przyroda

Helsinki i babie lato

Posted on Updated on

Przyjechałem tu by wypocząć i nabrać sił, by zregenerować nadwyrężone własne ciało i umysł, może nawet by dać nieco wyleżeć się duszy, by nie myślała ciągle, by nie martwiła się ciągle, by nabrała dystansu, bym nabrał nieco dystansu. Zadałem sobie pytanie, czy robię to dla siebie?

Nie tylko. To pierwszy od lat czas niemal tylko dla mnie ale robię to także po to by nabrać choć trochę sił by móc wspierać najbliższych. To czas spędzany w Helsinkach i w ich pobliżu. Dziękuję mojej stryjecznej siostrze Eli za ugoszczenie i czas mi poświęcony 🙂 .

Przez pierwsze dni z tego krótkiego jednak pobytu miałem okazję powędrować po parku (Central Park) w Helsinkach i Luukki Recreation Area. Poniżej zamieszczone zdjęcia wykonałem w obu tych miejscach. Podobnie jak w Polsce jest wysyp grzybów, których niemal nikt nie zbiera :-\

Przylatując do Helsinek niezamierzenie choć szczęśliwie przywiozłem ze sobą pogodę 😉 i jak na tę porę roku tu jest ciepło, a słonecznie tak jak nie było przez wakacje. Jednocześnie słoneczne światło jest bardzo ostre i wykonanie niezłego zdjęcia wymaga trochę pokombinowania. Nie przykładam się specjalnie, a w Luukkaa Recreation Area wszystkie zdjęcia i filmy nakręciłem SONY EXPERIA X ze względu na fakt, iż aparat postanowił ze mną nie jechać. Przecież nie napiszę, że go jakoś tak nie zabrałem ze sobą ;-).

Przede wszystkim jednak odczucia wizualne ewidentnie są tylko częściowo zaklęte w wykonanych przeze mnie zdjęciach. Naprawdę uwielbiam Finlandię, która kojarzona z zimnem, polarnymi nocami mimo wszystko posiada niesamowitą bogatość roślin, szczególnie w dolnym piętrze i ściółce.

Liczne porosty świadczą o czystości środowiska naturalnego.

Cechą Finów jest aktywność w różnego rodzaju sportach zarówno wyczynowo, półwyczynowo lub po prostu dla samej rekreacji . Podczas wędrówek minąłem wiele osób starszych ode mnie rześko i z zaangażowaniem wędrujących z kijkami. Wiele osób biega, trenuje biegówki na specjalnych rolkach albo jeździ na rowerze. Często organizowane są biegi na orientacje. W miejscowości po Helsinkami liczba naprawdę porządnych hal z lodowiskami w zestawieniu z Polską…

To co bardzo zwróciło moją uwagę to gdy wędrowaliśmy w Luukkaa Recreation Area mijaliśmy wiele Rodzin z dziećmi, a wiele z nich to minimum troje pociech. Naprawdę było radośnie.

Infrastruktura jest wręcz wspaniale zorganizowana i utrzymana (ścieżki, chaty z paleniskami, grillami, toalety, pomosty, ścieżki). Tu trzeba jednak podkreślić, iż nie jest niszczona, a czystości można pozazdrościć.

Wszystko razem powoduje, że wędruje, czy po prostu delektuje się widokami, odgłosami naprawdę wyjątkowo dobrze. Dokonałem dobrego wyboru by właśnie tu przyjechać i odpocząć.

W każdym z tych dwóch miejsc, parku w samych Helsinkach i w Luukki są wydzielone, choć nie ogrodzone, obszary lasu, który jest pozostawiony sam sobie. Jedyna ingerencja człowieka polega na ewentualnym uprzątnięciu fragmentu drzewa ze ścieżki.

 

Reklamy

Futerkowe wieści #2/2016 (3)

Posted on Updated on

Czyżby blog stawał się blogiem kocim?

Takie pytanie zaświtało mi w przestrzeni moich myśli. Chcę napisać, że nie, że nie jest to tylko blog o kotach, bo nie jest, a może jest. W ogóle to mam problem bo:

http://www.darmor.wordpress.com

www.czytodajnia.wordpress.com

i po prostu nie mam pojęcia jak zreorganizować swoje aktywności. Pewnie nie zorganizuję, a po prostu zacznę systematyczniej coś w nich pisać, umieszczać itd. To jedyny klucz do rozwoju obu tych projektów. Pomysł zepnięcia ich w jedną stronę to niepotrzebne przenosiny. Zasady pisania wpisów z punktu widzenia pozycjonowania są jasne i chyba nie warto. To nie są blogi o nie wiadomo jakich statystykach by to robić, a może właśnie jednak scalić… No bo ten blog ma szansę na oglądalność, ma swój potencjał i jakąś już historię. Dlatego coś jednak ulegnie zmianie. Promowanie treści przez google powoduje, że wstawianie krótkich wiadomości mija się prawie z celem, a więc umieszczenia w ramach jednego bloga wpisu i jedynie na drugim krótkiej wiadomości chyba to nie tak jak powinienem robić. Zatem czytodajnia.wordpress.com będzie miejscem, gdzie będą publikowane wyłącznie utwory. Procesy myślowe przebiegają różnie.

Ale dziś znów jednak o kotach w domu, moim, naszym domu. Czas przedstawić aktualnych kocich aktorów.

Maciejka

Maciejka, rodzona siostra, a nawet może i bliźniaczka Maćka. Może już ma z rok życia za sobą. Najpierw bardzo wycofana i taka nieśmiała. No bo ja bym Ciebie bucknęła albo miznęła o nogę ale nie, nie, nie, jeszcze nie, sama nie wiem i w ogóle. Specjalistka kradzieży jedzenia. Póki co trudno ją obsłużyć z czyszczeniem noska, czy obcięciem pazurków 😦

kot maciej

Opiekun stada, gadający non stop przy człowieku, miziak rewelacyjny, pogodny i zadowolony z życia ale… łobuz nad łobuzy, choć kochany. Niezliczona liczba szklanek, kubków, czajniczków, doniczek, chyba 2, jednego naczynia żaroodpornego do piekarnika oraz 2 garnki, 2 miseczki na wodę…

2016_koty_011

Bezik jest takim obywatelem Rzymu, w przeciwieństwie do Maćka z plemion barbarzyńców. Widać jego spokój nawet w jedzeniu, kiedy to delektuje się każdym chrupkiem lub kęsem mokrego, chyba rozważając możliwości eksperymentowania z przyprawami. Bardzo miły, nienarzucający się, spokojne futerko. Pierwszy kot u nas, który doprasza się bycia kotem naręcznym. Trochę w tym kierunku mobinguje, ale co tam 😉

kot apsik

Najstarszy nasz rezydent na kociej emeryturze. Prawdziwy smakosz i wielbiciel spokoju. Zwany Apskiem, vel Pudzianek, vel Pan Krówka, vel Kruszynka co wyśmienicie oddaje jego charakter. Po latach tułaczki ma dom i prawie spokój. Nie trawi Maćka, lubi Bezika 🙂

Julia promieniuje pomysłami.Julia oraz Kacper to nasze czarne rodzeństwo, które nie przepada za sobą, ale oboje nie cierpią pozostałych, co powoduje, że mieszkają w oddzielnej części domu.

Generalnie nie jest aż tak śmiesznie jak na to wygląda. Zgranie tego wszystkiego, znaczy UDRK (Układ Dom Rodzina Koty) nie jest taki prosty. Liczba kotów w naszym domu osiągnęła maksimum naszej tolerancji dla futerek. Nigdy nie było tak, że chcieliśmy tyle, ale tak wyszło. Pomijam koszty pokarmów, regularnych i tych niezaplanowanych wizyt u naszych wetek.

Dodatkowo są różne behawioralne problemy, w tym nietolerowanie się wzajemne kocicurów i swoiste wynikające z tego podziały geopolityczne.

Nie wspominam o byciu kuwetowym i codziennych obchodach 5 kuwet rozstawionych w różnych miejscach naszego domu.

Z jednej strony fantastyczna możliwość obserwowania kocich zachowań, umizgów oraz kociego mobingu. To są ciekawe aspekty, ale już nie jeden raz mamy dosyć. Nie chodzi nawet o kwestie super porządku. Nigdy nie byłem zwolennikiem sterylnego porządku i raczej nie będę ale nie lubię sytuacji skrajnie przeciwnej, a nawet nie wyobrażam sobie tego. W zasadzie wszystkie futerka dostarczają nam co jakiś czas argumentów na nie posiadanie kota, ale potem zrobią te swoje oczy, przymiziają się i udają, że sprawy nie było.

Przy czym stres u kota wyraża się różnie, ale często trzeba sprzątać choć kuweta w akceptowanym miejscu nie ruszona, znaczy powierzchnia żwirku niemal jak w ogrodzie zen, nie wzruszona, prawie tafla.

Nie wszyscy domownicy ostatecznie akceptują taki stan rzeczy co również nieco komplikuje UDRK, a w konsekwencji czasem stany nieco niemiłe. Wiadomo, futerek się nie pozbędę, jakbym mógł nawet tak pomyśleć… mógłbym 😛 ale nie zrobię tego. Jedynie kwestie zdrowotne i konieczność nie bycia kotów ze względów medycznych mogłoby spowodować decyzję o przymusowym przesiedleniu, ale póki co nie ma wyraźnych zwiastunów takiej sytuacji.

Z czego wynika nietolerowanie się czarnych i reszty?

Przede wszystkim z faktu, iż czarne Julia i Kacperek zostały uratowane z kociego kataru i jednocześnie nie miały możliwości życia w kocim stadku. Pozostałe żyły w kocich stadkach i wykształciły sobie jakieś tam społecznościowe cechy. Julia i Kacper nie miały takiej możliwości i są totalnymi indywidualistami. Podejrzewam, że nawet najlepiej by im było gdyby były totalnie singlami w swoich domach. Niestety są razem i w ogóle.

Kacperek w strefie pracy twórczej.
Kacperek w strefie pracy twórczej.

Kacperek taki jakiś niedorajda z pechem wpisanym w papierach. To akurat kot wychodzący, choć rzadko, ale… ropień na szczęce, na ogonie, na boku, zwichnięty ogon itd. Jest nieco dziwny, ani miziasty ani wredny, ale często niemiły.

To cała nasza menażeria i o niej od czasu do czasu coś tu napiszę. Trzeba uruchamiać kolejne projekty, w tym i na nowo rozruszać ten blog.

 

Futerkowe wieści #1/2016 (2)

Posted on Updated on

Ha, namówiony przez żonę i usilnie buckany łebkami przez koty postanowiłem by nieco poświęcić się kocim opowieściom, a że jestem techniczny pojawiły się Futerkowe wieści. Ta (2) ano kiedyś pojawił się taki wpis Futerkowe wieści 1/2013 (1) i jak widać było to dawno, bardzo dawno temu. Jednak jak już było (1) to konsekwentnie należy (2) 🙂

Generalnie z kocimi futerkami jest tak, że zawsze, ale to zawsze coś się dzieje. Nie ma tak, że nic się nie dzieje, bo nawet kiedy śpią to wyglądają tak słodko i kochanie, że my człowieki wzdychamy zauroczeni 😉 Wariaty jedne i futra, i człowieki. Mimo wszystko podchodzę do tego jako do bycia pozytywnie zakręconym.

Futerka kocie, zwierzęta są szczere, są jakie są i dlatego być może je kochamy.

Apsik kontrolnie podpatruję co ja piszę i niby nie zwraca na mnie uwagi...
Apsik kontrolnie podpatruję co ja piszę i niby nie zwraca na mnie uwagi…

Generalnie z kocimi futerkami jest tak, że zawsze, ale to zawsze coś się dzieje. Nie ma tak, że nic się nie dzieje, bo nawet kiedy śpią to wyglądają tak słodko i kochanie, że my człowieki wzdychamy zauroczeni 😉 Wariaty jedne i futra, i człowieki. Mimo wszystko podchodzę do tego jako do bycia pozytywnie zakręconym.

Futerka kocie, zwierzęta są szczere, są jakie są i dlatego być może je kochamy.

Życie to odpowiedzialność, więc z jednej strony całe mnóstwo radości, a z drugiej troski. Według kociego urzędu statycznego (KUS) w naszym domu obecnie jest 5 kotów, z czego 2 czarne (Julia i Kacper) mają odpowiednio 7 i 8 lub 6 i 7 lat. Musiałbym w archiwum odszukać ich pierwsze zdjęcia i książeczki zdrowia. Oba futra wyszły jako małe czarne zaflukane kocim katarem w pobliżu magazynu harcerskiego, przy czym jedno przy rozładunku sprzętu po obozie, a drugie gdy pojechałem sprzęt przygotowywać. Nie mogłem ich tak zostawić. Trzeci kocuerek Apsik vel Pan Krówka vel Okruszek vel Pudzianek może mieć podobnie lub i nawet 9 lat. Czwarty to Bezik, około 5-6 miesięcy i piąty Maciuś podobnie, choć wydaje się, że Maciuś jest nieco starszy od Bezika. W całej ferajnie Julka najbardziej się stresuje. W ogóle właśnie Kacperek i Julka są najmniej stadni, wolą człowieka na wyłączność. Pozostała trójka jest bardzo kontaktowa, choć Apsik to taki Bonifacy 😉 – jak ktoś pamięta – często z dystansem.

Odnośnie odpowiedzialności… Julka poważniej zachorowało i od kilku dni odwiedzamy nasze Wetki, ale będzie dobrze 🙂

Jest dobrze, wróciła do swoich zwykłych humorów.

Piąty kot

Posted on Updated on

Koty, wszędzie koty… w domu. Nie to, że jestem wyłącznie miłośnikiem futer kocich, ale tak się jakoś składa, że właśnie futrzaste koty lubią mnie szczególnie. W pierwszych dniach października mój syn wracając do domu niemal wjechał rowerem w kota. Im więcej czasu mija od tamtego wydarzenia tym bardziej uważam, że ten kot (Bezik) z pełną premedytacją spowodował to wydarzenie i zatrzymał mojego syna. Bezik (wiek około 5 miesięcy) mieszka oczywiście z nami 🙂 i jest przemiziasty.

Pewnego dnia zamawiając żarełko u moich Wetek dla innego mojego diabetycznego kocurka dorzuciłem się do puszki na leczenie bezdomniaka po zapaleniu ucha środkowego z kocim katarem, włącznie z porażeniem nerwów lewej strony. Walka o zdrowie tego kocurka Maciusia była ciężka, a Opiekunka bardzo dbała o futrzaste biedactwo. Była jednak tylko karmicielką całego stadka  i poszukiwano nowego domku dla Maciusia. Biedactwo było, no i uległem… nawet się nie broniłem, a jedynie wygenerowałem pytanie do mojej kochanej żony, no bo przesadzić nie można, a kot to życie i nie można być niepoważnym.

Maciuś trafił do nas. Mały (wiek około 5-6 miesięcy), po przejściach, odrastające futerko po wygoleniu pod kroplówki, chudzinka jeszcze po przejściach, spokojny i w ogóle.

Wcielone ADHD kocie, cicha woda brzegi rwie. Po prostu śmigacz z tego Maciusia. Pomimo początkowego fuczenia Bezik i Maciuś, dwaj koci przyjaciele na zabój. Maciuś jak nie może wskoczyć, bo nie jest w pełni sprawny, to się wspina, a jego główka na bakier nieco dodaje mu niesamowitego uroku. Maciuś okazał się miziakiem niesamowitym, gadułą i niesamowicie kontaktowym kotem. Para Bezik i Maciuś rządzi w domu 🙂 .

Najprawdopodobniej Maciuś nigdy już nie będzie w 100% sprawny fizycznie, ale sobie radzi. Lewe oczko otwiera się coraz częściej, choć być może dożywotnio będziemy dozować żel na suche oczy. Wrzód na gałce ocznej wydaje się zmniejszać. To wszystko jednak nie przeszkadza mu w dokazywaniu (dziś dwie szklanki spisane na straty) i wyrażaniu uczuć.

Dostojny Apsik może i nie jest szczęśliwy ale nie jest wrednie agresywny. Niestety dwa czarnuszki Julka i Kacper są ewidentnie aspołeczne i unikają nowego. W każdym bądź razie Maciuś, Bezik i Apsik (kolejność nie jest przypadkowa) stworzyli struktury zorganizowanej grupy przestępczej dokonującej porwań wszelkiej maści żarełka lub czegoś za takie można uznać. Efekt jest taki, że Bezik i Maciuś lądują na czas kucharzenia i spożywania w łazience lub jakimś pokoju. Inaczej pomimo wszelkich środków z trudem idzie gotować i jeszcze trudniej delektować się smakiem.

Mając dwa młode kocurki, kumple, kontaktowe, miziaste to naprawdę jest fajnie. Cieszę się bo Bezik ma towarzysza i ewidentnie jest bardziej zadowolony. Niestety po przeciwnej stronie mam Julkę i Kacperka, dwa koty (rodzeństwo, choć około 8 miesięcy różnicy w wieku), które są kompletnie nietowarzyskie i trudnomiziaste.

Na fotkach poniżej tylko Apsik, Bezik i Maciuś. Apsik to kot, który chudy nie jest, wręcz puszysty, ale to po prostu grube kości, które jako jedyne mogą unosić tak fajny charakter 😉 (pomimo starań). Apsik przyłapany na zabawie przez człowieka z miejsca udaje, że poprawia kamizelkę, zerka na dewizkę i sięga po gazetę codzienną 😀 Bezik i Maciuś szaleją z reguły, choć Bezik wydaje się być ctrl+C i ctrl+V Apsika 🙂 Dzieje się w domu oj dzieje…

Rowerowanie

Posted on Updated on

Woda w butelce

Czas płynie nieubłaganie i jak widać niejednokrotnie do niego nawiązuję. Czas należy szanować, choć nie stronić od szaleństw, od czasu do czasu. Różne zdrowotne i życiowe zakręty odwodziły mnie od regularnych ćwiczeń fizycznych. Waga sobie rosła i rosła i urosła. Teraz kiedy większość tych niemiłych rzeczy mam już za sobą trzeba rozprawić się z wagą. Dieta, o której wcześniej nie jeden raz pisałem, no cóż nie była przeze mnie przestrzegana. Czy żałuję? Nie wątpliwie tak. Nie tylko z powodu niezmiennego problemu mojego choróbska (REA), czy innych przypadłości ludzi po 40-ce. Po prostu czułem się lepiej, zdrowiej :), lżej i w ogóle. Problemy jak wiemy można zażerać i ja zażerałem, no może nie aż tak, ile to słowo „żreć” potocznie znaczy. Mój jeden kot to faktycznie żre i żre. W każdym bądź razie udało mnie się jak to się mówi potocznie – ogarnąć życiowo i żeglować dalej.

Gdzieś w centrali w moim mózgu (sztab sił połączonych) obradował i zaordynował, że kryzys się skończył i wracamy do regularnych ćwiczeń i dbania o siebie. Co prawda generał Smaczek zdecydowanie  obstawał przy możliwościach smakowania kontrolnego, lecz był sam. Być może czeka go dymisja. To się jeszcze okaże. Żartować można i trzeba, nie można być za poważnym i zbytnim wesołkiem też. W każdym bądź razie staram się każdego dnia na kijkach lub/i na rowerze. Z kijkami to chwilowo bardzo ostrożnie. Nowe buty po niecałych 8 km dały popalić mojej lewej stopie i bez plastra nie da rady. Po wymianie pary na nową projekt współfinansowany przeze mnie polegający na dalszym rozchodzeniu butów trwa. Zostały mi do wdrożenia codzienne ćwiczenia rozciągające i kilka siłowych.

W ostatnich dniach zaczęło się dziać i jakoś daję radę. Nie można odpuszczać, absolutnie nie można poddawać się, choćby nie wiem jak złe rzeczy nam się przytrafiały. Kiedy jest bardzo źle, kiedy nic nie daje się zrobić sama walka by dać sobie pomóc jest tym niepoddawaniem się. Wiem dokładnie o czym piszę, choć nie piszę wszystkiego. Zawsze można uciec do przodu, zawsze można poprosić o pomoc, lecz nikt i nigdy za nas nie przeżyje naszego życia.

Jak to chęć napisania o dzisiejszym rowerowaniu zamieniła się w takie dywagacje 🙂 Rok temu nie byłbym w stanie podjąć tego wysiłku by zrobić to nie tylko dla siebie, ale co równie istotne dla mojej Żony. Rok, minęło 365 dni i jest inaczej. Czy jest dobrze? Jest lepiej! Czy się boję? Ależ oczywiście, ale strach to strach przed czymś co jeszcze nie zaistniało. Można go zagnać do zagrody. Nie można go w sobie zniszczyć, ale nie można dać mu rządzić sobą.

Zatem rowerowanie, w końcu… wzdłuż Wisły po bulwarach, jeszcze nie dokończonych ale było przyjemnie, bardzo. Może czasem jeszcze nie jestem tym kim byłem, a kim powinienem ale byłem i nadal jestem zadowolony z tych przejażdżek. Przede wszystkim była to nasza wspólna przejażdżka, tylko we dwoje, tam i z powrotem, choć nie na miarę Hobbita 😉 ale jednak. Warto było i zamierzam to podtrzymać. Poniżej kilka fotek, ale i link do trasy: rowerowanie dnia dzisiejszego.

Woda, jak ta w butelce to jak woda do życia, a jazda była nad wodą i tej wody wokół brakuje. Zdjęć z rowerowania nie ma dużo bo w nim nie chodziło o nie, ale o kręcenie tymi pedałami, o ten pęd powietrza wokół, o miejsce, o to, że razem.

 

Teraz trzeba dalej iść :), czy jechać :), czy się wspinać :), czy żeglować :), może czasem zawracać ale przeć do i nadal dostrzegać subtelności wokół siebie.

Kotka Szarotka już za tęczowym mostem

Posted on

Kotka Szarotka
Kotka Szarotka

19 lat z nami, w naszym domu, od niemal początku. Kalendarzowo tyle lat ile nasze małżeństwo trwa, ale jej już nie ma. Już od jakiegoś czasu nie słyszała, a wzrok zapewne już też nie dopisywał. Powiadałem, iż nie dowęszy tak dobrze jak kiedyś, czego skutkiem były mylenie człowieków. Sztywność stawów, zwyrodnienia ale jak to kotka trzymała się dzielnie do ostatniego czasu.

Coś było nie tak, ale nie było też i jednoznacznych objawów, a kiedy te się pokazały było w zasadzie za późno. Zapelenie płuc u 19-letniej kotki to w zasadzie wyrok. Próbowaliśmy My człowieki, ona chyba podjęła decyzję za nim my się oswoili, że to już koniec. Nie jadła, leżała, bezdechy, płyn w płucach. Nie mruczała, co miała w zwyczaju kiedy brałem ja na ręce. Nie współpracowała, nie chciała jeść, tylko piła, nie wstawała i przez ten płyn w płucach i trudności w oddychaniu nie zmrużyła ani na chwilę oczu. Kiedy podjęliśmy ostatnią próbę, zainicjowaliśmy dla niej ostatnią szansę zamiast poprawy nastąpiło skokowe pogorszenie. Ona chyba wcześniej od nas podjęła swoją kocią decyzję. Usnęła i ma swoje miejsce i takie takie i takie w naszej pamięci. Byłem z nią do końca. Smutno się robi kiedy tak o tym pisze, łzy gdzieś tam się gromadzą. Jestem silnie przywiązany do tych futerek naszych. Naszych? One należą do nas, a my według ich do ich stada.

19 lat to tak jakby była zawsze. Nie ważne było, czy wyjeżdżałem na obóz harcerski, wypad w góry, do pracy, czy w delegacje, ona czekała przy furtce w dniu, w godzinie mojego powrotu. Wychowała się niemal dosłownie na mnie. Była przez te wszystkie lata z nami do przedwczoraj.

Jakże nam miłośnikom zwierząt, tym do których futerka się jeszcze garną personifikować je, przypisywać im nasze ludzkie cechy. Trudno, smutno, brakuje Szarotki. Co było minęło, zmianie nie ulegnie, teraz jej już nie ma. Ta nadzieja, ta myśl, że i futerka mają jakieś życie po życiu. Ciekawie się złożyło, że kiedy zmarł mój Ojciec, kilka miesięcy po tym, odeszła kotka, która jako jedyna lgnęła do mojego Ojca. Szarotkę bardzo lubiła moja Mama, która zmarła w dniu św. Teresy, a na drugie miała właśnie Teresa. Szarotkę uśpiliśmy, co nie daje mi spokoju, w dniu św. Patryka opiekuna zwierząt, ale przejęty nie wiedziałem o tym.

Oby każde futro mogło odejść w godności.

Fotki naszych kotów

Posted on

Nie goszczą na łamach blogu nazbyt często. Może dlatego, że jakoś do tego nie przywiązuje wagi, należytej wagi 😉 Może dlatego, że ich kocie mości nie życzą sobie upubliczniania wydarzeń z ich udziałem. Jednak troszkę już się zebrało, a efekty poniżej.