młodzi

Macierzyństwo, moje spojrzenie

Posted on

Niejako pozbawiony telewizji, a i w przestrzeni internetu nie zawsze podążam za prądami innych, zupełnie przypadkiem wpadłem na wpis pani Pauliny Młynarskiej, która w żenujący sposób, przy najmniej dla mnie, popłynęła w temacie kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Słusznie zauważyła, iż kampania skierowana jest do wąskiego grona kobiet. Jednak czy aby na pewno? Gdyby było takie wąskie nie miałoby statystycznie wpływu na przesuwający się statystycznie właśnie wiek zachodzenia w ciążę.

Nie wiem jakie intencje, przy najmniej częściowo miała pani Paulina Młynarska ale ja osobiście uważam, twierdzę, jestem przekonany i w ogóle, że że seks nie jest wyłącznie zabawą, a konsekwencje „wpadki” od tak można usunąć. Nie zamierzam dyskutować o dostępie do aborcji, bo to jest temat bardzo trudny, w którym za wszelką cenę niszczy się te najważniejsze osoby, kobiety. Dyskutuje się odkładając to co najważniejsze gdzieś na bok, zapominając o ludziach. To moje osobiste zdanie. Faktem jest, że są w wielu przypadkach wskazania medyczne dotyczące zdrowia kobiety przy nadziei powodujące iż usunięcie ciąży jest tym rozwiązaniem, które trzeba rozważać. Bez wątpienia jest to dramat dla matki, która dziecka pragnie. Niewątpliwie po aborcji nie ma tak, że nie ma problemów emocjonalnych, że to od takie proste i bezproblemowe. Faktem są komplikacje zdrowotne, że tak ujmę cielesne. Absolutnie nie akceptuję takiego podejścia do seksu i poczęcia życia, iż można je usunąć bo to wpadka, bo przecież miało być tylko tak fajnie. Jak już dwoje ludzi chce uprawiać seks, który jest piękny, może być piękny, jest niesamowity, ale to także podjęcie odpowiedzialności. Jeżeli seks jest jedynie radochą to jest to płycizna, emocjonalna mielizna. Jest akcja, jest reakcja. Każde nasze czyny i słowa mają konsekwencje i trzeba umieć je podejmować. Mogę tylko współczuć tym, dla których seks jest tak płytki emocjonalnie. Kwestia gwałtu to dla mnie obszar, gdzie to kobieta jest jako ofiara najważniejsza i wszelkie środki należy skierować na jej wsparcie. Nawet zdrowotnie może się okazać, że donoszenie i urodzenie będzie lepsze od aborcji, ale to powinna być przede wszystkim decyzja kobiety, ale decyzja podjęta rzetelnie. Dla mnie zdrowie to nie tylko ciało ale i umysł. Zdrowie psychiczne jest równie istotne, a zdrowie w ogóle należy rozpatrywać kompleksowo. To nie jest przecież tak, że każdy przypadek jest taki sam – za każdym razem są to indywidualne tragedie i historie i każda jest inna, jak każdy inny osobowościowo jest człowiek.

Macierzyństwo nie jest jak to określiła autorka, zapewne prowokacyjnie, psim obowiązkiem kobiety, suki jak to padło niejednokrotnie w treści. Jedne mają ku temu predyspozycje, inne nie. Wykwalifikowane profesjonalistki, obyte w świecie, podróżujące, podobnie jak profesjonaliści, obyci w świecie, podróżujący – nie oznacza, że mądre, mądrzy. Mądrość niestety nie idzie szczególnie często w parze z wiedzą, stąd też i rozróżnienie mądrości i wiedzy. Podobnie jak z faktem, iż nie zawsze większość ma racje. Problemem wieku jest to, że w pewnym momencie jest już zbyt późno na to by zrobić to i tamto, także by być Rodzicem. Osobiście uważam, że wolę być młodszym rodzicem, niż bardziej dziadkiem – ojcem dla swojego dziecka. Oczywiście doświadczenie życiowe powoduje, że niejako wydaje nam się, że jesteśmy z każdą minutą coraz lepsi, jak dobre wino. Jednak bycie Rodzicem to nie moment odkorkowania butelki, a nawet takie porównanie jest totalnie niepełne. Bycie Rodzicem to totalna rewolucja w życiu 🙂 i trzeba to przeżyć by móc zdecydowanie większą podstawę by o tym mówić, a mówić warto o tym 🙂

Odniesienie się pani Pauliny Młynarskiej do Pań w kasach w ogóle nie wiem jak należy potraktować, czy może jako pogardę dla nieudaczników życiowych? Może w ogóle co innego miała autorka na myśli. Dla mnie to takie pokazanie, że są zawody gorsze, złe, beznadziejne – a według mnie brak etosu pracy, szacunku dla pracy to jeden z głębokich problemów naszego kraju. A już totalnie mnie rozbawiło „… pod dyktando kościoła…” – bo to przykład nadinterpretacji i także niewiedzy. To, że kościół katolicki reprezentuje jakże bezkompromisową postawę w zakresie aborcji ma zarówno plusy jak i minusy. Pomijając jakże wiele problemów kościoła hierarchicznego trudno, choćby na logikę, zdrowy rozsądek, odmówić racji w potępianiu swobodnego dostępu do aborcji i tym samym sprowadzania seksu do wyłącznie chemicznej reakcji organizmu na fizyczne zbliżenie dwojga ludzi. Osoby wierzące, katolicy mają takie samo prawo do wyrażania swojej opinii jak i zwolennicy aborcji. Czy niejako automatycznie stają się źli? Zupełnie inną kwestią, absolutnie życiową, jest to, że życie to seria kompromisów i regulacje na poziomie społecznym wymagają kompromisów. Kwestia aborcji to kwestia bardzo trudna, nie dająca się rozwiązać, uregulować na ostro, to raczej pływanie w szerokim pasie granicznym. Niewątpliwie edukacja seksualna jest niezbędna, wiedza o budowie człowieka, znajomość elementarnych zasad rządzących naszymi ciałami, ale także cała masa pracy w warstwie emocjonalnej, a więc i etycznej to fundament dla młodych ludzi. Seks nie może być traktowana wyłącznie jako przyjemność, fizyczna zabawa bez konsekwencji. Pracuję z młodymi ludźmi i widzę głównie ludzi zarażonych „współczynnikiem doraźnej korzyści”, nie umiejących podjąć odpowiedzialności, udźwignąć konsekwencji własnych czynów i słów – to jest wręcz pandemia. Dojrzałość emocjonalna jest tu odległym lądem, którego większość z nich nie odkryła, ale już fizycznie mogą stać się Rodzicami. Edukacja seksualna pozbawiona pracy z uczuciami, aspektami etycznymi jest po prostu pozbawiona sensu.

Niewątpliwie pani Paulina Młynarska stanowi przykład osoby bardzo dobrze radzącej sobie z wyzwaniami życia i to bardzo dobrze, lecz nie oznacza to, że większość ma aż tak dobre predyspozycje. Autorka poruszyła także bardzo istotne kwestie, jak ściąganie alimentów, realnie dostępne tanie żłobki i przedszkola, a ja od siebie dodam, że powinny być darmowe, a nie tanie bo to wówczas jest realnym wsparciem Rodziców, a przede wszystkim pokrywające 100% zapotrzebowania. Nie łudźmy się ale przedszkole i szkoła to miejsca gdzie nie wychowuje się zamiast Rodziców, ale miejsca, przestrzenie gdzie kształtuje się i doskonali zachowania i postawy społecznego funkcjonowania. Autorka poruszyła także kwestie ściągalności alimentów – jakże istotną kwestię, która obecnie jest po prostu regulowana beznadziejnie.

Panie Paulina Młynarska twierdzi, że posiadanie potomstwa to w połowie kwestia męskiej połowy świata. Jednak czy tego chcemy czy nie dzieci dziedziczą więcej genów po matce niż po ojcu i owszem już wychowanie dziecka to w połowie obowiązek ojca i w połowie matki. Autorka stwierdziła dobitnie, cytuję „A pozostałe 98,5 procent kobiet w wieku rozrodczym, które za sprawą dyktowanej przez episkopat polityki nie mają dostępu do antykoncepcji…” – to ja chyba mam problemy ze wzrokiem w hipermarketach. Poza tym nie znam środków chemicznych, w tym leków, które nie mają skutków ubocznych. Nie środków medycznych, które nie wpływają negatywnie. Listy skutków ubocznych i działanie terapeutyczne to suma, która ma być ostatecznie dodatnia dla pacjenta, ale nie oznacza, że nie ma negatywnych następstw poza tymi pozytywnymi. Nie jestem specjalistą w kwestiach medycznych, ale im mniej czegokolwiek się bierze tym lepiej. Mam choróbsko autoimmunologiczne i leki zażywać muszę, a im mniejsze dawki tym lepiej. Episkopat nie dyktuje polityki. Nie przypominam sobie by ustawy i regulacje prawne pisali biskupi. To zdanie jest po prostu nieprawdziwe, a co najmniej niepełne. Wyrażanie opinii to jedno, a pisanie ustaw to drugie.

Równość między kobietą i mężczyzną to dla mnie przede wszystkim równość w prawie, wynagrodzeniach, prawie do rozwoju osobistego. Jestem mężczyzną i jestem jaki jestem, nie mogę tego co kobieta i na odwrót. Nie ma równości cielesnej, ani duchowej. Nie oznacza to, że w jakikolwiek sposób mężczyzna przewyższa kobietę. Dlatego Rodzina jest Rodziną pełną kiedy jest i żona, matka i mąż, ojciec gdyż i dla siebie i dla dzieci stanowią komplementarność – zarówno w ujęciu życia codziennego jak i emocjonalnego, czy duchowego. Brak jednego tylko pierwiastka nie jest ostatecznie dramatem, ale nie jest też czymś pożądanym, czy pozytywnym, a rozpad małżeństwa da o sobie znać u dzieci, prędzej, czy później, czy tego chcemy, czy nie.

Chcemy połowy świata, połowy kasy, połowy pracy i połowy zmartwień związanych z posiadaniem potomstwa. Połowy.

Paulina Młynarska

Połowy absolutnej się nie da. Nie wiem jakbyśmy wszyscy chcieli, ale myślę, tak mi się wydaje, że więzi miłości matki i dziecka są znacznie silniejsze niż ojca i dziecka, przy najmniej na znacznym etapie. Nie wiem jak bardzo bym kochał, a kocham bardzo moje dziecko, a miłość jego matki jest i tak mocniejsza. Nie wątpliwie poza tym połowa obowiązków wychowania spada na oboje Rodziców, co dla mnie jest zupełnie naturalne.

Spodobał mi się ten tekst: https://parenting.pl/portal/najlepszy-wiek-zeby-zajsc-w-ciaze

Reklamy

Współpasażerowie

Posted on

Komunikacja publiczna zbliża ludzi, choć przeważnie trzymamy się silnie tego, iż wokół siebie roztaczamy swoją strefę wpływów, choćby milimetrową ale jednak, a wtargnięcie do której traktujemy niemal jak wypowiedzenie wojny. Niedawno miałem okazję, bo przyjemnością bym tego nie nazwał. Wykończony siedzeniem nad pewnym projektem po nocy z lubością dorwałem miejsce i niemal natychmiast zapadłem w drzemkę. Jadę prawie z jednego krańca na drugi metrem. Względnie ustawiam się w miejscu takim by nie stać przy drzwiach. Mniejsza jakby z tym.

Rano w pobliżu mnie zadekowało się 2 mężczyzn, którzy na oko 18 lat mieli już istotnie za sobą, ale byli młodsi raczej ode mnie. Jeden z nich z oddali wyglądał na fana rapu albo techno, nie rozróżniam perfekcyjnie, więc mogłem się pomylić. To jednak był rap, gdyż cały wagon słuchał puszczanych kawałków. Były one tłem dla nieco donośnego głosu delikwenta, który opowiadał drugiemu swoje podboje nad innym przedstawicielami ludzi. Włączał w to bogatą mimikę, choreografię pomimo porannego szczytu w metrze. Prezentowane zasób słów, jak łatwo się domyślić niezwykle ubogi dopełniał całości. Byłem w rozterce, bo nie wiedziałem czy zainterweniować, czy jednak warto się narażać dla innych. Czy w ogóle można wygenerować jakikolwiek przekaz zrozumiały dla adresata wypowiedzi? Jasne, że warto ale Ci inni w większości zastosowali odcięcie się podłączając się do własnego świata muzyki przez słuchawki ze smartfonów. Odpuściłem sobie i tak popadając w przerywaną drzemkę dałem radę do końca przebywania we wspólnej przestrzeni. Wysiedli stację przed moją.

Zaszyłem się w pokoju, zweryfikowałem nieco przygotowanie do wykładu i pomny swojego stanu postanowiłem się zdrzemnąć. Niestety dzielna ekipa hydrauliczno-budowlana podjęła o 7:30 wyzwanie kucia otworu poprzez ścianę w szachcie do jednej łazienek. Tak zmotywowany ruszyłem do pracowni by coś zrobić jeszcze przed wykładem.

Tego samego dnia wieczorny powrót do domu również okazał się szansą do obcowania, tym razem, z 4 indywiduami. W odróżnieniu od porannych Ci wieczorni, każdy z osobna, prezentował się wstępnie jako „gość z którym można spróbować ustalić fakty bez sięgania po noże”. Tym razem głośność całej czwórki była większa, zasób słów nieco większy, ba a nawet były próby udawania mówienia po angielsku, niemiecku i rosyjsku. Wręcz poligloci. Właśnie w przypadku tej grupy dało się zauważyć jakże ciekawą kwestię. Odniosłem wrażenie, że każdy z osobna był w porządku, sprawiał wrażenie osoby odpowiedzialnej, kulturalnej. Jednak to co zaprezentowali w wagonie wulgaryzmy, picie alkoholu, poziom rozmowy, stosunek do klobiet – jednym słowem „żenua”, dramat kulturowy. Nietrudno było się zorientować, że chłopaki jadą po towar do wciągania. Znaczy postanowili osiągnąć wyższy stopień mentackiego stanu świadomości. Jednak w porównaniu do nich mentaci odgrywali znaczącą rolę. Ponieważ stan co poniektórych wskazywał już na poluzowanie hamulca ręcznego własnego sumienia i tym razem postanowiłem nic nie robić. Może powinienem, ale czy jakby chłopcy postanowili inaczej porozmawiać czy mógłbym oczekiwać wspracia od innych współpasażerów? To pytanie retoryczne. Tym razem ja wyszedłem wcześniej od tej ekipy.

Kolejny dzień, rano, mój stan świadomości zbliżony do tego sprzed doby, a nawet pogłębiony, powolne reakcje myślowe, ale wykład względnie w głowie ułożony. Wsiadam do wagonu metra i ustalam swoja pozycję przy końcu wagonu, tak by nikomu nie wadzić, bo przecież wychodzę za wiele stacji. W pewnym momencie Pani siedząca za moimi plecami rozpoczęła konwersację przez komórkę. Skończyła stację przede mną. Ja staram się nie rozmawiać przez telefon zbyt długo, jakoś ani chcę by inni słuchali co u mnie lub tak u kogoś, ani chcę przeszkadzać komuś. Głos Pani był, przy najmniej, dla mnie idealnie wpadający mi w uszy, lekko irytujący i naprawdę co mnie obchodzi półtoragodzinne męczenie się nad w czym wyjść, a i sam dialog przypominał mi pewien skecz kabaretowy. Moje wymowne spojrzenie na Panią nie odniosło żadnego efektu. Znów dałem radę.

Trochę mam za złe samemu sobie, że choćby nie zwróciłem spokojnie uwagi. Może doświadczenie sprzed kilku tygodni kiedy najpierw spokojnie zwróciłem uwagę trójce młodych ludzi, w tym jednemu chłopakowi, że siedzą niemalże rozwaleni na siedziskach w autobusie, a Pani z zakupami musi stać. Dziewczyny stwierdziły, że nie słyszą, być może w ogóle nie kumają po polsku. Chłopak wygenerował opór. Sama Pani, którą znam i wiedziałem, że jedzie dalej, tam gdzie ja, będzie tak stała jakieś 15-20 minut. Chłopak próbował być szarmancki i ustąpić miejsca kolejnemu dziatkowi, znaczy przesunąć się na miejscu typu 1,5 siedziska by ktoś usiadł, samemu jednocześnie zajmując 3/4 siedziska. Taki mały gbur, cham, tak wychowany, że ma prawo. Generalnie siedział aż wysiadł ale nie generował w paśmie słyszalnym komunikatów werbalnych pod moim adresem. W każdym bądź razie zirytowała mnie sama Pani, która powiedziała, że nie musi siedzieć, więc niejako w sposób najgorszy wsparła moje działanie. gdyby choć zaznaczyła, że choć postoi to jednak ja mam rację. Tak to jest…

Jesień, TIR, podróż, inne

Posted on Updated on

Czasem czuję się bezradny, choć niby wiem co może trzeba czynić, ale jednak niepewność działań, rozmów jest na tyle wielka, że paraliż wydaje się być całkiem niezłym określeniem. Dzisiaj niecodzienna okazja bym mógł doznać nieco spokoju i ciszy podmiejskiego naszego miejsca. Po podwiezieniu syna do gimnazjum wyruszyłem dalej, na wschód do naszego miejsca. Poranny szczyt nie sprzyja przejazdowi przez całe miasto. Awaria jednego TIRa niemalże blokuje skutecznie trójpasmową trasę i to nie kilka kilometrów przed owym nieszczęśnikiem. Po pokonaniu tej przeszkody już bez większych przeszkód dojechałem na miejsce. Pomijam …, który kiedy ja już stałem na czerwonym przed przejściem dla pieszych mnie wyprzedził. Udało się trąbnąć na pieszych bo a nóż byłąby tragedia.

W trakcie jazdy udało mnie się posłuchać rozmowy w radiu WNET (106,2 FM), w której młody człowiek, student albo już absolwent SGH opowiadał nieco o ekonomii, tym, że na uczelnie profesorowie nie mają specjalnego wyboru i muszą uczyć to co ustali ministerstwo, a o samym sobie opowiedział, że jest mówcą i zajmuje się osobistym rozwojem, szczególnie licealistów (może i gimnazjalistów). A co takiego powiedział? Po pierwsze jak co w przypadku kiedy ktoś siebie określa jako mówcę ma już znaczenie. Bardzo często używał słowa „EEEEE”, które brzmiało bardzo wyraźnie, a ja nadal nie wiem co oznacza. Wtrącał słowa i określenia z języka angielskiego. Jaki z tego wniosek – mówcą przy najmniej dla mnie nie jest. Sztuka retoryki jest dla tego Pana nadal w obszarze poznawania. Umiejętność używania jezyka polskiego również. Niestety w obliczu, jak się mnie wydało, przekonania o własnych predyspozycjach, tego typu spostrzeżenia mogą nie być w ogóle przyjęte przez owego Pana. Mogę się także mylić, a nawet bym w tym przypadku chciał.

Dowiedziałem się od tego Pana, że w zasadzie nie trzeba mieć dobrych ocen w podstawówce by pójść do dobrego gimnazjum, dobrych ocen w gimnazjum by… itd., że można wybrać inne ścieżki rozwoju. No cóż, gdybym mógł polemizować to bym powiedział, że w aktualnym systemie edukacyjnym w Polsce trzeba mieć dobre oceny by móc mieć możliwość wyboru! Inna kwestia czy dobrze się wybierze, czy samą kwestię wyboru potraktuje się należycie. Niestety Pan nie zaznaczył kwestii zasadniczej, wręcz kolosalnie istotnej, iż przyszłość każdy z nas może zbudować przede wszystkim na umiejętnościach popartych wiedzą, nie zaś na samej wiedzy. Tego zabrakło.

Zupełną nieprawdą jest, iż Profesorowie na uczelniach muszą stricte nauczać tego co „wymusza” ministerstwo. Funkcjonują, konkretne wymagania co do treści programowej, lecz już w jej zakresie istnieje nie małe pole manewru, a więc z ministerstwa nie przychodzą plany konkretnych przedmiotów, gdyż te powstają na samych uczelniach. Tu również ten Pan minął się z prawdą, a właśnie prawda legła u stwierdzenia, które sugerowało, iż na uczelniach niekoniecznie naucza się prawdy, gdyż sa wymagania ministerstwa?!? Jeżeli ów młody Pan by przy tym obstawał to nie przychodzi mi nic inne w pierwszym skojarzeniu jak określenie „zawężony horyzont poznawczy”. Po pierwsze sama prawda może wyglądać różnie z różnych perspektyw, lecz tu nie miejsce by teraz się zagłębiać w owe dywagacje.

Podróż płynęła dalej, radio było już wyłączone, a ja rozmarzyłem się na chwilę by mnie ktoś w końcu powiózł a nie ciągle ja muszę wozić innych, ale to akurat skromna fanaberyjka. Tym razem rekompensowane były moje małe żale innymi drobnymi rzeczami. Grą spadających liści w mglistych promieniach Słońca przebijających się przez coraz bardziej łyse korony drzew oraz spokojem wokół mnie. Wyjazd do naszego miejsca był chwilą oddechu od codziennych trosk, których jednak nie da się ani wyprzeć, ani zapomnieć, trzeba im stawić czoła. Odwlekać też nie ma co.

Powrót, powrót przede wszystkim przed korkami… szkoda czasu.

Dla wrażeń wizualnych garść zdjęć jesiennych z Puszczy Kampinoskiej.

13 gwoździ

Posted on

Dokładnie tyle zużyłem gwoździ przy własnej pionierce obozowej w namiocie. Długość linki, a w zasadzie dwóch to jakieś 70 m. Obóz bez pionierki nie jest, dla mnie ;), obozem. Szkoła kształtowania dzieciaków wymaga by popracowali, by zrobili, zbudowali, doświadczyli własnych błędów i poznawali sztukę poprawiania. Żadna inna droga nie jest w stanie zapewnić kształtowania umiejętności przetrwania, poradzenia sobie przy problemach. W przyszłym roku jak będzie mi dane być na obozie chyba popracuję bez gwoździ, tylko na samych linkach. Jedni uważają to za wyższy poziom pionierki, a ja chcę przypomnieć sobie i doskonalić węzły, a praktyka jedynie może prowadzić do mistrzostwa.  Przy depionierce wszystkie swoje i nie tylko swoje gwoździe odzyskałem. Hmmm… niech będzie wyjąłem z żerdzi i desek na złom. Ponad 20 lat temu w ramach oszczędności i trudności w nabyciu gwoździ, po odzyskaniu były one prostowane do ponownego użycia.

Przyglądając się sprzętu obozowemu, w końcu kwatermistrzem byłem kilka ładnych lat i jestem ogólnie techniczny, nawet bardziej niż ogólnie to widok pewnych tzw. kratek (półki do stalowych regałów) zaskoczył mnie. Trzeba będzie im poświęcić nie mało czasy by doprowadzić do stanu właściwego. Na „naprawienie” jednej kratki zużyto chyba z 12 gwoździ!!! Kto wie o czym pisze, ten też się zdziwi. W rzeczywistości świadczy to wyłącznie o niskiej kulturze technicznej wcześniejszego użytkownika z turnusu I. To niezmiennie dryfuję słowami w kierunku istoty harcerstwa. By przygotować obóz dla około 150 harcerzy i zuchów potrzebujemy około 20 do 25 ton sprzętu! Sprzęt niezadbany, niekonserwowany oznacza brak możliwości zorganizowania obozu. Kwestie logistyki i kwatermistrzowskie są niejednokrotnie traktowane w harcerstwie po macoszemu, bez należytej atencji i uwagi, a to także droga kształtowania młodego człowieka, która jest niezbędna, a umiejętności w takich obszarach zawsze w życiu się przydadzą.

By nie roztaczać smutków dorzucam garść zdjęć, trochę z podróży na obóz, trochę z obozu…

Obóz, prawie…

Posted on

Kiedy to było, a nieco ponad rok temu. Znów w lesie nad jeziorem, ale znów nie ma tu wydźwięku negatywnego. Las, jezioro o ponad przeciętnej wodzie, nie tak twardej, a jak czystej. Spotkać w nim można nawet raki. Jakie to jezioro i gdzie nie zdradzę 😉 Niech pozostanie jak najmniej znane :). Lubię obozowy czas bo to czas nadzwyczajny, odmienny od miejskiego. Dla mnie to czas nad wyraz wartościowy. Nocne wędrowanie, szczególnie to na pomost na jeziorze daje jakże mocne odczucia. Człowiek w końcu ma poczucie, że coś znaczy, choć jest tak drobny na tle natury. Mógłbym tak godzinami.

Prawie… bo tak w realności postrzegania uczestniczyłem nie tyle co w samym obozie, choć byłem świadkiem przyjazdu harcerzy, lecz swój wkład wniosłem przede wszystkim w kwatermistrzowskie przygotowanie obozu, tzw. kwaterkę. Obóz to nie tylko początek i koniec, ale by mogło tak być trzeba przygotować sprzęt, zapewnić wodę pitną, odbiór odpadów, opiekę, co najmniej pielęgniarską. Samo zamówienie żerdzi do budowy urządzeń obozowych (tzw. pionierki) to sztuka sama w sobie, a zaczyna się od uzgodnienia z leśniczym co On, a co my rozumiemy przez żerdzie. Logistyka, ile spośród z nas jest zarobionych, wybrudzonych i spoconych, ale jakże uradowanych kiedy uda się przerzucić od 12 do 30 ton sprzętu na ciężarówki, szczególnie ze świadomością, że trzeba go później zdjąć, a przy zwijaniu obozu zapakować z powrotem i jeszcze raz wypakować. Harcerstwo nie ma nic wspólnego z wypaczonym prześmiewczym powiedzeniem „w krótkich spodenkach”.

Robimy tu bo to kochamy, robimy to bo wierzymy, że tak trzeba, robimy to bo dzięki temu nasze własne dzieci zyskują niezłą dawkę dobrego przykładu, robimy to bo przede wszystkim służymy, dajemy niezłą, ciężką, wymagającą szkołę życia dzieciakom. Kiedy sam sięgam w przeszłość to właśnie harcerstwo ugruntowało mnie w zaradności życiowej, dało szkołę radzenia sobie z kłodami pod nogami i nie dającą się opisać słowami radość z sukcesu, szczególnie wspólnego.

Ci, którzy tego nie przeżyli, nie byli harcerzami, nie byli instruktorami, nie są w stanie sobie tego nawet wyobrazić, a wszelkie wizualizacje to jedynie niedopracowane wersje beta. To odmienny stan umysłu. Poświęcamy temu „całe swoje życie”. Z dumą nosimy biało-czerwone barwy…

Dzień Myśli Braterskiej

Posted on Updated on

dmb_2013

Był w miniony piątek i sobie przeminął. Skorzystałem z zaproszenia razem z żoną uczestniczyliśmy w kominku zorganizowanym przez środowisko 254 na warszawskich Bielanach. Jest jednym z wielu środowisk harcerskich mojego Hufca ZHP Warszawa Żoliborz. Nie Was tylko nie zmyli nazwa, bo swoimi granicami obejmuje podwarszawską Gminę Izabelin, Dzielnice Bielany i Żoliborz. To drugi co do liczebności hufiec w Polsce.

Jednak najważniejsze było spędzenie tego krótkiego czasu w mundurze, na kominku w drużynie, do której należy mój syn. To budujące, dające radość, zadowolenie, dumę ojcowską. Jako harcerz, instruktor nie spodziewałem się tego wrażenia, które odczułem tam będąc. Czułem moc dawnych dni, kiedy sam byłem drużynowym, kiedy świat wydawał się fajniejszy, lepszy. Bardzo się radowałem, z tego kominka.

Braterstwo – coś co można próbować opisać, ale wymyka się pełni objęcia, coś co się doświadcza, odczuwa, ale czy można ubrać w zasady. Może da się opisać, ale czy jasno i klarownie jak noc i dzień, a może dzień i noc. Dla mnie braterstwo to bycie wspólnie, wspólne działanie, wzajemna pomoc, coś w czym ważni jesteśmy my, nie ja, nie on, nie Ty, ale MY… Umiejętność współdziałania z zachowaniem szacunku, bo jak mówię, nie muszę kogoś lubić, kochać by z nim współpracować, coś razem tworzyć, trwać we wzajemnym szacunku.

Benedykt XVI abdykuje

Posted on Updated on

Faktem jest, że decyzja Jego Świątobliwości stanowi zaskoczenie dla wielu obserwatorów naszego ziemskiego świata. Jednak to zaledwie jedno z wielu decyzji jakie wielu podejmuje każdego dnia. Chciałoby się rzec, że świat upadł, lecz bynajmniej nie z powodu decyzji abdykującego już Papieża. Przepraszam czytelników, lecz mam już somatyczny objaw na widok tematu związanego z kościołem na tak zwanych portalach informacyjnych, szczególnie tych największych, po prostu robi mi się nie dobrze, a za prawdy nie jestem ułomek. Jutro zaś gazety zapłoną od spekulacji, domysłów, podejrzeń, wizji, objawień, cytowań przepowiedni i Bóg jeden raczy wiedzieć czym jeszcze, a i oczywiście teorii spiskowych. Internet już huczy, a jakże i to jak odważnymi wpisami ludzi ukrywających się za nicka’ami. Chyba czas stanąć we własnej obronie jako wierzącego. Ilość, bo trudno to jeszcze uznawać za policzalne, a może bardziej obrazowo ilość metrów sześciennych pomyj wylewanych przy okazji na duchownych i cały Kościół Katolicki o czym innym może świadczyć. Jakże odważni są ci komentatorzy bez jakiejkolwiek elementarnej kultury. Być może trzeba samemu zarchiwizować co poniektóre wpisy i udać się do stosownej prokuratury.

Frustracja Tych pseudoredaktorów, odważnych ludzi, a w rzeczywistości zwykłych tchórzy, którzy nie publikują pod prawdziwym nazwiskiem i imieniem jest jedynie dowodem na upadek wartości społecznego koegzystowania. Nie lubię być obrażany, wyszydzany i nie będę powtarzał uzasadnień z wielu wcześniejszych moich wpisów. Wymagam kultury i rzetelności, nie zgadzam i nie akceptuję takiego chamstwa.

Kościół Katolicki nie był, nie jest i nie będzie święty jako organizacja, czy jak kto woli hierarchiczna instytucja. Tworzą ją ludzie, od których oczywiście należy się spodziewać więcej, oczekiwać więcej, wymagać więcej, znaczy jakościowo więcej. Jednak duchowni to tylko ludzie i znam nie mało księży i mam szczęście bo trudno mi pośród nich odszukać tych pozbawionych odpowiedzialności, czy tych, którzy powołania prawdziwe pomylili z zawodowym, no może nawet i nie pomylili. Popełniają błędy, tak jak i cały Kościół Katolicki. Trudno czasem nie odnieść wrażenia, że działania duchownych, czy polityki ogólna Kościoła Katolickiego jest co najmniej nie jasna, czy wręcz nie zrozumiała. W dzisiejszych czasach oczekujemy szybkich, uczciwych i sprawiedliwych rozpraw z przestępcami w sutannach, bo i tacy się zdarzają i to już w ramach samego KK. Pedofilia, jazda pod wpływem alkoholu, kradzieże, przywłaszczenia, czy już bardziej z innego obszaru brak kultury, czy wręcz zdrowego rozsądku, pycha, żądza władzy. Jednak kiedy widzę wpis typu „kościół=pedofilia” to co ja sobie mogę pomyśleć o autorze takiego wpisu. Nie chcę domniemywać jego braku wiedzy, braku samokrytyki, zaślepienia. Może i taki człowiek został skrzywdzony przez jakiegoś duchownego, ale nie usprawiedliwia to takiego jadu i nienawiści także i do mnie jako osoby wierzącej, członka Kościoła Katolickiego. Może i „harcerstwo=pedofilia”, a jak, nie żałujmy sobie, a może „szkoła=pedofilia”, a czemu by nie. Nie było i nie ma instruktorów harcerskich, czy nauczycieli, którzy są pedofilami?!? Czy w przypadku organizacji harcerskich i szkolnictwa nie ma sprawnych systemów eliminowania ludzi o takich zachowaniach?!? Ależ są, lecz nie znam żadnego systemu, który jest 100% sprawny i stąd co jakiś czas pojawiają się sprawy, a media mają pożywkę na jakiś czas. Inna kwestia działań podjętych wobec takich duchownych i tu sam uważam, że KK nie robił tego jak należy. Pamiętajmy jednak o pewnej zasadzie, którą jakże lubimy stosować sami wobec siebie – „domniemani niewinności”. Czasem oddzielenie pomówień o faktów jest wręcz niemożliwe.

Laicyzacja, polityczna poprawność doprowadzi do upadku Europę jaką znamy. Jakże trafne są słowa premiera Australii, który dał upust swoim przemyśleniom co do diaspory muzułmańskiej w jego kraju. Europa można rzec już porzuciła swoje fundamentalne wartości na rzecz konsumpcjonizmu i pseudowolności. Świat wywraca się do góry nogami. Akurat osobiście jestem za instytucją związków partnerskich, choć wyłącznie dla par homoseksualnych i to z automatyczną wspólnotą majątkową. Zasługują na to i nie można udawać, że nie. Jednocześnie jednak natura ssaków jednoznacznie wskazuje by się rozwijać, dawać nowe życie jedynie związek kobiety i mężczyzny może to zagwarantować. Choć jednocześnie myślę, że nie jedna para homoseksualna jest w stanie wychować dziecko lepiej niż nie jedna heteroseksualna, ale nie dajmy się zwariować. Wszystko ma swój porządek rzeczy. Jestem mężczyzną i zgodnie z naturą nie mogę zajść w ciążę. Mam ReA (Reaktywne zwane także Odczynowym Zapalenie Stawów) a więc pewnych rzeczy nie mogę już zrobić. Wszystko wokół nas, a także my sami nie tylko poprzez prawa, zasady, kodeksy, zwyczaje, kulturę kreujemy warunki brzegowe naszego funkcjonowania, ale także nasze ciała o tym stanowią. Kobieta nie może być mężczyzną i mężczyzna nie może być kobietą. Nie stoję przeciw transformacją płci. Perfekcyjna niedoskonałość Bożego planu, czy jak kto woli ewolucji także, jak wszystko stworzone na podobieństwo posiada tolerancję wykonania. Nowotwory u dzieci, choroby, odchylenia, a także jakże nie ułatwiające uwięzienie nie tej płci w danym ciele. To jednak aż i tylko kolejny czynnik budujący warunki brzegowe. Dlaczego tak wiele w tych tematach, no cóż są na szczycie zainteresowania i nie uniknąłbym oskarżeń o nietolerancję. Tolerancja oznacza akceptację, ale we własnym kraju nie życzę sobie minaretu i wzywania na modły zakłócając sąsiedzki mir. Cudzoziemcy, którzy nie asymilują się kulturowo są dla mnie jedynie gośćmi. Nie oczekuję, że odrzucą swoją wiarę, kulturę, ale nie mogą protestować przeciw Szopce Bożonarodzeniowej bo to jest część naszej europejskiej tradycji i wiary katolickiej. Małżeństwo będzie dla mnie wyłącznie i tylko wyłącznie sakramentalnym lub cywilnym związkiem kobiety i mężczyzny.

Jak do tego dorzuci się powszechny, wręcz już pandemiczny objaw braku rzetelności, jakiejkolwiek i gdziekolwiek to się cieszę, że nie mam telewizora, a i kłopoty z podłączeniem do internetu. Jestem szczęśliwszy, a i bogatszy o czas dla Rodziny. Czasopism, w tym tygodników, a już gazet nie kupuję, bo samo rzucenie okiem może przyprawić o zapalenie spojówki. Kiedy niemalże w każdej szpalcie byk nierzetelności. Uważam, że każdy przede wszystkim odpowiada za siebie, potem za Rodzinę, a potem za miejsce pracy…

Swoim studentom podkreślam zawsze, a i synowi wręcz obowiązkowo… powinniśmy być krytyczni do wszystkiego. Czy wierzymy w Boga, czy nie to kwestia naszego wyboru dzięki wolnej woli jaką mamy. Niestety dla wielu, kwestia rozwoju duchowego, w tym wiary nie jest sprawą prywatną. Osobisty kontakt z Bogiem to jedno, a w wymiarze społecznym to grupa i nie można udawać, że to grupowa turystyka indywidualna – taki żart z magazynu RELAX (jak ktoś z czytelników go jeszcze pamięta – z czasów mej/naszej młodości). Zgodnie z nauką mej wiary przyjmuję prawdy objawione, lecz w zwykłym życiu codziennym kieruję się zasadą krytycznego podejścia. Wolę zadać pytanie niż bezapelacyjnie coś przyjąć bez przekonania. Wiara jako coś duchowego, niematerialnego daje mi tę możliwość wiary bez zobaczenia, ale tylko ze względu jej charakter. Przeżyłem swoje… i wierzę.

Może ustępującemu Papieżowi należy pogratulować odwagi decyzji, a może po prostu przejść do porządku dziennego pomimo wagi wydarzenia, ma ono szczególne znaczenie dla mnie jako katolika. Jako katolik pomodlę się za trafny wybór kolejnego Papieża. Ktoś pod jednym wpisów w internecie poddał wątpliwości wybory w wyniku natchnienia Ducha Świętego… no cóż. Każda grupa cechuje się układami, kulturą funkcjonowania, polityką, ale jeżeli choć jedna osoba przyznałaby się, że podejmuje decyzje wyłącznie racjonalnie to nazwałbym ją kłamcą. Obiektywizm, racjonalizm to idee, a nie stan faktyczny. Wszystko co robimy robimy subiektywnie, mniej lub bardziej, a ile w tym wszystkim naszej podświadomości…

Proszę piewców nienawiści i rzeczową dyskusję, a nie obrażanie. „Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe”, jakże to trafne, czyż nie?!? Wszystkim zaś życzę spokoju ducha, rozwagi serca, zdrowego i oświeconego umysłu przed decyzjami w życiu.