Fala strajków

Posted on

Coraz więcej informacji o zbliżającej się fali strajków. Czy mamy obawiać się spełnienia czarnego scenariusza ekonomicznego dla naszego kraju? Jeżeli od ponad już 20 lat nasze życie zmierza ku lepszemu dlaczego mamy się martwić? To że jest lepiej nikt nie może zaprzeczyć, a w cale nie oznacza to, że jest dobrze, czyli tak jak powinno być. Mają strajkować kolejarze i akurat im się nie dziwię bo PKL, PKP i firmy córki już dawno powinny upaść przygniecione strategią swoich zarządów, które wydają się działać i pobierać z tego tytułu wynagrodzenia jakby nie zależnie od przychodów. Akurat w zakresie transportu Polska ma wręcz oszałamiające… porażki i to od 20 lat. Czy oszałamiające, raczej nie, bo czego zdroworozsądkowy obywatel tego kraju mógłby się spodziewać. Przez 20 lat Polska nie ma ani jednej autostrady, bo tych odcinków pseudoautostrad nie należy brać na poważnie. Nie mamy w tym kraju ani jednej autostrady wschód-zachód ani północ-południe. Żadnej porządnej linii kolejowej typu Berlin-Warszawa-Moskwa. O lotnisku na Okęciu lepiej już chyba nie pisać. W konsekwencji podróżujemy po niebezpiecznych drogach pośród wielu nieodpowiedzialnych kierowców. Jednak najgorsza konsekwencja jest taka, że nie umieliśmy wykorzystać geopolitycznego położenia Polski – i nie kontrolujemy przepływu towarów wschód-zachód. Polska nie ma żadnej karty przetargowej, a przy najmniej żadnej liczącej się.

Jednak koleje czy drogi to nie jedyne nasze własne bagienko. Stocznie, hmmm…, chyba ich zarządy również nie przejmowały się do końca rachunkiem ekonomicznym. Z jednej strony jako obywatel tego kraju, który nigdzie przez żaden urząd, ani tym bardziej przez naszą klasę polityczną nie jest traktowany jako podmiot, co chyba powinno być naturalne, stanowczo sprzeciwiam się dotowaniu z moich podatków kopalń, a wcześniej zapewne i stoczni. Ponoć dziś taka interwencyjna rola państwa jest ograniczona przez EU, ale nie sądzę by i tu mechanizmy były transparentne, czyli jednoznaczne i zrozumiałe, a także pozbawione otoczki niejasności. Kopalnie, fryzjerzy, szpitale, wyższe uczelnie, mechanicy, transport to firmy, które muszą zarobić na sprzęt, materiały, a w końcu godnie wynagrodzić pracowników. Zatem muszą generować zysk, ewentualnie wychodzić na przysłowiowe zero. Dziś potencjalnie jasne zasady zastępuje gąszcz przepisów i ludzkich przesądów. Ilu z nas Polaków stoi na straży, że dostęp do lecznictwa powinien być za darmo. Tu jednak bardzo przepraszam, ktoś za to płaci. Realia są jednak takie, że kto tylko może to chodzi prywatnie, od pediatry, przez internistę, stomatologa, reumatologa, laryngologa, alergologa, chirurga… listę można długo ciągnąć. Dlaczego? Bo w zdecydowanej większości przypadków jest obsłużony jak należy i zdecydowanie szybciej, a czas w wielu przypadkach odgrywa bardzo zasadniczą rolę. Ktoś zaraz wykaże błędy prywatnych lekarzy, ale błędów nie robi ten kto nie robi niczego. Tutaj ubolewam, że nie funkcjonuje zdrowy układ odpowiedzialności, który lekarzy stanowiących prawdziwe zagrożenie usuwałby od pacjentów, ale jednocześnie innym umożliwiał podnoszenie kwalifikacji by błędów unikać. Póki co system jest do… czyli nieefektywny. Czy problemem nie są nieuzasadnione wizyty starszych pacjentów po kilka razy w miesiącu u lekarza? Według mnie są i to poważnym, no bo przecież za darmo. Ja natomiast by się dostać do lekarza, raz na pół roku muszę stoczyć niemal bitwę… i chodzę prywatnie, bo czas który musiałbym poświęcić na zapisanie się do lekarza na kontrakcie z NFZ, a potem na czekanie na wizytę lub lekarza wolę poświęcić na zarobienie i wygenerowanie przychodu. Rodzinę w końcu trzeba utrzymać i cieszyć się z każdego dnia. Na szczęście z lekarzem pierwszego kontaktu nie mam takich problemów, już nie mam, choć daleko i tu do normalnej organizacji. Natomiast dostanie się do specjalisty to już prawdziwa szkoła przetrwania bo nawet prywatnie trzeba nierzadko czekać, a czasem cena ścina z nóg, ale na zdrowiu się nie oszczędza. Gdybym oszczędzał i czekał na nasz system publiczny mój syn pewnie by miał już dawno znaczący ubytek słuchu.  Czy można tu coś zmienić? Sądzę, że tak, a jak zwykle najprostsze zasady, uczciwe i przejrzyste są gwarantem funkcjonowania jakiegokolwiek systemu. Tu jednak nie można zapominać o człowieczeństwie, nie można zapominać o ludziach w podeszłym wieku, nierzadko schorowanymi, nie odnajdującymi się we współczesnym świecie. Bynajmniej nie chodzi tu o aspekt technologiczny ale wręcz ustrojowy i organizacyjny samego państwa. Trzeba o nich dbać, trzeba dać im możliwość by poczuli się w miarę bezpieczni, by nie musieli do lekarzy czekać miesiącami, czy wręcz latami. Póki co żyjemy w zakłamanym świecie, w którym podstawą jest młody człowiek, osoba w kwiecie pracy, a o starych ludziach zapominamy. Emerytury, renty, realnie działające ośrodki wspierające seniorów, system opieki zdrowotnej połączone razem powinny dawać możliwość godnego dożycia do ostatnich dni. Tak niestety nie jest. Jednak nasze społeczeństwo sukcesywnie starzeje się, coraz mnie osób pracuje na utrzymanie, bądź co bądź, armii osób na emeryturach i rentach. Nie unikniemy wieku podeszłego, przy najmniej zdecydowana większość z nas. Nie uciekniemy też od problemu, a nikt od rozpoczęcia reformy emerytalnej nie doprowadził choćby jej początku do końca. Mamy do czynienia z półsystemem, z mnóstwem wyjątków i bonusów. Faktem jest, że są zawody szczególnego ryzyka, ale jak realnie je uzasadnić, opisać? Czy przywileje powinny być zachowane? Oczywiście strażak po 15 latach służby jest mniej skory do poświęceń, to oczywiste choćby  ze względu na bagaż doświadczenia, formę, rodzinę. Nie funkcjonuje system, który na przykład umożliwia zmianę stanowiska dla oficera PSP na stanowisko bardziej biurkowe, analityczne, dochodzeniowe, czy choćby szkoleniowe. Podobnie w armii, policji, czy więziennictwie. Czy Polskę stać na przywileje emerytalne górników, nauczycieli? Czy zawód nauczyciela jest mniej niebezpieczny niż górnika? Z pozoru pytanie można uznać za głupie, ale jeżeli dobrze się przyjrzymy i zastanowimy się odpowiedź może okazać się nie taka oczywista jak z pozoru się wydaje. Przecież wskaźnik emerytur górników choćby ze względu na sam fakt określonej wysokości wynagrodzeń jest wyższy od innych. System awansu, czy możliwości zmian na stanowiskach w różnego rodzajach zawodów współgrający z urealnionymi zasadami emerytalnymi może dałby powody do lepszej sytuacji finansowej ZUSu. Dziś ZUS dla mnie równa się dług, który ja jako obywatel kiedyś będę musiał spłacić, a gdzie w tym wszystkim moja emerytura, pytam się gdzie?

Moi Rodzice nauczyli mnie szacunku do każdego zawodu, od sprzątaczki, przez śmieciarza po prezesa banku, nauczyli mnie samoświadomości „porządności” wykonywanej pracy, każdego zajęcia, od zmywania w domu po obowiązki służbowe. Kiedy mijam patrol policji mówię „dzień dobry” i często widzę zaskoczone miny, ale szybko się mijamy bo nikt się zatrzymuje. Jedni uznają to za naiwne, ale mam szacunek dla służby policjanta, strażaka, ratownika. Ktoś powie, że wśród nich są osoby, które nigdy nie powinny tam być. Jestem o tym przekonany, ale też wiem, że w każdej grupie są ludzie wspaniali, a także czarne owce, które psują wizerunek i działanie innych. Biorącto pod uwagę mogę chyba oczekiwać, a nawet domagać się kompetentności w działaniach rządu i jego agend. Chcę jako obywatel Polski poczuć się jako podmiot z jednoczesnym zrozumieniem, że na zasadach kompromisu poświęcam, czy modyfikuję swoje przekonania na korzyść kraju, o ile są uzasadnione i przedstawione z przekonaniem. Nie wykonuje ślepo poleceń i sugestii, choć wiem, że czasem nie należy zadawać pytań tylko działać. Wolę przede wszystkim wierzyć i ufać ludziom, choć nie łatwo mnie zwieść. Widziałem społeczeństwo, w którym czuje się wzajemne zaufanie, nie ma zawiści takiej jak w Polsce, gdzie nierzadko sąsiad zazdrości sąsiadowi, zamiast się cieszyć z nim z jego sukcesów. To jednak w żaden sposób nie tłumaczy działań rządów, wszystkich od 1989 roku. Nie ma takiego, który by dbał o Polskę. Nam obywatelom, choć czasem trudno to zaakceptować, nie potrzeba pomysłów na 4 lata kolejnej kadencji ale wizji i planów na kolejne 30, czy nawet 40 lat. Mam rodzinę i dziś przede wszystkim troszczę się o przyszłość syna. Przeszłość dla mnie to źródło wniosków i doświadczeń, pamięci o ludziach, najczęściej tych dobrych, o wydarzeniach, najczęściej tych dobrych, ale także i refleksji…

Wojna Polsko-Polska

Posted on Updated on

Toczy się od lat, czasem w ukryciu, czasem w błysku fleszy i obiektywach kamer. Wojna toczy się już od wieków i nie jeden fatalny skutek przyniosła dla naszego kraju, począwszy od Potopu Szwedzkiego, poprzez rozbiory. Dziś ja jako obywatel jestem świadkiem niepojętej awantury wokół krzyża, symbolu chrześcijaństwa i tych wartości które ono głosi. Niestety żadne ze stron uczestniczących w tym żałosnym przedstawieniu nie mają na względzie tego, czego symbolem i oznaką jest krzyż. Podobnie jak wieki temu tak i dziś są dwie ofiary tej wojny, a mianowicie my zwykli obywatele i sama Polska. Niestety ostatnio miałem nieprzyjemność wysłuchiwania wielu polityków, czego raczej staram się unikać. Co czułem? Polski jad nienawiści sączony przez wszystkich, bez wyjątku, choć wypowiedzi polityków z rządzącej opcji, Platformy Obywatelskiej, brzmiały w zdecydowanej większości, na tle innych najbardziej spokojniej i rzeczowo. Proszę jednak nie traktować mnie jako zaślepionego i bezmyślnego zwolennika Platformy Obywatelskiej, ani jakiejkolwiek innej frakcji politycznej. Mieszkając tam gdzie mieszkam, na peryferiach Warszawy, udzielając się w samorządzie lokalnym, tzw. jednostce pomocniczej niższego rzędu, zawsze myślę pod kątem dobra mieszkańców, moich sąsiadów, wiedząc, że nie zawsze moje pomysły są właściwe. Dystans do samego siebie pozwala mi wielokrotnie unikać sytuacji konfliktowych, choć zdarza się, że jestem uparty jak…

Bez wątpienia to co teraz serwują nam nasi politycy i to z różnych stron to typowe objawy „polactwa” i niezrozumienia potrzeb obywateli. Jako obywatel nie czuję się traktowany jako podmiot, a tak powinno być. Ja nie istnieję dla interesów partyjnych lecz to politycy mają służyć mi i Polsce. Nie zawsze dobro moje będzie zbieżne z dobrem Polski, ale wówczas mam świadomość, że być może trzeba będzie ustąpić na rzecz kraju. Czy politycy Prawa i Sprawiedliwości działają ku dobru kraju… chyba nie. Pan Jarosław Kaczyński, do którego po katastrofie wysłałem nawet list e-mail ze swoistym poparciem nie jest tym, do którego pisałem. Miałem nadzieję, że postawa jaką Pan Jarosław Kaczyński przedstawiał będzie efektem trwałym, a jednocześnie byłem przekonany o tym, że nadal PiS będzie przeciwwagą dla obozu rządzącego. Dziś kiedy obserwuję jak Pan Jarosław Kaczyński składa kwiaty pod wiadomym krzyżem, mam już tylko nikłą nadzieję, że robi to także na Wawelu. Jeżeli nie to dla mnie wygląda to tylko jako element gry politycznej, zmierzającej do „władzy”.  Byłem przy śmierci swojego Św.P. Ojca i w przypadku braci Kaczyńskich jestem tylko sobie powielać własne przeżycia by starać się zrozumieć co może czuć Pan Jarosław Kaczyński, który stracił brata. To bardzo głębokie przeżycie, którego efekty zdajemy się odczuwać teraz. Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu jako człowiekowi głęboko współczuję, jak każdemu kto stracił bliską osobę. Absolutnie zgadzam się z dążeniem do wyjaśnienia przyczyn katastrofy, tak tragicznej dla nas. Uważam, że rząd Polski powinien inaczej prowadzić działania, żałuję że nie ma międzynarodowej komisji, szkoda, że prokuratorzy tak cedzą informacje. Jednak chciałbym, czego życzę wszystkim byśmy jednak bardziej starali się wierzyć innym. Powszechnie wiadomo, że śledztwa w sprawie katastrof lotniczych mogą trwać miesiące, a nawet lata, a pośpiech jest tylko złym doradcą. Jest wiele hipotez w sprawie tej tragicznej katastrofy, poszukuje się winnych, ale może się okazać, że wszyscy są winni tylko jednego, a mianowicie niekompetencji i bezmyślności. Szkoda, bo to jest złe dla wizerunku Polski, że nie było wspólnej delegacji na uroczystości w Katyniu. Wzajemne kłótnie między Prezydentem Św.P. Lechem Kaczyńskim a Premierem Panem Donaldem Tuskiem wzbudzały u mnie przykrość i smutek, ośmieszając jednocześnie obu tych Panów i ich urzędy. Szkoda. Dziś to jednak nie ma już znaczenia bo przeszłości nikt zmienić nie może, natomiast jako obywatel mogę i domagam się zmian na przyszłość.

Hipotez przyczyn katastrofy jest kilka, a ja nie mam dostępu do akt, jak być może wielu z tych co wręcz powinni. Mogę jedynie zadawać pytania, kto pozwolił na taki skład delegacji, gdzie było tyle ważnych dla Polski osób, kto? Jak sądzę nie jest to odpowiedzialność jednoosobowa. Kto i jak działał na rzecz przygotowania lotniska? W końcu dlaczego piloci wyłączyli własne „instynkty samozachowawcze”? Nie mam najmniejszej wątpliwości, że po pierwszym sygnale nakazującym wzniesienie maszyny piloci powinni to zrobić. Przecież mieli rodziny, a gdyby ktoś nawet się obraził włącznie z Prezydentem to trudno. Nawet gdyby użyto słów nieparlamentarnych to trudno, a praca, najwyżej przeszliby do cywilnych linii. Oczywiście łatwo o tym pisać, teraz, już jakiś czas od katastrofy. Znam osoby z 36 pułku specjalnego, słyszałem opowieści i relacje i nie mam wątpliwości co do poziomu pilotów, ale jednocześnie najczęściej zwodniczym elementem jest tzw. czynnik ludzki i to nie tylko w lotnictwie. Oczywiście uważam, że sam samolot, wszystkie jego części, włączając w to efekty pracy polskich specjalistów na miejscu tragedii, powinien być przeniesiony do hangaru w Polsce. Powinien być zbadany, prześwietlony i przeanalizowany u nas w kraju, a Rosja sama jak najszybciej powinna nam w tym pomóc, bo w ten sposób pomogłaby w budowaniu własnego wizerunku. Według mnie śledztwa nie toczą się jak powinny, ale nie jestem też specjalistą w zakresie obowiązującego w takich przypadkach prawa, jego wykłądni, ani nie znam się na samolotach, choć po trochu mam zawodowe powiązania z przemysłem lotniczym. Niestety, dla wielu, nie wierzę w tym przypadku w teorie spiskowe bo ich uzasadnienia są nieprzekonujące. Nie chcę tu spekulować, bo to są tylko spekulacje, a trzeba by być także specjalistą także od Rosji by móc się tu wypowiadać. Krytykuje się, że polscy specjaliści mają jedynie kopie zapisów czarnych skrzynek. Fakt, szkoda, że nie oryginały, kopia to tylko kopia, ale nawet kopia nie byłaby w stanie ukryć faktu potencjalnego fałszerstwa nagrań gdyby takie miały miejsce. Zatem z jednej strony chciałbym by śledztwo toczyło się szybciej i są ku temu właściwe organy, z drugiej wiem, że może to trwać długo, a z trzeciej chciałbym być lepiej informowany. Natomiast takie powoływanie zespołów takich jak pod przywództwem Pana Antoniego Maciarewicza, za przeproszeniem szkoda, że to za moje pieniądze. Komisja sejmowa, choć też za moje pieniądze, która moim zdaniem powinna powstać byłaby lepszym rozwiązaniem, a jej celem powinno być nie tyle co wyjaśnianie katastrofy, lecz poprawa procedur na przyszłość, co oczywiście wymaga wyjaśnienia samej tragedii. Taka komisja ma dla mnie większą moc sprawczą.

Jeżeli śledztwo wskazałoby na winę, oczywiście personalną, również osób piastujących najwyższe funkcje w Państwie to powinny one „zejść ze sceny politycznej”. Jednak dla mnie nieakceptowalne jest wypowiadanie takich słów na podstawie wyłącznie przekonań. Takie stwierdzenia nie powinny padać z ust jakiegokolwiek polityka. Niestety jako obywatele Polski mamy do czynienia z kwiecistymi, żenującymi, często jawiącymi się wręcz jak pozbawione kompetentności wypowiedziami przedstawicielami polityki z każdego ugrupowania. Często obecnie różne ze stron zarzucają sobie wzajemnie, że ten, czy tamten powiedział to i tamto, co jest takie to a takie i w ogóle. Fakt, wiele z tych słów nigdy nie powinno paść, ale czy strona zarzucająca, czasem zwykłe chamstwo i aż chamstwo, sama jest pod względem wypowiedzi kryształowa?

Dla mnie i niestety dla większości z nas, obywateli Polski, wojna Polsko-Polska, teraz wokół katastrofy, wiadomego krzyża, samego wręcz uprawiania polityki, podważania demokratycznych wyborów i procedur decyzyjnych to dla mnie tylko odwraca uwagę od istotniejszych potrzeb kraju. Dodatkowo wzbudza emocje tam gdzie nie powinno, w samych naszych sercach. Nie raz i pewnie jeszcze nie raz będę się modlił za dusze tych, którzy zginęli w tej katastrofie. Za wieloma z tych osób, przede wszystkim politykami osobiście nie przepadałem, co nie oznacza, że mogłem odmawiać im rację w konkretnych sprawach lub wręcz popierałem w określonych poglądach. Nie muszę kogoś lubić, ale nie oznacza to, że tego kogoś nie szanuję. Wolę wierzyć i ufać ludziom niż podejrzliwie patrzeć na otaczający mnie świat.

Szkoda, że krzyż, symbol chrześcijaństwa, mojej religii jest swoistym zakładnikiem. Podczas jednej z wypowiedzi padło określenie, że nasz „kraj jest katolicki”. Niestety to nie jest prawdą, nasz kraj, Polska jest krajem, w którym katolicyzm jest religią dominującą, ale w sumie zgadzam się jednak z takim określeniem, bo nie padło słowo „państwo”. Honorowo mogę powiedzieć, że nasz kraj jest katolicki, a wartości chrześcijańskie są bardzo ważne. Bo gdy popatrzymy na kraje zachodu to wiele problemów ich nękających bierze się z odwrócenia nie tylko od wartości chrześcijańskich, ale także humanistycznych. Szkoda, że krzyża na Krakowskim Przedmieściu godnie nie przeniesiono, szkoda, że nie może tam powstać godny pomnik ofiar. Dlaczego tam, bo tam po katastrofie było to magiczne miejsce Polaków. Podkreślę cały czas myślę o pomniku ofiar katastrofy. Szkoda bo zależy to tylko od ludzi i ich decyzji i dobrego pomysłu, pewnie i swoistego kompromisu, ale życie składa się z kompromisów. Szkoda, że toczy się wojna Polsko-Polska.

Jakość studiów cz.1

Posted on Updated on

Korzystając jeszcze z uroków wolnych dni  dzisiejszego ranka zasłyszałem jak, szanowani przeze mnie poniekąd Panowie, z programu EKG w Tok FM zestawiali statystycznie lata ’80 ubiegłego wieku z czasami współczesnymi. Między innymi poruszono bliski mi temat studiów wyższych, a w tym liczby studentów, kiedyś około 450 tys., a dziś ponad 1 mln. Liczby są przybliżone bo zapamiętanie ich nie było najważniejsze. Tuż po podaniu tych danych jeden z uczestników powiedział odnoszących się do nich, że to postęp jakościowy. Niestety tylko ilościowy… Mając okazję obserwowania pracy akademickiej nie mam raczej pozytywnych skojarzeń. Jakość może i miejscami, znaczy wydziałami, występuje, poza tym mamy raczej do czynienia z masowością na studiach. Liczba pracowników dydaktyczno-naukowych systematycznie spada, bo trudno na poważnie traktować kogoś, kto pracuje na kilku uczelniach – o jakości można zapomnieć, a profesorowie w zdecydowanej większości są oderwani od rzeczywistości jaka ich otacza. W konsekwencji programy studiów są tylko z pozoru dopasowane do potrzeb, ale podobno są atrakcyjne. Nie spotkałem się z realną analizą rynku pracy dla przyszłych licencjuszy, inżynierów i magistrów rozpoczynających właśnie studia. Kierunki, specjalności to najczęściej efekt trendów mody i popularności, a czasem i przepisów m.in. o liczebności grup studenckich. Gdyby do tego dorzucić np. wskaźnik % pokazujący ilu absolwentów rozpoczęło pracę po zakończeniu studiów w kierunku jaki studiowali – zapewne zgroza i porażka – zmarnowany czas studentów i uczelni. Gdzie zatem ta jakość? Bez wątpienia są placówki bardzo dobre, wspaniali profesorzy, rozumiejący swoją rolę, mający osiągnięcia, ale to tylko krople w morzu uczelnianym. Ile osób z kadry w życiu przepracowało zawodowo poza uczelnią? – to pomimo pozorów bardzo niebezpieczne pytanie…

Spotkałem się z określeniem, że dziś uczelnie to masy studentów, często już spaczonych po szkołach średnich o postawie żądaniowej, bezkrytycznych do samych siebie, nie rozumiejących konsekwencji swoich czynów i słów. Być może jest tak, że polskie uczelnie wyższe, których sama liczba jest jak na taki kraj nienaturalnie wysoka, nie kształcą ludzi z wyższym wykształceniem, elit tego kraju, a tylko osobników legitymujących się wyższym wykształceniem. Bo być człowiekiem o wyższym wykształceniu to nie tylko umiejętności połączone w parze z wiedzą, do tego mądrość (a wiedza nie czyni mądrym), to także umiejętność obycia, komunikacji bez wulgaryzmów, to kultura. Nie zapominajmy o tym kiedy mówimy o studiach, wyższych uczelniach, elitach tego kraju…

Jestem pomimo tego głęboko przekonany, że taki obraz nie jest pełny, choć najprawdopodobniej dominujący i przysłaniający to co jednak najlepsze…

Nocne siedzenie

Posted on

Wewnętrznie nie mogę się pogodzić z moim nocnym siedzeniem i marnowaniem czasu. Niewysypanie się i w konsekwencji zmarnowany dzień nie stanowią w sumie dobrej motywacji. Więc dlaczego tak długo siedzę? Czy olśnienia się zdarzają? Chyba każdy je ma, choć już nie każdy się do nich przyznaje.

Cisza i spokój… to dla nich siedzę po nocach. Ulicą przed oknami nie stoją pojazdy w korku i nie wydają się z siebie tego okropnego hałasu, a nawet więcej, nie jestem zmuszony do wdychania tego co wydalają. Jak kojący wówczas jest deszcz, który spłukuje cały brud dnia. Nawet moje koty spokojnie śpią poukrywane w zakamarkach domu, o których istnieniu nie mam może nawet pojęcia. Choć fizycznie jestem zmęczony po zbyt późnym pójściu spać to mój umysł z jednej strony jest wściekły na samego siebie, a z drugiej strony dziękuję za możliwość obcowania ze względnym spokojem. Prawdziwym nocnym balsamem jest deszcz, którego bębnienie o dach i szum płynącej wody stanowią prawdziwe ukojenie dla zmęczonej duszy.

Choć od urodzenia przychodzi mi zmagać się z blaskami i ogromnymi cieniami miasta, cały czas poszukuję ścieżki ku leśnym ostępom, jeziorom, gdzie mogę wypocząć w ciszy i spokoju, bez głuchego szumu elektronicznych fal wokół mej głowy. Co ciekawe są jeszcze takie miejsca na tym świecie…

Podróż przez… dystans

Posted on Updated on

Pod Śnieżką - październik 2009Wielu z ludzi mówi i pisze o podróży przez życie. Czy faktycznie podróżujemy, a może nam się tak tylko wydaje. Czym jest życie – odwieczne pytanie z mnogością odpowiedzi. Dlaczego zdecydowałem się prezentować swoje poglądy na różne tematy, wydarzenia, przelotne myśli i spostrzeżenia? Hmmm,… bo mam bardzo subiektywne przekonanie, że i pisząc o „bardzo subiektywnym…” mam dystans do samego siebie. Uważam, że dystans nawet do rzeczy, czy własnego światopoglądu, obszarami tak osobistego, przydałby się każdej osobie na tym świecie. Myślę, że dystans do tego co nas otacza, także wydarzeń, a w końcu i własnych myśli pozwala na wysłuchanie krytyki, bo jak mawiam, nie muszę kogoś lubić by szanować prezentowane przez tego kogoś poglądy…