Bohomaz, czyli niewierzący kontra wierzący


Tak sobie myślę, jak ja wierzący mam z szacunkiem, co jest przecież naturalne, traktować, nawet oponentów kiedy oni celowo mówią słowa, które wiadomo, że mogą kogoś urazić. Trudno mi domniemywać coś innego i odczuwam swoistą pewność, że słowo „bohomaz” i inne wypowiedziane podczas konferencji polityków z Ruchu Palikota były celowo i wypowiedziane absolutnie świadomie. To wydarzenie skłoniło mnie do rozmyślań nad istotą współczesnego konfliktu na linii wierzący i niewierzący.

Przez wiele lat, choć robiłem niemało dobrej roboty, także społecznie, byłem poza ścieżkami kościoła. Uczestniczyłem regularnie w mszach, a mam nawet maturę z religii, choć pierwotnie zadeklarowałem nieuczęszczanie na lekcje religii. Byłem wówczas w szkole średniej. Współcześnie ja sceptyczny naukowiec, krytycznie podchodzący do świata wokół, przeżyłem religijnie to co przeżyłem i wierzę. Ktoś złośliwy zaraz by napisał, że walnąłem się w głowę i miałem objawienie. Mnie technokracie trudno było do pewnych wydarzeń, zdarzeń podejść inaczej jak do prawdziwych świadectw wiary.

Oprócz wiary w Jezusa Chrystusa, wierzę w logikę i zdrowy rozsądek i lubię dotknąć, sprawdzić, zmierzyć, a jako naukowiec wiem, że pomimo pozorów, choć wiemy tyle więcej niż przed całymi wiekami, nadal jako ludzkość mamy wiele przed sobą, a wiele z tego co wydaje nam się pewnikami, takimi za 50 lat może nie być. Pokusiłem się o taki wstęp by nieco nakreślić swoja pozycję. Moi rodzice wychowali mnie tak, że szacunek mam do każdego, każda praca jest niezbędna i generalnie wierzę w ludzi. Nie oznacza to, że jestem naiwny i łatwowierny i się nie denerwuję.

Zatem wracając do meritum, stoję na stanowisku, że jako ludzie posiadający wolną wolę, możemy wierzyć bądź nie, a zatem nie papiery, dokumenty, oświadczenia czynią nas wierzącymi lub nie tylko nasze słowa i czyny. Stąd publiczne akty apostazji czynione przez polityków trudno mi rozpatrywać inaczej niż w kategorii politycznej. Dla mnie osoba niewierząca to taka, która nie wierzy i tyle. Nie oznacza to, że nie możemy rozmawiać o duchowym rozwoju, stanie w sposób kulturalny. Ja uważam, że życie w wierze jest super, a może opłaca się bardziej i mogę o tym opowiadać, ale ani przez myśl nie przechodzi mi, że niewierzący jest gorszy ode mnie, że ma gorzej. Wybrał taką a nie inną ścieżkę wędrowania przez życie. Jego wybór, ma wolną wolę. Mam znajomych niewierzących, którzy są super fajni, nader uczciwi, szczerzy, zaradni, mądrzy i pomagający innym.  Ja darzę ich ogromnym szacunkiem, a oni nigdy w sposób negatywny nie odnosili się do mojej wiary.

Oczywiście, że nie zamierzam tu stać w obronie kościoła, wielu duchownych, którzy popełnili przestępstwa, nigdy nie powinni zostać duchownymi. Tak trudno czasem nie odnieść wrażenia, że kościół jako struktura organizacyjna nie zawsze sobie z tym radzi, a w wielu przypadkach ludzie osądzają szybciej niż powinni. Jednak kościół to niemalże 2000 lat historii, doświadczenia i tego co tak się krytykuje swoistej betonowej twardości poglądów. Oczywiście świat się zmienia, czy idzie do przodu, hmmm, może i nie, ale się zmienia. Dla mnie w tym wszystkim kościół stoi na straży pewnych zasad i wartości. Czasem i mnie to i tamto nie pasuje i mówię o tym, ale pomimo tego ta „stałość” jest pewną gwarancją, że nie obudzę się jutro i że kościół nie zmienił się o 180 stopni. Ludzie, My, potrzebujemy stałości pewnych elementów. Inną kwestią, która wydaje się być trudno zauważalna, ale w Polsce, w naszej kulturze życia, postrzeganie dobra i zła, tożsamość narodowa zrodziły się w trakcie chrystianizacji. Kiedyś nie było pojęcia Polak, Niemiec, Hiszpan, ale chrześcijanin. Czy tego chcemy, czy nie chrześcijaństwo ukształtowało w nas wiele zasad i wartości, nawet te, które dziś szumnie nazywamy humanistycznymi.

Jeżeli ktoś nie wierzy to tak naprawdę Obraz w Częstochowie, czy krzyż na ścianie jest tylko rzeczą, czymś nieistotnym. Jednak trudno nie mieć świadomości, że te rzeczy i tylko rzeczy dla osoby niewierzącej są bardzo istotne dla innych. W tak postawionym uwarunkowaniu trudno słowa takie jak „bohomaz” traktować jako zwykłe – są one obraźliwe i celowo wypowiedziane. Nawet jeżeli artystycznie coś nie musi się podobać to ze względu na szacunek dla innych należy wypowiadać się z zachowaniem kultury i poszanowania.

Niejednokrotnie spotykam się ze zjadliwością, obraźliwością wobec duchownych, zwłaszcza w pseudo anonimowym internecie. Jaka złość i nienawiść bije z wypowiedzi. Oczywiście ksiądz, któremu udowodniono zachowania pedofilskie powinien ponieść karę. Można oczywiście dyskutować, czy prawo kanoniczne pozwala w sposób właściwy reagować samym władzom kościelnym. Tak jak w prawie cywilnym, czy karnym niejednokrotnie z pozoru logiczne działania nie są możliwe. Wymagać jednak należy uczciwego podejścia i skutecznych przeciwdziałań. Wiele osób wypowiadających się przeciw duchownym nie ma elementarnej wiedzy o prawie kanonicznym, strukturze kościelnej ale się wypowiada. Zalecam odrobienie lekcji. Oczywiście są duchowni, którzy wydają się kierować władzą, pieniędzmi. Nie znam żadnego systemu „rekrutacji”, który byłby w 100% skuteczny. Wiem bo w jednym z systemów sam pracowałem. Pomimo zaangażowania, procedur zdarzają się błędy.

Nie mam złudzeń, że zapewne mniejszość spośród niewierzących jest tak naprawdę przeciwnikami jakiejkolwiek wiary, a zatem działają przeciwko. Hasła, że niewierzący są dyskryminowani, że należy maksymalnie zlaicyzować państwo, że… to nie są działania związane z unormowaniem życia niewierzących bo tak naprawdę jakie to kłody przed nimi leżą. Małżeństwo może być cywilne. Wiem, że chcielibyśmy nazywać małżeństwem pary homoseksualne. Nie ma co ukrywać, że ludzie jako jedynie podobni do Boga, jako może efekt wspaniałego mechanizmu życia, może właśnie bożego, jesteśmy jacy jesteśmy i homoseksualizm był, jest i będzie. Gdyby w całym świecie przyrody nie było jakichkolwiek zachowań homoseksualnych można by to uznać za chorobę. Jednak propagowanie poprzez parady pseudo równości takich zachowań nie jest normalne. Ja heteroseksualny nie odczuwam, żadnej potrzeby manifestowania swojej orientacji. Nawet gdybym kochał inaczej to nadal jest to dla mnie bardzo osobisty obszar uczuć i zachowań. Małżeństwo dla mnie to związek tylko kobiety i mężczyzny, bo tylko taka para ma biologiczne szanse na powołanie do życia. Jednocześnie wiem, że dwie kobiety są w stanie wychować dziecko lepiej niż samotna matka. To tematy o wielu aspektach, wiele dramatów, wiele radości, żadnej prostoty… Powinna według mnie istnieć forma prawna legalizacji związków homoseksualnych ale nie powinno się jej nazywać małżeństwem. Po prostu nie jest tak, że niezależnie kim jesteśmy, jacy jesteśmy to należy się po równo i tak samo. Nasze decyzje, życiowe wybory dają nam możliwości ale i uwarunkowania. Zawsze istnieją warunki brzegowe. Dzięki nim jedni są biegaczami długodystansowymi, a inni, mają mięśnie, płuca, serducho idealne wyłącznie do sprintu. Równość nie istnieje, bo każdy jest inny, każdy ma inne predyspozycje, a kobieta różni się od mężczyzny. Nie oznacza to, że jestem za zamknięciem kobiet w domach. Każde życie ma prawo się rozwijać i każde nasze słowa i czyny rodzą konsekwencje, czasem radosne, czasem bardzo przykre.

Zatem nie ulega wątpliwości, że ze strony wierzących jest atak na wierzących. Nie ulega wątpliwości, że w wielu przypadkach własne przykre doświadczenia z duchownymi przelewa się na całą wiarę, co jest samo w sobie bezzasadne. Nie ulega wątpliwości, że pośród duchownych są tacy, którzy w naszych ludzkich kategoriach nigdy nimi nie powinni zostać (powołania zawodowe, jak to określam). Dla mnie nie ulega wątpliwości, że nauczanie religii widzę przy kościele a nie w szkole co bynajmniej we współczesnym świecie nie zwalnia nas z kwestii wychowywania dzieci. Współcześnie dzieci masowo są pozostawione same i same muszą sobie radzić. Szkoła powinna jakoś oddziaływać w warstwie etyczno-moralnej. To akurat nie podlega dyskusji i nie powinno tu także zabraknąć duchownych. W szkole katolickiej lekcje religii powinny być zaś dozwolone bo to jakby jest naturalne.

Nie ma co ukrywać, że systematycznie chrześcijaństwo jest spychane, a nawet islam jest łagodniej traktowany w imię poprawności politycznej. Siostra ze szkoły katolickiej w Genewie nie mogła chodzić po szkole w habicie, choć uczniowie przyjechali w odwiedziny do szkoły partnerskiej, ale muzułmanki mogły chodzić w tradycyjnych okryciach głowy. 2 czy 3 lata temu został wydany kalendarz przez, czy pod auspicjami EU, w którym były różne święta, w tym innych religii, ale za to żadnego chrześcijańskiego. Za przeproszeniem to islamiści są gośćmi w Europie a nie na odwrót. Nie mam nic przeciwko innym wyznaniom ale bez przesady.

Niewierzącemu nie przeszkadza krzyż u mnie w domu, czy w szpitalu, czy nawet w sejmie. Z mojej perspektywy nie może być też tak, że niewierzący powinni odczuwać dyskryminowanie. Problemem jest natomiast zakłamanie ludzi, którzy np. szydzą z tych co nie posyłają dzieci do Pierwszej Komunii. Taką decyzję podjęli i należy ją uszanować, choćby w myśl zasady, że nie muszę się z kimś zgadzać by go szanować. Jakże dzieciaki to przeżywają bo inni na Pierwszą Komunię dostali takie prezenty. Mój syn dostał wyłącznie praktyczne prezenty, np. kask na rower, sam go wybrał i w dodatku dzień po Pierwszej Komunii. Dla mnie robienie kabaretu z obłudy manii prezentów na Pierwszą Komunię jest wyłącznie oznaką tego, że ktoś tu chyba udaje wierzącego. Pierwsza Komunia w wymiarze duchowym to zupełnie inny świat.  Jestem w stanie zrozumieć niewierzących.

Ile to zarzutów, że duchowni to ludzie śpiący na kasie, bogacze. Napiszę tak, że ja nie mam nic przeciw temu, że jeżeli ksiądz zarobi to ma. Pieniążki należne duchownemu daje się wyliczyć i nie ma tu bynajmniej dowolności. Czy są przekręty? Nie wątpię, że są i powinny być właściwie „rozliczane” a osoby odpowiedzialne ukarane. Gdy ja przeczytałem o tym, że jeden z zakonów żeńskich chce sprzedać ziemię z osiedlem i w zasadzie ludźmi to popukałem się w czoło, że to paranoja. Jestem świadomy, że w kościele katolickim popełnia się błędy, ale błędy popełniają ludzie. Nie utożsamiajmy ich automatycznie z całym kościołem w kontekście wiary. Wiele rzeczy należy jeszcze wyjaśnić, wiele naprawić.

Pomimo wszystkiego nie mam wątpliwości, że kościół katolicki jest atakowany, że ja jako wierzący czasem czuję się głupio, tylko dlatego, że wierzę. Niech sobie ktoś tam myśli, że wiara to głupota, ma prawo. Jednak nie ma prawa by mnie obrażać, lżyć, wyśmiewać. Tak jak ja nie mam prawa robić tego w drugą stronę.

Jak widzicie to nie jest tak, że jako wierzący jestem zafiksowany i zaślepiony, ale oczekuję, że osoby szczególnie publiczne staną na wysokości zadania i choć zachować się będą potrafić, a także od innych oczekuję tego samego. Wielu zapewne z wrogością odnosi się do duchownych bo oni „śmią” zwracać uwagę na to jak się powinno żyć. Bo w wielu Polakach panuje przekonanie, że robi się co się chce, bo ma się do tego prawo. Otóż nie, bo zasady życia w grupie są już zasadami i nie ma tak, że nawet we własnym domu robimy co chcemy. Tak po prostu jest.  Bycie kulturalnym w zachowaniu i wyrażaniu się, zachowanie szacunku, także dla oponentów, używanie słów dzień dobry, do widzenia, przepraszam, proszę to po prostu zasady obowiązujące nas wszystkich, niezależnie od pozycji, stanowiska, wykształcenia, pochodzenia, czy wiary, pory dnia, czy nocy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: