Ukraina, Lwów, Pikuj, połoniny cz.1


Plan wydawał się prosty i został prawie zrealizowany. Jednak zanim do samego planu i jego realizacji, odmiennej od pierwowzoru. Najpierw o odczuciach bo zdjęcia są w stanie obróbki, mapka w stanie opracowywania, a opis gdzieś jeszcze na brudno.

Można wiele usłyszeć, wiele przeczytać ale na Ukrainie trzeba być, trzeba ją zobaczyć. Poznać tych wspaniałych ludzi. Miałem przyjemność skorzystać z ich życzliwości.  Cienka granica dzieli nas Polaków i Polskę od „innego świata”, świata doświadczonego przez dziesięciolecia komunizmem. Trudno mi słowami opisać kontrastowość jaka jest tak ewidentnie zauważalna. Wszystko jest takie odmienne i jednocześnie takie bliskie, bynajmniej nie w fizycznym rozumieniu. Widziałem Lwów, piękne miasto z minioną świetnością. Nie ma co udawać, że nie było kiedyś polskie, choć większość mieszkańców wokół to byli Ukraińcy. Trudno nie odczuć, że władze robią co mogą by wymazać z historii miasta jakąkolwiek polskość. Jakimś cudem ocalał pomnik Mickiewicza na placu jego imienia. Jednak nie łudźmy się ale plac wzbogacił się o pomnik bohatera narodowego Ukrainy. Brak w zasadzie jakichkolwiek polskich tablic informacyjnych w miejscach jednoznacznie z polskością związanych uznaję co najmniej za niezrozumiałe, choćby w kontekście turystyki. Wchodząc na kopiec na Wysokim Zamku nie ma ani jednego słowa kto go usypał, skąd była ziemia, ku uczczeniu czego. To jest przykre.

Historii nie można zmienić. Była jaka była. Dla mnie jej konsekwencje są przykre. Od zawsze uważam, że Polska i Ukraina powinny być silnie współpracującymi krajami. Niepodległość Ukrainy jest dla mnie czymś absolutnie naturalnym, choć można odczuć, że szczególnie wschodnia Ukraina ma konotacje silnie prorosyjskie. Polacy walczyli z Ukraincami i Ukraincy z Polakami. Obie strony zabijały się nawzajem. Szkoda, że tak potoczyły sie losy.

Lwów to żywa historia, gdzie niemal każdy zaułek mógłby się doczekać odrebnej wielotomowej udokumentowanej historii. Tę historię się widzi, czuje. Przepływa ona przez człowieka jakby mimochodem. Jakże inna jest wędrówka po warszawskiej starówce.

W górach, w które wyruszyłem przede wszystkim doświadczyłem zaś tego czego w naszych polskich już prawie się nie da. Po pierwsze brak turystów, znaczy tłumu turystów. W góry ruszam dla oczyszczenia, odreagowania, oderwania od codziennych, wielkomiejskich, rodzinnych problemów i problemików. Wschód, czy zachód Słońca, piękno nieba, cisza bezwietrznych godzin i szum wiatru wokół mnie. Wizualna uczta na połoninach. Czyste piękno, radość, szczęście…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: