Bezrobotni absolwenci uczelni

Posted on

Styczność ze studentami mam każdego dnia, nierzadko także w soboty i niedziele. Artykuł w piątkowej „Gazecie wyborczej” pt. „Przyjmą każdą pracę” oraz przeczytane w sobotę komentarze portalów onet.pl oraz wp.pl przyczyniły się do wyrażenia mojego skromnego poglądu.

Na wstępie wyrażę pogląd, że chciałbym by m.in. Szanowani przedstawiciele polityków nie doprawiali sytuacji opiniami, które wydają się czasem niezbyt trafione (jak choćby relacjowany przez ww. portale J. Kaczyński). Sądzę, że to nie tylko ten rząd przyczynił się do zaistniałej sytuacji.  Omawiany problem narastał przez czas wszystkich ekip rządzących od 1989, a swój udział w tym mają również same uczelnie, ale także sami maturzyści, jednym słowem „wszyscy”. Odnoszę wrażenie, a chciałbym się mylić, że w tym przypadku, wiele przekazywanych treści przypomina propagandową papkę, która służyć chyba może tylko politycznym celom. Mogę się mylić, daleko mi do stanu wszechwiedzy i mam nadzieję, że nigdy takiego nie dostąpię.

Zacznijmy jednak od początku. Kończąc szkołę średnią, zdając maturę młody człowiek dostaje swoisty paszport na uczelnię. Tu jednak jest obszerny dokument napisany bardzo małym druczkiem. Szkoły każdego poziomu, począwszy od podstawowej, przez gimnazjum do szczebla średniego włącznie zostały pozbawione narzędzi dyscyplinująco-wychowawczych. Bo szkoła poprzez wychowanie może co najwyżej kształtować zachowania społeczne i przygotowywać do życia w grupie, znaczy społeczeństwie. Całą resztę wynosi się z domu lub ma się szczęście. System kształcenia uniemożliwia radzenie sobie z trudnymi uczniami, których absolutnie nie można pozostawiać samych sobie. I tu przydałyby się szkoły „dla dzieci o wybujałej fantazji” i trudnym charakterze, w której pracowałaby armia pedagogów i psychologów. Bo każdy młody człowiek jest wart tego by o niego walczyć i mu pomóc. Jednak system powinien wyraźnie akcentować odpowiedzialność i konsekwencje swoich czynów, prawionych przez uczniów. Konkludując absolwenci opuszczający mury szkolne nie są najlepiej przygotowani do bycia studentami (wiedza i umiejętności). Po drugie w przeważającej większości reprezentują, lub bliżej im do postawy roszczeniowo-żądaniowej. Po trzecie pozbawieni są skutecznego wsparcia w wyborze studiów. Po czwarte wg amerykańskich badań (staram się do nich dotrzeć i potwierdzić) jedynie od 6% do 8% absolwentów szkół średnich ma predyspozycje do studiowania. U nas w wyniku zochydzania szacunku do zawodów wszelakich pęd ku studiom jest przeogromny. A jak mawiam – kopać rowy to też trzeba umieć. Wystarczy spróbować samemu.

W ramach jednego z przedmiotów zaplanowano sprawdzenie umiejętności opracowywania prezentacji multimedialnej. Z ciekawości zadałem temat pt. „dlaczego wybrałem lub wybrałam ten kierunek studiów”. Strona techniczna większości prezentacji była dopuszczalna, zaledwie kilka było przygotowanych naprawdę wyśmienicie. Jednak ciekawsza była ich strona merytoryczna… przede wszystkim, wręcz dominujące absolutnie, okazały się frazesy i przekonania żywcem i BEZKRYTYCZNIE zaczerpnięte od polityków i mediów. Taki wniosek jedynie utwierdził mnie w konieczności pomocy maturzystom, w ogóle uczniom szkół średnich w wyborze studiów.

Niebagatelną rolę odgrywają programy nauczania. Jeżeli w tym zakresie opuści się poziom, przyjmie się jedynie słuszne kryterium, czyli „cenę” to skutkiem tego licencjusze i inżynierowie nie mogą być wysoko cenieni, w tym przez rynek pracy. Wiedzy przybywa, a nie ubywa. Jeżeli dla przykładu na tradycyjnie pojmowanym kierunku technologicznym (a pamiętajmy, że przecież brakuje nam inżynierów) zmniejszać się będzie udział przedmiotów technologicznych to efekt będzie taki, że obecny student może mieć nawet co najmniej 5x mniej godzin niż 15 lat temu. Przypomnę, że wiedzy przybywa. Dodatkowo niekonsekwencja w planach przedmiotów i efektem końcowym jest inżynier, którego należy douczyć. Na rynku pracy trudno mówić o wysokim cenieniu takich absolwentów. Logicznym wydaje się, że dla każdego rocznika należy opracowywać są analizy rynku pracy. Student rozpoczynając studia powinien wiedzieć jakie specjalności na wybranym kierunku będą. Niestety wielu studentów ma właściwości zbliżone do wody, czyli płynie tam gdzie łatwiej. W moim głębokim przekonaniu studia nie mają służyć „produkcji ludzi legitymujących się wyższym wykształceniem”. Produkcji bo dla wielu studentów chodzi o papier, a i tak pracują w wielu przypadkach nie w zawodzie. Legitymujących się bo w studiowaniu nie chodzi tylko wiedzę i umiejętności, ale także o kulturę bycia, wypowiedzi, wyrażania uczuć. Dziś trudno mówić choćby o wyższej kulturze języka, czy reprezentowanych postawach. Czasami ja i moi koledzu odczuwamy, że zaledwie przesuwamy tych młodych ludzi o kilka lat do statystyk bezrobocia. W studiowaniu chodzi o umożliwienie studentowi zapoznanie się z wiedzą i umiejętnościami, ciężką pracą i podkreślenie szacunku do niej. Chodzi o kreowanie elit a nie o masowość zjawiska.

Podobno (trzeba zweryfikować) Polska ma więcej uczelni wyższych niż USA. Czyli kuriozum bo wpływa to na rozdział studentów. Kadry dydaktycznej i naukowej na uczelniach raczej od 1989 roku nie przybyło lawinowo, a i ta co jest, uwzględniając tzw. czynnik ludzki, również nie jest doskonała. W wielu przypadkach, chyba w ramach oszczędności, pracownicy naukowo-dydaktyczni zajmują się tyloma czynnościami administracyjnymi, że z trudem znajdują czas na badania, naukę, pisanie artykułów, przygotowywanie i prowadzenie zajęć. Dla podkreślenia, nierzadko by przygotować 45 minut wykładu trzeba poświęcić na przygotowanie nawet i 3 godziny, a czasem i więcej. System wynagradzania jest skansenem, nieelastyczny i niewłaściwy w swoich kwotach. Tak, uważam, że nauczyciele i akademicy powinni zarabiać nie mało, lecz każde wynagrodzenie powinno być uzależnione od efektów pracy. I nie chodzi tu o wskaźniki liczebności dyplomantów i olimpyjczyków. To tylko składowe, a studia nie powinni mieć nic wspólnego z masowością liczb. Tu chodzi przede wszystkim o jakość. System pozbawiony nadzoru i kontroli, systemu nagradzania nie może funkcjonować prawidłowo.

Finansowanie uczelni również jest dalekie od doskonałości. „Darmowość” uczelni państwowych teoretycznie daje szansę studiowania większej liczbie studentów. Czy jednak takie podejście jest właściwe? Czy chodzi o masowość czy kompromis z jakością? Uczelnia musi utrzymać pomieszczenia, kadrę, aparaturę. Musi na to mieć środki. Osobiście uważam, że przy aksjomatycznym istnieniu logicznego i skutecznego systemu stypendiów student powinien ponosić jakieś koszty kształcenia. Bo gdy się płaci za coś, na czym zależy to się wymaga, a i samemu zupełnie inaczej przykłada się do zagadnienia. Niech absolwent po zakończeniu studiów i przez 20 lat spłaca takie stypendium, czy kredyt. Nie ma znaczenia przy tym, gdzie w rzeczywistości pracuje i mieszka.

Jak czytam o finansowanych stażach studentów z budżetu państwa, czy progach bezrobocia to… się denerwuję. Przede wszystkim jakość nauczania, praktyka, co niezaprzeczalnie łączy się z ogromnym wysiłkiem i ciężką pracą dla studentów. Jeżeli wszystko będzie dawane to nie ma co liczyć na sukces. Pracodawcy nie interesuje, kto płaci za praktykę studenta. Celem moim zdaniem powinno być kreowanie ludzi z wyższym wykształceniem o wysokim poziomie wiedzy i umiejętnościach w taki sposób by realnie i w powszechnym przekonaniu pracodawcy jak czytają inżynier, licencjat świadomie mówili – tak, to samo w sobie jest wartością. Dziś tak nie jest. Na pewno nie całkowicie, czy absolutnie, ale w każdym bądź razie nie jest to powszechne. Dziś nierzadko okazuje się, że student piątkowy w realu przegrywa z trójkowym. Przegrywa w dodatku na polu merytorycznym. Zatem nierzadko system dydaktyczny nie zdaje sam egzaminu.

Od wielu lat w Polsce wykształcenie jest dewaulowane bo tak naprawdę kiedy człowiek się rozgląda wokół siebie nie widzi realnego i uczciwego znaczenia wykształcenia, nie tylko wyższego. Ranga nauczycieli spada. Pozbawieni narzędzi i środków nie mogą czynić zbyt wiele. Przy czym nie chodzi tu o możliwości prawne tylko jednoczesne prawne i realne.

Oczywiście jest wielu fantastycznych młodych ludzi, niebywale uzdolnionych lub bardzo pracowitych, którzy reprezentują wysoki poziom. Są jednak najczęściej pogrzebani przez szarą masę.

Wiadomo, nie od dziś, że występuje takie zjawisko jak nasycenie specjalistami w danym obszarze zawodowym. Wiadomo, że niektóre obszary badawcze, aplikacyjne są obszarami wiedzowo niszowymi, bez specjalnych perspektyw rozwoju. Co nie oznacza, że nie należy kształcić np. 3 specjalistów na 2 lata. Owszem istnieją „teoretyczne” rozwiązania legislacyjne umożliwiające „indywidualny tok studiów”. Niestety realność warunków studiowania, całego otoczenia, w tym finansowania raczej nie umożliwia właściwe ilościowo stosowanie takich ścieżek studiów. Tu uwaga, dla wielu nieprzyjemna, ale co już pisałem, studia nie powinny być darmowe, bezpłatne. Nie chcę tu namawiać do prywatyzacji uczelni, choć pewnie w wielu przypadkach mogłoby to stanowić panaceum, ale i w wielu być fatalną pomyłką. Uczelnia, szpital to firmy. Muszą utrzymać budynki, sprzęt, personel, kupić materiały. Z punktu widzenia jakości nauczania, czy leczenia, nie ma znaczenia kto wnosi odpłatność. Czy środki pochodzą z budżetu, od darczyńców, czy jako opłata za usługę, nie ma to znaczenia. Bezpłatność studiów w Polsce to mydlenie oczu pozbawione skuteczności. Oczywiście zawsze tu podkreślam, wszystko ma swoje blaski i cienie. Systemy stypendiów czy  środki na leczenie czegoś więcej niż zwykłego zapalenia gardła muszą funkcjonować równolegle. Gdzieś w tym wszystkim inwestycja w człowieka, bezzwrotna też musi istnieć, ale musi też trafiać do realnie tego potrzebujących. To nie są łatwe i nieskomplikowane zagadnienia, w dodatku pełne uczuć.

Chciałbym dożyć czasów kiedy w Polsce jej obywatel będzie podmiotem, ale świadomym i gotowym na ponoszenie konsekwencji swoich czynów. Zdecydowanie wolę te pozytywne konsekwencje, jak choćby radość z rodziny, pójścia do kina czy teatru, rowerowej wyprawy, czy zwykłego wylegiwania się. Czasem tą konsekwencją jest więzienie za przestępstwa. Nikt nie może jedynie żądać od życia i otoczenia. Wszyscy musimy i dawać od siebie i dostawać, również uczciwe wynagrodzenie za uczciwą pracę. Nie może być tak, że ktoś kto pracuje nie może siebie, czy i rodziny utrzymać.

Zawsze młodzi to przyszłość, ale przyszłość bez ich udziału, ich zaangażowania nie będzie dobra. Tak trzeba pomagać młodym ludziom, ale nie tylko dawać, lecz umożliwiać. Oni nie są instrumentami, czy bezwolnymi jednostkami, należy im się pełen szacunek, lecz jednocześnie trzeba od nich wymagać, jak od każdego.

Problem bezrobocia absolwentów polskich uczelni to zjawisko wieloczynnikowe, począwszy od stanu szkolnictwa, przez kadry, system finansowania, wyposażenie, wskaźniki ilościowe, stan gospodarki, teraźniejszość i przyszłość rynków pracy… i pewnie nie jeden można jeszcze wymienić.

Nadchodząca znowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym najpewniej przyczyni się dodatkowo do wstrząsów na polskich uczelniach. Chciałbym móc powiedzieć, że wiele zmieni się na lepsze. Obawiam się jednak, że pozytywnych efektów nie będzie wiele i raczej nie nastąpi jakościowa poprawa. Zbyt wiele aspektów ma tu znaczenie by jedna nowelizacja, choćby i tak gruntowna, mogła dokonać rewolucyjnych i skutecznych zmian…

Reklamy

Kocia dusza

Posted on Updated on

W naszym domu od zawsze były koty. Do wczoraj były 4, w tym 3 dziewczynki. Mieszkamy w domu więc z natury koty u nas mają wychodne. Nie mogę ich trzymać w zamknięciu kiedy widzę w ich oczach, pyszczkach, łapkach i ogonach tę nieodpartą chęć wolnego dreptania po świecie. Wczoraj, choć nie przy mnie, ale pewnie jak zwykle Kulka wypadła z domu przez drzwi otwarte przez domownika, z ogromną radością. Jak zwykle… Kiedy jednak jej nieobecność się przedłużała, kiedy nie widziałem jej w oknie i potem nikt jej nie widział poczułem niepokój. Czołówka, bo ciemno, polar bo chłodno, buty bo mokro i wyszedłem na dwór. Chodziłem i przywoływałem, aż w pewnym momencie ją zauważyłem leżącą na boczku przed bramą, może jakieś pół metra do spokoju swojego terenu za ogrodzeniem. Widziałem, że nie oddycha, ale i tak pobiegłem po klucz, potem wyskoczyłem przez furtkę z nadzieją, bo jak jej nie mieć. Nasza Kuleczka vel Kulka vel Łasi Łasi, najpuchatsza, najprzymilsza i najsympatyczniejsza o mięciutkim i aksamitnym futerku. Zawsze zadzierająca sympatycznie łepek z okrągłymi oczami, kręcąca kuperkiem z ogonem. Piękna była. Kiedy jej dotknąłem była już zimna, sztywna. Łza zakręciła się w oku. Spojrzałem w jej otwarte oczy, które były jakby zmarszczone, pogięte, puste, martwe. Głaskałem ją i czule mówiłem… Prosiłem by jej dusza zaznała spokój… może trafiła w miejsce gdzie trafiają kocie dusze…

Nie umiem pogodzić się z jakąkolwiek śmiercią. Pewnie będą i Tacy, którzy zarzucą mi, że w ogóle wypuszczam koty na dwór. Ale one są wolnością… I choć Kulka w wakacje przeżyła już spotkanie z samochodem i była poważnie ranna to jednak ją uratowaliśmy. Tym razem jej się nie udało. Bardzo mi smutno, że nie było mnie przy niej w tych ostatnich chwilach… Może to i tylko kot, ale przede wszystkim życie, charakter, uczucia… a i tak członek rodziny. Już mi jej brakuje wychodzącej z za rogu, wpadającej do sypialni i oczekującej miziania, pieszczoch, mruczącej i łaszącej się. Już nie pośpi ani ze mną ani z innymi domownikami. Zostaje tylko pamięć…

Kuleczka sprzed kilku dni bacznie śledząca wydarzenia w kuchni, leżąca na wiklinowym koszyczku na lodówce. Już nigdy jej tam nie zobaczę…

Smoleńsk, MAK, Polska, Polacy…

Posted on Updated on

Ponoć badania, profesjonalne, wykazały, że im większa demokracja tym więcej spiskowych teorii dziejów. Przy okazji ogromnej tragedii jaka Nas Polaków dotknęła 10 kwietnia, potem tej chwili, wręcz mgnienia w obliczu wszechświata, kiedy wydawało się, że jako Naród jesteśmy w stanie wznieść się ponad nas samych, a w końcu obecnie obserwuję dokładnie to samo co…

… co? Dokładnie to samo co w pracy, samorządzie lokalnym, w środowisku, które mnie otacza. Brak jakiejkolwiek samokrytyki, uczciwego podejścia do sprawy, zrozumienia, ba wręcz chęci do wysłuchania innych. „Odrzućmy raport MAK” – takie, dokładnie takie lub zbliżone w brzmieniu, lecz identyczne w znaczeniu słowa dziś padały niejednokrotnie. Zgadza się, że są przesłanki świadczące o tym, że można mieć wątpliwości co do instytucji MAK. Moim zdaniem nie dobrze jest kiedy taki raport nie uwzględnia wszystkich możliwych okoliczności, w tym tak dyskutowanych zapisów rozmów wieży kontrolnej w lotnisku w Smoleńsku. Wśród nas są ludzie, którzy wierzą, że to był zamach. Czy był? Nie było mnie tam, nie mam dostępu do materiałów ze śledztw, ale osobiście nie sądzę. I z tym samych powodów nikt nie może twierdzić, że zamach był. My Polacy wydaje się, że mamy monopol na rację. Ja uważam, że na podstawie dostępnych danych, w tym również kolorowych snów gazetowych pisarzy, nie mających nawet bladego pojęcia o lotniczych katastrofach i zamachach, poza tym, że wiedzą że są i jak wygląda samolot, niezmiernie trudno wyrokować w jakikolwiek sposób o zamachu. Wielokrotnie powtarzano i powtarza się nadal, że w zasadzie nie ma wypadku, katastrofy lotniczej, poza może zamachem, w której jest tylko jedna przyczyna. To przeważnie zbieg, nierzadko błahych wydarzeń, które samodzielnie są opanowywane rutynowo, a gdy występują razem lub tuż po sobie są tragiczne w skutkach. Zamach… osobiście uważam, że gdyby to był zamach to kolejne wydarzenia byłyby inne, choćby ze względu na sytuację geopolityczną.

Jak widać ani katastrofa CASY, ani katastrofa z 10 kwietnia nie doprowadziły do wyciągnięcia wniosków, a już na pewno nie wcielono takowych w życie. Przyjrzyjmy się temu co nas otacza, urzędom, własnej pracy, samorządom, agendom rządowym, nawet sąsiadom, tak na spokojnie, bez zawiści, czy niechęci. Jesteśmy mistrzami „jakoś to będzie”. Wiem, przykro jest kiedy jakkolwiek oczernia się czy to pilotów z 36 pułku, czy samego byłego dowódcę polskich sił powietrznych. Niestety najczęściej powodem katastrof są głupie powody. Wg informacji wcześniej JAK-40 wylądował bez zgody. Czy jak już wiadomo było, że tylu ważnych osobistości i zwykłych obywateli ma lecieć w jednym samolocie to ci, ponoć najbardziej kompetentni nie powinni zareagować, zwłaszcza generał lotnictwa wojskowego? Powinien. Czy pilot w ogóle w warunkach pogodowych nad lotniskiem powinien podchodzić do lądowania. Oczywiście, że nie powinien, bo on jako kapitan samolotu odpowiada za życie osób na pokładzie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ani załoga za sterami, ani zwierzchnicy nie chcieli tego co się stało. Są ludzie, którzy nie wierzą w mgłę i tylko tyle, a zarazem aż tyle. Nie ma nawet przesłanek by mówić, że mgły nie było. Przypadek z dnia wczorajszego – podczas rozmowy telefonicznej z osobą siedzącą zaledwie kilka kilometrów,  ode mnie, w tym samym mieście, centrum Warszawy, padły słowa rozmówcy o mgle, bardzo gęstej. Mimowolnie spojrzałem za okno. Nie było nawet sugestii o możliwości mgły. Pogodę można próbować zmieniać, ale nie da się jej tak bardzo kontrolować, w każdym bądź razie nie dziś. Są ludzie, którzy twierdzą, że samolot nie mógł tak się obrócić, że to nie możliwe. Więcej są nawet tacy, którzy niemal matematycznie są w stanie to określić i zaprzeczać przedstawionym wydarzeniom. Nie zapominajmy, że samolot to nie śnieżka, poduszka, kamyk, garnek, ołówek, mała zabawka, czy maskotka, a których spadanie, latanie i podrzucanie zapewne większość z nas testowała. Samolot to niezwykle skomplikowana maszyna z własnym napędem, zachowująca się różnie przy różnych prędkościach, obciążeniu i… pewnie nie jeden czynnik można wskazać. Nie było mnie tam, ale z doświadczenia wiem, że czasem zdarzenia przebiegają tak jakbyśmy nawet nie podejrzewali. Szczególnie kiedy mówimy o locie, masach, aerodynamice itp. zagadnieniach. Matematyka to tylko, nierzadko, uproszczony opis zjawiska, a obliczenia przyjmujemy z określoną dokładnością. Czasem jedynie szacujemy świadomi możliwości wystąpienia błędów, o przyczynach których nie mamy pojęcia. To co mnie przeraża, a jak już wiadomo mam dużo do czynienia ze studentami to właśnie brak z ich strony przebłysku zwątpienia, spróbowania spojrzenia na zagadnienie z odmiennej strony. Jak wielu spośród nas tak postępuje? Zbyt wielu…

Czy coś się zmieni. Póki co nie widać wyraźnych zmian. Oszczędzamy na armii, policji i efekty tego nie dają długo na siebie czekać. Rządzi statystyka, oszczędności, a nie jakość pracy policji i wyszkolenia pilotów. Szukamy winnej osoby i według mnie nie ma ich mało. Ministrowie w rządzie, sam premier – może, ale także wszystkich rządów wcześniejszych bo sytuacja jaka doprowadziła do tragedii trwa od wielu lat. Samoloty kosztują, ale nie powinniśmy na tym oszczędzać, lecz z umiarem i rozsądkiem je wykorzystywać. Lotnisko nie jest przygotowane, nie ma systemu naprowadzania to być może powinniśmy mieć własny zestaw mobilny i specjalistów, którzy nawet tydzień wcześniej jadą i przygotowują lotnisko, zabezpieczają i stanowią oficerów łącznikowych, mających również moc decyzyjną. Czasami wydaje mi się, wręcz na skraju przekonania, że nawet w tak ważnych sprawach jak przelot tylu ważnych osobistości w kraju, bawimy się, a nie wykonujemy swoją pracę porządnie. Od dawna powtarzam, że epidemia niekompetencji hula w agendach rządowych i w całym państwie polskim. Nagle się okazuje, że zgodnie z przepisami, nikt nie odpowiada za bezpieczeństwo pieszych, także dzieci w drodze do szkoły, przy remontowanej ulicy. Ani straż miejska, ani policja, choć akurat tu wykazano zainteresowanie. Pewnie ktoś musiałby zginąć. Większość Polaków bawi się w życie, w wojsko, w policję – takie przy najmniej można odnieść wrażenie. Poczucie odpowiedzialności za własne czyny jest znikome, porządność wykonanej pracy jest niemal obce. Oczywiście, znam fantastycznych policjantów, odpowiedzialnych ludzi, ale jest ich za mało.

Polska dała niesamowity spektakl, który mnie jako Polaka zawstydził. Biedni ludzie, tzw. „obrońcy krzyża” mieniący się „prawdziwymi polakami” i ci, równie biedni, którzy stanęli przeciw tym pierwszym. Efekt – obalanie krzyża i jako symbolu określonych wartości i brak wzajemnego poszanowania. Brak merytorycznej dyskusji. Jestem katolikiem, modlę się, udzielam się we wspólnocie parafialnej, ale do dziś nie pogodziłem się z krzyżem jako symbolem tragedii z 10 kwietnia i zapewne nigdy się nie pogodzę. Kulturowo jestem chrześcijaninem, wierzę w chrześcijańskie wartości, ale nie bezapelacyjnie. Mam wiele wątpliwości i dyskutuję o nich i jednocześnie wielce cenię istnienie tych wartości. Jednak trzeba umieć utrzymać pewien dystans by nie stać się fanatykiem.

Każdy z nas ma prawo do własnego zdania, ale również każdy ma prawo i obowiązek poszanowania innych. Bezapelacyjne odrzucanie zdania innych jest brakiem poszanowania. Nie umiem dyskutować z kimś kto mówi, że „to był zamach” i nie jest jednocześnie poza własnym przekonaniem, przytoczyć jakichkolwiek konstruktywnych dowodów, czy wywodów. Byliśmy świadkami i nadal jesteśmy do czego to może prowadzić.

W tym całym politycznym bałaganie, nagannym, bezpodstawnym, wręcz bluźnierczym dzieleniu Polaków, ponownie giną Ci, którzy zginęli 10 kwietnie w Smoleńsku. Św.p. Lech Kaczyński nie był moim prezydentem, co nie oznacza, że odmawiałem mu powszechnie racji. To, że na niego nie głosowałem nie oznacza, że go nie szanowałem. Został wybrany przez większość Polaków. Dziś politycy, co poniektórzy, wręcz jakby podważali wyniki ostatnich wyborów prezydenckich. Czy tak należy? Czy należy dawać taki właśnie przykład braku szacunku? Dziś wystarczy przejść się ulicą by doświadczyć śmiecenia, braku odpowiedzialności za własne psy, załatwiające potrzeby fizjologiczne na chodniku, a także braku szacunku młodszych do starszych wiekiem.

Kiedyś kiedy pełniłem ważną funkcję kierowniczą mój przyjaciel zadawał mi często pytanie typu „jak twoja decyzja wpłynie na polepszenie pracy”. Nie interesuje mnie, może nie tak zupełnie, kto właśnie rządzi, bo dla mnie podmiotem jest obywatel i kraj. Kiedy jest potrzebny most we wsi i z obliczeń wynika, że powinien być stalowy, to on ma być stalowy, a w naszym kraju nie jest to takie jednoznaczne, a może będzie z drewna.

Do czego zmierzam, a mianowicie… jestem absolutnie wewnętrznie przekonany, że to co się wydarzyło 10 kwietnia było katastrofą. Jej przyczyną był cały długi łańcuch niekompetencji, a często zwykłego niechcenia. Zwyciężyło „polactwo” na wszystkich szczeblach. Zawiedli również i Rosjanie w kontroli lotów i samego lotniska. Wszyscy lub niemal wszyscy działali pod presją. Najgorsze jest to, że nawet gdyby nasz Prezydent i inne osoby z nim lecące wylądowali w Smoleńsku to nie mieliby nawet czym na uroczystości dojechać. Szkoda tylko, że My Polacy udajemy, że może było inaczej. Według mnie nie było. Najgorsze będzie to, że przy zakupie nowych samolotów dla VIPów większość z Polaków będzie narzekało, że szkoda pieniędzy na nowe samoloty. A trzeba jeszcze przeszkolić pilotów, nie dwóch, nie trzech, może nawet i 10 lub więcej by mieć komfort pewności, że zrobiło się wszystko co należy, ale i tak trzeba uważać, bo coś może umknęło uwadze. Polska armia nawet nie ma własnego kanału łączności satelitarnej i musi go dzierżawić. Policja nie opłaca OC radiowozów. Kiedy to się zbiera razem to naprawdę mamy co zmieniać i polepszać w tym kraju…

Kończąc już, szkoda, że śledztwo nie potoczyło się jako międzynarodowa komisja, szkoda. Nie myślmy jednak, że raport takiej komisji byłby zasadniczo odmienny od już przedstawionego. Obawiam się, że byłby nadzwyczaj zbieżny, bardziej pełny, wskazujący także kontrolę lotów i lotniska jako czynnik katastrofy, ale…

Fala strajków

Posted on

Coraz więcej informacji o zbliżającej się fali strajków. Czy mamy obawiać się spełnienia czarnego scenariusza ekonomicznego dla naszego kraju? Jeżeli od ponad już 20 lat nasze życie zmierza ku lepszemu dlaczego mamy się martwić? To że jest lepiej nikt nie może zaprzeczyć, a w cale nie oznacza to, że jest dobrze, czyli tak jak powinno być. Mają strajkować kolejarze i akurat im się nie dziwię bo PKL, PKP i firmy córki już dawno powinny upaść przygniecione strategią swoich zarządów, które wydają się działać i pobierać z tego tytułu wynagrodzenia jakby nie zależnie od przychodów. Akurat w zakresie transportu Polska ma wręcz oszałamiające… porażki i to od 20 lat. Czy oszałamiające, raczej nie, bo czego zdroworozsądkowy obywatel tego kraju mógłby się spodziewać. Przez 20 lat Polska nie ma ani jednej autostrady, bo tych odcinków pseudoautostrad nie należy brać na poważnie. Nie mamy w tym kraju ani jednej autostrady wschód-zachód ani północ-południe. Żadnej porządnej linii kolejowej typu Berlin-Warszawa-Moskwa. O lotnisku na Okęciu lepiej już chyba nie pisać. W konsekwencji podróżujemy po niebezpiecznych drogach pośród wielu nieodpowiedzialnych kierowców. Jednak najgorsza konsekwencja jest taka, że nie umieliśmy wykorzystać geopolitycznego położenia Polski – i nie kontrolujemy przepływu towarów wschód-zachód. Polska nie ma żadnej karty przetargowej, a przy najmniej żadnej liczącej się.

Jednak koleje czy drogi to nie jedyne nasze własne bagienko. Stocznie, hmmm…, chyba ich zarządy również nie przejmowały się do końca rachunkiem ekonomicznym. Z jednej strony jako obywatel tego kraju, który nigdzie przez żaden urząd, ani tym bardziej przez naszą klasę polityczną nie jest traktowany jako podmiot, co chyba powinno być naturalne, stanowczo sprzeciwiam się dotowaniu z moich podatków kopalń, a wcześniej zapewne i stoczni. Ponoć dziś taka interwencyjna rola państwa jest ograniczona przez EU, ale nie sądzę by i tu mechanizmy były transparentne, czyli jednoznaczne i zrozumiałe, a także pozbawione otoczki niejasności. Kopalnie, fryzjerzy, szpitale, wyższe uczelnie, mechanicy, transport to firmy, które muszą zarobić na sprzęt, materiały, a w końcu godnie wynagrodzić pracowników. Zatem muszą generować zysk, ewentualnie wychodzić na przysłowiowe zero. Dziś potencjalnie jasne zasady zastępuje gąszcz przepisów i ludzkich przesądów. Ilu z nas Polaków stoi na straży, że dostęp do lecznictwa powinien być za darmo. Tu jednak bardzo przepraszam, ktoś za to płaci. Realia są jednak takie, że kto tylko może to chodzi prywatnie, od pediatry, przez internistę, stomatologa, reumatologa, laryngologa, alergologa, chirurga… listę można długo ciągnąć. Dlaczego? Bo w zdecydowanej większości przypadków jest obsłużony jak należy i zdecydowanie szybciej, a czas w wielu przypadkach odgrywa bardzo zasadniczą rolę. Ktoś zaraz wykaże błędy prywatnych lekarzy, ale błędów nie robi ten kto nie robi niczego. Tutaj ubolewam, że nie funkcjonuje zdrowy układ odpowiedzialności, który lekarzy stanowiących prawdziwe zagrożenie usuwałby od pacjentów, ale jednocześnie innym umożliwiał podnoszenie kwalifikacji by błędów unikać. Póki co system jest do… czyli nieefektywny. Czy problemem nie są nieuzasadnione wizyty starszych pacjentów po kilka razy w miesiącu u lekarza? Według mnie są i to poważnym, no bo przecież za darmo. Ja natomiast by się dostać do lekarza, raz na pół roku muszę stoczyć niemal bitwę… i chodzę prywatnie, bo czas który musiałbym poświęcić na zapisanie się do lekarza na kontrakcie z NFZ, a potem na czekanie na wizytę lub lekarza wolę poświęcić na zarobienie i wygenerowanie przychodu. Rodzinę w końcu trzeba utrzymać i cieszyć się z każdego dnia. Na szczęście z lekarzem pierwszego kontaktu nie mam takich problemów, już nie mam, choć daleko i tu do normalnej organizacji. Natomiast dostanie się do specjalisty to już prawdziwa szkoła przetrwania bo nawet prywatnie trzeba nierzadko czekać, a czasem cena ścina z nóg, ale na zdrowiu się nie oszczędza. Gdybym oszczędzał i czekał na nasz system publiczny mój syn pewnie by miał już dawno znaczący ubytek słuchu.  Czy można tu coś zmienić? Sądzę, że tak, a jak zwykle najprostsze zasady, uczciwe i przejrzyste są gwarantem funkcjonowania jakiegokolwiek systemu. Tu jednak nie można zapominać o człowieczeństwie, nie można zapominać o ludziach w podeszłym wieku, nierzadko schorowanymi, nie odnajdującymi się we współczesnym świecie. Bynajmniej nie chodzi tu o aspekt technologiczny ale wręcz ustrojowy i organizacyjny samego państwa. Trzeba o nich dbać, trzeba dać im możliwość by poczuli się w miarę bezpieczni, by nie musieli do lekarzy czekać miesiącami, czy wręcz latami. Póki co żyjemy w zakłamanym świecie, w którym podstawą jest młody człowiek, osoba w kwiecie pracy, a o starych ludziach zapominamy. Emerytury, renty, realnie działające ośrodki wspierające seniorów, system opieki zdrowotnej połączone razem powinny dawać możliwość godnego dożycia do ostatnich dni. Tak niestety nie jest. Jednak nasze społeczeństwo sukcesywnie starzeje się, coraz mnie osób pracuje na utrzymanie, bądź co bądź, armii osób na emeryturach i rentach. Nie unikniemy wieku podeszłego, przy najmniej zdecydowana większość z nas. Nie uciekniemy też od problemu, a nikt od rozpoczęcia reformy emerytalnej nie doprowadził choćby jej początku do końca. Mamy do czynienia z półsystemem, z mnóstwem wyjątków i bonusów. Faktem jest, że są zawody szczególnego ryzyka, ale jak realnie je uzasadnić, opisać? Czy przywileje powinny być zachowane? Oczywiście strażak po 15 latach służby jest mniej skory do poświęceń, to oczywiste choćby  ze względu na bagaż doświadczenia, formę, rodzinę. Nie funkcjonuje system, który na przykład umożliwia zmianę stanowiska dla oficera PSP na stanowisko bardziej biurkowe, analityczne, dochodzeniowe, czy choćby szkoleniowe. Podobnie w armii, policji, czy więziennictwie. Czy Polskę stać na przywileje emerytalne górników, nauczycieli? Czy zawód nauczyciela jest mniej niebezpieczny niż górnika? Z pozoru pytanie można uznać za głupie, ale jeżeli dobrze się przyjrzymy i zastanowimy się odpowiedź może okazać się nie taka oczywista jak z pozoru się wydaje. Przecież wskaźnik emerytur górników choćby ze względu na sam fakt określonej wysokości wynagrodzeń jest wyższy od innych. System awansu, czy możliwości zmian na stanowiskach w różnego rodzajach zawodów współgrający z urealnionymi zasadami emerytalnymi może dałby powody do lepszej sytuacji finansowej ZUSu. Dziś ZUS dla mnie równa się dług, który ja jako obywatel kiedyś będę musiał spłacić, a gdzie w tym wszystkim moja emerytura, pytam się gdzie?

Moi Rodzice nauczyli mnie szacunku do każdego zawodu, od sprzątaczki, przez śmieciarza po prezesa banku, nauczyli mnie samoświadomości „porządności” wykonywanej pracy, każdego zajęcia, od zmywania w domu po obowiązki służbowe. Kiedy mijam patrol policji mówię „dzień dobry” i często widzę zaskoczone miny, ale szybko się mijamy bo nikt się zatrzymuje. Jedni uznają to za naiwne, ale mam szacunek dla służby policjanta, strażaka, ratownika. Ktoś powie, że wśród nich są osoby, które nigdy nie powinny tam być. Jestem o tym przekonany, ale też wiem, że w każdej grupie są ludzie wspaniali, a także czarne owce, które psują wizerunek i działanie innych. Biorącto pod uwagę mogę chyba oczekiwać, a nawet domagać się kompetentności w działaniach rządu i jego agend. Chcę jako obywatel Polski poczuć się jako podmiot z jednoczesnym zrozumieniem, że na zasadach kompromisu poświęcam, czy modyfikuję swoje przekonania na korzyść kraju, o ile są uzasadnione i przedstawione z przekonaniem. Nie wykonuje ślepo poleceń i sugestii, choć wiem, że czasem nie należy zadawać pytań tylko działać. Wolę przede wszystkim wierzyć i ufać ludziom, choć nie łatwo mnie zwieść. Widziałem społeczeństwo, w którym czuje się wzajemne zaufanie, nie ma zawiści takiej jak w Polsce, gdzie nierzadko sąsiad zazdrości sąsiadowi, zamiast się cieszyć z nim z jego sukcesów. To jednak w żaden sposób nie tłumaczy działań rządów, wszystkich od 1989 roku. Nie ma takiego, który by dbał o Polskę. Nam obywatelom, choć czasem trudno to zaakceptować, nie potrzeba pomysłów na 4 lata kolejnej kadencji ale wizji i planów na kolejne 30, czy nawet 40 lat. Mam rodzinę i dziś przede wszystkim troszczę się o przyszłość syna. Przeszłość dla mnie to źródło wniosków i doświadczeń, pamięci o ludziach, najczęściej tych dobrych, o wydarzeniach, najczęściej tych dobrych, ale także i refleksji…

Wojna Polsko-Polska

Posted on Updated on

Toczy się od lat, czasem w ukryciu, czasem w błysku fleszy i obiektywach kamer. Wojna toczy się już od wieków i nie jeden fatalny skutek przyniosła dla naszego kraju, począwszy od Potopu Szwedzkiego, poprzez rozbiory. Dziś ja jako obywatel jestem świadkiem niepojętej awantury wokół krzyża, symbolu chrześcijaństwa i tych wartości które ono głosi. Niestety żadne ze stron uczestniczących w tym żałosnym przedstawieniu nie mają na względzie tego, czego symbolem i oznaką jest krzyż. Podobnie jak wieki temu tak i dziś są dwie ofiary tej wojny, a mianowicie my zwykli obywatele i sama Polska. Niestety ostatnio miałem nieprzyjemność wysłuchiwania wielu polityków, czego raczej staram się unikać. Co czułem? Polski jad nienawiści sączony przez wszystkich, bez wyjątku, choć wypowiedzi polityków z rządzącej opcji, Platformy Obywatelskiej, brzmiały w zdecydowanej większości, na tle innych najbardziej spokojniej i rzeczowo. Proszę jednak nie traktować mnie jako zaślepionego i bezmyślnego zwolennika Platformy Obywatelskiej, ani jakiejkolwiek innej frakcji politycznej. Mieszkając tam gdzie mieszkam, na peryferiach Warszawy, udzielając się w samorządzie lokalnym, tzw. jednostce pomocniczej niższego rzędu, zawsze myślę pod kątem dobra mieszkańców, moich sąsiadów, wiedząc, że nie zawsze moje pomysły są właściwe. Dystans do samego siebie pozwala mi wielokrotnie unikać sytuacji konfliktowych, choć zdarza się, że jestem uparty jak…

Bez wątpienia to co teraz serwują nam nasi politycy i to z różnych stron to typowe objawy „polactwa” i niezrozumienia potrzeb obywateli. Jako obywatel nie czuję się traktowany jako podmiot, a tak powinno być. Ja nie istnieję dla interesów partyjnych lecz to politycy mają służyć mi i Polsce. Nie zawsze dobro moje będzie zbieżne z dobrem Polski, ale wówczas mam świadomość, że być może trzeba będzie ustąpić na rzecz kraju. Czy politycy Prawa i Sprawiedliwości działają ku dobru kraju… chyba nie. Pan Jarosław Kaczyński, do którego po katastrofie wysłałem nawet list e-mail ze swoistym poparciem nie jest tym, do którego pisałem. Miałem nadzieję, że postawa jaką Pan Jarosław Kaczyński przedstawiał będzie efektem trwałym, a jednocześnie byłem przekonany o tym, że nadal PiS będzie przeciwwagą dla obozu rządzącego. Dziś kiedy obserwuję jak Pan Jarosław Kaczyński składa kwiaty pod wiadomym krzyżem, mam już tylko nikłą nadzieję, że robi to także na Wawelu. Jeżeli nie to dla mnie wygląda to tylko jako element gry politycznej, zmierzającej do „władzy”.  Byłem przy śmierci swojego Św.P. Ojca i w przypadku braci Kaczyńskich jestem tylko sobie powielać własne przeżycia by starać się zrozumieć co może czuć Pan Jarosław Kaczyński, który stracił brata. To bardzo głębokie przeżycie, którego efekty zdajemy się odczuwać teraz. Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu jako człowiekowi głęboko współczuję, jak każdemu kto stracił bliską osobę. Absolutnie zgadzam się z dążeniem do wyjaśnienia przyczyn katastrofy, tak tragicznej dla nas. Uważam, że rząd Polski powinien inaczej prowadzić działania, żałuję że nie ma międzynarodowej komisji, szkoda, że prokuratorzy tak cedzą informacje. Jednak chciałbym, czego życzę wszystkim byśmy jednak bardziej starali się wierzyć innym. Powszechnie wiadomo, że śledztwa w sprawie katastrof lotniczych mogą trwać miesiące, a nawet lata, a pośpiech jest tylko złym doradcą. Jest wiele hipotez w sprawie tej tragicznej katastrofy, poszukuje się winnych, ale może się okazać, że wszyscy są winni tylko jednego, a mianowicie niekompetencji i bezmyślności. Szkoda, bo to jest złe dla wizerunku Polski, że nie było wspólnej delegacji na uroczystości w Katyniu. Wzajemne kłótnie między Prezydentem Św.P. Lechem Kaczyńskim a Premierem Panem Donaldem Tuskiem wzbudzały u mnie przykrość i smutek, ośmieszając jednocześnie obu tych Panów i ich urzędy. Szkoda. Dziś to jednak nie ma już znaczenia bo przeszłości nikt zmienić nie może, natomiast jako obywatel mogę i domagam się zmian na przyszłość.

Hipotez przyczyn katastrofy jest kilka, a ja nie mam dostępu do akt, jak być może wielu z tych co wręcz powinni. Mogę jedynie zadawać pytania, kto pozwolił na taki skład delegacji, gdzie było tyle ważnych dla Polski osób, kto? Jak sądzę nie jest to odpowiedzialność jednoosobowa. Kto i jak działał na rzecz przygotowania lotniska? W końcu dlaczego piloci wyłączyli własne „instynkty samozachowawcze”? Nie mam najmniejszej wątpliwości, że po pierwszym sygnale nakazującym wzniesienie maszyny piloci powinni to zrobić. Przecież mieli rodziny, a gdyby ktoś nawet się obraził włącznie z Prezydentem to trudno. Nawet gdyby użyto słów nieparlamentarnych to trudno, a praca, najwyżej przeszliby do cywilnych linii. Oczywiście łatwo o tym pisać, teraz, już jakiś czas od katastrofy. Znam osoby z 36 pułku specjalnego, słyszałem opowieści i relacje i nie mam wątpliwości co do poziomu pilotów, ale jednocześnie najczęściej zwodniczym elementem jest tzw. czynnik ludzki i to nie tylko w lotnictwie. Oczywiście uważam, że sam samolot, wszystkie jego części, włączając w to efekty pracy polskich specjalistów na miejscu tragedii, powinien być przeniesiony do hangaru w Polsce. Powinien być zbadany, prześwietlony i przeanalizowany u nas w kraju, a Rosja sama jak najszybciej powinna nam w tym pomóc, bo w ten sposób pomogłaby w budowaniu własnego wizerunku. Według mnie śledztwa nie toczą się jak powinny, ale nie jestem też specjalistą w zakresie obowiązującego w takich przypadkach prawa, jego wykłądni, ani nie znam się na samolotach, choć po trochu mam zawodowe powiązania z przemysłem lotniczym. Niestety, dla wielu, nie wierzę w tym przypadku w teorie spiskowe bo ich uzasadnienia są nieprzekonujące. Nie chcę tu spekulować, bo to są tylko spekulacje, a trzeba by być także specjalistą także od Rosji by móc się tu wypowiadać. Krytykuje się, że polscy specjaliści mają jedynie kopie zapisów czarnych skrzynek. Fakt, szkoda, że nie oryginały, kopia to tylko kopia, ale nawet kopia nie byłaby w stanie ukryć faktu potencjalnego fałszerstwa nagrań gdyby takie miały miejsce. Zatem z jednej strony chciałbym by śledztwo toczyło się szybciej i są ku temu właściwe organy, z drugiej wiem, że może to trwać długo, a z trzeciej chciałbym być lepiej informowany. Natomiast takie powoływanie zespołów takich jak pod przywództwem Pana Antoniego Maciarewicza, za przeproszeniem szkoda, że to za moje pieniądze. Komisja sejmowa, choć też za moje pieniądze, która moim zdaniem powinna powstać byłaby lepszym rozwiązaniem, a jej celem powinno być nie tyle co wyjaśnianie katastrofy, lecz poprawa procedur na przyszłość, co oczywiście wymaga wyjaśnienia samej tragedii. Taka komisja ma dla mnie większą moc sprawczą.

Jeżeli śledztwo wskazałoby na winę, oczywiście personalną, również osób piastujących najwyższe funkcje w Państwie to powinny one „zejść ze sceny politycznej”. Jednak dla mnie nieakceptowalne jest wypowiadanie takich słów na podstawie wyłącznie przekonań. Takie stwierdzenia nie powinny padać z ust jakiegokolwiek polityka. Niestety jako obywatele Polski mamy do czynienia z kwiecistymi, żenującymi, często jawiącymi się wręcz jak pozbawione kompetentności wypowiedziami przedstawicielami polityki z każdego ugrupowania. Często obecnie różne ze stron zarzucają sobie wzajemnie, że ten, czy tamten powiedział to i tamto, co jest takie to a takie i w ogóle. Fakt, wiele z tych słów nigdy nie powinno paść, ale czy strona zarzucająca, czasem zwykłe chamstwo i aż chamstwo, sama jest pod względem wypowiedzi kryształowa?

Dla mnie i niestety dla większości z nas, obywateli Polski, wojna Polsko-Polska, teraz wokół katastrofy, wiadomego krzyża, samego wręcz uprawiania polityki, podważania demokratycznych wyborów i procedur decyzyjnych to dla mnie tylko odwraca uwagę od istotniejszych potrzeb kraju. Dodatkowo wzbudza emocje tam gdzie nie powinno, w samych naszych sercach. Nie raz i pewnie jeszcze nie raz będę się modlił za dusze tych, którzy zginęli w tej katastrofie. Za wieloma z tych osób, przede wszystkim politykami osobiście nie przepadałem, co nie oznacza, że mogłem odmawiać im rację w konkretnych sprawach lub wręcz popierałem w określonych poglądach. Nie muszę kogoś lubić, ale nie oznacza to, że tego kogoś nie szanuję. Wolę wierzyć i ufać ludziom niż podejrzliwie patrzeć na otaczający mnie świat.

Szkoda, że krzyż, symbol chrześcijaństwa, mojej religii jest swoistym zakładnikiem. Podczas jednej z wypowiedzi padło określenie, że nasz „kraj jest katolicki”. Niestety to nie jest prawdą, nasz kraj, Polska jest krajem, w którym katolicyzm jest religią dominującą, ale w sumie zgadzam się jednak z takim określeniem, bo nie padło słowo „państwo”. Honorowo mogę powiedzieć, że nasz kraj jest katolicki, a wartości chrześcijańskie są bardzo ważne. Bo gdy popatrzymy na kraje zachodu to wiele problemów ich nękających bierze się z odwrócenia nie tylko od wartości chrześcijańskich, ale także humanistycznych. Szkoda, że krzyża na Krakowskim Przedmieściu godnie nie przeniesiono, szkoda, że nie może tam powstać godny pomnik ofiar. Dlaczego tam, bo tam po katastrofie było to magiczne miejsce Polaków. Podkreślę cały czas myślę o pomniku ofiar katastrofy. Szkoda bo zależy to tylko od ludzi i ich decyzji i dobrego pomysłu, pewnie i swoistego kompromisu, ale życie składa się z kompromisów. Szkoda, że toczy się wojna Polsko-Polska.

Jakość studiów cz.1

Posted on Updated on

Korzystając jeszcze z uroków wolnych dni  dzisiejszego ranka zasłyszałem jak, szanowani przeze mnie poniekąd Panowie, z programu EKG w Tok FM zestawiali statystycznie lata ’80 ubiegłego wieku z czasami współczesnymi. Między innymi poruszono bliski mi temat studiów wyższych, a w tym liczby studentów, kiedyś około 450 tys., a dziś ponad 1 mln. Liczby są przybliżone bo zapamiętanie ich nie było najważniejsze. Tuż po podaniu tych danych jeden z uczestników powiedział odnoszących się do nich, że to postęp jakościowy. Niestety tylko ilościowy… Mając okazję obserwowania pracy akademickiej nie mam raczej pozytywnych skojarzeń. Jakość może i miejscami, znaczy wydziałami, występuje, poza tym mamy raczej do czynienia z masowością na studiach. Liczba pracowników dydaktyczno-naukowych systematycznie spada, bo trudno na poważnie traktować kogoś, kto pracuje na kilku uczelniach – o jakości można zapomnieć, a profesorowie w zdecydowanej większości są oderwani od rzeczywistości jaka ich otacza. W konsekwencji programy studiów są tylko z pozoru dopasowane do potrzeb, ale podobno są atrakcyjne. Nie spotkałem się z realną analizą rynku pracy dla przyszłych licencjuszy, inżynierów i magistrów rozpoczynających właśnie studia. Kierunki, specjalności to najczęściej efekt trendów mody i popularności, a czasem i przepisów m.in. o liczebności grup studenckich. Gdyby do tego dorzucić np. wskaźnik % pokazujący ilu absolwentów rozpoczęło pracę po zakończeniu studiów w kierunku jaki studiowali – zapewne zgroza i porażka – zmarnowany czas studentów i uczelni. Gdzie zatem ta jakość? Bez wątpienia są placówki bardzo dobre, wspaniali profesorzy, rozumiejący swoją rolę, mający osiągnięcia, ale to tylko krople w morzu uczelnianym. Ile osób z kadry w życiu przepracowało zawodowo poza uczelnią? – to pomimo pozorów bardzo niebezpieczne pytanie…

Spotkałem się z określeniem, że dziś uczelnie to masy studentów, często już spaczonych po szkołach średnich o postawie żądaniowej, bezkrytycznych do samych siebie, nie rozumiejących konsekwencji swoich czynów i słów. Być może jest tak, że polskie uczelnie wyższe, których sama liczba jest jak na taki kraj nienaturalnie wysoka, nie kształcą ludzi z wyższym wykształceniem, elit tego kraju, a tylko osobników legitymujących się wyższym wykształceniem. Bo być człowiekiem o wyższym wykształceniu to nie tylko umiejętności połączone w parze z wiedzą, do tego mądrość (a wiedza nie czyni mądrym), to także umiejętność obycia, komunikacji bez wulgaryzmów, to kultura. Nie zapominajmy o tym kiedy mówimy o studiach, wyższych uczelniach, elitach tego kraju…

Jestem pomimo tego głęboko przekonany, że taki obraz nie jest pełny, choć najprawdopodobniej dominujący i przysłaniający to co jednak najlepsze…

Nocne siedzenie

Posted on

Wewnętrznie nie mogę się pogodzić z moim nocnym siedzeniem i marnowaniem czasu. Niewysypanie się i w konsekwencji zmarnowany dzień nie stanowią w sumie dobrej motywacji. Więc dlaczego tak długo siedzę? Czy olśnienia się zdarzają? Chyba każdy je ma, choć już nie każdy się do nich przyznaje.

Cisza i spokój… to dla nich siedzę po nocach. Ulicą przed oknami nie stoją pojazdy w korku i nie wydają się z siebie tego okropnego hałasu, a nawet więcej, nie jestem zmuszony do wdychania tego co wydalają. Jak kojący wówczas jest deszcz, który spłukuje cały brud dnia. Nawet moje koty spokojnie śpią poukrywane w zakamarkach domu, o których istnieniu nie mam może nawet pojęcia. Choć fizycznie jestem zmęczony po zbyt późnym pójściu spać to mój umysł z jednej strony jest wściekły na samego siebie, a z drugiej strony dziękuję za możliwość obcowania ze względnym spokojem. Prawdziwym nocnym balsamem jest deszcz, którego bębnienie o dach i szum płynącej wody stanowią prawdziwe ukojenie dla zmęczonej duszy.

Choć od urodzenia przychodzi mi zmagać się z blaskami i ogromnymi cieniami miasta, cały czas poszukuję ścieżki ku leśnym ostępom, jeziorom, gdzie mogę wypocząć w ciszy i spokoju, bez głuchego szumu elektronicznych fal wokół mej głowy. Co ciekawe są jeszcze takie miejsca na tym świecie…