Nacjonalizm i…


Co co oznacza bycie nacjonalistą polskim. Dla mnie robienie wszystkiego co powoduje, że Polska jest silna gospodarczo, ludziom żyje się dobrze, przede wszystkim godnie, mamy przyszłość oraz, że Polska jest liczącym się graczem geopolitycznym, bo z takim położeniem nie wykorzystanie tego faktu jest tragedią pokoleń. Silny gracz to nie tylko gospodarka, ale także strategiczna kontrola tranzytu towarów, skuteczny wywiad, nowoczesna armia. W byciu nacjonalistą nie ma dla mnie braku akceptacji dla mniejszości narodowych, imigrantów. Oni stanowią ważny fragment rozwoju mojego kraju.

ALE… Jednocześnie uważam, że wszelacy imigranci są gośćmi w moim kraju. Jest dla mnie obojętne czy wokół mnie mieszkają wyznawcy judaizmu, islamiści dopóki panuje wzajemne poszanowanie. Niestety prędzej czy później następuje trudny do wyraźnego określenia problem braku asymilacji z wartościami, warunkami i zwyczajami kraju, w którym imigranci mieszkają. Widziałem co się dzieje w Finlandii, gdzie trudno mówić o wystarczającym wejściu imigrantów w dany świat wartości i zasad. Co dzieje się w Niemczech, gdzie chyba już 1/5 obywateli nie jest narodowości niemieckiej. Francja również boryka się z historią imigracji. Różnorodność zwyczajów, tradycji, kultury, języka jest wspierającymi się nawzajem motorami rozwoju, nowych pomysłów i idei ale może być także zapalnikiem konfliktów, których zażegnanie jest z reguły bardzo trudne.

Napaści na osoby innej narodowości, czy koloru skóry to coś co nie mieści mi się w głowie, jest dla nie pojęte, ale nie niezrozumiałe. Spróbujmy jako katolicy wybudować kościół w krajach arabskich. Będąc tam wręcz musimy przyjąć określone zasady i nie ma wyboru. Natomiast osoby z arabskiego kręgu kulturowego mogą w Europie odwoływać Boże Narodzenie, budować meczety w imię błędnie postrzeganej poprawności politycznej. Równość nie oznacza prawa do zmiany kulturowego wizerunku Europy, jej zasad i wartości podług własnych. Otwartość nie jest ograniczona, a przyniesione tradycje i zwyczaje nie mogą być wbrew prawu danego państwa. Tak ja jestem gościem tam, tak Oni są gośćmi tu. Przekonany jestem, że emigracja nie rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie umniejsza, rozciąga go w czasie, osłabia, ale nie znosi, lecz wprowadza na inny poziom. Nie dziwię się przybyszom, że kultywują własne tradycje, zwyczaje bo niby dlaczego mieliby je odrzucić. Nigdy w życiu. Przecież chodzi o własną tożsamość. Jednocześnie jednak poprzez takie skądinąd normalne kwestie nie można dokonywać zmian w kraju do którego się przybyło. Konsekwencją są nowe uwarunkowania, które podjęto w zasadzie świadomie. Przecież kiedy przybywam do kraju, nie mojego, przyjmuję tam panujące uwarunkowania. Nie muszę ich akceptować, utożsamiać się z nimi, ale jestem tam gdzie jestem. Jedynie USA jawią się jako kraj, którego powstanie wiąże się z przybyszami, imigrantami i jako jedyny kraj umożliwia takie wielonarodowościowe koegzystowanie i jednocześnie USA mają swoje mroczne cienie tego aspektu.

Właśnie konsekwencja – słowo o znaczeniu tak rugowanym z potocznego życia, a jakże jednocześnie wszechobecne. Każde nasze słowo, czyny wpływają na słowa i czyny innych, mniej lub bardziej, pomijalnie lub znacząco. Dlaczego zatem tak unika się konsekwencji. Zapewne po tym wpisie ktoś przypnie mi łatkę ograniczonego ksenofoba, ale czyż nie mam racji podnosząc jedynie pewne kwestie, które przyznajmy uczciwie nie są bezpodstawne. Dobrze rozmawia mi się ze studentami z  Sudanu, Kenii, Hiszpani, Niemiec, Ukrainy czy Iranu. Zupełnie normalni ludzie z normalnymi problemami, wątpliwościami, przemyśleniami, nadziejami, planami, marzeniami.

Europa się chwieje poprzez generalny sukcesywny i postępujący upadek wartości. Nie chodzi tu tylko bynajmniej o wiarę katolicką, która oczywiście w wyniku kształtowania się tożsamości narodowych w wiekach wczesnych, średnich tak naprawdę ulepiła nasz ryt moralny i kulturowy. Zarzuca się odchodzącym od wiary, że nie są w stanie kreować moralnych zasad i jest w tym wiele prawdy, ale na poziomie uogólnionym. Mam wielu znajomych, którzy wybrali ścieżkę poza wiarą i są to osoby mądre, światłe o wysokiej kulturze. Ja wierzę, jestem katolikiem, wyznaję konkretne wartości i jako sceptyczny naukowiec uważam, że zdroworozsądkowy katolicyzm, zgodny z naukami kościoła to wspaniała ścieżka życia. Nie wyklucza to innych, lecz upadek wartości statystycznie wiąże się ściśle z laicyzacją Europy Zachodniej. Po drugiej stronie nie mamy bynajmniej fanatyków katolickich przeinaczających własną wiarę, lecz wyznawców przede wszystkim islamu, których reprezentacja jest coraz większa i wyraźnie, na poziomie ogólnym, wyróżniająca się i nie asymilująca się z zasadami, wartościami i uwarunkowaniami europejskimi.

Żadna religia monoteistyczna nie wzywa do walki z wyznawcami innej wiary, co nie zabiera prawa do obrony własnych wartości. To ludzie to przeinaczają. We wszystkich zmianach światopoglądowych przebija się powoli chaos wyborów i braku tolerancji. Tolerancji, która nie oznacza wzajemnej akceptacji ale takiej, w której pomimo różnic wyznaniowych, światopoglądowych można społecznie żyć z zachowaniem kulturowego i wartościowego fundamentu danego kraju. Chrześcijaństwo ukształtowało nas, nasze postrzeganie dobra i zła, czy tego chcemy, czy nie. Wiele osób dokonuje apostazji i odchodzi od kościoła katolickiego. Czy tym samym przestają być ludźmi kochającymi swój kraj? Jasne, że nie. To, że nie umieją, nie chcą zrobić tego jak przewiduje prawo kanoniczne to jest ich problem. Przybijanie na drzwi, żądania wykreślenia z ksiąg parafialnych to jedynie głośne wyrażanie własnych uczuć, ale według mnie mało uzasadnione, jedynie medialne. Bo jak któryś z parafian regularnie zapisuje to co zapisuje, np. chrzty to z takiej ewidencji nie da się wykreślić. Bycie kronikarzem każdy ma prawo. O tym czy jest się katolikiem, wyznawcą islamu, czy judaizmu, czy ateistą, może agnostykiem świadczą nie papierki lecz własne słowa i czyny, które w wymiarze społecznym nadal podlegają określonym zasadom i prawom. Należy być kulturalnym, porządnym, uczciwym, pracowitym, pomocnym,…

Jesteśmy świadkami coraz częstszych aktów radykalizmu w różnym wydaniu, od politycznego, przez socjo-społeczny, po religijny. Żaden z takich objawów nie wspiera mojego kraju w czymkolwiek, ale nie można tego lekceważyć. Nie można na to pozwalać, ale należy także słuchać bo radykalizm to oznaka, sygnał, informacja, że coś złego się dzieje, a nic nie dzieje się bez powodu i nie wszystkie powody radykalizmu są złe, a niektóre są zapewne bardzo zasadne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

<span>%d</span> blogerów lubi to: