Góry… X Zlot Forumowiczów npm


Zlot forumowiczów npm to dla mnie okazja przede wszystkim do spotkania TYCH ludzi. Z jednymi rozmawiam więcej, z innymi ledow zdążymy uścisnąć sobie dłonie. Jedni dla mnie są guru w górach, inni podobnie jak ja człapią sobie w swoim tempie. Pełen przekrój osobowości. Chyba jednak jedno nas łączy. Nie zawsze umiemy to opisać, czy zrobić zdjęcie, nie napomykając o uczuciach, ale wszyscy w górach odnajdujemy to coś, każdy z nas ma swoje własne coś co wzbudza te motylki gdzieś tam w naszych trzewiach. Połączenie góry i TYCH ludzi po prostu jest bezcenne…

Dzień wyjazdu jak zwykle w pośpiechu. Wyjeżdżając wiem, że czegoś zapomniałem, choć nie wiem czego konkretnie. Statystyka, ona zawsze ma rację. W drodze, na miejscu okazuje się oczywiście czego nie wziąłem. Tym razem 3, może 4 rzeczy, ale pamiętam tylko, że pewnego leku na moje stawy. Pierwsze wyzwanie to odebrać żonę z centrum Warszawy. Na szczęście godziny jeszcze przedkorkowe, ale za to wyjazd z Warszawy daje nam pierwsze straty w harmonogramie. Poza tym samochodzik nasz kochany to nie rakieta, nie lubi nadprędkości. Toczymy się do przodu, aż do Częstochowy gdzie korek nas zatrzymuje na ponad pół godziny, a może nawet godzinę. W ciemnościach około 22 dojeżdżamy do Ujsoł. Samochodzik ma wolne i zostaje na plebani miejscowej parafii. Z resztą jak dla mnie to nie jedyne spotkanie z wiarą podczas tego zlotu. O 23:00 wchodzimy na żółty szlak z Glinki na Krawców.

Dostajemy pierwszy prezent osładzający strome podejście. Niebo pełne gwiazd, ale jakich, jak soczystych, klarownych, jasnych. Taki gwiezdny wianek nad głowami. Trudno oprzeć się pokusie poleżenia pod takim nieboskłonem. Krótka przerwa musi wystarczyć, choć Jowisz, Plejady, Orion, Perseusz i inne świecą cały czas nad nami dodając otuchy. W pewnym momencie światło czołówki pada na stalową tablicę. Przyglądam się baczniej, a to II stacja Drogi Krzyżowej. Ostatnia była już za schroniskiem, a więc szlak trudów, piękna, ale już o nieco swoistym innym odczuwaniu. Drałujemy w górę, a prześwity między drzewami na nocne niebo są cały czas tym bonusem. W ogóle lokalizacja ta daje bardzo ciekawe możliwości obserwacji astronomicznych. Żona w pewnym momencie przy kolejnej VI czy VII stacji Drogi Krzyżowej zadaje pytanie, czy przypadkiem nie kończy się przy schronisku. Politycznie nie odpowiadam. Sam nie wiem, a przecież została jeszcze mniej więcej połowa. Glina i błoto nadaje sens nazwie miejscowości – Glinka. Buty oblepione, spodnie utytłane, ale walimy cały czas do góry. Jaka odczuwam radochę. Dzięki telefonowi kontaktujemy się z Agnieszką Żero. Wiedzą, że „idziemy”. Około 2 w nocy wchodzimy do schroniska. Niemal 4 godziny od samochodu. Szukam kondycji, a żona udaje się spać tak szybko jak to tylko możliwe. Zbliżając się do schroniska błyski fleszy i odgłosy biesiady były
znakami, że to już, tuż za tymi świerkami, no prawie, ale wiadomo jak to dodaje sił.

Nie byłem w stanie zliczyć naszych, bo część już spała, ale według naocznych świadków było nas 30. Atmosfera wydawała się wspaniała, a jaka lektura, te opowieści, te znajome twarze, te historie. Szkoda, że tak późno dotarliśmy ale i
tak się cieszę, nadal, że nam się udało, że samo przejście do schroniska też było wartościowe samo w sobie. Spać…

Oczekiwanie na wrzątek o poranku było czasem rozmów, śniadania, które spożyliśmy na zewnątrz. Gospodarz jest nieco intrygujący, a jego nazwisko mówi wiele, ale generalnie jest OK! To czego żałuję, że nie zrobiłem uroczego zdjęcia naszych buciorów na półkach w przedsionku. Widok jakże uroczy i wielce wymowny. Stare, nie najmłodsze dechy półek, drewno wokół, utytłane buty. Taka swoista magia butów wędrowców. Poranne zdjęcie grupowe dopełniło porannych przygotowań i w drogę…

Pogoda przeczyła temu iż zlot jest jesienny. Krókie spodenki, t-shirt, a na niebie ani chmureczki, błękit nieba, Słońce. Dzień szykował się przedni i taki też się okazał. Wyruszyliśmy planowo do Lipowskiej, lecz większość noclegów była
zaklepana w Rysiance. Zanim jednak dotarliśmy do wspomnianego schroniska przed nami była droga do przejścia. Choć nasza grupa traciła zamek nie jeden raz to wędrowało się bardzo przyjemnie w doborowym towarzystwie. Przerwy w wędrówce na podziwianie widoków, czy przerwę były czasem rozmów. Bez biegu, w swoim żółwim tempie, niemalże stopa w stopę, powoli w górę. Czułem się jakby wyjęty z codzienności. Ta pogoda, czas, miejsce, a przede wszystkim ludzie. Dzięki temu człowiek może żyć dalej. Schronisko na Rysiance bardzo miło mnie zaskoczyło. Fajna, profesjonalna obsługa, bardzo dobre jedzenie, gleba z materacem. Cóż dodać, cóż ująć, było fajnie. Szybko podjęliśmy decyzję by nocować na Rysiance. W konsekwencji i przy takich a nie innych uwarunkowaniach Zlot przeniósł się do Rysianki. Zanim poszliśmy spać biesiadowaliśmy przy ognisku. Były kiełbaski, lektura, śpiewy, gitara, rozmowy. Oczywiście nie zabrakło kroniki dzięki Zielonej.

Noc na glebie w jadalni pełna wydarzeń 🙂 Pominę te niemiłe, a słowa „O Jezu”, gdy kucharka zapalała światło o 6 nad ranem i jej szybka riposta „Nie Jezus, ale do kuchni muszę się dostać” zapadną mi w pamięci na długo. Planowo mieliśmy
wystartować jak najszybciej, lecz wschód Słońca nas powstrzymał. Było cudnie, a potem było szybko. Powrót do domu, kolejne kilometry w drodze. Już mi tego górołażenia brakuje, no i przede wszystkim Was…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: