Miesiąc: Styczeń 2011

Kocia dusza

Posted on Updated on

W naszym domu od zawsze były koty. Do wczoraj były 4, w tym 3 dziewczynki. Mieszkamy w domu więc z natury koty u nas mają wychodne. Nie mogę ich trzymać w zamknięciu kiedy widzę w ich oczach, pyszczkach, łapkach i ogonach tę nieodpartą chęć wolnego dreptania po świecie. Wczoraj, choć nie przy mnie, ale pewnie jak zwykle Kulka wypadła z domu przez drzwi otwarte przez domownika, z ogromną radością. Jak zwykle… Kiedy jednak jej nieobecność się przedłużała, kiedy nie widziałem jej w oknie i potem nikt jej nie widział poczułem niepokój. Czołówka, bo ciemno, polar bo chłodno, buty bo mokro i wyszedłem na dwór. Chodziłem i przywoływałem, aż w pewnym momencie ją zauważyłem leżącą na boczku przed bramą, może jakieś pół metra do spokoju swojego terenu za ogrodzeniem. Widziałem, że nie oddycha, ale i tak pobiegłem po klucz, potem wyskoczyłem przez furtkę z nadzieją, bo jak jej nie mieć. Nasza Kuleczka vel Kulka vel Łasi Łasi, najpuchatsza, najprzymilsza i najsympatyczniejsza o mięciutkim i aksamitnym futerku. Zawsze zadzierająca sympatycznie łepek z okrągłymi oczami, kręcąca kuperkiem z ogonem. Piękna była. Kiedy jej dotknąłem była już zimna, sztywna. Łza zakręciła się w oku. Spojrzałem w jej otwarte oczy, które były jakby zmarszczone, pogięte, puste, martwe. Głaskałem ją i czule mówiłem… Prosiłem by jej dusza zaznała spokój… może trafiła w miejsce gdzie trafiają kocie dusze…

Nie umiem pogodzić się z jakąkolwiek śmiercią. Pewnie będą i Tacy, którzy zarzucą mi, że w ogóle wypuszczam koty na dwór. Ale one są wolnością… I choć Kulka w wakacje przeżyła już spotkanie z samochodem i była poważnie ranna to jednak ją uratowaliśmy. Tym razem jej się nie udało. Bardzo mi smutno, że nie było mnie przy niej w tych ostatnich chwilach… Może to i tylko kot, ale przede wszystkim życie, charakter, uczucia… a i tak członek rodziny. Już mi jej brakuje wychodzącej z za rogu, wpadającej do sypialni i oczekującej miziania, pieszczoch, mruczącej i łaszącej się. Już nie pośpi ani ze mną ani z innymi domownikami. Zostaje tylko pamięć…

Kuleczka sprzed kilku dni bacznie śledząca wydarzenia w kuchni, leżąca na wiklinowym koszyczku na lodówce. Już nigdy jej tam nie zobaczę…

Reklamy

Smoleńsk, MAK, Polska, Polacy…

Posted on Updated on

Ponoć badania, profesjonalne, wykazały, że im większa demokracja tym więcej spiskowych teorii dziejów. Przy okazji ogromnej tragedii jaka Nas Polaków dotknęła 10 kwietnia, potem tej chwili, wręcz mgnienia w obliczu wszechświata, kiedy wydawało się, że jako Naród jesteśmy w stanie wznieść się ponad nas samych, a w końcu obecnie obserwuję dokładnie to samo co…

… co? Dokładnie to samo co w pracy, samorządzie lokalnym, w środowisku, które mnie otacza. Brak jakiejkolwiek samokrytyki, uczciwego podejścia do sprawy, zrozumienia, ba wręcz chęci do wysłuchania innych. „Odrzućmy raport MAK” – takie, dokładnie takie lub zbliżone w brzmieniu, lecz identyczne w znaczeniu słowa dziś padały niejednokrotnie. Zgadza się, że są przesłanki świadczące o tym, że można mieć wątpliwości co do instytucji MAK. Moim zdaniem nie dobrze jest kiedy taki raport nie uwzględnia wszystkich możliwych okoliczności, w tym tak dyskutowanych zapisów rozmów wieży kontrolnej w lotnisku w Smoleńsku. Wśród nas są ludzie, którzy wierzą, że to był zamach. Czy był? Nie było mnie tam, nie mam dostępu do materiałów ze śledztw, ale osobiście nie sądzę. I z tym samych powodów nikt nie może twierdzić, że zamach był. My Polacy wydaje się, że mamy monopol na rację. Ja uważam, że na podstawie dostępnych danych, w tym również kolorowych snów gazetowych pisarzy, nie mających nawet bladego pojęcia o lotniczych katastrofach i zamachach, poza tym, że wiedzą że są i jak wygląda samolot, niezmiernie trudno wyrokować w jakikolwiek sposób o zamachu. Wielokrotnie powtarzano i powtarza się nadal, że w zasadzie nie ma wypadku, katastrofy lotniczej, poza może zamachem, w której jest tylko jedna przyczyna. To przeważnie zbieg, nierzadko błahych wydarzeń, które samodzielnie są opanowywane rutynowo, a gdy występują razem lub tuż po sobie są tragiczne w skutkach. Zamach… osobiście uważam, że gdyby to był zamach to kolejne wydarzenia byłyby inne, choćby ze względu na sytuację geopolityczną.

Jak widać ani katastrofa CASY, ani katastrofa z 10 kwietnia nie doprowadziły do wyciągnięcia wniosków, a już na pewno nie wcielono takowych w życie. Przyjrzyjmy się temu co nas otacza, urzędom, własnej pracy, samorządom, agendom rządowym, nawet sąsiadom, tak na spokojnie, bez zawiści, czy niechęci. Jesteśmy mistrzami „jakoś to będzie”. Wiem, przykro jest kiedy jakkolwiek oczernia się czy to pilotów z 36 pułku, czy samego byłego dowódcę polskich sił powietrznych. Niestety najczęściej powodem katastrof są głupie powody. Wg informacji wcześniej JAK-40 wylądował bez zgody. Czy jak już wiadomo było, że tylu ważnych osobistości i zwykłych obywateli ma lecieć w jednym samolocie to ci, ponoć najbardziej kompetentni nie powinni zareagować, zwłaszcza generał lotnictwa wojskowego? Powinien. Czy pilot w ogóle w warunkach pogodowych nad lotniskiem powinien podchodzić do lądowania. Oczywiście, że nie powinien, bo on jako kapitan samolotu odpowiada za życie osób na pokładzie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ani załoga za sterami, ani zwierzchnicy nie chcieli tego co się stało. Są ludzie, którzy nie wierzą w mgłę i tylko tyle, a zarazem aż tyle. Nie ma nawet przesłanek by mówić, że mgły nie było. Przypadek z dnia wczorajszego – podczas rozmowy telefonicznej z osobą siedzącą zaledwie kilka kilometrów,  ode mnie, w tym samym mieście, centrum Warszawy, padły słowa rozmówcy o mgle, bardzo gęstej. Mimowolnie spojrzałem za okno. Nie było nawet sugestii o możliwości mgły. Pogodę można próbować zmieniać, ale nie da się jej tak bardzo kontrolować, w każdym bądź razie nie dziś. Są ludzie, którzy twierdzą, że samolot nie mógł tak się obrócić, że to nie możliwe. Więcej są nawet tacy, którzy niemal matematycznie są w stanie to określić i zaprzeczać przedstawionym wydarzeniom. Nie zapominajmy, że samolot to nie śnieżka, poduszka, kamyk, garnek, ołówek, mała zabawka, czy maskotka, a których spadanie, latanie i podrzucanie zapewne większość z nas testowała. Samolot to niezwykle skomplikowana maszyna z własnym napędem, zachowująca się różnie przy różnych prędkościach, obciążeniu i… pewnie nie jeden czynnik można wskazać. Nie było mnie tam, ale z doświadczenia wiem, że czasem zdarzenia przebiegają tak jakbyśmy nawet nie podejrzewali. Szczególnie kiedy mówimy o locie, masach, aerodynamice itp. zagadnieniach. Matematyka to tylko, nierzadko, uproszczony opis zjawiska, a obliczenia przyjmujemy z określoną dokładnością. Czasem jedynie szacujemy świadomi możliwości wystąpienia błędów, o przyczynach których nie mamy pojęcia. To co mnie przeraża, a jak już wiadomo mam dużo do czynienia ze studentami to właśnie brak z ich strony przebłysku zwątpienia, spróbowania spojrzenia na zagadnienie z odmiennej strony. Jak wielu spośród nas tak postępuje? Zbyt wielu…

Czy coś się zmieni. Póki co nie widać wyraźnych zmian. Oszczędzamy na armii, policji i efekty tego nie dają długo na siebie czekać. Rządzi statystyka, oszczędności, a nie jakość pracy policji i wyszkolenia pilotów. Szukamy winnej osoby i według mnie nie ma ich mało. Ministrowie w rządzie, sam premier – może, ale także wszystkich rządów wcześniejszych bo sytuacja jaka doprowadziła do tragedii trwa od wielu lat. Samoloty kosztują, ale nie powinniśmy na tym oszczędzać, lecz z umiarem i rozsądkiem je wykorzystywać. Lotnisko nie jest przygotowane, nie ma systemu naprowadzania to być może powinniśmy mieć własny zestaw mobilny i specjalistów, którzy nawet tydzień wcześniej jadą i przygotowują lotnisko, zabezpieczają i stanowią oficerów łącznikowych, mających również moc decyzyjną. Czasami wydaje mi się, wręcz na skraju przekonania, że nawet w tak ważnych sprawach jak przelot tylu ważnych osobistości w kraju, bawimy się, a nie wykonujemy swoją pracę porządnie. Od dawna powtarzam, że epidemia niekompetencji hula w agendach rządowych i w całym państwie polskim. Nagle się okazuje, że zgodnie z przepisami, nikt nie odpowiada za bezpieczeństwo pieszych, także dzieci w drodze do szkoły, przy remontowanej ulicy. Ani straż miejska, ani policja, choć akurat tu wykazano zainteresowanie. Pewnie ktoś musiałby zginąć. Większość Polaków bawi się w życie, w wojsko, w policję – takie przy najmniej można odnieść wrażenie. Poczucie odpowiedzialności za własne czyny jest znikome, porządność wykonanej pracy jest niemal obce. Oczywiście, znam fantastycznych policjantów, odpowiedzialnych ludzi, ale jest ich za mało.

Polska dała niesamowity spektakl, który mnie jako Polaka zawstydził. Biedni ludzie, tzw. „obrońcy krzyża” mieniący się „prawdziwymi polakami” i ci, równie biedni, którzy stanęli przeciw tym pierwszym. Efekt – obalanie krzyża i jako symbolu określonych wartości i brak wzajemnego poszanowania. Brak merytorycznej dyskusji. Jestem katolikiem, modlę się, udzielam się we wspólnocie parafialnej, ale do dziś nie pogodziłem się z krzyżem jako symbolem tragedii z 10 kwietnia i zapewne nigdy się nie pogodzę. Kulturowo jestem chrześcijaninem, wierzę w chrześcijańskie wartości, ale nie bezapelacyjnie. Mam wiele wątpliwości i dyskutuję o nich i jednocześnie wielce cenię istnienie tych wartości. Jednak trzeba umieć utrzymać pewien dystans by nie stać się fanatykiem.

Każdy z nas ma prawo do własnego zdania, ale również każdy ma prawo i obowiązek poszanowania innych. Bezapelacyjne odrzucanie zdania innych jest brakiem poszanowania. Nie umiem dyskutować z kimś kto mówi, że „to był zamach” i nie jest jednocześnie poza własnym przekonaniem, przytoczyć jakichkolwiek konstruktywnych dowodów, czy wywodów. Byliśmy świadkami i nadal jesteśmy do czego to może prowadzić.

W tym całym politycznym bałaganie, nagannym, bezpodstawnym, wręcz bluźnierczym dzieleniu Polaków, ponownie giną Ci, którzy zginęli 10 kwietnie w Smoleńsku. Św.p. Lech Kaczyński nie był moim prezydentem, co nie oznacza, że odmawiałem mu powszechnie racji. To, że na niego nie głosowałem nie oznacza, że go nie szanowałem. Został wybrany przez większość Polaków. Dziś politycy, co poniektórzy, wręcz jakby podważali wyniki ostatnich wyborów prezydenckich. Czy tak należy? Czy należy dawać taki właśnie przykład braku szacunku? Dziś wystarczy przejść się ulicą by doświadczyć śmiecenia, braku odpowiedzialności za własne psy, załatwiające potrzeby fizjologiczne na chodniku, a także braku szacunku młodszych do starszych wiekiem.

Kiedyś kiedy pełniłem ważną funkcję kierowniczą mój przyjaciel zadawał mi często pytanie typu „jak twoja decyzja wpłynie na polepszenie pracy”. Nie interesuje mnie, może nie tak zupełnie, kto właśnie rządzi, bo dla mnie podmiotem jest obywatel i kraj. Kiedy jest potrzebny most we wsi i z obliczeń wynika, że powinien być stalowy, to on ma być stalowy, a w naszym kraju nie jest to takie jednoznaczne, a może będzie z drewna.

Do czego zmierzam, a mianowicie… jestem absolutnie wewnętrznie przekonany, że to co się wydarzyło 10 kwietnia było katastrofą. Jej przyczyną był cały długi łańcuch niekompetencji, a często zwykłego niechcenia. Zwyciężyło „polactwo” na wszystkich szczeblach. Zawiedli również i Rosjanie w kontroli lotów i samego lotniska. Wszyscy lub niemal wszyscy działali pod presją. Najgorsze jest to, że nawet gdyby nasz Prezydent i inne osoby z nim lecące wylądowali w Smoleńsku to nie mieliby nawet czym na uroczystości dojechać. Szkoda tylko, że My Polacy udajemy, że może było inaczej. Według mnie nie było. Najgorsze będzie to, że przy zakupie nowych samolotów dla VIPów większość z Polaków będzie narzekało, że szkoda pieniędzy na nowe samoloty. A trzeba jeszcze przeszkolić pilotów, nie dwóch, nie trzech, może nawet i 10 lub więcej by mieć komfort pewności, że zrobiło się wszystko co należy, ale i tak trzeba uważać, bo coś może umknęło uwadze. Polska armia nawet nie ma własnego kanału łączności satelitarnej i musi go dzierżawić. Policja nie opłaca OC radiowozów. Kiedy to się zbiera razem to naprawdę mamy co zmieniać i polepszać w tym kraju…

Kończąc już, szkoda, że śledztwo nie potoczyło się jako międzynarodowa komisja, szkoda. Nie myślmy jednak, że raport takiej komisji byłby zasadniczo odmienny od już przedstawionego. Obawiam się, że byłby nadzwyczaj zbieżny, bardziej pełny, wskazujący także kontrolę lotów i lotniska jako czynnik katastrofy, ale…