radość

Fotki naszych kotów

Posted on

Nie goszczą na łamach blogu nazbyt często. Może dlatego, że jakoś do tego nie przywiązuje wagi, należytej wagi 😉 Może dlatego, że ich kocie mości nie życzą sobie upubliczniania wydarzeń z ich udziałem. Jednak troszkę już się zebrało, a efekty poniżej.

Reklamy

Fotołowy kampinoskie

Posted on

Wędrowanie jest tym czymś, co uwielbiam. Chciałem napisać niemało tu i teraz, ale załączę zdjęcia. 5 lutego, a w zasadzie w nocy z 4 na 5 lutego tak obfite opady śniegu mnie bardzo miło zaskoczyły. Niestety temperatura oscylująca wokół zera, w dniu zorientowana na plus, spowodowała, iż śniegu nieco ubyło. W każdym bądź razie pierwszy raz tej zimy odśnieżyłem chodnik przed posesją. Teoretycznie zgodnie z prawem za niego nie odpowiadam, ale jak ja tego nie zrobię to właściwe służby tym bardziej. Nie mogłem sobie odmówić spaceru. Pierwotnie zaplanowałem go na jakieś 12 km, ale okazało się, że i wyszedłem zbyt późno i w cale właściwie się nie czułem. Zamknąłem nową starą standardową pętlę 4 km.

Śnieg tłumił szum ulic, można było oderwać się od miasta, od problemów życia i po prostu powędrować sobie 🙂 Ślady wykazały, że nie tylko ja wpadłem na taki dobry pomysł.

Zima w Kampinosie

Posted on

Mieszkam w pobliżu, w zasadzie za miedzą, ulicą, lecz w każdym bądź razie blisko. Wczoraj pogoda jakże miło zaskoczyła, nie tylko mnie. Słońce, błękit nieba, lekki mróz cudownie oddziaływały na mnie i mnie cieszyły. Spacer był wręcz niezbędny. Zdecydowanie wolę pogodę właśnie taką. Lekki mróz preferuję zdecydowanie bardziej niż przysłowiowe +5 °C i chlapa. Zatem starałem się tyle ile mogłem chłonąć ten stan pogodowy. Przebieżka trwała nieco dłużej niż standardowo trwa bo sesje fotograficzne nieco spowolniły kroki. Wędrowaliśmy między po tzw. motylowej łące zupełnie nowym podestem dla turystów.

Śnieg i uśmiech

Posted on

W dniu w zasadzie wczorajszym, a dokładnie wczoraj wieczorem zaskoczyły nas, mnie, żonę, syna i koty niespodziewane, lecz zapowiadane bez przekonania opady śniegu :). Czekałem na śnieg, bo lubię zimę, bo lubię kiedy biały śnieg we dnie kiedy wieczór trwa od rana do nocy dają taką swoistą jasność, aż się serce bardziej raduje.

Pierwszy śnieg w Warszawie - 25.XII.2014 Pierwszy śnieg w Warszawie - 25.XII.2014 Pierwszy śnieg w Warszawie - 25.XII.2014

Życzenia Bożonarodzeniowe

Posted on

Betlejemski żłobek Chsrytusa

Wszyscy moi, nasi (ja, Żona, syn, nasze pięć kotów) Przyjaciele, a także Rodzino, Znajomi, Czytelnicy tego bloga składamy Wam życzenia, jakże radosne, jakże obiecujące, bo Bożonarodzeniowe. Dla mnie osobiście za każdym razem to radość, że na nowo, z Nowym Rokiem, ale i kolejnym dniem mogę pracować nad sobą, stawać się, czy lepszy, to już inni ocenią, ale dążyć ku temu by być lepszym. Wam życzę by Święta Bożego Narodzenia przeminęły w ich duchu, Rodzinnie, z najbliższymi, by były źródłem energii na dalszy czas.

 

Interstellar – czy warto?

Posted on

interstellar

Zanim poszedłem przeczytałem recenzję na jaką natrafiłem w internecie, napisaną przez Małgorzatę Steciak. Autorka wyraziła swoje zdanie, że Nolan nie osiągnął swojego właściwego kunsztu tym filmem, że nie dorasta ten film do jego poprzednich, jak choćby „Incepcji”. Spodobała mnie się ta recenzja. Nie było w niej pretensjonalności, może nieco na początku. Ciekawy tekst i dobrze mnie się go czytało. Zadałem sobie pytanie, czy ma rację? By jednak na to sobie samemu odpowiedzieć, sam musiałem film obejrzeć i tak też dzisiaj zrobiłem. Niejako oprócz niego dziś też obejrzałem „Fury”, ale właśnie „Interstellar” odcisnął mocniej swoje piętno na moich uczuciach.

Nie chodzę na film by go obejrzeć, lecz by go przeżyć, odczuć, poczuć. Czasami film nie daje mi tych szans, a czasami zaskakuje. Ja mimo wszystko dostrzegłem Nolana w tym filmie, to coś co wskazuje na niego. Faktycznie pierwsza połowa, tu w pełni zgodzę się z autorką, jest lepsza, lecz co to oznacza? Dla mnie tyle, że inaczej ją przeżywałem, niż kolejną połowę. Była bliższa mnie, nam, działa się tu na ziemi, właśnie po raz pierwszy, dla mnie tak udanie, oddająca umierający nasz świat, ginący, lecz nie zniszczony dokumentnie jeszcze. Ludzie pomimo tego co dzieje się wokół nich, nadal żyją. Większość to farmerzy, nawet byli inżynierowie, kosmonauci, piloci. Deszcz jest czymś mitycznym, prawie nikt się nie doskonali w niczym poza zwykłym przeżyciem, zwykłym, przeciętnym graniem w bejsbol. Nawet loty na Księżyć przedstawiono jako propagandowy miraż minionego wieku. Ludzi ograniczyli się do przeżycia w świecie, który umierał. Ziemia jak natura, w której przyszło ludzkości żyć bezpowrotnie umierała. Nie było szans. W takich warunkach podróże kosmiczne wydawały się całkowitą stratą czasu i funduszy. Dziś jakże dla nas naturalne, przy najmniej dla mojego pokolenia, dążenie ku gwiazdom, odkryciom, eksplorowanie w świecie Nolana zostaje zredukowane do codzienności bez marzeń o odkryciach. Dlatego, że to coś z czym mogę się ja niejako szybciej mentalnie skojarzyć bardziej trafia do mnie, do umysłu, do uczuć.

Czy jednak druga część filmu jest beznadziejna? Czy sięganie po wzorce z innych filmów jest w tym przypadku złe? Czy sztampowe wzorce scenariuszowe są tu także złe? Czy bohaterowie grają według kiepskiego scenariusza? Dialogi to „suchary” pełne banałów? Prawda, którą zawsze trudno dostrzec zapewne jest gdzieś w czasoprzestrzeni, poza horyzontem zdarzeń, poza zdolnościami nas by móc ją dostrzec, wyraźnie i w całości. Naukowcy, czołowe umysły swoich czasów i nauk, wyjaśniający sobie oczywistości nie są czymś niezwykłym. Nasze umysły żyją stereotypami, a nawet nasz wzrok nie widzi wszystkiego wokół nas, a mózg musi dobudować resztę wizji. Sam jestem naukowcem, a dziś każdy naukowiec siedzi w wąskim kanionie swojego obszaru. Czasem oczywistości przesłaniają inne kwestie, a czasem trzeba porozmawiać o tych oczywistościach. Takie rozmowy nie są dla mnie czymś dziwnym. Dzięki temu widz, który nie ma nawet zbliżonej wiedzy do możliwości pojęcia kwestii naukowych może poznać zagadnienie, by nie rozpraszał się na szczególe, lecz mógł obejrzeć film.

Czy „międzygalaktyczna siła miłości” może istnieć? Powoli zmierzam ku temu czym ten film dla jest. Na pierwszy rzut oka można nawet zgodzić się, że to … ale czy na pewno? W tym filmie nie Boga, Bogów, jest człowiek, a bohaterowie nie odbywają podróży do innych światów bo coś naukowcy odkryli, lecz dlatego, że Oni, byty wielowymiarowe, na to pozwoliły, umożliwiły. Może to właśnie one zastąpiły Boga? To jednak z punktu widzenia tego do czego zmierzam nie jest kluczowe w tym filmie. Można przystać na to, iż w filmie są uproszczenia, a czasem rozwiązania sytuacji i problemów dzieją się jakby tak od pstryknięcia palcami, ale czy właśnie to nie jest najlepszym wyborem? To każdy widz niech oceni sam w sobie. Któż z nas nie podejmuje decyzji podłóg własnych uczuć, nie ulega im, nie kocha, nienawidzi? Zdolność podejmowania decyzji obiektywnie, bez własnych uczuć nie istnieje, jest nieprawdziwe. Każda decyzja to suma uczuć, podświadomości, która odgrywa w naszych życiu znacznie większą rolę, niż nam się powszechnie wydaje. Obiektywizm to ideał, do którego co prawda możemy dążyć, ale tylko próbować. Nawet robot, czy komputer nie są w stanie podjąć decyzji obiektywnie. Programy tworzą ludzie, używając matematyki, a więc założeń, uproszczeń. Współczesne nam sztuczne inteligencje zaczynały swoją naukę pod kierunkiem człowieka, a gdyby istniała czysta sztuczna inteligencja, nie byłaby najprawdopodobniej w stanie podjąć decyzji obiektywnie. Czy tego chcemy czy nie, jako ludzie przede wszystkim podejmujemy decyzje na podstawie intuicji i podświadomości, a wiedza i mądrość mają swój udział, ale tylko udział. Może najbardziej ckliwe to to jak główny bohater powraca po ponad 100 latach dzięki Nim. Film tu pozostawia niedopowiedzenie, pokazuje zdolność dążenia człowieka do dalszego odkrywania, szukania tych osób, które są jemu bliskie.

Dla mnie to film o rodzinie, miłości w rodzinie, miłości do dzieci, miłości do rodzica, więzach między ludźmi, empatii, podejmowaniu odpowiedzialności za swoich bliskich jak i całą ludzkość, ale przede wszystkim w warstwie emocjonalnej. Niby bohaterowie ratują ludzkość, starają się, ale tak naprawdę podróżują wraz z własnymi miłościami, uczuciami lub ku nim, mniej lub bardziej świadomie. Cała otoczka świata Nolana, apokaliptycznego w pierwszej części i sf w drugiej to tylko nośnik dla rdzenia, dla więzów międzyludzkich. Tym ten film okazał się dla mnie. Pewnie będę wracał do niego wielokrotnie. To co okazało się dla mnie osobiście ważne to muzyka, która dla mnie jest jakże ważna, a w połączeniu z obrazem czyni cuda, lub może zniszczyć wszystko. Tu ewidentnie była na właściwym miejscu. Można w tym filmie z łatwością odkryć fragmenty „Odysei” Kubrick’a ale to wersja Nolana, bez zniekształceń, jakże dobrze dobrana w tym filmie.

Oczywiście McConaughey swoją rolą nadaje wartość temu filmowi, a niemal epizodyczna rola Matt’a Damon’a jest najgorsza, ale dla mnie też nie do końca. Jednak ten film jest dla mnie filmem dobrym, gdyż zaoferował odbiorcy coś co dziś spychane jest w niebyt, rodzinę, miłość, rodzicielstwo, nadzieję, zakończenie, które nie jest może super wygraną, ale nie jest przegraną, że warto, że trzeba… Może tylko ja tak go odebrałem, może dlatego, że jestem naukowcem, że jestem ojcem, mężem, może dlatego, że… to już tylko dla tych co mnie znają 😉 Może dlatego, że podświadomie potrzebowałem właśnie takiego filmu i nie dostrzegam ewidentnego kiczu? Może i wszystko gładko płynie, akcje czasem szybciej, czasem wolniej, a rozwiązania się znajdują. Efekt happy end’u? By on zaistniał fabuła musi do niego doprowadzić, a tym samym wpływa na film.

Życzę miłego seansu.

Obóz harcerski

Posted on

Jestem instruktorem, od kiedy to…, a od 1994 roku kiedy to wypowiedziałem instruktorskie zobowiązanie. To już 20 lat temu zapisanych kart historii. Nie liczę ile to obozów organizowałem, a ile współorganizowałem. To coś bez czego trudno żyć, trudno przeżyć wakacje, choć poświęcenie ponad miesiąc czasu na obóz nie jest łatwe w dzisiejszych czasach. Jednak bakcyl obozowania, który opanowuje niewielu nie jest do wyleczenia, choć sam potrafi przeminąć. Organizacja obozu to wyzwanie logistyczne i od tej strony to mnie pociąga. Wybór terenu, uzgodnienia formalno-prawne, a potem… Transport sprzętu, budowa infrastruktury, w tym nawet wiercenie studni, rozstawianie namiotów, budowa urządzeń w namiotach. Dla obozu 150-180 osób potrzeba około 25-30 ton sprzętu, który jest pakowany własnymi siłami na ciężarówki, wypakowywany na obozie i z powrotem ładowany i układany w magazynie. Jeżeli jednak obóz zwija się w deszczu to po powrocie trzeba namioty wysuszyć, a nie są to namioty małe. Trzeba to kochać by temu się poświęcać.

W tym roku miałem okazje uczestniczyć w kwaterce, czyli pracach mniejszej grupy przygotowującej obóz. Potem miałem jedynie okazje odwiedzać obóz w soboty i niedziele. W tym roku nie było mi dane, z wyboru, uczestniczyć w całym obozie. Czasem trzeba jednak odpocząć bardziej nieco. Obóz to praca, to tylko inne spędzenie czasu, ale to jednak praca. Zapewnienie funkcjonującej infrastruktury (kuchnia, magazyny, sanitariaty) wymaga nieustającej uwagi i dbania. Czas obozu to także czas napraw posiadanego sprzętu, jego przeglądu.

Jednak obóz to czas iluzji w opozycji do normalnych dni spędzanych w kole życia dom-praca/szkoła-dom. To czas przeżywania wieczornych spotkań przy gitarze, ogniskach, czy rozmów, na które codzienność nie pozwala w pełni. Ściany namiotów nie zapewniają dużej prywatności, a więc to czas obcowania z innymi ludźmi. W naszym środowisku to czas piękny, bo spędzany z ludźmi, którym się bardziej chce, z ludźmi przychylnymi i pomocnymi. Nie ma tu problemów dnia codziennego. Są oczywiście inne, ale wszystko razem pozwala na odreagowanie od szarości pozostałych dni roku.

Uwielbiam rozgwieżdżone noce i spadające meteory przecinające ciemność kosmosu. Szum kropel deszczu o dach namiotu zawsze mnie kołysze, działa jak kołysanka na stargane nerwy. Lubię burze, choć tu na obozie wolę jak są daleko. Codzienne obcowanie z przyrodą jest tak odmiennym stanem, że wartym przeżycia dla niego samego.