwidacja szkoły

Posted on Updated on

Świat pędzi i wydaje się w tym akurat być kompletnie niezmiennym, aż tu nagle informacja. Najpierw plotka, pojedyncze zdania rzucane w przestrzeń społeczną, na tyle nie akcentowane, że niewzbudzające niepokoju. Dziś już wiem, ba nawet mam projekt uchwały Zarządu Dzielnicy Bielany, w której mieszkam. Z końcem bieżącego roku szkolnego ma być zamknięta Szkoła Podstawowa Nr 79 im. Zygmunta Sokołowskiego na warszawskich Bielanach. Wygląda na to, że mój syn szóstą klasę przeżyje w innej szkole… samo to wzbudza mój niepokój.

Argumenty ekonomiczne wydają się być silnie uzasadnione i trudno powiedzieć, że taki projekt nie ma sensu, ale… to nieszczęsne dla jednych, a zbawienne dla innych ale… czy w przypadku szkół rachunek ekonomiczny jest kluczowy? Nawet jeżeli jest wystarczająco zasadny to czy szkołę należy zamykać od tak, jednym cięciem. Mówię sobie, że wszystko ma swój początek i koniec, szkoły powstają i kończą swoją działalność, to naturalny ciąg wydarzeń. Szkoda wieloletniej historii tej szkoły, o budynku co najmniej klimatycznym, posiadającym swój urok. Spadzisty dach, charakterystyczna architektura. Atmosfera szkoły nie jest bez znaczenia. Szkoła nie jest duża, oddziałów czyli klas mało i mało licznych (np. 17 uczniów). Można poczuc się wręcz rodzinnie. Nie ma patologii, używek.  Nagle ci uczniowie mają być przeniesieni, niby całymi klasami, ale jednak do inne szkoły odległej o dużo więcej kilometrów niż teraz, co oznacza znacznie wydłużony dojazd i powrót. To będzie dla nich inne i nowe środowisko. Czy się zaaklimatyzują, przystosują, także do liczniejszych klas, gdzie automatycznie spada jakość oddziaływania na pojedynczego ucznia. Dziś na piechotę idę z synem 10 minut i wyprzedzamy samochody, autobus stojące w korku już u nas. Trzeba tu dodać, że mieszkamy na obrzeżach Warszawy, graniczymy z Puszczą Kampinoską, charakter naszego siedliska jest, dla mnie urokliwie, wiejski a nie miejski. Wszędzie mamy daleko, a nie blisko. Sam budynek szkoły potrzebuje doinwestowania, ale czy należy uznawać go za niezdatnego? Położenie ma też inne konsekwencje – 60% uczniów pochodzi z sąsiedniej gminy Izabelin (my – Dzielnica Bielany) i tu też są niejasności między dwoma jednostkami samorządowymi. Stanowi to niebagatelny czynnik w sprawie. Jednak wyraźnie wydaje się, że nie chodzi o dobro dzieci, lecz o konkretne finansowe cele poszczególnych samorządów – wybieranych w wyborach przez Nas. Super – jakoś to chyba nie powinno mnie dziwić w moim kochanym kraju. Bez sarkazmu, Polska jest moim domem i takim na zawsze pozostanie.

Jednak jeszcze co innego mnie w tej sprawie męczy – to, że Władze Samorządowe dokładnie wydają się unikać jakichkolwiek społecznych konsultacji. Niby wiadomo co powiemy, ale teraz jako społeczność czujemy się zmarginalizowana i nie brana pod uwagę. Za przeproszeniem samorząd to nie firma to służba prospołeczna. Tempo podjętych działań zadziwia mnie. Tak szybko, bez rzetelnych konsultacji, ba wydaje się wręcz, że w ogóle bez analizy potencjalnych możliwości minimalizowania deficytu budżetowego szkoły. W końcu ucierpieć mogą dzieci – już zaczynają to przeżywać, bo informacje tak czy siak się do nich przedostają.

Nie będę dziękować temu kto wpadł na pomysł by zlikwidować gminy a na ich miejsce powołać dzielnice. Wydarzenia w tej sprawie naszej szkoły jedynie potwierdzają brak etosu porządnej pracy i odpowiedzialności za swoje słowa, czyny, obowiązki. W takich uwarunkowaniach Polska nigdy nie będzie silna, nigdy…

Społeczności się nie liczą, natomiast „gry wojenne” na szczeblach, władza – to jest coś, takie coś o co warto „niszczyć”. Oszczędności przez cięcia rzadko kiedy okazują się korzystne długoterminowo, ale potem trudno też coś naprawić. Zamiast pracować nad rozwiązaniami mogącymi minimalizować deficyty budżetowy szkoły, a nawet jeżeli ktoś to zrobił to ponownie bez jakichkolwiek konsultacji społecznych, to przyjmuje się za właściwe rozwiązanie najprostsze… lecz prostsze jedynie z pozoru…