Znów ACTA…


Włączenie telewizora, komputera, czy sięgnięcie po prasę w ostatnim czasie kończy się gdy wzrok pada na słowo ACTA. Jednak bynajmniej nie jest to temat zastępczy, aż z dwóch powodów. Po pierwsze wyzwolił wiele emocji pośród wielu ludzi i to na całym świecie, a po drugie coś w tym czymś jest, by uznać to za ważne dla nas.

Dziś przełączając programy telewizji publicznej natrafiłem na program „Kultura, głupcze” i akurat dyskutowano o ACTA, prawach autorskich i wszystkim co z tym związane. Zacne osoby, zacne wypowiedzi dzięki czemu postanowiłem wysłuchać. Ogólnie określiłbym wyrażane opinie jako zrównoważone bez przesadnej emocji. Oczywiście nie powiem mam jedno „ale”, jedno bardzo wyraźne.

Pan Jacek Żakowski, który w kontekście ACTA dał się poznać jako obrońca, trudno definiowalnej, wolności internetu, co samo w sobie również wznieciło jakieś emocje. Jednak fragment wypowiedzi pana Jacka zaskoczył mnie, bo nie spodziewałem się takiego „niezrozumienia”, „niewiedzy”, trudno mi to zdefiniować, bo trudno mi uwierzyć.

W trakcie wypowiedzi z ust pana Jacka padły takie o to słowa „… nauka przestała się rozwijać…” oraz brak dostępu do „oryginałów badań”. Zastanawiam się co skłoniło pana Jacka do tak mylnego poglądu. Nauka pędzi, choć czasem powinna stać w miejscu, bo nie ma nic gorszego jak badania kompletnie bez sensu. Problem w tym, że dziś coś jest bez sensu, a za miesiąc okazuje się fantastycznym odkryciem. Z jednej strony mamy badania i projektu wybitnie o charakterze użytecznym i całą baterię badań zwanych podstawowymi, które prowadzą do rozszerzenia możliwości tych pierwszych. Nie wiem jak nauka mogłaby się przestać rozwijać w kontekście własności intelektualnych, w tym praw autorskich. W badaniach jak w systemie naczyń połączonych trudno by coś wypełniło bez wlania czegoś, a konkretnie funduszy. Nauka albo bazuje na grantach, nie tylko rządowych, ale także na zamówieniach z przemysłu. Czy mamy udostępniać wszystkie wyniki badań, konstrukcje, w tym związki chemiczne, trujące, środki biobójcze, sama nazwa mówi za siebie, dokumentacje techniczne broni?

Własnością praw autorskich dla projektu opracowanego na Politechnice jest Politechnika lub jest to regulowane w ramach projektów na rzecz przemysłu. Z reguły kto płaci ten ma prawa autorskie, a nawet wprowadza się w życie umowy regulujące zakres ujawnianych publicznie danych z projektu, np. w artykułach. W końcu prowadzimy prace mające podnieść konkurencyjność danych zakładów przemysłowych, a zatem nie chcemy by to mogli poznać inni z branży.

Właśnie, artykuły… to dziś podstawowa forma wymiany informacji naukowych. Sama tzw. lista filadelfijska jest długa, bardzo długa. Oprócz tego istnieje cała „nieokreślona” dla zwykłego człowieka liczba czasopism poruszających tematy naukowe, na styku nauki i biznesu… Jak to się mawia, naukowiec, które nie publikuje nie istnieje i coś w tym jest, lecz czy takie podejście powinno być dominujące, to już inna kwestia.

Jedną z głównych zasad przy bardzo poważnych badaniach, nierzadko fundamentalnych, najważniejsze jest by inny ośrodek badawczy powtórzył i osiągnął zbliżone wyniki, potwierdzające wyniki innych ośrodków naukowo-badawczych.  W takich przypadkach dostęp do pełnych wcześniejszych wyników może być albo szczęściem albo przekleństwem. Taka jest nauka, wymaga braku zaufania tam gdzie jest ono pozornie pewne. Cała otoczka i uwarunkowania mają maksymalnie uwiarygodnić badania, a nie tylko pozwolić na ich skopiowanie.

Poza tym nie ma czegoś takiego jak „oryginały badań”. Coś takiego nie istnieje. Co najwyżej istnieją oryginalne zapiski, zapisy danych, ale nie ma czegoś takiego jak oryginalny rękopis badań. Może być oryginał artykułu, ale wyników jako takich nie.

Natomiast choć mam odmienne zdanie niż pan Jacek Żakowski, zwrócił on jednak uwagę, choć w swej wypowiedzi bardzo pośrednio, wręcz na poziomie interpretacyjnym (i mamy badania 🙂 ), na pewien istotny problem w nauce. Nauka to pieniądze, a w wielu przypadkach osobowych pieniądze to zaślepiająca mamona, sterujące życiowymi priorytetami. Co to oznacza w badaniach – a mianowicie hipotetycznie może się tak zdarzyć, że zostanie odkryte rewolucyjne coś, co mogłoby zapewnić funkcjonowanie ludzkości z pełną ochroną środowiska, dbaniem o zdrowie, ale istnieje potężne lobby jakiejś tam gałęzi przemysłu, która ze względu na obecny status quo nie chce tego zmieniać ze względu na zyski. Wówczas wyniki takich badań, jeszcze sfinansowanych przez tę gałąź przemysłu, najprawdopodobniej zostałyby utajnione, wbrew logicznemu interesowi społecznemu. Tu jest ewidentny problem i to może stanowić o rozwoju, o byciu, lub nie istnieniu. Celowo i świadomie napisałem enigmatycznie o „czymś” i „gałęzi przemysłu” bo taka sytuacja może się zdarzyć w każdym obszarze badawczym, a moim celem nie jest oczernianie, lecz dyskutowanie, tu w tym zakresie o etyce i życiowych priorytetach.

Jednak kiedy coś co należy do kogoś innego pomimo praw do własności intelektualnej powinno być bezapelacyjnie dostępne wszystkim bez ograniczeń? Jak dokonać legislacji takich zasad? W tym względzie jest dużo pytań i mnóstwo wątpliwości. W tym zakresie ACTA może się okazać skutecznym ułatwieniem w „chowaniu” przełomowych wyników jeszcze bardziej przełomowych badań, które może właśnie się toczą, ale świat o nich nie wie.

Tu raczej nie dotykamy „rozwoju nauki” i jego tempa, lecz konsekwencji badań w ujęciu społecznym całej ludzkości. Nauka postępuje i cały czas się rozwija, lecz nie jest pozbawiona „czarnej strony” swojego istnienia. Jeżeli pan Jacek Żakowski ma takie lub zbliżone poglądy to się zgadzamy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: