obóz

Obóz harcerski

Posted on

Jestem instruktorem, od kiedy to…, a od 1994 roku kiedy to wypowiedziałem instruktorskie zobowiązanie. To już 20 lat temu zapisanych kart historii. Nie liczę ile to obozów organizowałem, a ile współorganizowałem. To coś bez czego trudno żyć, trudno przeżyć wakacje, choć poświęcenie ponad miesiąc czasu na obóz nie jest łatwe w dzisiejszych czasach. Jednak bakcyl obozowania, który opanowuje niewielu nie jest do wyleczenia, choć sam potrafi przeminąć. Organizacja obozu to wyzwanie logistyczne i od tej strony to mnie pociąga. Wybór terenu, uzgodnienia formalno-prawne, a potem… Transport sprzętu, budowa infrastruktury, w tym nawet wiercenie studni, rozstawianie namiotów, budowa urządzeń w namiotach. Dla obozu 150-180 osób potrzeba około 25-30 ton sprzętu, który jest pakowany własnymi siłami na ciężarówki, wypakowywany na obozie i z powrotem ładowany i układany w magazynie. Jeżeli jednak obóz zwija się w deszczu to po powrocie trzeba namioty wysuszyć, a nie są to namioty małe. Trzeba to kochać by temu się poświęcać.

W tym roku miałem okazje uczestniczyć w kwaterce, czyli pracach mniejszej grupy przygotowującej obóz. Potem miałem jedynie okazje odwiedzać obóz w soboty i niedziele. W tym roku nie było mi dane, z wyboru, uczestniczyć w całym obozie. Czasem trzeba jednak odpocząć bardziej nieco. Obóz to praca, to tylko inne spędzenie czasu, ale to jednak praca. Zapewnienie funkcjonującej infrastruktury (kuchnia, magazyny, sanitariaty) wymaga nieustającej uwagi i dbania. Czas obozu to także czas napraw posiadanego sprzętu, jego przeglądu.

Jednak obóz to czas iluzji w opozycji do normalnych dni spędzanych w kole życia dom-praca/szkoła-dom. To czas przeżywania wieczornych spotkań przy gitarze, ogniskach, czy rozmów, na które codzienność nie pozwala w pełni. Ściany namiotów nie zapewniają dużej prywatności, a więc to czas obcowania z innymi ludźmi. W naszym środowisku to czas piękny, bo spędzany z ludźmi, którym się bardziej chce, z ludźmi przychylnymi i pomocnymi. Nie ma tu problemów dnia codziennego. Są oczywiście inne, ale wszystko razem pozwala na odreagowanie od szarości pozostałych dni roku.

Uwielbiam rozgwieżdżone noce i spadające meteory przecinające ciemność kosmosu. Szum kropel deszczu o dach namiotu zawsze mnie kołysze, działa jak kołysanka na stargane nerwy. Lubię burze, choć tu na obozie wolę jak są daleko. Codzienne obcowanie z przyrodą jest tak odmiennym stanem, że wartym przeżycia dla niego samego.

Reklamy

Obóz, prawie…

Posted on

Kiedy to było, a nieco ponad rok temu. Znów w lesie nad jeziorem, ale znów nie ma tu wydźwięku negatywnego. Las, jezioro o ponad przeciętnej wodzie, nie tak twardej, a jak czystej. Spotkać w nim można nawet raki. Jakie to jezioro i gdzie nie zdradzę 😉 Niech pozostanie jak najmniej znane :). Lubię obozowy czas bo to czas nadzwyczajny, odmienny od miejskiego. Dla mnie to czas nad wyraz wartościowy. Nocne wędrowanie, szczególnie to na pomost na jeziorze daje jakże mocne odczucia. Człowiek w końcu ma poczucie, że coś znaczy, choć jest tak drobny na tle natury. Mógłbym tak godzinami.

Prawie… bo tak w realności postrzegania uczestniczyłem nie tyle co w samym obozie, choć byłem świadkiem przyjazdu harcerzy, lecz swój wkład wniosłem przede wszystkim w kwatermistrzowskie przygotowanie obozu, tzw. kwaterkę. Obóz to nie tylko początek i koniec, ale by mogło tak być trzeba przygotować sprzęt, zapewnić wodę pitną, odbiór odpadów, opiekę, co najmniej pielęgniarską. Samo zamówienie żerdzi do budowy urządzeń obozowych (tzw. pionierki) to sztuka sama w sobie, a zaczyna się od uzgodnienia z leśniczym co On, a co my rozumiemy przez żerdzie. Logistyka, ile spośród z nas jest zarobionych, wybrudzonych i spoconych, ale jakże uradowanych kiedy uda się przerzucić od 12 do 30 ton sprzętu na ciężarówki, szczególnie ze świadomością, że trzeba go później zdjąć, a przy zwijaniu obozu zapakować z powrotem i jeszcze raz wypakować. Harcerstwo nie ma nic wspólnego z wypaczonym prześmiewczym powiedzeniem „w krótkich spodenkach”.

Robimy tu bo to kochamy, robimy to bo wierzymy, że tak trzeba, robimy to bo dzięki temu nasze własne dzieci zyskują niezłą dawkę dobrego przykładu, robimy to bo przede wszystkim służymy, dajemy niezłą, ciężką, wymagającą szkołę życia dzieciakom. Kiedy sam sięgam w przeszłość to właśnie harcerstwo ugruntowało mnie w zaradności życiowej, dało szkołę radzenia sobie z kłodami pod nogami i nie dającą się opisać słowami radość z sukcesu, szczególnie wspólnego.

Ci, którzy tego nie przeżyli, nie byli harcerzami, nie byli instruktorami, nie są w stanie sobie tego nawet wyobrazić, a wszelkie wizualizacje to jedynie niedopracowane wersje beta. To odmienny stan umysłu. Poświęcamy temu „całe swoje życie”. Z dumą nosimy biało-czerwone barwy…

Latrynowe przypływy

Posted on

Siedząc w latrynie obozowej jest się z założenia w miejscu sprzyjającym przemyśleniom i stąd te przypływy 🙂 choć można je w kontekście tematu różnie zrozumieć.
Obozowa latryna sprzyja przemyśleniom, chyba że właśnie jest kolejka. Pomijając zwiększone zapotrzebowanie na posiedzenia w zaciszach latryny można w niej sprawdzić wiadomości ze świata, o ile jest zasięg, porozmawiać albo z oczekującymi, albo z osobnikiem na drugim oczku, oddzielonym przepierzeniem plandekowym.
Dla niewtajemniczonych przypomnę, że latryna jest konstrukcją kopaną uzupełnioną konstrukcją z deseczką jak z domowej toalety :D.
Dyskusji na temat latryna kopana kontra TOI-TOI tutaj nie prowadzę bo każda z opcji ma swoje zalety i wady…
W każdym bądź razie latryna bywa zadaszona i niezadaszona, a nasza jest wyposażona także w dach. Zatem w sumie to ciekawe miejsce 😉
Poza tym obozy to czas ograniczonej prywatności. Nie można powiedzieć, że jej nie ma w ogóle, ale jednak ponad 100 osób razem w jednym miejscu, nierzadko miesiąc, pod namiotami to mimo wszystkiego życie znacząco społeczne. Dla mnie ten czas jest cudowny, wspaniale kontrastujący ze zwykłą codziennością . Zamierzam jeszcze niejednokrotnie powracać na obozy…

Las… obóz…gwiazdy

Posted on Updated on

Miesiąc w lesie to cudownie spędzony czas. Niemalże trzyletnia przerwa w obozowaniu spowodowała, że obecne przebywanie na obozie jest czymś wyjątkowym. Po pierwsze miejsce, pogoda, a przede wszystkim, czyli po „zerowe” ludzie. Dla nich samych warto było przyjechać. Zawsze niezmiennie twierdzę, że obcowanie z ludźmi jest dla mnie bardzo ważne i jakże sprzeczne z moim jednoczesnym uwielbieniem samotnych wędrówek. Wspomniane niecałe 3 lata to nie tylko przerwa to odmienność, która dziś wzmacnia odczuwanie czasu obozowego.

Nocne wędrowania po obozie, słuchanie jego odgłosów, odgłosów przyrody wokół nas, kontemplowanie nocnego nieba, jakże czystego, migoczące mnogościa gwiazd. Choć to obóz, choć są obowiązki to jest to jednocześnie czas z dala od codziennych technokratycznych czynności w betonowym mniej lub bardziej mieście. To troszkę jak w górach kiedy umysł odpoczywa dając się uwieść tej swoistej czasoprzestrzeni.  Odpoczywam, regeneruje siły, obmyślam nowe pomysły i kierunki działań. Tego obozu było mi potrzeba.

Harcerstwo… najwięcej znajomych i przyjaciół, w tym żona :-), szkoła życia… tak, jestem harcerzem i jestem z tego dumny.