wspólnota

Z tygodnia na tydzień

Posted on Updated on

Z tygodnia na tydzień to… tak miało być o moim nowym, eksperymentalnym cyklu na moim kanale na YouTube ale jakoś będzie nieco jeszcze o czymś.

z_tygodnia_02.jpg

Sam pomysł chodził w moich myślach od początku podjęcia solidniejszej pracy nad kanałem na YouTube. Byłem, jestem i będę twórcą, który uwielbia pracę z obrazem i dźwiękiem.

Dla mnie szczególnie „Z tygodnia na tydzień” będzie cyklem bardzo ważnym. Po pierwsze wyzwaniem jest założona konkretna cykliczność, która polega na emisji filmu w każdy poniedziałek między 6-8 najlepiej, najdalej do 8 rano.

Po drugie podjęcie tego cyklu wymaga ode mnie pracy nad doborem tematów z tygodnia, obserwacji tego co jest ważne ale przede wszystkim wyszukiwania czegoś dobrego. Tak, ma być coś z energią i radością. Jestem według niektórych mistrzem w tematach refleksyjnych, nostalgicznych, smutnych… a życie to jednak coś związanego ze Słońcem, jego ciepłem i radością.

Dla słuchaczy i widzów ma to być coś na lepszy początek nowego tygodnia.

Pierwszy odcinek zrealizowałem na przysłowiowego wariata, a więc, jak to ja, jestem prawie zadowolony. Dostępny jest też w ramach Soundcloud: Z tygodnia na tydzień #1

Po trzecie, a w zasadzie powinno to być miejscu 00 to motywacja do pracy nad własną ekspresją i swoistym swobodniejszym stylem, który dostrzegą może inni. Bo ja czasem jestem duszą towarzystwa ale bardzo, ale to bardzo rzadko 😉

Może „Z tygodnia na tydzień” okaże się w jakiejś swojej części kroniką, lepszą od vloga, a może inną, ważną również jakoś dla innych? Byłoby fajnie, ale to wymaga doskonalenia samego mnie 🙂

Po trzecie o to chodzi o pracę nad sobą, która nie tylko daje mi frajdę tworzenia ale kształtuje i doskonali moje umiejętności.

Dla mnie kanał na YouTube z jednej strony był nieosiągalnym celem, a z drugiej naturalną drogą samorozwoju. Nieosiągalny cel bo wstyd, bo niska samoocena, bo przekonanie, że nie umiem i nie powinienem. Pokonanie własnych lęków, ograniczeń to prawdziwe zwycięstwa jakich dokonujemy. Jest to cholernie trudne ale nie jest niemożliwe. Warto, po trzykroć warto.

U mnie to się zmieniło, a w zasadzie miało początek kiedy to moi nauczyciele od wokalu w Music School dla takich jak ja 😉 powiedzieli, coś w tym stylu:

Co Pan mi tu… pamięć rytmu jest i pamięć dźwięku jest a reszta to tylko wyćwiczenie mięśni…

Niektórym miesiąc zajmuje to co Panu udaje się na pierwszej lekcji (flet poprzeczny).

Nagle okazało się, że przełączyły się te źle nastawione przełączniki w moich myślach i mogę śpiewać i mogę nauczyć się grać na flecie poprzecznym, a w każdym razie mam predyspozycje.

Dlaczego flet poprzeczny? Bo masowo ludziska uczą się gry na gitarze, a ja jak zwykle troszkę po swojemu. Moje samospełniające się przekonania przestały się sprawdzać. To niełatwy proces zmian siebie samego, a dokładnie swojego podejścia do świata, bo jesteśmy jacy jesteśmy i inni już nie będziemy, tak z punktu widzenia leżenia naszych fundamentów ale możemy starać się zmieniać nasze myśli, wierzyć bardziej we własne siły itd.

Mam nadzieję, że uda mnie się ten eksperyment „Z tygodnia na tydzień” albo się skończy się szybko. Kiedy pisałem ten tekst wpadło mi kilka ciekawych kwestii właśnie do kolejnego odcinka. Do zobaczenia i usłyszenia.

Odcinek dostępny także do posłuchania: Z tygodnia na tydzień #1

 

Reklamy

Gry ale niekomputerowe

Posted on

Komputer wciąga, komputer pochłania, a sądzę, że konsole różnych typów, wielkości, możliwości jeszcze bardziej. Człowiek zostaje wciągnięty, zassany i odizolowany od wszystkiego innego. Dlatego dzienny limit gry na komputerze dla mojego juniora wynosi maksymalnie 30 minut z minutnikiem w ręku. Dopuszczenie do gry na komputerze może nastąpić dopiero po wypełnieniu postawionych domowych obowiązków, ogólnej postawy i zachowania. Sam lubię od czasu do czasu pograć i wiem ile czasu traciłem kiedyś na granie, godziny, dnie, noce…

Są gry, które nie potrzebują ekranu komputera by w nie zagrać. To gry planszowe, karciane, przygodowe, szachy i wiele innych. Z synem lubimy wspólnie grać w tego typu gry bo po pierwsze wówczas jesteśmy razem i razem się bawimy, śmiejemy, wpływamy nawzajem na siebie. W tego typu grach obserwujemy się nawzajem i uczymy się przegrywać, odczuwać radość ze wspólnego zespołowego działania, a także i współzawodnictwa. Czasem jednak ciężko mi przychodzi przegrywać 😉 😦 choć muszę uczciwie przyznać, że mój syn to godny i pomysłowy towarzysz tego typu gier.

Ostatnio wieczorami gramy w grę Hobbit od firmy Egmont. Plusem tej gry jest łatwość grania, względnie krótki czas rozgrywki, proste zasady i nie trzeba przeczytać książek, sięgnąć do FAQ gdzieś na jakimś forum  w internecie. Elementy gry takie jak dwie figurki, karty, akcesoria są wykonane bardzo dobrze. Choć gra nie jest trudna to za te wspólne chwile nie da się niczym zapłacić. W zanadrzu zaś mamy z synem jeszcze nie jedną grę.