kino

Bez telewizora

Posted on Updated on

Czy można żyć bez telewizora? Pytanie stereotypowo ma jedną odpowiedź, a mianowicie, że się nie da. W rzeczywistości zależy to od stanu psyche zainteresowanego. W grudniu 2012 roku nasz stary telewizor osiągnął stan braku chęci współpracy z właścicielami. Posunął się nawet do tego, że nie dało się oglądać nawet filmów DVD. W konsekwencji ponad rok żyłem, moja rodzina także, w abstynencji od telewizora co… w zadziwiający sposób poprawiło relacje domowe, a ile to człowiek nagle miał czasu na inne do tej pory zapominane lub spychane w otchłań niebytu działania.

Po kilku miesiącach minął syndrom odstawienia 🙂 i życie płynęło sobie w lepszym stylu dalej. Kiedy od czasu do czasu miałem okazję załapać się na szklany ekran u rodziny, czy znajomych narastało we mnie ogromne przekonanie o cudownym wymiarze faktu nie posiadania telewizora. Poziom jakościowy, merytoryczny chyba zdecydowanie spadł. Jak raz obejrzałem jedną z cyklicznych produkcji informacyjnych to nie wiedziałem, czy to już dno, czy można to schrzanić jeszcze bardziej. Widocznie większościowa grupa oglądających wymaga takiego obniżenia lotów jakościowych. Nie wspomnę o obrzydzeniu innymi produkcjami rozrywkowymi, które zobaczyły moje oczy, a mózg starał się poradzić z tym emocjonalnie. Nie żałuję, że nie mam telewizji, tak teraz już tylko telewizji, bo telewizor dostaliśmy. Dzięki czemu możemy zanurzyć się doznaniach filmów z DVD, bez bloków reklamowych, tych, których chcemy, a nie tytułów, które się serwuje w powszechnie dostępnych kanałach.

Oczywiście nie każdy program, nie każdy kanał, nie każda stacja to dno, lecz trudno mi jednak dojrzeć trend zwyżkowy w ogólnie pojmowanej jakości produkcji emitowanych w telewizji. Trudno mi także odnaleźć jakieś ciekawe pozycje w kinie. Czasem mam wrażenie, że film z akcją pędzi szybciej niż mój mózg jest w stanie to ogarnąć. Fakt procesor nie najnowszy 😉 ale software’owo upgrade’owany stale do nowszych wersji. Jednak wspomaganie sprzętowe jest z zeszłego wieku. Może to znak czasu, może jednak wolę czasem posłuchać nieco bardziej rozbudowanych dialogów z sensem. Może to moja fanaberia.

Wracając jednak do telewizora… ten, który posiadamy rodzinnie nie posiada MPEG4, a więc nie odbiera platformy 😀 i całe szczęście. Dekoder kosztuje niewiele, ale i tak nie jest wpisywany na żadną listę potencjalnych zakupów. Życie bez telewizji jest dla mnie osobiście lepsze. Niby coś tracę ale zyskuję czas dla najbliższych, na lekturę, na muzykę. Tak jest lepiej, a jak chcę obejrzeć film, to mam własną kolekcję i swoje ulubione tytuły. Czasem coś się dokupi.

Reklamy

Hobbit

Posted on Updated on

FBCover_Gandolf

Dziś rodzinnie obejrzeliśmy Hobbita 3D w wersji 48HFR. Nie podchodzę do ekranizacji z kryterium wiarygodności z książkowym źródłem bo z pewną nutą smutku taki jest dzisiejszy świat. Jednak przecież tak jednoznacznie kojarzące się ze Śródziemiem nazwisko jak Peter Jacskon nie mogło mnie rozczarować. Bardzo cenię kiedy dokładnie Ci sami aktorzy grają te same postacie jak we „Władcy pierścieni”. Dzięki podejściu twórców Hobbita mamy oczekiwany świat Śródziemia. Nie musiałem jakby na nowo trawić i przyswajać kolejnej wizji, lecz miałem zgodną, taką jaka mnie spodobała się wcześniej. To akurat okazało się wygodnie. Mimo wszystko z pewnym trudem przychodzi mi zaakceptować technikę 3D. Owszem tu i ówdzie daje, naprawdę daje dużo, jak choćby w ujęciach lotu orłów, lecz poza tym czy jest rewolucyjna? Nie wiem, ale wiem także, a przy najmniej tak mnie się wydaje, że w takim a nie innym kierunku podąża współczesne kino i film. 48HFR daje przy dynamicznych scenach, czy to walki, czy po prostu ruchu ten komfort oglądania, lecz jednocześnie wydaje mnie się, że powolne sięganie brody, zwykłe ruchy po naczynia wydają się niejako jakby nieco szybsze niż w rzeczywistości. Czy należy uznać to za znaczącą niedoskonałość, czy etap rozwoju technologii. Stawiam na to drugie i oglądałem film z radością. Kilka razy mimowolnie chciałem się odsunąć i zamknąłem na moment oczy chroniąc się przed lecącym przedmiotem. Doszedłem zresztą do wniosku, że możliwości 3D nie zapewnią pełni wykorzystania tej technologii. To sami twórcy filmów niejako muszą na nowo uczyć się planować sceny, ujęcia by móc to 3D wykorzystywać pełniej. Wydaje mnie się, że „Hobbit” jest filmem, który daje nam widzom powody by po pierwsze tak myśleć, a po drugie bo tak do tworzenia tego filmu podeszli jego twórcy.

Aktorzy, ukazanie krasnoludów, swoisty humor w moim przekonaniu właściwie oddają ducha oryginalnego Hobbita tego na kartach do czytania 🙂 Oczywiście wierności pełnej nie ma, ba nawet są postacie, wydarzenia, o których w samym „Hobbicie” nawet nie wspomniano. Spotkamy się z retrospekcją ale w sumie dobrze, że jest gdyż niejako to i owo troszkę wyjaśnia, szczególnie tym co nie mieli okazji, pomimo bycia lekturą,  na przeczytanie twórczości Tolkiena. Czy to po prostu cecha ekranizacji, potrzeba wzbogacenia, dopasowania filmu do potrzeb widzów, czy twórców? Ekranizacja „Hobbita” jako trylogii w porównaniu do treści „Władcy pierścieni” dała twórcom „Hobbita” możliwość odmiennego podejścia. Jakby to powiedzieć, a raczej napisać? Jest czas by móc tę czy tamten książkowy wątek pociągnąć, oddać czas na jej przedstawienie na ekranie. No cóż. Objętość opowieści jest niejako zupełnie odmienna. Ja to tak odczułem. Jednocześnie miałem, nie do końca zwerbalizowane, odczucie że tej walki było troszkę za dużo. W sumie „Hobbit” jest dla dzieci, a pewne sceny jakby jednak czyniły film dla starszych, a może tylko mnie tak to uwiera. Obok siedział mój syn, dla mnie znawca bo choć ma dopiero, czy aż prawie 13 lat, „Władcę pierścieni” przeczytał od deski do deski już chyba ze 3, czy 4 razy. „Hobbita” również zaliczył, więc to on odpowiada mi teraz co było w filmie, a nie w książce. On to już dziecię współczesnych przekazów medialnych. Cieszę, że taki film powstał bo w porównaniu do produkcji jakie dzieciaki mogą oglądać na co dzień „Hobbit” jawi się jako dzieło wspaniałe.

Wręcz muszę dodać, że bardzo cieszyły mnie sceny z Galadrielą. Po prostu uwielbiam te postać tak zagraną przez Cate Blanchett. Dla mnie idealnie odzwierciedla graną bohaterkę Tolkienowskiego świata. Oczywiście pewnie dyskusyjne, ale ja tak to odczuwam. Bardzo ważna dla mnie jest zawsze muzyka i tym razem się nie zawiodłem bo w oczywisty sposób nawiązano do wcześniejszych nut, a także jest obecne to coś charakterystyczne tylko dla Hobbita.

Lubię filmy Peter’a Jackson’a o Śródziemiu bo to jak ukazano tamten świat, jak pokazano tamte opowieści przypadł mi do gustu, uzupełnił moje wyobrażenia, spowodował, że niejako tamten świat mógłbym nazwać moim światem.

Polecam…

Kot w butach

Posted on

Nie jeden raz wspominałem, że mieszkam domu z rodziną i z… trzema kotami, choć czasem mam wrażenie, że to one w swej łasce pozwalają mi na przebywanie w pokojach jako personel :). W miniony piątek wraz z synem przy okazji zakupów, a spróbujcie kupić kurtkę dla dziecka, nie dziecka, ale nie nastolatka – takich dzieci na świecie nie ma… Tak twierdzą dostępne rozmiarówki.

Syn skwapliwie przypomniał mi o obietnicy pójścia do kina na „Kot w butach„. Wybraliśmy seans 3D w kinie, do którego chodzimy z reguły, a w zasadzie w ostatnich latach wyłącznie :). Film jak film, po prostu dobry, może nie genialny, ale kot, o koty chodzi, o przymilne futerka, a sama historia może i nie porywająca, ale i niepozbawiona zalet. Według mnie to dobry film dla tych większych i tych mniejszych. Oglądało mi się bardzo dobrze i jestem bardzo zadowolony. W końcu sam mam trzy futerka w domu, biegające po wszystkim, niestety.

W sumie spodziewałem się produkcji, w której główną rolę zagrałby kot ze „Shrek’a”. Nic dziwnego stał się kocim pupilem ekranu kinowego, swoistym kocim celebrytą i należało się spodziewać filmu, w którym zagra główną rolę. Inna kwestią jest, jak dla mnie, kompletne oderwanie od świata Shrek’a opowieści „Kota w butach”. Trudno doszukać się konotacji, za wyjątkiem magicznej fasoli i samego jajka, ze względu na magię i swoistą odrębność bytu samego Jajka.

Jednak film stanowi wartość samą w sobie, może mógłby być ciut lepszy, tak jakbym czuł jakiś niedosyt, ale i tak się podobał. Polecam rodzicom i dzieciom, szczególnie posiadaczom kota lub kotów, choć akurat kwestia kto kogo posiada jest w tych przypadkach nad wyraz silnie dyskusyjna.