Miesiąc: Sierpień 2013

13 gwoździ

Posted on

Dokładnie tyle zużyłem gwoździ przy własnej pionierce obozowej w namiocie. Długość linki, a w zasadzie dwóch to jakieś 70 m. Obóz bez pionierki nie jest, dla mnie ;), obozem. Szkoła kształtowania dzieciaków wymaga by popracowali, by zrobili, zbudowali, doświadczyli własnych błędów i poznawali sztukę poprawiania. Żadna inna droga nie jest w stanie zapewnić kształtowania umiejętności przetrwania, poradzenia sobie przy problemach. W przyszłym roku jak będzie mi dane być na obozie chyba popracuję bez gwoździ, tylko na samych linkach. Jedni uważają to za wyższy poziom pionierki, a ja chcę przypomnieć sobie i doskonalić węzły, a praktyka jedynie może prowadzić do mistrzostwa.  Przy depionierce wszystkie swoje i nie tylko swoje gwoździe odzyskałem. Hmmm… niech będzie wyjąłem z żerdzi i desek na złom. Ponad 20 lat temu w ramach oszczędności i trudności w nabyciu gwoździ, po odzyskaniu były one prostowane do ponownego użycia.

Przyglądając się sprzętu obozowemu, w końcu kwatermistrzem byłem kilka ładnych lat i jestem ogólnie techniczny, nawet bardziej niż ogólnie to widok pewnych tzw. kratek (półki do stalowych regałów) zaskoczył mnie. Trzeba będzie im poświęcić nie mało czasy by doprowadzić do stanu właściwego. Na „naprawienie” jednej kratki zużyto chyba z 12 gwoździ!!! Kto wie o czym pisze, ten też się zdziwi. W rzeczywistości świadczy to wyłącznie o niskiej kulturze technicznej wcześniejszego użytkownika z turnusu I. To niezmiennie dryfuję słowami w kierunku istoty harcerstwa. By przygotować obóz dla około 150 harcerzy i zuchów potrzebujemy około 20 do 25 ton sprzętu! Sprzęt niezadbany, niekonserwowany oznacza brak możliwości zorganizowania obozu. Kwestie logistyki i kwatermistrzowskie są niejednokrotnie traktowane w harcerstwie po macoszemu, bez należytej atencji i uwagi, a to także droga kształtowania młodego człowieka, która jest niezbędna, a umiejętności w takich obszarach zawsze w życiu się przydadzą.

By nie roztaczać smutków dorzucam garść zdjęć, trochę z podróży na obóz, trochę z obozu…

Reklamy

Obóz, prawie…

Posted on

Kiedy to było, a nieco ponad rok temu. Znów w lesie nad jeziorem, ale znów nie ma tu wydźwięku negatywnego. Las, jezioro o ponad przeciętnej wodzie, nie tak twardej, a jak czystej. Spotkać w nim można nawet raki. Jakie to jezioro i gdzie nie zdradzę 😉 Niech pozostanie jak najmniej znane :). Lubię obozowy czas bo to czas nadzwyczajny, odmienny od miejskiego. Dla mnie to czas nad wyraz wartościowy. Nocne wędrowanie, szczególnie to na pomost na jeziorze daje jakże mocne odczucia. Człowiek w końcu ma poczucie, że coś znaczy, choć jest tak drobny na tle natury. Mógłbym tak godzinami.

Prawie… bo tak w realności postrzegania uczestniczyłem nie tyle co w samym obozie, choć byłem świadkiem przyjazdu harcerzy, lecz swój wkład wniosłem przede wszystkim w kwatermistrzowskie przygotowanie obozu, tzw. kwaterkę. Obóz to nie tylko początek i koniec, ale by mogło tak być trzeba przygotować sprzęt, zapewnić wodę pitną, odbiór odpadów, opiekę, co najmniej pielęgniarską. Samo zamówienie żerdzi do budowy urządzeń obozowych (tzw. pionierki) to sztuka sama w sobie, a zaczyna się od uzgodnienia z leśniczym co On, a co my rozumiemy przez żerdzie. Logistyka, ile spośród z nas jest zarobionych, wybrudzonych i spoconych, ale jakże uradowanych kiedy uda się przerzucić od 12 do 30 ton sprzętu na ciężarówki, szczególnie ze świadomością, że trzeba go później zdjąć, a przy zwijaniu obozu zapakować z powrotem i jeszcze raz wypakować. Harcerstwo nie ma nic wspólnego z wypaczonym prześmiewczym powiedzeniem „w krótkich spodenkach”.

Robimy tu bo to kochamy, robimy to bo wierzymy, że tak trzeba, robimy to bo dzięki temu nasze własne dzieci zyskują niezłą dawkę dobrego przykładu, robimy to bo przede wszystkim służymy, dajemy niezłą, ciężką, wymagającą szkołę życia dzieciakom. Kiedy sam sięgam w przeszłość to właśnie harcerstwo ugruntowało mnie w zaradności życiowej, dało szkołę radzenia sobie z kłodami pod nogami i nie dającą się opisać słowami radość z sukcesu, szczególnie wspólnego.

Ci, którzy tego nie przeżyli, nie byli harcerzami, nie byli instruktorami, nie są w stanie sobie tego nawet wyobrazić, a wszelkie wizualizacje to jedynie niedopracowane wersje beta. To odmienny stan umysłu. Poświęcamy temu „całe swoje życie”. Z dumą nosimy biało-czerwone barwy…