O absolwentach studiów i nie tylko


Nie mogłem przejść spokojnie obok gazety z opinią Prezesa PZU, ani obojętnie słuchać radiowych męczarni jakiegoś rektora. Moim zdaniem, bardzo skromnym, lecz podpartym doświadczeniem tak ostre słowa wobec absolwentów polskich uczelni, już tylko z nazwy „wyższych” są jak najbardziej słuszne. Jednak dzisiejszy realny rynek pracy, korporacje, przemysł, MŚP to mieszanka osób, które otrzymały solidne wykształcenie na studiach oraz już tych, którzy przeżyli współczesny system wyższego wykształcenia. Głos Prezesa PZU traktują jako głos człowieka, który otrzymał nie tylko solidna wiedzą, ale zapewne i przetrwał porządne, wymagające, niełatwe zajęcia praktyczne. Dzięki czemu stanowił realną wartość na rynku pracy, był kimś już po studiach. Dziś mój znajomy z firmy produkcyjnej już nie sili się na to by kierunek studiów świeżego absolwenta traktować jako jakikolwiek wyznacznik umiejętności i wiedzy. Zatrudnia tekiego, który wykazuje chęci i zaangażowanie w dalszym doskonaleniu się. Wówczas potrzebuje do 3 lat by taki absolwent stawał się wartościowy z punktu widzenia jego firmy.

Słuchając w radiu wypowiedzi przedstawiciela uczelni wyższej po prostu targały mną emocje, bardzo silne emocje. Nawet jeżeli przyjmiemy, że są lepsze i grosze wydziały, czy całe uczelnie to trend zniżkowy w jakości nauczania jest wszędzie, no może prawie wszędzie opadający. Niestety to prawie wszędzie nie jest wstanie powstrzymać ogólnej i całościowej degradacji polskich uczelni „wyższych”. Okrajanie godzin laboratoryjnych, ćwiczeniowych, czy projektowych ze względu na oszczędności jak nie trudno przewidzieć wpływa na kształtowanie i doskonalenie umiejętności w stopniu katastrofalnym. Nie trzeba obcinać godzin – wystarczy zmienić wymagane minimalne liczby studentów i zwiększyc tak, że trudno takie zajęcia traktować jako sensowne.

Do tego dochodzą typowo polskie (polactwo) zachowania, czyli wyrywanie sobie nawzajem przez poszczególne zespoły całych przedmiotów. Celem nie jest jakość i efekt procesu nauczania, a studenci wydają się niemalże złem koniecznym. Liczą się przede wszystkim partykularne interesy poszczególnych grup, czy stajni profesorskich. Dziś, teoretycznie, dużo łatwiej zwolnić „złego” pracownika naukowo-dydaktycznego, lecz tylko teoretycznie. Samodzielny pracownik naukowy (od dr hab. w zwyż) odgrywa znaczącą rolę w tzw. minimum kadrowym dla kierunku nauczania. Trudno uznać by był szeroki wybór specjalistów na wysokim poziomie w takim kontekście. W konsekwencji większość, szczególnie kadry profesorskiej, czuje się absolutnie bezpiecznie. Od wielu lat powtarzam, że moim zdaniem jedynie ukontrakowienie i ustanowienie wyłącznie stanowiska profesora z jednoczesnym zniesieniem jego tytularności to droga, która może przynieść korzyści. Oczywiście nie jest wolna od wad, lecz w moim przekonaniu znacząco lepsza od obecnego systemu, w którym jak mnie się wydaje jedynie garstka profesorów wie co to oznacza nim być, jaka to odpowiedzialność, jaka rola.

Takie kwestie jak niskie przygotowanie aboslwentów szkół średnich jest oczywiście znaczącym czynnikiem, lecz to właśnie studia wyższe mają stać na straży wysokich kompetencji i umiejętności. Studiowanie nie jest dla każdego i nie może mieć charakteru masowego, jak dzisiaj. Wyższe wykształcenie to nie tylko umiejętności, wiedza ale także kultura obycia, zachowania, wypowiedzi i to bardzo szeroko pojmowana. Zatem obecna matura nie zdaje z punktu widzenia celu studiów wyższych swojej roli i wręcz konieczne wydaje się przywrócenie egzaminów wstepnych i wdrożenie obowiązkowych rozmów z kandydatami.

Dodatkowo nikt nie pomaga młodym ludziom w wyborze studiów. Maturzyści pozbawieni są wsparcia i nie umieją nawet kierować się własnym interesem, czy próbować przewidywać przyszłości i opracowywać dla siebie życiowe plany. W konsekwencji większość nie kieruje się logicznym i zdroworozsądkowym podejściem do wyboru studiów, czy innej ścieżki życiowej, lecz poddaje się trendom, modzie, czy niekompetentnym informacjom z mediów. Jednym słowem „dramat”.

Masowość współczesnego studiowania automatycznie wręcz powoduje, że studia nie zapewniają pracy i w opinii, nie tylko mojej, nie są wręcz w stanie.

Absurdalność „bezpłatnego” studiowania rodzi całkowicie patologiczne efekty. Gdyby studia były skuteczne to specjaliści wyjeżdżają z kraju i Polska nic z tego może nie mieć… Uczelnia jest firmą, która musi zarobić na budynki, laboratoria, zaplecze dydaktyczne i naukowe, pracowników, naukowych, dydaktycznych, administracyjnych i jeszcze zapewnić rozwój. Bazowanie wyłącznie na subwencji państwowej w przypadku uczelni państwowych jest patologią. Jeżeli student musiałby choć dopłacić różnicę między subwencją a realnymi kosztami danej uczelni to uruchamiane są dwie zasady funkcjonowania:

1. Płacę to wymagam.
2. Jak płacę to jednak się wezmę za robotę.

Dziś czywiście tragiczna postawa roszczeniowo żądaniowa obecnych studentów wywodzi w prostej linii ze szkół, które dzięki wielu rządom pozbawiono narzędzi dyscyplinujących, a relacje uczeń-nauczyciel-rodzic zostały zdewaulowane i niemalże zniszczone. Czy zatem można oczekiwać innych postaw i zachowań? Można natomiast wymagać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

<span>%d</span> blogerów lubi to: